olivia_x
22.10.04, 14:13
W każdym razie doprowadzała, ale już odpuściłam. Co nie oznacza ze czuję się
z tym dobrze. O co chodzi. Mój mąż jest zapalonym wedkarzem. Od 1 maja do 31
października w każdy weekend nie ma go w domu - bo jest sezon. Wprawdzie
zjawia się rano w niedzielę, żeby jak to on mówi pobyc z rodziną, ale czy w
jeden dosłowie jeden dzień da się nadrobić cały tydzień? Dodam, ze jego praca
to ciągłe wyjazdy. A więc widzimy się trochę w niedzielę, trochę w
poniedizałek i piątek. Jesteśmy 3 lata po ślubie i mamy dzidzię 2,5 roczku.
Jeżeli są tu jakieś Panie które jakoś się z tym uporały - jakkolwiek prosze
napiszcie. Przykro mi, nie tak wyobrażałam sobie małżeństwo. Dodam tylko że
przed ślubem nie było tematu ryb, nie jeździł wogóle!!! Szok nie?