nowyniknik82
23.02.22, 23:59
Dylemat mam.
Wczoraj pierwszy raz byłam na wizycie u nowej lekarki, opinie z internetu miała dość stare, więc nie sugerowałam się nimi zupełnie.
Czekając na swoją kolej, z gabinetu wyszła kobieta, i mówiła do matki/siostry czy tam kogokolwiek z kim się zjawiła w przychodni, że lekarka "covidowo pierdolnieta", cokolwiek miałoby to znaczyć.
Weszłam do gabinetu, lekarka zadaje mi pierwsze pytanie, czy jestem zaszczepiona, mówię zgodnie z prawdą że nie, i tu zaczyna się tłumaczenie że to najlepsza szczepionka 21 wieku, itd, ale zauważyła brak mojej reakcji więc przeszla do problemu z którym przyszłam. No rewelacyjna się wydaje w swoim fachu, skierowania na badania dała, leki również, za trzy tygodnie mam się zjawić na kontrolę.
I tu mam dylemat.
Bo na koniec wizyty powiedziała coś w stylu, że ma nadzieję że do tego terminu przyjmę pierwsza dawkę.
I poradzcie mi, iść za trzy tygodnie czy szukać dalej specjalisty? Mam jakieś dziwne obawy że za trzy tygodnie to mnie wykopie z gabinetu jak usłyszy że szczepienia brak.