Dodaj do ulubionych

Sama na polu walki

03.01.19, 09:24
Uzgodnilismy z mezem, i dodam, ze to on zaczal rozmowe, ze ostatnio dzieci dostaja za duzo prezentow i postaramy sie to ograniczyc. Prezenty tylko na jakas okazje. Przeprowadzilismy rozmowe z dziadkami. Ledwo minal tydzien od swiat maz przywozi dzieci z przedszkola a one ze slodziakami i kalendarzem slodziakowym... Na dodatek syn sie ekscytuje bo dziadek zamowil mu przedwzmaciacz! i dzis przyjdzie. Prezenty swiateczne juz leza w kacie... I nie chodzi nawet o ilosc rzeczy, ale o to, ze dostrzegam juz takie uzaleznienie od tego thrillu dostawania. To tak jak alkoholik, ktory idzie po butelke do sklepu. Jest podekscytowany i ma przyplyw endorfin. Tak zachowuje sie moj syn. I pierwsze pytanie jakie zadaje widzac dziadkow i nas to: "Masz cos dla mnie?" Ja ostatnio b´dåc konsekwentnå, odmowilam mu duperelka za 6 zlotych. I tak jest ze wszszystkim: slodyczami, tv... Ja sie staram ograniczac a wszyscy naokolo maja w d.... Lub przytakuja a potem i tak robiå swoje. I nawet jak ja bym chciala odpuscic to sie powstrzymuje, bo wiem, ze wszyscy z rodziny za bardzo im na te rzeczy pozwalaja... Czasem przymykam oko, ale dzisiaj czuje frustracje z tego powodu, wiec musialam sie wyladowac. A co wy byscie zrobili? Odpuscili czy walczyli z rodzina?
Obserwuj wątek
    • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 09:33
      Bierz co daja nie masz na to wplywu. Za to masz wplyw na to co dajesz sama i tym sie zajmij. Duperele za 6zeta sa niewarte tej kasy i tu masz racje is wiety obowiazek to dziecku przekazac.
      Dwa w jakim to dziecko jest wieku ze nie wie jeszcze ze „masz cos dla mnie?” to straszne chamstwo?
      • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:43
        No ja nie kupuej i wychodze na to zla, ktora nie daje dzieciom tego o co poprosza, slodyczy ani tv. A prawda jest taka, ze czasem bym chciala zrobic wyjatek (zeby w niektorych sytuacjach ulatwic sobie zycie i np. odetchnac jak dzieci ogladaja bajke), ale sie powstrzymuje, bo wiem, ze syne pojdzie do dziadkow i tam ma bajke na kazde zawolanie. Syn ma 5 lat, ale ja bym raczej obwiniala dziadkow, bo za kazdym razem jak przyjezdzaja to cos przywoza (glownie jakies bibeloty, ale zawsze cos jest) - a sa 2-3 razy w tygodniu u nas, wiec syn sie przyzwyczail to i pyta. i mowie to dostawanie jest teraz jak nalog. Ale oni gdy tak pyta nie widza w tym nic niepokojącego (jak ja) tylko jeszcze czuja sie winni, ze nic nie majauncertain
        • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:48
          Jest cos takiego, ze jedna babcia nie potrafi odmowic swoich wypiekow, druga wabi na spacer (syn nie lubi chodzic) zakupami, jeden dziadek kupuje elektroniczne gadzety bo to ich wspolne zainteresowanie i na slowa bajka siega po pilota. Tylko drugi dziadek w miare rozsadny...
          • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:52
            Dodam, ze dziadkowie bardzo nam pomagaja, wiec tez nie chce ich musztrowac ani stawiac sprawy na ostrzu noza. Na poczatku tak robilam i atmosfera byla taka sobie, wiec odpuscilam, ale teraz prosze tylko o ograniczanie prezentow, slodyczy i tv, ale oni niepotrafia wnukom odmowic jak prosza. Coz mi wiecej pozostaje?
        • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:54
          Przejdzie im. Dziadkowie kochaja to daja. Mozna ich przychamowac (to wydaje sie dobry moment) mowiac „dzieci kochaja niezaleznie od fantow to ze im dajecie cos nic nie zmienia lepiej razem poczytac ksiazke obejrzec bajke niz dawac prezenty.” Tym bardziej ze juz dziecko sie przyzwyczailo i to bedzie eskalowac. I o ile fajnie jest dawac maluchowi byle co to im bedzie starrze tym bardziej zyczenia beda sprecyzowane. Z baniek przejda na male zestawy lego potem na robo psa potem komorke no i nim sie zorientuja nie bedzie ich stac na te prezenty a dziecku dorobi sie morde roszczeniowego.
          • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:55
            Przyhamowac*
          • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:55
            Gadaj tez z dzieckiem tlumacz tlumacz zalapie jak nie za 3 razem to za 10.
          • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:23
            Oni przynosza rzeczy: naklejki, kolorowanki, puzzle, male zabawki zeby dzieci zajac, gdy sie nimi opekuja. Bo jak dzieciom sie cos da to sa podekscytowane, w dobrych humorach i zajma sie tymi rzeczami na jakis czas. Ale po stare zabawki to juz nie siegna.
    • e-ness Re: Sama na polu walki 03.01.19, 09:39
      My walczyliśmy. Ale u nas dotyczyło tez faworyziwania jednego z dzieci, które w pewnym momencie nie chciało już nawet chodzić do teściowej.
      Nastąpił całkowity zakaz prezentów bez okazji,
    • 098qwerty Re: Sama na polu walki 03.01.19, 09:41
      Tłumaczyłabym do skutku. Miałam podobny problem z teściową nie rozumiała, że mój syn musi schudnąć i nie może jeść tyle słodyczy. O ile moi rodzice też ten problem z wagą widzieli i jak jedli sami jakieś słodycze to tak aby syn nie widział o tyle teściowa obsypywała dziecko batonikami i ptasim mleczkiem. Mąż kilka razy rozmawiał z mamą ale niestety nic to nie dało więc wzięłam sprawy w swoje ręce i spokojnie wytłumaczyłam teściowej że zamiast reklamówki słodyczy może dać dziecku owoców lub jak chce to te 10 zł które wydawała na łakocie. Wytłumaczyłam, że to dla zdrowia ich wnuka a chyba chcieliby aby był zdrowy. Z prezentami to ustaliłam już dawno, że tylko na urodziny i święta aby nie rozpuścić dziecka, sama też tą zasadę stosuję.
    • eowen Re: Sama na polu walki 03.01.19, 09:56
      Mam teściów, którzy potrafią bez okazji kupić wypasiony prezent. Ostatnio szlag mnie trafił, bo pomiędzy Mikołajem a świętami i w dodatku urodzinami córki (wypadają w święta) dostała od nich prezent za 500 zł tuż po naszej rozmowie, by prezenty jakiś ograniczyć, bo w tym miesiącu otrzyma ich mnóstwo.
      Natomiast mamy zasadę, że większość prezentów od dziadków jest u nich w domu, chyba że córka bardzo chce je wziąć do domu (głównie dotyczy urodzinowych). Reszta z tych zabawki jest u nich. Nawet ostatnio zaniosła do nich kilka maskotek, które przynieśli do nas, mówiąc im - że się tym nie bawi, więc ma być u nich wink
    • 35wcieniu Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:07
      Nie wiem co bym zrobila ale na pewno nie pozwolilabym na zasypywanie domu badziewiem w takiej ilosci i uzaleznianie dzieci od pierdół.
      Co to jest ten przedwzmaciacz?
      • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:44
        Cos grajacegowink Syn interesuje sie elektronika.
    • mamtrzykoty Re: Sama na polu walki 03.01.19, 10:52
      A dlaczego czujesz frustrację, dlaczego chcesz koniecznie ograniczać, dlaczego przeszkadza ci to, że dziecko się cieszy z tego, że coś dostało, dlaczego uważasz, że to źle jeśli dziecko dostaje duże prezentów?

