Dodaj do ulubionych

asertywność i te sprawy

08.03.21, 11:44
Wątek amerykanki i moje ostatnie osobiste doświadczenia natchnęły mnie do napisania tego posta. Hamerykanka opisuje sytuację, w której ma duży problem w odmowie ewidentnie wykorzystującej ją osobie (jakiejś pseudohodowczyni czy komuś takiemu). Wkleja screena wymiany zdań, w której tłumaczy się jakiejś obcej babie z tego, nie nie zamierza brać na swoje barki jej problemów, wyrażając przy tym, że jednocześnie jest jej przykro oraz tłumacząc się niepotrzebnie (że pies zjadł córce buty, że w związku z tym ma dodatkowe wydatki etc.), tak jakby NIE nie było wystarczającym argumentem.

Do rzeczy, bo nie o Hamerykance miał być ten wątek a o asertywności, z którą ostatnio sama mam jakiś problem.
Generalnie nigdy nie miałam żadnego problemu z tym, żeby powiedzieć NIE. Nie kajałam się, nie wymyślałam powodów z tyłka, nie kłamałam. Po prostu mówiłam "nie, bo nie chcę" albo "nie, mam inne plany". A ostatnio przyłapałam się na tym, że coś mi się niedobrego porobiło. Pomagałam pewnej osobie, obcej osobie dodam, którą poznałam przypadkiem i której chciałam i mogłam do pewnego stopnia pomóc bez zbędnego rozkminiania co ona z tą pomocą uczyni. Od siebie podarowałam jej pewne rzeczy codziennego użytku, których potrzebowała, zorganizowałam ich transport, zebrałam inne rzeczy od przyjaciół. Przede wszystkim jednak ogarnęłam dla niej pomoc systemową, czyli przez kilka dni obdzwaniałam instytucje, świadczące pomoc osobom w tej konkretnej sytuacji oraz uruchamiałam swoje znajomości, żeby "pchnąć" jakieś jej sprawy w urzędach. Dałam jej te kontakty, numery telefonów do instytucji, umówiłam wizyty. Miała skorzystać. No na tym miał być koniec mojej pomocy. Skorzysta z tego albo nie skorzysta, to już sprawa tej osoby, wszak za kogoś życia nie przeżyję.

Ale nagle doszło do jakiejś eskalacji potrzeb z jej strony, pierdyliarda esemesów o tym jak to ona się źle czuje, jak potrzebuje tego i siamtego, a to pożycz mi 50 złotych na to, a to czy mogę przelać jej trzy stówy do środy na jakiegoś prawnika, a to przywieź mi proszę dokumenty z dworca. Na moją odpowiedź "Nie" zaczęłam otrzymywać wiadomości typy "a dlaczego nie? przecież masz czas/ pieniądze/ zasoby/ znajomych/ cokolwiek".
W końcu pieprznęłam tym w cholerę. Finalizuję rozpoczęte działania pomocowe, ale esemesików nie odbieram, na próby nagabywania na rozmówki i psiapsiółkowanie nie odpowiadam. Oczywiście czuję się z tym fatalnie i żałuję, że w ogóle chciałam komukolwiek pomóc.

