celandine
21.02.22, 15:15
Mam taki dylemat moralny. Otóż jest pewien profesor, który był przez lata jednym z najważniejszych autorytetów w swojej dziedzinie, szefem bardzo prestiżowej katedry. Pracuję trochę przy projekcie, którego był jednym z dwóch dyrektorów. Kiedy zaczęłam współpracować z nimi, byłam chyba zaraz po doktoracie i pamiętam, że samo spotkanie z tym człowiekiem bardzo dużo dla mnie znaczyło. W dodatku okazał się miły, nawet bawił się z moją małą córką, którą wtedy musiałam zabrać na jakiś workshop, opowiadał, że rozumie wszelkie trudności, bo wychowali z żoną czworo.. W sumie nie mam wielu autorytetów naukowych, akurat on nim był. Dwa lata temu z całkowitym niedowierzaniem dowiedzieliśmy się, że profesor x został aresztowany za posiadanie pornografii dziecięcej. Miał ponoć na swoim komputerze tysiące materiałów, także filmy przedstawiające gwałt. Został w swoim kraju skazany na dwa lata więzienia, jego uczelnia w innym kraju go zwolniła natychmiast. Usunięto go z wszystkich związków naukowych i z projektu, w którym uczestniczę. Sprawa była dość głośna w całej Europie. Kiedy cała sprawa wyszła, myślałam, że się porzygam dosłownie, cały czas myślałam o tym, że bawił się z moim dwuletnim dzieckiem (było przy tym dziesięć innych osób, ale i tak), że był ojcem, że ja absolutnie nigdy bym kogoś takiego nie podejrzewała.. Teraz zakończył swój wyrok. I ponoć bardzo żałuje swojego postępowania i tego, że ściągał te filmy. Wydał oświadczenie na ten temat, prosząc o przebaczenie. Szuka pracy. Niektórzy koledzy uważają, że należy dać mu drugą szansę, bo odbył karę, stracił wszystko, pracę, prestiż, w ramach zadośćuczynienia wpłacił ogromne sumy na stowarzyszenia pomagające ofiarom pedofilii, sam nie był, o ile ustalono w śledztwie, czynnym pedofilem, jedynie oglądał te filmy. Mnie się nadal chcę rzygać i nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że spotykam go ponownie. Dziś wywiązała się na ten temat dyskusja i zarzucono mi brak miłosierdzia a każdy ponoć zasługuje na odkupienie. Decyzje nie należą do mnie, więc tylko tak rozmyślam.
Co sądzicie? Czy taki ktoś zasługuje na damnatio memoriae na wieki czy na drugą szansę?