Dodaj do ulubionych

Minimalizacja ryzyka - case study

    • andace Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:08
      Zostaje w pociągu. Zazwyczaj w takich sytuacjach pociąg jest zamykany, są konduktorzy, jest straż ochrony kolei i zapewne istnieje policja w tej mieścinie, więc pociąg jest najłatwiejszą i najbezpieczniejszą opcją, ewentualnie spędzam noc na stacji kolejowej (które też zazwyczaj są zamykane na noc).

      Stram się nie kombinować, rozważam plan podstawowy i ewentualny plan B, ale jeździć po mieście, szukać noclegu, miotać się pół nocy z walizką, mowy nie ma, jestem na to za leniwa.

      Kiedyś tak utknęłam w wietnamskim pociągu nocnym, pośrodku niczego, miałyśmy mieć z koleżanką przedział sypialny w wagonie dla obcokrajowców, ale trafiłyśmy w środek lokalnej „rzeźni” czyli 6 osobowe kuszetki, usiadłyśmy więc we 2 obok siebie, walizki za plecami i przekimałyśmy całą noc, najpierw spała jedna a potem druga.
    • ariathedevil Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:40
      Biorę taxi i jadę do przyjaciółki, mówię taksiarzowi, że dostałam wyniki badań i mam HIV, czy tam kiłę. Gorzej jeśli facet jest tak napalony, że mu nie przeszkadza...
      • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:28
        Zawsze tak mówisz w taksówkach?
    • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:45
      Znamienne, że rozważane głównie ryzyko napaści seksualnej, a nie ryzyko, że podczas wichry i ulewy taksówka spadnie z mostu do rzeki, albo zostaniemy porażone piorunem. Bo wypadek ma prawo się zdarzyć i być po prostu niefortunnym zbiegiem okoliczności. Za to psim obowiązkiem kobiety jest pilnowanie alby ktoś jej nie zgwalcił i opracowywanie strategii "minimalizacji ryzyka" właśnie tego zdarzenia.
      Szczerze? Spośród przedstawionych opcji żadna nie jest dla mnie ani wybitnie ryzykowna, ani w stu procentach bezpieczna jeśli patrzymy na ryzyko napaści.
      Dlatego trzeba wybrać to co akurat relatywnie najwygodniejsze, najłatwiejsze w realizacji.
      • iwles Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:49
        "Znamienne, że rozważane głównie ryzyko napaści seksualnej, a nie ryzyko, że podczas wichry i ulewy taksówka spadnie z mostu do rzeki, albo zostaniemy porażone piorunem"

        Dlaczego znamienne?
        Wszak ani piorun, ani ulewa nie posługują się rozumem. Od mężczyzny też nie powinno się wymagać używania mózgu? Tak uważasz?
        • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 23:03
          iwles napisała:

          > "Znamienne, że rozważane głównie ryzyko napaści seksualnej, a nie ryzyko, że po
          > dczas wichry i ulewy taksówka spadnie z mostu do rzeki, albo zostaniemy porażon
          > e piorunem"
          >
          > Dlaczego znamienne?
          > Wszak ani piorun, ani ulewa nie posługują się rozumem. Od mężczyzny też nie pow
          > inno się wymagać używania mózgu? Tak uważasz?
          >
          Ciekawe nieprawdaż?
          • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 00:31
            paskudek1 napisała:

            >
            > Ciekawe nieprawdaż?

            Ciekawe w tych już chyba trzech, czy nawet czterech wątkach jest to, skąd ty wzięłaś to bzdurne przekonanie, że masz jakikolwiek wpływ na to, co myślą, albo jak zachowują się inni ludzie, a w tym przypadku, ci mężczyźni, którzy twoje widzimisię na temat moralnego porządku świata mają totalnie w odwłoku?
            Dla mnie to całkowite zaprzeczenie logiki, bo mnie uczono, że zmienić można tylko siebie, dlatego zaczynam zawsze od siebie. Nawet ratując tonącego należy w pierwszej kolejności zadbać o własne bezpieczeństwo, a ty proponujesz kobietom, by negowały realne niebezpieczeństwo, bo zadbanie o zredukowanie ryzyka jest dla ciebie przerzucaniem winy na ewentualną ofiarę. Jesteś szkodnikiem i wyrządzasz kobietom swoim odrywem od rzeczywistości wielką krzywdę. Można mieć tylko nadzieję, że żadna nie wpadnie na pomysł utożsamiania pragmatycznych reguł BHP z poczuciem winy, co cały czas próbujesz tu na forum innym wmawiać, bo to może prowadzić do dysonansu, błędnych wniosków oraz zbędnych ryzykownych zachowań.
            • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 07:55
              To w jakimś radzieckim systemie się wychowywałaś ? Skoro uważasz, że inni nie mają wpływu na twoje myślenie. Powiedz to księżom i ich baranom. Powiedz to ludziom którzy uwierzyli w słowa Martina Lutera Kinga i dzieki niemu doszło w USA do rewolucji w myśleniu. Jesteś szkodnikiem przez takich ludzi jak ty kobiety nie zgłaszają przemocy, bo zawsze analizujesz tylko i wyłacznie co mogła zrobić kobieta żeby uniknąć i wychodzi na to , że nic bo takie jak ty będa pisały, że Gisele Pelicot mogła lepiej wybrać i żeby nie było nie twierdzę, że zasady BHP są nieważne, ważne jest jednak to by ciągle i ciągle od nowa nie obwiniać ofiary. Znasz to "Szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezutatów" Czy dziecku skrzywdzonemu przez pedofila, będziesz ciągle mówić drogie dziecko w kościele jest mnóstwo pedofilów nie chodź tam, czy postarasz się o to by systemowe krycie pedofilów się skończyło ? Owszem również edukując rodziców. Tak trzeba minimalizować ryzyko, ale potrzeba również i przede wszytskim rozwiązań systemowych które np. wycofują religię ze szkół. Bo co z tego, że ty powiesz swojemu dziecku nie chodź tam skoro to jest w szkole, urzędzie, szpitalu i w każdym tym miejscu to dziecko może natknąć się na zboka? Nigdzie nie może chodzić ? a po fakcie będziesz mówić ja Michalik "Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga" Co to da temu dziecku ? możesz uczulać, nie posyłać na religię nie chrzcić, nie posyłac do spowiedzi minimalizować ryzyko, a i tak twoje dziecko spotka tego pedofila w szkole. Będziesz później analizować po tam szło i jak było ubrane ? A może potrzeba nie tylko by o tym mówić hmm ? Nie tylko zawstydzać ofiary? Moze właśnie trzeba , za gwałty czy pedofilię czy wypadki surowiej karać przede wszystkim sprawców. Zmienić prawo, tak żeby minimalizowało ryzyko, nie wybierać polityków którzy traktują ludzi jak inwentarz i owszem działania w zakresie własnego bezpieczństwa też są ważne. Ale sytem powinien chronić ofiary, powinno się chronić najsłabszych i najbiedniejszych, a w przypadku gwałtu, przemocy sprawić by ofiary nie bały się zgłaszać, bo trafią na takie betonowe łby ja twój. Tak jak to działa w przypadku przemocy wobec dzieci. Też analizujesz co dziecko bite prze rodzica powinno zrobić żeby ten rodzić go nie bił. Czy działa system ? Czy zmieniono myślenie ludzi o przemocy wobec dzieci ? I owszem nadal ta przemoc jest, ale jednak na mniejszą skalę niż powiedzmy 20 lat temu nie sądzisz ? Co się zmieniło nie przypadkiem myślenie ludzi o przemocy wobec dzieci ? Bo nikt już dziecka nie obwinia o to, że sprow...ło naj..nego starego.
              • yadaxad Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:13
                A też tak było, czytałam kiedyś o procesie zgwałcenia pięcioletniej dziewczynki w 60tych latach, gdzie sprawdza dostał jakiś minimalny wyrok, bo udowodniono, że go seksualnie sprowokowała.
                • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:50
                  yadaxad napisał(a):

                  > A też tak było, czytałam kiedyś o procesie zgwałcenia pięcioletniej dziewczynki
                  > w 60tych latach, gdzie sprawdza dostał jakiś minimalny wyrok, bo udowodniono,
                  > że go seksualnie sprowokowała.

                  Być może snejkowa i dla tego dziecka znalazłaby dobre rady. Kto wie, kto wie...
                  • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 10:39
                    paskudek1 napisała:

                    >
                    > Być może snejkowa i dla tego dziecka znalazłaby dobre rady. Kto wie, kto wie...


                    Zdaje się, że nie mówimy tu o przemocy na dzieciach, a temat jest o minimalizowaniu ryzyka dla dorosłych kobiet. Ale typowe, że wszystko wrzucasz do jednego worka, bo NIE WOLNO IM GWAŁCIĆ. Tyle tylko, że gwałcą i nawet jakbyś się zapluła, to tak szybko się to nie zmieni, więc należy dla własnego bezpieczeństwa wziąć to jednak pod uwagę.
                    Ale jak ktoś myli minimalizowanie ryzyka z zapewnieniem sobie 100% procentowego bezpieczeństwa i to ciągle po kilku wątkach, to niestety musi mieć poważne mentalne deficyty, bo inaczej sobie tego nie można wyobrazić.
                    A co ma to wspólnego z przemocą na dziecku w latach 60 tych, tylko święci w niebie wiedzą, bo dla mnie nie jest to dyskusja o winie i nigdzie nie napisałam, że ofiara jest winna, więc nie przypisuj mi swoich własnych wrednych motywacji.
                    Swoją drogą, dzieci też się uczy, by dla własnego bezpieczeństwa nie chodziły z obcymi. A temat przemocy seksualnej w rodzinie jest dlatego czasem taki trudny do odkrycia, bo bliskich nie podejrzewa się o takie czyny, a dzieci nie rozpoznają złych zamiarów. Dlatego należy dzieci uczyć też asertywności i dać im możliwość cielesnej niezależności, np. odmowy, gdy chce całować je na powitanie jakaś ciotka, czyli samodecydowania o dopuszczaniu kontaktu. To wszystko są też czynniki redukowania potencjalnego ryzyka. Takie dziecko prędzej odmówi, albo poskarży się rodzicom, co ochroni je może przed gorszym. Może, bo pełnego bezpieczeństwa nie ma. Mówi się o tym od dłuższego czasu, ale dla paskudka to pewnie znowu próba przypisywania dziecku winy, bo dzieci NIE WOLNO RUSZAĆ i basta. Czyli dobrej zabawy w świecie jednorożców.
                    • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:01
                      Kobiet nie wolno gwałcić i basta. Należy może skupić się na akraniu, ściąganiu sprawców. Zrozum wreszcie zakuty łbie że pierdolenie o tym jak to ryzykownie zachowała się ofiara, w przuapdku gwałtu sprawia, że po pierwsze - jej trauma jest bagatelizowana, po drugie - ofiary nie zgłaszają przemocy z obawy o to że właśnie usłyszą że się nie tak zachowały, po trzecie sprawcy są traktowani pobłażliwie.
                      Ale nie, nie mówmy nic sprawcom, nie wymagajmy od sprawców, broń boże od systemu. Czepiamy się ofiar.
                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:09
                        Zadna z nas nie napisala w zadnym z tych fefnastu watkow, ze nie nalezy przestrzegac BHP. Czesto rozmawiam z moja corka o tym jak i kiedy trzeba byc ostrozna. I, ze przede wszystkim nie musi byc mila,jak jej sie cos w kims nie podoba albo w jakoejs sytuacji czuje sie zle to ma sie od razu z tego wymiksowac. Natomiast ten chor placzek szukajacych winy w ofierze jest obrzydliwe. Takie klempy, ktore beda roztrzasaly nad zgwalcona dziewczyna zeby tylkl zrobic sobie dobrze i utwierdzic sie w swojej zajebistosci. Obrzydliwe.
                      • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:17
                        Otóż to KOBIET NIE WOLNO GWŁACIĆ I BASTA. A strażniczki cnót niewieścich powinny się przekonać jak działa STYGMATYZACJA na własnej d...e, bo inaczej widać nie dotrze, że trzeba działać holistycznie, w ramach państwa, prawa, systemu, wyborów, zmiany mentalności ludzi, zmiany myślenia ....a nie tylko pier..lić że po co tam lazła i że tylko jej głupota jest powodem tego, że została zgwałcona, a nie cała ta kultura przemocy której pobłażają.
                        Niestety ofiary przemocy seksualnej, ale nie tylko często się z tym spotykają, tak jak to było, ku..wa niestety w przypadku syna Magdaleny Filiks.
                      • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:32
                        paskudek1 napisała:

                        > Kobiet nie wolno gwałcić i basta. Należy może skupić się na akraniu, ściąganiu
                        > sprawców. Zrozum wreszcie zakuty łbie że pierdolenie o tym jak to ryzykownie za
                        > chowała się ofiara,

                        Zrozum w końcu ty histeryczko z mózgiem orzeszka, że nic nie poradzisz na to, że istnieją mężczyźni którzy gwałcą. I ja wolę nie spotykać ich na mojej drodze. I jestem w stu procentach pewna, że kobieta z normalnie funkcjonującym mózgiem wolałaby nie przeżyć wcale takiej sytuacji niż po fakcie mieć satysfakcję, że sprawcę należycie ukarano.
                        A kara za gwałt, nawet jak ustanowią ją bardzo wysoko, nie jest wystarczającym mechanizmem do osiągnięcia stanu, że faceci przestaną gwałcić. Mamy wysokie kary za mord, w niektórych krajach są to nawet kary śmierci, a nawet tam ludzie mordują, więc nie wiem, jakim cudem chcesz uzyskać, by przestali gwałcić.
                        Więc pyerdol sobie dalej rozwielitko o domniemanej stygmatyzacji ofiary, cokolwiek to dla ciebie znaczy, ja wolę mówić kobietom, by były ostrożne i nie ulegały iluzji, że skoro nie wolno gwałcić, to ten facet zaproszony na noc będzie już to na pewno respektował.

                        • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:50
                          Powiem tak snejk jesteś szkodnikiem, totalnym szkodnikiem. Nawet Terlik jest mądrzejszy od ciebie:
                          "Ich emocje — często po latach terapii, już w wieku dorosłym — były straszliwe. Jedni próbowali się zabić — często jako dzieci — ale im się nie udało. Są tacy, którzy próby samobójcze podejmują i w wieku dorosłym. Niestety czasem skuteczne. Inni przez lata ten straszliwy strach i lęk zapijali alkoholem, narkotykami, przygodnym, niebezpiecznym seksem. Aby zapomnieć, przestać się bać, zostawić za sobą nie tylko krzywdziciela, ale i tych, którzy gdyby się dowiedzieli, skrzywdziliby ponownie: złym słowem, agresją, podejrzeniami.

                          Nie żyje syn posłanki Magdaleny Filiks. "To dziecko zostało zaszczute przez TVP"
                          Żadna z tych osób nie przeżyła jednak zderzenia z publiczną machiną medialną, za którą stała władza, z atakami na bliskich ważnych polityków, z siłą hejtu milionów — być może szczerze przekonanych o własnej "prawości" i sprawiedliwości — internautów.

                          Im — dzięki Bogu — nie było dane czytać o swoich bliskich straszliwych rzeczy, oskarżeń i podejrzeń, oni nie musieli zmierzyć się z zainteresowaniem mediów, z takim przedstawieniem ich danych, które umożliwiało ich identyfikację. Oni nie musieli żyć po tym, jak publiczne radio i publiczna telewizja powiedziała ich przyjaciołom, kolegom, znajomym i nieznajomym, kim są, kim jest ich mama."
                          "Zadają sobie pytania — sam je słyszałem wielokrotnie — czy nie mogłem tego odkryć, dlaczego nas to spotkało, czy to nie moja wina? Analizują każdy moment swojego życia, oskarżają siebie o brak uwagi. Zamykają się sami w straszliwym poczuciu winny." Ten sam mechanizm działa w przypadku zgwałconych kobiet.

                          Właśnie o to chodzi snejki, że trzeba zmienić myślenie na KOBIET SIĘ NIE GWŁACI I BASTA. DZIECI SIĘ NIE GWAŁCI I BASTA , DZIECI SIĘ NIE BIJE I BASTA i nie usparwiedliwia się przemocy.
                          I jakie to znamienne nazywanie kobiet którym zależy na innych kobietach, ofiarach KULTURY PRZEMOCY , której same są współsparwcami histeryczkami.I jeszcze raz trzeba działać HOLLISTYCZNIE. Dobra idę stąd, to jest jak grochem o ścianę. Udanego dnia, ciesz się się tym, że jesteś taka zajebista i wszystko na swojej drodze przewidzisz i zawsze zminimalizujesz ryzyko w każdej kwestii i zakresie.
                          wiadomosci.onet.pl/opinie/smierc-syna-poslanki-magdaleny-filiks-terlikowski-szok-i-wscieklosc/395mqk5
                        • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 12:01
                          Ale Snejk, nikt nie przeczy temu co tu piszesz - że należy podejmować środki bezpieczeństwa, minimalizować ryzyka i o nich mówić. Problem w tym, jak się o tym mówi i na co się kładzie nacisk już po tym, jak nieszczęście się przydarzy. Jak doskonale widać w ostatnich wątkach, pierwsza reakcja wielu ludzi to pytanie dlaczego/po co kobieta, gdzieś poszła czy kogoś zaprosiła. To nie jest neutralna reakcja - tam jest ukryte założenie, że a nuż kobieta sprowokowała zajście, albo że za głupotę powinna ponieść konsekwencje. Myślisz, że tak samo reagują ludzie słysząc, że dziecko zostało porwane przez pedofila, albo że ktoś złamał nogę na nartach? Paskudkowi i innym osobom, które z Tobą polemizują chodzi m.in. o te niuanse wypowiedzi, które pokazują ukryte uprzedzenia: przekonanie, że to kobieta kontroluje seksualność mężczyzny i odpowiada za jego reakcje. Te uprzedzenia są odpowiedzialne za to, że tak duży odsetek zgwałconych kobiet nie chce gwałtu zgłaszać, bo nie dość, że cierpią fizycznie i psychicznie to jeszcze się je stawia pod pręgierzem opinii publicznej i debatuje, czy miała odpowiednią bieliznę albo czy za dużo alkoholu wypiła.
                          • ministra_prawdy Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 12:34
                            taje napisała:

