Dodaj do ulubionych

śmierć przychodzi dwa razy

09.03.11, 19:32
Wczoraj kiedy kładłem spać moją 3,5 letnią córkę jak zwykle czytaliśmy książki, bajki i baśnie... Czasem sam wytężam swój umysł aby na zakończenie najpiękniejszą opowieść była mojego autorstwa.
Wczoraj było inaczej. wczoraj czytaliśmy o ludzkim ciele to nowa pozycja ksiązkowa dla dzieci w wieku przedszkolnym uczaca anatomii czytalismy o wątrobie,nerkach,płucach.... i sercu...
Serce organ odpowiedzialny za pompowanie krwi... etc

A co będzie Tato kiedy serce stanie... zadała pytanie moja córka..z skądinąd pytanie dosyć ciekawe tylko jak to wytłumaczyć zacząłem się zastanawiać.. Tak żeby nie było skomplikowanie ale aby wypełniło ciekawość córki w sposób należyty. W końcu wiedzę chłonie jak gabka która nigdy nie ma dosyć.
Wiesz... odpowiedziałem... ale w tym momencie przerwała i się napina podnosi ręce do góry mówi o tak.. tak to serce się zatrzyma?... lezy nieruchomo cały czas napinając mięśnie.. tato tak? tak stanie serce?...
Zrozumiałem że moja odpowiedź musi być delikatna bo jest bardzo wrazliwą osobą... Wiesz... kiedy serce stanie... to idziemy do nieba...
Spojrzała na mnie zaspanymi oczyma i mówi.. dlaczego? dlatego że... serduszko... przerwała moją wypowiedź i jak najbardziej powaznie powiedziała powiedz jak jest naprawdę z tym serduszkiem...
Traktuję moją córke jak najbardziej poważnego kompana do rozmów...
Wiesz... odpowiedziałem... zanim zatrzyma sie twoje serduszko minie jeszcze baaaardzo dużo dużo czasu... dlaczego? spytała.. dlatego.. odpowiadam ponieważ jesteś mała dziewczyna wszystkiego się uczysz, organizm jest zdrowy i młody, dopiero się rozwijasz,rosniesz więc za nim będziesz dorosła minie dużo czasu, zanim będziesz starym człowiekiem minie duzo czasu... masz przed sobą poprostu dużo czasu... widac po jej oczach że moja odpowiedź do końca jej nie satysfakcjonuje... dłubie w nosie na wpół zaspana i pyta.. a twoje serduszko kiedy stanie.

Wiesz.. jezeli dla Ciebie to baaardzo dużo czasu za nim serduszko sie zatrzyma to dla mnie tylko duzo czasu zostało. to tez dużo ale nie tak dużo jak u Ciebie, aha... odpowiedziała. podrap mnie tato proszę po plecach. ale wiedziałem że wrócimy do tej rozmowy miała jeszcze wiele pytań tylko sen ja zmógł, nie spała w przedszkolu, z dziadkami sie wybawiała... śpi...

I wtedy zrozumiałem że moje 32 lata zycia mineły niepostrzęznie szybko tak szybko ze nie pamietam wiele oprócz migawek mojego życia. czy tak szybko minie kolejne 32 lata? jeżeli tak to zostało mi cholernie mało czasu .
Kiedy zacząłem myślec o życiu i smierci cofnełem sie w swojej pamieci do roku 1992 kiedy miałem 13 lat i po raz pierwszy zobaczyłem śmierć.
Wiele czytałem i dzis wiem jak ogromny był to stres dla mnie i moich późniejszych życiowych kroków.

Moja babcia umierala na raka trzustki, przeżyła tak wiele w swoim życiu, tyle zła że nawet śmierć jej nie szczędziła. a może i oszczędziła bo w obozie koncentracyjnym przeżyła cudem. Ravensbruck to do dziś jest obraz zagłady wielu ale i wygranej w tym mojej babci!
Śmierć dla niej była czymś odrażającym ale bardzo ludzkim nigdy nie mówiła nam co przeszła ale dzis wiem o niej wszystko. za to nas bardzo kochała i nigdy w życiu nic nam nie brakowało takim ciepłem jakim obdarowała nas swoich wnuków nie obdarowała mama czy tata razem wzięci.
Raz tylko mnie przeraziła kiedy podsłuchałem rozmowę babci ze swoja córka a moją matką jak mówiła że kiedy wybuchnie III wojna światowa to w nocy otworzy kurki z gazem żebysmy nie przechodzili i nie widzieli tego co ona... jeszcze długo po tym bałem sie spać. Teraz po latach będąc ojcem wiem że zrobiła by to z miłosci do nas a nie dla innych niezrozumiałych pobódek.

