mashcaron
16.11.21, 16:06
W wakacje chodziłam często z córką na plac zabaw blisko domu. Spotykaliśmy tam dziewczynkę z tatą. Dzieci się bawiły,my smalltalkowaliśmy, aż pewnego razu gościowi się wzięło na zwierzenia. Powiedział, że sam wychowuje córkę, że żona chorowała i zmarła, że mu bardzo ciężko itp. powiedziałam, że mi przykro, bo co miałam powiedzieć..
Potem jakoś przestalyśmy chodzić na ten plac zabaw, gościa więcej nie widziałam aż do teraz, kiedy to jego córka, którą biedak sam wychowuje, nie trafiła do grupy przedszkolnej mojej córki.
I okazało się, że matka dziewczynki jest zupełnie żywa i wygląda całkiem zdrowo. Nie są nawet rozwiedzeni, mają wspólny, rodzinny profil na Fejsie z bardzo ładnym, czułym zdjątkiem profilowym...
I tak mi jakoś fuj jak na niego patrzę, ciśnie mi się żeby mu powiedzieć że jest obrzydliwą gnidą, tak uśmiercać dramatycznie własną żonę przed obcą babą w parku.. w sumie nawet nie wiem w jakim celu.. podryw na litość to miał być czy co?
Fuj.