      Z moich osobistych doświadczeń i obserwacji znajomych dzieci wyraźnie widać, że im bardziej się coś dzieciom ogranicza, tym bardziej dzieci tego pragną.
      Dzieci obsypywane prezentami najdalej w wieku lat 9-10 przestają pragnąć wciąż nowych rzeczy, bo doskonale zdążyły się już nauczyć, że większość tych wspaniałości, to buble nic nie warte.
      Dzieci, które nie dostawały mnóstwa prezentów, nadal pragną, wszystkiego, bo to co było zakazane jawi się im, jako coś wspaniałego, czego mama pozbawiała.

      Obsypując dziecko prezentami wychowuje się świadomego konsumenta.
      Ograniczając prezenty wychowa się człowieka, który wciąż będzie chciał więcej i więcej, bo będzie sobie rekompensował braki z dzieciństwa. będzie musiał mieć najlepszy samochód, największy samochód, najdroższe perfumy, najlepszej marki ubrania i wciąż będzie miał za mało.
      Ale może właśnie o to chodzi, aby tak ludzie działali, bo to napędza biznes?
      • drobnostka7 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:11
        Zgadzam się w 100%.
        Wydaje mi się, że warto po prostu rozmawiać z dziećmi na temat zapotrzebowania na różne rzeczy, ale nie na zasadzie " po co Ci to?" tylko bardziej "czy właśnie tego chcesz?/chciałeś?". Obserwuję u swoich dzieci coś takiego, że najpierw bardzo czegoś chcą, a jak to otrzymują to spada ich zainteresowanie niemal do zera. Pewnie to zależy od oczekiwań jakie wiązały z daną rzeczą, które to oczekiwania okazały się przerysowane. A może tu chodzi o to by gonić króliczka a nie by złapać go?
        Odpuściłabym walkę z Dziadkami (to pokolenie chyba tak ma, że łatwiej im dawać przedmioty niż czułość, swój czas, swoją uwagę) skupiłabym się bardziej na subtelnym pokazywaniu dziecku różnic pomiędzy rzeczami wartościowymi dla ich rozwoju, a takimi, które po chwili stają się po prostu śmieciami.
      • anka_z_zielonymi Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:18
        A wiesz, że coś w tym jest? Ja (wychowana w komunie z 3 zabawkami na krzyż i surowymi rodzicami) do tej pory jak wchodzę do sklepu z zabawkami to mam ochotę kupić sobie nieosiagalną w moim dzieciństwie lalkę Barbie. W ogóle lubię kupować rzeczy - muszę się mocno pilnować w tej kwestii. Czasem jak wchodzę do sklepu to dostaję małpiego rozumu.
        Mój mąż obsypywany jako dziecko zabawkami (w latach 80tych rodzice kupili mu komputer commodore, miał wypasiony rower i cały pokój lego) ma zupełnie luźny stosunek do rzeczy i obojętny do marek. Kompletnie antykonsumpcyjny typ człowieka.
        Mój, we wczesnym dzieciństwie, obsypywany prezentami 8letni syn miał w tym roku jedno życzenie w liście do św. Mikołaja i było ono związane z jego hobby - kosztowało 40 zł.
      • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:31
        Wydaje mi sie ze lepiej jest o czyms marzy, pragnac niz miec wszystko na kazde zwolanie. Im wiecej masz tym wiecej chcesz i twoje potrzeby eskaluja. Ogladalam filmik, gdzie 4-5 letnia dziewczynka dostala od rodzicow spinacz do papieru (to byl chyba taki zart) zapakowany jako prezent. Szalenie sie ucieszyla, caly dzien z nim chodzila a nawet mu czytalawink Ja to widzie tak, ze posiadanie mniejszej ilosci rzeczy sprawia, ze musisz byc bardziej kreatywny w zabawie i bardziej sie cieszysz i doceniasz nowe przedmioty. Im wiecej dostajesz tym mniej dbasz o to co juz masz i chcesz znowu cos nowego - to takie uzalezniajace. Kiedys syn bawil sie tydzien jedna rzecza ktora dostal, teraz na drugi dzien lezy juz w kacie. A jak sie cos zepsuje to pada tekst, ze kupimy nowe.
        • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 12:58
          Ale to czy dziecko zakocha sie w spinaczu nie jest zwiazane z innymi wypasionymi zabawkami tylko preferencja dziecka. Widzialm dzieci ktore zlewaly superwypasione zabawki emachaniczne a bawily sie pudelkiem po nim.
      • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:36
        Ja wychowalam w rodzinie gdzie sie nie przelewalo i wcale nie mam checie posiadania wiecej i wiecej. Rzadko chodze na zakupy. Wydaje mi sie, ze jest odwrotnie. Zobacz zreszta na tzw. gwiazy/celebrytow. Maja wszystko i szukaja jeszcze wiekszych thrillow, siegaja czesto po alkohol, narkotyki, zeby zapwenic sobie high bo nic im juz go nie daje. - Moze to uproszczenie, ale sporo jest takich przypakow.
