Z racji pracy w branży turystycznej przywykłam do całkowicie nierealistycznych i koszmarnie naiwnych oczekiwań klientów. Klasyczny przykład to trzygwiazdkowy hotel w Grecji (czyli realnie 2 gwiazdki), oczywiście w ofercie all-inclusive, a później narzekający klienci, że było brudno, leniwa obsługa, niedobre żarcie, kamienista plaża, daleko do miasta itp. itd. No sorry, czego się spodziewacie za 1600 zł od osoby??? Ale to jeszcze pikuś. Dzisiaj szczerze ubawił mnie pan w supermarkecie elektronicznym. Szukałam z rana nietypowej baterii do pilota, nie mogłam znaleźć, więc podeszłam do punktu obsługi klienta żeby zapytać czy w ogóle to mają. Przede mną paniusia z pretensjami, dlaczego po 4 latach ich 52-calowy telewizor biedamarki się zepsuł i dlaczego sklep nie zapewnia serwisu pogwarancyjnego. Pani roszczeniowa wyjątkowo, pracownicy sklepu grzeczni, ale jeden w końcu nie wytrzymał i na pytanie pani dlaczego w ogóle telewizor się zepsuł po tak krótkim czasie, odpowiedział z przekąsem, że niestety marki z niższej półki mają to do siebie, że psują się szybciej i częściej, na drugi raz poleca sprzęt marki xxxxx (jakieś dwa razy droższy(

Pani poczerwieniała i bez słowa odeszła. Czytając sobie ematkę, np. wątek o uciążliwych sąsiadach w bloku dostrzegam, że ta mentalność jest wszechobecna. Na domek z ogrodem nie stać, ale oczekuje się, że klitka w bloku zapewni ten sam komfort. Ciekawe ilu pokoleń potrzeba, aby takie absurdalnie roszczeniowe postawy wykorzenić? Ciekawe czy są one dziedziczne?