1992 dzień sądu.
jako 13 latek zrozumiałem kolej rzeczy tego świata. czym jest zycie a czym smierć. było to cholernie gorące lato. babcia nie mogła chodzić, jeździła na wózku inwalidzkim choroba z kazdym dniem odbierała jej godność. stawała się wrakiem, wróciła do stanu na dzień po wyjsciu z Ravensbruck. śmierć zatoczyła ogromny krąg. Nie zapomniała o niej wróciła po nią. Z kazdym dniem dawała o sobie znac.Dziś wiem co to znaczy umierac po ludzku ale wtedy umieranie w domu (moi rodzice nie chcieli aby umierała w szpitalu chcieli byc przy niej) było wyzwaniem ogromnym i trudem oraz karmą dla nas wszystkich. Widziałem książkowe stadium umierania człowieka, umierało moje dzieciństwo z kazdym krzykiem mojej babci. Stawałem sie dorosłym z kazdym dniem.

Dzień sądu. 1992
dziś. klęczę na kolanach i błagam kogo sie da tam w niebie aby babci pozwolił umrzeć, aby w końcu przerwać te męki! żadne leki ni pomagały a opieka paliatywna nie miała czegoś aby uśmierzyć ból. Dziś jak wszyscy mi świadkiem wstydzę sie tego że chciałem aby babcia w końcu umarła! Dziś za te słowa które wypowiedziałem w swoich myślach te kilkadziesiąt lat temu płacę najwyższą cene. Jest mi tak głupio i źle że bardzo często nie daje sobie z tym rady. Dzis wiem że jej kryształowy dzwonek którym dzwoniła nie oznaczało jej lenistwa tylko niemożność wstania gdyz po obozie miała problemy ze wszystkim łącznie z mówieniem i chodzeniem. dziś słysząc dźwięk dzwonka zrobił bym wszystko po stokroć nie psiaczac pod nosem "czego" babcia chce.

Śmierć przychodzi w nocy.
Nie widać jej, stoi gdzieś obok ale czuć ją w powietrzu. Widziałem jak potrafi przygotować człowieka do drogi i jak potrafi byc dla niego upokarzająca.
Chyba zrozumiała że dość wycierpiała. To ciało smagane ranami obozowymi, amputacjami i pozwoliła w końcu odejść osobie która dziś jest dla mnie wzorem cnót i wszystkiego co dobre.
Zapowiadał sie kolejny gorący dzień był ranek ale zapach powietrza po chłodnej nocy szybko się ogrzewał. Wstałem, byłem lekki jak piórko, jak by ktoś ze mnie ściągnął worki z piaskiem,miałem nawet piekny sen! w domu panowała jeszcze cisza. firanki delikatnie ruszały sie na chłodnym porannym wiaterku.
Wiedziałem ze stało sie coś złego... zapukałem do pokoju rodziców... przerażeni podskoczyli.. co sie stało? pytaja... nie wiem ale jest cisza
Tato zerwał sie na nogi i wbiegł do pokoju babci. Śmierć przyszła w nocy we śnie.. tylko dlaczego tak późno. dlaczego pozwoliła sie tak męczyć.tego poranka przy śniadaniu było inaczej. babcia nie krzyczała z bólu a mnie w gardle ściskało. wiedziałem ze był to koniec.

Piękny sen przychodzi w nocy.
każdy ma piekne sny, a ja ostatnio miałem same koszmary. albo nic mi sie nie sniło i jako pełen werwy 13 latek wstawałem niczym drwal po 15 minutowej drzemce. ale dziś w nocy miałem piekny sen.
sniła mi sie piękna kobieta, śliczna bym rzekł, miała długie carne włosy spiete w warkocz była ubrana w szaro-brązowy komplet tzn. marynarkę i spódnicę. Mówiła cos do mnie ze mam się nie martwić, a na pewno się jej nie bać, pokazała mi ogromny korytarz z pokojami po sam horyzont, uśmiechnęła sie i pokazała drzwi jak zaznaczyła do swojego pokoju. Była taka wesoła, żywa ,skąd my sie znamy? sie zastanawiałem ale jej otwrtosc w tym snie i ciepło jakim emanowała dziwnie mnie uspokajało jak na nieznajomą mi osobę. Nakazała sie nie martwić i że czeka wskazując ręka kilka innych pokoi...nigdy tak łagodnie sie nie przebudziłem jak wtedy

Śniadanie.
było pierwszym innym śniadaniem od trzech miesięcy. mimo iz panowała cisza każdy jadł w skupieniu było spokojnie. opowiedziałem sen. dokładnie opisałem co widziałem. Mama przestała jeść. rozpłakała sie.płakaliśmy zresztą wszyscy. kiedy doszła do siebie przytuliła mnie i powiedziała że to była babcia. zdziwiłem sie... jak? babcia?.. Tak wyglądała moja babcia ale nigdy z tego okresu nie miała zdjęć jej marzeniem było mieć długi warkocz i miała ale przez krótki okres w swoim życiu. Później dziadek nakazał jej ściąć włosy gdyż była za piękną kobietą. żadne zdjęcia nie ocalały.

