no_easy_way_out
22.12.17, 20:31
Wlasciwie to nie tyle slodzenie, co wlasnie nieslodzenie - kawy/herbaty.
Jest na sali ktos, kto slodzil kiedys (za doroslosci), ale przestal na dobre?
Jak tak - jak to sie stalo? Jezeli to bylo celowe zagranie ( a nie ze samo tak) - pamietacie ile czasu minelo, zeby moc tak szczerze powiedziec przed soba - ze w ogole tego uczucia slodkosci w ustach nie brakuje? Ze tak jest smacznie?
Pytam bo jestem w trakcie pobijania swojego rekordu.
Udalo mi sie kiedys nie slodzic 10 dni. To byl dotychczasowy rekord zycia. Potem wrocilem do slodzenia - ale od tamtego czasu slodze prawie polowe mniej. Inaczej jest za slodko.
Minelo pare lat i chcialem powtorzyc te akcje.
Dzis mija 12-ty dzien bez (tu miejsce na spontaniczne chwalenie mnie - pozwalam)- i przyznam, ze najgorsze byly pierwsze tak 3-5 dni. Kawa a zwlaszcza herbata byly dla mnie be.
Zwlaszcza, ze aby nie rekompensowac sobie slodyczami, odstawilem rowniez wszelakie slodycze prawie kompletnie - no zjadlem moze 20% tego co jest moim standardem (a nie jem slodyczy jak szalony). Ostrozny jestem tez z weglowodanami. Ale to tylko, zeby nie bylo rekompensacji - nie zamierzam bawic sie w jakas wielomiesieczna diete nisko czy bezweglowodanowa - bez sensu i szkoda mi zycia. Pewna redukcja tak, ok.
Ale odbiegam - wracajac do cukru i slodzenia goracych napojow.
Najgorsze jak pisalem byly pierwsze dni. Teraz lepiej - ale nie moge powiedziec, ze mi slodkiego smaku nie brakuje. Zwlaszcza w hebratach. A pije duzo - tak z 5-6 cieplych napojow dziennie.
Jesli chcialbym, zeby kubki smakowe zupelnie mi sie przeprogramowaly - ile musze przetrwac, na Twoim przykladzie?
Aha, kakao/goraca czekolada - nie pijam.