demodee
23.06.18, 11:48
W wątku niniejszym pragnęłabym poruszyć temat "zawodów służebnych", które podejmują kobiety (w przeciwieństwie do mężczyzn), bo są słabsze intelektualnie i mniej odważne (od mężczyzn) i nastawione na przetrwanie zamiast na zdobywanie świata.
(Sama na to nie wpadłam, tylko tak napisane było w jednym z forumowych wątków przez którąś z ematek).
No więc "zawody służebne" skojarzyły mi się natychmiast z "Granicą" Z. Nałkowskiej oraz z Hanką służącą w domu Dulskich i zastanawiam się, jak dzisiaj zdefiniować tę kategorię zawodów.
Na przykład: czy kucharko-sprzątaczka w domu państwa prezesostwa jest zawodem służebnym? Pewnie tak, według ematki. A czy kierowco-ogrodnik w tym samym domu to "służebnik" czy wąski specjalista?
Czy pielęgniarka kardiologiczna, która w czyściutkim gabinecie robi pacjentowi EKG, a potem analizuje wykres jest zawodem służebnym? Czy chirurg, który na sali operacyjnej usuwa wyrostek i cały się przy tym upaprze krwią i ropą tak samo, czy mniej?
A prezes spółki notowanej na giełdzie, który w pocie czoła wypracowuje zysk dla akcjonariuszy, pełni rolę bardziej służebną niż krawcowa z DG, czy mniej?