Kiedyś, wiele lat temu, gdzieś na początku LO, kiedy były już zwyczaje walentynkowe, moja przyjaciółka dostała walentynkę

Zwykłą kartkę wyciętą w serduszko z napisem w środku. Nie wiedziałyśmy od kogo, oglądałyśmy to cudo z chichotem, ale w głebi duszy smutno mi było, że TYLKO ona dostała

I dziwne, do dziś pamiętam ten żal. Nie że ona dostała, tylko, że ja nie. Że dla nikogo nie jestem ważna.
Dziś rozmawiam z przyjaciółką, matką nastolatki i co? Ta sama historia. W dobie smartfonów i netu. Jej przyjaciółka dostała, a córka przyjaciółki nie. I foch, siedzi zapłakana i rozżalona. Doła ma. Matka się z niej podśmiewa, a ja ten żal tak dobrze rozumiem.
Macie takie walentykowe historie?