Dodaj do ulubionych

taka sytuacja

27.07.20, 12:10
Taka sytuacja...
Obiad rodzinny: dziadkowie, syn z żoną i dziećmi, córka z mężem i dziećmi. Najmłodszy wnuk, lat 4 siedzi już przy stole. Pozostali wnoszą półmiski, gadają w innym pomieszczeniu. Chłopczyk wkłada palec do "wspólnej" sosjerki, oblizuje go. Znowu wkłada, itd. Następnie ładuje rączkę do dzbanka z lemoniadą. Rodzice delikatnie upominają "nie ruszaj", odsuwają zagrożone potrawy. Zawsze po fakcie. Następnie wszyscy jedzą pośliniony sos.
Sytuacja powtarza się przy deserze - ciasto w tortownicy na stole, dziecko dziabie nim palcami, odrywając smaczne kąski. Liże ciasto językiem. Rodzice reagują, ale z opóźnieniem. Dziadkowie nic nie mówią.
Co robicie?
a) jecie dobre rzeczy nie zwracając uwagi na to, że są poślinione
b) pełnicie wartę przy stole, broniąc potraw przed maluchem (trudne do wykonania, bo jest szybki i ruchliwy)
c) zwracacie uwagę rodzicom
d) inne
Obserwuj wątek
      • ginger.ale Re: taka sytuacja 27.07.20, 14:30
        35wcieniu napisał(a):

        > Nic z powyższych. Nie jem obslinionego, więc dziękuję za posiłek i tyle.
        >

        Ja też bym nie tknęła.
        Ewentualnie uwaga w stylu:chcesz sosu? Nie, dziękuję, nie jem obślinionego..
    • alpepe Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:20
      d) opieprzam z góry na dół bachora, bo czterolatek, o ile nie jest upośledzony, jest w stanie sobie przyswoić pewne zasady, ale jeszcze bardziej opieprzam rodziców bachora, czyli, jak mniemam, brata i bratową.
      Inna sprawa, że u mnie to teraz rozważanie czysto teoretyczne, bo moja bratowa pierwsza by się rwała do tego, by powstrzymać zapędy syna.
      Natomiast zaspokajam apetyt, o ile go mam, tym poślinionym jedzeniem, jeśli moja rodzina nie jest w stanie przezwyciężyć odrazy, wychodzimy.
        • alpepe Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:57
          Napisałam, dyskusja czysto akademicka, bo mój brat i bratowa wychowują dzieci, a nie chowają bachory. I podkreślam, dziecko nie jest winne temu, że jest niewychowanym bachorem.
          • mava Re: taka sytuacja 27.07.20, 16:10
            >I podkreślam, dziecko nie jest winne temu, że jest niewychowanym bachorem.

            ale rodzice tak. Mozna opieprzyc rodziców, szczególnie w bliskiej rodzinie. No ja jednak powiedziałabym bratu/siostrze o "niestosownosci" zachowania ich "bachora".
            Dzieciak dostałby po łapach juz po pierwszym incydencie.
            Ktos napracował sie przy gotowaniu a wiekszosc pójdzie do kosza bo "bachor" nie został przyuczony do zachowania sie przy stole.
        • arwena_11 Re: taka sytuacja 27.07.20, 14:54
          Zrobiłam tak swego czasu w hotelu. Dzieci radośnie brudziły miodem wszystko co było po drodze. Nakładały sobie na talerze - na oko 3-4 latki. Dżem z salaterki wybierały łapkami. Opieprzyłam dzieci, potem rodziców - bo radośnie sobie siedzieli i plotkowali. Usłyszałam, że oni chcą też zjeść w spokoju, a nie latać za każdym razem jak dziecko chce dokładkę. Poinformowałam obsługę - rodzice zostali poinformowani, że wszystko "pobrudzone" miodem, doliczą im do rachunku. Na kolejnym śniadaniu, już dzieci same nie chodziły po sali, ale na wszelki wypadek jedna osoba z obsług zawsze stała przy stoliku z dżemami, płatkami, mlekiem itd.
    • amast Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:23
      To pierwsze takie spotkanie rodzinne od 4 lat? Bo jeżeli nie i dziecko od jakiegoś czasu przejawia takie zachowania, to pozostaje nic nie jeść. A na pytania "dlaczego" odpowiedzieć prawdę, że to obrzydliwe jest (jeżeli jest, niektórym nie przeszkadza). Ale prościej byłoby spacyfikować dziecko jak zaczęło się tak zachowywać.
        • milupaa Re: taka sytuacja 27.07.20, 20:55
          Nie tylko obrzydliwe, można po prostu coś złapać. Przeziębienie, grypę, pieśniawki, czy innego parcha. Ja bym nic nie zjadła, opierniczyla rodziców, ale takiej.sytuacji w gronie rodzinnym sobie nie wyobrażam bo pasyfikacja bachora była by natychmiastową i ze strony wielu osób.
      • str8.up Re: taka sytuacja 27.07.20, 14:12
        Właśnie też próbuję to sobie wyobrazić. Może stół mały i akurat ciasto stało u niego zamiast talerzyka. Albo wlazł na stół jak nikt nie patrzył.
      • hanusinamama Re: taka sytuacja 27.07.20, 20:07
        Moja 3 latka siedzi na takim wysokim krześle z ikei. Nie foteliku do karmienia , tylko krzesle tyle ze wyższym. Sięgnie dośc daleko...ale w takim układzie albo kłade rzeczy daleko od dziecka albo proszę aby dziecko poczekało nie siadajac do stołu az wszystko sie postawi. Cudze dziecko. Moje 3 letnie (nie jest to aniołek) nie robi tego. Serio wsadzac łapki w żarcie to rodzumiem u roczniaka a nie u 4 latka...
    • taka-sobie-mysz Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:35
      Dzieci mają takie zapędy, więc rodzice powinni już w domu go uczyć, że tak się nie robi. Pewnie im to nie przeszkadza, w domu nie zwracają na to uwagi, Ace gościach to juz jak widać za późno.

