Dodaj do ulubionych

Chyba jestem z innej epoki

27.05.04, 10:21
Chyba jestem z innej epoki, dziewczyny na szkole rodzenia patrzą na mnie jak
na ufoludka: jak to, nie rodzisz z mężem? Dlaczego?
Dzwonię,żeby zapisać się do rzeczonej szkoły i pytam, czy ta szkoła jest z
ukierunkowaniem na poród rodzinny, a pan mi na to,że samotne panie też
zapraszamy! Na litość boską, akurat nie jestem samotna, mam dobrego i
kochającego męża, ale jakoś nie czuję potrzeby pokazywania mu rozprutego
krocza ani też nie odczuwam potrzeby, za przeproszeniem defekacji w jego
obecności (bo przecież wszystko może się zdarzyć), czy to oznacza,że jestem
dziwna? Skąd ta oczywistość rodzenia z mężami? Na litość boską, nie skręcam
szafy, nie naprawiam cieknących kranów i nie obchodzi mmnie który kabel jest
od czego, a mąż nie musi odbierać porodu! To jest babska rzecz, moim zdaniem,
i wcale nie uważam,żeby to, co myślę oznaczało,że mam złe relacje z mężem,
czy też chcę go pozbawić więzi z dzieckiem i zmonopolizować dostęp do
maleństwa. To nieprawda! Myślę jednak,że rodzenie to kobieca tajemnica i tak
powinno pozostać. Mam jednak wrażenie, że tylko ja tak myślę, wszystkie
dziewczyny, które znam i nie miały cesarki rodziły z tatusiami albo
zamierzają, i o dziwo (tego już nie rozumiem, sorry), nawet jeśli łączy je
dość luźna relacja z partnerem , zktórym po prostu wpadły. Czemu to ma
służyć? Zachęcić go? Czy może pokazać sukinsynowi "co mi zrobił"?
Obserwuj wątek
    • shuriken Re: Chyba jestem z innej epoki 27.05.04, 12:20
      Ja zaś, jako mężczyzna z tej epoki, nie bardzo rozumiem, czemu mają służyć takie
      posty na forum eTata. Może spytaj na eMamie, czemu dziewczyny chcą tego czy
      owego? No chyba, że chodzi jedynie o rozładowanie frustracji - mniejsza z tym, w
      jakim miejscu.

      Nie chcę tu wszczynać dyskusji, ale skoro dziewczyna z kimś "wpadła" i potem chce z
      tym kimś rodzić, to może jednak jest to ojciec dziecka, a nie "sukinsyn"? Przemyśl to,
      łącznie z przyczynami "wpadek", i spróbuj podejść do tematu mniej agresywnie. No
      chyba, że ta "inna epoka" to jakiś matriarchalno-feministyczny neolit...
      ---
      Shuriken
      "in vino veritas"
      • olang Re: Chyba jestem z innej epoki 27.05.04, 16:28
        myślę,że przesadzasz z tą agresją, a wątek dotyczy ogólnie opinii na temat
        obecności ojców przy porodach, jak zapewne zauważyłeś, wypowiadają się też
        dziewczyny (mimo,że etata) Nie miałam na myśli "wpadek" w ogóle, (bo co tak
        naprawdę jest "wpadka", ja także nie planowałam swojego dziecka), chodziło mi
        raczej o nikłą więź emocjonalną dziewczyny z ojcem dziecka. Niepotrzebnie tak
        się oburzasz, nawet jeśli jesteś entuzjastą porodów rodzinnych.Co zaś się tyczy
        ataku na feministyczno-matriarchalny neolit to raczej chybiłeś. Pozdrawiam
        • shuriken Re: Chyba jestem z innej epoki 27.05.04, 23:21
          olang napisała:

          > myślę,że przesadzasz z tą agresją

          Jeśli ktoś tu przesadził w tej kwestii, to ty. "Sukinsyn" był zdecydowanie nie
          na miejscu, podobnie jak cała końcówka postu.

          > a wątek dotyczy ogólnie opinii na temat
          > obecności ojców przy porodach,

          To po co zakładasz nowy? Czyżby jednak rozładowywanie frustracji?

          > chodziło mi
          > raczej o nikłą więź emocjonalną dziewczyny z ojcem dziecka.

          Jak mówiłem - spytaj dziewczyn.
          • dziejas Re: Chyba jestem z innej epoki 28.12.04, 16:24
            a ja sie zgadzam z przedmowczynia. wieksza agresywnosc widze w twoich
            wypowiedziach niz w jej. no i oczywiscie rowniez nie jestem zwolennikiem
            rodzinnych porodow.
            co do sukinsynow, zapewne chodzilo o sytuacje, w ktorych dziewczyna zachodzi w
            ciaze na skutek stosunku z zupelnie przypadkowym partnerem... tak, tak takie
            sytuacje sie zdarzaja.
      • kingusi Re: Chyba jestem z innej epoki 05.03.05, 13:53
        no a nie pomyslalas o tym, ze niektorzy faceci sami az sie rwia by byc przy
        porodzie? ja akurat mialam cesarke a i tak moj maz byl wsciekly, ze nie byl na
        sali operacyjnej[fakt jestesmy sluzba zdrowia] rozwazalam tez obecnosc jego
        przy porodzie zanim sie dowiedzialam o cesarce i sama mu zasugerowalam , zeby
        moze byl gdziez obok a niekoniecznie przy 'wyjsciu' dziecka-nie musze chyba
        pisac jaka byla jego reakcja? omal sie nie udlawil ze wscieklosci, wiec moze ty
        i twoj maz faktycznie jestescie z innej epoki, gdzie dziecko pokazywalo sie
        ojcu przez okno bo wstepu na oddzial polozniczy nie bylo!
    • hejkum_kejkum Re: Chyba jestem z innej epoki 27.05.04, 22:02
      A ja nie widze nigdzie agresji , po prostu wymieniliście swoje poglądy

      Ja osobiście myślę, że to kwestia indywidualna.
      Nie jest to konieczność, ale jesli ktoś to chce przeżywać razem to nie widze w
      tym nic złego.

      Z drugiej strony jesli facet chce to przeżyć razem z żoną to też chyba nic
      złego.

      A jeśli żona bardzo tego nie chce, no coż, to kwestia negocjajcji,

      Wszystko można załatwić pokojowo....

      I każdy jest inny...
    • nie.dzielny.tatus Re: Dziewczyno wyluzuj 28.05.04, 20:48
      to wolne forum jak cały internet w wolnym kraju (do czasu? Leper nie śpi) w
      wolnej Europie. Na salę porodową nie pchałem się, prosiła mnie o to ukochana
      żona bo potrzebowała wsparcia. I to trzeba zrozumieć. Nasza koleżanka
      niepoprawna estetka, która nie chciała żeby mąż ją widział "nie w formie",
      chciała rodzić sama, a potem mówiła o więzi emocjonalnej podczas porodu z
      położnikiem (prywatnie moim wujkiem), to też dobrze. Jej wola.

      Życie jest piękne.
    • magda1711 Re: Chyba TAK! 30.05.04, 17:24
      No cóż... To że kobieta potrzebuje wsparcia przy porodzie ze strony męża to coś
      złego? To źle ,że jest tyle kobiet w ciąży i ich mężów , którzy chcą razem
      przeżyć momeny przyjścia na świat ich dziecka?
      Nie chcesz zeby mąż ogladał twoje rozprute krocze, a przcież wasze dziecko
      będzie przechodzić przezto rozprute krocze i będzie moze nie za pięknię
      wyglądać, być może będzie pomarszczone, pokryte mazią płodowa,itp. i też wtedy
      nie bedziesz na nie patrzeć(ani mąż)???
      Wolny wybór jeżeli chodzi o porody rodzinne, jeżeli nie chcesz to nie musisz
      rodzić z mężem, ale nie musisz też przy tym uzywac takich słów!
      A jeżeli rodzenie dziecka porównujesz do naprawiania kranu czy skręcania szafy
      to sorry,ale chyba rzeczywiście nie jesteś z tej epoki!
      Dziwne jest też podejście ze rodzenie to kobieca tajemnica!!!???
      Już dawno wszyscy ludzie wiedzą jak dzieci przychodzą na światsmile)
      • viotella Re: Chyba TAK! 07.01.05, 11:18
        magda1711 napisała:

        > A jeżeli rodzenie dziecka porównujesz do naprawiania kranu czy skręcania
        szafy
        > to sorry,ale chyba rzeczywiście nie jesteś z tej epoki!

