Dodaj do ulubionych

Co za brednie... - a może nie?

30.04.18, 11:48
Czy ktoś może mi wytłumaczyć sens taki spotkań/pogadanek?
Serio pytam.

Niejaki Jakóbiak mocno się w Norwegii reklamuje ze swoimi spotkaniami, gdzie:
pokazuje, jak wytrwalosc i odpowiednie nastawienie pozwalaja polepszyc nasze jutro. Lukasz Jakóbiak przytacza w nim kilkanascie autorskich historii, które pokazuja, ze warto marzyc i nie bac sie realizowac nawet najbardziej szalonych i odwaznych pomyslów. Uczy, co powinnismy zrobic, aby zaczac dzialac, jak dzialanie moze stac sie nawykiem, dlaczego nie dzialamy, dlaczego rezygnujemy z celu, jak zdobyc motywacje i co zrobic w chwili, gdy ja tracimy. Rozklada na czynniki pierwsze motywacje, która jest zafascynowany od kilku lat. Wyklad jest prowadzony lekko i urozmaicony zdjeciami i materialami video dokumentujacymi nieprawdopodobne historie. Wyklady najczesciej koncza sie owacja na stojaco i nowym spojrzeniem na przyszlosc.

to był cytat.

I ja się zapytuję teraz: WTF?
Serio są ludzi, którzy płacą za to żeby tego słuchać?
Pomaga to komuś w czymś (poza oczywiście samemu prowadzącemu i jego finansom)?
Ja rozumiem takie gadki w wykonaniu np. CEO skierowane do załogi kropo - to ich robota, ale żeby bilet kupić, iść i słuchać?

To nie to że ja bym się chciała przyczepić, ja bym chciała zrozumieć. Czy to może jest jak z wiarą - kiedy pytam moją bratową "jak to jest" to słyszę tylko że skoro nie wiem, nie rozumiem, to widocznie nie mam łaski wiary - bo móc wierzyć to jest łaska, i jeśli tej łaski nie mam to nie zrozumiem i nie ma sensu mi tłumaczć.

Czy tu też powinnam mieć łaskę - powiedzmy - zrozumienia i jak jej nie mam i nie rozumiem to już nie zrozumiem i powinnam zająć się grabieniem ogródka albo chociaż chatę odkurzyć?
Obserwuj wątek
    • redheadfreaq Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 12:05
      "Kołczingu" w takim wydaniu zrozumieć się nie da. Jest cała zgraja takich spryciarzy, zajmujących się niczym więcej, jak sprzedażą gładkich słówek o du*ie Maryni jeszcze większej zgrai frajerów.
      • nowi-jka Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 12:37
        alez niektórym naprawde oczywiste oczywistosci tzreba wtłaczac do głowy ... nawet tu na forum "nie da sie" "nie bo ... mama/tata/dziecko/maż/oczekiwania cioci pod kwiaciarnia" Nic nei zmieni chociaz nie chce mi sie zyc moim zyciem bo nie jestem skłonna do wysiłku nawet najmniejszego. wtedy taki kołcz nagle mówi cos nieprawdopodobnego "to ty sie musisz zmienic" "musisz zaczac od siebie" itd
    • triss_merigold6 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 12:05
      Również nie mam łaski wiary, która pozwalałaby mi na korzystanie z ww. oferty bez zgryźliwych komentarzy.big_grin

      Pan trener personalny, czy kim tam jest realizuje starą praską zasadę "Masz frajera to go duś" i zarabia na sprzedawaniu naiwnym Kolumny Zygmunta.
    • 89mumin Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 12:06
      Serio są tacy ludzie, myślę że gdyby rzecz działa się w Warszawie, to pół mojego fejsbuka już by było zainteresowane wydarzeniem. Nie kumam fenomenu, ale jak tylko skumam, to sama się zabiorę na zarabianie na tym. Ludzie teraz potrzebują, żeby im mówić jak żyć.
      • triss_merigold6 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 12:13
        Widzę nową niszę dla siebie. big_grin
      • catroux Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 12:15
        Uhm. I że wszystko jest możliwe, musisz tylko zmienić swój 'mindset'.
      • babcia.stefa Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:39
        Zamierzam się tym zająć, jak moja branża się popsuje na tyle, że nie będzie się dało z niej żyć. Skoro ludzie chcą i lubią być oszukiwani...
        • 89mumin Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 15:05
          Ale właśnie sęk w tym, że to nie oszustwo. Mówisz im np. po każdej burzy przychodzi słońce albo każda porażka uczy albo jak się chce coś osiągnąć, to nie można się poddawać i każdy tekst obudowujesz historiami z życia wziętymi. No gdzie tu oszustwo? Sama prawda wink A na koniec yes you can i zapraszamy za tydzień o tej samej porze z potwierdzeniem przelewu.
          • cauliflowerpl Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 15:17
            Otoz to! Dodajesz pare zdan motywujacych*, troche charyzmy i naprawde mozesz nawet pomoc tym ludziom big_grin No nie mow, ze jak mialas 15 lat to nie mialas ulubionych fragmentow piosenek, ktore dodawaly Ci sil i takie tam. "Trzeba wiedziec kiedy ze sceny zejsc niepokonanym, wsrod tandety lsniac jak diament..." (lol, DIAMENT big_grin ) i tym podobne. Ludzie w to wierza (tylko niektorym przechodzi wraz z zakonczeniem mutacji, a innym zostaje).

            *jako ze niedawno, przy okazji wlasnie nabijania sie z kolczingu, znalazlam hiszpanska strone "100 najlepszych zdan motywujacych" postanowilam podobnych poszukac po polsku i sie usmialam:
            www.hania.es/coaching/
          • al_sahra Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 18:49
            89mumin napisała:

            > Ale właśnie sęk w tym, że to nie oszustwo. Mówisz im np. po każdej burzy przych
            > odzi słońce albo każda porażka uczy albo jak się chce coś osiągnąć, to nie możn
            > a się poddawać i każdy tekst obudowujesz historiami z życia wziętymi. No gdzie
            > tu oszustwo? Sama prawda wink

            Oszustwo raczej polega na sugerowaniu, że to jest komukolwiek potrzebne (i warte tej ceny), ale to takie ”miękkie” oszustwo. Jeśli ktoś sprzedaje tandetę za duże pieniądze, to nie ma przymusu kupować.
            >
    • cauliflowerpl Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 12:52
      Sa. Zajrzyj do jakiegokolwiek kolcza na FB i zobaczysz jakie entuzjastyczne komentarze pojawiaja sie nawet pod najglupszym przemysleniem Paulo Coelho na niebieskim tle w kwiatki.
      Ludzie najwyrazniej potrzebuja, zeby im ktos powiedzial "yes, you can".

      Dla mnie te ich wypociny sa lekko zenujace, na szczesicie dla moich znajomych rowniez, wiec o lasce wiary jeszcze nie slyszalam big_grin
      • kolibeer2 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:11
        te wszystkie kołczingowe teksty są tak niezgodne z moim wewnętrznym zen, że zawsze mam ochotę pod takim tekstem: sp....dalaj
        • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:19
          Przypomina mi to korpobrednie, jakie swojego czasu dane mi bylo sluchac w ramach szkolen w mojej eks- pracy.
          Szczytem wszystkiego byly tez gierki, ktore byly na poziomie dna, a mialy pokazac jakoby wspolprace miedzy dzialami.
          No coz- znak czasow, panie dzieju.
          • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:22
            Ja tez sie dziwie wielce, ze ktos absolutnie z wlasnej woli kupuje bilety na takowe cudactwa.
            Takich historyjek czlek moze sie w sieci naczytac, ile wlezie...
          • hopsi-daisy Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:35
            To jeszcze mogę zrozumieć - to jest część czyichś obowiązków służbowych takie kocopoły prawić, a ktoś inny służbowo ma obowiązek ich słuchać. Wszyscy wiedzą, że to bzdura, ale żeby nikt nikomu nie zarzucił "że mu nie zależy" to się spotyka, gada, słucha, odnotowuje że "zrobione" i z bańki. Ale żeby własne prywatne pieniądze i własny prywatny czas?
          • cauliflowerpl Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:42
            Mnie sie kojarzy z filmem o Amwayu i reportazami Szczygla na temat tejze firmy.
            • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:46
              No mi tez.Kiedys wynajmowalam stancje w Warszawie u kobitki- zagorzalej wielbicielki Amwaya.Byla nawet tzw.diamentem.
              • cauliflowerpl Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:53
                Hahaha no dokladnie big_grin "Diamenty" - zakrztusilam sie z uciechy.
        • princesswhitewolf Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:20
          Tu w UK jest caly portal video z takimi coacherami. "Ted Speaks" czy jakos tak. Ludzie laza i sluchaja. Naprawde. Dlaczego? Nie wiem. Moze potem maja lepszy nastroj czy cos.
          • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:24
            No patrzaj sie pani droga- jeszczem do tego nie dotarla! Jak znajde chwile, moze obejrze.
            Chociaz u mnie jest taka kolejka kryminalow do poczytania i filmow do obejrzenia, ze przez nastepne 100 lat bede miala co robic.
            Sciskam i pozdrawiam ze Szkocji.
          • miss_fahrenheit Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:48
            Jedyne, co mi się kojarzy, to TED Talks, ale tam mowy tzw. coach'ów stanowią niewielką część, a większość dotyczy zupełnie innych kwestii.
            • hopsi-daisy Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:55
              Sprawdzilam tego Jakóbiaka na youtubie i są tam jego filmiki, normalnie dziś wieczorem aż sobie zarzucę do szydełkowania. I rzuciło mi się w oczy logo TED właśnie, co to?
              • miss_fahrenheit Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 15:17
                Prawdopodobnie właśnie TED Talks - zbiór rozmaitych przemów organizowanych na całym świecie, dotyczących chyba wszystkiego - od trudnych do sklasyfikowania problemów nurtujących osobę przemawiającą, przez coachów, aż po kwestie dotyczące nauki, medycyny, technologii, zjawisk socjologicznych, psychologicznych etc. Ciekawa rzecz, tylko trzeba oddzielać ziarno od plew wink
              • al_sahra TED Talks 30.04.18, 18:55
                TED taks są warte zachodu, nawet jeśli trzeba plewy oddzielać. Ponieważ myślą przewodnią jest swobodny przepływ idei, niekoniecznie ugruntowanych w świecie akademickim, to zawsze jakiś hochsztapler może się przeciśnąć, ale większość jest bardzo wartościowa.

