Na marginesie wątku o dodatkowych płatnościach, które mają wyeliminować "chodzenie po lekarzach dla rozrywki", czemu rzekomo starsi ludzie pasjami oddają się z powodu nadmiaru wolnego czasu.
System jest tak skonstruopwany, żeby ludzie jak najwięcej "chodzili po lekarzach". Ja na przykład jak na prawdziwą ematkę przystało mam chorą tarczycę

Co oznacza, że mam być pod opieką endokrynologa. Pominmy już fakt, że na nfz przysługuje mi jedna wizyta rocznie i właśnie zaklepałam wrzesień 2018. Ale przychodnia specjalistyczna co roku chce ode mnie kolejne skierowanie do endokrynologa od lekarza pierwszego kontaktu. Które to skierowanie internista wystawia mi na podstawie... karteczki od endokrynologa o konieczności leczenia. Więc raz w roku zajmuje kolejkę tylko po to, żeby dane z jednej karteczki przepisać na drugą.
Kolejna sprawa - ginekolog, do którego chodziłam w ciąży nie mógł wypisać mi skierowania do okulisty (badanie przed porodem) - dał mi karteczkę do lekarza pierwszego kontaktu, żeby to zrobił. Czyli kolejny raz zajęłam kolejkę po to, żeby poprzepisywać karteczki...
Jak system tak wygląda to ja się nie dziwię, że starsi ludzi, którzy przecież mają mnóstwo dolegliwości ciągle "chodzą po lekarzach".