      Ja jako gość bym chyba zareagowała, nie chciałabym jeść takiego jedzenia.
    • leni6 Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:39
      Nie jem poslinionych rzeczy. Szczerze to chyba więcej nie przychodzę na obiad w takim gronie, a jak mi bardzo zależy to pilnuje potraw które zamierzam jeść, oczywiście głośno komentując zachowanie dziecka i postawę rodziców. Mozna tez zaproponowac inna organizacje np nakladanie na talerze w kuchni. Niemożliwość upilnowania czterolatka to jakaś abstrakcja dla mnie.
    • madami Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:40
      Ja bym zaślinionego nie jadła ale też nie widzę powodu do milczenia w takich sytuacji, pewnie rodziców bym opieprzyła za niereagowanie w porę.
    • aguar Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:45
      Dla mnie to wygląda jak jakaś wielodaniowa nasiadówka, więc najlepiej jakby po prostu dorośli na zmianę zajmowali się tym dzieckiem, bawili z nim, aby nie musiało się nudzić przy stole. A poza tym, jeśli dziecko nie ma infekcji dróg oddechowych, to a).
      • amast Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:51
        Z pierwszego postu wynika, że dzieci jest tam więcej, dlaczego wszyscy dorośli powinni się skupiać na zabawianiu jednego dziecka, które nie umie się zachować?
        • aguar Re: taka sytuacja 27.07.20, 17:22
          Bo jest najmłodsze - w wieku, kiedy siedzenie przy stole nie jest atrakcyjne. Być może jeszcze słabo umiejące zająć się samo sobą. W ostateczności włączyć mu te bajki...
      • veryvery Re: taka sytuacja 27.07.20, 18:32
        aguar napisała:

        > Dla mnie to wygląda jak jakaś wielodaniowa nasiadówka, więc najlepiej jakby po
        > prostu dorośli na zmianę zajmowali się tym dzieckiem, bawili z nim, aby nie mus
        > iało się nudzić przy stole. A poza tym, jeśli dziecko nie ma infekcji dróg odde
        > chowych, to a).

        To juz bym sobie całkowicie darowała I podziękowała za gościnę gdyby oczekiwano ode mnie że mam zabawiać niewychowanego dzieciaka na proszonym posiłku. Co to w ogóle jest za pomysł żeby biesadnicy robili za niańkę dla gówniaka
        • ga-ti Re: taka sytuacja 27.07.20, 22:09
          Ale to nie obiad u królowej angielskiej, tylko u Twoich rodziców/teściów, a ten 'gówniak' to dziecko Twojego brata/siostry, ewentualnie siostrzeniec/bratanek Twego męża.
          Ludzie.
          Jakie robienie za niańkę, ot zerknięcie na dziecko z najbliższej rodziny, a nawet jeśli sytuacja wymagałaby zagadania do tego dziecka, to serio przekracza to Wasze możliwości? To dziecko z Waszej najbliższej rodziny.
          Serio nie bawicie się z bratankami, siostrzeńcami? Popatrzenie, czy zajęcie ich przez chwilę to jakaś ujma?

          Powiem szczerze, że nie pojmuję takiego nastawienia.
            • veryvery Re: taka sytuacja 28.07.20, 07:48
              To jest problem rodziców żeby zajmować się swoim dzieckiem, a nie wszystkich dookoła, no sorry ale jeśli dzieciak uciążliwy dla otoczenia to jakimś nieporozumieniem są oczekiwania żeby wszyscy dookoła go pacyfikowali. Poza tym wyżej wyraźnie była mowa o tym żeby 'dorośli na zmianę zajmowali się tym dzieckiem, bawili z nim, aby nie musiało się nudzić przy stole', to co innego niż zerknięcie ma dziecko od czasu do czasu I zagadanie do niego o czym ga-ti pisze. Jasno powiedziane było że biesadnicy mogliby bawic się z dzieckiem kosztem swojego czasu przeznaczonego na posiłek I rozmowy z innymi. A rodzice w tym czasie co? Wesoło sobie spędzają czas bo inni zaprzęgnięci do zajmowania się ich dzieckiem
              • nangaparbat3 Re: taka sytuacja 29.07.20, 21:54
                Ojojojojoj.
                Jasno powiedziane było że biesadnicy mogliby bawic się z dzieckiem kosztem swojego czasu przeznaczonego na posiłek I rozmowy z innymi. A rodzice w tym czasie co? Wesoło sobie spędzają czas bo inni zaprzęgnięci do zajmowania się ich dzieckiem

                Jak się żyje z aż taką zawiścią?
                • veryvery Re: taka sytuacja 30.07.20, 08:18
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Ojojojojoj.
                  > Jasno powiedziane było że biesadnicy mogliby bawic się z dzieckiem kosztem s
                  > wojego czasu przeznaczonego na posiłek I rozmowy z innymi. A rodzice w tym czas
                  > ie co? Wesoło sobie spędzają czas bo inni zaprzęgnięci do zajmowania się ich dz
                  > ieckiem

                  >
                  > Jak się żyje z aż taką zawiścią?

                  Gdzie to widzisz zawiść?
                  • nangaparbat3 Re: taka sytuacja 30.07.20, 08:27
                    Jak to gdzie? Nie zajmiesz się przez chwilę siostrzeńcem, bo dzięki temu jego rodzice mogliby przez chwilę "wesoło spędzić czas".
                    W tym wątku jest więcej podobnych wypowiedzi. Cały jest dla mnie niepojęty.
                    • veryvery Re: taka sytuacja 30.07.20, 10:55
                      Wciąż nie widzę jak można to odnieść do uczucia zawiści, I tak , dziecko to przede wszystkim problem rodziców, nietaktem jest absorbowanie swoim dzieckiem innych, zagadać do dziecka, pośmiać sie z nim jest normalne, ale pilnować żeby paluchów w jedzenie nie wkładało to już rola rodziców, a już tym bardziej oczekiwanie żeby jakiś gość zabawiał dziecko żeby inni zjedli w spokoju to jakiś kosmos, ciekawe jakby gospodarze się czuli gdyby jakiś gość zamiast biesiadowac z innymi robił za niańkę
    • hrabina_niczyja Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:57
      Zjadamy to co obślinione nie zostało, dziecku mówimy, że tak się nie robi, a rodziców pouczamy, że sorry siostro czy bracie, ale wezcie go pilnujcie, bo ja miałam ochotę na smaczny obiad u matki.
    • ga-ti Re: taka sytuacja 27.07.20, 12:58
      Mało obrzydliwa jestem, więc sosem sobie ziemniaczki polewam i jem wink Oblizany krem z ciasta tez mnie nie zrazi. Umyte rączki w dzbanku lemoniady już trochę bardziej mnie ruszają. Ja jako ciotka dzieciaka zwracam mu uwagę 'hej, hej, Jasiu, nie wkładaj paluszka do sosu, bo się poparzysz/ubrudzisz/sosikiem polejemy ziemniaczki/smaczny sosik, ale nie wpychamy łapek do jedzenia itp.' odsuwam półmiski od młodego. Rodzicom tez można rzec 'Krzychu, pilnuj Jasia, bo pcha łapki do jedzenia'. I ogólna prośba do rodziny, jeśli wiadomo, że młody tak ma 'kto dziś ma dyżur przy Jaśku? trzeba go pilnować, żeby paluchów do jedzenia nie wtykał'.
      Jakoś tak w rodzinie tej najbliższej można się chyba dogadać bez fochów i kłótni.
      • 35wcieniu Re: taka sytuacja 27.07.20, 13:03
        Ja jako ciotka dzieciaka zwracam mu uwagę 'hej, hej, Jasiu, nie wkładaj paluszka do sosu, bo się poparzysz/ubrudzisz