        Myślę że nie zrozumiałaś aluzji. Autorce chodziło o to, że facet zamuje się
        majsterkowaniem, a kobieta czym innym. Zresztą ja ją popieram.
        Ale cóż, w tej epoce faceci malują włosy i paznokcie, robią lifting i odsysanie
        tłuszczu. Bardzo męskie... najlepiej niech jeszcze maluja usta i zakładaja
        mini.
    • virtual_moth Re: Chyba jestem z innej epoki 30.05.04, 18:26
      Wypowiedziałam się na ten temat w innym wątku, ale tutaj też wrzucę parę słów.

      Ja też chyba jestem z innej epoki. Nie zabraniam oczywiście nikomu wspólnego
      porodu, ale kompletnie nie rozumiem tej potrzeby.

      Wydaje mi się, że w niektórych kwestiach rozwój cywilizacyjny zrobił więcej
      szkody niż pożytku. Mam wrażenie, że w kobietach zanika instynkt
      samozachowawczy - a jego przejawem jest moim zdaniem chęć oddalenia się na czas
      porodu. To oddalenie się od stada pozwala kobiecie wyciszyć się, skupić na
      sobie i reakcjach organizmu, bez skrępowania robić rzeczy i przyjmować pozycje
      uśmierzające ból oraz przyspieszające poród (w moim przekonaniu kobieta
      pozostawiona sama sobie doskonale wiedziałby co robić).
      Już mniejsza o rozprute krocze i widok łożyska. Najbardziej przerażające jest
      dla mnie to, że kobiety godzą się na to, aby osoba, z którą łączy ją intymny
      związek mogła obserwować przedziwne reakcje ich organizmów. Niektóre kobiety
      reagują totalnym zamknięciem się w sobie i wyciszeniem (ja), niektóre
      wrzeszczą, klną, kopią, są agresywne, okazują bezsilność, panikę itd. Nie
      chciałabym, aby mój facet widział te reakcje.
      Tak, dla mnie poród powinien pozostać "kobiecą tajemnicą".
      • verdana Re: Chyba jestem z innej epoki 30.05.04, 20:00
        Cieszę się, że nie jestem ostatnim przeżytkiem. Sprawę postawiłam jasno - na
        sali porodowej będę albo ja, albo mój mąż. Nie chcę pokazywać się w czasie
        porodu mężowi, jestem dostatecznie silna psychicznie, żeby nie potrzebować
        wsparcia i nie uwazam, zeby obecność męża była mi do czegokolwiek w tym
        momencie potrzebna. Tymczasem nacisk na 'rodzinne porody' jest niezwykle silny.
        Tłumaczy się matkom, ze jeśli ojciec nie zobaczy porodu, nie będzie miał więzi
        z dzieckiem! To przecież jakaś bzdura - czy to oznacza, ze do ostatnich 15 lat
        faceci nigdy nie miewali związków z dziećmi? Jesli ktoś chce rodzić wspólnie -
        zgoda - ale nie dlatego, ze taka jest moda!
      • shuriken Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 13:36
        virtual_moth napisała:

        > Wydaje mi się, że w niektórych kwestiach rozwój cywilizacyjny zrobił więcej
        > szkody niż pożytku. Mam wrażenie, że w kobietach zanika instynkt
        > samozachowawczy - a jego przejawem jest moim zdaniem chęć oddalenia się na
        > czas porodu.

        Po pierwsze - nie wiadomo, na ile ten instynkt występował u naszych przodków. U
        niektórych ssaków poród jest wydarzeniem "stadnym", a nie indywidualnym. Stado
        może chronić przed drapieżnikami itp.

        Po drugie - instynkt samozachowawczy nie jest ślepy - o czym poniżej.

        > To oddalenie się od stada pozwala kobiecie wyciszyć się, skupić na
        > sobie i reakcjach organizmu, bez skrępowania robić rzeczy i przyjmować pozycje
        > uśmierzające ból oraz przyspieszające poród (w moim przekonaniu kobieta
        > pozostawiona sama sobie doskonale wiedziałby co robić).

        Doskonale. W szczególności potrafiłaby sama wepchnąć wypadającą pępowinę albo
        wykonać sobie cesarskie cięcie. "Instynktowne" oddalanie się od wszystkich być
        może byłoby bardzo "naturel", ale oznaczałoby równie naturalną ilość zgonów
        noworodków, zakażeń okołoporodowych itp.

        Może jednak uznajmy chociaż wynalazek położnej i położnika za ewolucyjnie
        sensowny, skoro zwiększa szanse przeżycia matki i dziecka? ;-P

        > Już mniejsza o rozprute krocze i widok łożyska. Najbardziej przerażające jest
        > dla mnie to, że kobiety godzą się na to, aby osoba, z którą łączy ją intymny
        > związek mogła obserwować przedziwne reakcje ich organizmów.

        Cóż, ponoć to właśnie te najprawdziwsze, niezamaskowane instynktowne
        zachowania. Czego więc się wstydzić - własnej natury? wink BTW, sensownie
        przygotowany do porodu ojciec wie, co się może stać (i dlaczego).

        > Tak, dla mnie poród powinien pozostać "kobiecą tajemnicą".

        Wolna wola. Zauważ jednak, że dla sporej części kobiet jest to "rodzinna" czy
        "partnerska tajemnica". I że mają one własną, wewnętrzną potrzebę obecności
        kogoś bliskiego w czasie porodu. Nie można po prostu przyjąć zasady "nic na siłę",
        zamiast wydziwiać na "nowomodę"?
        --
        Shuriken
        "in vino veritas"
        • virtual_moth Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 20:05
          shuriken napisał:

          > Może jednak uznajmy chociaż wynalazek położnej i położnika za ewolucyjnie
          > sensowny, skoro zwiększa szanse przeżycia matki i dziecka? ;-P

          A czy ja pisałam, że nie uznaję? Napisałam tylko, że PEWNE aspekty rozwoju
          zachodniej cywilizacji przyprawiają mnie o pusty śmiechwink Czy jesteś w stanie
          samodzielnie odczytać, jakie aspekty miałam na myśli? Podpowiedź -
          jednoznacznie je określiłamsmile

          > Czego więc się wstydzić - własnej natury? wink

          To nie jest kwestia wstydu. Jest to objaw zdrowgo rozsądku - wolałabym aby mój
          facet kojarzył moje krocze z zeksem, a nie z porodem.

          > przygotowany do porodu ojciec wie, co się może stać (i dlaczego).

          Czy wie też to, że może mu siąść libido po porodzie?

          > Nie można po prostu przyjąć zasady "nic na siłę",
          > zamiast wydziwiać na "nowomodę"?

          No właśnie. Nic na siłęsmile

          Pozdrawiam
          • shuriken Re: Chyba jestem z innej epoki 01.06.04, 10:33
            virtual_moth napisała:

            > Czy jesteś w stanie
            > samodzielnie odczytać, jakie aspekty miałam na myśli? Podpowiedź -
            > jednoznacznie je określiłamsmile

            Jestem w stanie i wygląda na to, że pisanie trochę Ci się rozmija z myśleniem ;-P

            > To nie jest kwestia wstydu. Jest to objaw zdrowgo rozsądku - wolałabym aby mój
            > facet kojarzył moje krocze z zeksem, a nie z porodem.

            No to o co chodzi - o stan psychiczny (dziwne reakcje - krzyki i przekleństwa) czy
            fizyczny (widok kanału porodowego - tu chyba nie ma dziwnych reakcji)? Coś kiepsko
            z tą jednoznacznością ;-P Nie rozumiem też, dlaczego niektóre panie uważają, że w
            czasie porodu rodzinnego mężczyzna koniecznie musi zaglądać im między nogi i
            kontemplować szczegóły anatomiczne. Nie wymaga tego żadna pozycja porodowa
            ani żadna niezbędna czynność, która należy do mężczyzny w czasie porodu.

            Poza tym zadzwiająca jest ta tendencja do traktowania nas jak przedszkolaków. Czy
            naprawdę sądzisz, że dorosły mężczyzna może uwierzyć w bajki o bocianie i
            kapuście? Każdy z nas wie jak i KTÓRĘDY odbywa się poród. No i jeśli seks jest
            częstszy niż porody wink to i skojarzenia są jednoznaczne.

            > Czy wie też to, że może mu siąść libido po porodzie?

            Po pierwsze - wie, że libido to kwestia psychiki, a ta nie jest bytem niezależnym i
            niekontrolowanym.
            Po drugie - słyszał też nieraz o ojcach (choćby na tym forum), którzy nie byli przy
            porodzie, a mimo to libido im siadło. Cuda jakieś?

            > No właśnie. Nic na siłęsmile

            Chwała Stwórcy, że zdarza się jeszcze jakaś płaszczyzna porozumienia wink
            • virtual_moth Re: Chyba jestem z innej epoki 03.06.04, 21:59
              shuriken napisał:

              > wygląda na to, że pisanie trochę Ci się rozmija z myśleniem

              Od początku: tematem PRZEWODNIM mojego postu (szkoda, że tego nie zauważyłeś),
              była moja teoria na temat, że PEWNE aspekty zachodniej cywilizacji robią więcej
              szkody niż pożytku. Tymi aspektami NIE SĄ, co oczywiste, dobrodziejstwa
              medycynysmile Jeśli jesteś ciekawy jakie aspekty miałam na myśli, odsyłam do
              mojego pierwszego postu w tym wątku.
              Swoją drogą to naprawdę irytujące: cżłowiek (czyli ja) wygłasza pewną opinię.
              Wygłaszając ją asekuruje się przed czepialskimi przy pomocy jakże istotnych
              słówek "nie tylko", "prawie", "prawie wszystko", "tylko pewne aspekty", a
              rozmówca i tak się czepia. Przykjład: napisałam, że prawie wszyscy ludzie to
              debile, a ten mnie się pyta dlaczego uważam, że wszyscy ludzie to debile.

              > No to o co chodzi - o stan psychiczny (dziwne reakcje - krzyki i
              > przekleństwa) czy fizyczny (widok kanału porodowego - tu chyba nie ma
              > dziwnych reakcji)?

              Jak krowie na granicy: napisałam wyraźnie, że nie TYLE chodzi tu o krew, ale
              przede wszystkim o psychikę. Nie będę się więcej powtarzaćsmile

              > Nie rozumiem też, dlaczego niektóre panie uważają, że w czasie porodu
              > rodzinnego mężczyzna koniecznie musi zaglądać im między nogi i
              > kontemplować szczegóły anatomiczne. Nie wymaga tego żadna pozycja porodowa
              > ani żadna niezbędna czynność, która należy do mężczyzny w czasie porodu.

              To nie do mnie chyba? Tylko wspomniałam o fizjologicznym aspekcie porodu (krew,
              pępowina, rozprute krocze), głównie skupiłam się na psychice. To oczywiste, że
              mężczyzna nie musi stać po "właściwej stronie". Ja tego nawet nie brałam pod
              uwagę, bo nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić tak szokującej sytuacjiwink
              Co ciekawe,Tobie chyba też ta hipotetyczna sytuacja "face to ass" niezbyt się
              podoba?wink

              Spotkałam się z sytuacjami, że facet stracił zainteresowanie seksem, bo był
              świadkiem porodu żony. I naprawdę nie musiał zaglądać w krocze.

              > Po pierwsze - wie, że libido to kwestia psychiki, a ta nie jest bytem
              > niezależnym i niekontrolowanym.

              Uważam, że w tak delikatnej kwestii jak seks po porodzie, psychika może się
              okazać dla mężczyzny bytem niekontrolowanym. Myślę, ze w ogóle psychikę trudno
              jest kontrolować - inaczej zawód psychologa byłby niepotrzebny.

              > Po drugie - słyszał też nieraz o ojcach (choćby na tym forum), którzy nie
              > byli przy porodzie, a mimo to libido im siadło. Cuda jakieś?

              Nie widzę związku między obawą o stan libido mojego faceta po moim porodzie a
              Twoją refleksją, że bez widoku porodu też mu może siąść. Chociaż nie - związek
              istnieje - jak mu może siąść nawet bez oglądania porodu, to lepiej dmuchać na
              zimne i na poród przyjść z przyjaciółkąsmile

              Z góry uprzedzam, ze nie będę już odpowiadać na Twoje posty, o ile okaże się,
              że nie czytasz uważnie moich. Nie lubię się powtarzać i tłumaczyć wszystko w
              kółko od początku.

              Pozdrawiam
              • shuriken Re: Chyba jestem z innej epoki 29.06.04, 16:57
                virtual_moth napisała:

                > Od początku: tematem PRZEWODNIM mojego postu (szkoda, że tego nie
                zauważyłeś),
                > była moja teoria na temat, że PEWNE aspekty zachodniej cywilizacji robią więcej
                > szkody niż pożytku.

                Zauważyłem. Nie zauważyłem natomiast, abyś była zdolna do jakiejkolwiej sensownej
                reakcji na krytykę tej naciąganej teorii.

                > Tymi aspektami NIE SĄ, co oczywiste, dobrodziejstwa medycynysmile

                Szkoda, że nie zauważyłaś emotikonu przy mojej wypowiedzi na ten temat.

                > Swoją drogą to naprawdę irytujące: cżłowiek (czyli ja) wygłasza pewną opinię.

                Jeśli opinia jest bzdurna, żadne asekuracje nie pomogą.

                > Jak krowie na granicy: napisałam wyraźnie, że nie TYLE chodzi tu o krew, ale
                > przede wszystkim o psychikę.

                Ciekawe. To może ja Cię powtórzę:
                "wolałabym aby mój facet kojarzył moje krocze z zeksem, a nie z porodem."
                Widok krocza to jednak krew, nie tylko psychika.

                > Co ciekawe,Tobie chyba też ta hipotetyczna sytuacja "face to ass" niezbyt się
                > podoba?wink

                Byłem przy osiemnastu porodach i to nie jest kwestia podobania się, tylko robienia
                tego, co do danej osoby należy. Ojciec w czasie porodu rodzinnego nie musi
                patrzeć w krocze. Lekarz musi.

                > Spotkałam się z sytuacjami, że facet stracił zainteresowanie seksem, bo był
                > świadkiem porodu żony. I naprawdę nie musiał zaglądać w krocze.

                Ile statystycznie jest takich sytuacji? I z jaką pewnością możesz wykluczyć inne
                czynniki (np. kochankę)?

                > Uważam, że w tak delikatnej kwestii jak seks po porodzie, psychika może się
                > okazać dla mężczyzny bytem niekontrolowanym.

                I znów - robienie z nas przedszkolaków. Seks po porodzie to kwestia znana
                mężczyznom od setek tysięcy lat i jakoś sobie z nią radzą (gdyby sobie nie radzili,
                gatunek szybko by wymarł).

                > Myślę, ze w ogóle psychikę trudno
                > jest kontrolować - inaczej zawód psychologa byłby niepotrzebny.

                Zadziwiająca większość ludzi jakoś sobie z tym radzi bez pomocy dodatkowego
                "kontrolera". Więc może jednak to nie takie trudne.

                > Nie widzę związku między obawą o stan libido mojego faceta po moim porodzie a
                > Twoją refleksją, że bez widoku porodu też mu może siąść. Chociaż nie - związek
                > istnieje - jak mu może siąść nawet bez oglądania porodu, to lepiej dmuchać na
                > zimne i na poród przyjść z przyjaciółkąsmile

                Rozumiem, że czynniki takie jak połóg, obecność dziecka w domu, nieprzespane
                noce, zdrady małżeńskie itp. nie są tu w ogóle istotne i nie trzeba na nie "dmuchać".

                > Z góry uprzedzam, ze nie będę już odpowiadać na Twoje posty

                Płakać nie będę tongue_out
      • judytak Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 13:52
        wszystko jest dla ludzi, aby nic na siłę :o)

        kiedy miałam rodzić po raz pierwszy, właśnie do tego potrzebowałam męża, żeby
        zapewnił mi "spokój od służby zdrowia", czyli to, że zostawiają mi samej sobie,
        i, o ile nic złego się nie dzieję, mogę sobie rodzić tak, jak mi będzie pasowało

        bo, może to dziwne, ale dużo bardziej krępuje i "ugrzecznia" mnie obecność
        obcej osoby (położnej, pielęgniarki, lekarza) niż obecność własnego męża,
        jeśli "komunikację z otoczeniem" mogę scedować na męża, to ja mogę się
        zająć "sama sobą" :o)

        potem się okazało, że "służba zdrowia" nic strasznego ode mnie nie chciała,
        więc za następnym razem wcale mnie tak nie zależało...

        i tak wyszło, że dwa razy rodziłam bez męża - bez uszczerbku na naszym zdrowiu
        czy uczuciach :o)

        pozdrawiam
        Judyta

        P.S.
        żadnych "przedziwnych reakcji swojego organizmu" nie zauważyłam, przy porodach
        byłam raczej taka sama, jak zwykle - opanowana, praktyczna, nie okazująca
        emocji w słowach
        J.
      • le_lutki Re: Chyba jestem z innej epoki 29.06.04, 13:43
        Hm, mnie wlasnie maz pomagal w przyjmowaniu wygodnych pozycji - uczyl sie tego
        w szkole rodzenia smile
        A poza tym nie da sie do niczego porownac chwili, kiedy najblizsza Ci istota
        mowi do Ciebie: kochanie, to SYNEK!!!
        Dowiedzialam sie tego od mojego meza, a nasze dziecko kiedy juz rozwarlo slepka
        zobaczylo nad soba dwoje swoich rodzicow - dwoje najwazniejszych osob w swoim
        zyciu i najbardziej go kochajacych.
        Ilekroc sobie przypomne te chwile to lzy mi naplywaja do oczu tak jak wtedy nam
        obojgu...
        Tyle jesli o mnie chodzi.
    • omama Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 10:48
      A ja sobie myślę, że wspólne porody to powrót do pewnej mody, mody któa
      zniknęła, kiedy kobiety zaczęły masowo rodzić w szpitalach.
      I, jak to często bywa, do mody każdy ma stosunek indywidualny.
      Abstrahując od całej mistyki porodu, wiele kobiet chce mieć ze sobą kogoś, kto
      za rękę potrzyma, lekarzy opieprzy, po wodę skoczy. I mają do tego pełne prawo.
      Rozumiem też podejście kobiet, uważających, że dziecko wspólne, ale ciąża tylko
      jednemu daje w kość, więc niech to drugie choć w porodzie pobędzie świadkiem.
      Bo niby dlaczego jedno ma z siebie flaki wypruwać, a drugie w tym momencie
      wódeczkę pociągać????
      A bywa różnie.....
      Moja koleżanka opowiadała, że pełniła dla swojej przyjaciółki rolę męża
      porodowego. I byłoby ok, gdyby nie to, że w pewnym momencie koleżanka tak się
      przejęła, że jak tatuś z dowcipów,padła zemdlona na ziemię. Lekarze w tym
      momencie opuścili nieszczęsną rodzącą, żeby sprawdzić co stało się z
      zemdloną....
      • olang Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 17:09
        cieszę się , że nie jestem ostatnią osobą na tej planecie, która sceptycznie
        podchodzi do idei porodu rodzinnego z wielu względów.Myślę ,że dla wielu par to
        może być piękne przeżycie, ale ciągle mimo to ciągle nie rozumiem tej
        oczywistości, dla mnie to wciąż jest zagadka, dlaczego w większości książek i
        publikacji o ciąży i porodach kładzie się nacisk na pozycje z udziałem partnera
        (trudno jest wręcz znaleźć ich jednoosobowe odpowiedniki: W trzech książkach
        jakie posiadam jest albo kobieta z podtrzymującym ją czy masującym partnerem,
        albo na stole operacyjnym przy c.c. albo już tuląca do piersi maleństwo. A co z
        kobietą rodzącą na piłce/ przy drabince itp.ale samą?), a jeżeli ktoś decyduje
        się na poród nie rodzinny od razu pojawia sie podejrzenie, że może w
        małżeństwie się nie układa lub więź jest nie taka a staż za krótki lub że ktoś
        jest niedojrzały (wydelikacona estetka zrzymająca się na widok dziecka w mazi
        płodowej), albo mamy do czynienia z samotną matką. Ja tylko się zastanawiam
        kiedy nastąpił ten przeskok - od zamkniętych porodówek do udziału partnera jako
        obowiązującej normy. W każdym razie musiało to dokonać się dość szybko.Żeby
        było jasne: nie potępiam i nie atakuję, jestem tylko zdziwiona, powtarzam, że
        to jest takie oczywiste. Może to wynika z faktu, że nigdy wcześniej nie
        interesowałam się porodami i być może umknęła mi jakaś ogolnonarodowa
        (ogólnoświatowa) debata sprzed wielu lat, po której zadawanie sobie takich
        pytań brzmi conajmniej jak kwestionowanie faktu,że ziemia jest
        okrągła...
      • a_weasley TO była jeszcze inna moda 03.12.04, 16:20
        > A ja sobie myślę, że wspólne porody to powrót do pewnej mody, mody któa
        > zniknęła, kiedy kobiety zaczęły masowo rodzić w szpitalach.

        OIW, w epoce przedszpitalnej poród był sprawą kobiecą. Mężczyzn trzymano w
        bezpiecznej odległości.
    • libra.alicja Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 13:06
      A mnie się wydaje, że to nie jest przejaw mody, tylko wreszcie jest taka
      możliwość. Kiedyś mężowie nie mogli nawet wejść na oddział, a dziecko mogli
      zobaczyć przez okno. Pacjentka była jedynie przypadkiem medycznym, którym nikt
      się nie przejmował (najczęściej słyszała "nie ty pierwsza i nie ostatnia").

      W szpitalach zmienia się stosunek do pacjentów.
      Ja leżałam jako dziecko 2 razy w szpitalu, rodzice mogli odwiedzić mnie tylko w
      niedzielę i mam bardzo traumatyczne przezycia z tego okresu.
      Dziś w wielu szpitalach rodzice mogą być z dziećmi większość dnia, a czasem i
      całą dobę.
      Czy to też jest moda? To wydaje nam się naturalne, prawda?

      Z porodami jest podobnie. Dla większości kobiet pobyt w szpitalu i poród są
      koniecznością, a nie przyjemnością, chcemy mieć kogoś bliskiego przy sobie, a
      mąż wydaje się najodpowiedniejszą osobą do uczestniczenia w narodzinach jako
      drugi rodzic.

      Myślę, że również dlatego wspólne porody stały się częstsze, bo nastąpiły
      ogromne zmiany w obyczajowości i podejściu do seksu.
      Nawet gdyby dawniej mąż mógł być przy porodzie, to pewnie większość par nie
      zdecydowałaby się na to, bo relacje związane z własnym ciałem, nagością i
      seksualnością były inne.
      "Porządna kobieta" nie przebierała się przy mężu, nie informowała go, że ma
      właśnie miesiączkę, a pożycie małżeńskie odbywało się w koszuli nocnej i po
      ciemku. Dziś jest zupełnie inaczej, męzczyźni są dopuszczani do
      wielu "tajemnic", każdy widział, przynajmniej na reklamie, jak wygląda tampon,
      czy podpaska, otwarcie mówimy o "tych sprawach" i ja akurat uważam to za postęp.

      Dodam jeszcze, że to, że mój mąż przeciął pępowinę, było dla nas jakby
      dopełnieniem aktu poczęcia i zwieńczeniem WSPÓLNEGO oczekiwania na dziecko.
      Umocniło to nasze relacje i za 2 miesiące chcemy to zrobić RAZEM po raz drugi.
      • virtual_moth Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 20:16
        Poruszyłaś istotny problem. Pozwól, że po swojemu go zinterpretujęsmile

        Racja, że po okresie porodów na sali ogólnej nagle pojawiła się potrzeba
        porodów rodzinnych. Tylko dlaczego wiąże się to z obecnością ojca dziecka? Tak,
        wiem - on jest ojcem, chce (myślę, że w 90% przypadków nie jest to chęć, ale
        raczej brak protestu) uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu.

        Odpowoedź jest jedna: żeby pozwoliś sobie na komfort rodzenia w osobnym
        pomieszczeniu, trzeba to kupić. A potem głupio jakoś rodzić samej w sali
        do "porodu rodzinnego"wink

        Ja rodziłam w szpitalu, gdzie KAŻDA kobieta rodziła w osobnej sali. Za darmo. W
        Polscesmile
        Może gdyby w KAŻDYM szpitalu tak było, więcej kobiet rodziłoby co najwyżej z
        siostrami lub przyjaciółkami?

        Pozdrawiam
        • libra.alicja Re: Chyba jestem z innej epoki 31.05.04, 21:50
          virtual_moth napisała:
          > wiem - on jest ojcem, chce (myślę, że w 90% przypadków nie jest to chęć, ale
          > raczej brak protestu) uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu.

          Myslisz, ze 90% mężów to pantoflarze, którzy nie zaprotestują nawet w tak
          ważnej kwestii? Myslę, ze żony też doskonale zdają sobie sprawę z wagi takiego
          przeżycia jakim jest poród dla mężczyzny i nie ciągałyby na siłę swoich mężów
          tylko dla własnej wygody i w wypadku przymusu na własną zgubę (a już napewno
          nie 90% żon).

          > Może gdyby w KAŻDYM szpitalu tak było, więcej kobiet rodziłoby co najwyżej z
          > siostrami lub przyjaciółkami?

          Dla wielu kobiet to własnie mąż, a nie siostra czy przyjaciólka jest najbliższą
          osobą, z którą chcą przeżywać nawet tak intymne wydarzenie jak poród,
          zwłaszcza, że są to narodziny ich dziecka, a nie siostry czy przyjaciółki.

          Decydując się na dziecko, mąż przestaje być tylko partnerem seksualnym, staje
          się również ojcem, mężem kobiety-matki. Dla wielu mężczyzn jest to naturalne (z
          pewnością więcej niż 10%).

          Podkreslam jeszcze raz, że mężczyzna nie powinien być zmuszany do
          uczestniczenia w porodzie. Jesli tego nie chce, to wtedy zgadzam się z twoimi
          obawami (ogladanie krwawiącego krocza, czy spadek libido).
        • judytak Re: Chyba jestem z innej epoki 01.06.04, 12:08
          virtual_moth napisała:

          > Może gdyby w KAŻDYM szpitalu tak było, więcej kobiet rodziłoby co najwyżej z
          > siostrami lub przyjaciółkami?

          nie chciałabym rodzić z siostrą, nawet gdybym miała siostrę (mam brata)
          z przyjaciółką też nie
          z matką, broń Boże

          po to wyszłam za mąż, żeby mąż był "jednym ciałem, jedną duszą" ze mną
          osobą najbliższą, na dobre i na źle

          każdy inny by mi przeszkadzał

          pozdrawiam
          Judyta
          • omama A wiecie, moje panie 01.06.04, 13:59
            że w USA pojawiła się nowa usługa okołoporodowa? Dula (jeżeli dobrze pamiętam
            nazwę) to kobieta towarzysząca rodzącej. Nie jest położną, choć na porodach się
            zna. Jest łącznikiem pomiędzy szpitalem - fachową instytucją - a pacjentką. I
            to też jest myślę fajna możliwość. Jeżeli ojca się nie chce (z dowolnych
            powodów ) i nie ma się chęci na pokazywani krocza przyjaciółce, to taka osoba:
            fachowa, ale stojąca po naszej stronie, zaprzyjaźniona na tyle, że dokładnie
            zna nasze preferencje (poród bez/z znieczuleniem, etc.) ale nie na tyle, żeby
            kiedyś w okazji towarzyskiej poczuć zażenowanie itd. byłaby intersującą opcją.
            I jeszcze jedno. Weźcie troszke na wstrzymanie. Obecny trend (bo kogoś uraziło
            moje określenie "moda")jest tylko jednym z mnóstwa trendów w historii
            światowego położnictwa. Cieszmy się, że mamy nieco większy wybór niż rodzące
            10, 30 czy sto lat temu zamiast skakać do gardeł tym, które chcą rodzić inaczej
            niż my....
        • le_lutki Re: Chyba jestem z innej epoki 29.06.04, 13:53
          Rany Boskie - mnie szwagierka zaproponowala swoja obecnosc ("bo dobrze miec
          kobiete przy sobie"??) i mimo, ze pieknie jej podziekowalam za szczera
          propozycje to w zyciu, ale to w zyciu bym nie chciala przy niej rodzic. A nawet
          przy zadnej bliskiej przyjaciolce ani tesciowej ani wlasnej matce (bo tak
          bywalo w rodzinie mojego meza - ojciec w domu albo w pracy, a kobieta z matka
          na porodowce).
          Dla mnie porod jest wylaczna sprawa matki i ojca, a nie pelnego zestawu
          rodzinnego. Dziadkowie to dziadkowie. Wcale bym nie chciala, zeby moja matka
          widziala moje dziecko zanim zobaczy je wlasny ojciec.
          Moj maz szczerze, jak zawsze, na poczatku ciazy powiedzial, ze nie podjal
          decyzji, bo nie wie, czy podolai czy w ogole bedzie chcial. Nie nalegalam, bo
          nie chcialam, zeby byl "z musu". Sam sie zdecydowal i teraz mowi, ze to bylo
          najpiekniejsze na swiecie i bedzie obecny za kazdym nastepnym razem smile
    • effe76 Re: Chyba jestem z innej epoki 01.06.04, 14:24
      Jak to zwykle bywa rowniez porody rodzinne maja swoich zagorzalych zwolennikow
      i przeciwnikow. Co zreszta doskonale widac w tym watku. Mysle, ze kazdy ma
      prawo do wlasnej opinii na ten temat. Faktem jest jednak, ze kobieta
      uczesczajaca na zajecia w szkole rodzenia samotnie traktowana jest jak
      kuriozum. Sama tego doswiadczylam. Mam cudownego kochajacego meza, jednak
      chcialam rodziac samotnie. I nie chodzilo ewentualne "przykre" widoki, jesli
      juz to raczej obawialam sie swoich reakcji smile))) Chcialam mezowi oszczedzic
      zostania kozlem ofiarnym, bo gdybym nagle nabrala ochoty pobluzgac sobie (co
      niestety czasem mi sie zdarza) przypuszczalnie skupiloby sie to na nim jako na
      jedynej znanej mi osobie smile))
      A poza tym to chyba nie warto przyjmowac tak radykalnych postaw jakie
      prezentuja niektorzy przedmowcy.
      Ale to moje zdanie i macie prawo sie z nim nie zgadzac wink
      • gabinia24 Re: Chyba jestem z innej epoki 02.06.04, 13:49
        Przeczytałam dosyć pobieżnie to i owo."Obiło" mi się o wzrok coś o tajemnicy
        porodu.Sorki ,ale może jeszcze ktoś napiszę ,że kobiecą tajemnicą powinien być
        temat "skąd się biorą dzieci?"Naprawdę idźmy z duchem czasu bo nic innego nam
        nie pozostaje.A co do bycia męża przy porodzie,to niestety przy pierwszym nie
        mógł być ale teraz gdy planujemy drugą dzidzię powiedział,że chce być przy mnie
        i mnie wspierać.Tu chodzi tylko i wyłącznie o poczucie bezpieczeństwa i,że jest
        przy tobie ktoś bliski.A dziecko jest tak samo moje jak i jego.I mąż ma w
        zupełności do tego prawo ,oczywiście jeśli tylko tego chce.Nic dodać nic ująć
        • kolorko Re: Chyba jestem z innej epoki 04.06.04, 10:30
          Tak sobie czytam i wyobraziłam sobie mamę czy siostrę przy narodzinach moich
          dzieci- zmroziła mnie taka opcja, choc mam z nimi swietne relacje, to juz
          wolałabym samawink Cieszę sie ,że od męża wyszła inicjatywa obecnosci przy
          narodzinach naszych dzieci - jego obecność wiele mi daławinkA tak na marginesie-
          położnicy (mężczyżni) to dopiero odporni psychicznie osobnicy- cud ,że maja po
          takich przejściach jeszcze jakies życie seksualne- a moze nie maja?
          pozdrawiam- Ania
    • le_lutki Re: Chyba jestem z innej epoki 29.06.04, 13:34
      Nikt nie ma prawa "atakowac" innej osoby tylko dlatego, ze postepuje ona
      inaczej niz "wszyscy" czy ogol. - t o a propos dziwnych uwag pod Twoim adresem.
      Do tej samej kategorii zaliczam "napietnowanie" w polskich szpitalach matek,
      ktore nie decyduja sie karmic piersia, choc jest to ich prywatna decyzja.

      A teraz jesli chodzi o to, co MNIE konkretnie dal porod w obecnosci mojego
      meza: byla to najbardziej przeze mnie oczekiwana chwila w zyciu i chcialam
      bardzo dzielic ja z najbardziej kochana osoba - nadejscie naszego dziecka. Nie
      MOJEGO, naszego. On tez tego bardzo chcial. On je pierwszy zobaczyl i pierwszy
      dotknal (zabrano malego obok do udroznienia pluc i do inkubatora i dopiero po
      chwili dostalam go na brzuch). A maz nie tylko nie widzial mojego krocza (do
      glowy by mu nie przyszlo ustawiac sie z tej strony, ale co kto lubi) - widzial
      je tylko moj ginekolog i polozna. Za to widzial moja twarz przed, w trakcie i
      po, trzymal mnie za reke, zwilzal mi twarz, mowil do mnie wspaniale rzeczy.
      Nikt inny dla mnie nie mogl byc na tym miejscu, bo to miejsce jest dla ojca. I
      tyle.
      Aha, a lozysko, co do ktorego zarzekal sie, ze za nic nie popatrzy na te
      galarete, obejrzal sobie w pojemniku z kazdej strony z typowo inzynierska
      ciekawoscia i dociekliwoscia wink
      Porod jest chwila w zyciu, wg mnie, kiedy kobieta jest najbardziej bezbronna i
      wydana na "pastwe" matki natury, ktora w szkole rodzenia uczono ja kontrolowac.
      I wtedy wlasnie najbardziej potrzebuje obecnosci swojego mezczyzny.
      Nie wiem, czy to odpowiada na Twoje pytanie?
      Pozdrawiam
      • iwcia75 Re: Chyba jestem z innej epoki 04.07.04, 16:40
        moda na rodzinne porody nic mnie nie obchodzi. cieszy mnie to,ze jest MOZLIWOSC
        rodzenia z mezem. ja po prostu strasznie sie boje byc wtedy sama bez bliskiej
        mi osoby. poza ojcem dziecka i lekarza nikt mnie nie ogladal bez majtek (jako
        osoby doroslej)i dlatego tez nie wyobrazam sobie nawet obecnosci mojej mamy czy
        przyjaciolki przy moim porodzie-wtedy to dopiero czulabym sie skrepowana.
        najlepiej zna nas mąż. moj juz byl przy porodzie dziecka, zagladal miedzy
        nogi,widzial główke i zostal jeszcze pochwalony przez lekarza za postawe. maz
        moje kuzynku prawie ze przeprowadzil porod- wczesniej odbieral porady prosiąt i
        nie robilo na nim to wrazenia. zonę kocha nadal.
    • josik11 Re: Chyba jestem z innej epoki 18.07.04, 21:18
      Ojejku!
      A co z kobietami ktore chcialyby rodzic z mezem a nie moga bo mąż ma taka prace
      ze za chiny go nie zwolnia? Albo jest na kontrakcie zagranicznym?
      Mnie akurat udalo sie rodzic z mezem ale to byl fuks. Mąż pracuje na zmiany i
      NIE MA takiej mozliwosci zeby go zwolnili ze sluzby jakby mnie "wzielo".
      Na szczescie mial wolne i rodzilismy razem za co jestem mu bardzo wdzieczna a
      on chodzi dumny jak paw ze przecial pepowine i mial małą na rekach wczesniej
      niz ja smile.
      Zreszta w naszym szpitalu mozna bylo rodzic z kim sie chce byle to byla TYLKO
      jedna osoba hihi. Moze to byc mama, siostra, kolezanka. A moja polozna miala
      taka sytuacje ze z pacjentka rodzil brat (!).
      Pozdrawiam
      Aska
      Ps. i tak sie nie przejmuj tym co mowia inni.
      W koncu to twoja sprawa czy bedziesz rodzic sama czy z cala rodzina.
    • aleksandrynka Re: Chyba jestem z innej epoki 02.08.04, 15:35
      Olang, sporo w Tobie agresji w stronę rodzących "rodzinnie". O co Ci chodzi?
      Mam się poczuć gorzej, bo mąż widział główkę dziecka w moim kroczu? Hmm, nie
      sądzę. Ty masz tak, ja i mąż myśleliśmy inaczej, to nasza indywidualna, intymna
      sprawa. Co się czepaisz? Zrób po swojemu i odczep sie od innych. A jeśli chcesz
      poznać nasze i mężów motywy do rodzenia razem, to nie tym tonem proszę.
      • lidkasuper Re: Chyba jestem z innej epoki 12.11.04, 22:41
        Jestem w konćowce ciąży, prawie od początku rozmawialiśmy z mężem czy mógłby
        być przy porodzie. Na początku oboje stwierzdilismy, że będzie tylko podczas
        pierwszej fazy, kiedy są najgorsze bóle.Potem ja dowiedziawszty się,że tak
        naprawdę to mąż stoi tak,że nie widzi co się dzieje w kroczu, kilkakrtonie
        dawałam mężowi do zrozumienia ,że chciałabym żebby był też w fazie parcia, ale
        on nie. Trochę byłam rozżalona, do czasu jak w szkole rodzenia na spotakniu z
        psychologiem dowiedziałamm się że co 20-ty mężczyzna biorący udział w porodzie
        rodzinnym zostaje tak zwanym impotenetem poporodowym, tzn. nie czuje żadnego
        pociągu seksulanego do żony, za to do inncyh kobiet owszem((((
    • kociubek Re: Chyba jestem z innej epoki 23.11.04, 23:22
      Słuchaj, to wcale nie o to chodzi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Urodzisz jedno dziecko i
      będziesz wiedziała co znaczy np masaz plecow zrobiony przez meza w
      najtrudniejszej chwili albo slowo otuchy w trakcie skurczu. Mężczyzna przy
      porodzie nie jest po to by oglądać Twoje rozwalone krocze, ale by pomagać,
      uwież mi, bardzo pomagać a wiem coś o tym. Pozdrawiam i życze troszke pokory
      dla Twojej osoby smile)))
    • bjj3 Re: Chyba jestem z innej epoki 11.01.05, 23:21
      olang,widze,ze to Twoje pierwsze dziecko i jeszcze nie wiesz jakim
      traumatycznym przezyciem jest porod - jak chcesz przez to przechodzic sama - to
      powodzenia !!! Ale ja nie wyobrazam jak bym sie tam czula sama w tym pokoju
      otoczona obcymi ludzmi na wiele godzin,przezywajac bole,ktore odbieraly mi
      zdolnosc panowania nad soba i reagowania na wskazowki poloznych - maz przy
      porodzie to na prawde duze wsparcie a dla niego rowniez ogromne przezycie i nie
      sadze,zeby wtedy najbardziej interesowalo go Twoje krocze,sadzisz,ze lepiej
      jest gdy czeka na korytarzu albo w domu przy tv, albo z kolegami przymierzl sie
      juz do pempkowego ? - Ty jestes z innej epoki i to nie chyba !!
    • tata_tomek Re: Chyba jestem z innej epoki 12.01.05, 09:58
      Po pierwsze i jedyne: co Cię obchodzi jak na Ciebie patrzą i co o tym myślą?!
      Twój poród, Twoje dziecko, Twój mąż, i za przeproszeniem, Twoje krocze, a
      wymienione przez Ciebie opiniodawczynie niech się bujają.

      Kiedy chodziłem na szkołe rodzenia z żoną, to pierwsze, co mi/nam wbijali do
      głowy, to to, że rodzenie we dwoje jest OK, ale pod dwoma warunkami:
      1. mąż (lub osoba towarzysząca) musi być po szkole rodzenia lub miec
      kwalifikacje, bo nie ma nic gorszego niz mąż, który przy porodzie panikuje
      gorzej niż żona
      2. (chyba nawet ważniejsze, zwłaszcza gdy chodzi o poród z mężem): decyzja musi
      być dla obojga "dobrowolna", to znaczy: żona nie ciągnie męża na siłę, bo
      "powinien przy niej być w takiej chwili", tudzież mąż nie wpycha się na siłę bo
      "powinien przy niej być w takiej chwili" [najfajniejsze, że argumentacja jest
      często identyczna smile] To nie może być pod wpływem mody lub tego, że koleżanki
      tak rodziły.
      Dostosowaliśmy się do obu punktów i nie żałujemy.

      Sądząc po dacie twego postu rozpoczynającego dyskusję, "mleko już się wylało" smile
      ale życie przed Tobą. Zawsze możesz usłyszeć np. "Jak to, Twoje dziecko nie
      chodzi w żłobku na angielski? Bo moje tak" albo "Jak to, Twoje dziecko jeszcze
      nie umie pływać? bo moje pływa jak Motylia". Jesteśmy skazani na zalew rad i
      opinii [panie bardziej, bo czytają pisma kobiece wink], i po prostu mamy całe
      życie na wybieranie tych właściwych a olewanie niewłaściwych, i ich autorów.
    • 1monika Re: Chyba jestem z innej epoki 12.01.05, 11:07
      Nie jestes z innej epoki. Ja tez rodzilam sama. Tzn maz wpadl na porodowke, ale
      jego obecnosc spowodowala, ze sie zablokowalam. Byla godz. 18.00 polozna
      powiedziala, ze to potrwa do polnocy, wiec wyszedl na chwile. Wrocil ok. godz.
      18.30-dziecko juz bylo na swiecia. Wystarczylo pol godz. jego nieobecnosci,
      zeby porod odbyl sie od poczatku do konca. To byla moja osobista chwila,
      wstydzilam sie tego jak wygladam, lejacej sie krwi, badania przez polozna
      w jego obecnosci. To nie jest widok dla faceta. Jesli bede rodzila drugi raz
      to tez napewno sama, napewno bez meza.
      • bjj3 Re: Chyba jestem z innej epoki 12.01.05, 18:14
        monika ,tu sie nie ma czego wstydzic,porod to jedno z najbardziej naturalnych i
        fizjologicznych zdarzen jakie nastepuja w zyciu kobiety, ja wogole nie myslalam
        wtedy o tym jak wygladam /???????/ tylko myslalam o moim dziecku - a zaraz po
        tym jak sie urodzil oboje z mezem plakalismy z wzruszenia i ze szczescia na
        zmiany trzymajac go w ramionach
        • 1monika Re: Chyba jestem z innej epoki 12.01.05, 18:59
          No ja wiem, ze nie ma sie czego wstydzic, ale wolalam byc sama.
          Maz przyszedl na porodowke jak dziecko bylo juz czyste i owiniete w pieluszki.
          Dostal Dominisie na rece, a mnie z calej sily wycalowal. Tez plakal.
          Lepiej sie jednak czuje z mysla, ze zaoszczedzilam mu widoku.
          Pozdrawiamy
    • puuchatek Re: Chyba jestem z innej epoki 17.02.05, 12:27
      Hmmm.
      Cała dyskusja trochę bez sensu IMHO. Że jest możliwość wspólnego rodzenia - to
      wspaniale. Że nie ma obowiązku wink - to chyba oczywiste. Że to powinna być
      wspólna, wolna decyzja obojga (z uwzględnieniem, że kobieta ma zdanie
      decydujące w przypadku, jeśli absolutnie nie chce) - to chyba też jasne.

      Natomiast muszę przyznać, że niektóre z padającyh tu argumentów trochę mnie
      (faceta i ojca dwójki maluchów) rozbrajają.

      1. "Fizjologia". Byłem przy obu porodach moich dzieci (pierwszy był zresztą
      dosyć ciężki). Widziałem WSZYSTKO. Krew, cięcie, szycie, łożysko - co tam
      chcecie. Ani nie przestałem kochać swojej żony, ani nie "siadło mi libido" -
      moja kobieta pociąga mnie tak samo, jak przedtem. Tak, wiem, że są faceci,
      którzy... i tak dalej. Czy rzeczywiście 10% - nie wiem. Ale z czysto
      psychologicznego punktu widzenia to niestety świadczy o ich niedojrzałości.
      Emocjonalnej zwłaszcza.

      2. "Wsparcie". Ktoś tu pisze "jestem dosyć silna, żeby nie potrzebować
      wsparcia".
      Współczuję. Moja żona jest najsilniejszą psychicznie osobą, jaką w życiu
      poznałem. Jest odporna, potrafi znieść naprawdę dużo. Problem nie polega na
      tym, że "nie mogłaby rodzić sama". Problem polega na tym, że NIE CHCIAŁA rodzić
      sama, ani ja NIE CHCIAŁEM, żeby ona była sama w tak trudnej chwili.

      3. Wrzaski, wybuchy, obsobaczanie męża? Nie rozumiem problemu. Jestem dorosłym
      facetem i zdaję sobie sprawę z tego, że kobieta w takiej sytuacji może
      zachowywać się kompletnie nieracjonalnie (jak każdy człowiek w sytuacji
      ogromnego wysiłku fizycznego i bólu). Jeśli ona rodząc wydrze się na mnie i
      zwymyśla mnie od najgroszych - to gdybym się tym "przejął", poczuł dotknięty,
      obraził czy uraził, to by znaczyło, że jestem jakimś durnym gnojkiem.

      4. virtual_moth napisała:
      > Poruszyłaś istotny problem. Pozwól, że po swojemu go zinterpretujęsmile

      Widzisz, to jest właśnie problem: dużo rzeczy "interpretujesz po swojemu". Ja
      staram się nie oceniać ludzi, którzy decydują się na poród "bez męża". Dlaczego
      zatem ty do wszystkiego próbujesz dorabiać teorie?

      > Racja, że po okresie porodów na sali ogólnej nagle pojawiła się potrzeba
      > porodów rodzinnych. Tylko dlaczego wiąże się to z obecnością ojca dziecka?

      Proszę o wybaczenie, ale to jest NAJGŁUPSZE PYTANIE, jakie słyszałem od
      baaaardzo dawna. A z CZYJĄ obecnością ma się wiązać????? Moja żona jest
      najbliższą mi osobą na świecie. Ja dle niej także jestem najbliższą osobą na
      świecie. Nikomu tak nie ufam jak jej - i odwrotnie. Tp ja jestem ojcem tego
      dziecka. To jest także MOJE dziecko. To kto u licha ma przy tym być, jeśli nie
      ja???? OK, gdyby moja żona powiedziała "nie chcę cię przy tym" - uszanowałbym
      to (choć byłoby mi przykro). Ale nie rozumiem, dlaczego uważasz, że wszyscy
      faceci (jak piszesz 90%, to myślisz "wszyscy", nie oszukujmy się) po prostu
      dają się zmuszać? Czy naprawdę uważasz, że wszyscy faceci to gnojki, gó..arze
      myślący tylko o seksie, najlepiej z seksowną superlalą z rozkładówki Playboya -
      i w związku z tym jak zobaczą trochę krwi i żonę w mniej erotycznej sytuacji,
      to już im "siądzie"?

      > Odpowoedź jest jedna: żeby pozwoliś sobie na komfort rodzenia w osobnym
      > pomieszczeniu, trzeba to kupić.

      Nieprawda. Nie trzeba.

      > A potem głupio jakoś rodzić samej w sali
      > do "porodu rodzinnego"wink

      "Głupio"? I kto tu mówi o uleganiu modzie i opinii innych? wink

      > Może gdyby w KAŻDYM szpitalu tak było, więcej kobiet rodziłoby co najwyżej z
      > siostrami lub przyjaciółkami?

      No jasne. Przecież to ona rodzi, jakieś tam babskie sprawy, niech się tym
      siostra zajmie albo przyjaciółka, a my panowie w męskim gronie chodźmy na piwo.
      Co za durne stereotypy... sad

      Nikogo nie urażając - mam wrażenie, że usiłujecie trochę zracjonalizować jakieś
      kompleksy, może urazy do swoich facetów... Może złe doświadczenia...

      I jeszcze na koniec o tym "rozciętym kroczu" i tak dalej.
      Drogie panie, czy wam się wydaje, że wasi faceci będą was całe życ ie oglądać
      wyłącznie w najlepszej formie, seksownej bieliźnie i pełnym makijażu?
      A co będzie, jak zacznie się starzeć? Jak się pierwsze zmarszczaki pojawią?
      Będziecie cichcem nastawiać budzik pół godziny wcześniej, żeby tylko położyć
      warstwę pudru zanim on otworzy oczy?
      Jak już mówimy o seksie - czy jak będzieci miały 40 czy 50 lat, to nie
      będziecie się kochać z mężami, żeby nie zobaczyli, że wasz biust juz nie jest
      taki, jak 20 lat temu?

      Zastanówcie się. Jak ktoś Was kocha - to Was kocha takimi, jakimi jesteście.

      Jeszcze raz powtarzam - wcale nie uważam, że poród rodzinny to "obowiązek" i że
      każdy musi. Uważam tylko, że niekóre argumenty są po prostu śmieszne.
      • liberata Re: Chyba jestem z innej epoki 18.02.05, 00:02
        Puuchatku! Naprawdę podziwiam twoje rozsądne podejście do sprawy i gratuluję
        twojej żonie kochającego, dającego oparcie męża. Pozazdrościć. Mój mąż nie
        chciał być niestety przy porodzie (żałuję), ja się nie upierałam, zresztą nie
        wiedziałam jak to będzie, nikt nie był chętny, żeby mnie uświadomić. Myślę, że
        żaden mąż, nawet po "szkole rodzenia" tak naprawdę nie wie co to znaczy, nie
        mówię o bólu, ale ileż poród wyzwala emocji!!! - TO JEST CUD NARODZIN i tylko
        to się liczy. Dlaczego kobieta tą piękną, choć bolesną, nie chwilę ma przeżywać
        sama? Mężczyzna nie czuje bólu, ale przeżywa wszystko równie silnie. To tak
        samo jej dziecko jak i jego.
    • daafne Re: Chyba jestem z innej epoki 17.02.05, 21:39
      Coz, po przeczytaniu komentarzy,opinii, oraz po zasiegnieciu jezyka w kwestii
      warunkow, panujacyh czasami w szpitalu, przed czy po porodzie, nie wyobrazam
      sobie porodu bez mojego meza.
      On Musi mnie bronic wink
      NP>:
      Skoro tak czesto dzieci sa dokarmiane tuz po urodzeniu,ktos musi pilnowac aby
      nasz 98% syn nie byl. Mamy pewne wyobrazenie o tym co ma sie dziac z naszym
      dzieckiem bezposrednio po porodzie (tzw. klienci roszczeniowi (wdl.pracownikow
      szpitala). Jakkolwiek jestem osoba wystarczajaco skuteczna (czy to ladgodna
      perswazja cy krzykami i hukami jesli zachodzi taka potrzeba) moge nie miec sily
      na stawianie wymagan. Dlatego maz jest mi absolutnie niezbedny jako rzecznik.
      Szpital w ktorym MUSZE rodzic ma niezbyt pochelbne opinie, ogromna ulga bedzie
      dla mnie chlodna dlon mojego ukochanego na moim spoconym pewnie czole.
      Niemozliwym wydaje mi sie by z powodu rozcietego krocza moj maz przestal mnie
      pozadac,mysle ze duzo niebezpieczniejsze sa np. moje hormonalne skoki
      emocjonalne albo wieczne narzekanie, ktore towarzyszy nam teraz, w trakcie
      ciazy.
      A jesli chodzi o defakacje (rzeczywiscie dla mnie to tez problem) sa pewne
      ogolnie znane sposoby by zapobiec takiemu niebezpieczenstwu.
      Zreszta o czym tu mowic, skoro moj maz towarzyszyl mi nawet w wizytach
      ginekologicznych (i juz sama nie wiem troska to czy zazdrosc? wink )
    • olang Będę z Wami szczera... 21.02.05, 15:49
      Zaglądam sobie od niechcenia na forum etata, tak z ciekawości o czym tu się
      pisze, a tu....o choroba, wciąż rozwija się mój wątek, który założyłam jakoś
      krótko po wojniewinkNiezły szok!!!No cóż, wobec tego stanu rzeczy winna jestem
      uczciwie powiedzieć jak to w końcu było. Otóż...tak wyszło,że w końcu rodziłam
      z mężem.A było to tak. Im bliżej porodu tym bardziej rzedła mi mina i czułam
      się coraz mniej pewnie. Kiedy się zaczęło byłam już zupełnie spanikowana.Do
      tego położna, którą miała mi towarzyszyć przy porodzie miała wyłączony telefon
      i nie mogłam się z nią skontaktować. Wobec czego nie pojawiła się. Mój mąż
      założył więc strój do rodzenia dla męża i poszedł ze mną. Stanęło na tym,że
      będzie ze mną na początku po prostu żeby mi się nie nudziło.Potem jakoś tak to
      się potoczyło,że został do końca. A ja go nie wypędzałam, o nie . Przeciwnie:
      nie chciałam go puścić ani na krok. Dodam,że poród był okropny, a obecność męża
      bardzo mi pomogła.Nie będę się dokładnie rozwodzić nad tym jak to było, powiem
      tylko,że rzeczywistość zweryfikowała moje stanowisko w sprawie porodów
      rodzinnych...Nie wiem, czy mogę coś powiedzieć na swoją obronę zważywszy na
      radykalizm moich poprzednich wypowiedzi (naprawdę tak myślałam!!!)powiem
      więc,że tylko krowa nie zmienia poglądów...
      • p-iotr Re: Będę z Wami szczera... 22.02.05, 09:18
        Olang - mysle, ze powinnas napisac co to za polozna i z jakiego szpitala tak
        Cie wystawila. To jest karygodne zachowanie. Skoro sie bierze kase za usluge,
        to trzeba ja wykonac.

        Rzuc moze nazwisko tej pani tu i moze na "e-mamie", czy "e-dziecku" - tam
        gdzies byl taki watek o poloznych...

        Pozdrowienia dla calej Twojej Rodziny wink
            • olang Re: dop-iotr 25.02.05, 10:35
              Tylko,że urodziłam dwa dni przed terminem. Umawiałyśmy się na 19 lipca.winkPewnie
              19 byłaby zwarta i gotowa, a tak...może poszła do kina? Inna sprawa,ze miała
              wyłączoną komórkę baaaardzo długo.
              • p-iotr Re: dop-iotr 25.02.05, 13:31
                No i co z tego? My rodzilismy dwa tygodnie przed terminem, ale jakie to ma
                znaczenie? Przeciez wiadomo ze termin moze sie przesunac. A gdybys urodzila 22
                lipca? To umowa bylaby niewazna?
                pzdr
                • olang Re: dop-iotr 25.02.05, 19:00
                  No dobra, załatwiła nas, przekonałeś mnie...Przez nią musiałam rodzić z mężemwink
                  Nazywa się Grazyna Nastula, szpital przy Pl Starynkiewicza w Warszawie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka