a.va
06.06.18, 20:08
Mam dylemat, czy dawać napiwek u fryzjera. Dopóki (kilka lat temu) strzygłam się w osiedlowym saloniku, sprawa była jasna - dawałam te 10%. Potem zaczęłam się strzyc u wypasionego fryzjera, który był jednocześnie właścicielem salonu. Nie dawałam, bo uznałam, że właścicielowi to po co, przecież ma zysk skalkulowany, nie? A teraz znowu zmieniłam salon i chodzę do jeszcze bardziej wypasionego, ale strzyże mnie i farbuje nie właściciel, tylko zatrudniony fryzjer. No i tak kombinuję - czy dawać? Po pierwsze czy w takich bardzo wypasionych miejscach się w ogóle daje czy to wiocha? To jest taki salon, gdzie się gwiazdy czeszą, taka Jabłczyńska czy Ostaszewska dają napiwki? No a po drugie zapłacę jakieś 500 zł, niezła kasa, może już bez przesady z tym napiwkiem. 10% od 500 zł to 50... Ale po trzecie - fryzjer bardzo zdolny i bardzo się stara, zasługuje.
Co byście zrobiły?