Robienie urodzin, które pociągają za sobą ZE STRONY GOŚCI dodatkowe koszty i starania, i zaangażowanie czasowe, oczywiście OPRÓCZ PREZENTU.
Chodzi o urodziny z przebraniem tematycznym tego rodzaju, że nawet dobrze ubrana osoba nie ma takich rzeczy w szafie i musi albo kupić drogą kiecę w stylu druhny w ciągu jakichś 8-9 dni albo wypożyczyć (koszt, kaucja, jeżdżenie i szukanie) oraz mieć jakieś stosowne akcesoria (znowu koszty, nie są to rzeczy w stylu Frozen, tylko realia konkretnej epoki historycznej związane z jakimś serialem). A kieca balowa do ziemi akurat nastolatce kompletnie nie jest do niczego potrzebna.
Kiedy gość stwierdza, że może przyjść, ale nie będzie się przebierać (częściowo i dlatego, że nie lubi przebieranek po prostu i nigdy nie lubił, nawet na szkolne imprezy karnawałowe), koleżanka i jej mama niezadowolone i zawiedzione, dają odczuć, że to będzie psucie zabawy.
Ostatecznie gość nie poszedł wcale, akurat trafiła się inna impreza, też z dziećmi i młodzieżą, nieurodzinowa - i był pretekst, żeby odmówić

)).
I tak sobie rozkminiam, jaki ma sens zapraszanie rzekomo bardzo lubianych koleżanek pod takimi warunkami wyjściowymi.
Aha, pozostałe 3 karnie się przebrały, rodzice pojechali, zorganizowali, zapłacili.
Ja uważam, że sztywne narzucanie jakiegoś pomysłu gościom jest do bani, tym bardziej, że to nie wesele, na którym panna młoda w stylu zia86 spełnia swoją wizję, tylko zaledwie urodziny dziecka z 7 klasy.