Dodaj do ulubionych

Dochodzę do ściany

03.03.18, 21:51
Czuję się tak cholernie samotna w małżeństwie,tak niepotrzebna... Na przestrzeni kilku lat było różnie, było wiele rozmów,momenty,kiedy wydawało się ,że coś się zmieni.. Tyle bym chciała napisać,ale nie mogę,bo później będzie to do mnie wracało.Nie mam z kim szczerze porozmawiać,wygadać się. Starałam się,naprawdę się starałam. Kocham nasze dzieci szalenie,ciągnę to już chyba tylko dla nich.Zresztą co ja mogę zrobić?? Tusiu chory,dzieci związane z ojcem. Mam wrażenie,że straciłam w jakimś sensie te młode lata. Nie czuję się kobieco,nie czuję się ważna. Nerwy mnie wykańczają,żyć się nie chce. Piszę przez łzy.
Obserwuj wątek
    • raczek47 Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:03
      Hedna...sama mam dzisiaj dołek,więc tylko przytulam ...
      wiesz jak źle jest samotnej,porzuconej w parszywy sposób kobiecie z dwójką prawie dorosłych dzieci?
      Ale rozumiem twój dół.Przytulam mocno.
    • milamala Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:17
      Maz zly czy po prostu nie ten?
    • rannala Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:18
      sad sad
    • aqua48 Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:23
      Przytulam Cię bardzo mocno. Mówiłaś mężowi, że tak dalej nie dasz rady? Małżeństwo to twór nad którym pracować należy nieustannie. to nie tak, że załatwisz jakaś rozmową problem i po zawodach, problem nie wróci. Daj sobie czas, poczekaj na wiosnę, ciepło, kiedy nie trzeba się ubierać tak grubo jak teraz. Zastanów się co by Ci sprawiło przyjemność i zrób ją sobie sama. Kup sobie jakiś kompletnie zbędny drobiazg nawet kosztem czegoś innego - piękną różę, balsam do ciała, świeczkę zapachową i używaj. Nikt prócz Ciebie nie sprawi że będziesz się czuła kobieco.
      Masz jakąś możliwość znalezienia pracy przy Tusiu? Choć na parę godzin, bo wyjście do ludzi daje pozytywną energię.
      • niutaki Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:36
        przykro mi, gdybys chciala pogadac/popisac pisz na gazetowy
      • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 12:50
        aqua48, nie mogę podjąc pracy zarobkowej w obecnej sytuacji,pobieram świadczenia na Tusia. Poza tym on nie zawsze jedzie do przedszkola,ktoś musi się nim zająć. Córka ma w szkole świetlicę,ale raczej nie korzysta..
        • aqua48 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:14
          hedna napisała:

          > aqua48, nie mogę podjąc pracy zarobkowej w obecnej sytuacji,pobieram świadczeni
          > a na Tusia. Poza tym on nie zawsze jedzie do przedszkola,ktoś musi się nim zają
          > ć. Córka ma w szkole świetlicę,ale raczej nie korzysta..

          A gdybyś robiła coś w domu i sprzedawała w necie, albo w jakimś lokalnym sklepie? Umiesz szyć, szydełkować, wyszywać, robić na drutach? Zrobić ekologiczne zabawki dla dzieci?

          • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:18
            Musiałaby na czarno. To świadczenie wyklucza jakąkolwiek legalną pracę zarobkową.
            • triss_merigold6 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:24
              Geee... daj sobie siana z pryncypialnością. Milionom ludzi w tym kraju podjęcie roboty na czarno ratowało dudę w trudnych sytuacjach życiowych.
              • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 15:19
                No ale ja przecież nie mówię, że nie może pracować, tylko ze nie może legalnie.
                • nenia1 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:13
                  Przewiduje się, że w kwietniu/maju wejdzie zapis z tzw. Konstytucji Biznesu i drobna działalność do 1 tys. zł. obejdzie się bez rejestracji, składek i podatków.
                  • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:24
                    Tylko z tego co czytam - to działalność niezarejestrowana ma być dla tych, których dochody nie przekraczają połowy minimalnego wynagrodzenia. Pytanie jak to powiążą z zasiłkami, bo na ten moment zasiłek pielęgnacyjny nie wlicza sie do dochodu.
            • aqua48 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 15:14
              arwena_11 napisała:

              > Musiałaby na czarno. To świadczenie wyklucza jakąkolwiek legalną pracę zarobkow
              > ą.

              Nawet dorabianie typu - lepię co piątek pierogi dla trzech sąsiadek?
              • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 15:18
                Ale to lepienie oficjalnie na dg? Jak tak - to niestety też.
                Warunkiem otrzymywania tego świadcznia jest niepracowanie - w sensie trzeba zrezygnować z pracy lub nie pracować - żeby móc je dostać ( poza oczywiście innymi warunkami typu pkt 7 w orzeczeniu ).
                • aqua48 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:04
                  arwena_11 napisała:

                  > Ale to lepienie oficjalnie na dg?

                  A ileż może zarobić na takim lepieniu raz w tygodniu dla trzech-czterech osób, żeby jej się dg opłacała? No weź...
                  • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:32
                    Tylko wiesz, zawsze się znajdzie "życzliwy" który doniesie.

                    Koleżanka ma działkę w miejscowości X. Jest tam pani, która dorabiała sobie pieczeniem ciast, robieniem pierogów itd. Rewelacyjnie smaczne wszystko. Naleśniki z własnego sera itd. No i żeby w sezonie letnim więcej zarabiać - założyła działalność i zaczęła sprzedawać w miejscowym sklepie. Znalazł się jakiś nadgorliwy, który zgłosił do sanepidu - bo gotowała w tej samej kuchni co dla rodziny. Pani zamknęła działalność. Dorabia dalej - ale zeszła do podziemia.
                • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:32
                  Ta twoja poprawnosc w kazdej dziedzinie zycia smile
              • taki-sobie-nick Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 22:54
                Nawet dorabianie typu - lepię co piątek pierogi dla trzech sąsiadek?

                Jakąkolwiek, jak sądzę. A rękodzieło to jeszcze musi się sprzedać, a mamy tego w necie niemożliwe ilości.
    • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:33
      Nie rozumiem co bedzie wracac? Niech wraca. Taki watek hedna juz byl i widac nic nie wniosl . Moze jednak pokusisz sie na cos wiecej bedzie latwiej. To ze wraza bez znaczenia uwierz mi bo zyski sa wieksze niz straty sama to po sobie wiem. To forum potrafi pomoc.
    • asia-loi Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:35
      hedna, napisałam do Ciebie na hedna@gazeta.pl
      Odbierz pocztę i odpisz mi. smile
    • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:38
      Nie wiem, jak między wami jest...
      Na jesieni będzie 8 lat, jak dostaliśmy diagnozę Starszego (ZA) i .... słabo było sad I nie zaraz na początku, tylko później się zaczęło. Nerwy, nałożyły się na to kłopoty finansowe, zmęczenie , wzajemne pretensje, mąż nie był podporą, o nie! I miał problem z akceptacją syna, co bolało mnie jeszcze bardziej, a sama też do końca nie umiałam się w tym wszystkim odnaleźć. Nadal przychodzą ciężkie dni i doły, w które wpadam. Fakt, że już mąż potrafi być w takich momentach wsparciem, ale to wszystko długo trwało i w bólach przychodziło.
      W zasadzie nawet nie wiem, jak cię pocieszyć... Owszem- jakoś się to wszystko naprostowało, poprawiło i tak naprawdę nie jest źle. Na innego bym go nie wymieniła wink
      Trzymaj się !!!!!!!
    • melancho_lia Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 22:45
      Hedna, przytulam mocno. Rozumiem co czujesz... Jeśli chcesz to napisz na gazetową.
    • hedna Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 23:37
      Dziękuję dziewczyny. Nie wiem co napisać.Nie wiem też co zrobić... Oczywiście mówiłam mężowi wiele razy,że powinniśmy porozmawiać,że coś szwankuje i to mocno. Tak,rozmawialiśmy,ja mówiłam,a on chyba czekał aż skończę. Kiedy się poznaliśmy był zupełnie inny,wszystko zaczęło się pieprzyć kilka lat temu. Umiecie sobie wyobrazić ,że jesteście w związku ,gdzie nie czujecie się dla kogoś najważniejsze? Gdzie nie ma ciepła,przytulenia,nie ma seksu,nie ma chęci do spędzania czasu razem?Gdzie ktoś ignoruje Wasze uczucia i potrzeby? Jasne,że są tez lepsze dni ,lepszy czas,ale jest tego mniej. Nie ma zaufania,to też bardzo mnie boli.Znalazłam kilka razy pochowane małe butelki po wódce,pochowane w miejscach absurdalnych.Kłamanie w oczy mimo wcześniejszych obietnic,że więcej nie skłamie. Odbiera mi w jakimś sensie poczucie bezpieczeństwa. O tych akcjach z alkoholem rozmawiałam z nim wiele razy,mówiłam,że ja tego nie akceptuję,że się nie godzę itd. I nic to nie dało. Czy w tym czy w innych sprawach nieśmiertelne zdanie "postaram się...". Nie wierzę. zauważam u niego coraz częściej egoistyczne zachowania.Prosty przykład z dziś, uwijam się wieczorem ze sprzątaniem,mocno dokucza mi kark i zapytałam czy może mi trochę pomóc. Usypiał Tusia,Tuś już spał,a on oglądał film na komórce z słuchawkami. I usłyszałam "oglądam film."Zapytałam czy nie zamierza w ogóle wstawać? to się dowiedziałam,że mam iść stamtąd bo mu przeszkadzam. Szczęka mi opadła.Słodko nie? Jest coraz gorzej. Obecny stan jest dla mnie bardzo ciężki do zniesienia,nie mówię tu o akceptacji. Czuję się jak stara,zniszczona kobieta,a mam dopiero 34 lata sad
      • niu13 Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 23:53
        Hej, jestem tu w miarę nowa, nie znam dobrze Twoich problemów rodzinnych, ale to co opisałaś- wódka i pasywna agresja- jakbym widziała swoje małzeństwo 15 lat temu. Jestem z Tobą myślami naprawdę wiem, jak to jest, jeśli Ci to pomoże choć odrobinę.
      • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 23:56
        Hedna, a jak się czuje w związku Twój mąż? Jest wciąż mężem czy tylko drugim po dziecku? Wiem, że Tuś jest wymagający, ale może pora na uczciwy rachunek sumienia - mąż tak sam z siebie się wycofał, czy może dlatego, że gdzieś w którymś momencie sam poczuł się niepotrzebny jako mąż, a potrzebny tylko jako ojciec, pomoc do dziecka i dostawca środków do życia?

        Czytam jak rozmawiasz z mężem: _ja_ nie akceptuję, _ja_ się nie godzę. A pytałaś o jego potrzeby? Może tu nie trzeba gadać, tylko czasami coś sobie odpuścić i po prostu obok siebie posiedzieć. Dlaczego dzisiaj tak bardzo musiałaś posprzątać zamiast po prostu pierdyknąć ścierą, przytulić się do męża i obejrzeć ten film razem z nim?

        Mogę Cię wirtualnie przytulić jeśli tego potrzebujesz. Ale fajnie by było gdybyś zerknęła na Wasz układ z boku i zobaczyła, czy przypadkiem Twoje poczucie osamotnienia nie wynika z tego, że Twój mąż nie chce się angażować bo sam czuje się osamotniony.

        Mam nadzieję, że Wam się poukłada.
        • ga-ti Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:15
          Racja.
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 12:56
          Ciężko mi powiedzieć czy on czuję się samotny,mam wrażenie,że jemu jest tak dobrze.Poza synem mamy jeszcze córkę.
          Nie mogę powiedzieć,bo ojcem jest dobrym. Bawi się z nimi,rozmawia.Potrafi ogarnąć problemy zdrowotne syna,leki itd.
          • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:34
            A może zamiast opierać się na wrażeniu po prostu zapytaj? Wydaje mi się, że żyjecie obok siebie, łączą Was problemy, to na nich się skupiasz, a gdzieś umknęło Ci, że niezależnie od okoliczności wszystko zaczęło się od Was, od Ciebie i Twojego męża, od Waszego uczucia i Waszej potrzeby bycia razem. Tylko potem zamiast być razem rozdzieliliście zadania i zgubiliście gdzieś siebie nawzajem. Teraz Tobie jest źle, bo czujesz się samotna - a co, jeśli Twój mąż czuje się dokładnie tak samo?
      • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:07
        www.youtube.com/watch?v=NtLpAAEenX4

        odsłuchaj czy się w tym odnajdziesz i które fragmenty pasują.

        naucz się odpoczywać i pozwalać innym odpoczywać, a nie tylko gonić do sprzątania i obowiązków.
        • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 07:30
          Małpeczki pochowane w dziwnych miejscach to alkoholizm. Nie ma cudów. Człowiek nieuzależniony tego nie robi.
          Z jakiej rodziny twój mąz pochodzi? był w niej alkohol i przemoc u rodziców albo dziadków? a jak było u ciebie? jak daleko od twojej wyjściowej rodziny był alkoholizm i współuzależnienie?
          Może twój mąż "miał skłonności" już od dawna, a po pojawieniu się chorego dziecka i większej ilości problemów zintensyfikował swój nłóg i już nad tym nie panuje. Czcze obietnice, kłamstwa, mówienie tego co chcesz usłyszeć to norma u alkoholików, oni nawet sami w to wierzą, że prawdę mówią.
          A ty nakręcasz spiralę, wiesz że osoby współuzależnione mają często wysprzątane na błysk mieszkanka? Dlaczego sprzątanie i obowiązki u ciebie są tym najważniejszym? Jeśli facet pije i cię wkurza od dawna to wiadomo, że też do niego dobrych emocji nie wysyłasz tym bardziej skupiona na obowiązkach i tym że mają być wykonane przede wszystkim.
          Powinnaś zacząć od terapii dla siebie w ośrodku uzależnień. Jak rozeznasz co się dzieje i otworzysz oczy na fakty to będziesz wiedziała co możesz z tego małżenstwa pozbierać. A może nawet uda ci się namówić męża na terapię, gdy ogarniesz swoje emocje, zrozumiesz czym się je rodzinę alkoholową, co jest pomocą a co brnięciem w utrwalanie problemu.
          • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:05
            Spróbuję się odnieść do tego co napisałaś.Sprawa z alkoholem ruszyła powiedzmy rok temu.Mąż pochodzi z rodziny,gdzie jego ojciec lubił się napić.Teraz ma prawie 80 lat i piwko nadal lubi.Starszy brat męża jest niepijącym od kilku lat alkoholikiem.W mojej rodzinie było tak,że w czasie kiedy byłam dzieckiem i młodą dziewczyną zdarzało się,że mój ojciec przesadzał.Przy czym nie pił sam w domu,ale w pracy.Nie był agresywny,ale pamiętam do dziś ten strach jaki wróci,w jakim stanie,pamiętam nerwy mojej mamy,koszmar sad Teraz mają po 60 lat,jest im razem dobrze.Takie sytuacje od lat nie mają miejsca.We mnie został jednak ten dziecięcy niepokój.Niedawno przyjaciółka opowiadała mi,że ma takie same wspomnienie z dzieciństwa,popłakałyśmy się obie. Ja alkoholu nie piję w ogóle od kiedy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem. Nie,nie mam mieszkania wysprzątanego na błysk,chyba nigdy nie miałam perfekcyjnie czyściutko. Tak,kłamie i chyba wierzy,że jest przekonujący.
            • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 20:50
              Przejdź się do ośrodka uzależnień, pogadaj z tamtymi terapeutami. Może się tak dobraliście by mieć problem. Musicie mieć większą świadomość tego co się z wami dzieje. Wami razem i każdym z osobna.

              bliss.natemat.pl/203301,kobieca-solidarnosc-kontra-wspoluzaleznienie
              dzieciowo.pl/2015/07/zycie-ekstremalne-gdy-dzielisz-lozko-z-doroslym-dzieckiem-alkoholika.html
              pierwsze z brzegu linki,
              poczytać można

              natomiast- zaprowadzisz dzieci do szkoły to masz kilka godzin czasu - idź do ośrodka uzależnień. Nie ma co błądzić i się kopać z koniem - idź do tych, co teorię mają przerobioną i wiedzą czym problem chowanych butelek i twojego stresu się je. Terapie dla DDa i wszelkich okołoalkoholowych masz na Nfz i szybko dostępne.

      • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:25
        Bo większość chłopów sobie nie radzi z problemami. Oni chcą aby było tylko miło i przyjemnie, a to my musimy wszystko dźwigać. Nie każdy z nich ma mocno wbudowane poczucie obowiązku.
        Zaraz usłyszę, że nie mam racji, ale tak jest. Mało znam małżeństw, które przetrwałyby poważne kryzysy, a facet sprostał zadaniu, jakie postawiło przed nim życie. U nas pomógl przypadek- ciężko zachorowałam i mąż się przeraził. Dodatkowo zawiódł się na najbliższej rodzinie. To wzmogło nasze więzi i chyba nasz związek uratowało.
        Wiem, że cię nie pocieszam.
        Ty oczekujesz wsparcia i zapewnienia poczucia bezpieczeństwa (takie skryte popijanie i problemy finansowe nie pomagają), a on pewno chce dobrze, ale życie go zaczyna przerastać... A ty sobie na to nie możesz "pozwolić". A cięzko samemu to wszystko dźwigać.
        Tak jest w wielu małzeństwach...sad
        Mów sobie, że masz DOPIERO 34 lata!
        Ile macie dzieci? Czy tylko Tusia?
        Czy jest ktoś, kto mógłby wpłynąć na niego? Czy on poszedłby na terapię ?
        Mój nie chciał, ale mocno mnie kochał i ja ciągle mówiłam, co mnie boli, licząc, że kropla drąży skałę. Czułam się na tyle silna, że powiedziałam, że jak nie zacznie walczyć o to, by pokochać i zaakceptować naszego syna, to odejdę. A potem przyszła moja choroba i jego lęk o mnie.
        • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:48
          Bredzisz mezczyzni sa slabsi psychicznie ale strasznie generalizujesz nie wiem po co .
          • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:55
            Jola, z racji problemów mojego Starszego naoglądałam się rodzin, a raczej samotnych matek, bo tatusiowie sobie nie radzili z problemami.
            Tam, gdzie są dzieci chore, jest wieloktrotnie ciężej niż w zwykłym małżeństwie. Wiele rzeczy na to się składa.
            • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:03
              A ja znam mase malzenstw gdzie ojcowie poswiecili sie na sto procent. Znam malzenstwo gdzie dziecko jest lezace i to ojciec sie nim opiekuje matka pracuje. Znam rodziny z dziecmi autystycznymi znam z nastolatkami z anoreksja tych najwiecej i wsparcie mezczyzn ojcow , mezow jest bardzo widoczne wiec biorac twoje argumenty pod uwage ustalmy ze to 50/50 i przepraszam za bredzisz ale bardzo mnie rozwalilo to co musialam napisac do hedny.
              • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:06
                To dobrze, że są i tacy. Ale cos mi się wydaje, że akurat mąż hedny to tych silnych i odpowiedzialnych nie do końca należy.
                P.S. statystyki (nie przytoczę, bo nie mam danych) nie pokazują 50 /50. Np. jak chodziłam ze Starszym na TUS, w grupie syna było 6 dzieci- tylko my bylismy jako małżeństwo - reszta to były samotne matki.
                • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:17
                  Nie mamy statystyk wiec nie mozemy dokladnie stwierdzic. Jaki to jest silny mezczyzna czy taki jak moj maz ktory placze bo Jole boli ktory nie majac nawet z nia dzieci trwa przy niej w kazdej sytuacji a nie musi . Pewnie tak tylko ze to jest jego jedyny problem w zyciu. On nawet tego nie traktuje jak problemu wrecz przeciwnie. Gdy do tego dochodzi masa innych i jeszcze jakies zaniedbania ze strony zony , wzajemny brak zrozumienia, mijanie sie to zarowno kobieta jak i mezczyzna moze sie zalamac przestac byc tym silnym. Kobiety tez wymiekaja nie daja rady sa i takie przypadki. Czlowiek to tylko czlowiek . Nie robmy z watku nawalanki na facetow bo watek dotyczy malzenstaw a malzenstwo to kobieta i mezczyzna. Hedna nic absolutnie nie napisala o swoim zachowaniu wobec meza zreszta i tak byloby nieobiektywne bo o samej sobie obiektywnie to trudno. Skupmy sie na problemie nie na wieszaniu psow.
                  • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:23
                    Jola, ty trafiłaś akurat na dobrego i czułego męża. I domyślam się, że mu się "odpłacasz" pozytywnie. Ale to jest relacja dwójki osób, a gdy jest małżeństwo i wkracza w to chore dziecko, to już nie ma prostej relacji mąż- żona, bo jest relacja żona- dziecko, mąż- dziecko i mąż- żona. I na każdej z tych linii może dojśc do zaburzeń, co wpływa na pozostałe.
                    W ogóle życie to nie bajka sad
                    • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:35
                      Dlatego pisalam ze gdyby moj maz mial dodatkowe problemy to nie wiadomo czy to juz by tak rozowo wygladalo .
        • nutella_fan Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 07:51
          La_mujer, przepraszam że cię pytam, mam swoje problemy psychiczne związane za chorobami, czy zachorowalas na nowotwór? Jezeli to pytanie jest nie na miejscu, przepraszam i nie odpowiadaj.
          • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:32
            Na szczęście nie była to takiego kalibru choroba. Złapałam grypę i łaziłam z nią. Dostałam powikłań i z sepsą wylądowałam w szpitalu.
            • nutella_fan Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 18:06
              Straszne...
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:13
          "Czy jest ktoś, kto mógłby wpłynąć na niego? Czy on poszedłby na terapię ? "

          Teraz już wiem,że nie. Rozmawiałam kilka razy na ten temat z jego najstarszym bratem,pokładałam w tym jakąś nadzieję i się rozczarowałam. Coś w stylu "trzeba wierzyć,że się poprawi,mieć nadzieję "itd. Dobre,nie?
          O terapii wspominałam kilka razy.Mówiłam,że może warto,że to za daleko zaszło i,że to mu pomoże,nam pomoże, Za nic nie pójdzie. Głupie wyjście wieczorem za śmieciami czasem kończy się browarem na szybko w aucie czy w piwnicy. Mała butelczyna z wódki zawinięta w papier toaletowy i schowana na dni kosza. Butelka wódki,którą od kogoś dostał napełniona wodą,żebym się nie zorientowała. To ku... boli.
          • pade Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:24
            To nie ma boleć tylko wku.wić na maksa. Weź się w końcu w garść dziewczyno. Ogarnij leki i terapię na NFZ dla siebie. Masz czas do południa, a wtedy jest więcej dostępnych terminów, a dla DDA to już w ogóle szybciutko dostaniesz miejsce.
            Jak już będziesz zaopiekowana i trochę silniejsza postaw mężowi ultimatum: albo pędem leci do AA albo wypad z domu. Musisz być przekonująca, musisz wierzyć w to, co mówisz. I nie bój się już teraz, że sobie nie poradzisz, bo nie masz pojęcia co Cię czeka w przyszłości, może być gorzej, owszem, ale może być duuużo lepiej.
            Wyobrażam sobie ten Wasz dom. Dwoje małych dzieci potrzebujących rodziców, wzorców, uśmiechu, życzliwej atmosfery w domu, znerwicowana na maksa, zdołowana matka i popijający ojciec. Rewelka. Sądzisz, że dzieci za małe, żeby cokolwiek rozumiały? Z tego co piszesz Ty rozumiałaś co się dzieje u Ciebie w domu.
            Skoro Twój mąż jest dupkiem i nie chce się leczyć ani zmienić cokolwiek by dzieciom było lepiej (błagam, nie pisz jest dobrym ojcem, bo alkoholik nie jest dobrym ojcem), nie zależy mu by cokolwiek zmienić w Waszym związku, to nie wiem na co czekasz. SAMO nic się nie zrobi. Ty się wzmocnij i Ty stawiaj warunki.
            Tupnij w końcu nogą zamiast ciągle się wsłuchiwać w swoje ciało i zastanawiać się dlaczego boli Cię to czy tamto. Boli Cię bo Twoje ciało ma dość wiecznego napięcia! A napięcie bierze się między innymi z tego co myślisz i co robisz.
            Weźmiesz się w końcu za siebie?
      • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:39
        No to teraz juz cos wiadomo. Ok bedzie brutalnie ale moim zdaniem prawdziwie. Po pierwsze twojego meza przerosla sytuacja ale o tym klepac nie bede wiadomo ze faceci czesto sa mniej odporni psychicznie. Chore dziecko zona ktora zaczela zyc dzieckiem i w to ze troche nie zaniedbala zwiazku nie wierze. Pewnie zaraz bedzie najazd za to na Jolke ale trudno. Tak na bank bylo bo to 99% przypadkow gdzie przy chorobie dziecka cala reszta schodzi na drugi plan. Naturalne. Juz jest za pozno na rozmowy. One nic nie dadza. Czlowiek ktory chowa sie z piciem alkoholu , chowa butelki to juz alkoholik. I tu " ja sie nie godze" to mozna sobie gadac do sciany. Typowe zachowanie dla alkoholika " postaram sie " ewntualnie obiecuje ale za tymi slowami nic dalej nie ma i nie bedzie dobrego. Bedzie tylko gorzej. Teraz masz jedno wyjscie zmusic meza to leczenia tylko to nie bedzie proste bo on jeszcze sam przed soba nie przyznal chyba ze ma problem.
        Co do braku bliskosci. Kto nie chce seksu? On czy ty? Kobieta poraniona z brakiem zaufania jest kobieta ktora krzywda emanuje nawet bezwiednie. A facet czuje to nie glaz. Przeanalizuj swoje zachowanie wobec meza nie tylko jego wobec ciebie.
        Ale przytulanie seks to wszystko mozna naprawic tylko nie wtedy gdy w tle jest alkoholizm. Alkohol zmienia czlowieka jego zachowanie. Sory hedna twoj maz jest alkoholikiem i jesli nadal zalezy ci na tym malzenstwie od tego zacznij. Nie wypieraj tego , pamietaj alkoholik to nie tylko ten co upija sie do nieprzytomnosci a ten tez co wypija trzy razy dziennie po 50 gr z tym ze z czasem to nie wystarcza i potrzeba wiecej i wiecej.
        • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:53
          Pewno, że się "zaniedbuje" męża, bo doba ma tylko 24 godziny.
          Pisałam już kiedys o znajomej, którą mąż zostawił, bo życie go przerosło- najpierw śmierć wcześniaka, a potem drugie dziecko urodziło się głuche. I mąż odszedł, bo go te przeżycia wyczerpały, a w sądzie zarzucał żonie, że za bardzo skoncentrowała się na ich synku... No, jak małego poznałam to nawet nie zauważyłam, że był dzieckiem z problemami, tak matka świetnie wyprowadziła syna. Ale tatuś był zmęczony i odszedł do nowej pani, która miała chęci zająć się biednym misiem...
          • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:04
            No ale sory tam gdzie nie ma rownowagi tam sa zgliszcza nie zlosliwie zwyczajnie tak to jest.
            • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:12
              Oczywiście. Tylko, że akurat oni już jakby byli na "prostej" drodze. A mąż jeszcze zaczął przebąkiwać o drugim dziecku. No i owszem - zrobił sobie drugie z nową panią, którą nota bene też zostawił.
              Wiesz Jola, ja sie nie dziwię, że małżeństwa się rozpadają. A zwłaszcza te, gdzie problemy się kumulują. Tylko jak trafi się dziecko chore, to u matki włącza się wzmocniona reakcja, że trzeba walczyć o dziecko. To ono jest bezbronne, to ono wymaga więcej, niż ktokolwiek inny. Przecież opieka nad chorym dzieckiem odbywa się również kosztem innych dzieci. Te dzieci też schodzą na dalszy plan. I wtedy mąż siłą rzeczy ląduje na jeszcze dalszym planie, bo niestety - nie daje się rady o wszystkich zadbać. A na najdalszym planie ląduje sama kobieta, jej potrzeby, jej plany, jej marzenia, jej uczucia.
              • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:21
                Zgodze sie ale niestety zawsze w zyciu jest cos za cos te silniejsze malzenstwa przetrwaja inne nie jak ze wszystkim co silne zyje co slabe umiera.
      • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:56
        mysle ze on sie czuje tak samo samotny jak ty.
        a sprobuj moze zluzowac z tym sprzątaniem, ponaglaniem, poszturchiwaniem. jutro uspijcie dzieci, zrob salatke lub pokroj kielbase i ogorki i usuadzvie we dwoje do tej wódeczki. pogadajcie. przytulaj męża codziennie i oros go o to samo. musicie sie odzyskac. musicie poczuc ze to wy dla siebie musicie byc najwazniejsi bo tylko w ten sposob bedziecie silni dla dzieci.
        • la_mujer75 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:01
          No, akurat siadanie do wspólnej kolacji z facetem, który po cichu popija to nie jest dobry sposób. Kolacja tak, alkohol do niej - nie!
          • leyre2 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:08
            la_mujer75 napisała:

            > No, akurat siadanie do wspólnej kolacji z facetem, który po cichu popija to nie
            > jest dobry sposób. Kolacja tak, alkohol do niej - nie!

            I to ona ma zrobic salatke i przytulic meza. No dziubdzius, kolejne dziecko w rodzinie i rada zeby meza tak wlasnie traktowac.
          • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:11
            la_mujer75 napisała:

            > No, akurat siadanie do wspólnej kolacji z facetem, który po cichu popija to nie
            > jest dobry sposób. Kolacja tak, alkohol do niej - nie!

            to jest najlepszy mozliwy sposob aby nie bylo uciekania. w rodzinach w ktorych kobieta zawsze gdera za kazde piwo facet ucieka ucieka ucieka. natomiast partnerskie pary ktore mahą ochote to oboje siadaja wieczorem z butelką-lepiej sie rozumieją, wszystko co ludzkie, reset tez czasem potrzebny i lepiej byc wtedy razem
            • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:19
              Jej mąż jest alkoholikiem. Wspieranie go w piciu to droga do piekła.
              • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:21
                pani.owiec napisał(a):

                > Jej mąż jest alkoholikiem. Wspieranie go w piciu to droga do piekła.

                ona z niego robi alkoholika. on nim nie jest. wystarczy nie zabraniac.
                • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:31
                  Nikt z nikogo alkoholika nie zrobi.
                  On ukrywa, że pije czyli wie, że jest uzależniony.
                  • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:49
                    Niekoniecznie. Może być tak, że to ona za bardzo suszy mu głowę - on by sobie chętnie kupił 0,7 i popijał jak człowiek, ale żona schizuje, więc pije pod stołem. "Znalazłam kilka razy pochowane małe butelki po wódce" jeszcze nie świadczy o alkoholizmie, przy alkoholiku znajdowałaby cały czas duże butelki jeszcze z zawartością. Owszem, to może się skończyć nałogiem, ale wcale nie musi. Przy czym żona ględząca, że ona nie chce żeby on pił na pewno przed tym nałogiem nie powstrzyma, a przypuszczam, że wręcz odwrotnie.
                    • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:54
                      Wiesz, tam gdzie są kłopoty finansowe - i dziewczyna miota się by związać koniec z końcem, by starczyło na terapię, jedzenie i jakąś przyjemność dla drugiego dziecka - to kupowanie alkoholu przez faceta - jest zwykłym skurw...syństwem.
                      Ile taka małpka kosztuje 10 zł? Pół litra pewnie ze 20-30. A lekcja jazdy konnej dla córki - 40 zł. Tak więc facet, który wybiera wódę zamiast lekcji dla córki - jest dnem i tego nie da się usprawiedliwić.
                      • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:25
                        Dowiedz się kiedyś dlaczego biedne kobiety czasami kupują sobie szminkę zamiast czegoś na obiad.
                        • bazia8 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:38
                          Heloł, szminka to nie wódka uncertain
                          • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:45
                            Heloł, chodzi o mechanizm. A małpka to coś koło 5 zł, więc koszt porównywalny.
                            • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 15:03
                              A może to ty się wśród patologii obracasz? Dzieci głodne - a matka czy ojciec wydają kasę na przyjemności.
                              • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 15:19
                                Oj, żebyś Ty tak raz zrozumiała co ludzie do Ciebie piszą...
                        • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:52
                          Zamiast obiadu dla siebie czy dla dzieci? Bo jak dla dzieci - to takie samo sk..wysyństwo.

                          I nie znam normalnej kobiety, która swoje "przyjemności" postawi ponad obiad dla dzieci.
                          • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:55
                            Ty w ogóle mało życie znasz.
                      • bergamotka77 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:32
                        arwena_11 napisała:

                        > Wiesz, tam gdzie są kłopoty finansowe - i dziewczyna miota się by związać konie
                        > c z końcem, by starczyło na terapię, jedzenie i jakąś przyjemność dla drugiego
                        > dziecka - to kupowanie alkoholu przez faceta - jest zwykłym skurw...syństwem.
                        > Ile taka małpka kosztuje 10 zł? Pół litra pewnie ze 20-30. A lekcja jazdy konne
                        > j dla córki - 40 zł. Tak więc facet, który wybiera wódę zamiast lekcji dla córk
                        > i - jest dnem i tego nie da się usprawiedliwić.

                        Zgadzam się. Jeszcze gdyby kupił sobie czasem piwo za 3 zł a nie wódę za kilkadziesiąt. Niestety na południu Polski dużo się pije, taka jest tradycja, choć nie tylko tam oczywiście.
                        • alicia033 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:03
                          bergamotka77 napisała:


                          > Zgadzam się. Jeszcze gdyby kupił sobie czasem piwo za 3 zł

                          gdyby mąż hedny żył z osobą we względnej równowadze psychicznej, to może by i to piwo za 3 zł od czasu do czasu wystarczyło.
                          A że, niestety, hedna od lat prezentuje po różnych forach swoją nerwicę (/depresję) i od lat nie zamierza nic z nią zrobić, to jej życie wygląda, jak wygląda.
                          Pewnie coraz gorzej, ale to jej wybór i tylko jej wybór, bo terapii, którą radzono jej od lat, za nią nikt nie odwali, leków ją wspomagających, gdyby się okazały konieczne, też za nią nikt nie weźmie, rycerz na białym koniu, który uratowaby ją z dziećmi od umiarkowanie zarabiającego męża, hipotetycznego alkoholika, też się nie pojawi.
                    • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 20:47
                      Czytałaś ten wpis autorki:

                      " Głupie wyjście wieczorem za śmieciami czasem kończy się browarem na szybko w aucie czy w piwnicy. Mała butelczyna z wódki zawinięta w papier toaletowy i schowana na dni kosza. Butelka wódki,którą od kogoś dostał napełniona wodą,żebym się nie zorientowała."

                      To JEST alkoholizm.
                    • asia_i_p Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 16:24
                      >Niekoniecznie. Może być tak, że to ona za bardzo suszy mu głowę - on by sobie chętnie kupił 0,7 i popijał jak człowiek, ale żona schizuje, więc pije pod stołem.

                      Tak bym myślała, gdyby potajemnie wychodził na piwo z kolegami. To jednak, że w alkoholu nie jest mu potrzebna cała towarzyska oprawa, a tylko i wyłącznie sama substancja, jest dla mnie niepokojące.
                      • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 18:44
                        O widzisz, "niepokojące" to jest adekwatne słowo. Niestety, tutaj większość przyczepiła facetowi etykietkę alkoholika - na odległość, bez szczegółów. Jak dla mnie to bardzo nie w porządku. Znamy całą historię tylko z jednego punktu widzenia, tak naprawdę nie wiemy co się tam dzieje na co dzień, ale jak trzeba to bach, dawaj, pan zawsze zły, pani zawsze dobra, jak ktoś się nie zgadza, to pewnie sam ma problemy. Słabe to.
            • triss_merigold6 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:37
              No jasne, parki meneli najlepiej się dogadują.
              Chowanie ćwiartek po kątach to klasyczna wręcz oznaka alkoholizmu.
              • leyre2 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:44
                triss_merigold6 napisała:

                > No jasne, parki meneli najlepiej się dogadują.
                > Chowanie ćwiartek po kątach to klasyczna wręcz oznaka alkoholizmu.

                A kondolyza w takim okolicznosciach rzuca sprzatanie i z bolem karku kroi skladniki do salatki po czym stawia flache na stol i gdy maz skonczy ogladac film razem chleja.
                • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 15:04
                  nie, kondolyza w takim momencie rzuca sprzątanie, zamawia sushi i siadamy z bialym winem z mezem zeby sie zresetowac.
                  • sanrio Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 22:07
                    z mężem alkoholikiem? to spoko, jesteś współuzależniona, w sumie wolno
                    • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 23:12
                      sanrio napisała:

                      > z mężem alkoholikiem? to spoko, jesteś współuzależniona, w sumie wolno

                      nie. moj maz nie jest alkoholikiem. obstawiam ze maz hedny tez nie jest. on ma takie zachowania bo ona robi z tego problem. robi z niego abstynenta bo ma traume po ojcu wiec to hedna po pierwsze ma problem-ma DDA i ma nadkontrole
                      • thank_you Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 09:15
                        Normalna osoba nie ma potrzeby walenia browara przy wyrzucaniu śmieci. Nie znam żadnej osoby nieuzależnionej, która kupuje małpki lub ćwiarteczki i robi je sama.
                        To alkoholik.
                        • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 12:52
                          thank_you napisała:

                          > Normalna osoba nie ma potrzeby walenia browara przy wyrzucaniu śmieci. Nie znam
                          > żadnej osoby nieuzależnionej, która kupuje małpki lub ćwiarteczki i robi je sa
                          > ma.
                          > To alkoholik.

                          a dzieci ktore po kryjomu przed rodzicami wcinają słodycze dlatego ze rodzice tylko eko-jagielnik? to jest ten sam syndrom. natomiast dzieciaki ktire maja w domu slodycze tak jak i owoce i maslo nie mają atakow paniki bo im nikt tego nie zabrania
                          • thank_you Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 14:37
                            Bzdura.
                            • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 16:04
                              wcale nie. uczenie dzueciaka kultury jedzenia, nie robienie afer to wiekszy spokoj. a robienie afery o jednego ciuksa to ksztaltowanie odruchu „zakazany owoc” co powoduje wlasnie ukrywanie, chowanie, kompulsywne opychanie
                              • thank_you Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 16:30

                                Mleko matki jest słodkie. Aktualnie wszystko jest słodkie. Nie ma jednej metody na "zdrowe" spożywanie słodyczy. Ale gdyby moje dziecko chowało sie przede mna z cukierkami, wkładało kamyki do opakowań po cukierkach, wydawało oszczędności na słodycze, wykorzystywaloby każda okazje aby zjeść batona (typu - wyjde ze śmieciami i sobie opitole jednego) to uznałabym, ze jest uzależnione od cukru. A to - jak każde uzależnienie - jest beznadziejne.
                                Skończ bronić typowych objawów alkoholizmu, bo zwyczajnie sie ośmieszasz.
                                • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 18:49
                                  ja nie mowie o objawach-bo sa dziwne
                                  mowie o tym ze to niekoniecznie jest uzaleznienie tylko raczej brak kultury jedzenia slodyczy w domu, ze to świrosywo matko na tym punkcie powiduje schizy dziecka i ukrywanie...
                          • zlababa35 Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 15:00
                            Bzdura. Najwięcej pchają w siebie dzieciaki, które są od dawna przyzwyczajone do słodkiego smaku i do takich przekąsek co rusz.
                  • 3-mamuska Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 17:48
                    kondolyza napisała:

                    > nie, kondolyza w takim momencie rzuca sprzątanie, zamawia sushi i siadamy z bia
                    > lym winem z mezem zeby sie zresetowac.


                    Ale pieprzysz jak potłuczona , normalny człowiek resetuje sie tez przy filmie ,w kąpieli ,na spacerze z psem, a nie koniecznie waląc alkohol.
                    I wypijając pod śmietnikiem browara ,bo mu żona w domu nie pozwala.

