annajoannakwietniewska
01.08.23, 17:42
Tytułem wstępu. Parę lat po rozwodzie, stosunki z ex od neutralnych po żadne. Syn obecnie 20 letni, autysta, nieprzeciętnie inteligentny, życiowo niezaradny, zupełnie samodzielnie pod względem wiedzy zaliczony drugi semestr pierwszego roku na UW.
Kontakt z tatusiem w poprzednich latach zerowy, bo tatuś miał kolejna partnerkę. Z tą akurat miał dziecko. Poprzednia miała dzieci z mężem, więc nie zdecydowała się na stały związek z exem, który jednakoz licząc na związek mnie i wtedy nastoletniego syna wywalił z domu. Ad rem. Po rozstaniu z ostatnia partnerka ex poczuł potrzebę spotkań z naszym synem. Świadoma poprzednich przeżyć spotkania te stopniowalam od SMS przez telefony aż do wspólnych weekendów. Początkowo było po prostu. Nic się nie działo. Ostatnio ex ma nowa partnerkę na dochodne. Nie wiem czy to ma związek. W każdym razie syn przychodził istotnio że spotkań nieco zdenerwowany. Nie chciał nic mówić bo tu cytat obiecał ojcu że nie będzie nic wynosił. Miałam taka sytuację że pasowało mi żeby syn został u exa na noc. I tak się mieli spotkać. Ex na SMS nie opisywał. Syn wrocil po dwóch godzinach ze spotkania w amoku. Nie wiedziałam o co chodzi. Krzyczał. Rzucał rzeczami. Uciekał z domu na korytarz. Słyszałam jak rozmawia z ex tu też cytat idzie tą k... zabrać mi telefon. Udało się go wciagniac do domu. Wyrywał się w końcu mnie wywalił. Powiedział że chciał z ojcen spędzić weekend i przyszedł po rzeczy a ja go nie puściłam. W końcu zadzwonił do ojca że jednak nie jedzie. Potem mnie przepraszał. W nocy spał w moim łóżku. Rano łaskawie wstał na śniadanie. Powiedział, że wszyscy jesteśmy pojeb... a ja i tą poprzednia babka exa to lecimy tylko na kasę i rozwalamy zwiazki. Potem udał się do pokoju z którego po chwili wyleciał z krzykiem. Tym razem nie udało mi się go zatrzymać i wyszedl z domu. Po około 2 godz zadzwoniła psycholog z UW z info że moje dziecko roztrzęsione i niedzczesliwe jest u niej bo ja wywaliłam je z domu i nie pozwalam wrócić. Ona pytała czy mu akademik załatwiać... wyjaśniłam co mogłam. Syn po jakimś czasie przyszedł. Skrobał do drzwi. Wpuściłam. Oczywiście ma klucze. Ale rym razem gadać mi się nie chce. Coś we mnie zwinelo się w klebek i zdechlo. Rano zrobiłam śniadanie. Ale nie zawołałam syna. Powiedziałam do partnera że jak chce to żeby mu Powiedział. Powiedział. Młody nie przyszedł. Partner poszedł do pracy. A my tak sobie siedzimy każde w swoim pokoju....