Ale słabo mi to idzie. Mój mąż znowu pojechał do siostry, dzisiaj nad ranem wyjechali (z drugą siostrą tym razem), już po drodze mieli problem, bo pojechali skodą superb mojego męża, która niestety jest egzemplarzem awaryjnym i ciągle coś się w niej dzieje. Musieli zjechać do jakiegoś warsztatu, coś tam poprawiono i jadą dalej. Do wyboru mieli jeszcze micrę męża (albo moją) i pandę jego siostry, więc samochody trochę za mało wygodne na jazdę 1500 km.
I szlag mnie trafił na mojego głupiego męża, bo gdy mu wytknęłam, że siostra powinna zapewnić mu transport, jak już go tak wzywa ciągle - to on powiedział, że owszem, chciała mu przy ostatnim pobycie oddać swoje audi q7, ale on nie chciał, bo "po co mi takie duże i nieekonomiczne auto". No właśnie, kurka, po to żeby dymać do niej w te i nazad chociażby !
A ona w międzyczasie to audi rozbiła, bo usnęła za kierownicą jeżdżąc ciągle do i ze szpitala, gdzie leży jej mąż

I najpierw była mowa że jedzie dosłownie tam i z powrotem (coś ma jej z Polski przywieźć, dokumenty dot. jej biznesu w Polsce, czy coś w tym rodzaju), a przy wyjeździe zeznał, że pewnie nie będzie go do końca tygodnia. Szlag !
Ta kobieta ma nie halo z głową, ewidentnie. Jak sobie już nie radzi z prowadzeniem licznych interesów, to niech to sprzeda wszystko w cholerę i jedzie na jakiś Mauritius, czy gdzie tam bogaci emeryci jeżdżą wygrzewać gnaty w słońcu, a nie dezorganizuje komuś życie.
Uff, musiałam się wywnętrzyć. I przestaję się denerwować, niech robią co chcą

Idę sobie kawy zrobić. Będę siedzieć na tarasie, patrzeć na ogród i olewać. Mam nadzieję