                    Normalny człowiek może sie obejść bez alkoholu, tak jak ja bez papierosa ,bo nigdy nie paliłam i nie dlatego że mi mąż zabraniał ,tylko najzwyczajniej w świecie nie muszę palić jak i nie muszę też pić.
                    • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 18:47
                      3-mamuska napisała:

                      > kondolyza napisała:
                      >
                      > > nie, kondolyza w takim momencie rzuca sprzątanie, zamawia sushi i siadamy
                      > z bia
                      > > lym winem z mezem zeby sie zresetowac.
                      >
                      >
                      > Ale pieprzysz jak potłuczona , normalny człowiek resetuje sie tez przy filmie ,
                      > w kąpieli ,na spacerze z psem, a nie koniecznie waląc alkohol.
                      > I wypijając pod śmietnikiem browara ,bo mu żona w domu nie pozwala.
                      >
                      > Normalny człowiek może sie obejść bez alkoholu, tak jak ja bez papierosa ,bo ni
                      > gdy nie paliłam i nie dlatego że mi mąż zabraniał ,tylko najzwyczajniej w świec
                      > ie nie muszę palić jak i nie muszę też pić.

                      oczywiscie-moze byc kawa z kolezanką, moze byc ciacho na handrę
                      moze byc nowa szmata,kosmetyk
                      moze byc telefon do przyjaciela
                      moze byc rower czy basen
                      moze byc godzina przy kompue z odmóżdżającą grą i wiele innych

                      chodzi o to ze jak zaczynasz robic problem z ciastka/wina/telefonu do przyjaciela itp to sie robi krzywo
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:17
          Zasiadanie do wódeczki odpada. ja nie piję w ogóle.a przytulanie na sztukę jest słabe.
          • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:18
            jak próbuję nawiązać do czyjejś wypowiedzi to moja wiadomość podpina się w ogóle gdzie indziej,przepraszam
            • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:26
              wszystko ok, dobrze sie podpięła.
              czyli ty wogole nie pijesz wiec mezowi nie pozwalasz tez wogole, dlatego on jest odizolowany i cos co jest normalne dla innych ty traktujesz jak mega przestepstwo.
              jesteś DDA, mam rację? stad ta przesada,śledztwa i zaszczucie faceta?
              • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 20:50
                Mąż jest z rodziny alkoholików.
                A Hedna pisze tak:

                " Głupie wyjście wieczorem za śmieciami czasem kończy się browarem na szybko w aucie czy w piwnicy. Mała butelczyna z wódki zawinięta w papier toaletowy i schowana na dni kosza. Butelka wódki,którą od kogoś dostał napełniona wodą,żebym się nie zorientowała."

                Jej mąż jest alkoholikiem, nie da się inaczej.
                Zaszczucie faceta?
                Zamilknij, bo szkodzisz Autorce i jej dzieciom.
                • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 23:11
                  nie zamilkne. Hedna powinna leczyc DDA no jest DDA, napisala o tym. mezowi nie pozwala wogole nic ani kropelki.
                  • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 23:23
                    Nie doczytałaś, że jej mąż też jest DDA. A jego brat jest alkoholikiem który chwilowo nie pije. Więc rodzina mocno alkoholowa. A mąż hedny nie umie inaczej rozwiązywać problemów jak za węgłem wydoić małpeczkę.
                    Picie alkoholu to nie jest obowiązek który zła hedna mu uniemożliwa spełniać. Ludzie moga nie pić, ani nie czuć przymusu napicia się alko. Nie muszą też wieczorów spędzać na leżeniu przed tv z piwem, ani owijać w papier toaletowy butelek wódki.
                    To, że Hedna się od złej strony zabiera do problemu i go nie rozwiązuje ale utrwala (ma zrobić swoją terapię a nie wymuszać na mężu obietnice których i tak nie dotrzyma) nie znaczy, że pan jest nieuzależniony od alko.
                  • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 00:22
                    Tak, Hedna powinna pójść na terapię.
                    W żadne sposób nie zmienia to faktu, że jej mąz jest alkoholikiem.
                    Zastanów się dlaczego tak się bronisz przed taką oceną całkowicie Ci obcego faceta. Bo coś jest u Ciebie nie tak.
                    • kondolyza Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 12:50
                      u mnie jest wszystko ok, nikt nigdy w mojej rodzinie ani w rodzinie meza nie chowal alkoholu, porządnie wyposazony barek stoi na widoku, mozna poczestowac i nikt nie robi jazdy o obecnosc alkoholu w domu. tutaj natomiast hedna napisala ze ma traumy z dziecinstwa (wspolczuje), ze teraz jej rodzice ok 60tki i maja sie ok ale ona nadal pamieta tamte akcje z dziecinstwa,na ich wspomnienie z kolezanką się poryczala, i ze dla niej alkohol nie istnieje i nigdy nie lubi jak maz pije, ma wogole nie pic, nigdy! bo jest kierowcą. i juz.
      • nenia1 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 08:08
        hedna napisała:

        > Prosty przykład z dziś, uwijam się wieczorem ze sprzątaniem,mocno dokucza mi
        > kark i zapytałam czy może mi trochę pomóc. Usypiał Tusia,Tuś już spał,a on oglą
        > dał film na komórce z słuchawkami. I usłyszałam "oglądam film."

        Jest sobota, wieczór. Mąż jak rozumiem w tygodniu pewnie pracuje zawodowo? Piszesz, że dopiero co usypiał dziecko. Naprawdę nie można odpuścić sprzątania wieczorem, mąż też człowiek, czasem musi odpocząć. Ty też, a nie zasuwać na szmacie, skoro ci mocno dokucza kark.

        Już pomijam twój zwrot do niego "czy nie zamierzasz w ogóle wstawać?". Typowa bierna agresja, ale winien tylko mąż.
        • leyre2 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:03
          Ah, wanna przeciez tylko zona, w koncu posprzata sie samo...eh nie ona i tak bedzie musiala to zrobic tylko ze nastepnego dnia.
          Maz tez czlowiek bo pracuje wiec zmeczony a zona opiekujaca sie niepelnosorawnym dzieckiem plus robiaca wszystko inne to robot.
          Gdyby maz ruszyl tylek i posprzatali razem to byloby szybciej i mieliby czas zeby ten film obejrzec wwspolnie z przyjemnoscia a nie w balaganie i ta zona nie bylaby sfrustrowana.
          • nenia1 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:08
            Czytaj ze zrozumieniem...napisałam, żeby też odpoczęła, zwłaszcza że ją, jak sama pisze, boli kark. Mąż też się opiekuje niepełnosprawnym dzieckiem.
            Znając życie pewnie nie mają syfu, że przejść się nie da. Czasem warto umieć odpuścić.

            • leyre2 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:23
              czytam ze zrozumieniem, ma odpoczac zeby posprzatac nastepnego dnia, fakt od razu ogarnie naczynia po sniadaniu.
              Skoro sprzata to oznacza ze byl balagan i pewnie gdyby to uspila dziecko to maz w tym czasie by nie posprzatal bo jak widac film wazniejszy i balagan mu nie przeszkadza.
              • nenia1 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:37
                Raczej czytasz z nastawieniem. Sama wymyśliłaś, że ma sprzątać z samego rana i to wyłącznie ona, więc nie pleć, że to ja to napisałam.
                Moja ciotka pedantka sprzątała nawet jak nie było bałaganu, podobnież mój szef, który mył mi kubek, bo nie umiał ścierpieć, że kubek po wypitej herbacie stoi już od 15 minut na moim biurku. niezrozumiały, albo niechlujny sposób.
                Trzeba mieć poprzestawiane priorytety skoro nawet silny ból karku albo zmęczenie nie jest powodem by odsapnąć. To dom, nie zakład karny o zaostrzonym rygorze.
                • ga-ti Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 10:38
                  A ja rozumiem Was obie. Zwykle wieczorem, jak już dzieci w łóżkach ogarniam mieszkanie, nie jakoś przesadnie, ale zbieram z podłogi, za stołu, poprawiam poduszki itp. później siadam z herbatką i odpoczywam w ciszy, w rozgardiaszu wieczornym nie mogę odpocząć (a pedantką nie jestem, oj nie). Za to mój mąż wieczorem siada i odpoczywa, resetuje się po ciężkim dniu, jemu codzienny bałagan nie przeszkadza, nawet go nie zauważa, twierdzi, że jak dzieci padły to trzeba wykorzystać każdą chwilę na relaks, na sprzątanie przyjdzie czas. I ja się wkurzam, że on nie pomoże, że jemu nie przeszkadza, on się wkurza, że dla mnie ważniejsze brudne kubki niż mąż i wspólny czas. Jak ja już mogę usiąść to mąż albo idzie spać, bo zmęczony, albo bo wkurzony na mnie, a ja na niego. Bez sensu.
                  Trzeba też spojrzeć z drugiej strony, czy to sprzątanie nie ma drugiego dna: jaka ja umęczona, poświęcam swój wolny czas, tak bardzo dbam o dom, pokaże temu chłopu, jak mi ciężko, pokaże, że potrafię... albo tak bardzo nie mam chęci usiąść koło niego, że polatam ze szmatą, aż on pójdzie spać sad
                  • leyre2 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 10:58
                    Ale gati gdyby maz wzial w tym ogarnianiu udzial to byloby szybko zrobione i oboje mielibyscie czas zeby razem odpoczac. Balaganu mozna oczywiscie nie sprzatac tylko jak dlugo no i wiele osob nie potrafi sie zrelaksowac w takim otoczeniu a majac partnerow ktorzy tego nie rozumieja bo im balagan nie przeszkadza robia to sami.
                    • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 11:57
                      Ale mąż już odpoczywa i nie chce, żeby ktoś mu ten wypoczynek przerywał. A pewnie też mu się należy. I naprawdę, raz można sobie to sprzątanie odpuścić. Tymczasem pani musi mieć posprzątane natychmiast bo jak nie, to będzie dramat. Dlaczego? Ga-ti słusznie zauważyła, że to może być ucieczka od drugiego człowieka. Szmata ważniejsza. Smutny sygnał dla partnera.
                      • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:23
                        nie zgodzę się z tym.Nie mam dramatycznego bajzlu w domu,ale zwykłe sprzątanie ,które robi się każdego dnia.
                        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:23
                          i nie jestem pedantką,naprawdę.
                          • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:40
                            No więc tym bardziej napinanie się na latanie na szmacie tu i teraz jest kompletnie bez sensu.
                      • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:00
                        No dobra - na odpuści to sprzątanie - ale bałagan nie zniknie cudem. Nie ma czarodziejskiej różdżki. Jeżeli to będzie tak - dzisiaj oglądamy razem film, a jutro posprzątamy razem - to jak najbardziej sie zgadzam.
                        Ale jak będzie tak, dzisiaj oglądamy, a jutro sprzątasz sama, a ja dalej oglądam/czytam/piję - to już chyba nie do końca w porządku.
                • leyre2 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 10:53
                  nenia1 napisała:

                  > Raczej czytasz z nastawieniem. Sama wymyśliłaś, że ma sprzątać z samego rana i
                  > to wyłącznie ona, więc nie pleć, że to ja to napisałam.


                  Ah, faktycznie ty napisalas ze ma odlozyc sprztanie do rana i wtedy maz juz wypoczety zrobi to z nia, nie...wyreczy ja w tym😁


                  > Trzeba mieć poprzestawiane priorytety skoro nawet silny ból karku albo zmęczeni
                  > e nie jest powodem by odsapnąć.

                  tiaaa, glodne kawalki o niewlasciwych priorytetach , czyli zyj w bajzlu film wazniejszy
                  • nenia1 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 12:46
                    leyre2 napisał(a):

                    > tiaaa, glodne kawalki o niewlasciwych priorytetach , czyli zyj w bajzlu film wa
                    > zniejszy

                    Co kto lubi. Wolisz "padam na ryj, ale najważniejsze to odpicować chatę" to tak sobie żyj. Nie wymagaj jednak od wszystkich, żeby się z tym zgadzali.
                    • aqua48 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:37
                      nenia1 napisała:

                      > leyre2 napisał(a):
                      > > tiaaa, glodne kawalki o niewlasciwych priorytetach , czyli zyj w bajzlu f
                      > ilm wazniejszy
                      >
                      > Co kto lubi. Wolisz "padam na ryj, ale najważniejsze to odpicować chatę" to tak
                      > sobie żyj. Nie wymagaj jednak od wszystkich, żeby się z tym zgadzali.

                      Dla małżeństwa często film ważniejszy.
                  • asia_i_p Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 07:22
                    Tak, w przypadku trudnego okresu w małżeństwie i depresji wiszącej nad głową na włosku, relaks i przyjemności są ważniejsze od sprzątania.
                    • turzyca Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 11:51
                      Dobre podsumowanie.
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:21
          Inaczej.Ja zapytałam spokojnie,bez złości.Chciałam,żeby mi coś pomógł,albo chociaż wstał i spędził ze mną trochę czasu.
          • pade Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:29
            Twoja potrzeba jest zrozumiała. Ale między Wami jest morze niedomówień i zanim dojdziecie do etapu "spędzimy razem trochę czasu" musicie oboje zacząć się leczyć. Bo oboje jesteście chorzy. Nie fizycznie, macie chorą psychikę. On topi smutki w alkoholu, Ty koncentrujesz się na objawach somatycznych. Kark dziewczyno boli Cię z napięcia.
            Przepraszam, nie będę Cię głaskać, bo od lat dostajesz tutaj bardzo dużo głasków. I to nic nie daje. Mam wrażenie, że jesteś coraz bardziej zdołowana.
          • agonyaunt Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:47
            Ty zapytałaś spokojnie, on usłyszał wymówkę. Czasami jest tak, że wydaje nam się, że nasz komunikat jest jasny i miły, a druga strona odbiera go jako atak. Jeśli chcesz, żeby ktoś Ci w czymś pomógł, to ten komunikat musi być jasny. "Pomóż mi", a nie "będziesz tak siedział jak ja sprzątam?"
            • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:25
              Dokladnie . I wlasnie prawdopodobnie z takich odzywek z ktorych oboje nie zdaja sobie sprawy ze nie zachowuja sie fajnie wszystkie kwasy. A co do alko jesli ktos pisze ze chowanie butelek to norma bo zona pietnuje picie to chyba mu sie cos pomylilo. Sory raczej drinka wieczorem by nie pietnowala. Chowanie to alkoholizm i to nie podlega dyskusji.
    • bergamotka77 Re: Dochodzę do ściany 03.03.18, 23:39
      Hedna bardzo mi przykro naprawdę. Trzymam kciuki żeby Ci się poukladalo...
    • ga-ti Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:09
      Bo związek przechodzi próbę, gdy pojawia się dziecko, nawet jeśli to super cudny związek i dziecko planowane, to sporo się zmienia i trzeba poukładać relacje troszkę od nowa. A gdy się pojawia niepełnosprawne dziecko to zmienia się znacznie więcej i układania jest dużo więcej. Sama wiesz. I jakoś to tak bywa, że matka jest przy dziecku co by się nie działo, a ojciec nie wytrzymuje, są wyjątki jak wszędzie, ale jednak. Myślę, że Twojemu mężowi jest bardzo ciężko, finansowo nie styka, czasu nie ma, dużo kręci się wokół Tusia, Ty zmęczona, jest jeszcze córka i jej potrzeby, wszystkiego dużo za dużo na Was spadło. Po niepełnosprawnym dziecku trzeba odbyć żałobę (sorry, że tak piszę, ale tak mądrzy ludzie prawią) i pokochać nie wyobrażenia o nim, a je samo, takie jakie jest. Facetom jest trudniej.
      I nie, że usprawiedliwiam.
      Czy macie grupę wsparcia? Stowarzyszenie, wspólnotę, cokolwiek, grupę rodziców chorych dzieci? Czy mąż ma z kim pogadać, czy nawet pomilczeć, ale w zrozumieniu, bo ten drugi facet wie, z czym się borykacie?
      Tobie oczywiście też taka grupa rodziców się przyda. Choćby i internetowa.
      Piszesz o pochowanych butelkach po alkoholu, a to już może być poważniejszy problem, z którego Twój mąż sam może nie wyjść.
      Przepraszam, że tak mało optymistycznie.
      Przytulam!
      • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 00:45
        I to jest druga czesc do mojej odpowiedzi. Problem jest powazny powiedzialabym mega powazny i wymaga wiele pracy bo rozwod akurat w tym przypadku teudna sprawa i pierwszy raz w zyciu to napisze tak ze wzgledu na dzieci bo ta rodzina jej wizja zmienia mi optyke z tym ze to jedynytaki przypadek z jakim sie spotkalam gdzie moge z czystym sumieniem powiedziec czy napisac ze warto powalczyc dla dzieci bo bol raczej bedzie okrutny.
    • mamusia1999 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 01:04
      Dziewczyny juz przytulały, ja przytulam na dokładkę.
      Postaram sie wnieść nieco do sprawy, moze ciut zainspirować. Czasem i małżeństwo i macierzynstwo są qu...ko trudne, i warto sie oezenoc i wbrew bastrijoei poszukac chociaż odrobiny radości gdzie indziej. Zawsze coś z tego wyniknie, więcej siły na macierzyństwo, inspiracja dla partnera, albo światełkoo dla Ciebie, ze moze byc inaczej, ze jeszcze jest radość, trochę oddechu. Ja wychodziłam na sobotnie popołudnie, szłam na basen, do sauny....byłam poza. Nic spektakularnego. Coś gdzieś ruszyło...Mocno ściskam
    • izak31 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 06:58
      Jak mąż wróci do domu to Ty wyjdź. Jeżeli mieszkasz w pipidówie to idz na spacer. Sama. No może teraz za zimno ale spróbuj.
    • bistian Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 08:42
      Jak już się jest pod ścianą, można zrobić baranka. smile To czasami pomaga. wink
      Każdy jest krawcem swojego życia, brak decyzji też jest jakąś decyzją.
      Nie mówię, żeby się koniecznie rozstawać, ale coś zmienić, jeśli nie pasuje. Podział zadań, dzień wolny, na początek jeden dzień bez flaszki i telewizora w tygodniu?
      • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 08:49
        Ale kto ma ten dzień bez flaszki i telewizora mieć? Hedna? jej mówisz żeby zrobiła sobie dzień bez flaszki i tv?
        • bistian Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 08:58
          satoja napisała:

          > Ale kto ma ten dzień bez flaszki i telewizora mieć? Hedna? jej mówisz żeby zro
          > biła sobie dzień bez flaszki i tv?

          Też! smile
          Zawsze warto porozmawiać, chociaż się wie, na czym się stoi. Takie moje luźne propozycje, bez znajomości potrzeb, oni sami wiedzą lepiej, czego im brakuje. Mężczyzna też nie ma lekko, za mało myśli o dziecku, to źle, za dużo, to z kolei "zaniedbuje kobietę", taka małżeńska akrobatyka. Może nikomu obecny stan nie pasuje? Ale to trzeba wiedzieć, metafory o ścianach w niczym nie pomagają, mogą co najwyżej wkurzać partnera i dołować siebie.
          • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:08
            osoba która chowa flaszki po szafach to alkoholik. namawiać hednę żeby pilnowała by alkoholik jednego dnia nie pił i przed tv nie leżał to dokręcanie współuzależnienia.
            • bistian Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 09:20
              satoja napisała:

              > osoba która chowa flaszki po szafach to alkoholik. namawiać hednę żeby pilnowa
              > ła by alkoholik jednego dnia nie pił i przed tv nie leżał to dokręcanie współuz
              > ależnienia.

              Ja nic takiego nie napisałem, żeby męża pilnowała. Napisałem, żeby porozmawiali i na przykład spróbowali oboje zrobić jeden dzień bez żadnego alkoholu i bez telewizji (hedna też!). Po co? Żeby zobaczyć skalę problemu i czy są w stanie jeszcze coś robić razem, żeby też pokazać, że ona też z czegoś rezygnuje.
              • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:03
                Ale ona nie pije w ogóle - to on ma problem z alkoholem
                • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 22:20
                  Ale to nie ma znaczenia czy ona pije nie chodzi o picie a mechanizm. Ona moze w miejsce alkoholu zrezygnowac z czegos innego.
    • kropkacom Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 08:59
      Kochasz go czy nie? Zapewne kilka lat temu w trudnej sytuacji zostaliście sami. W między czasie koncertując się na łataniu aktualnych dziur oddaliliście się od siebie. Mąż dodatkowo zaczął zaglądać do kieliszka. To spowodowało, ze zaczął kłamać i być obojętny. Zniknęło libido. Ty za to wykańczasz się nerwowo. Bez pomocy nie dacie rady. No i bez chęci. Tylko, że przy nadszarpniętym zaufaniu do męża chęci już też nie ma, prawda? Współczuję ci. Chciałabym napisać, że wszystko będzie dobrze, ale to może jeszcze potrwać. Na pewno dasz radę. Pewnie będzie inaczej.
    • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 10:51
      Hedna, mąż jest alkoholikiem.
      Poszukaj terapii dla współuzależnionych, takie terapie są na ogół bezpłatne. I na spokojnie od tego zacznij.
      Bez gwałtownych ruchów i nagłych decyzji.
      Choć mam wrażenie z Twoich postów, że Ty dawno zdecydowałaś, tylko trzymają Cię kwestie mieszkaniowe, finansowe i reszta szarej realnej rzeczywistości.
    • ortolann Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 10:57
      Nie znam Twojej historii. Ale uderza mnie tu jedno: alkoholizm Twojego męża. Jeśli chowa butelki, to znaczy, że już wie, że Ty się nie zgadzasz na alkohol. Że o to były między Wami kłótnie. Ty jeszcze też piszesz, że nie chcesz pewnych rzeczy tu pisać, bo wracałyby do Ciebie. Co by wracało? Nazwanie faktów? Że Twój mąż jest alkoholikiem?
      I czy faktycznie jest taki dobry dla dzieci? Zawsze? Czy tylko na trzeźwo albo na rauszu? A co na to dzieci? Myślą tak samo jak Ty czy kiedy dorosną to będą miały pretensje do Ciebie, że oddałaś ich spokój za cenę własnej wizji poukładanej rodziny?
      Hedna, mnie się zdaje, że Ty masz w życiu misję ratowania tonących i uszczęśliwiania wszystkich.
      Kryzys to jest bardzo dobry moment, żeby się sobie samej dobrze przyjrzeć i zobaczyć co dla siebie samej możesz tu i teraz zrobić. Ratuj siebie samą. Najpierw. Kiedy dojdziesz do równowagi sama ze sobą resztę ogarniesz.
      Powodzenia! Jesteś dzielną., młodą babeczką. Ratuj się.
      • kropkacom Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 12:14
        Wydaje mi się, że alkohol nie musi oznaczać przemocy. Ani w stosunku do dzieci, ani żony. Za to może doprowadzać do obojętności w zwiazku, bycia nieodpowiedzialnym, kombinowania z kasą i tak dalej. To tylko trochę lepiej niż agresywny pijący partner, ale jednak.
        • bazia8 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 12:51
          Tak, czy inaczej Hedna ma kłopoty sama ze sobą, z mężem i dziećmi. Narzuciła sobie wysokie wymagania wobec siebie i stąd to jej sprzątanie mimo bolącego karku. To objaw nerwicy, daje jej to poczucie kontroli nad sytuacją. Hedna, rzuć szmatę i tak, jak radzą dziewczyny zacznij od terapii dla współuzależnionych. To co tam usłyszysz nie będzie przyjemne, ale zaczniesz być może rzeczywiście kontrolować swoje życie.
        • ortolann Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 13:23
          Wcale nie mam na myśli przemocy. Naprany czy też wsrawiony mąż w nagłej sytuacji nie zawiezie dziecka do lekarza, nie zostanie z drugim w domu. Dla dzieci może także być wkurzający, bo może mieć głupie pomysły czy odzywki. Poza tym wieczne napięcie w domu: tata zawsze winny, słabszy i gorszy. Mama zawsze zdenerwowana, spięta i niezadowolona. Co z tego wyniosą dzieci w posagu? Sam miód to nie jest.
          Dorośli odpowiadają za dzieci oraz za własne czyny. W tym domu wszystko w jedną całość spina Hedna. Jej mąż jest na bocznym torze. Jemu być może teraz jest już tak wygodnie, może się poddał. Ale to nie zmienia faktu, że jest doroslym facetem, który ma rodzinę na utrzymaniu. I nie ma, że boli. Hedna za chwilę stanie się dla rodziny toksyną, jest na dobrej drodze do takiego scenariusza. Ale ktoś musi tę rodzinę ogarnąć. Padło na nią, bo mąż się wyłączył. Czy teraz jest czas na to, żeby badać powód jego ucieczki w głąb siebie czy bardziej na to, żeby ratować Hednę-to już chyba ona sama tylko wie.
          • triss_merigold6 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:28
            Pozwolisz, że się podpiszę? Bagatelizowanie tych chowanych flaszek oznacza przyzwolenie na emigrację wewnętrzną pana, on się wypisuje z odpowiedzialności i receptą nie jest towarzyszenie mu w wieczornym drinkowaniu.
          • aqua48 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:34
            ortolann napisała:

            > Dorośli odpowiadają za dzieci oraz za własne czyny. W tym domu wszystko w jedną
            > całość spina Hedna. Jej mąż jest na bocznym torze. Jemu być może teraz jest ju
            > ż tak wygodnie, może się poddał. Ale to nie zmienia faktu, że jest doroslym fac
            > etem, który ma rodzinę na utrzymaniu. I nie ma, że boli. Hedna za chwilę stanie
            > się dla rodziny toksyną, jest na dobrej drodze do takiego scenariusza. Ale kto
            > ś musi tę rodzinę ogarnąć. Padło na nią, bo mąż się wyłączył. Czy teraz jest cz
            > as na to, żeby badać powód jego ucieczki w głąb siebie czy bardziej na to, żeby
            > ratować Hednę-to już chyba ona sama tylko wie.

            Jestem dokładnie tego samego zdania. Hedna musi zmienić swoje podejście do męża, przestać stawiać mu wyłącznie wymagania. Chłop zarabia jak może na całą czwórkę, zostaje z dzieckiem w szpitalu, opiekuje się, bawi, ma dobry kontakt z dziećmi. Nie jest supermenem. I na pewno nie jest mu z tym dobrze. Nie można mu już odpuścić tego sprzątania? I sobie też? Usiąść z nim do filmu jeśli dzieci wreszcie śpią i jest chwila spokoju? Nie posprząta się samo, no to będzie lekki bałagan. To nie koniec świata. Koniec świata jest wówczas gdy jedno ma wyłącznie wymagania i oczekiwania, a drugie nie daje rady im sprostać - bo za mało zarabia, bo za dużo pije, bo nie pomaga we wszystkim, bo jest ojcem upośledzonego dziecka i z tego powodu czuje się niepełnowartościowym człowiekiem i ojcem. Bo nie może dla odprężenia wieczorem spokojnie wypić piwa w domu, musi się wykradać do auta.
            Nie jestem też wcale taka pewna czy ten mąż już jest alkoholikiem - ale zachowując się tak, na pewno jest na dobrej drodze. Nie rozumiem bowiem dlaczego nie może normalnie jak człowiek wypić tego piwa w domu do kolacji, po kolacji, do filmu? Nie musi z żoną. Mąż piwo, żona kakao. Bo Hedna jak zobaczy alkohol, zacznie mu od razu ciosać kołki na głowie? Dlatego chowa te flaszki przed nią? Czy jak?
            Hedna, nie ciągnij na razie męża, sama idź na terapię, poukładaj sobie w głowie co jest ważne, co mniej ważne. Bo teraz masz chaos. I koniecznie naucz się odpuszczać. Sobie i bliskim. Nikt nie dość że nie jest, to na dodatek wcale nie musi być idealny. I nic się od tej nieidealności nie wali.

            • bazia8 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 14:44
              Mnie wygląda to jednak na alkoholizm męża, ale zgadzam się, że jedyne, co może zrobić Hedna, to zacząć od terapii dla siebie.
            • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:29
              10/10
            • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 17:27
              ale on pije piwo w domu, jak najbardziej pije 1 piwo w domu wieczorem,nie codziennie
            • capa_negra Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 20:16
              Mam dokładnie te same spostrzeżenia. Hedna od lat nie pije nic, a mąż czasami może mieć smak. Wiele osób czasami pije alkohol. Mąż się ukrywa bo wzbudza to niezadowolenie Hedny, a dodatkowo jest nieplanowanym wydatkiem. Może pora zaakceptować inność drugiej osoby? i obserwować...
              • ortolann Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:08
                Dziewczyny, pochowane małpki nie swiadczą o niczym innym, jak o alkoholizmie. Jaka droga go tam zaprowadziła-to inna sprawa. Teraz ważne jest to, że hedna jest z tym sama. I musi się wzmocnić, żeby się uratować. A w tym przypadku najprawdopodobniej oznacza to rozstanie
            • ortolann Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:05
              Aquo, nie zgadzaj się ze mną, bo napisałam coś zupełnie innego niż Ty zrozumiałaś
              • aqua48 Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 08:57
                ortolann napisała:

                > Aquo, nie zgadzaj się ze mną

                Ok, mogę się nie zgadzać smile
    • kozica111 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 15:43
      Brak seksu.
    • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 16:38
      A moze tak pokusi sie ktos na konkrety co zrobic zeby bylo lepiej miedzy nimi? Dla madrych ktore sie znaja . Ja odpadam nie na moja glowe za duzo problemow na raz.
      • alicia033 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 17:30
        jola-kotka napisała:

        > A moze tak pokusi sie ktos na konkrety co zrobic zeby bylo lepiej miedzy nimi?

        prosze bardzo, konkret: hedna ma się udać do poradni zdrowia psychicznego i zająć się leczeniem swojej nerwicy.
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 18:23
          alicia033 - odpieprz się.
          Otóż dla Twojej informacji,bo widzę,że Cię to fascynuje - leczę nerwicę od dawna.
          • alicia033 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 19:01
            wobec męża też jesteś tak agresywna i się do niego tak odzywasz?

            To już nic nie dziwi, że wasz związek wygląda, jak wygląda.

            • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 19:04
              Nie,wobec męża odzywam się inaczej. Idź dziwić się gdzie indziej.
    • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 17:35
      Wypowiedziało się bardzo wiele osób. Tak jak się spodziewałam ile osób,tyle zdań. Z częścią się zgadzam,dziękuję za opinie i rady.
      Tak,nie jestem bez winy.
      Nie,nie jestem obsesyjną pedantką.
      Tak,mam nerwicę,którą leczę. Terapii z psych,też próbowałam.
      Nie mam wygórowanych oczekiwań w stosunku do męża.Doceniam kiedy zrobi coś dobrego,miłego.Nie jest złym człowiekiem. Ja mam złe doświadczenia związane z alkoholem. Zawsze w takich sytuacjach denerwuję się na zaś,co w razie ataku Tuśka czy innej podobnej sytuacji.Ja nie jeżdżę samochodem.
      Mąż nie upija się widowiskowo, piszę to,żeby dać jakiś obraz.
      My jako para źle funkcjonujemy od dawna.
      Nie jestem bez winy.
      Nie dam też zrzucić całej winy na siebie.
      I tak macie już o mnie wyrobione zdanie.
      • cosmetic.wipes Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 18:37
        hedna napisała:

        > Zawsze w takich sytuacjach denerwuję się na zaś,co w razie ataku Tuśka cz
        > y innej podobnej sytuacji.Ja nie jeżdżę samochodem.

        Nie ośmielę się odnosić do całokształtu, bo ogrom problemów, które macie jest zbyt poważny, żeby gdybać. Natomiast wydaje mi się, że gdybyś jeździła samochodem, to twoje poczucie niezależności i bezpieczeństwa odrobinkę by wzrosło.
        Jeśli nie ma przeciwwskazań zdrowotnych, to może jednak byś się odważyła?
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 18:50
          Jasne,że masz rację. Tylko ,że się boję.
          • capa_negra Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 20:20
            Hedna odważ się puki jeszcze nie zmienili przepisów, jesteś młodą kobietą i prawko może ci się nie raz w życiu przydać
      • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 20:58
        Hedna, nie obarczaj się winą, IDŹ PO POMOC!
        W tej chwili najłatwiejsza będzie terapia dla współuzależnionych, niezależnie od tego czy mąż już jest alkoholikiem czy bedzie nim dopiero za chwilę.
        Ale Ty i tak masz złe doświadczenia z alkoholem, mąz też z domu, gdzie był z tym problem, taka terapia jest Ci potrzebna.
        A w Polsce stosunkowo (w porównaniu do innych terapii) się na nią dostać i często jest bezpłatna, co nie jest bez znaczenia w Twojej sytuacji.
        SZUKAJ POMOCY!
        Niezależnie od tego, co chcesz zrobić ze swoim małżeństwem, ta pomoc i tak jest Ci potrzebna, za dużo na Ciebie spadło: jesteś DDA, masz chore dziecko, sypiący się związek, męża alkoholika, problemy finansowe i nerwicę.
        Potrzebujesz pomocy, samo forum nie wystarczy.
      • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:38
        Hedna nikt nie chce zwalic winy na ciebie ale na sto procent nie jest tak ze troche tej twojej winy nie ma jest a dobrze sobie z tego zdawac sprawe nie dla innych a dla samej siebie. Gdy czlowiek wie , widzi swoje winy latwiej mu zaczac zmieniac nie tylko siebie ale i zwiazek w ktorym jest.
        • miss_fahrenheit Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 10:13
          jola-kotka napisała:

          > Hedna nikt nie chce zwalic winy na ciebie ale na sto procent nie jest tak ze tr
          > oche tej twojej winy nie ma jest

          Przestaje mnie dziwić, że ludzie (zwłaszcza kobiety) potrafią tkwić latami w toksycznych relacjach - niech tylko się poskarżą i zawsze ktoś im udowodni, że to ich wina i powinny się zmienić.
          • pade Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 10:25
            W tym wątku nie chodzi o żadną winę, tylko o fakty: mąż Hedny jest alkoholikiem i kropka. Osoba, która wychodzi wyrzucić śmieci i musi się przy tej okazji napić MA problem i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Hedna natomiast jest mocno znerwicowaną osobą, skupioną nie na tym co trzeba. Czyli na objawach a nie na przyczynie.
            Faktem jest również to, że Hedna wierzy w powodzenie własnej terapii tak samo jak jej mąż, czyli wcale.
            • przystanek_tramwajowy Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 10:45
              Być może jest alkoholikiem, ale jednak mu współczuję. Facet ma przerąbane. Jedyny żywiciel czterosobowej rodziny, który musi zarobić na siebie, żonę, zdrowe dziecko, chore dziecko i jego leki i rehabilitację. Acha i jeszcze na kota (czy tam psa - nie pamiętam). Mieszka na prowincji, kokosów nie zarabia, więc ciągle na coś brakuje. I z postów hedny wynika, że tak jest od lat. Ciągły dół finansowy a winny jest on, bo powinien więcej zarabiać. Po powrocie z pracy włącza się w obowiązki domowe, a jak wreszcie usiądzie na chwilę, to hedna dopada go ze ścierą i każe mu teraz, natychmiast myć podłogę. Oczywiąście, maż ematki powinien być jak skała i wszystko znieść (że nie wspomnę o zarabianiu góry kasy), ale niestety w realu trafiają się również jednostki słabsze. Na dodatek pewnie w tym realu nikt mu nie współczuje, bo godna współczucia jest przecież tylko umęczona hedna. Ale, tak między nami, naprawdę w ciągu dnia nie można wygospodarować chwili na posprzątanie i trzeba latać na szmacie wieczorem? Po co? Po to, żeby być jeszcze większą męczennicą?
            • kozica111 Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 10:49
              To pewnie jedyne miejsce gdzie może sobie strzelić kielicha spokojnie smile Miejsce wymuszone atakami żony a nie bezwzględna koniecznością, tak sadzę, mogę sie mylić.Natomiast większość ematek WIE, a skąd wie?
              • przystanek_tramwajowy Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 10:57
                Nie muszą to być nawet ataki. Wystarczy ten pełen dezaprobaty, karcący wzrok żony: "Ty znowu pijesz!"
            • miss_fahrenheit Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 11:18
              Otóż właśnie - fakty są takie, że problemem jest alkoholizm męża, a to, co dzieje się wokół jest pochodną tego problemu. Mówienie komuś, żeby się zastanowił nad swoim potencjalnym wkładem w cudzy problem z alkoholem, to niepotrzebne pielęgnowanie współuzależnienia tej osoby.
      • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 22:15
        Nic nie zmieniając tylko utrwalasz problem. Jak nie zaczniesz działać to tym bardziej lęki cię zeżrą. Wiesz że mąz popija więc przyjmij do wiadomości, że za chwilę siądzie za kółko pod wpływem a ty nie będziesz miała z niego pożytku przy wożeniu dziecka. Więc wykorzystaj wolny czas i zrób to prawo jazdy. Poczujesz się bardziej decyzyjna. Nie masz kasy? poszukaj sprzątania/mycia okien/wyprowadzania psów na te kilka wolnych godzin i zarób na kurs. W międzyczasie rób terapię. Mówisz Bo Tusiowi trzeba - no więc uświadom sobie, że trzeba żeby jego matka była bardziej niezależną, zmotoryzowaną, stabilną emocjonalnie. A terapeutom nie kłam na temat tego co w domu jest. Ogarniaj się i zejdź z tej równi pohyłej której z uporem maniaka się trzymasz. Nie ma wymówek "bo ja się boję jeździć", czy byś była wyrozumiała wobec męża który stwierdzi któregoś dnia "a ja się boję jeździć i nie będę już kierowcą i rób sobie co chcesz"? Idź a kurs i zacznij jeździć. Zbieraj umiejętności bo ci się przydadzą w dalszym życiu.
    • mitazoonda Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:08
      Czas może przestać szukać winy w mężu a spojrzeć na siebie. Facet pracuje na dom, ciebie i dzieci. Wraca z pracy i widzi wciąż umęczoną i niezadowoloną ciebie. Wciąż wymagasz, wciąż jest źle, a co ty robisz by było lepiej poza wiecznym narzekaniem. Wciąż jesteś chora, zresztą sama w jednym z wątków przyznałaś się do hipochondrii, wciąż ci mało. Możesz zarabiać, dziecko masz w szkole i w przedszkolu. Ogarnij się wreszcie, bo jedyne co od ciebie wychodzi to niezadowolenie, marazm, pretensje do całego świata i brak jakiejkolwiek aktywności z twojej strony. Ja po płaczliwych wątkach mam cię dość, a mieć na co dzień takiego człowieka... Twój mąż to anioł
      • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:18
        mitazoondo,znamy się prywatnie,osobiścieteż byś mi tak powiedziała?
        • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:43
          Jesli sie znacie prywatnie zamiast sie pytac czy by ci tak powiedziala powinnas byc jej wdzieczna za ten wpis. Masz jakas awersje do zwracania uwagi na twoje bledy . Oczekujesz nawalanki na meza i to jest jest problem hedna wizja siebie idealnej sory takich ludzi nie ma. Nie ze zlosliwie to napisalam. Nie o glaskanie chyba w takich watkach chodzi jesli maja miec sens a o pokazanie bledow
          • cosmetic.wipes Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:49
            Jolka, stukasz w dno od spodu.
          • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:49
            A i nie ze do konca sie z nia zgadzam Tak 50/50
      • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:25
        Hedna nie może zarabiać, mimo dziecka w przedszkolu. Zgodnie z prawem nie może, bo odbiorą jej zasiłek.
        Anioł, który popija po kontach?
        Skoro masz dość to nie czytaj, ale nie dokopuj osobie, która szuka pomocy.
        • pani.owiec Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:56
          errata: kątach, oczywiście!
      • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:35
        A ty jesteś jej mężem? Czy przyjaciółką gotową pocieszyć "misia"? On biedny i przepracowany - a hedna wypoczęta leży i pachnie
      • triss_merigold6 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:40
        Chcesz się panu zgrabnie podłożyć w celu pocieszenia biedaczka?
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:42
          że kto?
          • arwena_11 Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:45
            No jak to kto? mitazoonda, Nick, który napisał na forum całe 3 posty. Ciekawe kto się pod nim ukrywa.
      • niutaki Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:41
        ale z ciebie wredna baba
        • niutaki Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 21:42
          niutaki napisała:

          > ale z ciebie wredna baba
          >
          to było do mitazoonda czy jakos, ale sie dupnie podczepilo
      • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 22:19
        nic więcej nie napiszesz?
        • hedna Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 22:20
          źle się podpięło,pisałam do mitazoondy
          • satoja Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 22:46
            a czemu chcesz dyskutowac akurat z jakimś tchórzliwym trolliszczem? nie masz innych ważniejszych spraw na głowie?
            • jola-kotka Re: Dochodzę do ściany 04.03.18, 23:05
              Jakbys czytala wszystko to bys wiedziala smile
    • kozica111 Re: Dochodzę do ściany 05.03.18, 10:56
      Hedno mówisz że wiesz że masz nerwice, a leczysz ją jakoś, bierzesz leki, bo na terapie chyba nie chodzisz? Wg mojej oceny to nerwica wynikająca z depresji (powiązana) samo nie minie.Powinnaś iść po leki do lekarza albo zweryfikować te które bierzesz bo nie działają.
      Twoje wpisy na forum dadzą ci chwilową ulgę, to taki wentyl upuszczający trochę napięcie ale to nie pomaga na dłuższa metę jedynie opóźnia podjecie terapii.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka