Dziewczyny ,juz opadam z sił..Moja 11-letnia córka od 2 miesięcy codziennie wieczorem się smuci,płacze i zadaje to same pytania : Co będzie jak umrzemy, że pewnie będzie nicość,ze nigdy juz sie nie zobaczymy, ze nie wyobraża sobie,żebym ja kiedys umarla, ze ona nie będzie mogła ze mna pogadać ,poradzić sie itd.. W tych pytaniach jestem tylko ja mimo iz córka ma fajnego tatę

, rodzeństwo,przyjaciólki, kolezanki...Nie jest jakimś wychuchanym dziubdziusiem trzymającym sie maminej spódnicy...Nie wiem czy to jakiś etap rozwoju ? Wasze dzieci tez tak miały? Zastanawiam sie juz nad psychologiem

Najgorsze jest to,ze i ja zaczynam sie tymi pytaniami dołowac

Oczywiscie nie przy córce..Jak Wy Dziewczyny prowadzicie takie rozmowy na takie tematy ? Dziekuje z gory za odpowiedzi