nieszkodliwe i te bardziej...
Na kanwie wątków o pięknych matkach zatroskanych o swoje brzydkie kaczątka i brzydszych sióstr
Moja mama od zawsze ma hopla na punkcie wagi. Kiedyś w młodości była okrąglejsza, w dorosłym życiu zawsze 36/38. Ja zwykle o 1-2 wyżej.
Było to dość dolegliwe w czasach dojrzewania, jak słyszałam:" widziałam Twoją koleżankę, dużo grubsza od Ciebie

Albo zobacz jaka ta gruba, a nosi krótkie spodenki, a Ty się wstydzisz..."
Teraz mnie to śmieszy. Jak mi czasem opowiada, że spotkała jakąś moją koleżankę z podstawówki (ja wyjechałam z rodzinnego miasta) to zwykle zaczyna: widziałam X, ale przytyła... Albo szła Y z mężem, super wyglądali, oboje tacy szczuplutcy


Po jej zjeździe klasowym usłyszałam, która chuda a która zapuszczona.
Jak schudnę do jej wymiarów, to zatroskana o moje zdrowie
Innych rzeczy nie komentuje - włosy, ubiór, zachowanie. Tylko waga