mia_mia
13.12.19, 15:25
Często w samochodzie słucham, PR 24 (dla niewtajemniczonych taka Tvpis w wersji bez obrazu). Lubię znać różne punkty widzenia, ale nie o tym będzie.
Od miesiąca, żaden z gości, kiedy słuchałam tego radia, nie przyznał się do przeczytania jakiejkolwiek książki Olgi Tokarczuk, chociaż temat pojawia się bardzo często, najczęściej w wersji „książek nie czytałem, ale o nagrodzie i noblistce się wypowiem” (nie muszę dodawać, że raczej zachowawczo, czyli czytaj zwykle negatywnie)
Słucham głównie mniej lub bardziej późnym popołudniem. Audycje ma wtedy pewien redaktor (jego poziom pseudodziennikarstwa łaskawie pominę, bo szkoda czasu na komentowanie), który docenia szczerość kolejnych osób, które nic nie czytały, nic nie słyszały i nic nie powiedzą o książkach. Sam redaktor, który od początku wałkuje temat, też chyba nadal nic nie przeczytał albo się nie przyznaje, takie mam wrażenie, ale nie słucham codziennie i nie zawsze uważnie, więc może mylne.
I sama nie wiem, czy wszystkie te publiczne osoby nie wpadły na to, żeby przemęczyć choć jedną książkę, żeby w razie potrzeby cokolwiek powiedzieć, czy rzeczywiście boją się odezwać, choćby komentując, że im się nie podobała? Czy przyznanie się do czytania Tokarczuk stanie się swoistym manifestem?