                www.ted.com/talks
            • princesswhitewolf Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:27
              sa i inne tematy tamze oczywiscie. Coacherow jest multum tylko miss, nie leza oni w twoich zainteresowaniach dlatego sie nie wyswietlalismile))
        • alaveda Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:30
          Jedni wierzą w kołczingowy bełkot inni w wewnętrzny zen. Świat pełen jest głupków big_grin


          kolibeer2 napisała:

          > te wszystkie kołczingowe teksty są tak niezgodne z moim wewnętrznym zen, że zaw
          > sze mam ochotę pod takim tekstem: sp....dalaj
          >
          • al_sahra Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 19:02
            alaveda napisał(a):

            > Jedni wierzą w kołczingowy bełkot inni w wewnętrzny zen. Świat pełen jest głupk
            > ów big_grin
            >
            A jeszcze inni wszystko biorą dosłownie... koliber nie napisał, że w coś wierzy.
    • jak_matrioszka Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:26
      Owszem, sa ludzie, ktorym taki wyklad jest potrzebny (bo nie wiedza "oczywistosci"). Niestety, to ta sama grupa, ktorej taki wyklad nic nie da (bo i tak zrobia po swojemu).
      • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:32
        Otoz to...jak najbardziej sie zgadzam.
        Jest taki typ ( np. na terenach bylych postpegieerowskich wsi).Tak jedna osoba na 1000 jezdzi do pracy, a teszta kweka na zasilkach.
        Niby wiedza, ze kasa z nieba nie spada, ale jak bieda do domu nie zajrzy, to w zyciu sie za robote nie wezma.
        • mozambique Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:00
          a wiesz ze są popegeerowskie wsi , gdzie zlikwidowano ostatni PKS?
        • babcia.stefa Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:47
          Zasiłek dla bezrobotnych to jakieś 7 stówek, przez 3 miesiące, potem mniej, do 6 miesięcy, i to nie wszędzie. Normalnie eldorado. W dodatku przysługuje osobom, które wcześniej pracowały.
          • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:51
            Babciu- stefo- dla niektorych pijusow i palaczy najtanszych papierosow to jest/ bylo eldorado.
            To jest w wielu przypadkach biedota mentalna.Oni beda kwekac , ze nie maja kasy, ich dzieci nie beda mialy drugiego sniadania..ale na piwsko kasa bedzie zawsze.
            • babcia.stefa Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 15:34
              Bzdura. Polska nie jest krajem, w którym dałoby się przeżyć z zasiłków, bo te są symboliczne.

