beataj1
16.11.18, 17:02
Jest sobie bliźniak (dom) w jednej części mieszka moja znajoma a druga część stoi od lat nieużywana (umarła właścicielka - dzieci mają swoje życie i zostawili temat nieruszony). Ogród po paru latach zaczął przypominać dżunglę, zarośnięty i zaniedbany (dom też, ale to już inna sprawa)
No i moja znajoma poprosiła te dzieci czy mogłaby korzystać puki nie potrzebują tego ogrodu. Bo jej podwórko jest za małe dla nich na tą chwilę. Ona by się zajęła odgruzowaniem tego ogrodu, wykarczowałaby krzaczory, posiała trawkę, w lato postawiła basen, może jakieś meble ogrodowe. Słowem, nie inwestowałaby może jakiejś strasznej kasy, nie wprowadzała nieusuwalnych zmian, ale by korzystała i dbała. I w sumie wszyscy byli by zadowoleni - bo właściciele kiedyś za te 5 lat powiedzmy mieli by problem odgruzowania ogrodu z głowy, ktoś by o niego dbał itd, a ona puki dzieci małe, miałaby miejsce dla nich na zabawy. Oczywiście płot pomiędzy działkami miałby zostać, oni zrobiliby sobie małą furteczkę na działkę sąsiadów.
No sąsiedzi się nie zgodzili. Ich prawo oczywiście. Znajoma żałuje, ale w sumie pretensji nie ma bo i o co?
I tak sobie myślę - ja bym się pewnie zgodziła, bo w sumie co mi szkoda? Niewiele tracę a w ogólnym rozrachunku mam jakiś tam zysk bo ktoś robi za mnie robotę.
A może mam za miękkie serce i w sumie głupio bym zrobiła. Zgodzilibyście się na takie korzystanie w analogicznej sytuacji? Biorąc pod uwagę, że ten teren naprawdę w tej chwili od jakichś 10 lat stoi całkowicie nieużywany.