        A wypadałoby raczej "bo nikt nie chce jeść obślimtanego".
          • 35wcieniu Re: taka sytuacja 27.07.20, 13:47
            No właśnie nie jestem pewna.
            To tak jak z tym wielokrotnie tu przytaczanym przykładem: "nie bij psa bo go to boli" i "nie bij psa bo cię ugryzie". Jestem raczej fanką pierwszej opcji, niż komunikatów, w których zawsze jedynym argumentem jest komfort dziecka.
            • mava Re: taka sytuacja 27.07.20, 16:17
              >To tak jak z tym wielokrotnie tu przytaczanym przykładem: "nie bij psa bo go to boli" i "nie bij psa bo >cię ugryzie". Jestem raczej fanką pierwszej opcji, niż komunikatów, w których zawsze jedynym >argumentem jest komfort dziecka

              ja jestem za prostym komunikatem "nie wolno". Moje dzieciaki zawsze wiedziały co to znaczy. Tłumaczenie "dlaczego" moze być później.
              Jak dzieciak wyrwie ci sie i leci na jezdnie to wrzeszczysz "stój!" czy "jasiu, zatrzymaj sie bo samochod cie potrąci"?
              I nie, to nie jest komunikat o innej wadze. Zawsze chodzi o to, żeby dzieciak BEZWZGLEDNIE przestał cos robic.
      • mava Re: taka sytuacja 27.07.20, 16:13
        >Mało obrzydliwa jestem, więc sosem sobie ziemniaczki polewam i jem

        ale, oczywiscie, pojecia nie masz czy dzieciak przed chwila nie grzebał sobie łapka w majtach (bo cos go zaswędziało) albo domowemu kotu/psu pod ogonem...
        Smacznego!
        • ga-ti Re: taka sytuacja 27.07.20, 21:50
          Równie dobrze teściowa gotując obiad mogła próbować do woli tą samą łyżką, paluchem, którym wcześniej nocha wycierała, czy co innego.
          Tak patrząc to człowiek jadłby tylko to, co sam ugotował.
          • mava Re: taka sytuacja 28.07.20, 22:04
            i dlatego ja NIGDY nie wkladam łyżki do potrawy a potem do swojego otworu gębowego, w celu "posmakowania", a po doprawieniu znowu do potrawy i do swojej paszczy ... W trakcie gotowania mam zawsze jedną łyżke "do smakowania", na którą nakladam część potrawy osobna łyżką, np wazową w przypadku zupy. Baaa...czesto w ogole nie próbuje potraw, wychodzac z założenia, że kazdy może sobie dosolic/dopieprzyc na talerzu. (moja babcia próbowała surowe mieso mielone, czy jest dobrze doprawione..bleee...)
            W dodatku od wielu lat (od kiedy było to mozliwe) w kuchni pracuje wyłącznie w rękawiczkach nitrylowych i bardzo cierpie z powodu covida bo cena tychże skoczyła z kilkunastu zł/100 sztuk do kilkudziesieciu zł/100 sztuk.
            Jestem wyjatkowo obrzydliwa (tak, to poprawne sformułowanie) i nigdy nie robie czegos, czego nie chciałabym zeby inni robili gotujac dla mnie.
            I jednak...stara , a chocby tylko dorosła, teściowa jest "nieco" bardziej ogarnięta niz 4-latek, któremu grzebanie w pileusze czy majtach, absolutnie w niczym przeszkadzac nie bedzie... Myśle, że jednak teściowa nie grzebie w swoich gaciach i nie dłubie w nosie przy gotowaniu
            • chatgris01 Re: taka sytuacja 28.07.20, 22:24
              mava napisała:

              > i dlatego ja NIGDY nie wkladam łyżki do potrawy a potem do swojego otworu gębow
              > ego, w celu "posmakowania", a po doprawieniu znowu do potrawy i do swojej pasz
              > czy ... W trakcie gotowania mam zawsze jedną łyżke "do smakowania", na którą na
              > kladam część potrawy osobna łyżką, np wazową w przypadku zupy.

              Też nie używam do kolejnych próbowań oblizanej wcześniej łyżki, ale po prostu biorę za każdym razem kolejną czystą.
    • scarlett74 Re: taka sytuacja 27.07.20, 13:11
      Zwracam uwagę rodzicom, obślinionych potraw nie tykam. Jeżeli rodzice nie reagują, lub reagują typu :"oj tam , oj tam, słodki dziubdziuś ci przeszkadza", zwracam uwagę dziecku, ale nie ostrym tonem, raczej typu :"Brajanku, we wspólnej miseczce paplają się świnki, nie ludzie. Twoi rodzice o tym ci nie powiedzieli ?"
    • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 13:12
      Niczego poślinionego i oznaczanego paluchami bym nie jadła. Zapytałabym głośno organizatora przyjęcia, czy mógłby eszcze coś podać, bo na to poslinione nie mam apetytu a nie przywiozlam własnego prowiantu wybierając się na przyjęcie. Jeśli organizator niczego więcej nie przewiduje, poprosilabym o adres najbliższego sklepu spożywczego i wyskoczylabym po kilka produktów i napojów, które dalej wesoło biesiadujac, nikogo nie pouczajac i z nikim sie nie kłócąc, podjadalabym, trzymalabym w zamkniętej torebce i pilnowala przed malcem.
      Nie ja jestem bowiem od organizacji cudzego przyjęcia i dbania o komfort gości, nie ja jestem od pouczenia rodziców, jak mają wychowywać dzieci, ale też nie ja w imię rodzinnej sielanki mam się narażać na dziecięce owsiki. Fuj!
      I niech sobie myślę, co chcą. Wolę mieć opinię dziwaczki niż ew. pasożyty przewodu pokarmowego
        • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 14:17
          No właśnie BEZ SPINKI. Nikomu nie mówię, co ma robić, rozmawiam na ogólne tematy. Pytam organizatora zupełnie praktycznie o to nieruszane jedzenie. Nie wstydzę się, bo to nic wstydliwego zapytać o możliwość dostania innej potrawy, gdy z naszą coś nie tak. Nie ma - to organizuje sobie coś sama.
          Absolutnie nie rządzę w cudzym domu, nie przestawiam dań na cudzym stole w czasie cudzego przyjęcia - to dopiero rażące: przyjść na przyjęcie i z sobie wiadomych przyczyn przestawiać dania ze stołu na szafy...
          • amast Re: taka sytuacja 27.07.20, 14:47
            > Absolutnie nie rządzę w cudzym domu, nie przestawiam dań na cudzym stole w czasie cudzego przyjęcia - to dopiero rażące: przyjść na przyjęcie i z sobie wiadomych przyczyn przestawiać dania ze stołu na szafy...

            A przyjść na przyjęcie z własną wałówką i trzymać ją w zamkniętej torebce, żeby nikt inny się nie dorwał, to nie jest rażące?

            • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 19:36
              Nie, bo nie ruszam cudzych rzeczy, nie przedstawiam nikomu w domu. Sama ogarniam sprawę swojego glodu w warunkach, gdy chcę gdzieś pobyć dłużej, a nie mogę się pożywić. Organizuje sobie jedzenie własnym sumptem, nikomu nie urządzając życia.
              • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 21:59
                Poza tym chowanie jedzenia ze stołu w inne miejsca jest chybionym pomysłem, bo inni biesiadnicy poproszą o postawienie potraw na stole, żeby mogli dosięgnąć. I zabawa w lizanie wznowiona.
          • ichi51e Re: taka sytuacja 27.07.20, 15:46
            I matka twoja leci do drugiej lodowki i ci rozmraza zupe grzybowa i klopsa co go miala na pojutrze pidczas gdy wszyscy czekaja... nie no zero spinki...
            • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 19:39
              Nic nie musi, równie dobrze mogę sama ogarnąć kwestię swojego jedzenia. 15 zł i mam co jeść i pić na czas przyjęcia. Wolę sobie kupić, niż się kłócić i napominać biesiadników.
        • kaka-llina Re: taka sytuacja 27.07.20, 14:18
          Triss, dokładnie... Zabrałabym rzeczy z pola rażenia, pewnie zwróciła uwagę dziecku, i rodzicom, żeby bardziej uważali i tyle. Jadłabym wszystko bo mnie naprawdę trudno obrzydzić...
          • tt-tka Re: taka sytuacja 27.07.20, 18:37
            leni6 napisała:

            > W zasięgu czterolatka to jest raczej cały stół,

            Chyba ze wejdzie na ten stol. Ja, dorosla, nie siegne bez wstawania na druga strone stolu, po dzbanek z piciem stojący na srodku tez musze sie unieść odrobine. I już na etapie przymierzania sie do wejścia/kładzenia na stole nalezalo kufniasza poskromić.

        • alessa28 Re: taka sytuacja 27.07.20, 19:48
          triss_merigold6 napisała:

          > OMG, cóż za spinka.
          >
          > Ja bym przestawiła rzeczy chwilowo poza zasięg owego trzy czy czterolatka, bez
          > rozkminiania i durnych pouczeń.

          Spinka..🤦‍♀️
          I potem dziwota, że tylu chamow dookoła,którzy nie widza nic niestosownego w publicznym bekaniu, pluciu i tym podobnych atrakcjach.

          4 letnie dziecko to nie 2 miesięczniak.jesli wychowują je normalni ludzie to w życiu nie zachowa się w ten sposób.
          Ale luz, można jeszcze pierdziec przy stole, w końcu można to uznać za gest uznania, że posiłek był smaczny 😀😀
      • 3-mamuska Re: taka sytuacja 27.07.20, 16:34
        Niczego poślinionego i oznaczanego paluchami bym nie jadła. Zapytałabym głośno organizatora przyjęcia, czy mógłby eszcze coś podać, bo na to poslinione nie mam apetytu a nie przywiozlam własnego prowiantu wybierając się na przyjęcie.

        Dokładnie
      • lauren6 Re: taka sytuacja 27.07.20, 18:38
        > Jeśli organizator niczego więcej nie przewiduje, poprosilabym o adres najbliższego sklepu spożywczego i wyskoczylabym po kilka produktów i napojów, które dalej wesoło biesiadujac, nikogo nie pouczajac i z nikim sie nie kłócąc, podjadalabym, trzymalabym w zamkniętej torebce

        😂

        Właśnie sobie to zwizualizowałam jak na proszonym przyjęciu wyskoczyłaś do sklepu po garmażerkę, a następnie siedzisz i jej pilnujesz jak smok skarbu.

        Poza tym wszyscy zdrowi?
        • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 19:48
          Napisałam, że nie jestem zbyt konformistyczna i jestem w stanie postąpić niekonwencjonalnie. Nie zjadłabym obślinionego, ale też pewnie chciałabym spędzić czas na zaplanowanym.przyjeciu. A wtedy zjeść coś trzeba. A wtedy trzeba znależć rozwiązanie. Dla mnie nie jest takowym wykłócanie się o pilniejsze strzezenie dziecka ani chowanie półmisków po szafkach. Stać mnie na 15 zł i rozmowę na neutralne tematy, bez wtracania się w cudze metody wychowawcze.
          • tt-tka Re: taka sytuacja 27.07.20, 20:18
            smillla napisała:

            > Napisałam, że nie jestem zbyt konformistyczna i jestem w stanie postąpić niekon
            > wencjonalnie. Nie zjadłabym obślinionego, ale też pewnie chciałabym spędzić cza
            > s na zaplanowanym.przyjeciu. A wtedy zjeść coś trzeba. A wtedy trzeba znależć r
            > ozwiązanie. Dla mnie nie jest takowym wykłócanie się o pilniejsze strzezenie dz
            > iecka ani chowanie półmisków po szafkach. Stać mnie na 15 zł i rozmowę na neutr
            > alne tematy, bez wtracania się w cudze metody wychowawcze.

            Mamie i tacie będzie z pewnoscia niezwykle przyjemnie, gdy pojdziesz po wlasny furaz. Mezowi i dzieciom (twoim) tez - bez względu na to, czy i dla nich przyniesiesz cos ze sklepu, czy kazesz im jesc cos, czego sama nie chcialas. No ale stać cie suspicious
            • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 21:51
              Ależ ja nie żyję dla przyjemności mamy i taty. Żal mi tych, którzy to robią.
              Czas pojąć, że mamie, tacie, cioci, wujciowi, szwagrowi itd. nie stanie się żadna krzywda, jeśli:
              1. Odmówię zjedzenia jakichś potraw (tortu gdym na diecie, czegoś nielubianego, czegoś obślinionego).
              2. Odmówię całowania się na dzień dobry z dubeltówki z całuśnym wujaszkiem.
              3. Odmówię w domu dziwacznej ciotki przywdziania obleśnych kapci i wiedząc, że będzie drżała o swoje parkiety, przywiozę na czas przyjęcia własne kapcie (tak kiedyś zrobiłam).

              Ludzie w takich sytuacjach bardzo ulegają presji rodziny i skłonni są do robienia rzeczy, na które nie mają ochoty i do których czują obrzydzenie, bo boją się cudzych fochów. Ale ja tam wolę cudze fochy niż niewykluczone owsiki. Co tam kto lubi. Ja się nie lubię wykłócać na przyjęciach ani rządzić ludziom w ich domach, ale lubię zjeść czyste jedzenie i umiem sobie to zorganizować.
              • tt-tka Re: taka sytuacja 27.07.20, 21:56
                Oczywiście, wyjście z domu, do którego zostalas zaproszona, by demonstracyjnie przynieść sobie cos do jedzenia (a maz i dzieci ? na to nie odpowiedzialas) dowiedzie twoich talentow organizacyjnych, niewątpliwie.
                Ja jednak przyjmując zaproszenie do mamy chce zjeść to, co ugotowala mama i nie pozwole, by jakiś gowniarz, nawet ukochany bratanek, mi w tym przeszkodzil. Tez jestem zorganizowana, na tyle, żeby nie dopuscic do demolki tego, co na stole. Nie będę sie wyklocac, po prostu po pierwszym popisie do następnych nakryc szczeniak nie siegnie.
                • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 22:22
                  No to widać masz lepsze metody wpływania na cudze dzieci. Ja nie wiem, czy umiałabym spacyfikować zapędy takiego dziecka. Wolałabym się nie mieszać. Zrobiłabym, co opisałam powyżej, a wtedy ja bym wsadziła kij w mrowisko, ale już walka na kije odbyłaby się poza mną. Po przyjęciu. W komentarzach. Nie moich.
                  • mikams75 Re: taka sytuacja 29.07.20, 00:45
                    na cudze dzieci jest latwo wplynac, chociaz chwilowo, bo dzieci sa bardziej przestraszone jak im uwage zwroci nie ich wlasny rodzic. Na rodzicu trzeba rergularnie testowac granice, z kims innym lepiej nei wchodzic w interakcje wiedzac, ze sie wlasnie nabroilo. Ja mysle, ze ten dzieciak dobrze wie, ze sie tak nie robi a jednak chwilowa chec jest silniejsza.
                • 3-mamuska Re: taka sytuacja 28.07.20, 23:17
                  tt-tka napisała:

                  > Oczywiście, wyjście z domu, do którego zostalas zaproszona, by demonstracyjnie
                  > przynieść sobie cos do jedzenia (a maz i dzieci ? na to nie odpowiedzialas) dow
                  > iedzie twoich talentow organizacyjnych, niewątpliwie.
                  > Ja jednak przyjmując zaproszenie do mamy chce zjeść to, co ugotowala mama
                  > ] i nie pozwole, by jakiś gowniarz, nawet ukochany bratanek, mi w tym przeszkod
                  > zil. Tez jestem zorganizowana, na tyle, żeby nie dopuscic do demolki tego, co n
                  > a stole. Nie będę sie wyklocac, po prostu po pierwszym popisie do następnych na
                  > kryc szczeniak nie siegnie.
                  >


                  To nich gospodarze zadbają żeby jedzenie było jadalne.
                  Albo rodzice dziecka żeby inni nie musili się z dzieckiem szarpać. Myśle ze taki rozpieszczony to by narobił wrzasku i to ona zostałby tą najgorszą .

                  Ja to bym przy pierwszym takim zachowaniu ostro powiedziała „nie widzicie co dzieciak robi kto będzie jadł takie obślinione” a lemoniadę wysłał do zlewu. Może wtedy by się rodzice dziecka zabrali za wychowanie.
                  A następnym razem powiedziała rodzicom ze nie będę jadła w takich warunkach i jak to ma tak wyglądać to niech nas zapraszają oddzielnie.
        • 3-mamuska Re: taka sytuacja 28.07.20, 23:12
          Właśnie sobie to zwizualizowałam jak na proszonym przyjęciu wyskoczyłaś do sklepu po garmażerkę, a następnie siedzisz i jej pilnujesz jak smok skarbu.

          Poza tym wszyscy zdrowi?

          Myślmy kiedyś czekali pod sala weselna na młodych i chodziliśmy do sklepu po bułki i nie tylko.
          Bo fotograf stwierdził ze zrobią szybki plener w pięknym parku koło kościoła. A sala była daleko wiec te 30 minut to goście nawet nie zauważą. Bo zanim dojada zanim zaparkują ogarną się to oni zrobią i dojada. Czekaliśmy 1.5 godziny.
          Na sale i do jedzenia nie chciano nas wypuścić bez młodych.
          Gdy młodzi przyjechali niektórzy mieli swój prowiant. 😬😂
      • ga-ti Re: taka sytuacja 27.07.20, 22:15
        To tylko sos i lemoniada. Możesz zjeść suche ziemniaki (zdrowsze niż z tłustym sosem) i popić kompotem, czy herbatą.
        "Organizatora przyjęcia", łał, przyszłaś na obiad do swojej matki albo teściowej.

        Próbuję sobie wyobrazić Ciebie w opisanej wyżej sytuacji. Niezłe. Widzę taką panią Bukiet z wizytą u siostry i szwagra big_grin
        • smillla Re: taka sytuacja 27.07.20, 22:39
          Hortensja, powiadasz?...
          Założyłam, że wszystko, co na stole, jest rozbabrane przez dziecko. Jeśli są potrawy nie przegmerane czteroletnimi paluszkami lub języczkiem, to te właśnie bym zjadła.
          Chciałabym być Hortensją bardziej niż Stokrotką. I masz rację, wolałabym u Hortensji szczękać zębami o nienagannie czystą filiżankę, niż u Stokrotki przyjmować swojskie pęto kiełbasy z ręki Powolniaka, który przed chwilą dłubał w nosie. W ogóle wolałabym otoczenie hortensjowe niż stokrotkowe. Masz mnie! smile
      • nota_bena Re: taka sytuacja 28.07.20, 08:37
        smillla napisała:

        > Niczego poślinionego i oznaczanego paluchami bym nie jadła. Zapytałabym głośno
        > organizatora przyjęcia, czy mógłby eszcze coś podać, bo na to poslinione nie ma
        > m apetytu a nie przywiozlam własnego prowiantu wybierając się na przyjęcie. Jeś
        > li organizator niczego więcej nie przewiduje, poprosilabym o adres najbliższego
        > sklepu spożywczego i wyskoczylabym po kilka produktów i napojów, które dalej w
        > esoło biesiadujac, nikogo nie pouczajac i z nikim sie nie kłócąc, podjadalabym,
        > trzymalabym w zamkniętej torebce i pilnowala przed malcem.
        > Nie ja jestem bowiem od organizacji cudzego przyjęcia i dbania o komfort gości,
        > nie ja jestem od pouczenia rodziców, jak mają wychowywać dzieci, ale też nie j
        > a w imię rodzinnej sielanki mam się narażać na dziecięce owsiki. Fuj!
        > I niech sobie myślę, co chcą. Wolę mieć opinię dziwaczki niż ew. pasożyty przew
        > odu pokarmowego

        Ale odlot ....😀😀
        Brawo, po prostu brawo za taką i zdecydowana postawę wobec chamstwa czterolatka.
        Jakaś ty asertywna i bezkompromisowa, och i ach.

        Czterolatkowi, którego proces socjalizacji jescze trwa, można jakoś tam wybaczyć pewne uchybienia w etykiecie. Dorosła baba natomiast, odstawiająca taką szopkę, domagająca się od "organizatora przyjęcia" podawania dodatkowych posiłków - to już chamstwo grubszego kalibru. Jeszcze większym chamstwem jest ostentacyjne pytanie o adres najbliższego sklepu i wycieczka po własne żarcie oraz pochłanianie go spod stołu.

        Ja, jako "organizator przyjęcia" jednak wolałabym gościć niewychowanego czterolatka i jego rodziców, niż jakąś nawiedzoną babę, która odstawia takie cyrki. Tego czterolatka rodzice i społeczeństwo być może jeszcze wychowają. Ciebie już się nie da. I nie miałabyś opinii dziwaczki, tylko prymitywnej aferzystki.

