kosmos_pierzasty
01.10.21, 15:02
Czytam kolejną książkę mniszki, którą polecałam w wątku książkowym.
Teza, moimi słowami:
Należy być dla siebie i świata wyrozumiałym, bo w naturze ludzkiej leży popełniane błędów. I nawet jak się dostrzeże, że coś wymaga zmiany, to dobrze jest się tym zająć, ale ze świadomością, że np. regres w tym procesie jest czymś normalnym. A niektórych problemów zwyczajnie nie jesteśmy w stanie pokonać i lepiej przyjąć, że tak jest, bez osądzania się czy obwiniania.
Jak się zapatrujecie na taki punkt widzenia?
Czy zachodnie podejście nie jest zanadto obciążone dążeniem do osiągnięcia ideału? Może faktycznie lepsza jest akceptacja tego, co jest? I nie, że tak ma być już na zawsze, ale ze to znacznie lepszy punkt wyjścia do zmian?
Osobiście przemawia do mnie dążenie do ideału, zarówno jeśli chodzi o samą siebie, jak i okoliczności życia, że tak powiem.
Ale może to właśnie błąd?