Dodaj do ulubionych

dawno, dawno temu... ateiści

30.05.21, 22:40
Naszło mnie na wspomnienia. Szkołę podstawową rozpoczełam w 71 roku. Moja klasa liczyła 25 osób.
Zaczełam liczyć ateistów. Przechlapane to miała baptystka. Kocia wiara, heretyczka to najmilsze epitety. Takich nieochrzczonych to była J. żydówka z pochodzenia (tak twierdziła moja św. p. babcia.) Jej dziadek był szychą w milicji. Pewna Kasia o niesamowitej urodzie i babci wyglądającej dużo młodziej niż nasze matki. Ewa. która przyznawała, że jest Żydówką, jej rodzice poznali się w Oświęcimiu(!). Moja najlepsza koleżanka, której ojciec był grafikiem. i jeszcze chłopak ,którego ojciec był jakąś szycha PZPR w Nojej Hucie, ale on był ochrzczony, tylko do komunii przystępował w parafii babci
Czyli na 25 osób 6 osób nie było u I Komunii. Teraz po latach zastanawia mnie dlaczego baptystka była tak prześladowana?
Obserwuj wątek
    • ga-ti Re: dawno, dawno temu... ateiści 30.05.21, 23:25
      W 71 to mnie jeszcze na świecie nie było wink W mojej wiejskiej szkole "prześladowane" były dzieci Świadków Jehowy. Ale to mała szkoła, ze starą dyrekcją, więc prześladowane były też dzieci alkoholików, pegeerowców, samotnych matek, z trudnościami w nauce, z nieodpowiednią (według dyrekcji) fryzurą, itd.
      Na szczęście trafiła się naszej klasie młoda nauczycielka, przyjezdna, spoza 'zaklętego kręgu' i potrafiła nas nie tylko uczyć, ale i mądrze wychowywać. Do tej pory pamiętam jej pogadankę nt. dzieci noszących okulary, bo, co się teraz w głowie nie mieści, też były dyskryminowane. Po dwóch latach przyszła kolejna młoda i przyjezdna i obie zaczęły zmieniać stare chore na nowe. Na szczęście. W końcu stara władza musiała dać za wygraną i przejść wreszcie na emeryturę.
      Nie mam pojęcia, kto i kiedy był ochrzczony. Czasy religii w salkach, popołudniami, po lekcjach.
    • solejrolia Re: dawno, dawno temu... ateiści 30.05.21, 23:50
      A nie jest to przypadkiem kwestia charakteru , usposobienia, temperamentu? że osoba cicha, spokojna, albo nieśmiała, może nieco wycofana, szybciej stanie się obiektem dokuczania, a osoba pewna siebie, bez kompleksów, wygadana, choćby chciano jej dokuczać, to odwinie się, nie pozwoli sobie, nie weźmie tego do siebie itp?


      Dwie osoby o totalnie przeciwstawnych usposobieniach.
      Pierwsza osoba- mieszkała w małej mieścinie, jedyny w klasie ateista, lekko nie miał- dokuczano mu.( Jego młodszemu bratu, ale niewiele młodszemu, podobno nie dokuczano nic a nic.)
      W tym samym okresie czasu, więc te same klimaty społeczne- ja - na wsi- w czasie buntu wczesno młodzieńczego w szkole średniej wypisałam się z religii, i ze trzy lata nie chodziłam ani na religię, ani do kościoła, i odcinałam się , i NIGDY nikt mi z tego powodu nie powiedział nic złego, nie dokuczył w najmniejszym stopniu, miałam wrażenie, że raczej patrzono z lekką zazdrością, że miałam odwagę odciąć się, nie chodzić, że nie tracę czasu na bezsensowne siedzenie w szkole, itp.
    • olena.s Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 07:35
      Bez urazy, zachowywaliscie sie po prostu jak oportunistyczni sadysci.
      Ani rodzice, ani ksiadz katecheta nie mogl was szczuc na ateistow, co moglo sie nie podobac PZPR. Szczucie na innowiercow bylo latwiejsze, oraz pieknie osadzone w tradycji narodowej.
      • sarah_black38 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 09:29
        olena.s napisała:

        >Szczucie na innowiercow bylo latwiejsze, oraz pieknie osadzo
        > ne w tradycji narodowej.