        • anka_z_zielonymi Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:50
          To chyba jednak bardziej złożony problem. Celebryci zachowujący się w ten sposób mają jakieś problemy ze sobą i kupowanie rzeczy to namiastka szczęścia.
          U normalnych ludzi, w rodzinach, w których dzieciom poświęca się czas i uwagę, obsypywanie prezentami nie zadziała tak samo jak u rodzin dysfunkcyjnych i patologicznych.
          I pewnie jeszcze do tego znaczenie ma charakter samego dziecka. Znane mi w rodzinie przypadki obsypywanych prezentami dzieci wyrosły na normalnych rozsądnych dorosłych.
        • mamtrzykoty Re: Sama na polu walki 03.01.19, 13:42
          Tak mają tylko te gwiazdy i celebryci, którzy pochodzą z patologicznych rodzin, gdzie prezentami na pewno obsypywani nie byli, więc to potwierdza tę teorię, którą wyżej przestawiłam, a nie twoją: brak prezentów przekłada się na chęć rekompensowania sobie tych braków w dorosłym życiu i ciągła pogoń za tym, aby mieć więcej.
      • mikams75 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:43
        ja bym poiedziala, ze zloty srodek tu jest potrzebny, bo akurat zasypywanie dziecka kilka razy w tygodniu badziewiem nie prowadzi do wychowania swiadomego konsumenta.

      • eowen Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:53
        Ja mam inne zdanie. Rzeczy w dużych ilościach jest po prostu za dużo, dotyczy się to wszystkiego (oprócz pieniędzy, bo te można w coś zainwestowaćwink).

        Im więcej dziecko ma, tym jest mu trudniej podjąć decyzję, czym się bawić, skupić dłużej na czymś uwagę i być kreatywnym.

        A wychowanie dziecka w przekonaniu, że cokolwiek chce, to dostanie, jest bardzo niebezpieczne. Szczególnie w relacji z dziadkami, nastolatek nauczy się wtedy bardzo roszczeniowej podstawy.

        Natomiast uważam, że ciężko jest ograniczać w czymś dziecko, samemu tak w życiu nie postępując.

        Ja sama niewiele miałam w dzieciństwie, na wszystko pracowałam i mam bardzo pragmatyczne podejście do pieniędzy i zakupów.
      • bo_gna Re: Sama na polu walki 03.01.19, 12:25
        Ja czuję podobną frustrację, gdy każdy przynosi, ja nie mam gdzie chować kolejnego badziewia, a dziecko pomału się przyzwyczaja, że babcia, dziadek, wujek, ciocia to musi być prezent. Ile można mieć lalek, domków, samochodzików, grzechotek? Przecież nic nowego specjalnie nie wymyślają. Najstarszy w rodzinie siedmiolatek obecnie nie cieszy się z prezentów, tzn. chce coś dostać, czuje emocje, a potem spojrzy, rzuci w kąt i pyta się czy coś jeszcze dla niego jest. Uważam, że dziecko obsypywane prezentami staje się właśnie takie nienasycone, bo nie czuje radości, nie docenia, że babcia i dziadek kupili, bo wie, że zaraz będzie następne. To nie jest świadomy konsument, ja widzę pustkę w tych prezentach, brak szacunku do materiałów, do pracy, do serca dziadków, którzy to wybierali, dziecko chce więcej i więcej ale radość zanika i tak bez końca, nie uczy się cieszyć z małych rzeczy. Potem to przechodzi w elektronika, a w dorosłości w dobra materialne i ludzie z depresją, którzy by chcieli więcej i więcej, a nie umieją czerpać z tego co mają. Taka jest moja teoria.
        • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 13:07
          Zgadzam sie w 100%.
          • 35wcieniu Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:03
            Ja tez. Jak nauczyc dziecko szacunku do czyjejs pracy, pieniedzy, o ekologii nie mowiac jezeli uznamy ze spoko jest dawac mu ogromna liczbe zabawek, ktore rzuca w kat po 5 minutach. Czym jeszcze mozna ucieszyc dzieciaka tak zafiksowanego na zabawkach, ze od progu pyta co dostanie, a rownoczesnie tak znudzonego tym wszystkim ze ledwo spojrzy a juz by chcial nastepne?
        • claudel6 Re: Sama na polu walki 04.01.19, 14:52
          ja też i potwierdza to moje doświadczenie.
      • claudel6 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:55
        >Obsypując dziecko prezentami wychowuje się świadomego konsumenta.

