e-ness
21.02.22, 12:57
Moja matka, osoba bardzo toksyczna, w podstawówce za 4 szantażowała mnie, ze popełni samobójstwo. W liceum Ograniczała moja wolność, bo jak mi się cis stanie to popełni samobójstwo.
Jak wyrwałam się na studia to co tydzień jeździłam so domu, bo umierała z rozpaczy. Słuchałam jej krytyki przy pierwszym i drugim dziecku.słuchałam jej „rad” chociaż nigdy o nie nie prosiłam. Przy kolejnych zaczęłam wyznaczać granice
Poszłam na terapie, obcięłam się emocjonalnie od jej psychicznych problemów, depresji z która jest od lat a nie chce się leczyć.
Kontakty mocno ograniczyłam, pomagam jak trzeba.
Mam ochotę się odciąć, ale brakuje mi odwagi.
Łapie się na tym, ze jak widze, ze dzwoni to mnie ściska w gardle, bo znów muszę stwarzać pozory.
No to dzis , zadziwiła z żalami i płaczem
Krótko oznajmiłam ze nie życzę sobie, aby nagabywała mnie do kontaktów z bratem, bo przekroczył granice, bo dostał szanse i znów dał ciała i niech się z tym wreszcie pogodzi ( No jak tak mogę, przecież ludzie popełniają błędy)
Ze ja nie będę jej workiem treningowym, ze jak ma kiepski okres, co rozumiem, bo jest po ciężkiej chorobie, to są leki które postawią ja na nogi
Ze nie będę do niej dzwonic jak do przyjaciółki, bo nigdy nią nie była, i nie mam w zwyczaju dzwonic z info co dzis na obiad ( dzwonię raz w tyg z info ze wszystko Ok i rozmawiam o pogodzie)
Ze każdy powinien żyć swoim życie, a nie uwieszać się na innych.
Ze nie pozwolę sobie wejść na głowę bo mam swoje rodzine i swoje problemy, a skoro nie chce iść do lekarza to ja nie jestem w stanie jej pomoc.
W odwecie usłyszałam, ze to ja powinnam się leczyć, bo jestem nerwowa a to złe wpływa na dzieci ( nawet nie uniosłem głosu)
Ze mi to chyba nikt nie jest w stanie przemówić do rozumu ( wiara, polityka, przekonania mamy na dwóch różnych biegunach)
Ze ma do mnie żal, ze tak wyglądaj nasze relacje
I kurw..a, zepsuła mi cudowny poniedziałek po tym, jak wyprawiłam 4 dzieci do szkoły i napawalam się ciszą.
I chyba jednak muszę wrócić na terapie, bo mimo iz we mnie jest mniej emocji, to jednak mnie to ruszyło.
Choć sama jestem zaskoczona, ze nie zabrakło mi odwagi aby na zimno jej powiedzieć, co mam na myśli.
Tak bardzo chciałabym mieć wywalone na to co mówi i robi, niech sobie gada, co mi tam.
Czy kiedykolwiek nastąpi taki moment?
Czy to da się skutecznie wypracować?
Czy da się uwolnić od tych wszystkich emocji?