        Szczucie ogólnie jest głęboko zakorzenione w naszym narodzie. Dziś szczuje się inaczej - na grubych i na chudych, na biednych i na bogatych, z innej opcji politycznej, na wierzących, na ateistów, na ładnych i brzydkich, na tych z wioski i z miasta ... . Wystarczy poczytać posty pod artykułami na Wyborczej. Albo forum ematka ... szczucia tu dostatek tongue_out ... .
        • konsta-is-me Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 11:00
          Szczucie to wynik naszego zakompleksienia i poczucia niższości...
          Plus sławetna pedagogika wstydu...
          Nienawidzimy siebie -to i innych - nic nowego.
          Nie jesteśmy nauczeni że można nie obwiniać i nie krytykować siebie samych i innych.
          I nawet nie wiem jak to napisać, żeby znów nie brzmiało jak obwinianie 🤣
          Ktoś wie?
          Serio ,chciałabym żebyśmy byli bardziej wyrozumiałym dla siebie narodem.
    • hexella Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 08:09
      W mojej podstawówkowej klasie (lata 80) na religię nie chodziły tylko 2 osoby - ja i jeden koleś. Świadomie nie używam słowa ateiści, bo będąc dzieciakiem nie wiedziałam czy jestem ateistką czy po prostu nie chodzę na religię, bo mnie ojciec nie zapisałwink Ojciec był wtedy zatrudniony w służbach MO i generalnie miał olewkę na boziowe tematy. Co do kolegi, który też nie chodził na religię, nie mam bladego pojęcia dlaczego, nigdy go o to nie pytałam.
      I nie, nie byłam prześladowana, chociaż zdarzało mi się usłyszeć, że jestem córką Jaruzelskiegosmile Kilka szybkich ripost wujka Staszka uciszyło temat wink
    • paskudek1 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 08:13
      Coś kochana ściemniasz. Jeśli zaczęłaś szkołę w 1971 roku to trochę wcześniej niż ja się urodziłam. W tamtych czasach za przeproszeniem guano kogo obchodziło wyznanie koleżanki z klasy, religia do szkół weszła jak byłam w szkole średniej. Jakim cudem mogliście omawiać wyznania szkolnych koleżanek?
        • magata.d Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 11:13
          Pewnie to była wieś. W mieście dzieci nie zwracały tak uwagi, czy ktoś chodzi na religie czy nie, nie było jej w szkole. Wiadomo były rozmowy wśród rówieśników o komunii, w okresie okolokomunijnym i pewnie wtedy można było się zorientować kto nie chodzi na religię. Ale nikt się tym nie przejmował, bo i po co? Tak było u mnie, w dużym mieście, w latach 80-tych. Teraz mieszkam na wsi, nowoczesnej niby, ludzie do pracy do miasta dużego jeżdżą, mentalność religijną maja, jak ze wsi zabitej dechami sprzed dziesięcioleci.
      • taniarada Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 22:54
        paskudek1 napisała:

        > Coś kochana ściemniasz. Jeśli zaczęłaś szkołę w 1971 roku to trochę wcześniej n
        > iż ja się urodziłam. W tamtych czasach za przeproszeniem guano kogo obchodziło
        > wyznanie koleżanki z klasy, religia do szkół weszła jak byłam w szkole średniej
        > . Jakim cudem mogliście omawiać wyznania szkolnych koleżanek?
        >
        Religia weszła po 89 roku do szkól moja droga.
    • wrotek0 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 08:44
      Rozpoczęłam edukację w 1970 r. W KLASIE BYŁO kilka osób niechodzących na religię, w tym ja, bo rodzice zapomnieli mnie zapisać. Tzn. mama akurat była dłuższy czas w szpitalu a ojciec nie miał do tego głowy. Zaczęłam więc w 2. klasie, jako grupa "z", składająca się z takich jak ja. Były też dzieci, które poszły do szkoły jak 6 latki i rodzice nie chcieli dodatkowo ich obciążać. Były też w mojej klasie 2 osoby, których rodzice pracowali w służbCH i ONE też nie chodziły na religię w naszej parafii. O jednej wiem, że była u komunii gdzieś indziej, druga się nie ujawniła, ale po latach ślub kościelny wzięła. Świadkow Jehowy i wyznawców innych religii nie było. Klasa I liczyła nas 38 sztuk i na religię w parafii do pewnego momentu (chyba do komunii) też chodziło się z klasą.
      • bulzemba Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 09:18
        Dzieci chodziły na religię tylko do komunii? To czemu teraz jest wrzask klechów, że po komunii dzieci nie chodzą do kościoła? Od lat 70 minęło ponad 50 lat a oni nie potrafią sobie poradzić z tym problemem i najwyraźniej akceptują taki chłodnych wiernych.
        • arwena_11 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 11:00
          Ja podstawówkę kończyłam w 90 roku. Na pewno religię w salkach mieliśmy w ósmej klasie. Chodziliśmy klasami. Np 8A miała w poniedziałki o 18 a 8B o 19, 8C we wtorek itd. Klasy młodsze miały wcześniej. W młodszych klasach to zdarzało się, że szliśmy całą klasą prosto po lekcjach. Przy czym jako całą klasę określam taki trzon klasy - czyli ci co byli od początku - czyli jakieś 25 osób.
      • magata.d Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 11:18
        wrotek0 napisała:

        Klasa I liczyła nas 38 sztuk i na religię w
        > parafii do pewnego momentu (chyba do komunii) też chodziło się z klasą.