        z tym że to wszystko jest nieprawda. po prostu w życiu wywołuje odwrotny efekt. moja córka podobnie jak dziecko autorki - im więcej dostaje, tym bardziej się nakręca. nie mówiąc już o tym, że gdybym się zgodziła na swobodne prezentowanie mojej córki, to musiałabym kupić mieszkanie z dodatkowym pokojem (albo dwoma) na same jej rzeczy.
        poza tym dziwi mnie całkowite pominięcie ekologicznego aspektu kupowania coraz więcej i coraz więcej rzeczy i zaśmiecania w ten sposób planety.
        ja w każdym razie nie pozwalam mojemu dziecku kupować nic poza okazjami, który to zakaz dziadkowie oczywiście czasem łamią, ale drobiazgami. obchodzą go dając mojej córce pieniądze, co ma o tyle większy sens, ze mogę z nią wtedy spokojnie usiąść i ustalić, czy marzy o jakiejś dużej rzeczy i czy jest sens na nią zbierać. no i teraz jest w trakcie takiego zbierania.

        >Ograniczając prezenty wychowa się człowieka, który wciąż będzie chciał więcej i więcej, bo będzie sobie rekompensował braki z dzieciństwa.

        wychowałam się w PRLu, wiec siłą rzeczy nie miałam dostępu do takiej różnorodności zabawek, ubrań, przyborów szkolnych, co dzieci mają teraz. marzyłam o Lego, Barbie, Levisach itd. no i teraz: nie kupuję sobie najdroższych ubrań, samochodów, perfum itd. nie kupuję również rzeczy ponad stan. nie wiem, skąd Ci się urodziła taka zależność. wszyscy w wieku 35+ wychowaliśmy się w PRLowskiej deprywacji konsumpcyjnej i serio wierzysz, że wszyscy kupują sobie teraz najdroższe rzeczy? skąd niby ci wszyscy mieliby na to wziąć?
        • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 16:41
          Nie widzisz sprzecznosci miedzy „im wiecej kupuje tym bardziej sie nakreca” a „nie pozwalam kupowac nic poza okazjami”?
          • claudel6 Re: Sama na polu walki 04.01.19, 14:51
            nie widzę. tak samo jak nie widzę sprzeczności w zdaniu: "im więcej jem, tym bardziej tyję, więc staram się jeść mało".
            Ty widzisz, mistrzyni logiki?
      • jola-kotka Re: Sama na polu walki 04.01.19, 01:49
        Brawo! Super tekst.
    • mikams75 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 11:55
      mialam podobnie, z ta roznica, ze babcie widywalismy rzadko a jak czasem cos przyslala to drobiazgi typu naklejki czy inne pierdolki. Na dodatek u mnie pojawial sie dodatkowy konflikt - dziecko odmawialo sprzatania otrzymanych pierdolek i sie zupelnie nie przejmowalo, jak zgarnialam wszystko jak leci do wora na smieci, bo i tak bylo za duzo i tak beda nowe. Zerowe poszanowanie otrzymanych rzeczy, co wkurzalo mnie jeszcze bardziej.
      Slodycze podobnie - mam niejadka i dokarmianie slodyczami skutkowalo odmowa jedzenia normalnych posilkow i tez byl lament babci, bo takie pyszne kotleciki zrobila a dziecko nawet nie chce sprobowac.
      Na szczescie im dziecko starsze, tym latwiej, bo dziecko stracilo zupelnie zainteresowanie takimi rzeczami i zaczelo samo mowic, ze nie potrzebuje, ze sie wala po pokoju i nie ma co z tym zrobic, a babcia ostatecznie zmienila swoja postawe, ale nie pod wplywem mojego gadania a dziecka.
      Wiec i tobie radze - zacznij od dziecka. Moze chce zbierac na cos? Niech wiec ma skarbonke u babci.
      Chociaz ciezko widze, ze bedzie... ale czas szybko leci i zaraz minie ten etap.
    • mikams75 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 12:00
      mozesz spakowac wszystkie pierdolki i zaniesc do dziadkow, niech zobacza jak mozna sobie zagracic przestrzen niepotrzebnymi przedmiotami;
    • ciszej.tam Re: Sama na polu walki 03.01.19, 13:23
      To, ze daja oraz ilosc klamotow wydaje mi sie drugorzedne wobec opcji traktowania rodziny, znajomych wylacznie jako zrodla prezentow.

