bei
30.08.21, 10:28
Znajoma ma niewielką, wielorasowa suczkę. Zastała zaproszona przez sąsiadów na taras, krótkie spotkanie „ na papierosa”. Poszła z pieskiem, piesek ułożył się u nogi pani pod stołem tarasowym. Nagle wydostał się z kojca dużej razy pies sąsiadów, wyszedł pod siatką, i dopadł po tym stołem małą psinę. Pozrywał skórę, naruszył mięśnie. Sąsiad znajomej bił po po pysku by ten wypuścił pieska. Sąsiad pojechał ze znajomą do weterynarza, wizyta długa, dużo zszywania, weterynarz podcinał strzępy skory, których nie mógł przyszyć. Odbyły się kolejne wizyty, wdała się na łapie martwica, piesek jest wciąż na antybiotykach, dostaje zastrzyki, choruje. Sąsiad zapłacił za dwie pierwsze wizyty, po czym powiedział znajomej, ze powinna sama już koszty pokrywać. Znajoma uśmiechnęła się smutno i powiedziała, ze będzie sama płacić. Obie uważamy, ze to niesprawiedliwe. Została zaproszona na posesję, jej sunia była pod opieką, nie biegała po podwórzu, nie zaczepiała tamtego psa, leżała przy nodze. To pies gospodarza napadł na nią. Jak Wy myślicie?