        Tak, w latach 80-tych, w mojej parafii też dzieci chodziły do salki katechetycznej na religie całymi klasami z reguły. Były grupy mieszane klas z roznych szkol, bo rodzice przepisywali, bo im inne godziny pasowały. U nas tez razem prosto ze szkoły cala grupa szła na religię, albo ze świetlicy.
    • asfiksja Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 08:57
      Ja miałam tylko 1 koleżankę niechodzącą na religię. Była ŚJ, nie kojarzę, żeby była źle traktowana. Byłam u niej nawet na "urodzinach" (tzn. inaczej się to nazywało i bez tortu ze świeczkami).
      Nie chodziłam do rejonówki, więc osiedlowych plotek na temat tego, kto czy i gdzie ochrzczony i czy ma ojca eks-ubeka nie znałam.
      W liceum 4 osoby, 3 ŚJ i 1 ateista. ŚJ bardzo lubiane, ateista średnio, bez związku z religią/brakiem.
      Z tym że wszystko działo się w dużym mieście, nie wątpię, że na prowincji było mniej miło.
    • bei Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 09:01
      Moja szkoła podstawowa w podobnych latach. Rodzice nie zapisali mnie na religię, na która dzieci chodziły do salki parafialnej przy kościele- z 500 m od szkoły. Nikt mi nie dokuczał, w drugiej klasie dzieciaki całkiem sympatycznie namówiły mnie bym poszła z nimi na katechezę. Spodobało się mi i to bardzo. Ksiądz miał podejście do dzieci, ciekawie opowiadał, miał poczucie humoru. Wymogłam na rodzicach by wyrazili zgodę na przystąpienie z klasą do komunii. W młodszych klasach chodziły wszystkie dzieci (duża, turystyczna wieś), w późniejszych latach -głównie siódma, ósma klasa- drogi dzieciakow meandrowały (raz bliżej, raz dalej)-ale nikt nikogo nie szykanował. W liceum nikt się nie interesował czy ktoś chodzi czy nie, katechezy pamietam jako bardzo ciekawe. Jedna żywa dyskusja, księża bardzo zachęcali do niej.
    • saszanasza Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 10:46
      Moja córka ma dwie przyjaciółki, w zasadzie od zawsze jedną -dziewczyny nie chodzą na religię i twierdzą że są ateistkami a od roku bardzo przyjaźnią się z…uwaga….najbardziej religijną dziewczynką w klasie. Uważam, że naprawdę w społeczeństwie można współistnieć bez narzucania swojego światopoglądu innej osobie. Życie byłoby zdecydowanie lepsze, gdyby granice światopoglądu kończyły się na przełyku😅
    • kornelia_sowa1 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 10:48
      W mojej klasie w SP było ponad 30 uczniów- jeden z nich był protestantem.
      Nigdy, nigdy nikt go nie szykanował.

      Ani raz nie padło żadne stwierdzenie choćby słowem tykające religii.
      Zdarzało się, ze na którejś lekcji było zastępstwo z ksiedzem czy katechetką i też żadnych przykrych incydentów. Był pytany, czy woli pójść na świetlice- zostawał z nami.
    • konsta-is-me Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 11:07
      U mnie w klasie był jeden chlopak- ateista
      Tzn.z rodziny ateistów.
      Nikt nikogo nie prześladował i w ogóle mam wrażenie że więcej jest bicia piany o to, niż faktycznych "prześladowań".
      Ale ja w ogóle czasem mam wrażenie że mieszkam w jakiejś "innej Polsce" .
      • dramatika Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 11:13
        konsta-is-me napisała:


        > Ale ja w ogóle czasem mam wrażenie że mieszkam w jakiejś "innej Polsce" .

        U mnie w klasie była świadek jehowy i nikt jej nie dyskryminował.

        Po prostu połowa postów w watkach o dyskryminacji to produkcje trolli, którym ktoś płaci za sprawianie wrażenia, że Polska to kraj ksenofobów.
    • aandzia43 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 12:52
      Jestem z grubsza w twoim wieku, w mojej klasie podstawówkowej na religię nie chodziły chyba tylko 3 osoby: syn milicjanta, Świadek Jehowy i jeszcze jeden nie pamiętam dlaczego. Nikt nikogo nie prześladował, to byli bardzo lubiani chłopcy. W liceum syn milicjanta, dziewczyna z jakiejś sekty typu ŚJ czy coś podobnego plus kilka osób po prostu niereligijnych i niczego nie udających rodziców. Co ciekawe, córka milicjanta na religię biegała i teraz na starość w dewocję popadła. Nie pamiętam jakiegoś zdziwienia czy ostracyzmu, nei było kwestii, piękne czasy - czarni siedzieli cicho, kto chciał to chadzał tu czy tam, dzieci partyjnych i milicjantów też, jak się rodzice uparli, kto nie chciał nie chadzał. Ja w podstawówce chadzałam z klasą do salki katechtycznej bo się szło daleko przez fajne dzikie tereny i było wesoło, w liceum zaprzestałam bo już było nudno.
    • katriel Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 13:26
      > Szkołę podstawową rozpoczełam w 71 roku.

      No to ja 10 lat później.

      > Moja klasa liczyła 25 osób.

      W którym momencie? Bo u nas najpierw było 30+ w pierwszej klasie, potem w drugiej z 3 równoległych klas zrobiono 4, więc w każdej zostało ok. 22-25 osób, potem ludzie się przenosili ze sportowej do zwykłej lub odwrotnie więc znowu były przetasowania, generalnie liczebność klas zmieniała się co roku. I być może bylabym w stanie policzyć wszystkich tych, z którymi kończyłam podstawówkę, ale wcześniejsze etapy - na przykład okołokomunijne - choć bij-zabij.

      > Zaczełam liczyć ateistów.

      A skąd wiesz, kto był ateistą? Ja nie wiem, po czym to poznać, chyba że ci ktoś powie. Jeden kolega i jedna koleżanka pamiętam że faktycznie mówili, że nie wierzą w Boga. Ale to było w siódmej klasie, jak się zaczęły dyskusje światopoglądowe, wcześniej mało kto miał jakieś własne przemyślenia na ten temat, dzieci dzieliły się raczej na chodzące do kościoła i niechodzące niż na wierzące i niewierzące.

      > Przechlapane to miała baptystka. Kocia wiara, heretyczka to najmilsze epitety.

      Sformułowania "kocia wiara" to używała moja babcia, urodzona przed pierwszą wojną światową. "Heretyk" na serio to chyba nigdy nie słyszałam.
      Miałam koleżankę z rodziny świadków Jehowy i ona faktycznie bała się dokuczania i raczej nie opowiadała wszem i wobec o swoim wyznaniu. Ale nie wiem, czy zetknęła się realnie z prześladowaniami, czy po prostu była przesadnie ostrożna.

      > Czyli na 25 osób 6 osób nie było u I Komunii.

      To w końcu mam liczyć:
      (a) niewierzących,
      (b) nieochrzczonych.
      (c) niekatolików, czy
      (d) tych, co nie poszli do pierwszej komunii z wszystkimi?
      Bo (a) to nie wiem, poza tą dwójką; (b) tym bardziej nie mam pojęcia (w końcu niewierzący też bywają ochrzczeni i raczej się ich o to nie wypytuje, więc nikt nie wie jak jest); w (c) trzeba doliczyć świadkinię Jehowy; a (d) obejmuje 100% klasy, bo u nas akurat połowa rejonu szkolnego leżała w jednej parafii (z i komunią w ii klasie), a połowa w drugiej (z i komunią w klasie III), więc nigdy nie było takiego momentu, żeby większość klasy szła.
      A nawet ci, co szli, raczej nie omawiali tematu w szkole, bo co to kogo obchodzi?
    • 4osetnik4 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 22:11
      w czasach PRL rodzice zapisali mnie na religie w salce przykościelnej , byłam chyba ze dwa razy i stwierdziłam że ksiądz to jakiś przygłup i więcej nie poszłam , rodzice na to "yyyyooooeeeeyyyy?????eeee" , tak skończyła się moja przygoda z religią ,
      ksiądz o nazwisku Budyń mówił co pamietam do teraz że ludzie mają duszę a zwierzeta nie mają duszy , ludzie mają rozum a zwierzęta mają tylko instynkt i nie mają rozumu , od tego czasu wszystkich księży uważam za przygłupów

      .....
      www.facebook.com/tygodnikfaktypomitach/
    • 123zielona123 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 22:27
      Co do wiątpiących w moją wiedzę o koleżankach i kolegach. To były zupełnie inne czasy. Jakoś bardzo dużo czasu spędzało się razem, i chyba wszyscy wszystko o sobie wiedzieli.
      3 osoby, w tym ja nie miały telewizora w domu. samochód miała jedna osoba- Warszawę bo ojciec był taksówkarzem, a potem jeszcze ojciec jednej kupił Syrenkę.Wiem ile kto miał rodzeństwa, było sześcioro jedynaków. Praktycznie prawie u każdego byłam kiedyś w domu. Warunki mieszkaniowe były kiepskie. Zwłaszcza w kamienicach, np wspólne WC dla kilku mieszkań. Zwykle 1,2 pokoje dwójka dzieci i często też dziadkowie. Ci, którzy mieszkali w blokach mieli dużo lepiej.
      Chyba mogę wobec tego "za moich czasów" ... Mieszkam w tym samym mieszkaniu od zawsze. Jak chodziłam do przedszkola, to w były trzy gniazdka elektryczne. Sprzętów na prąd też niewiele. Żarówki- po jednej w każdym pomieszczeniu, radio, lampka nocna babci, żelazko i lampki choinkowe na święta. Jak poszłam do szkoły to pojawiła się wpierw lampka na biurko, a po kilku latach odkurzacz, lodówka i telewizor.
    • bi_scotti Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 22:56
      Co Wy z tym miastem i wsia, jak rany! Jestem starsza niz zalozycielka watku, podstawowke zaczelam i skonczylam w centrum Warszawy, za moich czasow to byly jeszcze takie bardziej lumpen-proletariackie okolice, teraz to szpan i cuda wianki tongue_out Koledzy i kolezanki w klasie byli w wiekszosci dziecmi robotnikow w elektrocieplowni, kasjerek w okolicznych sklepach, doslownie kilkoro z nas mialo za rodzicow te nieszczesna inteligencje pracujuca wink No matter what, procz mnie i pewnej innej panny, wszystkie dzieci zgodnie chadzaly na religie do parafialnej salki, poszly do komunii, bywaly na nabozenstwach majowych etc. etc. etc. i gdy sie nadarzala okazja zamykaly mnie i te panne "za kare" w szatni, tlukly nas od czasu do czasu tudziez dokonywaly innych dzialan pt. "przywalic antychrystom" uncertain Kto te dzieci do tego zachecal, namawial, prowokowal? No idea ... Czy to byli ich parents, czy ktos w kosciele ... No idea. No ale jak najbardziej mialo to miesjce i jak najbardziej "zainteresowanie" istnialo sad W high school sie uspokoilo. Choc okolica byla wciaz ta sama ale towarzystwo inne - more kids roznych czlonkow PZPR, jakichs zolnierzy i milicji wiec nie wszyscy juz tak do tego kosciolka ten-tego ... Life.
    • al_sahra Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 23:26
      Tak pokrętnie piszesz, że trudno zorientować się, o co chodzi. W tytule wątku są ateiści, a w poście opisujesz nie-katolików, w tym osoby, które nIe były ochrzczone (nota bene skąd to było wiadomo??) i mające ojców grafików (co to ma do rzeczy?). A potem zadajesz pytanie, dlaczego prześladowaliście jakąś baptystkę. To chyba sama powinnaś wiedzieć.

      Wszystko to razem to dla mnie jakaś egzotyka. Chodząc do szkoły w PRL nie miałam pojęcia, kto z moich kolegów był ochrzczony, kto chodził na religię (nie było religii w szkołach) i kto przystępował do komunii, a kto był ateistą. W ogóle się o tym nie rozmawiało.
      • 123zielona123 Re: dawno, dawno temu... ateiści 31.05.21, 23:40
        W liceum, też nie miałam pojęcia. Raczej chciałam pokazać, że wcale dawniej społeczeństo nie było tak religijne, i religia nie miała takiego znaczenia. To zaczeło się zmienić po konklwe, gdy papieżem został Polak. Pamiętam tę ciekawość czy powiedzą w Dzienniku telewizyjnym czy przemilczą.
        • aandzia43 Re: dawno, dawno temu... ateiści 01.06.21, 10:25
          Ależ społeczeństwo było religijne, masowo chrzciło się i brało śluby, pogrzeby były najczęściej z księdzem. Nawet wielu partyjnych i milicjantów chrzciło dzieci i brało śluby, trzy parafie dalej co prawda, ale dawali radę wink Ale ponieważ linia obozu rządzącego była jaka była to religii nie było na sztandarach, było jej za to bardzo dużo w szerokiej strefie prywatnej. KK miał się świetnie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka