madziulec
02.03.18, 09:29
Mieszkanie za ściana. Wynajmuje para z dziećmi. 2-ka.
Jedno .. około 2,5 roku, drugie malutkie.
I wiadomo,jak to w nowym budownictwie: ściany cienkie, podłogi wszystko przenoszą. Słyszysz oddech sąsiada jakby stał za Tobą.
I tak dzień w dzień... W tym mieszkaniu: galop dziecka, a potem płacz. I potem wrzask matki, że w dupę da (cytat, bo usłyszałam przed chwilką),albo coś w tym stylu.
Jeszcze late, gdy mieliśmy ona otwarte te krzyki słyszała też i sąsiadka z drugiej klaki. To matka dzieciom zamknęła okna. Tak "załatwiła" sprawę".
Powiecie: idź do OPS. Poszłam. A i owszem. Bo ciągły płac dziecka od 7 rano do 21, czasem 22 jest niepokojący. Panie przyszły. Wiecie co stwierdziły? Że mieszkanie czyste, że dzieci zadbane. I już. A. No i że dziewczyna sama i sobie pewnie nie radzi.
Bywa. Setki takich. Jedne się podźwigają, inne wpadają w deprechę.
Dzieciaki potrafią wyć o 23. Więc któregoś dnia grzecznie zapukałam, że już 23, że nie możemy spać. Usłyszałam, że jedno chore, drugiemu się ząbki wyżynają.
Ale to trwa co najmniej od lata. To "wyżynanie ząbków" i "choroba".
Jakieś wariactwo.
Wiem, że ona wrzeszczy a te dzieci, słyszę to, to dziecko (przynajmniej jedno prawie cały czas płacze). Ja już osobiście dostaję nerwicy i jak ich nei ma - uspokajam się i odpoczywam. Tyle, że ja moge iśc na spacer i odpocząć.A te dzieci???
Co robić? Bo martwię się o te dzieci.