arista80
12.10.18, 23:10
...i trochę źle się z tym czuję, chociaż obiektywnie i racjonalnie myślę, że zrobiłam dobrze. Jednak jak myślę o koleżance to przykro mi bo wiem, że jej sytuacja nie jest łatwa.
Dziewczyna jest samotną matką dwójki dzieci - jej mąż zmarł pare lat temu, o czym zresztą nawet pisałam. Jej syn chodzi z moją córką do klasy, zaś córka jest jeszcze w przedszkolu. Piszę o tym, bo to wiek gdzie o tej porze łatwo łapie się różne paskudztwa, wirusy itd... Dziewczyna do tej pory nie pracowała (pobierała jakiś zasołek po mężu plus wspierała ją jego rodzina), jdnak w tym roku postanowiła pójść do pracy i udało się jej znaleźć pracę part time. Problem tylko w tym, że w umowie ma zapisane, że w ciągu miesiąca może wziąć określoną ilość godzin, natomiast jej dzieci łatwo łapią choroby i najgorszy jest własnie okres jesienno/zimowy, bo wtedy zaczynają wtedy chorować i to wszystko trwa nawet ponad miesiąc. A przy pracy, którą podjęła nie może sobie na to pozwolić, by siedzieć miesiąc w domu. Dziewczyna też nie ma tu rodziny (nie jest Włoszką), zaś z rodziną męża nie ma wielkiego kontaktu (tyle co pomoc ekonomiczna od nich, ale kontaktem z nią i dziecmi nie są zainteresowani). No i spytała się dziś mnie czy ja w razie choroby któregoś z jej dziecka jestem w stanie się nim zająć, jako że "siedzę" w domu.
Powiedziałam jej zgodnie z prawdą, że w domu pracuję, mam klientów, pracę mam nienormowaną, czasem mało zleceń, a czasem nie wiem w co ręce i raczej nie będę miała czasu by doglądać jej dziecka/dzieci. Ja do niej nie pójdę bo w domu mam swoje stanowisko pracy, materiały, a w razie choroby nie bardzo widzę możliwości sprowadzania jej dzieci do mnie. Teoretycznie może to i byoby jakieś rozwiązanie, jednak w praktyce sprowadzenie jej dziecka do mnie może spowodować, że zarażę się ja i moje dzieci (poza tym położenie obcego dziecka w łóżku moim czy mojej córki wydaje mi się jakoś mało higieniczne, może przesadzam). Powiedziała, że rozumie i że będzie pytać dalej, bo zanim podejmie prace musi rozwiązać tę kwestię. Widziałam jednak, że była nieco rozczarowana. Pewnie liczyła na to, że się zgodzę. Powiedziałam o jej wizycie mężowi i on stwierdził podobnie jak ja. Jednak teraz jak tak myślę o niej to mi jej żal, bo dziewczyna chce coś robić, a póki co znajduje przeszkody. Co wy byście zrobiły na moim miejscu?