Dożyłam średniego wieku jako introwertyk. Nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Czytaj: olewając, to. Ot uparta Grażyna nie chciała się przyznać, że ma problem.

Lubiłam i bardzo lubię spędzać czas sama. Potrafię go sobie zagospodarować. I jest fajnie.
Tutaj nie chciałabym nic zmieniać.
No ale życia nie da się w 100% spędzić samej, nie?
Każdy człowiek, także introwertyk potrzebuje jednak w mniejszym lub większym stopniu kontaktów z innymi ludzmi. A moje, to niewypał.
I to był zawsze mój problem. Kompletne porażki, które jeszcze bardziej wpychały mnie samotny świat.
Nie umiem nawiazywać grupowych relacji, nie umiem się na spotkaniach towarzyskich wyluzować, siedzę jak kołek. Sprawiam wtedy wrażenie zimnej, wywyższającej się osoby, przez co budzę raczej niechęć - choć pewności nie mam
Poznawanie nowych ludzi w miejscach publicznych, w grupie to dla mnie koszmar. Unikam, bo nie umiem się zachować.
Bardzo dobrze mi idzie rozmowa w 4 oczy, z jedną/ dwiema osobami gdzieś poza miejscami publicznymi, lub w kameralnych miejscach publicznych. Robię bardzo dobre wrażenie. Niby pięknie..No ale też jest problem, bo sprawiam wrażenie wesołej, kontaktowej, pewnej siebie osoby a kiedy siłą rzeczy kontakty przenoszą się na zaludnioną przestrzeń- blokuje się. I staję się inną osobą. Zniechęcam niektórych ludzi w ten sposób bo myślą, że mam ich gdzieś lub jestem humorzasta, oziębła.
Jestem już tym zmęczona.
Chciałabym raz na jakiś czas - wyjść, zabawić się. Pogadać, pośmiać. Chciałabym kiedy kogoś poznam w stanie wyluzowania, tak samo zachowywać się kiedy spotkamy się większej grupie, na otwartych publicznych przestrzeniach..
Czemu mnie tak wzięło?
Lato jest. Kilka spotkań - kompletny niewypał. Niby małe grupy, ale obce...prócz jednej osoby - gospodarza.
Pytanie: jak z tym walczyć? Jak wyjść do ludzi i pokazać, że są fajni jeśli tak naprawdę myślę, a nie umiem okazać? Jak być pewniejszą siebie, jak się wyluzować?
Przecież w życiu nie zawsze można być w kameralnym miejscu z 2 osobami max.
Dłużej tak być nie może, bo mi naprawdę z tym źle. Źle, że ludzie myślą, że mam ich gdzieś lub, że jestem oziębła conajmniej.
I nie chodzi o to, że ja nagle chcę stać się duszą towarzystwa..imprezować co tydzień.
Hmm, nie wiem czy wyrażam się jasno. Na spotkaniach raczej strzelam niewypałami, o ile się już odezwę

no ale to forum nie impreza towarzyska.
Jestem ciekawa waszego zdania. Może ktoś ma podobnie i podzieli się swoimi doświadczeniami.