W gimnazjum córka zdała FCE na poziomie C1, ocena szkolna 5 (tak wynikało z ocen, ale chyba to dowód na 100% opanowanie podstawy)
Teraz w liceum (druga klasa) z angielskiego ma 3, matura rozszerzona (pani robiła w szkole) napisana 95+ (trzeci wynik w klasie)
Chemia 3, a matury pisane na 90-100%
Matematyka rozszerzona podobnie.
Niby oceny nieważne na tym etapie, ale ten rozstrzał jest jednak intrygujący i nie wynika z jedynek, bo ktoś zapomniał pracy domowej.
W innych systemach edukacyjnych poza wynikami matury, proszą o świadectwa, więc konsekwencje mogą boleć.
Na szkołę narzeka w normie, ale lubi, propozycja zmiany wyśmiana i nawet chyba lekka duma z tego, że jak się u nich przetrwa dalej jest z górki

Takie refleksje na koniec semestru