barbibarbi
03.07.18, 17:28
Leciałam kilka dni temu na wakacje i wczoraj z powrotem, dosłownie pół samolotu rodzin z dziećmi, co jest zrozumiałe, ale większość z bardzo małymi dziećmi, niemowlakami. Lot był koszmarem, pisk dzieci, co jedno się uciszyło to jakieś inne zaczynało płakać. W obie strony byliśmy otoczeni niemowlakami, z tyłu leciała rodzina z kilkumiesięczną dziewczynką i upiornym trzylatkiem, z boku dwoje maleńkich dzieci, jedno przy piersi. Dla mnie koszmar, koszmarny trzylatek kopał w fotel tak, że nie wiedziałam czy to turbulencje czy jego buty, ta mała chyba zrobiła kupę bo cuchnęło okrutnie. Matka chciała oddać pieluchę stewardowi, na co on ją poinformował, że brudne pieluchy się wyrzuca do śmietnika w ubikacji, do końca lotu tego nie zrobiła, co chwila zalatywało siarkowodorem. Z boku matka karmiąca z piersiami na wierzchu, nie żeby jakiś kocyk, odrobina dyskrecji, nie, ona karmi i już. Lot był połączeniem zapachów i odgłosów żłobka i przedszkola, wysiadłam półprzytomna.
Dobra, nieważne, trudno, ja jadę do cichego domu, dziecko moje nastoletnie jeszcze mamuni herbatę zrobi i tabletkę poda. I tak się zastanawiam, po jakiego grzmota ludzie to sobie robią? Po jaką cholerę ciągnąć niemowlaka na upalną plażę za granicę? Bo oni, rodzice, chcą odpocząć? To chyba o to chodzi? Ale jakie odpocząć, przecież taki urlop to męka, ciągnięcie tych wszystkich klamotów, pieluszek, smoczków, soczków, tarabanienie się z wózkiem, użeranie się z dziećmi. Na plaży to samo, pełno niemowlaków, a w dodatku ci durnowaci rodzice postanawiają, że skoro zapłacili i dolecieli, to te maluchy muszą, no MUSZĄ wejść do wody, dzieci piszczą, bo się boją ale dzielny tatuś ciągnie malucha, no bo przecież wakacje, trza się bawić. Przecież takie dziecko nic nie zapamięta z takiego wyjazdu, dwulatka równie dobrze można zabrać nad pobliskie jezioro na jeden dzień, albo na basen, tak samo będzie się bawił. Ulało mi się, jeszcze dochodzę do siebie po tym locie.