Wczoraj byłam po południu na zakupach w sklepie typu supermarket. Chodząc zamyślona między półkami, przyuważyłam kobietę z obsługi, która kręciła się z dużym wiadrem, szczotką i śmietniczką - ewidentnie sprzątała. Była jakaś taka grubawa, stara, wydawała się nieporadna. Przykro mi się zrobiło, że doprowadziła się do takiego stanu, a co najgorsze, że w tym wieku w niedziele musi pracować. Podeszłam do niej i zapytałam czy wszystko dobrze, jak się czuje i czy mogę jej jakoś pomóc, zaproponowałam kupno bułki i kefiru. Popatrzyła na mnie jak na idiotkę, powiedziała zimno "proszę dać mi spokój" i odeszła. Zrobiło mi się bardzo przykro. Zwyczajnie smutno. Moje uczucia zostały urażone, moja wielka empatia zbrukana. Jestem wrażliwą i bardzo dobrą osobą, która nie przejdzie obojętnie obok cierpiącego starego psa, czy sprzątaczki w sklepie, jeśli widzi, że potrzebna jest im pomoc. Tymczasem coś takiego w zamian za dobre serce. Miałyście takie przypadki, że wasza ręka niosąca pomoc i dobro, została tak perfidnie odrzucona? Przeżywam to, co się stało od wczoraj