magda.z.bagien
17.01.22, 16:05
W ostatni czwartek pierwszy raz w życiu zrobiliśmy pączki. Wyszły całkiem niezłe.
Po północy pękła rura od bojlera i gorąca woda zalała sąsiada - z sufitu się lało, a największy strumień leciał z lampy, więc wywaliło korki. Biegaliśmy między piętrami, żeby przynieść więcej wiader, wszyscy w piżamach, a jedyne oświetlenie u sąsiada to latarka breloczek.
W piątek naprawa rur, suszenie itd.
W sobotę wieczorem druga tura pączków. Reszta soboty minęła spokojnie, żadnych awarii ani innych niespodzianek nie było.
W niedzielę piękna pogoda, więc wycieczka rowerowa.
15 km od domu złapałam gumę. W okolicy nie było żadnego serwisu, pociągi odwołane i jedyna opcja jaka była to powrót pieszo. Na powrocie oczywiście zaczęło padać.
I teraz mam dylemat - robić trzecią partię pączków I wystawić się na działanie żywiołów, czy odpuścić.