nota_bene0
10.02.18, 08:51
A jak nie wiadomo o czym będzie, to będzie o pieniądzach i poziomie zycia. Jak śpiewał Perfekt&Liroy w słowach piosenki bodajże jest "Twoje miasto, moje sny..." to ta piosenka nostalgiczna tak mi towarzyszy przy moich rozmyślaniach. Wróciłam z mojego rodzinnego miasta, po krótkim pobycie, często jestem tam w zasadzie, ale to właśnie wczoraj zadumałam się nad moimi obserwacjami. Miasto ok 220 tysięczne na południu Polski. Zakłady praktycznie zostały wszystkie sprzedane, zlikwidowane, potworzyły się spółki. Małe firmy zatrudniają ludzi za minimalną krajową. Niby ma coś powstać świeżego, ale to jakaś montownia światowych firm, znowu pewnie z zarobkami głodowymi. W mieście jest parę uczelni, w tym dwie państwowe. Jeśli chodzi o usługi, nie jest źle, na każdym rogu ulicy się znajdują. Trudno ujrzeć delikatesy jakiekolwiek, wyparły je oczywiście dyskonty, które rzucają się w oczy co parę metrów. Nawet galeria handlowa, jeszcze parę lat temu z szerokim asortymentem sklepów dla klasy średniej i wyższej, zaprosiła dyskont z "robakiem w kropki" na miejsce Almy. Zostały tylko te tańsze sklepy w większości z ubraniami wątpliwej jakości, lub moda męska z wyższej półki i salony jubilerskie. Klientów tam trudno spotkać. W dzielnicy bardziej uważanej jako ta zamożna jest już lepiej, bo są jedyne w mieście delikatesy PiP. Jedno Simply, bo drugie duże zostało zlikwidowane, widocznie nie bez powodu. Widać to zubożenie społeczeństwa. Przypominam sobie jak w nowo otwartym ładnym budynku obok kawiarni i małych sklepików, był olbrzymi sklep z artykułami dziecięcymi różnych firm, teraz jest szmateks, który się utrzymuje od dosyć długiego czasu. I oczywiście wokół pełno banków, sklepików wszystko po "4 zł". Czy w Waszych miastach też takie zjawisko jest zauważalne, czy się miasta rozwijają? Bo przecież najwidoczniej można zaobserwować to po ludziach i miejscach.