Dziewczyny pomóżcie.
Jestem typową beksą.
Zakończenie przedszkola syna - rozryczałam się. Koniec III klasy - pożegnanie z nauczycielką - to samo.
Pogrzeb - wiadomo. Nawet jak widzę zupełnie obcych zapłakanych ludzi pod kościołem - też mam ściśnięte gardło i łzy automatycznie się pojawiają.
Relanium nie pomogło wcale.
Teraz czeka mnie podobna impreza, na której nie chcę i nie mogę się popłakać. Po prostu nie mogę, nie tym razem. Nie mogę nie iść.
Co robić? Jak opanować łzy? Ktoś ma sprawdzone sposoby?
Do tego mam doła, bo przechodzę koszmarny okres w życiu