              Ludzie, którzy Twoim zdaniem żyją z zasiłków, po prostu pracują dorywczo/na czarno.
              • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 16:34
                Sa rozne rodzaje zasilkow..
                Sa tez na wsiach tzw.rozplodowe macie, ktore maja np.piatke dzieci, z tego dwojka czy trojka chore.Wtedy takie ,, maciorki" ciesza sie, bo na kalekie dziecko jest wiekszy zasilek.
                Mozecie sie oburzac i ciskac gromami, to nie jest moj punkt widzenia, a ich.Niejedna pod sklepem zali sie, ze najstarsze ma niedlugo 18-tke i mniej kasy z opieki wpadnie.
                Owszem, nie da sie zyc za ok. 600- 800 zl, ale wegetowac- jak najbardziej.
                Moj kuzyn latami prowadzil wiejski sklepik i co sie nasluchalam, to moje.
    • hopsi-daisy Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:31
      Ciekawią mnie jeszcze te "autorskie historie" - w sensie, że co? że bajki które sam wymyślił udowadniające, że warto marzyc i nie bac sie realizowac nawet najbardziej szalonych i odwaznych pomyslów.
      • hopsi-daisy Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:37
        *Nie ciekawią mnie jednak na tyle, żeby kupić bilet i iść tongue_out
      • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:41
        No przeciez nawet na tymze forum jest grupa broniaca wariata majacego zone i troje dzieci, ktory to wariat polazl na Nanga Parbat , bo przeciez ,, realizowal swoje pasje i spelnial marzenia".
        A spelniaj sobie jeden i drugi marzenia, karm glodne tygrysy albo i laz czort wie po co w Himalaje.Pod jednym warunkim: nie miej zony/ meza a juz bron Boze dzieci.
        Ja rozumiem, ze niejaki Jakobiak moze miec grono wyznawcow, czemu by nie? Skoro niejaka sekta Androvis miala, wariat od sekty Niebo mial...to czemu by nie coach?
      • monserrate Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 18:07
        Ludzie opowiadają, przez co przeszli w życiu, np. pożar, choroba, wypadek i jak sobie z tym poradzili, jak to doświadczenie na nich wpłynęło. Ted talks nie jest głupie.
    • bei Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 13:52
      To dla osób, które musza mieć kopa by zainspirować się i działać. To jak z forum- dopada Cię choróbsko, spada na Ciebie problem i dziewczyny piszą, ze dasz radę, one tez doświadczają podobnych kłopotów i radzą sobie, chorobę można wyleczyć czy zaleczyć, problem rozwiązać itp.
      • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:13
        Do Mozambique- tak, wiem ze sa takie wsie.
        Ale wiem tez, ze sa ludzie , ktorzy pieszo czy rowerem pokonuja czasem dobrych kilka/ kilkanascie kilometrow, aby dostac sie do szkoly czy pracy.
        Jeszcze 20- 30 lat temu dzieci chodzily do szkoly po kilka kilometrow i nic im nie bylo.Znalam ludzi, ktorzy jezdzili rowerem nawet w zimie, bo do pracy trzeba..
        • mozambique Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:22
          kilka kilometrów droga krajową czy ekspresówką ?
          owszem "było im" , nie tak dawno , chyab w kwietniu bylo kilka potwornych wypadków , gdy dzieci "idące drogą" albo " na rowerach ze szkoły " zostały zmiecione przez TIRa, nastrzykanego debila w bmw albo innego imbecyla. MOze dla ciebie to nic ale ja mam ciarki jak widzę dzieci idące drogą , nawet poboczem , bo co to jest pobocze dla naszych nadźganych królów szos
          • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 14:32
            Zle mnie zrozumialas.Ja rozumiem strach o dzieci.Dane mi bylo ogladac z b.bliska ofiary wypadkow drogowych.Zadna slodycz.
            Mowa zas tu o tym, ze starym koniom z PGR- ow nie po drodze do pracy, bo za daleko, nie oplaca sie itd..
            Zas ich zonom czy corkom, ktore wyjezdzaja do Niemiec czy Hiszpanii- o dziwo, oplaca sie.
            Dzieci to zupelnie insza inszosc i tu jestem za tym, aby w miare mozliwosci byly zorganizowane bezpieczne przejazdy.
    • taki-sobie-nick Nie mam pojęcia 30.04.18, 17:06
      Trzebaby może prowadzić regularne badania wśród bywalców takich spotkań.

      Czy pomaga to komuś w czymś, to nie wiem. Osobom chorym psychicznie puszczono motywacyjny film "Moja lewa stopa" (o chłopcu z niepełnosprawnością ruchową). Co ma piernik do wiatraka?

      Czy autorskie historie są zweryfikowane? Bo w takie opowieści pasujące jak ulał do danej teorii to ja niekoniecznie wierzę.

      Napiszę inteligentnie tongue_out, że to pewnie kwestia osobowości słuchaczy, bo na razie nie mam lepszych pomysłów.
    • monserrate Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 18:14
      Oczywiście, że są ludzie, którzy chcą tego słuchać. To jest obecnie intensywnie rozwijająca się gałąź... szkoleniowa, powiedzmy.
      Nie ma się czemu dziwić, jako że zewsząd jesteśmy bombardowani hasłami o samorozwoju, samodoskonaleniu, o stawaniu się lepszą wersją siebie.
      Polecam na facebooku stronę "Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty".
    • bella_roza Re: Co za brednie... - a może nie? 30.04.18, 18:21
      Są klienci, są. Do tego kilkoro moich znajomych zajmuje się podobną działalnością. wrzucają regularnie na fb złote myśli jak to trzeba kochać siebie i świat wokół i mają sporo pozytywnego feedbacku smile ja powiem tak, chętnemu nie dzieje się krzywda. Widocznie ktoś tego potrzebuje
    • obrus_w_paski Re: Co za brednie... - a może nie? 01.05.18, 18:29
      I właśnie tacy idioci psują idee coachingu.
      Kilka lat temu poprosiłam moja firmę o osobisty coaching. Moim coachem został facet z zewnątrz, były CEO w dość sporej firmie, który dawał mi bardzo konkretne rady jak zmienić moja sytuacje w firmę, jak dojść do potrzebnego mi wtedy awansu i co zrobić żebym na nowo polubiła prace. Pracowaliśmy na zasadzie zadań- co tydzień miałam zrobic coś konkretnego. Przyznam ze byłam w danym momencie dość zdesperowana, a ze pomoc była darmowa to dlaczego nie skorzystać. Wyglądało to po prostu jak rozmowa ze starszym i bardziej doświadczonym kolega, który słucha i pomaga dojsc do konkretnego celu dzieląc się swoim biznesowym doświadczeniem, dodatkowo podtykal ciekawa literaturę nt kobiet w biznesie, tłumaczył jak z jego punktu widzenia zachowują się panie executives a jak panowie, jak to zmienić, co działa w konkretnych kręgach, a co nie, jak odczytywać czyjeś intencje itp. I to był prawdziwy coaching połączony z jakimś tam mentoringiem, ot, interesujące i bardzo inspirujące rozmowy, a nie takie bzdety. Oczywiście Ok 6 miesięcy później dostałam bardzo bardzo kontretny awans i moje profesjonalne życie weszło na inny poziom. I uważam, ze to dzięki mojej pracy (konkretnej, żadne idiotyzmy typu „uwierz w siebie i wszystko sie naprawi”) i dzięki uważnemu słuchaniu doświadczonego w danym sektorze człowieka. Za coś takiego byłabym gotowa nawet zapłacić.

      Btw ostatnio na obrzeżach internetu trafiłam na video „trenera życia” o podrywaniu nlp (?), tylko czekam az podejdzie do mnie jakiś facet zeby walnąc tekst w stylu „cześć laleczko, widzę ze czekałaś na mnie od lat, jesteś kiepska, ale ja zajebisty wiec zrobię ci łaskę i posiedzę z tobą”

      • izabella1991 Re: Co za brednie... - a może nie? 01.05.18, 20:59
        O- i to jest rzeczowa, bardzo madra wypowiedz!
        Obrus- brawo!
        Czyms zupelnie innym jest slodkie dziamgolenie i pieprzenie glupot, ktore w realnym swiecie nic nie dadza...a czyms zupelnie innym chlodna, rzeczowa rada.
        Jak sobie przypomne dziamganie niun z head- office'u o np. hotelarstwie, ktore to niunie nie maja pojecia o solidnym zapieprzu..to litosci...
        Jest prawda, ze nie mozna nauczyc np.recepcjonisty obslugi klienta, jezeli sie samemu nie mialo do czynienia z tzw.front- officem bezposrednio.
        Natomiast ktos, kto na danym stanowisku zeby zjadl- to zupelnie insza inszosc.Taki coaching to ja rozumiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka