Obejrzałam wczoraj serial o tym krawcu.
I specjalnie uzywam słowa krawiec a nie projektant, bo na mnie jako osobie trochę szyjącej, ta część jego geniuszu zrobiła większe wrażenie.
Owszem, w porównaniu z nim jestem tylko łysą małpą z maszyną do szycia, ale zachwyciło mnie przywiązanie do tkaniny, formy, dokładności i jakości wykonania.
Scena gdzie tuż przed pokazem Balenciaga wypruwa rękaw w sukni już na modelce bo zauważa niedoskonałość wszycia (niedoskonałość, którą widzi tylko on) to kwintesencja geniuszu.
No i sobie myślę, jakie to straszne że tak skupiony na najwyższej jakości swoich dzieł, nie idący na kompromisy wizjoner, osoba dla której elegancja była praktycznie religią aktualnie staje się synonimem drogiego dziadostwa.
On zamknął swoją pracownie gdy był już na tyle stary, że nie mógł zagwarantować najwyższej jakości swoich modeli. A po jego śmierci prawa do marki zostały sprzedane i aktualnie Balenciaga to sesje zdjęciowe z dziecięcym BDSM czy szmaty za tysiące dolarów lub torby ala ikea czy spódnice z ręcznika. Balenciaga staje się memem. To straszne i tak bardzo odległe od tego skupionego na pracy, jakości i detalu wizjonera mody i krawiectwa.