Obserwuj wątek
    • wszystkomasens Re: śmierć przychodzi dwa razy 09.03.11, 19:36
      Dziadek 1997
      Historia znów zatoczyła krąg. Przyszła znów choć wiedzielismy o niej wczesniej że przyjdzie i nie mówie tu o wieloletniej "przyjaciółce" dziadka ale o tej bezdusznej... a może i dusznej kolei zycia. smierci.
      Byłem silniejszy niz kiedykolwiek 5 lat w życiu człowieka smaganymi przeżyciami sprawia że czuje sie dorosłym silnym człowiekiem.
      Czy można byc silnym i przygotowanym na wszystko człowiekiem.?

      śmierć przychodzi dwa razy.
      Rak. to cos na co zakańcza żywot wielu z mojej rodziny!
      Mimo upływu 5 lat a dziś prawie 20 pewne zdarzenia są tak żywe że mógłbym opowiadać o nich z najmniejszymi szczegółami.
      Wywnioskowałem że smierć przychodzi dwa razy!
      Pierwszy raz kiedy dowiadujesz sie że umierasz a drugi kiedy umarłeś.
      Dziadek świetny inzynier budownictwa wiele mostów ,budynków,estakad w Polsce są jego dziełem. Pamiętam jak powiedział od dziś moge spać spokojnie juz nie musze patrzyc na prognozy pogody i czytac o silnych wiatrach. od dzis spie spokojnie. Chyba wszyscy wiedzą o co mu chodziło.?
      Człowiek o niesamoitym umyslę sprawczym i analitycznym.
      Ale śmierć jest bezduszna. dla niej nie ma kompromisów i ludzi lepszych czy gorszych. biednych czy bogatych.
      Śmierć jest jedna i kazdy w ostatniej sekundzie kończy tak samo.

      odarty z godnosci piekny umysł
      szkoła podstawowa,wojna,obóz koncentracyjny Łambinowice, szkoła zawodowa, pierwsze miłosci, studia, praktyki, dokonania, przemyślenia, kazdy ma jakiś swój dorobek który pielegnuje,dba i szanuje. Jest z czegoś dumny, ma otwarty umysł lub niesamowite uzdolniania analityczne.
      Całe zycie człowiek sie uczy, buduje świat wartości, poznaje ludzi... tylko po co? jeżeli w dzień jego "sadu" staje nagi, z odleżynami, nie potrafiący mówić,ze skóra narzucona na kości, robiącego pod siebie, któremu trzeba zmieniać pampersy. Czy tak ma wyglądać koniec kazdego z nas? Mówie na to odarty z godnosci! no bo jak inaczej to nazwać skoro człowiek w postaci mojego dziadka prosi mnie abym właczył: ct" wex diamenty i włacz mi ta bajkę o lokomotwce" a póxniej zapada w agonię na 72 godziny. który majaczy niezrozumiale niczym dwulatek. gdzie ten piękny silny umysł który projektował mosty a które stoją do dziś.

      czekając na śmierć.
      Kiedy jechałem na wakacje na 14 dni na kilka dni przed nimi dziadek odżył. spał dużo. ale był bardzo trzeźwo myślącym dziadkiem.
      powiedziałem mu ze nie jade na żadne wakacje. on spokojnie odpowiedział. jedziesz i tyle. ja na ciebie poczekam. jak nie pojedziesz to sie policzymy. Pojechałem.
      Dziadek czół sie dobrze albo mama nie chciała mnie martwić.
      Po 14 dniach wróciłem ale było bardzo zle z dziadkiem mama mi powiedziała że nie ma już z nim kontaktu! wiedziałem co to oznacza!
      Zapukałem prosto z przedpokoju do dziadka. Śmierć odziera z godności ale ja nie musze. wszedłem. usiadłem na skraju łózka wziałem ta chuda dłoń do reki.. i wyszeptałem cześć dziadku już jestem! po chwili otworzył oczy i jak gdyby nigdy nic przywitał się normalnie, uśmiechnął, zapytał jak było i ucieszył sie że już jestem! co w osłupienie postawiło nawet jego córkę a moją matkę.
      zasnął.. później juz było tylko źle...

      Umierac po ludzku.
      To wazne słowa. tak ważne że nie mozna ich okreslic wartością! 5 lat róznicy w opiece paliatywnej umierających było lądowaniem na księzycu!
      Przychodziła pielęgniarka z Hirszfelda. dostwał kroplówkę, morfinę, i inne środku uśmierzające ból. Jego nie bolało już. był spokojny! Zawsze można było szybko podjechać coś dopytać. prosic o pomoc. nie było się samym. A to wazne nie tylko dla umierającego ale i dla rodziny!

      Zobaczyć śmierć.
      Dziś z racji przeżyć jakie miałem "okazje" doświadczyć wiem że człowiek nie jest w stanie przygotować się na wszystko!
      to co miało nadejść było przełomem w tym czego jeszcze nie doświadczyłem a co mnie złamało!
      późne popołudnie dziadek zaczął sie krztusić oddychał tak ciężko że dziwiłem sie że jest w stanie to jeszcze zrobic.. liczył jeszcze raz, oddychaj, i jeszcze raz, dasz radę. Było ciężko wiedziałem i czułem że dziś będzie przełomowa noc. dla niego ale i dla nas.
      Mama szybko zadzwoniła na paliatywna i zaraz ktos miał przyjechać. Oddychał coraz ciężej i ciężej. aż w końcu przestał... cholera to nie może byc tak.. od tak... z racji mojego przeszkolenia na PO (przysposobienie obronne dobrze że nie spałem na zajęciach) ułożyłem dziadka w pozycji bezpiecznej aby ułatwić mu oddychanie gdyż ślina zalegała mu w przełyku. nie miał sił jej przełknąć. kiedy go układałem. nie sądziłem ze człowiek moze byc tak lekki, był tak lekki że chyba nie było już w nim zycia. albo w sytuacji tak silnego stresu po prostu miałem tyle siły. kiedy go ułozyłem udrozniło mi przełyk i złapał oddech. ale... na pare sekund... widziałem i walczyłem o jego życie. wtedy zobaczyłem śmierć. po prostu przestał oddychać. to mnie złamało. chwile później była juz pielęgniarka. ja byłem w takim szoku zresztą wszyscy domownicy że ta pielęgniarka i jej stoicki spokój był wybawieniem dla nas.


      córka zasnęła.
      kiedy moja córka już spała a ja jeszcze drapałem ją po plecach bo to po prostu uwielbia. to wszystko przewinęło mi się jak film. spojrzałem na nią i widzę jak ten maluch się rozwija, ile w nim życia i chęci poznawania że przeszło mi na myśl że życie to jedno wielkie oszustwo! daje nam sie młode ciało, funkcjonujące na 100% zdrowe o ile mamy szczęście, a później zabiera nam sie to w tak okrutny sposób. Dzis wiem że moja mama walczaca z rakiem trzustki tez odejdzie ale wiem jedno że będę z nią do końca.

      Nie każdy wierzy w cuda czy w Boga. Dziś będąc medium śmierć widzę inaczej... cieplej.. bo wiem że to nie koniec tylko początek wszystkiego!
      • elzunia25 Re: śmierć przychodzi dwa razy 10.03.11, 11:35
        Pieknie opisałeś swoje uczucia.Czytając to co napisałes miałam wrażenie że jest to po czesci historia moich dziadków. Mój ukochany dziadzio był wieziony w czasie wojny na Zamku Lubelskim. Cudem uniknął śmierci. Cierpiał całe swoje życie. Miał wrzody żołądka, w tamtych czasach jeszcze nie tak wyleczalne jak dziś. Widziałam jak się męczy, jak noca wymiotuje i płacze z bezradności, jak prosi Boga , by mu ulżył w cierpieniu,. Byłam wtedy dzieckiem, pamięc dziecka jest przeciez krótkotrwała, a ja wciaz po tylu latach to pamietam...
        Nie pogodziłam się ze smiercia dziadzia, choc minęło 16 lat. Chodzę do psychologa, bo nie umiem sobie pioradzic z ta smiercia, mimo ze minelo juz tyle lat, To było dla mnie najwieksze przezycie,., mimo ze potem zmarło tyle bliskich osob, ta smierc wywarła na mnie najwieksze wrazenie. Psycholog twierdzi, ze nie chce dziadzia puścic, nie chce pozwolić mu odejsc, przez to ja jestem nieszczesliwa i oon, bo cierpi widząc że nie potrafie isc naprzód, tylko ciofam sie wstecz.
        Mysle, ze przyjdzie taki dzien, kiedy pozwole Mu odejsc- ale narazie nie jestem jeszcze gotowa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka