ewa.pocierznicka
06.08.18, 15:52
Pytam na tym forum, chociaż sama mamą nie jestem, ale sytuacja zdecydowanie chyba typowo ematkowa. Dużo piszecie o zwierzętach i problemach z nimi oraz o nieodpowiedzialności ludzi wobec zwierząt. A czy spotkałyście w swoim otoczeniu ludzi, którzy są, że tak napiszę, "programowo azwierzęcy" (ale nie "antyzwierzęcy"), czyli nie mieli, nie mają, nie planują i nie chcą mieć żadnych kontaktów ze zwierzętami? Bo ja taką osobę ostatnio poznałam, a nawet całą rodzinę. A było tak. Razem z serdeczną koleżanką odwiedziłam bliską znajomą i jej chłopaka. On ma dom pod miastem, w przepięknej okolicy, zaraz przy dużym lesie (puszczy). Jest tak kilka takich posesji, sąsiedzi znają się bardzo dobrze, mają życzliwe stosunki, ale nikt nie ingeruje w cudzą prywatność. Razem z gospodarzami (znajomą i jej chłopakiem) zostaliśmy zaproszeni na podwieczorek do jednego z sąsiadów. Małżeństwo w wieku wczesne 40, z dwójką nastoletnich dzieci. Wizyta przebiegła bardzo miło. Po powrocie zapytałam gospodarza (chłopaka naszej znajomej), czemu nie wziął ze sobą psa, który jest jego oczkiem w głowie. Odpowiedział mi, że ci ludzie, u których byliśmy, włączając w to ich dzieci, nie lubią zwierząt i nie tolerują ich na swoim ogrodzie, a wszelkie sugestie znajomych czy rodziny "żeby sobie wzięli pieska lub kotka" na swój duży ogród, krótko ucinają, że ich to nie interesuje. Przyznam, że bardzo mnie to zaskoczyło, a nawet zszokowało, takie podejście u ludzi, którzy celowo zapłacili dużo pieniędzy za możliwość codziennego kontaktu z przyrodą (droga działka zaraz przy puszczy, duży teren - 2500 m2). I co więcej, to nie jakaś chora, samotna furiatka, ale dobrze sytuowana rodzina, w tym dzieci, które przecież z natury kochają zwierzęta i lgną do nich. Ciekawa jestem czy ktoś z Was zna podobnych ludzi. Czy to normalne, że nastoletnie dzieci nie przejawiają zainteresowania zwierzętami?
Ewa