        I uprzedzając ewentualne obrończynie takiego zachowania jak opisane powyżej- mój dziubdziuś nigdy nie wkładał paluszków do sosiku.
        • smillla Re: taka sytuacja 28.07.20, 10:10
          A jakie widzisz rozwiązania?
          Czy miałabym dac się sterroryzować czterolatkowi i jego wiernym slugom vel rodzicom i albo glodować przez całe przyjęcie, albo jeść rzeczy, które mnie brzydza, bo są zepsute i rozegrane paluchami?
          Czy mam cicho siedzieć i nawet nie wolno mi zapytać o cośczystego do picia i jedzenia, aby nie naruszyć tabu, że ktoś tu zachowuję się nie fair, i dbać o niepopsucie humoru ludziom, którzy mają gdzieś moje potrzeby i oczekiwania i absolutnie nie przejmuje się tym, że praktycznie wymuszają na kiims glodowanie albo jedzenie zaplutych potraw?
          To co, mam przyjąć, że nie mogę nic z tym zrobić i moje uczucia i potrzeby się nie liczą? Mam się poddać terrorowi i glodować dla zadowolenia innych?

          Mogę też wyjść z tego przyjęcia, ale możecie po to jechałam do kogoś i rezerwowalam czas, żeby nie spotkać się, nie porozmawiać, tylko wychodzić z powodu jedzenia? Zakładam, że nie przyjezdzalam tam z głównie z powodu jedzenią, tylko z powodu chęci spędzenia wspólnie czasu. I tego wcale nie muszę tracić. Wystarczy, że zorganizuje sobie jedzenie i picie. A to je jest wielka sztuka.
          Jeśli uważasz, że wspólne jedzenie przez wszystkich tego samego jedzenia to podstawa spotkania, to mamy inne wyobrażenia. Dla mnie ważniejsze jest rozmowa i wspólne spędzenie czasu, a jedzenie mogę mieć też własne albo ze sklepu - to nie jest najistotniejsza sprawa. Ale niektórzy mają kult jedzenia i priorytetem ich jest wspólne spożywanie. Kwestia gustu.
          To co proponujesz?
          • nota_bena Re: taka sytuacja 28.07.20, 15:35
            smillla napisała:

            > A jakie widzisz rozwiązania?

            Widzę mnóstwo rozwiązań. Sporo ciekawych i sensownych też zostało podanych w tym wątku. Poczytaj sobie. Każde rozwiązanie jest lepsze niż ten cyrk, który ty uważasz za najlepsze rozwiązanie.


            > Czy miałabym dac się sterroryzować czterolatkowi i jego wiernym slugom vel rodz
            > icom

            Ale odlatujesz. Czterolatek terrorysta, istna tykającą bomba biologiczna na rodzinnym przyjęciu kontra biedna, uciśniona ciotka , która musi odstawić idiotyczną szopkę w obronie przed aktem terroryzmu.

            i albo glodować przez całe przyjęcie, albo jeść rzeczy, które mnie brzydz
            > a, bo są zepsute i rozegrane paluchami?

            A może po prostu zrezygnować z sosu i zjeść same ziemniaki, zamiast głodować ? Może wziąć kawałek ciasta , który nie był dotykany ? W poście startowym nic nie było o tym,że czterolatek dotknął każdej potrawy, która była dostępna . Mowa była o sosie, jednym kawałku ciasta i lemoniadzie. Wszystko to można po prostu pominąć i poczęstować się czymś innym.

            > Czy mam cicho siedzieć i nawet nie wolno mi zapytać o cośczystego do picia i je
            > dzenia, aby nie naruszyć tabu,

            Przy stole pełnym jedzenia , które zakładam w większości nadaje się do konsumpcji ( pomijając sos, kawałek ciasta i lemoniadę) pytanie się gospodarzy o COŚ INNEGO to zwykle buractwo.

            dbać o niep
            > opsucie humoru ludziom, którzy mają gdzieś moje potrzeby i oczekiwania i absolu
            > tnie nie przejmuje się tym,

            No to nazywajmy rzeźby po imieniu. Jesteś niewychowaną pieniaczką. Kulturalnemu człowiekowi zależy na miłej atmosferze i nie stawia swoich potrzeb zawsze i wszędzie na pierwszym miejscu. Czterolatek nie jest pępkiem świata, ale Ty też nie jesteś i oczekiwanie dodatkowych potraw, albo wycieczka do sklepu po prowiant w tej sytuacji to po prostu brak elementarnej kultury.
            Jesteś jak ta kwoka z wiersza Jana Brzechwy.


            > To co, mam przyjąć, że nie mogę nic z tym zrobić i moje uczucia i potrzeby się
            > nie liczą?

            Możesz zrobić mnóstwo rzeczy. Większość sensownych rozwiązań tej sytuacji padła w tym wątku. Jeśli nie widzisz innego wyjścia, tylko narobić trzody - świadczy to o Tobie i Twoim wychowaniu.

            Mam się poddać terrorowi i glodować dla zadowolenia innych?

            > Mogę też wyjść z tego przyjęcia, ale możecie po to jechałam do kogoś i rezerwow
            > alam czas, żeby nie spotkać się, nie porozmawiać, tylko wychodzić z powodu jedz
            > enia?

            Przecież zamierzasz wychodzić do sklepu z powodu jedzenia, bo bez precli się nie obejdziesz. To Twój genialny pomysł. Na pewno po odstawieniu takiej szopki atmosfera będzie cudowna, miła i sielska.

            Zakładam, że nie przyjezdzalam tam z głównie z powodu jedzenią, tylko z
            > powodu chęci spędzenia wspólnie czasu.

            A z powodu jedzenia chcesz robić taki cyrk. O ile czterolatkowi można pewne rzeczy wybaczyć, wytłumaczyć , tak dorosła baba odstawiająca taki cyrk od razu kwalifikowana jest jako wariatka.


            > Jeśli uważasz, że wspólne jedzenie przez wszystkich tego samego jedzenia to po
            > dstawa spotkania, to mamy inne wyobrażenia.
            Nie uważam, że jedzenie TEGO SAMEGO jedzenia to jakakolwiek podstawa spotkania, ale wpierdzielanie precli spod stołu, na którym stoi sporo zdatnego jedzenia to nowa kategoria chamstwa.


            > To co proponujesz?

            Tobie? Może jakieś leki uspokajające .
            A na przyjęciu proponuje poczęstować się tym, co nie było dotykane przez dziecko, a nie odstawiać jakiś cyrk pod płaszczykiem troski o "miło spędzony czas, gdzie jedzenie nie jest najważniejsze".
            • smillla Re: taka sytuacja 28.07.20, 19:44
              Napisałam gdzie indziej, że jak jest na stole coś nietykanego, to w pierwszej kolejności to jem i koniec sprawy. A jak wszystko było obsliniane, to wdrazam to, co opisałam. Daj mi rozwiązania na sytuację, gdy wszystko było.obslinione. To mnie interesuje.
              • nota_bena Re: taka sytuacja 28.07.20, 21:08
                smillla napisała:

                > Napisałam gdzie indziej, że jak jest na stole coś nietykanego, to w pierwszej k
                > olejności to jem i koniec sprawy.

                Ale ja odpisałam na konkretny Twój post, a nie to, co napisałaś gdzie tam. W starterze jest mowa o obślinionym kawałku ciasta ( jednym) , o sosie i o lemoniadzie. Ty swój popis chamstwa podpięłaś pod post startowy, więc do tego się odnoszę.

                Daj mi rozwiązania na sytuację, gdy wszystko było.obslinione. To
                > mnie interesuje.
                Ale dlaczego mam Ci dawać rozwiązanie, które nie ma nic wspólnego z sytuacją opisana w wątku ? Nie o takiej sytuacji mowa w strarterze. Lubisz przesadę, wyolbrzymianie i histeryczne tony?

                Ciężko mi to sobie wyobrazić, że czterolatek zdążyłby zepsuć wszystko, co jest na stole, ale niech tam....
                Hipotetyczną sytuację, gdzie wszystko jest obślinione załatwiam w ten sposób, że się powstrzymuję od jedzenia. Po prostu. Stawiam na miłą rozmowę i atmosferę, wychodząc z zalozenia, że żarcie nie jest najważniejsze. Na pewno nie robię cyrków z demonstracyjnym wychodzeniem do spożywczaka i GŁOŚNYM pytaniem o dodatkowe potrawy. Nie umrę z głodu przez te kilka godzin. Ty najwyraźniej nie potrafisz wysiedzieć bez precla i musisz zrobić trzodę po prostu, więc biorę pod uwagę, że się nie zrozumiemy.
                • smillla Re: taka sytuacja 28.07.20, 21:40
                  Możesz mnie chamem zwać, możesz mnie w mordę dać, a ja ani nie zjem zaplutego, ani nie będę siedzieć głodna w sytuacji, gdy wcale nie muszę. Zrobię co sobie wymyśliłam i basta.
                  • nota_bena Re: taka sytuacja 29.07.20, 04:51
                    smillla napisała:

                    >
                    możesz mnie w mordę dać,

                    Wiesz co? To zdanie wiele mówi o Tobie i Twoim sposobie załatwienia sytuacji konfliktowych. Widocznie tak masz. Każdą sytuację wprowadzasz do absurdu i reagujesz nieadekwatnie do sytuacji.

                    "W mordę dać?" To jest Twój sposób komunikacji z otoczeniem, w którym coś idzie nie po twojej myśli?

                • 3-mamuska Re: taka sytuacja 28.07.20, 23:29
                  Hipotetyczną sytuację, gdzie wszystko jest obślinione załatwiam w ten sposób, że się powstrzymuję od jedzenia. Po prostu. Stawiam na miłą rozmowę i atmosferę, wychodząc z zalozenia, że żarcie nie jest najważniejsze.

                  I co i ona i jej dzieci maja siedzieć o suchym pysku?
                  Bo stawiają na rozmowę w godzinie posiłku?
                  Serio?
                  Ja to bym albo wzięła coś z kuchni kupiła lub wyszła.
                  • nota_bena Re: taka sytuacja 29.07.20, 04:40
                    3-mamuska napisała:


                    > I co i ona i jej dzieci maja siedzieć o suchym pysku?
                    > Bo stawiają na rozmowę w godzinie posiłku?
                    > Serio?
                    > Ja to bym albo wzięła coś z kuchni kupiła lub wyszła.
                    >
                    Nie. Napisałam, co JA BYM ZROBIŁA, bo tak brzmiało pytanie.
                • kocynder Re: taka sytuacja 29.07.20, 21:19
                  Jedna uwaga: w poście startowym jest mowa o obślamaniu przez dzieciaka CAŁEGO ciasta podanego na stół. Które to ciasto smarkacz obskubuje (zgaduję że z lukru lub kruszonki) i oblizuje. Nie JEDEN odkrojony kawałek, a całe ciasto. Mnie by to też obrzydziło i bym nue ruszyła. Demonstracyjnie.
                  Ba, w takiej sytuacji (piszę teoretycznie, bo u mnie w rodzinie dzieci się wychowuje a nie tylko na) kusiłoby mnie, żeby gdy bratowa już sobie nałoży porcję ziemniaków, mięska i sosiku i sięgnie po sztućce - napluć jej do talerza!
                  • nota_bena Re: taka sytuacja 30.07.20, 08:55
                    kocynder napisała:

                    > Jedna uwaga: w poście startowym jest mowa o obślamaniu przez dzieciaka CAŁEGO c
                    > iasta podanego na stół. Które to ciasto smarkacz obskubuje (zgaduję że z lukru
                    > lub kruszonki) i oblizuje. Nie JEDEN odkrojony kawałek, a całe ciasto. Mnie by
                    > to też obrzydziło i bym nue ruszyła. Demonstracyjnie.
                    > Ba, w takiej sytuacji (piszę teoretycznie, bo u mnie w rodzinie dzieci się wych
                    > owuje a nie tylko na) kusiłoby mnie, żeby gdy bratowa już sobie nałoży porcję z
                    > iemniaków, mięska i sosiku i sięgnie po sztućce - napluć jej do talerza!
                    >
                    Następna nawiedzona. No to nie jedz tego ciasta, wielkie mi halo. Ale nie, to nie wystarczy. Ty będziesz "nie jadła demonstracyjne" , ewentualnie pluła do talerza. Obie jetseście gorsze sto razy gorsze niż ten czterolatek.
        • 3-mamuska Re: taka sytuacja 28.07.20, 23:23
          Czterolatkowi, którego proces socjalizacji jescze trwa, można jakoś tam wybaczyć pewne uchybienia w etykiecie.

          Tam raczej procesu nie było żadnego, wyglada na to ze rodzice mu tak pozwalają .A w gościach udając ze coś robią a tak naprawdę to dla nich słodziak . Dopóki ktoś ostro nie zareaguje.

          U mnie dzieci zawsze jadły ze swojego oddzielnego talerza. U bratowej każda z sióstr jadła z dzieckiem z jednego talerza czy dziecko coś wypluło na talerz zjadały. A potem pretensje, ze nie mogą zjeść w spokoju ze dziecko jej w talerzu gmera. Itp. Ze je chlapie rozwala jedzenie.
          Wiec to kwestia podejścia.
          • nota_bena Re: taka sytuacja 29.07.20, 04:46
            3-mamuska napisała:

            > Tam raczej procesu nie było żadnego, wyglada na to ze rodzice mu tak pozwalają
            > .A w gościach udając ze coś robią a tak naprawdę to dla nich słodziak . Dopóki
            > ktoś ostro nie zareaguje.

            Proces socjalizacji to między innymi też takie spotkania jak opisane w wątku, kiedy dziecko może się dowiedzieć , nie tylko od rodziców, że czegoś NIE WOLNO.

            > U mnie dzieci zawsze jadły ze swojego oddzielnego talerza. U bratowej każda z
            > sióstr jadła z dzieckiem z jednego talerza czy dziecko coś wypluło na talerz
            > zjadały.

            Och i ach medal cudowną jetseś matką z cudownym podejściem.
            Zdradzę Ci sekret. Świat powinien być idealny i powinien się składać tylko z takich cudownych matek jak Ty i cudownych dzieci . Niestety tak nie jest, ale nie upoważnia to innych do chamskiego zachowania.
            • 3-mamuska Re: taka sytuacja 29.07.20, 21:47
              nota_bena napisała:

              > 3-mamuska napisała:
              >
              > > Tam raczej procesu nie było żadnego, wyglada na to ze rodzice mu tak pozw
              > alają
              > > .A w gościach udając ze coś robią a tak naprawdę to dla nich słodziak .
              > Dopóki
              > > ktoś ostro nie zareaguje.
              >
              > Proces socjalizacji to między innymi też takie spotkania jak opisane w wątku,
              > kiedy dziecko może się dowiedzieć , nie tylko od rodziców, że czegoś NIE WOLNO.

              Tu raczej nie było żadnego procesu bo rodzice reagowali bardzo opieszałe.
              Najwidoczniej skoro zjedli to w rodzice to norma.

              >
              >
              > > U mnie dzieci zawsze jadły ze swojego oddzielnego talerza. U bratowej ka
              > żda z
              > > sióstr jadła z dzieckiem z jednego talerza czy dziecko coś wypluło na t
              > alerz
              > > zjadały.
              >
              > Och i ach medal cudowną jetseś matką z cudownym podejściem.
              > Zdradzę Ci sekret. Świat powinien być idealny i powinien się składać tylko z ta
              > kich cudownych matek jak Ty i cudownych dzieci . Niestety tak nie jest, ale nie
              > upoważnia to innych do chamskiego zachowania.


              Oj oj co akcie tak ubodło ? Czyżby twoje dzieci zachowywały tak samo się ? Czy tez lubisz obślinione?
              Bo wyglda na to ze bardzo personalnie do tego podchodzisz.
              Bratowa i jej siostry tez tak reagowały.
              😛
              • nota_bena Re: taka sytuacja 30.07.20, 09:00
                3-mamuska napisała:
                > Oj oj co akcie tak ubodło ? Czyżby twoje dzieci zachowywały tak samo się ? Czy
                > tez lubisz obślinione?
                > Bo wyglda na to ze bardzo personalnie do tego podchodzisz.

                >
                Nie. Już na początku tej dyskusji,zastrzegłam , że moje dziecko nie prezentuje takich zachowań, właśnie dla takich Szerloków jak ty. To, że wytykam chamskie zachowanie dorosłej baby nie oznacza, że bronię czterolatka, czy jego rodziców. I nic mnie nie ubodło. Po prostu rozpływam się w zachwycie nad takimi chodzącymi ideałami. 😀 I to,że biorę udział w jakiejś dyskusji, nie oznacza,że personalnie mnie problem dotyka. Słaby argumenty, kiedy nie ma już innych.
                • smillla Re: taka sytuacja 30.07.20, 11:40
                  Dotyka Cię personalnie problem wytresowania do zaciskania zębów i znoszenia w pokorze własnych dyskomfortow , bo Ci powiedziano, że tak bedzie grzecznie i wszyscy Cię będą lubić. A to tak nie działa, medalu z kartofla brak.
                  • nota_bena Re: taka sytuacja 02.08.20, 14:02
                    A tobie medal z kartofla za ten fascynujący popis, który najwyraźniej roisz tylko w swojej głowie, bo wiadomo, jak to jest z tym i krowami, co dużo ryczą.

                    Mi wystarczy, że ja lubię siebie. Wszyscy mnie lubić nie muszą. Ale fakt, że wolę życzliwą atmosferę niż kwasy i ostentacyjne buractwo podczas imprez rodzinnych. Tu mnie masz.
                    • 3-mamuska Re: taka sytuacja 02.08.20, 14:24
                      Mi wystarczy, że ja lubię siebie. Wszyscy mnie lubić nie muszą. Ale fakt, że wolę życzliwą atmosferę niż kwasy i ostentacyjne buractwo podczas imprez rodzinnych. Tu mnie masz.

                      Serio z powodu nie psucia atmosfery zjadłabym coś co przyprawia o mdłości?
                      Tylko żeby było miło ?
                      Szok.
      • nota_bena Re: taka sytuacja 28.07.20, 09:17
        smillla napisała:

        > Jeś
        > li organizator niczego więcej nie przewiduje, poprosilabym o adres najbliższego
        > sklepu spożywczego

        😂😂
        Jesteś na przyjęciu w domu rodzinnym i pytasz własną matkę o adres najbliższego sklepu spożywczego...
        Skąd się takie cudaki biorą? 😀

    • berdebul Re: taka sytuacja 27.07.20, 13:19
      Proszę o nałożenie sosu z garnka/kawałka ciasta którego nie ruszał.
      Zwracam uwagę dziecku. To rodzina, wiec nie powinno być focha.
      Proszę rodziców dziecka, żeby uważali bo nie każdy lubi się wymieniać bakteriami.
      • ewolajda88 Re: taka sytuacja 27.07.20, 13:34
        Zwracam uwagę dziecku i rodzicom. Pilnuję tego by nie jeść z ofaflunionej strony, lemoniadę sobie daruję. Przy najbliższej okazji przypominam rodzicom, aby pilnowali dziecka.
    • kanna Re: taka sytuacja 27.07.20, 13:46
      Skoro to znajomuy dziec - odstawiam go od stołu Fizycznie, podnoszę go i odkładam obok.
      "Wolno dotykać tylko tego, co jest na Twoim talerzyku. Taka zasada" - mówię. "jak jest zasada odnośnie jedzenia u babci?" - pytam.
      Jak powtórzy, jest szansa, że zapamięta. Potem oczywiście sprawdzi - czyli sięgnie łapą do półmiska.
      Łapię ta rączkę i pytam "Jaka zasada?"

      Jak znów sięga - znów odstawiam od stołu.

      działa, zapewniam.

      Małe dzieci reagują na fizyczność. nawet moja córka to wie. Nauczyła trzylatka, ze nie wolno dotykając psa - jak leciał z łapami, to go wystawiała z pokoju i nie pozwalała wejść. Dzieciakowi zależało, żeby być w pokoju, więc przestał.

      Sprawdzone.
    • yuka12 Re: taka sytuacja 27.07.20, 14:07
      D. Zwracam uwagę rodzicom i odstawiam dziecko od stołu. Nie jestem brzydliwa, mogę jeść obślinione i pić ze wspólnej butelki ale z domownikami, a nie dziećmi czy dorosłymi, o krórych mało wiem. Np. czy nie przenoszą owsików i regularnie myją ręce.