mk1982
12.02.19, 16:31
Czy ktoś zna może sytuację z życia, że to mężczyzna wziął na siebie koniec prokreacji? W sensie takim, że po osiągnięciu docelowej liczbie dzieci zadbał o antykoncepcję. Implant, pigułka, wazektomia.. Czy to nadal sprawa kobieca?
Tak czytam o mdleniu z bólu po spirali (tamten wątek w sumie nie jest na temat wyboru antykoncepcji stąd pomysł na nowy wątek), o łykaniu przez 15 lat hormonów, pigułce "po" na wypadek pękniętej prezerwatywy, itd. I tak sobie myślę że kobiety i tak mają przekichane. Dzieci sobie muszą same urodzić po mniej lub bardziej uciążliwej ciąży, a potem jeszcze się męczyć do menopauzy ze skutkami ubocznymi antykoncepcji. To szalenie niesprawiedliwe. Na drugiej szali mamy właściwie tylko tradycję, że to kobieta zawsze była odpowiedzialna za "te sprawy". Rozumiem, że ona więcej ryzykuje w razie wpadki i to jej powinno zależeć na zabezpieczeniu, ale mowa o stałych związkach, gdzie takie rzeczy można dogadać.
Jeśli chodzi o mnie to nie znam nikogo takiego (a może znam, ale się nie przyznaje). Sama jeszcze nie skończyłam prokreacji, więc temat dopiero przed nami.