Dodaj do ulubionych

POLONIA Z NOWEJ ZELANDII

IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 20.02.04, 20:48
Rozpoczęłam wątek o Nowej Zelandii (planuję wyjazd tam wraz z mężem za 2
lata), ale spotkałam sie z wieloma niemiłymi uwagami na temat tego kraju, jak
na ironię od osób, które tam nie były (albo były przejazdem).
Interesują mnie uwagi osób, które mieszkają w NZ jakiś czas, chciałabym
nawiązać kontakt z Wami. Odezwijcie się. Jak Wam sie mieszka? Jak żyje? Co
porabiacie? Piszcie, bardzo chętnie z Wami porozmawiam, a myślę, że wiele
osób skorzysta z Waszych wypowiedzi.
Pozdrawiam smile
Obserwuj wątek
          • america Mieszkalem i w NZ i w Australii 20.02.04, 22:38
            Polowa Polakow opuscila NZ do Australii. Z Australii rowniez polowa wyjechala.
            Nie ma raju na ziemi, ale da sie tam zyc.
            W NZ zarobki 20% mniejsze niz w Australii dla robotnikow.
            Wyksztalceni zarabiaja wiecej w NZ. Wiekszosc ludzi pracuje za 20-25k w obu
            krajach (minus podatek).
            Jesli masz Phd w NZ zarobisz 100k a w Australii 30-50k.
            Ale pracy jak na lekarstwo. Masa Polakow zyje na zasilkach w obydwu krajach.

            Obydwa kraje nie sa tak uprzemyslowione jak USA czy Niemcy.
            Wyjechalem bo dobra prace znalazlem w USA.
                • Gość: CGN Re: Mieszkalem i w NZ i w Australii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.04, 18:55
                  Znow mi zazdroscisz? No coz, ja jestem byla polonia z NZ, a wyjechalem z NZ, bo
                  tam sie nie dalo wyzyc nawet pracujac w duzej firmie jako systems analyst... sad
                  A mam zreszta tam (tj do NZ) zawsze wstep wolny, jako obywatel australijski...
                  I ostrzegam ciebie przed takimi polonusami jak rzekomy pawel z melbourne:
                  Jeszcze raz: "Pawel z Melbourne" napisal: pozdrowienia z Melbourne
                  Pawel - 'swiat jaki jest - tworzymy wookol siebie sami...'
                  C: Pawel! Znow klamiesz!
                  1) Nie mieszkasz w Melbourne, a w St. Albans, blisko Sunshine, czyli slumsow
                  znanych z filmu ROMPER STOMPER.
                  2) Swiat jaki jest wokol nas jest ksztaltowany przez sily, na ktore nie mamy
                  najmniejszego wplywu, np. stopy procentowe ustalane przez anonimowych "gnomow"
                  z banku centralnego (RBA), podatki ustalane przez parlament, zdominowany przez
                  anglosaska elite i egzekwowane bez litosci przez urzad podatkowy (ATO), czy tez
                  rynek pracy, na ktorym o jedno realne miejsce pracy konkuruje kilkudziesieciu
                  bezrobotnych... sad
                  I jak tu nie popasc w depresje! sad
                    • Gość: CGN Re: Mieszkalem i w NZ i w Australii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.04, 19:17
                      Bylem w NZ pare lat temu w Dunedin, na interview do tamtejszego uniwerku.
                      Oczywiscie, okaazlo sie, ze jako wog nie mialem szans, ale niemniej zaplacili
                      mi za bilet i hotel, a przy okazji zwiedzilem znow Auckland, gdzie mieszkalem w
                      latach 1980tych, i po raz pierwszy Christchurch. W Auckland teraz jest niemal
                      jak w Nowym Jorku, jesli chodzi o przestepczosc - epidemia kradziezy, wlaman i
                      napadow, z powodu wysokiego bezrobocia wsrod Maorysow. Wyspa pld. jest cudna,
                      ale pracy tam nie ma. Juz ci pisalem, ze boy friend mej corki to wlasnie Kiwi,
                      co musial za praca wyjechac do Australii. Reformy prorynkowe zaczete pod koniec
                      lat 1980tych przyniosly olbrzymi wzrost bezrobocia w NZ i wzrost przestepczosci
                      oraz spadek stopy zyciowej. NZ sie nigdy zreszta nie podniosla po tym, jak
                      stracila rynek brytyjski po wejsciu GB do EWG (UE).
                      Ja zas w depresje nie wpadlem, cytowalem tylko osobe z Oz, ktora tam wpadla w
                      depresje... sad ja tylko ostrzegam, ze NZ to raj dla milionerow, nie dla
                      biedakow z PL, ktorzy by chcieli tam sie dorobic domku z ogrodkiem. na taki
                      domek nie stac juz mlodych w OZ, co wiec mowic o znacznie biedniejszej NZ...
            • greyberry Re: Do Greyberry 23.02.04, 06:06
              > Odpisalas mi na maila?
              Nie, bo nie czuje juz takiej potrzeby wewnetrznej.
              Ale mam dzisiaj niezly dzien (kupilam sobie rewelacyjne spodnie) to padaje Ci
              jeszcze jednego linka do kolekcji:
              www.ktogdzie.com/cgi-bin/ktodb.cgi?imie_nazw=&miejscowosc=auckland&kraj=New+Zealand&zainteres=&pozycja=0
              Pozdrawiam ser-de-cznie,
              greyberry
    • soup_nazi Forum Praca 20.02.04, 22:45
      Na forum Praca jest watek "Tak daleko stad, tak blisko". Wlascicielka jest
      Asia. Dowiesz sie tam bardzo duzo o NZ i w mily sposob.

      Pozdrawiam "cieplutko", hehehe
    • Gość: CGN Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 16:59
      Juz ci pisalem! Mieszkalem rok w NZ (wczesne lata 1980te). Kraj piekny, ale zyc
      sie nie dalo nawet z niezlej pensji, wiec pojechalem na 2 letni kontrakt do RPA
      (pracowalem w firmie Anglo American, czyli administracja kopalniami zlota i
      dyjamentow), po czem wyemigrowalem, za wlasne "dulary" do Australii, gdzie
      wtedy dalo sie jeszcze zyc. Dzis NZ to kraj dla bogatych emerytow z Europy
      Zach., a Australia jest atrakcyjna glownie dla bieakow z III swiata, bo placi
      nienajgorsze, jak na XXI wiek i "minimal state", zasilki...
      Jak jestes bogata, to zaryzykuj, ale jesli nie, to najpewniej wszystko
      stracisz, i jak Pawel nie bedziesz mogla opuscis swego St. Albans czy innego
      Sunshine... sad
      Pozdr.
      Poddany JKM Elzbiety II
        • Gość: CGN Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.04, 19:10
          Ile razy mam ci tlumaczyc, ze aby byc szczesliwa w NZ potrzebujesz na poczatek
          conajmniej miliona PLN (ok. 300 tys. AUD). To jest absolutne minimum aby sobie
          kupic jakies male mieszkanko i jezdzacy samochod (w NZ bez samochodu jak bez
          nogi: poza Wellington nie ma tam praktycznie tzw. public transport). Chyba, ze
          zadowolisz sie kwatera w hostelu Armii Zbawienia i zupka z kotla dla
          bezrobotnych Maorysow... sad Pamietaj: boy friend mej corki to Nowozelanczyk po
          studiach (inz. chemik - BSc z NZ i MSc z Oz). Siedzi w Victorii bo na swej
          pieknej NZ on, Kiwi z dziada-pradziada nie mogl znalezc pracy, mimo iz inzynier
          i tubylec, pochodzenia najlepszego bo angielskiego (dziadek jego wyemigrowal z
          UK do NZ)...
          Trafi to do ciebie wreszcie? Przeciez gdybym ci zle zyczyl, to bym zachwalal NZ
          i sie cieszyl, jak tamtejsza polonia, ze doznasz szoku po przylocie... sad
          CGN
          • Gość: Piotr Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: 210.48.117.* 22.02.04, 23:16
            Oj jak ja lubię takie kategoryczne stwierdzenia
            - Aby być szczęśliwa potrzebujesz conajmniej tyle a tyle $$$
            Fajnie. Owszem, forsa się przydaje, ale szczęścia nie daje.
            W NZ da się żyć. Dość skromnie, kto chce robić kasę i wracać
            do Polski niech tu nie zagląda (won do Niemiec i Stanów dusigrosze!!!).
            Komu te $$$ tylko w głowie też niech nie przyjeżdża. Kto liczy
            na naciąganie opieki społecznej też niech trzyma się z daleka.

            Przyjeżdżając tutaj (całkiem niedawno) funduszy miałem "na styk".
            Żadnych oszczędności. Miałem za to dość pewną ofertę pracy.
            Teraz, z przyzwoitej, ale wcale nie rewelacyjnej inżynierskiej
            pensji wynajmuję domek i utrzymuję żonę i córkę. Na biedę nie
            narzekam, dziękuję. Owszem, odłożyć wiele się nie da. Kupno domu
            też odkładamy na czas kiedy obydwoje będziemy pracować (to że
            żona nie pracuje to raczej kwestia wyboru zostania z dzieckiem).
            Gdy jednak próbuje wyobrazić sobie jaka byłaby nasza sytuacja
            gdybyśmy zostali w Polsce wcale nie wychodzi że byłoby nam lepiej.

            To że jeżdżę 11-letnią Corollą też nie ma nic do mojego szczęścia.
            I gówno mnie obchodzi co sobie o mnie myślicie szpanerzy tylko
            na podstawie tego czym jeżdżę. Tanie było, rusza się, nie rozlatuje
            się i od 3 lat nie było żadnych problemów. Swoją funkcję spełnia
            a reszta to wyrzucanie pieniędzy.

            "Bez samochodu jak bez nogi." Owszem, coś w tym jest jak chcę
            się mieć większy wybór miejsca zamieszkania. Może jestem jakimś
            wyjątkiem potwierdzającym regułę, ale przyjeżdżając do NZ nie
            miałem prawa jazdy. Wystarczyło wynająć coś niedaleko od centrum.
            W promieniu jakichś 5km od centrum Auckland komunikacja miejska
            jest znośna, problemy zaczynają się na peryferiach. Zresztą,
            nawet teraz mieszkając około 20km od centrum od czasu do czasu
            wybieram się do pracy autobusem i jakoś mie mam problemów z
            dojazdem (przynajmniej można sobie w drodze poczytać).
            A prawko wyrobiłem sobie tutaj. Bez stresów, bez problemów,
            bez zastanawiania się czy, komu, kiedy i dlaczego dać w łapę.

            I tu dochodzimy do sedna. Wyjechałem bo czułem się nieprzystosowany
            do życia w Polsce. Nie umiem dawać w łapę.

            A to czy czuję się szczęśliwy zależy tylko częściowo
            od kraju w którym mieszkam i ile zarabiam. Miejsce zamieszkania jest tylko
            jednym z czynników i w tym względzie jak na razie (4 lata) nie mam
            powodów do narzekania.
            Każde miejsce ma swoje plusy i minusy, owszem są rzeczy, które
            w NZ zaskakują negatywnie, z drugiej strony jest wiele wrażeń
            pozytywnych. Dużo zależy od indywidualnego nastawienia.

            Zaraz pewnie ktoś zacznie rzucać statystykami. Niczym nie da się
            tak pięknie manipulować. To że 10% Nowozelandczyków mieszka
            w Australii nie znaczy od razu że wszyscy siedzą na zasiłku.
            Te 2% stałych mieszkańców NZ pochodzących z OZ pewnie też nie.
            Owszem oficjalne statystyki na temat bezrobocia nie oddają
            prawdy. Gdy policzy się "osoby aktywnie szukające pracy" wyjdzie
            ponieżej 6%. Gdy doda się samotne matki na DPB i innych będzie
            chyba koło 15%.
            Zastanawia mnie tylko jedno. Skoro według niektórych osób
            takie tłumy siedzą w NZ na garnuszku państwa a bezrobotnych
            trzeba "eksportować" do Australii, to jakim cudem budżet państwa
            w NZ od paru lat jest na sporym plusie. Żadnych dziur budżetowych
            itp. wszystko to przy:

            - Skali podatkowej podobnej jak w Polsce
            - 12.5% GST (czyli VAT)
            - braku ukrytych podatków w stylu ZUS-u i Kas chorych
            emerytury i publiczna opieka zdrowotna idą z głównego
            budżetu państwa.


            A zresztą - po co ja się tu wogóle wypowiadam.
            Obiecałem sobie kiedyś że przestanę...

            Piotr
            • lulu13 Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII 22.02.04, 23:23
              zapomniales napisac ze przy tak "srednich" zarobkach w NZ , do Polski na
              odwiedziny zawitasz nie predzej jak w 2056 roku i to jeszcze mocno sie
              bedziesz skrobac w lepetyne jesli zechcesz pojechac z cala rodzina razem.
              • Gość: Piotr Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: 210.48.117.* 23.02.04, 02:53
                Bilet powrotny Auckland-Frankfurt to okolice miesięcznych zarobków
                (tych niższych) lub około ich połowy (tych przyzwoitszych).
                Tyle to da się odłożyć. Trzy bilety zmieszczą się na jednej karcie
                kredytowej jakby kogoś przycisnęło.
                Chyba dość dawno ostatnio sprawdzałeś ceny.

                Powody niewebierania się do Polski mogą być ciut inne:

                - Najpierw trzeba by trochę pozwiedzać NZ
                - Potem do odwiedzenia są Fidżi, Samoa, Tonga, Wyspy Cooka itp.
                - Przydałoby się trochę poczekać aż całkiem zniesiona zostanie
                kontrola graniczna na polskich granicach unijnych. Nie chcę aby
                jakiś palant na granicy żądał od mojej córki polskiego paszportu,
                numeru PESEL, NIP, zameldowania i potwierdzenia z siedmioma
                pieczątkami że wogóle istnieje.

                Piotr
                • jot-23 Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII 23.02.04, 03:05
                  Gość portalu: Piotr napisał(a):

                  > Bilet powrotny Auckland-Frankfurt to okolice miesięcznych zarobków
                  > (tych niższych) lub około ich połowy (tych przyzwoitszych).
                  > Tyle to da się odłożyć. Trzy bilety zmieszczą się na jednej karcie
                  > kredytowej jakby kogoś przycisnęło.
                  > Chyba dość dawno ostatnio sprawdzałeś ceny.
                  >

                  czyli, mowisz ze w sytuacji gdy jedna osoba utrzymuje 3-osobowa rodzine,
                  tygodniowy wyjazd do Polski to mniej wiecej jej polroczne zarobki netto?

                  wow!
                • Gość: CGN Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 24.02.04, 17:04
                  Nie kazdemu Polakowi dadza w NZ zy OZ karte kredytowa, bo do tego trzeba miec
                  stala prace i zarabiac wiecej niz zasilek...
                  I skad ta agresja przeciwko Polsce? Kazdy kraj wymaga, aby jego obywatele
                  wjezdzali na paszport kraju, ktorego sa obywatelami! Australia wpuszcza na
                  podstawie polskiego paszporytu z tzw. Declaratory Visa, ale malo kogo z polonii
                  stac na te wize (prawie 100 dolcow od lebka)... sad
            • Gość: kamila Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 23.02.04, 21:20
              Drogi Piotrze! To chyba najlepsza wypowiedz, jaka uzyskalam do tej pory z kilku
              watkow i listow prywatnych, chcialam wlasnie uslyszec jedna historie
              pojedynczej osoby, a nie dane, statystyki, itp.
              dziekuje za wyczerpujace odpowiedz.
              Piotrze czy orientujesz sie, ile kosztują domki w Aukland? Taki raczej
              wyremontowny domek do mieszkania, dla rodzinki 4-osobowej, z ogrodkiem. Czy
              moglbys podac orientacyjne ceny? Bardzo bym o to prosila.
              Mam jeszcze pytanie dotyczace trzęsień ziemi, huraganów i innych
              niebezpieczenstw klimatycznych. Nigdy sie nie interesowalam tymi sprawami, a
              jest to dosyc istotne.
              Nie wiedzialam jak wyglada sprawa opieki zdrowotnej, myslalam, ze trzeba miec
              prace na caly etat, zeby moc korzystac z opieki, a tu taka niespodzianka!
              Myslalam,ze bede musiala sama sie ubezpieczac, jak nie dostane legalnej pracy
              czy pracy na pelen etat.
              Odpisz prosze o tych niebezpieczenstwach...
                • jot-23 Re: genialne! 23.02.04, 21:41


                  "chcialam wlasnie uslyszec jedna historie
                  pojedynczej osoby, a nie dane, statystyki"

                  i w sekunde potem prosisz o statystyczne dane cen domow.
                  way to go!
                  • teleforo Re: genialne! 23.02.04, 22:06
                    jot-23 napisał:

                    >
                    >
                    > "chcialam wlasnie uslyszec jedna historie
                    > pojedynczej osoby, a nie dane, statystyki"
                    >
                    > i w sekunde potem prosisz o statystyczne dane cen domow.
                    > way to go!

                    jot, jak z toba wytrzymuje zona???
                    • Gość: Asia Re: genialne! IP: *.adsl.xtra.co.nz 24.02.04, 02:09
                      zadko tu zagladam, kilka razy poczytalam ale wyglada na to ze 99%osob ktore tu
                      odpisuja to jacys sfrustrowani emigranci, czasem az przykro czytac

                      moja histrorie czesciowo juz znasz ale postaram sie odpowiedziec na kilka
                      Twoich pytan, jezeli chodzi o Auckland to Piotr podal ci sporo informacji, ja
                      jak wiesz mieszkam w Chrischurch od lipca ubieglego roku.

                      Jezeli chodzi o ceny domow w Christchurch to ksztaltuja sie od 150 tys NZD w
                      gore, sa oczywiscie i po 500 tys NZD ale to sa juz olbrzymie wille faktycznie
                      dla bogatych ludzi. Zarobki w NZ najnizsza stawka godzinowa 9 NZD, jak wiesz
                      nasza rodzina sklada sie z 3 osob, w ciagu dwoch miesiecy wszyscy znalezlismy
                      prace nasze zarobki to 26tys, 30tys, 35tys, (rocznie oczywiscie) maz ma 12,5
                      NZD na godzine ale jak chce to moze dorobic nadgodzinami, za nadgodziny placa
                      x1,5 plus dodatek na posilek.
                      Jezeli chodzi o komunikacje miejska w Chch jest swietna, wszedzie mozesz
                      dojechac autobusem i dziennie nie kosztuje wiecej niz 3NZD, mozesz jezdzic caly
                      dzien i kazdym autobusem, do tego sa darmowe autobusy ktore jezdza po centrum.
                      Jezeli jezdzisz 5 dni w tygodniu np do pracy i z powrotem, to w weekendy
                      jezdzisz autobusami za darmo.
                      Lunch kosztuje cie od 4-15USD, za 15 zjesz np w japonskiej restauracji
                      fantastyczny lunch skladajacy sie z kilku roznych potraw, drogie sa papierosy
                      bo paczka 25 sztuk kosztuje 11,70, jedzenie jest tanie, w porownaniu do
                      zarobkow w Polse, duzo tansze niz w Polsce, do tego tutaj w Chch sa duze
                      przeceny miesa np, czego ponoc nie ma w Auckland, warzywa w porownaniu do miesa
                      sa stosunkowo drogie, ale jezeli kupujesz wieksze ilosci wychodzi duzo taniej.
                      Ryby sa drogie, wiec jak ktos lubi lowic np to duzy plus.

                      Bilet do Polski to ok 2500 NZD - jezli ktos bardzo chce tam leciec to wczesniej
                      czy pozniej usklada taka sume, wyglada na to ze ci sfrustrowani maja chec latac
                      czesciej i pewnie dlatego tu im zle i tam im niedobrze. Ja osobiscie nie mam
                      takiej potrzeby i tak jak Piotr na urlop chetniej sie wybiore na Fiji np niz do
                      Polski. Ale gdyby ktores z czlonkow mojej rodziny bardzo chcialo czy musialo
                      leciec jutro czy za tydzien - to nie ma najmniejszego problemu gdyby nawet
                      trzeba bylo bilet kupic na karte kredytowa.

                      Napewno nie jest to kraj zeby sie dorabiac duzych pieniedzy, chociaz tu tez sa
                      ludzie ktorzy sie pieniedzy dorobili, wiec jezeli ktos ma pomysl na dobry
                      interes to czemu nie. Zdecydowanie jest to fantastyczny kraj zeby zyc sobie
                      spokojnie, zeby sie codziennie usmiechac i patrzec sie na usmiechniete twarze
                      na okolo ciebie. Fantastyczny kraj do wychowywania dzieci. Ludzie bardzo mili,
                      szanujacy sie nawzajem i bardzo zyczliwi.

                      Oczywiscie sa kiwisi ktorzy wyjezdzaja do Au np sa tez Australijczycy ktorzy tu
                      przyjechali, przyjezdza tu coraz wiecej amerykanow a gdyby mogli sie osiedlac
                      przyjechalo by jeszcze wiecej, niektorzy przyjezdzaja specjalnie po to zeby tu
                      urodzic dziecko (obowiazuje tu prawo ziemi)
                      Nie znam statystyk jezeli chodzi o niepracujacych, ale podejrzewam ze polowa z
                      nich i tak nie chce pracowac bo zasilek im wystarcza zeby zyc i piwa sie napic,
                      opieka socjalna jest tu rozbudowana i wiele osob to wykorzystuje bo tak im
                      pasuje.
                      Dla mnie to idealany kraj ale to oczywiscie zalezy od indywidualnego podejscia,
                      ludzie emigruja z Polski z roznych powodow i najbardziej sfrustrowani sa ci
                      ktorzy do Polski nie przyjezdzaja jako milionerzy na ktorych z zazdroscia
                      patrza wszyscy wokol. Jezeli ktos emigruje po to zeby moc sie pochwalic w
                      Polsce jak mu sie udalo to podejrzewam ze jego frustracja moze siegnac zenitu
                      niezaleznie od tego do jakiego kraju trafil.
                      To ze czyj tam boy friend jest Kiwi i nie mogl znalezc pracy nie jest wykladnia
                      niczego, bo przyjezdzaja inni ktorzy pomimo tego ze nie mowia zbyt dobrze po
                      angielsku np znajduja bardzo dobre prace.
                      Wiekszosc osob na zasilkach do rdzenni Kiwi - czy to swiadczy o tym ze nie moga
                      tu znalezc pracy? moim zdaniem nie, raczej o tym ze wiedza jak wykorzystac
                      system, sa tacy ktorzy od 3 pokolen zyja na zasilkach bo im tak dobrze.
                      Jezeli ktos mysli ze pochodzenie angielskie to najlepsze jakie moze byc - to
                      tez sie myli, tutaj ludzie nie przywiazuja takiej wagi do pochodzenia, ani mnie
                      ani mojej rodzinie nikt nie wymawia ze jestesmy polakami i immigrantow mozna
                      spotkac w kazdej pracy i na kazdym stanowisku.
                      Jest pelno osob z pochodzeniem brytyjskim ktorzy zyja biedniej niz polacy,
                      chinczycy, czy inni, samym pochodzeniem jeszcze nikt niczego nie zwojowal, nie
                      w obecnych czasach.

                      Jezeli masz jeszcze jakies pytania chetnie odpowiem, wez pod uwage ze to co
                      teraz pisze za dwa lata moze byc zupelnie nieaktualne smile

                      pozdrawiam cieplutko

                      Asia
                      • jot-23 Re: genialne! 24.02.04, 02:24
                        Gość portalu: Asia napisał(a):


                        ja pozdrawiam naprawde cieplutko,
                        Asiu, zbyt czesto uzywasz slowa "sfrustrowany", moze jestes sfrustrowana, ze sie
                        tak bardzo tymi domniemanymi frustratami przejmujesz, a moze tylko
                        przewrazliwiona jestes, bo ktos raczyl wspomniac, ze rodzinne , casualne,
                        odwiedziny w kraju (czy na ten przyklad, jakiegokolwiek miejsca na ziemi poza
                        antypodami), to rzecz poza zasiegiem przecietnego emigranta w NZ? no nic nie
                        wnikam! pisz czesciej!


                        > pozdrawiam cieplutko
                        >
                        > Asia
                      • Gość: kamila Do Asi IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 24.02.04, 13:06
                        Asiu, jestes kochaną istotką, co wszyscy w Twoich watkow juz wiedzą. Dziekuje
                        Ci za takie konkretne informacje, co do cen biletow autobusowych, zywnosci,
                        itp. Zaraz wysle Twoja wypowiedz mężowi na maila do pracy smile

                        Coraz mniej chce jechac do Auckland, widze, ze ceny domow sa tam wyzsze,
                        czytalam ze zycie szybciej sie toczy, ze na wyspie poludniowej jest spokojniej.
                        Martwi mnie tylko zimno, czytalam ze w nocy temp. moze spasc do -5, -8 st.C
                        Darek (moj maz) chcialby lowić ryby, bo to takie relaksujące- to bym miala z
                        niego pozytek wink on sie zrelaksuje, a ja ugotuję smile
                        Czy te domy za 150 tys. NZD w CHch wystarczaja dla 4-, 5-osobowej rodzinki,
                        chcemy miec 2 gora 3 dzieci. Ile pokoi jest w takim domu? Czy trzeba go jeszcze
                        remontowac? Na wiecej nie bedzie nas stac, bo jeszcze liczymy zeby starczylo
                        przez poł roku na zycie, gdyby nie bylo pracy, no i dojazd, przywiezienie
                        rzeczy z Polski. Mowilas ze korzystne sa tam kredyty? Nie lubie zadnych
                        pozyczek brac, ale jak bardziej sie to oplaca niz wynajmowac...
                        Asiu, znasz Christchurch. Czy moglabys oszacowac szanse na prace dla nas?
                        jestesmy bardzo prężni, jesli czegos chcemy, wiec bedzie to aktywne
                        poszukiwanie. Ja jako pedagog, nauczyciel, opiekunka do dzieci, w świetlicy, w
                        poradni... Darek chcialby jako informatyk, czyli tak jak teraz. Mowi,ze moglby
                        byc ogrodnikiem, bo uwielbia kwiaty, ale wiem ,ze bedzie zly na siebie, ze nie
                        wykorzystuje swoich zdolnosci informatycznych i interpersonalnych. Ogrodek
                        bedzie mial u siebie ! Darek z wyksztalceniem wyzszym (ale tylko inzynier), z
                        certyfikatami z Novela, jakis tam innych bzdur (czyli oprogramowania, baz
                        danych czy cos takiego), certyfikaty z Microsoftu, dyplom zdobycia ISO dla
                        firmy i kilka innych kursow. czy jest tam cos takiego? A moze programista? Tez
                        to lubi robic.
                        Darek ostatnio patrzyl, gdzie by mozna pojechac na wakacje w NZ, oprocz
                        zwiedzania calych wysp, myslal juz o Fidzi czy nawet Hawajach...Jak to pieknie
                        brzmi...
                        Tak, chcemy wychowac dzieci w NZ, w kraju ludzi zyczliwych, uczciwych i
                        uczynnych.
                        Asiu, jeszcze chcialam zapytac,czy to prawda,ze mozna wyjechac na pol roku z
                        pozwoleniem na prace, jesli brakuje punktow, a jak sie znajdzie prace to
                        dopisac te punkty? Gdzies na jakiejs stronie tak wyczytalam ale nie jestem
                        pewna czy dobrze zrozumialam. Czyli ze dają taką polroczna wize ze mozna
                        pracowac i potem starac sie na miejscu o normalna na pobyt staly. Jak to jest,
                        slyszalas o czyms takim?
                        Asieńko, z gory dziekuje Ci za odpowiedzi. Dziekuje rowniez za odpisanie na ten
                        wątek i za pomoc. Szkoda ze wszyscy tacy nie sa jak Ty, tylko narzekaja i
                        lamentuja.
                        Papa! Pozdrawiam Cie rowniez "cieplutko" w imieniu swoim i męża.
                        • Gość: CGN Re: Do Asi IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 24.02.04, 16:43
                          Gość portalu: kamila napisał(a): Asiu, jestes kochaną istotką, co wszyscy w
                          Twoich watkow juz wiedzą. Dziekuje Ci za takie konkretne informacje, co do cen
                          biletow autobusowych, zywnosci, itp. Zaraz wysle Twoja wypowiedz mężowi na
                          maila do pracy smile
                          C: Znow sie dalas naiwniaczko nabrac... sad

                          Coraz mniej chce jechac do Auckland, widze, ze ceny domow sa tam wyzsze,
                          czytalam ze zycie szybciej sie toczy, ze na wyspie poludniowej jest spokojniej.
                          C: Tak, bo tam mieszkaja glownie emeryci, bo tam pracy brak!

                          Martwi mnie tylko zimno, czytalam ze w nocy temp. moze spasc do -5, -8 st.C
                          Darek (moj maz) chcialby lowić ryby, bo to takie relaksujące- to bym miala z
                          niego pozytek wink on sie zrelaksuje, a ja ugotuję smile
                          C: Nie bedzie was stac nawet na licencje (karte wedkarska), a bez niej moga
                          lowic tylko Maori! I zamarzniecie na smierc, bo skad wezmieice na ogrzewanie?

                          Czy te domy za 150 tys. NZD w CHch wystarczaja dla 4-, 5-osobowej rodzinki,
                          chcemy miec 2 gora 3 dzieci. Ile pokoi jest w takim domu? Czy trzeba go jeszcze
                          remontowac? Na wiecej nie bedzie nas stac, bo jeszcze liczymy zeby starczylo
                          przez poł roku na zycie, gdyby nie bylo pracy, no i dojazd, przywiezienie
                          rzeczy z Polski.
                          C: za NZD 150 tys. To mozesz kupic rozlatujacy sie barak 100 km od miasta, w
                          okolicy gdzie nie ma szans na prace. Dom moze byc i spory, ale w marnym stanie,
                          podgnily, i ogrzewanie bedzie ci kosztowac mnajatek...

                          Mowilas ze korzystne sa tam kredyty? Nie lubie zadnych pozyczek brac, ale jak
                          bardziej sie to oplaca niz wynajmowac...
                          C: Nie dadza ci kredytu, chyba ze od firmy typu Pawla, od tzw. loan sharks... sad

                          Asiu, znasz Christchurch. Czy moglabys oszacowac szanse na prace dla nas?
                          C: ja ci od razu mowie, zerowe. jak boy friend mej corki, rodowity Kiwi z tych
                          okolic musial wyemigrowac do Oz za praca, mimo iz jest inz. chemikiem... sad

                          jestesmy bardzo prężni, jesli czegos chcemy, wiec bedzie to aktywne
                          poszukiwanie. Ja jako pedagog, nauczyciel, opiekunka do dzieci, w świetlicy, w
                          poradni... Darek chcialby jako informatyk, czyli tak jak teraz. Mowi,ze moglby
                          byc ogrodnikiem, bo uwielbia kwiaty, ale wiem ,ze bedzie zly na siebie, ze nie
                          wykorzystuje swoich zdolnosci informatycznych i interpersonalnych.
                          C: Pracy dla informatykow od dawna nie ma w NZ, jak i w OZ...sad

                          Ogrodek bedzie mial u siebie ! Darek z wyksztalceniem wyzszym (ale tylko
                          inzynier), z certyfikatami z Novela, jakis tam innych bzdur (czyli
                          oprogramowania, baz danych czy cos takiego), certyfikaty z Microsoftu, dyplom
                          zdobycia ISO dla firmy i kilka innych kursow. czy jest tam cos takiego? A moze
                          programista? Tez to lubi robic.
                          C: Programowanie odbywa sie teraz w Indiach. jak sie zgodzi an place Hindusa,
                          to moze znajdzie prace, ale to jest jak zasilek w PL... sad

                          Darek ostatnio patrzyl, gdzie by mozna pojechac na wakacje w NZ, oprocz
                          zwiedzania calych wysp, myslal juz o Fidzi czy nawet Hawajach...Jak to pieknie
                          brzmi...
                          C: Tak, ale ile to kosztuje!

                          Tak, chcemy wychowac dzieci w NZ, w kraju ludzi zyczliwych, uczciwych i
                          uczynnych.
                          C: NZ to kraj egoistow i anglosaskich rasistow, a Maori tez nie lubia tego
                          najazdu bladych twarzy... sad

                          Asiu, jeszcze chcialam zapytac,czy to prawda,ze mozna wyjechac na pol roku z
                          pozwoleniem na prace, jesli brakuje punktow, a jak sie znajdzie prace to
                          dopisac te punkty? Gdzies na jakiejs stronie tak wyczytalam ale nie jestem
                          pewna czy dobrze zrozumialam. Czyli ze dają taką polroczna wize ze mozna
                          pracowac i potem starac sie na miejscu o normalna na pobyt staly. Jak to jest,
                          slyszalas o czyms takim?
                          C: Za pieniadze mozna wszystko. Ale ty ich przeciez nie masz, bo jakbys miala,
                          to by ci bylo dobrze w Polsce!

                          Asieńko, z gory dziekuje Ci za odpowiedzi. Dziekuje rowniez za odpisanie na ten
                          wątek i za pomoc. Szkoda ze wszyscy tacy nie sa jak Ty, tylko narzekaja i
                          lamentuja.
                          C: Oj, nie lubisz prawdy, wolisz klamswa i propagande, byle zgodne z twoim
                          wyobrzeniem o NZ... sad

                          Papa! Pozdrawiam Cie rowniez "cieplutko" w imieniu swoim i męża.
                          C: I smaruje wasze tylki wazelina... sad




                      • Gość: Asia Re: genialne! IP: *.adsl.xtra.co.nz 24.02.04, 03:17
                        czytajac czasem wypowiedzi na Froum Polonia sfrustrowanie to jest to co
                        najbardziej rzuca sie w oczy, piszac o sfrustrowany emigrantach nie mialam na
                        mysli tylko tych ktorzy sie wypowiadaja na forum kamilii ale wiekszosc ktora
                        pisze na Polonii, wypowiedzi sa na ogol malo construktywne a bardziej chyba
                        nastawione na to zeby komus dokopac, ponizyc, osmieszyc itd

                        przepraszam jezeli ktos sie poczul urazony, bo nie to bylo moim zamiarem.
                        Nikomu tez nie odmawiam prawa do tak czestych wizyt w Polsce na jakie ktos ma
                        ochote i go na to stac, tyle ze wyglada na to ze co poniektorzy uwazaja ze
                        czesc nie jezdzi do Polski bo ich na to nie stac, a przyczyny tego bywaja zgola
                        inne. Tak samo jak rozne sa powody emigracji z kraju. Mnie osobiscie nigdy nie
                        ciagnelo do kraju kiedy bylam tu po raz pierwszy ani mnie nie ciagnie teraz,
                        zdaje sobie sprawe ze moze niektorym jest ciezko w to uwierzyc ale taka jest
                        prawda w moim wypadku.

                        • Gość: Niestety Re: genialne! IP: *.oc.oc.cox.net 24.02.04, 03:22
                          Asiu niestety kilke baranow glownie z Australii zamienilo to forum w spluwaczke
                          do plucia na polske, wydumane problemy paszportowe i wizowe.
                          Zgadzam sie z Toba ze to sa frustraci. swoich zachowaniem przeploszyli prawie
                          wszystkich rozsadnych ludzi. Zreszta popatrz co tu sie dzieje. Jeden debil cos
                          napisze a potem reszta debili ten jeden watek podbija.
                          Cale szczescie na forum jest wiecej ciekawych miejsc gdzie nie ma kretynstwa.

                          Pozdrawiam
                          • Gość: CGN Re: genialne! IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 24.02.04, 16:19
                            Niestety, poniewaz Polonii w Australii i NZ nie stac nawet na owa Australian
                            Declaratory Visa, aby leciec do Polski na polskim paszporcie, stad wyladowuja
                            swa frustracje na Polsce, zamiast na Australii czy NZ, ktore ich dyskryminuja i
                            daja niezle w doope... sad
              • Gość: CGN Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 24.02.04, 16:54
                1) Dom w Auckland, nadajacy sie do zamieszkania musi kosztowac ok. pol miliona
                dolarow, chyba, ze chcesz mieszkac w slumsach, klitce albo 100 km od pracy...
                2) Wulkany sa raczej w srodku pln. wyspy, ale pamietam,ze jeszcze w r. 1982
                widzialem w Wellington skutki trzesienia ziemii. W Rotorua sa piekne gejzery,
                ale pracy tam jak na lekarstwo...
                3) W NZ jak i w OZ jest powszechny system ubezpieczen, ale przygotuj sie na
                kolejki do lekarzy i czekania na operacje po kilka lat. jedyny sposob to
                symulowanie naglego ataku slepej kiszki czy wypadku samochodowego - wtedy biora
                na stol operacyjny poza kolejka...
              • Gość: Piotr Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: 210.48.117.* 24.02.04, 23:55
                Miałem napisać dłuższą odpowiedź na ten post, ale sporo już
                napisałem odpowiadając na post Kagana. Więc się streszczam.
                Będę marudził, prosiłaś też o wady. W paru miejscach rację
                ma Kagan, ale strasznie wyolbżymia. Do tego postu pewnie też
                się podłączy.

                Ceny domów w Auckland:
                - Przez ostatnie 2-3 lata był tu jakiś dziki boom mieszkaniowy
                i ceny domów oszalały. Teraz się uspokaja. Generalnie poniżej
                300 tysięcy NZD nic przyzwoitego się nie kupi. Z drugiej
                strony ceny wynajmu i spłaty kredytu są bardzo podobne.
                Osobiście wstrzymuję się przed kupnem bo planuję wyprowadzić
                się z Auckland. Chociaż gdybym kupił dwa lata temu i teraz
                sprzedał byłbym nieźle do przodu. Cóż głowy do interesów
                nigdy nie miałem. Obecnie oprocentowanie kredytu na dom
                to około 7%, ale jak się zmieni cholera wie.

                Opieka zdrowotna:
                -Takie same reguły dla wszystkich mających
                legalny pobyt (łącznie z tymi na pozwoleniu na pracę, bez
                pobytu stałego). Wygląda trochę dziwnie: podstawowa opieka
                zdrowotna jest płatna, państwowe szpitale bezpłatne. W efekcie
                wielu biednych czeka aż im się na tyle pogorszy aby pójść do
                szpitala zamiast zapobiegać wcześnie. Wiem, nielogiczne i
                mi się nie podoba.
                Podstawowa opieka zdrowotna: Dorośli od 10 do 50$ za wizytę,
                zależy do okolicy, dzieci do 6-go roku życia za darmo. Za
                darmo jest też z jakąś "community card", ale nie chcę być
                nigdy w takiej sytuacji abywiedzieć co to. Z autopsji znam tylko
                trzy przychodnie - porządny standard, w jednej na wizytę umawiało
                się telefonicznie, w innch około 30min. czekania w poczekalni.
                Co do tego gdzie jest 10$, gdzie 50$ reguły nie są jasne. Zależy
                od dochodów w okolicy, ale jak mała bogata dzielnica sąsiaduje
                z duża biedną ci z bogatszej też płacą 10$.
                Szpitale państwowe:
                W przypadkach zagrażających życiu natychmiast, w innych
                (reguły dość niejasne) trzeba czekać około 6 miesięcy. Jak
                wszędzie marudzą na niedofinansowanie i niskie zarobki.
                Poszkodowani w wypadkach idą inną ścieżką: za leczenie płaci
                ACC (składki płacą wszyscy pracodawcy - no dobra jest to
                ukryty podatek, Kagan może mi to wytknąć) dla wszystkich
                będących na terenie NZ (na wizie turystycznej też - wtedy
                składają i odsyłaja do domu).
                Nasłuchałem się o kiepskich warunkach (osobistych doświadczeń
                nie mam) więc płacę 100$ miesięcznie prywatnego ubezpieczenia
                medycznego na całą rodzinę. Przynajmniej nie ma tych kolejek,
                ale obym tego nigdy nie musiał wykorzystać.

                Niebezpieczeństwa geologiczne:
                - Częste trzęsienia ziemi, ale nie doświadczyłem osobiście.
                Gdy duże trafi na okolicę gęsto zaludnioną może być nieciekawie.
                (Tak a propos ostatnie w regionie trzęsienie ziemi z ofiarami
                śmiertelnymi miało miejsce w... Australii).
                W okolicach Wellington wstrząsy poniżej 5 stopni nie wywołują
                większego wrażenia. W ubiegłym roku na Wyspie Południowej było
                trzęsienie 7 stopniowe, ale trafiło na okolice słabo zaludnioną
                i główne szkody to pozrzucane towary z półek sklepowych (gdyby
                trafiło na Wellington nie byłoby różowo...). "Generalnie statystycznie"
                5-stopniowych jest kilka rocznie, 6-cio co rok-dwa, 7-mio co około
                10 lat. Zależy tylko gdzie wypadnie.
                Auckland leży poza główną linią trzęsień ziemi, ale nic straconego.
                Jest za to położone na 50-ciu małych wygasłych wulkanach i w każdej
                chwili może wyrosnąć nowy. "Pole wulkaniczne" jest aktywne
                - prawdopodobieństwo zdarzenia - koło 3% w ciągu najbliższych 100 lat.
                Podobno sejsmografy wykryją to na miesiąc wcześniej...
                Inne wulkany - Ruapehu i Ngaruhoe w centrum wyspy są aktywne, ale w miarę
                "łagodne". Podobnie okolice Rotorua. Jezioro Taupo - tego na prawdę
                można się bać. Jak pieprznie tak jak 1700 lat temu spustoszy wyspę.
                Podobno jednak nie jest to bardzo prawdopodobne w ciągu 10000 lat.

                Niebezpieczeństwa pogodowe:
                Huragany nie dochodzą, ale przywiać może nieźle. Nie są czymś
                niezwykłym powodzie - ostatnio była największa od 40 lat
                - trzeba było ewakuować około 1000 osób.

                Niebezpieczeństwa ze strony fauny:
                Praktycznie brak. Jedyny jadowity pająk jest strasznie rzadki, czasami
                zdarzają się jednak "gapowicze" z Australii. Brak węży,
                rekiny zdarzają się bardzo rzadko, podobnie parzące meduzy.

                Boisz się?

                Tu przerywam, ciąg dalszy w następnym kawałku.
                • Gość: Piotr Kontynuacja IP: 210.48.117.* 25.02.04, 00:28
                  Krótko o tym co mi się nie podoba:
                  (Kagan potwierdzi i wyolbżymi)

                  - Powierzchowna uprzejmość. Owszem, ludzie mili, chętni bezinteresownie
                  pomóc, ale gdzieś głebiej ten anglosaski chłód jest obecny. Trudno
                  się bliżej skumplować, znaleźć wspólny język, pogadać szczerze.
                  Nie jestem w stanie tej bariery sprecyzować, w każdym razie większość
                  naszych bliskich znajomych to imigranci z różnych stron Świata.

                  - Budownictwo. Bardzo uważaj gdy będziesz wynajmować lub kupować!
                  Najlepsze jest coś zbudowanego po 2000 roku. Gdzie indziej możesz
                  trafić na słabą izolację i problemy z wilgocią. Domy w NZ budowane
                  są bez piwnic - na betonowej podstawie drewniany szkielet, to wypełnione
                  płytami gipsowymi, w środku izolacja, na zewnątrz drewno lub cegły
                  (układane na końcu, ostatnio modne). Szyby zwykle pojedyncze,
                  brak centralnego ogrzewania. Starsze domy piecyk na drewno, nowsze
                  grzejnik elektryczny. W Auckland wystarczy (choć zimą rachunek za
                  prąd jest niezły), ale na przykład w Dunedin to jakieś nieporozumienie.

                  - A propos powyżej. Moda na wykładzinę dywanową na podłogach. Komu
                  przeszkadzają drewniane podłogi?

                  - Klimat. Tutaj zdanie mam niesprecyzowane. Jakkolwiek fajnie
                  jest, że nigdy nie jest na prawdę zimno i nie ma też wielkich
                  upałów, to pada częściej niż się spodziewasz i często "z nienacka".
                  Zwykle pada co 2-3 dni i to byłoby normalne, ale potrafi też lać
                  prawie bez przerwy przez tydzień albo zrobić pogodę "cztery pory
                  roku jednego dnia" (szczególnie wiosną).

                  Tyle marudzenia
                  • Gość: CGN Re: Kontynuacja IP: 217.98.60.* 25.02.04, 20:21
                    Gość portalu: Piotr napisał(a): Krótko o tym co mi się nie podoba:
                    (Kagan potwierdzi i wyolbżymi) wink
                    - Powierzchowna uprzejmość. Owszem, ludzie mili, chętni bezinteresownie
                    pomóc, ale gdzieś głebiej ten anglosaski chłód jest obecny. Trudno
                    się bliżej skumplować, znaleźć wspólny język, pogadać szczerze.
                    Nie jestem w stanie tej bariery sprecyzować, w każdym razie większość
                    naszych bliskich znajomych to imigranci z różnych stron Świata.
                    C: To jet zwykly rasizm i pogarda dla "wogow" schowane pod warstewka tzw.
                    dobrego wychowania...sad

                    - Budownictwo. Bardzo uważaj gdy będziesz wynajmować lub kupować!
                    Najlepsze jest coś zbudowanego po 2000 roku. Gdzie indziej możesz
                    trafić na słabą izolację i problemy z wilgocią. Domy w NZ budowane
                    są bez piwnic - na betonowej podstawie drewniany szkielet, to wypełnione
                    płytami gipsowymi, w środku izolacja, na zewnątrz drewno lub cegły
                    (układane na końcu, ostatnio modne). Szyby zwykle pojedyncze,
                    brak centralnego ogrzewania. Starsze domy piecyk na drewno, nowsze
                    grzejnik elektryczny. W Auckland wystarczy (choć zimą rachunek za
                    prąd jest niezły), ale na przykład w Dunedin to jakieś nieporozumienie.
                    C: Zgoda! W Auckland wynajmowalem w zimie dom od holendrow, bo oni wtedy
                    uciekali do Europy a mnie zostawili dom z 1 piecykiem elektrycznym i dymiacym
                    kominkiem. Rzucilem ten dom i wynajalem mieszkanie w nowym bloku...

                    - A propos powyżej. Moda na wykładzinę dywanową na podłogach. Komu
                    przeszkadzają drewniane podłogi?
                    C: Te trzeba konserwowac czy chocby myc, a na szarym dywanie brudu nie widac!

                    - Klimat. Tutaj zdanie mam niesprecyzowane. Jakkolwiek fajnie
                    jest, że nigdy nie jest na prawdę zimno i nie ma też wielkich
                    upałów, to pada częściej niż się spodziewasz i często "z nienacka".
                    Zwykle pada co 2-3 dni i to byłoby normalne, ale potrafi też lać
                    prawie bez przerwy przez tydzień albo zrobić pogodę "cztery pory
                    roku jednego dnia" (szczególnie wiosną).
                    C: To jest raczej specjalnosc Melbourne, W Wellington zas zawsze wieje, o to
                    jak...

                    - Tyle marudzenia
                    C: najgorszy w NZ jest, niestety, rasizm Kiwusow i niskie place oraz wysokie
                    ceny i podatki oraz chroniczny brak pracy... sad
                    • Gość: Piotr Krótkie podsumowanie IP: 210.48.117.* 25.02.04, 23:40
                      Cały czas stram się pisać prawdę - to co widzę dookoła i jakie
                      są doświadczenia z mojego dotychczasowego pobytu. Bez zachwytów,
                      upiększania i zachęcania, bez bezinteresownego oczerniania.
                      Mieszkam tu dopiero 4 lata, pomieszkam trochę dłużej może nabiorę
                      innego spojrzenia. Przejdę w inny etap życia to też może coś się zmieni.
                      Na razie jestem w fazie urządzania się na nowym miejscu, badania
                      perspektyw na przyszłość, planowania. Przejdę w fazę stabilizacji,
                      weryfikacji co z tych planów wyszło oraz kryzysu wieku średniego to
                      być może zacznę winić za ten kryzys swoje miejsce zamieszkania. Kto wie.
                      Zdaję się to być powszechnym zjawiskiem niezależnie od kraju, rasy,
                      kultury.

                      Krótko o tym co mi się podoba:

                      - Wolniejsze tempo życia, mniejszy "wyścig szczurów". W fazie skrajnej
                      może to przechodzić w olewczość i podejście "jakoś to będzie", ale
                      generalnie zauważa się więcej luzu, mniej napięcia.

                      - Prowincjionalność. Ktoś kto lubi być modny i "na topie" nazwie
                      to nudą. Co kto lubi. Problemy dalekiego, wielkiego Świata zdają
                      się przechodzić bokiem lub docierać ze znacznym opóźnieniem.

                      - Przyroda i krajobrazy. Na prawdę niesamowite. Plaże czyste, nie
                      zatłoczone (no, może z wyjątkiem tych blisko centrum miasta w sezonie),
                      ocean czyscy i ciepły. Porządne i zadbane parki w mieście,
                      dobrze utrzymana infrastuktura turystyczna za miastem. Mnóstwo
                      miejsc aby sobie wyskoczyć w każdy weekend.

                      - Opieka zdrowotna. Jak na razie nie mam powodu do narzekania.
                      Przychodnie porządne i zadbane, z państwowymi szpitalami mieliśmy
                      do czynienia tylko przy okazji rodzenia dziecka więc nie jest
                      to doświadczenie miarodajne. W każdym razie wrażenie było pozytywne,
                      ale tu nie mam prawa się wypowiadać bo to nie ja rodziłem (ale byłem
                      cały czas w pobliżu). Czyta się i słyszy różne krytyczne wypowiedzi
                      i skoro można się ubezpieczyć w sektorze prywatnym to dlaczego tego
                      nie zrobić?

                      - W szczegółach codziennego życia jest jakby "normalniej". To że
                      rachunek za telefon i prąd jest przypisany do mnie a nie do wynajmowanego
                      mieszkania to problem z głowy dla własciciela i dla mnie. To że do
                      wspomnianych wyżej firm telefonicznych i energetycznych można
                      się dodzwonić w sprawie reklamacji itp. też jest miłą odmianą.
                      Nawet z urzędem skarbowym doświadczenia mam jak na razie pozytywne.
                      Odliczenie od podatku polegało na tym, że przysłano mi już wypełnionego
                      tutejszego PIT-a, po naniesieniu poprawek go odesłałem po czym otrzymałem
                      wersję z uwzględnionymi poprawkami do zatwierdzenia. Żadnego wypełniania
                      dziesiątek rubryk i stania w kolejkach. Brak kolejek i miła obsługa
                      np. w bankach i na poczcie też robi swoje.


                      Teraz ponownie ostrzeżenia. Kagan strasznie przesadza, ale pewne zjawiska
                      są obecne:

                      - Płytki rynek pracy. Kraj jest mały i ktoś o bardzo wąskiej
                      specjalizacji może się zawieść. Mogą być na przykład dwa odpowiednie
                      miejsca pracy w kraju, obydwa zajęte. Ktoś o bardzo wysokich oczekiwaniach
                      też może się zawieść. Lepiej być na początek nastawionym na stanowisko
                      poniżej kwalifikacji, chociaż tu nie ma reguł. Jak w każdym kraju są
                      też zawody chronione przez lokalne "kliki" (lekarze, prawnicy, architekci,
                      weterynarze...) które wymagają potwierdzenia zagranicznych kwalifikacji
                      przez egzaminy.

                      - Rzekomy rasizm Anglosasów. Nazwałbym to raczej poczciwością i obawą
                      przed nieznanym. Także konfliktem kultur. "Typowy Kiwi" chce aby wszyscy
                      dali mu spokój aby sobie żłopał piwo siedząc w domu przed telewizorem.
                      Względnie pojechał na ryby badź na plażę. Do socjalizowania się jest
                      nieśmiały i niechętny. Nie tyle pogarda co lenistwo. Do tego ktoś
                      nie interesujący się rugby czy krykietem traci w zetknięciu z takim
                      osobnikiem połowę tematów do rozmowy. Oczywiście generalizuję.
                      Rasizm jako nielubienie konkretnych ras czy kultur istnieje do
                      pewnego stopnia u każdego. Kwestia nasilenia. Anglosasi, Maorysi i
                      Polinezyjczycy nie lubią Azjatów. Maorysi Polinezyjczyków. Anglosasi
                      i Maorysi raczej szanują się na wzajem aczkolwiek dochodzi do tarć
                      (tak, śledzę to co rozpętał Don Brash i cieszę się, że w końcu
                      zapowiada się szczera dyskusja na temat politycznej poprawności
                      i relacji między rasami). Rasizmu w kierunku przybyszów z Europy
                      Wschodniej nie zauważyłem. Raczej mnóstwo rasizmu u nich. Nie
                      uważam jednak ża są to jakieś ogromne problemy.
                      A to, że pracodawca mając do wyboru dwóch kandydatów z identycznymi
                      kwalifikacjami wybierze Nowozelandczyka wynika raczej niepewności
                      przed nieznanym, niewiedzy i próby unikania kłopotów niż uprzedzeń
                      rasowych.
                • Gość: kamila Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 25.02.04, 20:32
                  dobrze poczytac tez o negatywach...
                  troche mnie martwia ceny domow... W Polsce za 300 tys. NZD mozna wybudowac
                  Fajna wille, z duzym ogrodem, fajnym wyposazeniem.
                  Kagan mnie wkurza totalne, bo caly czas powtarza w kolko jeden tekst, no moze
                  kilka, ciagle pisze jak boyfriend jego corki...ze 10% ludzi wyjezdza za praca
                  do Australii...itd.
                  Bez sensu z tym placeniem za podstawowa opieke, powinno byc razem, troche
                  glupia polityka, ludzie oszczedzaja na lekarzach, a tu sie nie powinno
                  oszczedzac, ale jak zmusza sytuacja finansowa...
                  Milo posluchac nawet negatywnych opini o NZ (aby wiedziec i byc przygotowanym),
                  ale od kogos kto widzi tez pozytywy, a nie od frustrata, ktory jest nachalny
                  namolny, w imie czego tylko? Nie wiem
                  Na razie sie nie boje. Matrwie tylko cenami domow, widzialam baraki za kupe
                  kasy, a marzy mi sie troche lepszy standard, no i ogrzewanie (ktore jest ponoc
                  drogie)...
                  Czytam czesc druga...
                • Gość: CGN Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: 217.98.60.* 25.02.04, 20:36
                  Miałem napisać dłuższą odpowiedź na ten post, ale sporo już
                  napisałem odpowiadając na post Kagana. Więc się streszczam.
                  Będę marudził, prosiłaś też o wady. W paru miejscach rację
                  ma Kagan, ale strasznie wyolbżymia. Do tego postu pewnie też
                  się podłączy.
                  C: jak musze? pamietaj, ja tylko ostrzegam, wiec czasem uwypuklam problemy, ale
                  mysle, ze to jest lepsze niz propaganda sukcesu a la pawel z st albans...

                  Ceny domów w Auckland: Przez ostatnie 2-3 lata był tu jakiś dziki boom
                  mieszkaniowy ceny domów oszalały. Teraz się uspokaja. Generalnie poniżej
                  300 tysięcy NZD nic przyzwoitego się nie kupi. Z drugiej strony ceny wynajmu i
                  spłaty kredytu są bardzo podobne.
                  C: Tak wiec moje 500 tys. byly dosc trafne, bo pisalem o domu dla tzw. middle
                  class (young profesionals), a nie o baraku dla berobotnych...

                  Osobiście wstrzymuję się przed kupnem bo planuję wyprowadzić
                  się z Auckland. Chociaż gdybym kupił dwa lata temu i teraz
                  sprzedał byłbym nieźle do przodu. Cóż głowy do interesów
                  nigdy nie miałem. Obecnie oprocentowanie kredytu na dom
                  to około 7%, ale jak się zmieni cholera wie.
                  C: Jak bedzie zle, to obniza, ale jak sie nieco poprawi, to dojdzie i do 20%,
                  jak za Keatinga w OZ!

                  Opieka zdrowotna: Takie same reguły dla wszystkich mających
                  legalny pobyt (łącznie z tymi na pozwoleniu na pracę, bez
                  pobytu stałego). Wygląda trochę dziwnie: podstawowa opieka
                  zdrowotna jest płatna, państwowe szpitale bezpłatne. W efekcie
                  wielu biednych czeka aż im się na tyle pogorszy aby pójść do
                  szpitala zamiast zapobiegać wcześnie. Wiem, nielogiczne i
                  mi się nie podoba.
                  C: W OZ mamy Medicare, ale trzeba lekarzom doplacac, tyle, ze te lapowki sa w
                  Oz zalegalizowane. Ale bezrobotnego na ogol lecza wedlug stawek pamstwowych...

                  Podstawowa opieka zdrowotna: Dorośli od 10 do 50$ za wizytę,
                  zależy do okolicy, dzieci do 6-go roku życia za darmo. Za
                  darmo jest też z jakąś "community card", ale nie chcę być
                  nigdy w takiej sytuacji abywiedzieć co to. Z autopsji znam tylko
                  trzy przychodnie - porządny standard, w jednej na wizytę umawiało
                  się telefonicznie, w innch około 30min. czekania w poczekalni.
                  Co do tego gdzie jest 10$, gdzie 50$ reguły nie są jasne. Zależy
                  od dochodów w okolicy, ale jak mała bogata dzielnica sąsiaduje
                  z duża biedną ci z bogatszej też płacą 10$.
                  C: Albo dojezdzaja do biedniejszej...

                  Szpitale państwowe: W przypadkach zagrażających życiu natychmiast, w innych
                  (reguły dość niejasne) trzeba czekać około 6 miesięcy. Jak wszędzie marudzą na
                  niedofinansowanie i niskie zarobki.
                  C: Mafia lekarzy - najbardziej ochydna ze wszystkich...

                  Poszkodowani w wypadkach idą inną ścieżką: za leczenie płaci
                  ACC (składki płacą wszyscy pracodawcy - no dobra jest to
                  ukryty podatek, Kagan może mi to wytknąć) dla wszystkich
                  będących na terenie NZ (na wizie turystycznej też - wtedy
                  składają i odsyłaja do domu).
                  C: W Oz tez skladka na Medicare nie nazywa sie podatkiem, ale jest nim de
                  facto. I tak to lepsze niz w USA, gdzie bez $$$ albo polisy musisz sie zgodzic
                  byc krolikiem doswiadczalnym...

                  Nasłuchałem się o kiepskich warunkach (osobistych doświadczeń
                  nie mam) więc płacę 100$ miesięcznie prywatnego ubezpieczenia
                  medycznego na całą rodzinę. Przynajmniej nie ma tych kolejek,
                  ale obym tego nigdy nie musiał wykorzystać.
                  C: Zmarnowane $$$, bo jak bedzies miec powazny problem, to i tak pojdziesz do
                  panstwowego szpitala (prywatne to tylko wyciagalnie pieniedzy i z byle
                  komplikacja wioza ciebie do panstwowego)...

                  Niebezpieczeństwa geologiczne: - Częste trzęsienia ziemi, ale nie doświadczyłem
                  osobiście.
                  C: I dobrze!

                  Gdy duże trafi na okolicę gęsto zaludnioną może być nieciekawie.
                  (Tak a propos ostatnie w regionie trzęsienie ziemi z ofiarami
                  śmiertelnymi miało miejsce w... Australii).
                  C: Mowisz o Newcastle? Sladu juz po nim nie ma, a Wellington odbudowywali ponad
                  10 lat...

                  W okolicach Wellington wstrząsy poniżej 5 stopni nie wywołują
                  większego wrażenia. W ubiegłym roku na Wyspie Południowej było
                  trzęsienie 7 stopniowe, ale trafiło na okolice słabo zaludnioną
                  i główne szkody to pozrzucane towary z półek sklepowych (gdyby
                  trafiło na Wellington nie byłoby różowo...). "Generalnie statystycznie"
                  5-stopniowych jest kilka rocznie, 6-cio co rok-dwa, 7-mio co około
                  10 lat. Zależy tylko gdzie wypadnie.
                  Auckland leży poza główną linią trzęsień ziemi, ale nic straconego.
                  Jest za to położone na 50-ciu małych wygasłych wulkanach i w każdej
                  chwili może wyrosnąć nowy. "Pole wulkaniczne" jest aktywne
                  - prawdopodobieństwo zdarzenia - koło 3% w ciągu najbliższych 100 lat.
                  Podobno sejsmografy wykryją to na miesiąc wcześniej...
                  C: Zobaczymy... Zdaj sie lepiej na przyslowiowego starego Maorysa!

                  Inne wulkany - Ruapehu i Ngaruhoe w centrum wyspy są aktywne, ale w miarę
                  "łagodne". Podobnie okolice Rotorua. Jezioro Taupo - tego na prawdę
                  można się bać. Jak pieprznie tak jak 1700 lat temu spustoszy wyspę.
                  Podobno jednak nie jest to bardzo prawdopodobne w ciągu 10000 lat.
                  C: Let's hope...

                  Niebezpieczeństwa pogodowe: Huragany nie dochodzą, ale przywiać może nieźle.
                  Nie są czymś niezwykłym powodzie - ostatnio była największa od 40 lat
                  - trzeba było ewakuować około 1000 osób.
                  Miebezpieczeństwa ze strony fauny: Praktycznie brak. Jedyny jadowity pająk jest
                  strasznie rzadki, czasami zdarzają się jednak "gapowicze" z Australii. Brak
                  węży, rekiny zdarzają się bardzo rzadko, podobnie parzące meduzy.
                  Boisz się?
                  C: ja sie boje tylko rasistow, a w NZ 99% anglosasow to 100% rasisci!

            • Gość: CGN Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 24.02.04, 17:18
              Piotr: Oj jak ja lubię takie kategoryczne stwierdzenia - Aby być szczęśliwa
              potrzebujesz conajmniej tyle a tyle $$$ Fajnie. Owszem, forsa się przydaje, ale
              szczęścia nie daje.
              C: Ale bez niej w kapitalizmie jestes nikim...

              P: W NZ da się żyć. Dość skromnie, kto chce robić kasę i wracać
              do Polski niech tu nie zagląda (won do Niemiec i Stanów dusigrosze!!!).
              C: pewnie ze sie da, bo rzad wciaz jeszcze placi w NZ zasilki Polakom, Maorysom
              i innym przedstawicielom tzw. nizszych ras... sad

              P: Komu te $$$ tylko w głowie też niech nie przyjeżdża. Kto liczy na naciąganie
              opieki społecznej też niech trzyma się z daleka.
              C: To z czego ty sie utrzymujesz w NZ? Z kradziezy?

              P: Przyjeżdżając tutaj (całkiem niedawno) funduszy miałem "na styk".
              Żadnych oszczędności. Miałem za to dość pewną ofertę pracy.
              C: Od tutejszej mafii?

              P: Teraz, z przyzwoitej, ale wcale nie rewelacyjnej inżynierskiej
              pensji wynajmuję domek i utrzymuję żonę i córkę. Na biedę nie
              narzekam, dziękuję. Owszem, odłożyć wiele się nie da. Kupno domu
              też odkładamy na czas kiedy obydwoje będziemy pracować (to że
              żona nie pracuje to raczej kwestia wyboru zostania z dzieckiem).
              C: Bo na dziecko placa zasilek... A to pewniejsze niz pensja...

              P: Gdy jednak próbuje wyobrazić sobie jaka byłaby nasza sytuacja
              gdybyśmy zostali w Polsce wcale nie wychodzi że byłoby nam lepiej.
              C: Z twoja wiedza i inteligencja nie masz szans w Europie... sad

              P: To że jeżdżę 11-letnią Corollą też nie ma nic do mojego szczęścia.
              I gówno mnie obchodzi co sobie o mnie myślicie szpanerzy tylko
              na podstawie tego czym jeżdżę. Tanie było, rusza się, nie rozlatuje
              się i od 3 lat nie było żadnych problemów. Swoją funkcję spełnia
              a reszta to wyrzucanie pieniędzy.
              C: Ja tez taka Corolla jezdze w Polsce (droga benzyna), ale w Oz mialem
              Cresside i 4l Forda Falcona!

              P: "Bez samochodu jak bez nogi." Owszem, coś w tym jest jak chcę
              się mieć większy wybór miejsca zamieszkania. Może jestem jakimś
              wyjątkiem potwierdzającym regułę, ale przyjeżdżając do NZ nie
              miałem prawa jazdy. Wystarczyło wynająć coś niedaleko od centrum.
              C: Jakim cudem dostales wiec wize? I na piechote do pracy chodziles?

              P: W promieniu jakichś 5km od centrum Auckland komunikacja miejska
              jest znośna, problemy zaczynają się na peryferiach. Zresztą,
              nawet teraz mieszkając około 20km od centrum od czasu do czasu
              wybieram się do pracy autobusem i jakoś mie mam problemów z
              dojazdem (przynajmniej można sobie w drodze poczytać).
              C: O ktorej wstajesz?

              P: A prawko wyrobiłem sobie tutaj. Bez stresów, bez problemów,
              bez zastanawiania się czy, komu, kiedy i dlaczego dać w łapę.
              C: Dales w lape poprzez tw. driving scholl, naiwniaku!

              P: I tu dochodzimy do sedna. Wyjechałem bo czułem się nieprzystosowany
              do życia w Polsce. Nie umiem dawać w łapę.
              C: To jak zyjesz w NZ? Z zasilku?

              P: A to czy czuję się szczęśliwy zależy tylko częściowo od kraju w którym
              mieszkam i ile zarabiam. Miejsce zamieszkania jest tylko jednym z czynników i w
              tym względzie jak na razie (4 lata) nie mam powodów do narzekania.
              C: Pewnie, w Polsce nie miales szans, a tu masz zawsze zasilek...

              P: Każde miejsce ma swoje plusy i minusy, owszem są rzeczy, które
              w NZ zaskakują negatywnie, z drugiej strony jest wiele wrażeń
              pozytywnych. Dużo zależy od indywidualnego nastawienia.
              Zaraz pewnie ktoś zacznie rzucać statystykami. Niczym nie da się
              tak pięknie manipulować. To że 10% Nowozelandczyków mieszka
              w Australii nie znaczy od razu że wszyscy siedzą na zasiłku.
              C: Nie, ale wiekszosc. A tacy, co chca pracowac, to tez musza emifrowac, do
              Australii, do USA. czy do UK...

              P: Te 2% stałych mieszkańców NZ pochodzących z OZ pewnie też nie.
              C: To sa bogaci emeryci i rentierzy...

              P: Owszem oficjalne statystyki na temat bezrobocia nie oddają
              prawdy. Gdy policzy się "osoby aktywnie szukające pracy" wyjdzie
              ponieżej 6%. Gdy doda się samotne matki na DPB i innych będzie
              chyba koło 15%.
              C: Nic dziwnego,ze tak malo osob szuka aktywnie pracy, jak jej poza Auckland i
              Wellington tam nie ma! Wiec rezygnuja z bezskutecznego szukania tego, czego nie
              ma!

              P: Zastanawia mnie tylko jedno. Skoro według niektórych osób takie tłumy siedzą
              w NZ na garnuszku państwa a bezrobotnych trzeba "eksportować" do Australii, to
              jakim cudem budżet państwa w NZ od paru lat jest na sporym plusie. Żadnych
              dziur budżetowych itp. wszystko to przy:
              - Skali podatkowej podobnej jak w Polsce
              - 12.5% GST (czyli VAT)
              - braku ukrytych podatków w stylu ZUS-u i Kas chorych
              emerytury i publiczna opieka zdrowotna idą z głównego budżetu państwa.
              C: Po prostu:
              1) Dobrze ukrywaja deficyt (creative accounting)
              2) Drastyczne ciecia w wydatkach na oswiate, ochrone zdrowia itp.
              3) Dochody z prywatyzacji, ale jak juz sprzedza parliament house, to sie one
              skoncza...
              4) Zyja tez z zaciagania dlugu (current account deficit)

              • Gość: Asia Do CGN IP: *.adsl.xtra.co.nz 24.02.04, 21:31
                Wiesz zastanawialam sie skad u ciebie tyle jadu zlosliwosc i frustracji, teraz
                juz wiem ze Twoj powrot do Polski tak cie nastawil, przykre ze nie dawales
                sobie rady w Nowej Zelandii i jak widac masz wypaczone spojrzenie na temat
                warunkow zycia tutaj. Czemu nie komentujesz np tego co ja napisalam o
                Christchurch ? Jezeli wydaje ci sie ze wiesz wszystko o Nowej Zelandii i
                warunkach zycia tutaj to podyskutujmy sobie bo jak narazie to nienapisales nic
                co jest zgodne ze stanem faktycznym, wiesz ja mieszkalam tutaj w latach 80tych
                przez 10 lat, potem 10 lat w Polsce i teraz znowu tutaj, wiec jezeli masz chec
                mozemy sobie poduskutowac na rozne tematy dotyczace zycia w Nowej Zelandii czy
                Australii bo mialam przyjemnosc byc tu i tam, tyle ze Ty chyba zatrzymales sie
                w czasie gdzies w latach 80tych i wydaje ci sie ze wiesz lepiej smile

                pozdrawiam
                • Gość: CGN Re: Do CGN IP: 217.98.60.* 25.02.04, 20:14
                  Gość portalu: Asia napisał: Wiesz zastanawialam sie skad u ciebie tyle jadu
                  zlosliwosc i frustracji, teraz juz wiem ze Twoj powrot do Polski tak cie
                  nastawil, przykre ze nie dawales sobie rady w Nowej Zelandii i jak widac masz
                  wypaczone spojrzenie na temat warunkow zycia tutaj.
                  C: Po prostu pisze jak jest, nie chce, aby inni wpadli w te pulapke, z ktorej
                  mnie sie udalo wydostac, ale nie wiekszosci, ktorej nawet nie stac na bilet
                  powrotny do Polski. Z NZ zas szybko wyjechalem, bo tak robi wiekszosc
                  rozsadnych Kiwi. Zauwaz, ze jako ob. Australii, mam pelne prawa do wszelakich
                  zasilkow w NZ od pierwszego dnia pobytu w NZ, a ob. NZ musi rok przepracowac w
                  Australii, aby dostac te prawa. Mowi ci to cos?

                  Czemu nie komentujesz np tego co ja napisalam o hristchurch ? Jezeli wydaje ci
                  sie ze wiesz wszystko o Nowej Zelandii i warunkach zycia tutaj to podyskutujmy
                  sobie bo jak narazie to nienapisales nic co jest zgodne ze stanem faktycznym,
                  wiesz ja mieszkalam tutaj w latach 80tych przez 10 lat, potem 10 lat w Polsce i
                  teraz znowu tutaj, wiec jezeli masz chec mozemy sobie poduskutowac na rozne
                  tematy dotyczace zycia w Nowej Zelandii czy Australii bo mialam przyjemnosc
                  byc tu i tam, tyle ze Ty chyba zatrzymales sie w czasie gdzies w latach 80tych
                  i wydaje ci sie ze wiesz lepiej smile
                  C: W latach 80 tych w NZ i Oz bylo relatywnie lepiej niz dzis. Po wojnie NZ
                  miala nawet wyzszy standard zycia niz Australia, a Australia wyzszy niz
                  Japonia. Dziz, pomomo kryzysu w Japonii, bije ona o glowe Oz i NZ...
                  I dobrze wiesz, ze na wyspie pld. nie ma pracy. Dunedin, drugie miasto tej
                  wyspy zyje z uniwersytetu. Christchurch to tez straszna dziura, choc dosc
                  czysta i malownicza, ale pracy tam nie ma poza urzedami. W ogole NZ jest w
                  stanuie permanentnej recesji odkad W. Brytania wstapila do EWG (dzis UE) i
                  utracily Kiwusy beclowy dostep do rynku brytyjskiego, i jak na skutek agtesji
                  izraela podskoczyly ceny ropy e latach 70tych... pamietasz, jak premier Maldoon
                  walczyl w latach 80tych z inflacja zamrazajac place? Wtedy wlasnie wyjechalem z
                  NZ na kontrakt do Johannesburga, a stamtad do Australii!
                  I co ty wogole wiesz o NZ... sad
                  Tez pozdrawiam
              • Gość: Piotr Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: 210.48.117.* 24.02.04, 22:35
                Kagan wrócił.
                No dobra, odpowiem, zdradzę osobiste szczegóły. Może żyję w innym
                kraju, może mam szczęście. Cholera wie. Oto fakty:

                C: pewnie ze sie da, bo rzad wciaz jeszcze placi w NZ zasilki Polakom, Maorysom
                P: Na żadne zasiłki "niestety" się nie kwalifikuje. Żeby załapać się na
                cokolwiek załapać musiłbym mieć conajmniej czworo dzieci, nie jedno.
                Albo stracić pracę (odpukać).

                C: To z czego ty sie utrzymujesz w NZ? Z kradziezy?
                P: Programowanie - obecnie Delphi + MS SQL Server. Rocznie 75k NZD brutto.

                (...) Miałem za to dość pewną ofertę pracy.
                C: Od tutejszej mafii?
                P: Przełom 1999-2000, jeszcze przed krachem dot-com-ów. Firma
                pośrednicząca Reed Recruitment, cztery oferty do wyboru. Zgadzam
                się, teraz na tym rynku jest gorzej.

                C: Bo na dziecko placa zasilek... A to pewniejsze niz pensja...
                P: Jak wspomniałem, na żaden zasiłek się nie załapuje. Aby mieć
                coś pewnego na wszelki wypadek dobrowolnie płacę za to swój
                "haracz" - ubezpieczenie od utraty zdolności do pracy i na życie.

                C: Z twoja wiedza i inteligencja nie masz szans w Europie... sad
                P: A Ty ze swoją w Australii

                C: Ja tez taka Corolla jezdze w Polsce (droga benzyna), ale w Oz mialem
                Cresside i 4l Forda Falcona!
                P: A mnie dalej gówno obchodzi kto czym jeździ. A Corolle niedługo
                zmieniam. Nadaje się do jazdy do pracy, ale za miasto nie bardzo.
                "Szaleć" jednak nie zamierzam.

                C: Jakim cudem dostales wiec wize? I na piechote do pracy chodziles?
                P: W Immigration Service na 450 Queen Street. Wizę do pracy załatwiałem
                będąc w tym miejscu osobiście, wizę pobytową tylko pocztą.
                Tak, na początku do pracy chodziłem pieszo lub jeździłem rowerem.
                I wiesz co, bardzo miło sobie ten okres wspominam. Odprężająca droga
                przez park i wbrew twoim obawom deszcz złapał mnie w ciągu roku
                może kilka razy. Gdybym chciał móglbym jeździć też autobusem, ale
                znalazłem mieszkanie tak blisko, że byłoby to głupie. Kilka faktów
                na temat komunikacji:
                - Pierwsze dwa wynajmowane mieszkania: okolice Mt Eden, Epsom
                - Lokalizacja pracy: Newmarket
                - Autobusy z Mt Eden Village do Downtown: numery 274, 275, 277,
                w szczycie co 10 minut, poza szczytem co 20, w weekendy co 30.
                Czas jazdy do Downtown: 10 minut.
                - Autobus z Mt Eden Village do Newmarket: 006, co 30 minut.
                - Autobusy z Newmarket do Downtown: The Link, (co 10-15 minut),
                całe mnóstwo 300-coś, 400-coś, 50-coś. Wszystko z kierunku Manukau
                i Howick jeździ akurat tędy. Wszystkie zatrzymują się też w okolicach
                450 Queen St i ponieważ spotyka się tyle linii są co jakieś 5 minut.
                Nie, z dojazdem autobusem z pracy do Immigration Service nie miałbym
                problemu. Doliczając parkowanie byłoby nawet szybciej i taniej niż
                samochodem.

                C: O ktorej wstajesz?
                P: Córka budzi mnie koło 6.30 rano. Takie są "uroki" posiadania
                małego dziecka. Powstrzymaj się od proponowania mi wazektomii,
                zalety posiadania małego dziecka znacznie przewyższają wady.
                Pomijając ten czynnik, bo pewnie chodziło Ci o czas dojazdu do
                pracy to jest tak (i faktycznie, mało mi się to podoba):
                Aby dotrzeć na 8.30 do pracy samochodem muszę wyjechać około
                7.40. Korek na autostradzie. Tak, wkurza mnie. Co dziwne, powrót
                koło 5.00-5.30pm trwa około 30 minut. Poza szczytem ten kawałek
                przejeżdża się w poniżej 20 minut. Ot "uroki" mieszkania w dużym
                mieście. Ponieważ jak wspomniałem z przyczyn niezależnych ode
                mnie wstaję wcześnie więc jak wyjdę koło 7.20-7.30
                (i przespaceruję jakieś 15 minut) łapię autobus 66 jadący przez
                Newmarket. W pracy jestem około 8.40. Na prawdę miła odmiana.
                W końcu mogę w spokoju poczytać książkę (i proszę nie proponuj
                mi wazektomii abym mógł książki czytać w domu).

                C: Dales w lape poprzez tw. driving scholl, naiwniaku!
                P: Tak, brałem lekcje jazdy i nie żałuję tych pieniędzy.
                W Polsce nie jeździłem wogóle i wolałem aby uczył mnie
                profesjonalista. Wolałem od razu nabrać dobrych nawyków.
                A sam egzamin za to wspominam jako debilnie prosty z
                jasno określonymi regułami. O to mi chodziło.

                C: To jak zyjesz w NZ? Z zasilku?
                P: Patrz wyżej. 75k rocznie na 3 osoby wystarcza.

                C: Pewnie, w Polsce nie miales szans, a tu masz zawsze zasilek...
                P: W Polsce robiłem podobną robotę za 2600 PLN miesięcznie
                netto (o ile dobrze pamiętam) (rok 1999). Gdyby wyjazd do NZ nie wyszedł
                szykowałem się do przeniesienia do Prokumu bo poprzednią firmę
                i tak opuszczałem.

                C: Nie, ale wiekszosc. A tacy, co chca pracowac, to tez musza emifrowac, do
                Australii, do USA. czy do UK...
                P: Tu musiłbym pogrzebać w jakichś statystykach a mi się nie chce.
                I tak marnuję czas w pracy pisząc do jakiejś durnej grupy.

                P: Te 2% stałych mieszkańców NZ pochodzących z OZ pewnie też nie.
                C: To sa bogaci emeryci i rentierzy...
                P: Oraz dwie osoby ode mnie z pracy. Kolejne 3 osoby z UK
                też pewnie potajemnie są na emeryturze i tylko udają że
                pracują.

                C: Nic dziwnego,ze tak malo osob szuka aktywnie pracy, jak jej poza Auckland i
                Wellington tam nie ma! Wiec rezygnuja z bezskutecznego szukania tego, czego nie
                ma!
                P: Albo są osoby, którym się po prostu nie chce. Niestety, powszechna
                przypadłość w tych stronach.


                C: Po prostu:
                1) Dobrze ukrywaja deficyt (creative accounting)
                2) Drastyczne ciecia w wydatkach na oswiate, ochrone zdrowia itp.
                3) Dochody z prywatyzacji, ale jak juz sprzedza parliament house, to sie one
                skoncza...
                4) Zyja tez z zaciagania dlugu (current account deficit)

                P: Nie jestem ekonomistą więc tu mam niewiele do dodania.
                Tylko kilka obserwacji:
                1) - być może
                2) - bardzo być może
                3) - Te akurat skończyły się dawno. Nic już do sprzedania
                nie zostało. Trend się odwraca. Air New Zealand państwo na
                przykład musiało odkupić od Singapore Airlines aby nie upadło
                wrobione w śliski interes z zakupem Ansett Australia
                (Uwaga. Australijska wersja wypadków może być diametralnie
                różna bo Ansett upadło zostawiając na lodzie parę tysięcy
                osób. Aussie słusznie mogą być wkurzeni).
                4) - Tak, ostatnio się powiększa z uwagi na za wyskoki
                kurs tutejszej waluty (podobny problem z walutą ma chyba Australia).
                Zapomniałem jednak dodać, że budżet ciągle jest na plusie
                mimo spłacania sporego zagranicznego zadłużenia wynikającego
                chyba właśnie z tego deficytu. Jak długo tak można robić
                nie wiem, ale tu się zgodzę, trend jest niepokojący.

                • Gość: Asia dla Kamilii IP: *.adsl.xtra.co.nz 25.02.04, 01:09
                  Pytasz o ceny domow - oczywiscie ze w Auckland ceny sa wyzsze, latwiej tez tam
                  jest o prace, zarobki sa wyzsze i koszty utrzymania tez wyzsze ale tak jest na
                  calym swiecie.
                  W Chch owszem zdarza sie ze temperatura noca bywa minusowa, w Auckland zreszta
                  tez choc zadziej, ostatniej zimy w chch chyba najnizsza temp noca byla -6, ale
                  po takiej nocy w ciagu dnia moze byc np 15, dziwie sie ze sia martwisz zimnem
                  bo to w koncu i tak duzo cieplej niz w Polsce i raczej minusowe temp tylko
                  noca, no chyba ze sie zdecydujecie na jakas gorska miejscowosc.

                  O kredytach Piotr napisal, obecne oprocentowanie ok 7% , pewnie nikt specjalnie
                  nie lubi kredytow, no ale takie sa realia wszedzie, jezeli nie chcesz kredytu
                  mozesz wynajmowac dom tyle ze splaty kredytu czasem sa mniejsze niz
                  wynajmowanie.

                  Obecnie w Chch za ok 150tys kupisz maly domek (2 sypialnie) lub unit, na ogol
                  tutejsze domy maja 3 sypialnie, jezeli dzieci dopiero w planach to mozna zaczac
                  od mniejszego domku i po kilku latach zamienic na wiekszy, tutaj to ogolny
                  trend kupowanie i sprzedawanie domow, jak ktos ma smykalke do remontu to mozna
                  niezle na tym zarobic.
                  Musisz sie liczyc z tym ze te tansze domy wymagaja jakiegos remontu, czasem
                  wystrczy zmiana tapet np, wymiana wykladziny lub jej wyrzucenie i troche farby,
                  czasem wiekszego remontu no ale to bedzie zalezalo od Was na co sie
                  zdecydujecie. Musisz sie oczywiscie liczyc z tym ze za dwa lata ceny bede
                  wyzsze.

                  Oszacowac szans na prace dla was nie jestem w stanie, raz ze niewiadomo co
                  bedzie za dwa lata, dwa ze to zalezy od Was samych, waszych osobowosci i
                  determminacji. Zawsze mozna sprobowac robic cos na swoja reke np, czy tez kupic
                  jakis istniejacy business, inwencja to klucz do sukcesu. Ogrodnik i informatyk
                  w jednym moze nawet niezla kombinacja, tutaj duzo ludzi zatrudnia np raz w
                  tygodniu czy raz na dwa tygodnie kogos do ogrodu, mozna sprobowac jakis service
                  komputerowy jezeli komus nie zalezy specjalnie na etacie i "zaszczytach ze ma
                  pozycje"
                  My za pierwszym pobytem tutaj robilismy rozne rzeczy, kupno-sprzedaz na
                  aukcjach i prywantnie, tapicerowanie starych foteli i sprzedaz itd itd
                  mozliwosci sa rozne - tutaj ludzie sporo wydaja na uslugi rozne wiec napewno
                  jest pole do popisu.

                  Kamila wszelkiego rodzaju informacje dot. przepisow immigracyjnych dostaniesz w
                  biurze immigracyjnym, mozesz napisac do nich maila z pytaniami oni zawsze
                  odpisuja

                  pozdrawiam
                  • Gość: CGN Re: dla Kamilii IP: 217.98.60.* 25.02.04, 20:00
                    Asia napisał: Pytasz o ceny domow - oczywiscie ze w Auckland ceny sa wyzsze,
                    latwiej tez tam jest o prace, zarobki sa wyzsze i koszty utrzymania tez wyzsze
                    ale tak jest na calym swiecie. W Chch owszem zdarza sie ze temperatura noca
                    bywa minusowa, w Auckland zreszta tez choc zadziej, ostatniej zimy w chch chyba
                    najnizsza temp noca byla -6, ale po takiej nocy w ciagu dnia moze byc np 15,
                    dziwie sie ze sia martwisz zimnem bo to w koncu i tak duzo cieplej niz w
                    Polsce i raczej minusowe temp tylko noca, no chyba ze sie zdecydujecie na jakas
                    gorska miejscowosc.
                    C: Napisz, ze domy w NZ nie maja na ogol ani ogrzewania ani klimatyzacji (za
                    drogo)...

                    - O kredytach Piotr napisal, obecne oprocentowanie ok 7% , pewnie nikt
                    specjalnie nie lubi kredytow, no ale takie sa realia wszedzie, jezeli nie
                    chcesz kredytu mozesz wynajmowac dom tyle ze splaty kredytu czasem sa mniejsze
                    niz wynajmowanie.
                    C: Tyle, ze jak nie splacisz kredytu to stracisz dom i to co juz wplacilas,
                    stad polonia woli mieszkania rzadowe...

                    Obecnie w Chch za ok 150tys kupisz maly domek (2 sypialnie) lub unit, na ogol
                    tutejsze domy maja 3 sypialnie, jezeli dzieci dopiero w planach to mozna zaczac
                    od mniejszego domku i po kilku latach zamienic na wiekszy, tutaj to ogolny
                    trend kupowanie i sprzedawanie domow, jak ktos ma smykalke do remontu to mozna
                    niezle na tym zarobic.
                    C: I pojsc za kratki, jak sie np. sufit zawali na nabywcow. 150 tys. to
                    rozlatujacy sie barak 50 km od miasta i 20 km do autobusu co jezdzi 2 razy
                    dziennie...

                    Musisz sie liczyc z tym ze te tansze domy wymagaja jakiegos remontu, czasem
                    wystrczy zmiana tapet np, wymiana wykladziny lub jej wyrzucenie i troche farby,
                    czasem wiekszego remontu no ale to bedzie zalezalo od Was na co sie
                    zdecydujecie. Musisz sie oczywiscie liczyc z tym ze za dwa lata ceny bede
                    wyzsze.
                    C: zgnilej konstrukcji malowanie nie pomoze... A NZ ma wilgotny klimat!

                    Oszacowac szans na prace dla was nie jestem w stanie, raz ze niewiadomo co
                    bedzie za dwa lata, dwa ze to zalezy od Was samych, waszych osobowosci i
                    determminacji. Zawsze mozna sprobowac robic cos na swoja reke np, czy tez kupic
                    jakis istniejacy business, inwencja to klucz do sukcesu. Ogrodnik i informatyk
                    w jednym moze nawet niezla kombinacja, tutaj duzo ludzi zatrudnia np raz w
                    tygodniu czy raz na dwa tygodnie kogos do ogrodu, mozna sprobowac jakis service
                    komputerowy jezeli komus nie zalezy specjalnie na etacie i "zaszczytach ze ma
                    pozycje"
                    C: Szanse zaleza glownie od koniunktury, a na nia nawet pani premier NZ, mimo
                    ze jest postepowa feministka i lesbijka nie ma wplywu...

                    My za pierwszym pobytem tutaj robilismy rozne rzeczy, kupno-sprzedaz na
                    aukcjach i prywantnie, tapicerowanie starych foteli i sprzedaz itd itd
                    mozliwosci sa rozne - tutaj ludzie sporo wydaja na uslugi rozne wiec napewno
                    jest pole do popisu.
                    C: Czyli ze zakupy robicie w rzw. opportunity shops - latwo je poznac po
                    smrodzie. Chyba nigdzie nie ma tylu sklepow ze starzyzna (nie mylic z antykami)
                    co w NZ. No coz, to kraj biedakow...

                    Kamila wszelkiego rodzaju informacje dot. przepisow immigracyjnych dostaniesz w
                    biurze immigracyjnym, mozesz napisac do nich maila z pytaniami oni zawsze
                    odpisuja
                    C: Tyle, ze odmownie....
                  • Gość: kamila Re: dla Kamilii IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 25.02.04, 20:46
                    Dzieki Asiu...
                    Caly czas sie zastanawiamy. Nie znam jeszcze tak dobrze jezyka, aby sie
                    swobodnie porozumiewac w takich tematach jak emigracja.
                    Dziekuje za informacje. Na CGN-a nie zwracaj uwagi bo to jakis nieszczesliwy
                    typ, poprawia sobie humor narzekajac na wszystko i wszystkich i udaje przy tym
                    madrego, zauwazylas, ze odpisuje na kazdy watek? Widocznie podnosi to poczucie
                    jego wartosci...
                    Pozdrawiam i dziekuje raz jeszcze...
                    • Gość: CGN Re: dla Kamilii IP: 217.98.60.* 25.02.04, 20:57
                      To z czym sie pchasz do anglosasow. Cyba ze chcesz im kible czyscic...
                      I nie moja wina, ze szybko odpisuje... No coz, prawda w oczy kole...
                      Ty sobie wytworzylas obraz idealnej NZ, i nie chesz przyjac do wiadomosci, ze
                      ona nie istnieje w rzeczywistosci!
                        • Gość: Piotr Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: 210.48.117.* 26.02.04, 00:39
                          O - przepraszam, jest jedna nieścisłość. Dzisiaj pojechałem do pracy
                          autobusem i jest to numer 68 nie 66. Idzie się od nas na niego 10 nie
                          15 minut. Poza tym się zgadza. A swoją drogą to transportu publicznego
                          w Auckland nie zamierzam chwalić. Powyżej 5 km od centrum jest kiepski.
                          Tą 68-kę uruchomili dopiero jakieś 2 lata temu (inna sprawa że wcześniej
                          nie było naszego osiedla) a dopiero od kilku miesięcy chodzi w rozsądnych
                          godzinach.

                          Przy okazji Przemku dowiedziałeś się ile zarabiam. Starm się
                          tą informację trzymać dla siebie, szczególnie przed znajomymi
                          - cóż - Kagan mnie podpuścił.
                          Zresztą, co ja tu będę pisał - spotkamy się kiedyś przy okazji
                          grilla.

                          Piotr
                      • Gość: Asia Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII IP: *.adsl.xtra.co.nz 26.02.04, 05:15
                        trudno dyskutowac z kims dla kogo najwiekszym argumentem jest to ze H. Clark
                        jest feministka i lesbijka

                        co ja wiem o N.Z? no coz napewno nie mniej niz Ty, Ty sie podpierasza
                        statystykami ktorymi mozna udowodnic wszystko co sie tylko chce, nauczyli nas
                        tego w Polsce, blismy potega swiatowa w wydobywaniu wegla i przemysle ciezkim,
                        no takie napewno byly statystyki, i co z tego mielismy?????/
                        bardzo mozliwe ze teraz tez statystycznemu polakowi w Polsce zyje sie lepiej
                        niz w Nowej Zelandii - tyle ze zywych ludzi to nie interesuje bo realia sa
                        zupelnie inne.
                        wishful thinkig to ty sloneczko uskuteczniasz bo chcialbys zeby w N.Z bylo tak
                        jak nam to przedstawiasz, zebys sie poczul lepiej bo tutaj cie nie ma, czyzbys
                        wyjechal tak wczesnie ze nie zalapales sie na obywatelstwo i z tad twoje
                        rozgoryczenie? zona tez po drodze cie zostawila? a moze lesbijka zostala i
                        dlatego czesto o nich wspominasz? No co by to nie bylo to zdecydowanie wplynelo
                        na Twoja psychike, serdecznie wspolczuje.
                        Wiecej komentarzy z mojej strony pod Twoim adresem nie bedzie

                        pozdrawiam serdecznie smile
                        • monari Re: POLONIA Z NOWEJ ZELANDII 26.02.04, 05:22
                          Po co wy wogole prowadzi cie dyskusje z jakim negatywnie nastawionym osobnikiem.
                          Po co sobie glowe zawracac? Sa o tyle ciekawsze tematy.
                          Nie wszystkim emigracja sie udaje. Kamila musi widziec obydwie strony.
                          Wyraznie wiekszosc tu piszacych jest zadowolona ze swojego wyboru. A ze jeden
                          narzeka? Nieudacznikow znajdzie wszedzie.
                          • teleforo Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej 26.02.04, 07:32
                            monari napisał:

                            > Po co wy wogole prowadzi cie dyskusje z jakim negatywnie nastawionym
                            osobnikiem

                            ten wg ciebie "negatywnie nastawiony osobnik" wydaje sie wiedziec
                            duzo wiecej na temat NZ i AU niz slodko pierdzace aniolki i
                            gruchajace golabki
                            prawda nie nalezy do nikogo, poglady CGN moze sa nie 'politically correct' ale
                            sa silna i racjonalna wizja ukladow down under

                            > .
                            > Po co sobie glowe zawracac? Sa o tyle ciekawsze tematy.
                            to nie zawracaj sobie glowy i innym, bye

                            > Nie wszystkim emigracja sie udaje. Kamila musi widziec obydwie strony.
                            no wlasnie i tylko CGN ma odwage powiedziec prosto z mostu
                            co ja tam czeka

                            > Wyraznie wiekszosc tu piszacych jest zadowolona ze swojego wyboru.
                            nie odnioslem tego wrazenia, raczej usilna 'propaganda suckcesu'
                            ludzi, ktorzy nie maja i nie widza innego wyjscia z pulapki emigracyjnej
                            • Gość: Asia Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.akl.callplus.net.nz 26.02.04, 09:41
                              jaka propaganda sukcesu? co uwazasz za ta propagande moze podaj jakies
                              konkrety, ktora z moich wypowiedzi byla propaganda sukcesu i co masz na mysli
                              piszac ze jestesmy w pulapce emigracyjnej i nie widzimy innego wyjscia? -
                              jakiego wyjscia powrotu do Polski np? niby czemu nie moglibysmy wrocic? bardzo
                              prosze wyjasnij swoj punkt widzenia bo nie bardzo rozumiem co miales na mysli

                              i niby dlaczego poglady CGN sa silna i racjonalna wizja ukladow down under?
                              podaj jakies konktrety, czy tez rowniez bedziesz sie opieral na statystykach i
                              je interpretowal wedlug swojego widzimisie?

                              posrod emigrantow jest wielu ludzi ktorzy nie musieli wyjezdzac z Polski i nie
                              wyjechali za chlebem, nie podcieraja dup nikomu na zgnilym zachodzie, nie
                              zywaja garow w podlych knajpach, nie pracuja w burdelach, maja normalne prace i
                              normalne zarobki, a zyja sobie w wybranym kraju bo tak im pasuje, jezeli kiedys
                              im przyjdzie ochota wrocic do kraju to wroca lub pojada sobie do innego kraju,
                              wiec gdzie ta pulapka?
                              • Gość: kamila Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 26.02.04, 14:56
                                Asiu, brawo za slowa krytyki dla CGN, masz racje. On jest nieszczesliwy, nie
                                udalo mu sie w NZ ani w Australii. Nie dostal pracy takiej jak chcial, mial
                                jakis proces, ktory rzekomo wygral, ale jest sfrustrowany, ze ze swoim
                                wyksztalceniem (ktorego nie da sie zauwazyc po wypowiedziach) nie dostal
                                najlepszej posady w calej Australii i Oceanii!
                                Co do mojego wyjazdu, to chyba jednak pojedziemy z mezem najpierw na wakacje do
                                NZ, zwiedzimy, rozejrzymy sie, wiem ze taki wyjazd to malo, ze nawet pol roku
                                pobytu jeszcze nie mowi wiele, ale postaramy sie jak najwiecej dowiedziec i
                                zaobserwowac, zobaczymy jeszcze.
                                Pozdrawiam! Pa pa!
                              • Gość: CGN Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 26.02.04, 18:37
                                Pizszecie zewam niby jest tam OK, ale jak tak moze byc, jak jestescie tam
                                pomiatani przez establishment. A najlepszy dowod na tragiczna sytuacje w NZ to
                                fakt, ze ja jako ob. Australijski moge jechac do NZ i od razu dostaje tam prawo
                                do wszystkich swiadczen socjalnych, a z powodu najazdu bezrobotnych
                                Nowozelandczykow do Australii, musza tam oni odpracowac rok, aby dostac prawo
                                do swiadczen socjalnych, jak Polacy w W. Brytanii po 1 maja 2004...
                                Podajesz przyklady tych nielicznych, ktorym sie udalo, a ignorujesz ta ogromna
                                wiekszosc, ktora tam klepie biede. Pojedz, jak masz czym, do najblizszego klubu
                                polskiego w NZ, za zobaczysz tych "ludzi sukcesu", co sie wstydza wrocic do
                                polski z pustymi rekami i kontami... sad
                                • peter2715626 Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej 26.02.04, 20:34
                                  > przyklady tych nielicznych, ktorym sie udalo,



                                  Wreszcie jedno zdanie, z ktorym moznaby sie zgodzic, bo rzeczywiscie nie
                                  wszystkim sie tu udaje i to nie jest raj na ziemi. Ale nie wiem, czy nielicznym
                                  czy nie. Tak sie jednak zlozylo, ze Asia, Piotr i ja pracujemy tu i zyjemy na
                                  normalnym srednim poziomie i jestesmy szczesliwi. Sa tez tu tacy, co zyja na
                                  zasilkach lub zarabiaja ponizej sredniej, nie maja dostepu do sieci i nigdy nie
                                  wezma udzialu w tej dyskusji.

                                  Pomiatani przez establishment? Co to znaczy? A w Polsce nie jestes pomiatany
                                  przez establishment? Czuje sie tu potrzebny, pracodawca mnie szanuje, mam
                                  szczesliwa rodzine. Co mi wiecej potrzeba?

                                  Ciagle ktos tu pisze o jakims powrocie......
                                  Ale po co wracac, skoro mozna miec tu wygodne zycie, nawet przy przecietnych
                                  dochodach, w pieknym kraju i w umiarkowanym klimacie. Ale oczywiscie, jezeli
                                  ktos stale marzy o powrocie do ojczyzny i nie moze tego zrealizowac, to jasne,
                                  ze jest nieszczesliwy. Kagan to zrealizowal, jest szczesliwy i dopasowuje
                                  teorie do swojego zyciorysu. Pilot Pirx tego by nie zaakceptowal.

                                  Pozdrawiam cieplutko....

                                  U nas ciagle lato, ale zbiera sie na deszcz i jesien coraz blizej.




                                  =====================

                                  mordor.mds.pl/peter
                                  • Gość: CGN Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 13:24
                                    Tu zgoda. Wiec nalezy tez podac losy tej wiekszosci, ktorej sie nie udalo, bo
                                    nie mieli szczescia, pieniedzy, inteligencji czy tez nie znali jezyka
                                    angielskiego...
                                    Cieszy mnie, ze Asia czy Ty jestescie zadowoleni, niezalenie od tego, czy macie
                                    ku temu powody...
                                    I chodzi mi o to, ze tu nie dosyc ze jestescie w stosunku master-servant czyli
                                    w pracy jako servant, a nie master, ale ze na dodatek ten master uwaza was za
                                    cos gorszego niz innych servants, bo jestescie dla niego tzw. wogs...
                                    A ja oczywiscie wolalbym zostac w OZ czy nawet w NZ, ale, jak pisalem,
                                    tamtejsze rzady tak "zracjonalizowaly" uniwersytety, ze nawet anglosasow
                                    pousuwaly, wiec ja, jako wog i na dodatek Slowianin, nie mam tam czego szukac.
                                    Bynajmniej nie idealizuje tu Polski, ale to jest my country, right or wrong...
                                    Wiem, ze 99% Polakow w mej sytuacji zstalo by w OZ chocby na zasilku i
                                    dorabiajac na boku, ale to nie dla mnie...
                                    Pozdr.
                            • Gość: CGN Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 26.02.04, 18:42
                              Ja nie jestem nastawiony negatywnie, tylko pisze prawde. W Oz skonczylem 2
                              uniwerki, pracowalem jako analityk i manager w Telstra czy ANZ, wykaldalem na
                              uniwerku tez, ale uwazam, ze sie tam marnowalem z powodu rasizmu...
                              Ja tylko ostrzegam, aby na antypody nie jechali ludzie bez $$$ i ze slabym
                              angielskim, i zeby nie oczekiwali, ze tam zrobia jakakolwiek kariere! That's
                              all! A teraz wsiadam w pociag i jade do Krakowa i Warszawy...
                              Pozdrowka z polskich gor (wciaz zima)
                              CGN
                              • Gość: kamila Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 26.02.04, 19:51
                                Teraz mozna z Toba podyskutowac, muwisz spokojniej, nie rzucasz sie jak
                                przedtem. Na pewno sa osoby, ktore czuja sie nieszczesliwe w NZ z powodu
                                tesknoty za rodzina czy innych im znanych przyczyn, nie watpie. Sa tez tacy,
                                ktorzy czuja sie tam fantastycznie. Mysle,ze ja i moj maz bylibysmy szczesliwi,
                                majac normalną posadę, zyjąc spokojnie w NZ. Wkurza nas jak wiele osob w Polsce
                                stanie w ogromnych kolejkach na poczcie, w urzedach, uzeranie sie z paniami za
                                okienkiem, ktore nie chca sie wysilic aby pomoc czlowiekowi, ba! Nawet nie chca
                                pomoc, jesli nic ich to nie kosztuje, nie wykraczaja poza swoje obowiazki,a
                                chocby zwykly usmiech nie jest ich obowiazkiem...
                                denerwuje mnie sluzba zdrowia, wspolczuje im, ze ze maja niskie place, ale chce
                                miec pewnosc, ze moge w kazdej chwili isc do lekazra, nie bojac sie, ze lekarz
                                powie: po co pani przyszla, przeciez nie jest pani umierajaca. Denerwuje mnie
                                brud w szpitalach, nie chce rodzic dziecka i lezec z nim w sali, gdzie po
                                podlodze chodza karaluchy! Nie mam zamiaru dawac nikomu łapowki, zeby dobrze
                                wykonal swoej obowiazki, nie tylko lekarzy sie tyczy.
                                Wkurza mnie zazdrosc ludzi, ktorzy widząc,ze czlowiekowi sie powodzi puszczaja
                                plotki, bywaja zlosliwi. Wkurza mnie brak poczucia bezpieczenstwa, kiedy sama
                                wracam po zmroku do domu( co sie na szczescie rzadko zdarza), boje sie o moje
                                dzieci, o ich bepieczenstwo. Wiem, ze w NZ rowniez zdarzaja sie kradzieze czy
                                napasci, ale mysle ze nie tak czesto jak tu. Poza tym klimat wplywa na ludzi.
                                Slonce poprawia humor, ludziom chce sie byc zyczliwym, dobrym. Dlaczego wieksza
                                czesc ludzi zapadajacych na depresje i płytsze stany depresyjne zapada jesienia
                                i zima? Nie marzy mi sie kariera zawodowa w sensie osiągniecia najwyzszych
                                tytulow, pensji itd. Nie mysle o tym. Chce miec spokojne zycie, czas na
                                przyjemnosci takie jak czytanie ksiazek z mojej dziedziny lub nawet bzdurnych
                                romansow jesli mam na to ochote.
                                Z drugiej strony zawsze marzylam, aby zalozyc prywatne przedszkole (a najlepiej
                                szkole podstawowa,ale to wieksze koszty) lub tzw. domowe przedszkole, gdzie
                                male grupy dzieci maja zapeniony wlasciwy rozwoj, odpowiedni do poziomu
                                aktualnego rozwoju, chcialam organizowac kursy dla rodzicow, jak rozmawiac z
                                dziecmi i postepowac, aby one umialy sie do nas zwrocic o pomoc nawet w wieku
                                dojrzewania. Wyjezdzajac do NZ nie stac nas bedzie na zalozenie przedszkola czy
                                zorganizowania kursow (mam tez pomysly na inne kursy, nie tylko o dzieciach).
                                Za cene domow w NZ moge miec super dom tu, lub zwykly dom i oszczednosci. Poza
                                tym jestem bardzo zwiazana z moja rodzina emocjonalnie, mialam cudowne
                                dziecinstwo i bylam zawsze szczesliwa, bardzo dobrze mi sie uklada z rodzicami,
                                jak rowniez mojemu mezowi (z moimi, bo jego mieszkaja daleko), chcialabym aby
                                moja mama miala kontakt z dziecmi, bedzie wspaniala babcia. tu sa klopoty, a
                                nie angielski czy inne aspekty. Problem tkwi we mnie, chce wyjechac swiadomie,
                                nie chce sie zawiezc, dlatego pytam o odczucia innych, ale bardziej pytam o
                                odczucia a nie o statystyki, do ktorych tez znajde dojscie. Zalezy mi na
                                opiniach ludzi, chociaz to tez nie jest miarodajne, cos dal kogos jest dobre,
                                ale dla mnie nie musi byc i dwrotnie. Sadze jednak ze CGN troche a moze bardzo
                                przesadza z tym swoim przestrzeganiem. Nie sadze ze gdziekolowiek istnieje raj,
                                ale sadze ze NZ moze byc jemu najblizsza, przynajmniej dla mnie. Ale nie dowiem
                                sie nigdy jesli nie sprobuje. Dlatego pytam Waso szczegoly. Dziekuje wszystkim
                                za opinie i odpowiedzi, dzieuje ze chcecie sie dzielic ze mna swoimi
                                przemysleniami. Pozdrawiam Was wszystkich.
                                Alez sie rozpisalam wink PA!
                                • peter2715626 Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej 26.02.04, 20:40
                                  Dokladnie z tych samych powodow wyjechalem.

                                  Kagan jednak ma racje, piszac, ze bez doskonalego angielskiego, wlasciwych
                                  kwalifikacji, odpowiedniego paroletniego doswiadczenia zawodowego oraz kasy na
                                  utrzymanie sie do czasu znalezienia pracy, szanse na zrealizowanie tych planow
                                  sa niewielkie.

                                    • Gość: Sydnejczyk Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.sprintserwis.pl 29.02.04, 12:45
                                      Angielski mozesz udoskonalic tylko w Anglii czy innym angielskojezycznym kraju,
                                      nigdy w Polsce, chyba, ze bedziesz miec po kilka godzin konwersacji dziennie z
                                      tzw. native speaker. I jesli masz pieniadze, to powinnas bez trudu dostac wize
                                      turystyczna i pojechac (polecam business class ze wzgledu na czas podrozy i
                                      tlok i scisk w trzeciej, czyli turystycznej klasie, ktory powoduje choroby
                                      ukladu krazenia) do NZ na zawiad. Musicie miec na poczatek, jako tzw, business
                                      migrants, min. milion polskich zlotych i doswiadczenie w biznesie (np. dowod,
                                      ze placiliscie przez kilka lat wysokie ppdatki, jako dowod, ze potraficie
                                      prowadzic i to uczciwie, zyskowny interes).
                                      Pozdrawiam i zycze powodzenia. Antypody potrzebuja mlodych ludzi z gotowka,
                                      inicjatywa, doskonalym angielskim i duza doza szczescia i optymizmu. Nie
                                      potrzebuja natomiast biednych bezrobotnych Polakow ze slabym angielskim.
                                • Gość: Piotr Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: 210.48.117.* 26.02.04, 21:28
                                  Chyba dyskusja się ucywilizowała, wtrącę ponownie swoje 3 grosze.

                                  Kamila: angielski, angielski, angielski! Nie pisany, ale mówiony.
                                  Założenie domowego przedszkola jest tu prostsze niż myślisz
                                  i wspomagane przez specjalne instytucje
                                  (o większym przedszkolu czy szkole zapomnij), ale nikt nie pośle
                                  do Ciebie dzieci w fazie rozwoju językowego aby załapały silny
                                  obcy akcent czy niepoprawną gramatykę. Ten temat akurat znam z
                                  autopsji - do dokładnie takiego domowego przedszkola posyłamy córkę.
                                  Ostrzegam jednak: nie zrobisz na tym biznesie kokosów, mąż będzie
                                  musiał mieć stabilą pracę aby wszystko trzymało się kupy. I jeszcze
                                  raz powtarzam - w tej dziedzine ludzie będą bardzo zwracać uwagę
                                  na biegłą znajomość angielskiego. Na lekki, ale zauważalny akcent
                                  niekoniecznie - domowe przedszkola z powodzeniem prowadzą i panie z RPA i
                                  Azjatki.

                                  Nacisk, który kładziesz na chęć częstego kontaktu z rodziną może
                                  być największym problemem. Odległość JEST wielka, podróż długa
                                  i droga. Połączenia telefoniczne są co prawda tanie, ale jednym
                                  wystarczy telefon innym nie. Tutaj bardzo dobrze się zastanów.

                                  Pomysł z przyjadem, zobaczeniem, pogadaniem z ludźmi jest bardzo
                                  dobry. Co prawda wyjazd turystyczny wypacza wrażenia, ale będziesz
                                  miała okazję spotkać np. tutejszych Polaków. Omijaj jednak szerokim
                                  łukiem kluby polonijne i polskie kościoły. To enklawy cieknącego
                                  jadem polskiego piekiełka. Są Polscy emigranci, którzy nie szukją
                                  specjalnie kontaktu z rodakami i sobie spokojnie żyją. Trudniej
                                  tylko do nich trafić.

                                  Piotr
                                  • Gość: były NZ Re: POLONIA w pulapce emigracyjnej IP: *.aster.pl / *.acn.pl 26.02.04, 23:37
                                    to może ja też wtrące swoje 3 grosze.

                                    Tak naprawdę wydaje mi się, że wszystko zależy od tego jaki ma się zawód. Jeśli
                                    jest się np. informatykiem lub inżynierem to NZ jest do zniesienia bo się ma
                                    duże szansę na dobrą pracę. Oczywiście znajomość angielskiego to po prostu pre
                                    requisite. Jeśli ma się wykształcenie bardziej humanistyczne to jest o dużo
                                    trudniej. A ogólna zasada jest prosta - jak się nie ma pracy (lub ma kiepską)
                                    to jest o dużo trudniej. Sorry, ale na przykład nie wyobrażam sobie kiwusów
                                    przyprowadzających swoich dzieci to "jakiejś Polki" mówiącej dziwnym akcentem i
                                    mającej zapewne jakieś nieobliczalne obyczaje. Niestety oni tak to będą
                                    widzieć. A imigrantów nadal chyba nie ma tam aż tak dużo.

                                    Osobiście nie wybrałbym NZ po raz drugi. Piotr ma rację opisując wady NZ (a
                                    pewnie możnaby dodać jeszcze parę innych). W moim przypadku zalety były za
                                    słabe jakościowo żeby mnie tam zatrzymać.

                                    Pozdrawiam

                                    P.S. Prośba do Petera: czy jest szansa żebyś na swojej www umieścił jeszcze
                                    trochę zdjęć Auckland. Czasem miło popatrzeć.

                                    Pozdrawiam Polonię w NZ!!!!!
                                  • luiza-w-ogrodzie Przedszkole w OZ 27.02.04, 00:03
                                    Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                    > Założenie domowego przedszkola jest tu prostsze niż myślisz
                                    > i wspomagane przez specjalne instytucje
                                    > (o większym przedszkolu czy szkole zapomnij), ale nikt nie pośle
                                    > do Ciebie dzieci w fazie rozwoju językowego aby załapały silny
                                    > obcy akcent czy niepoprawną gramatykę. Ten temat akurat znam z
                                    > autopsji - do dokładnie takiego domowego przedszkola posyłamy córkę.
                                    > Ostrzegam jednak: nie zrobisz na tym biznesie kokosów, mąż będzie
                                    > musiał mieć stabilą pracę aby wszystko trzymało się kupy. I jeszcze
                                    > raz powtarzam - w tej dziedzine ludzie będą bardzo zwracać uwagę
                                    > na biegłą znajomość angielskiego. Na lekki, ale zauważalny akcent
                                    > niekoniecznie - domowe przedszkola z powodzeniem prowadzą i panie z RPA i
                                    > Azjatki.

                                    W NSW istnieja lokalne osrodki koordynujace prace domowych przedszkoli.
                                    Przedszkolanki sa sprawdzane zanim sie je zarejestruje, gdy pracuja, maja
                                    niezapowiedziane naloty koordynatorow, pomoc jesli chodzi o zabawki, transport
                                    dzieci na wiekszy plac zabaw itp. Moja corka chodzila do opiekunki wywodzacej
                                    sie ze SriLanki i byla to najlepsza przedszkolanka, jaka mozna sobie wyobrazic.

                                    Nie wiem jakie sa zasady prowadzenia niezaleznych przedszkoli (przepisy,
                                    wymagane kwalifikacje, podatki), ale znam w Sydney Polke, ktora ma wlasne
                                    prywatne przedszkole, zatrudnia kilka osob i prosperuje od dobrych kilku lat,
                                    wiec nie jest to niemozliwe.

                                    Pozdrawiam
                                    Luiza-w-Ogrodzie

                                    "have your fun and keep lafing" ©joanna

                                    .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>