      Moze zacznij uczyc dziecko obdarowywania dziadka, babci etc? Oni mu torbe gadzetow- a on im trzy laurki, wycinanke i wlasnorecznie upieczone babeczki?
      Oni maja radoche z dawania, niech maly tez sie tej uciechy uczy.
      Zreszta, to jest faktycznie przyjemne, obsypywanie prezentami kogos kto sie ladnie cieszy nawet z badziewia wink
    • mrs.solis Re: Sama na polu walki 03.01.19, 13:47
      Spakuj dziadkom te wszystkie graty , ktore zapomniane walaja sie po katach i im przywiez. POwiedz, ze nie masz miejsca w domu na tyle rzeczy (no chyba , ze jednak masz), wiec przywiozlas im na przechowanie. Wtedy moze dotrze do nich wyjasnienie, ze dziecko tych rzeczy nie potrzebuje, ze cieszy sie tylko w momencie dostawania i za chwile cale zainteresowanie tymi rzeczami mu przechodzi.
    • stwory_z_mchu Re: Sama na polu walki 03.01.19, 13:51
      My mamy uzgodnione z rodziną, że bez okazji możemy kupować tylko książki i rzeczy plastyczne (w dowolnej liczbie).
      Prezenty na święta/urodziny też do określonej kwoty lub zrzutka na coś większego.
      Czasami ktoś zrobi odstępstwo(np. ostatnio teściowa szarpnęła się na różową gitarę elektryczną, prawdziwy koszmar), ale to są sporadyczne rzeczy, dziadkowie widzą córę raz na miesiąc, więc jakoś to staramy się przeżyć (aczkolwiek co jakiś czas o tym przypominamy).
      Córka ma o wiele mniej zabawek niż inne dzieci, raz powiedziała ze jest jej z tego powodu przykro, ale staramy się jej tłumaczyć, że fajniej jest po prostu bawić się z innymi dziećmi i że jak się kogoś lubi to można się wspólnie bawić nawet mniejszą liczbą zabawek i też jest super. To do niej trafia, bo jest bardzo społeczna i nastawiona na relacje z innymi smile
      W sklepie nie wymusza za dużo, oczywiście podobają jej się WSZYSTKIE zabawki, ale w szaleństwie przedświątecznym znaleźliśmy dobrą metodę. Pod choinkę upatrzyła sobie strój syrenki i jak tylko zaczynała jęczeć, że chce lalkę/samochód la barbie, kucyka, pluszaka to pytaliśmy, czy woli strój syrenki czy zabawkę - za każdym razem wygrywał strój syrenki, a zabawka lądowała z powrotem na półce. Wydaje mi sie, że to pomogło jej uszeregować pragnienia i wybrać to, na czym najbardziej jej zależało (w rzeczywistości, z powodu braku odpowiedniego rozmiaru strój syrenki został wymieniony na strój księżniczki, ale od wigilii codziennie go zakłada i codziennie się nim cieszy, nie poleciał w kąt i daje jej sporo radości).
      W ogóle w dzisiejszym świecie trudno odciąć się od przedmiotów, bo jest ich po prostu masakrycznie dużo. Ja dopiero teraz, jako dorosła osoba muszę uczyć się nie kupowania kompulsywnego wszystkiego, co mi się nawinie w sklepie pod rękę i uważam, że to mega trudne i każdorazowo muszę się siebie pytać "czy ja tego naprawdę potrzebuję? Jak bardzo tego chcę?" - wolałabym, żeby moja córa już to miała za sobą zanim wejdzie w dorosłe życie zagracając je górami niepotrzebnych i nie dających szczęścia rzeczy.
      • mikams75 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 14:27
        rzeczy plastyczne w dowolnej ilosci... hmmm byl czas, ze tonelam pod tym, corka dostawala np. pudeleczko serduszek do naklejania sztuk 100, do tego malenkie biedroneczki - kolejne 100 sztuk itd. Masakra. Wszystko porozsypywane. I niby dziecko nie wywalalo specjalnie, to zawsze cos spadlo, cos sie rozsypalo a zbieranie tego to byl dramat uncertain
        • stwory_z_mchu Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:19
          My takich pierdółek nie mamy jeszcze za dużo (chyba tylko oczy potworów mam w większej liczbie). Za to schodzi nam sporo kredek, pisaków i farb, więc raczej nam takie zapasy uzupełniają smile
          Moja córa nie bardzo potrafi bawić się sama, więc wyklejanki i inne prace robimy zazwyczaj razem, więc mam jakąś tam kontrolę nad wysypywaniem róznych rzeczy (chociaż dobra, przypomniało mi się, jak dałam jej do nawlekania koraliki z ikea, taki wielki słój i cały wylądował na podłodze - do teraz, mimo, że milion razy od tego czasu odkurzaliśmy zawsze gdzieś jakieś koraliki się znajdą tongue_out). Mamy takie wielkie plastikowe pudło, gdzie po zabawach plastycznych wszystko zgarniamy, zamykamy i wydaje się, że jest w miarę czysto :p
          • mikams75 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 22:18
            moja corka miala kilka lat artystycznej tworczosci, sila rzeczy tych kilku lat nie spedzilam przy niej, ale kolekcja wszystkiego co mozliwe byla ogromna. Koraliki z Ikei tez, fajne rzeczy mozna z nich robic z tych prsowanych smile
            Pudlo na plastyczne powiadasz? U nas cala komoda byla big_grin
            No ale przynajmniej bylo to w notorycznym uzytku, ale nie chce myslec ile wciagnal odkurzacz i ile nerwow bylo o sprzatanie tego kramu.
            • stwory_z_mchu Re: Sama na polu walki 04.01.19, 13:54
              smile podejrzewam, że u nas też się to wszystko rozrośnie, ale liczę na to, że niedługo córka dorobi się własnego pokoju i będzie gdzie to wszystko trzymać smile najwyżej jak się okaże, że nie po drodze jej z porządkiem to wstawimy jakieś pancerne drzwi, żeby się nie wysypywało. Ja sama mam sporo rzeczy plastycznych (kończyłam artystyczne studia), ale w miarę już ogarnięte -mam swoje biurko (duży stół jadalniany) + półki i pudła, na razie zdają egzamin smile
              Jak będziemy urządzać pokój córki to chyba pójdziemy w rozwiązania Montessori, więc może na fali się przyjmą wink
      • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:34
        Ja tez, idac troche na kompromis, zeby byl wilk syty i owca cala, mowie, ze mogla do woli kupowac ksiazek i ubran.
        • stwory_z_mchu Re: Sama na polu walki 04.01.19, 14:00
          A stosują się? Bo u nas tak, ale są jakieś odchyły typu plastikowa różowa gitara elektryczna (trochę mnie szlag trafił, bo wcześniej zrobiliśmy research internetów i znaleźliśmy piękna, też różowa gitarę akustyczną, z dobrym dźwiękiem - córka ja lubiła, a teraz woli oczywiście to elektryczne barachlo, które nawet nie uczy jak pociągać za struny bo wystarczy ich dotknąć i już wyją indifferent) ale jednak kontakt z dziadkami ważniejszy.
          W ogóle gdzieś czytałam, że dziecko przejmuje większość wartości po rodzicach (o ile nie są mocno patologiczni), w dodatku z czasem samo sobie wyrabia opinie o innych osobach, więc w sumie na dość sporo pozwalamy dziadkom, samo się w końcu naprostuje.
          • ichi51e Re: Sama na polu walki 04.01.19, 14:34
            A czemu po patologicznych nie? To w sumie pocieszajace
    • kyrelime Re: Sama na polu walki 03.01.19, 14:11
      U mnie dziadkowie też mieli taką tendencję, przynosili drobiazgi i słodycze. Poprosiłam, żeby zaprzestali tego, ale oni tłumaczyli się, że maja ogromna radość, gdy widzą, że wnuk się cieszy i nie lubią przyjeżdżać z pustymi rękami. Zaproponowałam, żeby skoro już muszą przywozili zdrowe przekąski typu bakalie czy owoce (oczywiście to co dziecko lubi). Od czasu do czasu zamiast kupować drobiazgi proponuja wnukowi wspolny wypad na lody czy do kina. Dziecko fajnie w to weszlo, dziadkowie tez zadowoleni. W prezenty na okazje typu gwiazdka czy dzień dziecka się nie mieszam, tutaj oni decydują☺
    • black_magic_women Re: Sama na polu walki 03.01.19, 14:37
      Mam niedtety podobnie. Finanse mamy na styk, ale ilekroc uzgodnięz mężem co kupujeny ns święta, znajdę konkretną rzecz w najlepszej cenie, to i tak np. tydzień przed godziną zero mąż coś kupi dziecion i od razu wręczy. Potem steka, że ciężko z kasą, a zabawek nie ma kto sprzatać, dzieci po godzinie się nudzą, ale do następnego razu. I teściowa, która rzeczami rekompensowala mu brak ojca i swoj brak czasu, naszym dzieciom przynosi albo orynarne, brzydkowykonane podróbki, albo... sciuchane maskotki, czy lalki ze szmateksu. Tu OT. Jest mnóstwo osób skarżących się na brak pieniędzy, a niemal sportowo kupujacych w sh. Raz, że nie potrzebują tych rzeczy, dwa, że tam też ZA DARMO nie dają.
    • princesswhitewolf Re: Sama na polu walki 03.01.19, 14:41
      Obawiam sie ze u nas tylko zabawki edukacyjne przechodza, psa dostal i sie nim ma zajmowac, szachy itd. Rodzina ma zwyczaj robienia Amazon wishlist i na swieta wrzucilam super rower i dali mu niestety tez dodatkowo Furby gadajace dziadostwo.
      Na urodziny ma dostac komputer od nich.
    • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 14:50
      Zacznijcie żyć jako rodzina samodzielnie: Ty, mąż, dzieci.
      Naprawdę trzy razy w tygodniu odwiedzają Was dziadkowie? To jak Wy żyjecie? Przecież to strasznie rozwala rytm dnia.
      Jeśli rodzina widuje się z dziadkami rzadziej wtedy dziecko szybko łapie, że u dziadków "można więcej", ale też bardzo mu to nie zaszkodzi jeśli jest rzadko.
      Jeśli widujecie się tak często to albo Twoje reguły albo rzadkie spotkania, dziadkowie muszą się dostosować, bo to Wy wychowujecie dzieci.
      Wydaje się, że oboje jeszcze się nie odpępopwiliście od rodziców skoro oni trzy razy w tygodniu są u Was w domu.
      • princesswhitewolf Re: Sama na polu walki 03.01.19, 14:57
        >Naprawdę trzy razy w tygodniu odwiedzają Was dziadkowie? To jak Wy żyjecie? Przecież to strasznie rozwala rytm dnia.

