jestem1jestem
13.01.18, 17:16
Ostatnio znajomi poprosili nas o wsparcie finansowe ich kolegi który ma po raz trzeci nawrót choroby nowotworowej z przerzutami do węzłów, nfz nie zrefunduje leku bo są przerzuty więc musi sam to opłacić a on spodziewa się z żoną drugiego dziecka w lipcu więc motywacja by pomóc się podwaja. OK, mnie nie ubędzie, dorzucę się ale nie ukrywam że pomyślałam że to niepoważne powoływać na świat kolejne dziecko wiedząc że jest się chorym i tą walkę można przegrać. Oczywiście ja nie wiem co się dzieje w głowie osoby która wie że być może nie ma dla niej przyszłości. Może to kolejne dziecko to jakaś pociecha, że coś po sobie zostawi ale... z mojego punktu widzenia (egoistycznego, zgadza się) w takiej sytuacji myślałabym o zabezpieczeniu jako tako przyszłości żony i dziecka które już jest. Przecież ta kobieta będzie musiała poradzić sobie w przypadku niepowodzenia leczenia z żałobą nie tylko swoją ale również dzieci. Będzie musiała ogarnąć na nowo ich życie, utrzymać rodzinę, być matką i ojcem. Dlaczego świadomie powołuje się drugie dziecko na świat wiedząc, że być może nawet nie pozna ojca?Dziś trafiła do mnie kolejna prośba poprzez fb że pomóc komuś tam kto ma glejaka i też za 8 miesięcy zostanie ojcem. Dlaczego w obliczu śmierci ludzie powołują dzieci na świat? Ale to są tylko moje przemyślenia. Absolutnie nie będę oceniać ich decyzji. A wy jak myślicie? Gdy role są odwrócone i kobieta podczas choroby zachodzi w ciążę i rodzi, większość puka się w głowę.