Witam mamy!
Chce się z wami podzielić pewną historią sprzed tygodnia, jaka rozegrała się
w naszej sypialni.
Od tygodnia mamy kota (zwierzę półroczne, więc nie takie małe).
Drugiej nocy jego pobytu u nas obudziłam się, bo coś po mnie łaziło. Nie
chcę, żeby zwierzak nas budził, miał zakaz wstępu do spialni!
Zrzuciłam więc toto, a on dalej się gramoli, bezczelny. No to ja go znowu
spycham, a ten uparciuch znowu na mnie włazi. Wkurzyłam sie porządnie, biorę
zwierzaka na ręce i niosę do drugiego pokoju. Zamknę go tam i będzie spokój!
Idę wściekła i nagle, w połowie przedpokoju orientuję się, że wynoszę z
łóżka... Własnego syna.
Ja wiem, że to brzmi dość nieprawdopodobnie, ale jak się mnie budzi, to
jestem nieprzytomna. Efekt - nawet dziecka nie poznaję

))Z każdym razem,
jak sobie to przypomnę, to ryczę ze śmiechu!
Ktoś mnie przebije?