        moze cos z dzieckiem robia: lekcje, zawoza go gdzies itd. Mi sie tam podobaja tacy zaangazowani dziadkowie.

        • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:01
          Z pięciolatkiem nie robi się lekcji.
          To nie są zaangażowani dziadkowie.
          To niezrozumienie ( z obu stron), że autorka z mężem i dziećmi tworzy odrębną rodzinę,.
          Tacy dziadkowie najczęściej nie mają własnego życia, żyją życiem dzieci i wnuków.
          • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:14
            Kto nie robi ten nie robi.
            • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:17
              W Polsce zdrowy pięciolatek chodzi do przedszkola (autorki chodzi) więc żadnych lekcji się z nim nie odrabia.
          • princesswhitewolf Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:38
            >Z pięciolatkiem nie robi się lekcji.

            no ale czyta sie mu albo on ci czyta itd...

            >Tacy dziadkowie najczęściej nie mają własnego życia, żyją życiem dzieci i wnuków.

            to juz sama bianka powinna zadecydowac jak jest a nie my.
          • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:42
            To co dopiero powiesz na domy wielopokoleniowe, patologia? Choc przyznaje ze jedni dziadkowie troche zyja naszym zyciem, wiec staram sie ograniczac ich wizyty by nie byly codzienne;P
          • kalina_lin Re: Sama na polu walki 03.01.19, 20:02
            U mnie dziadkowie sa codziennie, bo odbieraja dzieci z przedszkola i siedza z nimi do naszego powrotu z pracy.
      • nihiru Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:22
        Bardzo niegrzeczna uwaga. Z jakiej racji pouczasz kogoś, jak często powinien się widywać ze swoimi rodzicami? I dlaczego na
        podstawie informacji "widujemy się 2-3 razy w tygodniu" od razu wysnuwasz wnioski o nieodpępowieniu?

        Sytuacje są różne. Przykładowo, my mieszkamy po sąsiedzku z jednymi i drugimi dziadkami. Ciężko jest ograniczyć spotkania, bo jedni dziadkowie mają duże podwórko, na którym można się fajnie bawić, a drudzy mają psa, którego dzieci bardzo lubią. Nie wspominając już o tym, że lubią po prostu dziadków.
        A problem mam dokładnie taki sam jak autorka wątku: nadmierna ilość prezentów i za dużo telewizji.
        i też jestem w kropce.
        • 35wcieniu Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:28
          Dokladnie. Jaka jest "zdrowa" czestotliwosc spotkan i kto niby ma ja ustalac?
          • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:28
            Taka, która nie rodzi konfliktów i problemów. Tu rodzi i to poważne.
            • princesswhitewolf Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:39
              osia ale naprawde sa rodziny gdzie babcie i dziadkowie sa zaangazowani i nie stanowi to powodu do powaznych problemow. Nie wszedzie sa konflikty jakies wielkie. A drobne sprzeczki to wszyscy maja.
              • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:51
                Ale omawiamy sytuację opisaną a tutaj stanowi to problem.
                Nie, nie wszyscy mają sprzeczki.
                • princesswhitewolf Re: Sama na polu walki 03.01.19, 16:40
                  mysle ze dziadkowie to nie tylko prezenty i wazne by to omowila i zastosowali w praktyce, a nie zaraz jakies ograniczenia widywania z nimi
                • nihiru Re: Sama na polu walki 03.01.19, 16:56
                  Ale problemem nie jest częstotliwość spotkań tylko rozpuszczanie dzieci prezentami.
                  Likwidowanie problemu przez ograniczanie spotkań to wylewanie dziecka z kąpielą.
        • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:28
          Trzeba było umieć wyprowadzić się domu rodziców, a nie zamieszkać na ich podwórku to byś tego problemu nie miała.
          • princesswhitewolf Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:40
            W calej historii ludzie przez pokolenia zajmowali sie starymi rodzicami a oni pomagali z wnukami. Nie bylo wtedy emerytur ani domow spokojnej starosci. Wielopokoleniowe domy nadal sa w wielu kulturach norma.
            • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:50
              A teraz są emerytury i domy spokojnej starości, choć te nie mają tu nic do rzeczy, bo opisywani dziadkowie są sprawni i pewnie stosunkowo młodzi.
              • princesswhitewolf Re: Sama na polu walki 03.01.19, 16:41
                ale rzeczywistosc dzialala do nie niedawna tak ze dziadkowie sprawni mieszkali z dziecmi. Domy byly wielopokoleniowe. Nadal sa w wielu krajach
      • biankao Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:39
        To co dopiero w domach gdzie babcie odbieraja dzieci z przedszkoli lub jej niania...Tak sie sklada, ze pracuje wieczorami, akurat jak dzieci wracaja z przedszkola ja jade do pracy, wiec czasem dziadkowie odbieraja (bo maz tez w pracy). A czasem wspieraja meza. Ja tez mialam takie podejscie, ze lepiej samej bez pomocy sobie radzic, ale mam dosyc wymagajace egzemplarze i po 8 miesiacach spedzonych na obczyznie tylko z mezem i z dziecmi bylam bardzo zestresowana i niestety dzieci na tym cierpialy. Zreszta dziadkowie uwielbiaja wnuki, wiec dlaczego mam ich pozbawiac tej relacji?
        • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:48
          Nie pozbawiać tylko uzdrowić.
          Na razie relacja jest chora, co sama opisujesz.
          I nie radzicie sobie sami, co też opisujesz.
        • osia83 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 15:49
          A niania to pracownik, zachowuje się zupełnie inaczej niż dziadkowie, podporządkowuje się Waszym regułom gry, bo inaczej ją zwolnicie. Naprawdę nie widzisz różnicy?
          • lacunalegis Re: Sama na polu walki 03.01.19, 17:37
            osia83 napisał(a):

            > A niania to pracownik, zachowuje się zupełnie inaczej niż dziadkowie, podporząd
            > kowuje się Waszym regułom gry, bo inaczej ją zwolnicie. Naprawdę nie widzisz ró
            > żnicy?

            Ale nie kocha dziecka, nie jest w jego życiu na stałe, w zasadzie nie ma odrębnej relacji ze swoim podopiecznym (jest pracownikiem jego rodziców).

            Dziadkowie to zupełnie inna bajka. Bliski kontakt z dziadkami, nawet jeżeli (a nawet powiedziałabym - zwłaszcza jeżeli) są mniej nowocześni niż rodzice to jest ogromny kapitał społeczny. I to ma szansę zaprocentować większą empatią, szacunkiem dla starszych i chorych, a nawet lepszą relacją z rodzicami na przyszłość. Przecież dziecko szybko uczy się, że nie wszystko, na co pozwalają dziadkowie przejdzie u rodziców i nie ma potem z tego powodu żadnych traum i dysonansów. Myślę, że większość obecnych trzydziestolatków miała domy, w których dziadkowie byli na prawach domowników, nie gości i, o ile pamiętam, świat od tego nie wybuchł.

            A już pouczanie innych, że bezwzględnie i natychmiast mają ochłodzić relację z własnymi rodzicami, to już naprawdę, aż się przykro robi, jak się coś takiego czyta. Kiedy zdarza się w rodzinie różnica opinii, to się ją rozwiązuje, szuka kompromisów, a drobne wady kochanych osób się akceptuje. I tego też warto dzieci uczyć własnym przykładem. Zastąpienie naturalnie niedoskonałej relacji z dziadkami sterylnym stosunkiem pracodawca-pracownik to żadne rozwiązanie.
            • biankao Re: Sama na polu walki 04.01.19, 09:51
              Ja zawsze sobie mysle a co bym ja czula gdyby moje dzieci tak o mnie myslaly w przyszlosci i ograniczaly ze mna spotkania bo im sie cos co robie/mowie/mysle nie podoba? I to mnie troche otrzezwia gdy czytam rady typu ogranicz/zerwij kontakt. Tym bardziej, ze dziadkowie pomimo pewnej uleglosci wobec wnukow bardzo je kochaja i sa przez nich bardzo kochani. Zreszta nie da sie dziecka zamknac pod kloszem wlasnych przekonan i metod wychowawczych bo w ciagu swojego zycia spotka wielu ludzi, ktorzy beda mysleli inaczej niz ja.
              • kyrelime Re: Sama na polu walki 04.01.19, 13:37
                Zgadzam sie calkowicie z dwoma poprzednimi wypowiedziami. Nawet jeżeli dziadkowie "rozpieszczają" za bardzo wnuki to i tak ten minua nie przewyższa wartości, jaką daje relacja z nimi i generalnie zalet rodziny wielopokoleniowej. Ja czasami przymykam oko, czasami tłumaczę dziadkom, co jest dla mnie wazne w wychowywaniu dzieci i proszę, żeby to uszanowali. Nie moglabym jednak celowo ograniczać im kontaktów- widzę, jak bardzo kochają swoje wnuki i to z ogromną wzajemnością. Z tego co autorka pisze dziadkowie jej dzieci są mocno zaangażowani i staraja sie być pomocni, kochają wnuki. Jedyna rada to próbować z nimi współpracować dla dobra dzieci a nie obrażać się i ochladzac relacje w celu pokazania czyja racja musi byc na wierzchu. Kochający dziadkowie to skarb, warto doceniać go póki się go ma.
      • bo_gna Re: Sama na polu walki 03.01.19, 16:50
        To chyba nie jest problem częstotliwści widzeń, ale podejścia dziadków do tematu prezentów i sposobu w jaki chcą spędzać czas. Są babcie, które widują wnuka raz w miesiącu i co robią? Jadą do galerii i kupują co wlezie (co wskaże wnuk). I najlepsze, że do takiej babci nic nie dociera, ona nie widzi tego co jest następnego dnia z tymi zabawkami, że dziecko zaczyna babcię traktować instrumentalnie.
    • leann32 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 18:26
      Mam to samo - skpitulowalam.
      Oatatnio tesciowa odebrala dzieci i przyniosla każdemu wór slodyczy. jakbym to miala w kaloriach liczyc to ppd moja nieobecność zjedli po 3-4 tys kcal na łebka przez dwie godziny ( ciasto, batoniki, żelki, cukierki, soczki i jakies paskudne kolorowe ohydztwo lepiące sie od slodkiej saletry).
      Tesciowa zdania ze dziecintwo bez cukru to nie dziecinstwo.
      Do tego, ze ma prawo rozpieszczać, wiec tez przynosi prezenty. Marzylabym by moje dziecko potrafilo cierpliwie czekac na wymarzony prezent i poczuc prawdziwą radosc z otrzymania, tak jak ja gdy bylam mala. Potrafilam sie tygodniami bawic nową lalką. A dziecko teraz dostaje klocki magnetyczne i bawi sie 5 minut albo nawet nie odpakowuje. Przykre to.
      • ichi51e Re: Sama na polu walki 03.01.19, 18:56
        Jezu a ile ma sie bawic klockami magnetycznymi? Rodzice wspolczesni tez maja nierealne oczekwania...
        • mikams75 Re: Sama na polu walki 03.01.19, 22:21
          zabawka, ktora dziecko pokocha bedzie sie dlugo bawic.
          • ichi51e Re: Sama na polu walki 04.01.19, 14:36
            ale po co dziecko ma kochac zabawke? Juz Korczak pisal - zabawka to bedzny erzatz rzeczywistosci dziecko ktore siedzi w pokoju wypelnionym zabawkami - to tragedia.
        • bo_gna Re: Sama na polu walki 03.01.19, 23:58
          5 minutowa zabawa to raczej nie jest zabawa, był ciekawy i otworzył, może zaraz coś nowego dadzą to co się będzie męczył i coś budował. Tylko po co mamusi takie śmieci, nie szkodza pieniędzy, nie szkoda środowiska, nie szkoda psuć dziecka?
    • hrabina_niczyja Re: Sama na polu walki 04.01.19, 00:11
      Wiesz co, ja stara jestem, ale jakby mi ktoś dawał prezenty to też bym miała thrill dostawania. Jak dostaje też jestem podekscytowana i mam przypływ endorfin. No prezent to prezent, fajna rzecz. Odpuść, sama kupuj tylko z okazji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka