Przglądam się kandydatom na prezydenta i tak naprawdę dla żadnego z nich (no, może trochę dla Hołowni) nie mają znaczenia kwestie klimatyczne, ekologii, środowiska. Milczą.
Jak myślicie, czy ci kandydaci - z prespektywy opancerzonej limuzyny, zmian klimatycznych po prostu nie widzą? A może nie chcą mówić o środowisku, bo to niewygodne? Niepopularne?
Temat, który dla mnie stanowi najważniejsze zagadnienie społeczne i polityczne obecnych czasów, w ustach kandydatów nie istnieje