I teraz pytanie. Co tu się, do cholery, porobiło? Dlaczego dałam się wmanewrować w jakieś tłumaczenie się obcej osobie z mojego wolnego czasu, pieniędzy i innych spraw? Dopiero wątek Hamerykanki mocno mnie otrzeźwił i spowodował, że przestałam czuć dyskomfort, że odmawiam, nie odpisuję, ignoruję rzewne wiadomości o tym, że jakaś obca osoba ma jakieś tam problemy.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 11:59
      Gotowanie żaby. Nakład w postaci czasu, wysiłku, zaangażowania sprawia, że uzasadniasz przed sobą dorzucanie kolejnych cegiełek plus do pewnego momentu zbierasz głaski w postaci satysfakcji i uznania za czynione dobro.
      To coś jak dylemat gracza giełdowego, trudno się wycofać po zainwestowaniu x,y, i z. Nie Twoja wina.
      A pani z postawą "daj palec to odgryzę ci rękę" zachowuje się w typowy sposób, bo została nauczona czerpania profitów z eskalacji próśb.
      • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:28
        Chyba to. Bo już zaczęłam wątpić we własne zdrowie psychiczne i zastanawiać się, czy mnie jakaś covidowa depresja nie dorwała, skoro tak się daję łatwo urobić. Pierwszy raz mam do czynienia z takim czymś. Wcześniej taka roszczeniowość pojawiała się od razu w pełnej krasie i od razu wywoływała we mnie postawę typu "noł łej, spadaj na drzewo". A teraz palę się ze wstydu, że mi żal pięć dych na leki dla czyjegoś dziecka.
    • spanish_fly Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:02
      Ale serio dałaś się w to wmanewrować czy po prostu ta osoba próbuje Cię w to wmanewrować, ale Ty się nie dałaś, bo raczej takie coś wynika z historii, którą opisałaś?

      W Twoim przypadku pewnie działa "zaangażowanie w działanie". Już dużo zrobiłaś, liczyłaś, że to co zrobiłaś pomoże tej osobie stanąć na nogi, może ci się wydawać, że jeszcze jakiś relatywnie drobny wysiłek z Twojej strony zrobi dużą różnicę. Ciężko odpuścić coś, w co się włożyło jakąś pracę nie doczekawszy efektów.

      Hamerykanka pewnie po prostu lubi zwierzęta i uważa, że nie powinny cierpieć nawet jeśli jakiś człowiek coś zawali, więc w jej przypadku walczą dwie ważne dla niej wartości: miłość do zwierząt i miłość do rodziny/dbanie o własny komfort.
      • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:23
        Do pewnego stopnia dałam się wmanewrować, skoro zaczęłam się obcej osobie tłumaczyć z tego dlaczego nie mogę. Dopiero po paru takich akcjach mnie olśniło i odpisałam w końcu NIE, bez żadnych uzasadnień i dalszych odpowiedzi na esemesiki roszczeniowej osoby. Przede wszystkim wkurza mnie to poczucie winy, które we mnie wywołała. I wkurza mnie to, że w ogóle dałam się w to poczucie winy wmanewrować. Ech. Człowiek chciał dobrze, bo w całej tej sytuacji są dzieci. I dostał po łapkach za dobre chęci.
    • joaaa83 Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:08
      Myślę, że akurat trafiłaś na sprytnego manipulanta i dlatego dałaś się wciągnąć aż nadto. Nawet tym asertywnym osobom się zdarza. Kiedyś już pisałam na forum, że obudziłam się w sytuacji kiedy mnie ktoś zaczął rozliczać z czasu spędzonego z własnym dzieckiem (sugerowanie, że powinnam pójść z koleżanką na zakupy, zamiast z córką na rower) i znajomość ograniczyłam do takiego niezbędnego minimum. Dałam palec, a chciano mi zabrać rękę.
    • lumeria Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:15
      >Generalnie nigdy nie miałam żadnego problemu z tym, żeby powiedzieć NIE
      >Dlaczego dałam się wmanewrować w jakieś tłumaczenie się obcej osobie z mojego wolnego czasu, pieniędzy i innych spraw?

      Widocznie dotychczas mówiłaś "nie" ludziom, którzy odmowę byli w stanie przyjąć i uszanować. Właściwie to tylko pozazdrościć można, ze dopiero teraz natknęłaś sie na kogoś, kto wywiera presje na "tak", manipulatora, czy wymuszasza.



      • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:26
        No właśnie chyba to. Pierwszy raz mam do czynienia z TAKĄ eskalacją. Najpierw była wdzięczność dozgonna za każdy poczyniony krok (nie dla tej wdzięczności pomagałam, umówmy się. W dudzie mam wdzięczność obcych osób, mam doświadczenie w pomaganiu i wiem na ile szczera i ile warta potrafi być taka wdzięczność) i takie ciągłe "nie trzeba, ależ nie kłopocz się", a skończyłam z roszczeniowymi wiadomościami przed snem, żeby rano poświęciła dwie godziny na wyprawę samochodem gdzieś tam po coś tam. I mnie strzeliło.
        • joaaa83 Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:44
          No to identycznie jak moja historia. Były prośby o wcześniejsze wyjście z pracy, żebym coś tam załatwiła, chociaż teoretycznie mogła sama to zrobić. Mało tego ciągle słyszałam żale, że "Ziuta się strasznie zachowała, bo rozchorowała się, a miała pójść i jej załatwić to czy tamto". No to teraz najlepiej, żebym ja wyszła z pracy i to załatwiła. Dodam, że nigdy ta osoba nie wykonywała dla mnie podobnych przysług. Początkowa, zaskoczona prośbą, ze 3 razy wyszłam z pracy, no ale potem następowało stopniowe przebudzenie. Praca jak praca, ale najbardziej zbulwersowały mnie prośby, żebym nie realizowała obiecanych dziecku planów na wolny dzień, a zabawiała koleżankę swoją osobą podczas zakupów ciuchowych -"ja sama to nic nie wybiorę" Nosz ludzie...
        • 12gram Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 13:59
          Czasem lepiej pomoc dzieciom a nie dorosłym, np zabierając je z takiej rodziny, czy choćby oferując jakieś wyjazdy, zajęcia grupowe, terapeutyczne, kontakt z pozbieranymi życiowo ludźmi którzy te dzieci zainspirują do zmian. itd
            • lumeria Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 15:27
              Moge zapytać po co sie w to wkręciłaś skoro to nikt znajomy? To wygla na sytuacje, gdzie potrzebna jest pomoc systemową, a jedna osobę to zawali odpowiedzialnością. Bo dasz X, to potrzeba Y, potem Z, potem F, N, K, i nagle przekręt taki, ze to Ty jesteś odpowiedzialna za dowózkę, albo jedzenie, czy ogólny dobrostan rodziny.

              Nie jesteś.

              Mnie bardzo pomogła lektura nt. trójkąta Karpmana (dramatycznego) - gdzie w ten chory układ najłatwiej się wchodzi (z chęcią!) jako ratownik, zbawiciel. A jak przestajesz ratować, to stajesz się lub jesteś pomówiona o bycie oprawcą i wali Cie poczucie winy. Wiec czujesz się tez ofiara. I kolo sie zamyka. sad
              • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 16:53
                Weszłam w to, bo spotkałam na swojej drodze taką ofiarę, która wpadła w zaklęty krąg swoich ( i cudzych) fatalnych decyzji oraz zwykłego pecha. System w tym kręgu nie zadziałał. Zobaczyłam, że jest tam kilka punktów, które można załatać pomocą różnych organizacji społecznych (bardziej wędką niż rybą, czyli stażem lub warsztatami a nie po prostu gotówką). Zaczęłam działać, bo nie umiem przejść zupełnie obojętnie wobec tego typu sytuacji. I wpadłam jak śliwka w kompot.
                Nie mam syndromu ratownika, przeciwnie. Jak tylko znajdę się w takiej sytuacji, gdy zbyt wiele zależy ode mnie i gdy zbyt wiele muszę dać bezpośrednio od siebie, to potwornie się wkurzam. I się wkurzyłam. Teraz to mi się już odechciało tego pomagania w ogóle.
    • chococaffe Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 12:46
      Kiedyś spodobał mi sie projekt w stylu szlachetna paczka, ale już nie pamietam czy to był ten. Generalnie chodziło o potrzeby konkretnej rodziny i to mnie zachęciło , to że pomoc nie ginie w 'administracji" .

      Niestety potem dostawałam maile z kolejnymi życzeniami.
            • spanish_fly Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 17:17
              Pocieszę Cię, że może być gorzej. Mam znajomego, któremu kiedyś ktoś obcy bardzo pomógł i on całe życie czuję potrzebę odpłacenia za to. Wpłaca pieniądze na cele charytatywne, ale zdarza mu się też angażować bardziej. Obserwowałam jego zmagania z dwoma "ofiarami", którym udzielił naprawdę dużej pomocy - przez każdą z nich został ostatecznie okradziony, w jednym wypadku na grubą sumę, a dodatkowo jedna z tych osób zrobiła mu publicznie obrzydliwą awanturę na ważnej uroczystości. Bardzo to było pouczające dla mnie. Chociaż obie ofiary miałam okazję poznać i nie wzbudzały mojego zaufania, to jednak finał tych historii był dla mnie szokiem.
                  • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 09:28
                    No właśnie wbrew to może nie. Jestem w stanie COŚ poświęcić, najczęściej czas (choć paradoksalnie tego mam akurat na zbyciu najmniej i dbam w życiu o to, żeby jak najwięcej mieć do dla dziecka). Ale jak spotykam sytuację, w której tkwią dzieci i w której z mojej perspektywy niewiele czynników musi zadziałać, żeby doszło do spektakularnej zmiany, to mam odruch zakasywania rękawów.
                    • spanish_fly Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 10:05
                      Mówię ogólnie. Mnie się zdarzyło rzucić na ratunek kobiecie, która wpadła pod tramwaj. Tramwaj stał na przystanku, ona chciała wsiąść, ale jej się noga obsunęła i wpadła w szparę między peronem a tramwajem. Nie wiedziałam czy maszynista to widział, a mógł w każdej chwili ruszyć, bo drzwi się zamknęły. Wysiadłam z samochodu na środku ulicy i leciałam tak, że mało sobie nóg nie połamałam. Zachowanie kompletnie instynktowne i nieprzemyślane, nie mogę powiedzieć, żebym nad sobą wtedy panowała.
    • 12gram Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 13:25
      Brawo.
      Sama widzisz, że praktycznie każdemu "normalnemu" może się zdarzyc zajść za daleko w zaangażowaniu gdy trafi się na osobę umiejącą manipulować z premedytacją.
      Wiele "ofiar" budziło się w związkach gdzie tłumaczyły się jakiemuś patolowi, oddawały mu wszystko i czuły się jak śmieć, choć rok przed poznaniem patola były przedsiębiorczymi , wydawało się że pewnymi siebie osobami.
      Trzeba mieć oczy naokoło głowy by nie wtopić.
      Tu zapewne założyłaś z gory, że ta osoba jest "słabsza" niż ty, że to ty masz przewagę praktycznie we wszystkich aspektach więc możesz się podzielić, dać jej charytatywnie, w zamian za tylko podziękowania i własne poczucie zrobienia dobrego uczynku - i nawet przez myśl ci nie przeszło, że to wybrany świadomie cwany styl życia tej osoby, mający wydrenowac z zasobów takie osoby jak ty.

      • kobietazpolnocy Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 17:42
        Pytanie, czy ta osoba manipuluje z premedytacją, czy po prostu inaczej odczytuje sygnały wysłane przez autorkę.
        Są ludzie na tyle oderwani od rzeczywistości i normalności, że zachowują się czasem jak nienasycone dzieci, wierzące, że kto pomógł raz, będzie pomagać dalej, jak rodzic. Nierzadkie właśnie u osób niezaradnych, potrzebujących pomocy.
        Ale bez względu na to jak jest, takie rzeczy trzeba urywać w odpowiednim momencie. Żeby oszczędzić sobie i drugiej stronie rozczarowań.
        Przyznam, że sam fakt dawania swojego adresu i namiarów obcej osobie brzmi dla mnie jak spore zaangażowanie, niewspółmierne do relacji. Myślę, że możesz mieć rację pisząc o zaskakującym rozłożeniu sił. Druga strona dobrze wyczuła, kto tu tak naprawdę jest słabszy.
    • conena Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 13:56
      Hamerykanka ostro walczy o wątek roku i jak na razie jest bezkonkurencyjna, bo dotąd takich akcji na forum nie było. a było już wiele.

      dawno temu dwie przyjaciółki wyleczyły mnie z pomocowych odruchów, na szczęście bezkosztowo. jak przestały potrzebować nocować u mnie to i przestały czuć do mnie przyjaźń. w sumie fajnie wspominam ich wizyty, imprezowa jestem i zawsze byłam, żalu większego zatem nie odczuwam, a swoją lekcję odebrałam w miarę bezboleśnie.
    • swinka-morska Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 14:05
      Tramki-w..., ja widzę dosyć klasyczny i zdrowy przebieg wydarzeń: człowiek jako ogólnie dość dobrze nastawiony do świata, raczej pomaga niż odmawia pomocy, ale jak okazuje się, że druga strona eskaluje prośby, zaczynamy czuć się wykorzystywanym, wkurw narasta i najzdrowszym rozwiązaniem jest wysłanie proszącego "deja" na drzewo. Co też zrobiłaś.
      Gratulacje, wszystko z Tobą jest ok.
      Niesmak pozostaje z winy drugiej strony.

      • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 14:25
        Też tak to widzę, z jednej strony. Ale po dzisiejszej lekturze wątku o psowilkach czy wilkopsach zaczęłam panikować, bo uznałam, że może sama jestem już na najlepszej drodze ku temu, żeby dać się takiej Indiance z pseudopsami czy innej nawiedzonej babie wpędzić w tarapaty, tylko nie widzę tych oczywistych sygnałów.
        Cóż, ostrożności nigdy za wiele. Nie ukrywam, że skóra się na mnie zjeżyła a węch wyostrzył.
    • hamerykanka Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 15:48
      Indianka sie obrazila na amen.
      Ale owszem, brakuje mi asertywnosci zeby po prostu powiedziec 'nie' bez tlumaczenia sie,. zwlaszcza jesli ta osoba wpedza w poczucie winy.
      Niedawno mialam podobna sytuacje. Na forum miejskim byla osoba ktora przeprowadzla sie z innego miasta tylko z tym co w samochodzie i prosila doslownie o wszystko, od jedzanie po meble. Zaladowalam co mialam zbednego i przywiozlam jej. Co smieszne, to tez byla Indiankasmile. No i tez zaczelysmy korespondowac, dalam jej namiary do znajomej z banku zywnosci i drugiej, z kosciola, do ktorego chodzi moja corka, a ktorzy rowniez rozdaja zywnosc. Ale zaczelam miec prosby nieformulowane wprost:
      "samochod mi sie zepsul i facet ktory do niego zajrzal mowi ze moze wyreperowac za 600$."
      "Gdybym miala 1000$, moglabym wynajac przyczepe i przywiezc swoje rzeczy z Waco"
      "Ktos tam sprzedaje lozko, a ona ma tylko materac i rakja piersi i to lozko by sie jej przydalo"
      A to wszystko podlane sosikiem, jak bardzo jest mi wdzieczna za pomoc i ze pomoglam jej wiecej niz ktokolwiek.
      Prosbom nie uleglam z prostego powodu-nie mam kasy.Pomoc sie skonczyla, pani sie wyprowadzila bez kontaktu. I odetchnelam. Bo takich wiadomosci mialam po kilka dziennie.

      Innym razem bardzie wtopilam. Jechalam konno przez sasiedztwo, wyszla starsza pani i zapytala czy moze konia poglaskac. Uslszalam historie jak to miala konie, hodowala quarter horse i teskni itp. Potem tez jej sie samochod zepsul i poprosila o pomoc w zrobieniu zakupow. Myslama ze to bedzie z godzinka...ale nie. Tu podjedz do Sams, bo taniej, mleko kupuje tylko w Brahms, bo inne jej nie smakuje, a to drugi koniec miasta, owoce i warzywa tylko w sklepie ze zdrowa zywnoscia...w sumie spedzilam wozac ja prawie cztery godziny, na koniec wnioslam jej te zakupy do domu bo ona nie moze. Za benzyne nie zworcila, a ja spedzilam z nia pol soboty zamiast z rodzina.
      Potem dostalam kolejna prosbe o zawiezienie, ale juz sie nie dalam.

      Ucze sie asertywnosci, powoli, ale jednak. A przyjazn z hodowczynia chyba sie skonczyla, po pelnym wyrzutow smsie ze musiala komus tego psa oddac (za oplacenie transportu?).A ona tylko chciala, zebym go przetrzymala pare tygodni.Z emoji z lezka!
      • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 09:37
        Twoja sytuacja z tą pomocą przy przeprowadzce i jej mechanizm są dokładnym odzwierciedleniem tego, co mnie teraz spotkało. Identyczny przebieg. Przypadkowa pomoc, zaangażowanie w kontakt z instytucjami charytatywnymi, a potem ktoś mnie ciągnie za rękę. No identycznie! Widzę, że masz takich sytuacji więcej. No i właśnie lektura twojego wątku spowodowała, że zaczęłam się zastanawiać nad tym CZY w ogóle warto pomagać, a jeśli już to do jakiego stopnia i z zachowaniem jakich środków ostrożności. I widzę, że przede wszystkim należy dbać o to, żeby się z osobami, którym pomagamy nie fraternizować zanadto. Te wszystkie wymiany ulubionych książek, rozmowy o sprawach osobistych, przyjaciółkowanie powodują, że przypadkowo poznany człowiek wchodzi w buty kogoś dla nas bliskiego i z tej pozycji próbuje ugrać ustępstwa, które zarezerwowane są tylko dla naprawdę bliskich, ważnych i zaufanych osób. Ja tam na przyszłość będę solidnie dbać o to, żeby nie pozwalać tej drugiej osobie na zbyt poufały kontakt. Bo potem nagle okazuje się, że jesteśmy w potrzasku i próbujemy się tłumaczyć z czegoś, co powinno być oczywiste.
        • chococaffe Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 09:47
          I widzę, że przede wszystkim należy dbać o to, żeby się z osobami, którym pomagamy nie fraternizować zanadto.

          Ja uważam, że warto zachować ostrożność w przypadku wszystkich całkowicie obcych, zwłaszcza z netu - bez względu czy im pomagamy czy oni nam, czy pomocy nie ma żadnej. Znajomosci sie buduje stopniowo.

    • canaille Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 15:56
      Ja trochę nie w temacie, ale powiem tak: kolejna osoba, która pomagała zawodowej cwaniarze potrafiącej wkupić się w łaski. Męczą już mnie te historie, bo koniec końców tylko czytam potem (albo słyszę): nikomu już nie pomogę, jak człowiek potrzebujący pomocy to trzeba go olać, jak samotna matka to na pewno dejka itp.

      Czyli wylewanie dziecka z kąpielą.

      Tak się chciałam wyżalić.
      • chococaffe Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 16:40
        Ja nigdy nie doszłam do takiego wniosku - po prostu zrozumiałam jakie mam narzedzia i z jakich nie powinnam korzystać, np nie podawanie danych obcym odbiorcom - albo dam spontanicznie na ulicy albo jednak organizacji, której ufam. Moim zdaniem asertywność to też jest jednak diagnoza sytuacji i odpowiednie reagowanie a nie obrażanie się całościowe.
        • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 17:26
          O! Słusznie. Mój błąd polegał na tym, że dałam namiar na swój komunikator i pani mi zaczęła z lodówki wyskakiwać. Poznała też mój adres i zaczęła kombinować co mam w zasięgu dojazdu i co w takim razie mogę jej ogarnąć.
          Zdecydowanie, za dużo informacji na mój temat poznała.
    • aguar Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 16:53
      Ja coś podobnego przeżywałam w życiu w takiej wersji: wkładasz dużo wysiłku, serca, czasu, środków, aby komuś pomóc. Myślisz sobie, że dzięki temu będziesz mieć kogoś, kto w razie potrzeby też ci pomoże (nie chodzi mi o pomoc z wyrachowania tylko znaczącym osobom z góry planując, co się od nich dostanie w zamian, tylko o takie poczucie, że jest ktoś, do kogo w razie jakiegoś nieszczęścia możesz się zwrócić bez krygowania). Ale tymczasem to nie ty potrzebujesz pomocy, tylko ta osoba po raz drugi, trzeci, czwarty... W końcu za piątym odmawiasz i jest foch, i potem zapamiętana ta ostatnia odmowa, te 4 wcześniejsze razy przestają się liczyć, już nie masz osoby, do której się możesz zwrócić bez obaw sad
      • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 17:29
        Tę lekcję mam już, niestety, za sobą już od dawna. Od lat wiem, że gdy naprawdę potrzebuję wsparcia czy pomocy to mogę liczyć tylko na mamę. Na nikogo więcej.
        Więc pomagam zawsze z pełną świadomością, że to nie jest żadna transakcja wiązana, że nic zupełnie z tego mieć nie będę.
    • szorstkawelna Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 17:51
      Żebractwo internetowe przeżywa rozkwit. Na grupie "Widzialna Ręka" co rusz ktoś szuka "pomocy". Jeśli mam być szczera to w 99% przypadków jest mi niedobrze kiedy czytam te pojękiwania. Niedawno pomogłam pewnej młodej osobie, która znalazła się w szpitalu i nie miała w okolicy żadnej rodziny. Oczywiście, chwilę później nastąpiła eskalacja żądań. Odmówiła i pokierowalam do miejsc gdzie można uzyskać wsparcie systemowe. Oczywiście zostałam zablokowana.
      Tak naprawdę, spodziewałam się tego. To dość typowe zachowanie u "potrzebujących pomocy".
    • asfiksja Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 18:41
      Osobom w trudnej sytuacji tłucze się do głowy "musisz nauczyć się prosić o pomoc", jej zachowanie jest całkowicie normalne.
      Ja na przykład pomagam wyłącznie w sposób zanonimizowany (nie licząc bliskiej rodziny). Niczyjej indywidualnej wdzięczności łechcącej moje ego wprawdzie nie zaznam, ale też nie doświadczę nieprzyjemnego osaczenia eskalacją próśb i finalnie czyjegoś focha. Dla mnie bilans korzystny.
    • eliksir_czarodziejski Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 19:14
      Jeśli zaczęła Ci pisać że czemu nie pomagasz bo masz znajomości/pieniądze/czas to nie jest osoba w potrzebie a zwykły wampir.
      Za jakiś czas znowu nakręci sobie problemów i będzie szukać kolejnego Jelenia, którego będzie próbowała wmanewrować w bycie jej rodzicem/opiekunem.
      • trampki-w-kwiatki Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 09:44
        Tak właśnie jest, stąd ten wątek.
        Jestem nauczona pomagania, robię to od dawna. Moja babcia miała wiecznie jakieś życiowe sierotki w domu na utrzymaniu a do tego miała bardzo zdrowe podejście, to znaczy nigdy nie oczekiwała niczego od tych ludzi, a załatwiła im w życiu wiele, od wyżywienia po mieszkania socjalne. W moim domu też wiecznie rodzice organizowali komuś pracę, mieszkanie, cokolwiek. Wyniosłam z domu ten odruch. ALE. Czasy są inne, inne kanały komunikacji, inne możliwości manipulacji. Zarówno babcia jak i rodzice stawiali bardzo jasne granice. Ja do tej pory też tak robiłam, a tutaj nagle pojawiła się osoba, która dość ekspresowo przeskoczyła moje płoty i zaczęła mi włazić na głowę. Cóż, mam nauczkę i wyciągam wnioski. Zraziłam się, nie powiem. Następnym razem zachowam większą ostrożność.
    • chococaffe Re: asertywność i te sprawy 08.03.21, 23:39
      Z drugiej strony..kiedyś pomagaliśmy trochę samotnej matce z dalszej rodziny. Zgłosiliśmy się sami, pomogliśmy,zaoferowaliśmy gotowość i "czekanie na sygnał" - nigdy o nic nie prosiła ani nawet nie sugerowała, ot miły i sympatyczny kontakt przy okazji rzadkich większych spotkań rodzinnych. To nie jest więc tak, że nie warto pomagac i "asertywnym być trzeba" bo jak dasz rękę...itd. Różnie bywa.

      No i pewnie każdy z nas też jakąś pomoc/wsparcie w życiu otrzymał.
      • szorstkawelna Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 08:18
        Z moich obserwacji wynika, że zwykle osoby, które nie są roszczeniowe raczej starają się radzić sobie we własnym zakresie, nawet jeśli żyją bardzo skromnie. Pewnie zdarzają się wyjątki, ale mam wrażenie, że ciągłe proszenie o pomoc to po prostu sposób na życie dla wielu z nich. Ktoś przywiezie jedzenie i chemię, ktoś inny meble, ktoś da ubrania itd.
        Oddawałam kiedyś meble (komplet dla dziecka w dobrym stanie) potrzebujacej rodzinie. Wpierw był zawód w głosie o to, że nie mogę ich dowieźć, potem kiedy już przyjechali po meble to Pani była mocno zawiedziona, że nie chcę oddać jednego regału, chociaż wyraźnie zaznaczyłem co oddaję. Tak w ogóle to nie usłyszałam nawet zwykłego grzecznosciowego dziękuję i miałam wrażenie, że narazilam ją na nie lada kłopot. Od tamtej pory robię wystawki albo sprzedaję za grosze,a przede wszystkim, wpierw pytam znajomych czy ktoś nie potrzebuje.
    • escott Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 01:54
      Ja mam często wrażenie, że ludzie są tak nauczeni - może w Polsce? - że trzeba asertywnie walczyć o swoje, że jak ktoś jest chociaż trochę miękki, to ciągle obrywa i czuje się jak ostatni jeleń. Dosyć często mi się zdarza, że kiedy robię coś, czego zupełnie nie musiałabym robić, w odpowiedzi jest jakieś takie poczucie oczywistości plus często eskalacja. Z żadną spektakularną się nie spotkałam. Ale już z takim mechanizmem, że, powiedzmy, zgadzam się pomóc Krzysiowi zrobić x w piątek, a potem się okazuje, że Krzysio zasadniczo robi łaskę, że w końcu wskaże godzinę, bo on jest taki zajęty, a potem śmiało piętrzy wymagania co do tego, jak x ma być zrobione, asertywnie wypowiada coraz to kolejne potrzeby w zwiążku z x, nie czuje się zobowiązany nawet do minmalnej uprzejmości itp. Zasadniczo taki nieznośny bucowaty polski szef, tylko robi się za frajer. Jasne, no zgodziłam się zrobić x, ale w społeczeństwie przysługi to jest forma zacieśniania więzi, i jasne jest, że nie należy domagać się łez wdzięczności jak się komuś przeniosło ciężką siatkę pięć kroków, niemniej no człowiek nie chce przynajmniej jeszcze ochrzanu zbierać albo pretensji, że nie zrobił więcej.
      • escott Re: asertywność i te sprawy 09.03.21, 01:58
        Taki klasyk to dla mnie jak się komuś coś znajdzie, człowiek się trochę postara, żeby odnaleźć też właściciela, przekazać, ale kończy się to naprawdę różnie, łącznie z demonstracyjnym przeliczaniem pieniędzy albo traktowaniem jak natręta zamiast "dziękuję".

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka