esperantza
15.05.20, 11:05
Poradzcie, bo już zaczyna mi pomysłów brakować.
Senior, 87 lat, ze średniozaawansowanym Parkinsonem, kłopoty z poruszaniem się (dłuższe trasy na wózku). Od 3 miesięcy opiekun na 8 godzin i jak się nic nie dzieje to taki układ zdaje egzamin. Jednak od czasu do czasu, średnio raz na 2 tygodnie jest akcja, która kończy się telefonem do opiekuna, jego przyjazdem "na sygnale" i np. nocowaniem. Dla mnie to sygnał, że powinnam mysleć o całodobowej opiece. Opiekun dotąd wydawał się otwarty na opcje z zamieszkaniem , ale zaczyna przebąkiwac, że senior jest bardzo absorbujący i ciezko będzie mu zaakceptować zero przestrzeni dla siebie jeśli zamieszkają razem. To absorbowanie to np oczekiwanie, że opiekun będzie otwarty na ciągle interakcje, rozmowy, realizowanie zadańitp. Niestety to prawda, bo znam seniora bardzo dobrze. Dotychczasowe rozmowy przynoszą umiarkowany, krótkotrwały efekt. Mówi, że rozumie, ale ciągle wymyśla "zadania, tak, że opiekun momentami nie ma czasu na zajęcie się obiadem. Nie bardzo wierzę, że mozna "wychować" 87 latka.
I prawdę mówiąc nie wiem co robić:
- wymienic opiekuna na mniej wymagającego z zamieszkaniem- ten naprawdę jest świetny, zaangażowany, myślący; rozumiem człowieka, że nie chce tylko żyć życiem 87letniego podopiecznego; dotąd senior był mocno przeciwny, żeby ktokolwiekz nim mieszkał;
- szukać drugiej osoby do pracy w układzie 12/12; średnio mnie stać ; już dzisiaj koszt opieki to ponad 4 tyś, nie mam z czego dołożyć drugie tyle;
- DPS; dotąd brałam pod uwagę, Covid trochę ostudził mój "entuzjazm", senior nie jest nieświadomy tego co się dzieje choc momentami ma mocno ograniczoną percepcję; dotąd DPS jawił mu się jako "przedsionek piekła"
- wziąć seniora do siebie i znaleźć opiekuna na czas naszej pracy (jak w końcu do niej pójdziemy, teraz HO- biorąc pod uwagę wszystko powyższe rozwalimy sobie życie rodzinne, do tego ograniczona przestrzeń mieszkania w bloku.
Mam wrażenie, że jestem w czarnej d.... Albo oleję seniora , załatwię DPS i będę mieć nadzieje, że jakoś się przystosuje, albo covid go nie wykończy. Albo ja wykończę się finansowo lub swoją rodzinę psychicznie jeśli przeprowadzę go do swojego mieszkania.
Nie dostrzegam jeszcze jakiejś mozliwosci? Poradźcie coś...