                            > Myślisz, że tak samo re
                            > agują ludzie słysząc, że dziecko zostało porwane przez pedofila, albo że ktoś z
                            > łamał nogę na nartach?

                            Tak, w wątkach o cocomo dziwowano się, że chłopy z nielimitowanymi kartami służbowymi szli pić, że byli nieodpowiedzialni i nieostrożni. Screena wkleiłam.
                            Naturalna ludzka reakcja, a strażniczki feministycznej moralności mają galopującą paranoję, że dotyczy to tylko zgwałconych kobiet, bo pariarchat/kultura gwałtu. Nie kultura gwałtu, tylko mentalność spiskowo - paranoiczna, aby usprawiedliwić swoje ciągoty do przyjmowania roli moralnych autorytetów.
                          • homohominilupus Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:07
                            taje napisała:

                            > Ale Snejk, nikt nie przeczy temu co tu piszesz - że należy podejmować środki be
                            > zpieczeństwa, minimalizować ryzyka i o nich mówić. Problem w tym, jak si
                            > ę o tym mówi i na co się kładzie nacisk już po tym, jak nieszczęście się przyda
                            > rzy. Jak doskonale widać w ostatnich wątkach, pierwsza reakcja wielu ludzi to p
                            > ytanie dlaczego/po co kobieta, gdzieś poszła czy kogoś zaprosiła. To nie jest n
                            > eutralna reakcja - tam jest ukryte założenie, że a nuż kobieta sprowokowała zaj
                            > ście, albo że za głupotę powinna ponieść konsekwencje. Myślisz, że tak samo re
                            > agują ludzie słysząc, że dziecko zostało porwane przez pedofila, albo że ktoś z
                            > łamał nogę na nartach? Paskudkowi i innym osobom, które z Tobą polemizują chodz
                            > i m.in. o te niuanse wypowiedzi, które pokazują ukryte uprzedzenia: przekonanie
                            > , że to kobieta kontroluje seksualność mężczyzny i odpowiada za jego reakcje. T
                            > e uprzedzenia są odpowiedzialne za to, że tak duży odsetek zgwałconych kobiet n
                            > ie chce gwałtu zgłaszać, bo nie dość, że cierpią fizycznie i psychicznie to jes
                            > zcze się je stawia pod pręgierzem opinii publicznej i debatuje, czy miała odpow
                            > iednią bieliznę albo czy za dużo alkoholu wypiła.
                            >

                            Bardzo mądrze napisane ślę do niektórych nie dotrze. Tak się zacietrzewiły.

                            IMHO za tymi napastliwymi komentarzami między innymi w moim wątku (pozostałe czytam wyrywkowo) kryje się typowe dla niektórych osób tutaj przeświadczenie o własnej zayebistosci: JA jestem taka mądra, nie zdarzają mi się ryzykowne zachowania (pytanie: co jest a co nie jest ryzykonym zachowaniem?), JA świetnie wybrałam partnera itp. I juz jedna z drugą mają lepszy dzień.
                            • iwoniaw Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:41

                              > IMHO za tymi napastliwymi komentarzami między innymi w moim wątku (pozostałe cz
                              > ytam wyrywkowo) kryje się typowe dla niektórych osób tutaj przeświadczenie o wł
                              > asnej zayebistosci: JA jestem taka mądra, nie zdarzają mi się ryzykowne zachowa
                              > nia (pytanie: co jest a co nie jest ryzykonym zachowaniem?), JA świetnie wybrał
                              > am partnera itp. I juz jedna z drugą mają lepszy dzień.
                              >
                              >

                              Czasem pewnie tak, ale moim zdaniem częściej to jest silna potrzeba kontrolowania wszystkiego i wmawiania sobie (mniej lub bardziej swiadomie), że skoro ja jestem taka rozsądna, zapobiegliwa, uważna i jaka tam jeszcze, to przecież nie moze mnie spotkac nic złego, bo świat musi być sprawiedliwy i za dobre wynagradzać, a za złe karać. Tymczasem to tak nie działa - ale przyjęcie tego do wiadomości to już byłby dla wielu osob naprawdę za duzy stres i racjonalizacja pt. "wystarczy(łoby) tylko" jest dla nich łatwiejsza do przelknięcia, nawet jesli mialyby obwinić koniec konców za "własna glupotę" (lekkomyslność/brak wystarczajacych starań/inne) same siebie. To co dopiero innych, zwłaszcza obcych.
                          • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 02:45
                            taje napisała:

                            > T
                            > e uprzedzenia są odpowiedzialne za to, że tak duży odsetek zgwałconych kobiet n
                            > ie chce gwałtu zgłaszać, bo nie dość, że cierpią fizycznie i psychicznie to jes
                            > zcze się je stawia pod pręgierzem opinii publicznej i debatuje, czy miała odpow
                            > iednią bieliznę albo czy za dużo alkoholu wypiła.
                            >

                            Maybe. Znane mi kobiety bedace ofiarami gwaltow najczesciej zalowaly/zaluja zgloszenia glownie ze wzgledu na beznadziejnosc systemu uncertain Iles razy opowiadanie co bylo/jak bylo/kiedy bylo, repeating & repeating all details: policja, lawyers, social workers, doctors ... and again, and again ... I one teoretycznie wiedza/wiedzialy, ze it has to be this way, ale gdy przychodzi co do czego, nawet jesli/gdy sprawca jest uznany winnym & ukarany, najczesciej zaluja. Bo process dochodzenia sprawiedliwosci jest pokonujacy uncertain Czy mozna inaczej? Jak dojsc prawdy gdy rzecz dziala sie bez swiadkow, byc moze dawno temu, (czasem/czesto) nie ma innych oskarzajacych/pokrzywdzonych ... Kwestia oceny ze strony tzw. the rest of the society to pikus w obliczu gehenny jaka jest skladanie zeznan, odpowiadanie milion razy na te same pytania, dlugosc/uplyw czasu etc. Again, wiekszosc na koncu takiej drogi dochodzi do wniosku, ze powinny byly to olac, bo tych iles lat wiezienia jakie w wyroku dostal sprawca nie jest warte ich wlasnego wydluzonego niemozebnie cierpienia. That's reality, eh. Life.
                            • nenia1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 12:13
                              bi_scotti napisała:

                              > Again, wiekszosc
                              > na koncu takiej drogi dochodzi do wniosku, ze powinny byly to olac, bo tych ile
                              > s lat wiezienia jakie w wyroku dostal sprawca nie jest warte ich wlasnego wydlu
                              > zonego niemozebnie cierpienia. That's reality, eh. Life.
                              >
                              to są naczynia powiązana, system ocenia je tak samo jak społeczeństwo. Wystarczy poczytać
                              uzasadnienia niskich wyroków czy wręcz umarzania spraw gwałtów przez prokuraturę.
                              Za słabo się broniły, za cicho krzyczały, nie podejmowały prób ucieczki, nie manifestowały
                              w żaden sposób swojego przerażenia, albo uwaga cytat "słowa, że nie chce współżyć, mogły być traktowane w rzeczywistości przez niego jako forma gry, a nie sprzeciwu" więc umarzamy sprawę. Zgwałcili cię - tak, bo nie zrobiłaś tego i tamtego. I jeszcze to mogłaś zrobić. I to. No popatrz jaka jesteś naiwna i głupia. Zgwałcili cię - umorzyli sprawę, dostał niski wyrok? No tak, bo nie zrobiłaś tego i tego, a przynajmniej to mogłaś zrobić, no pan mógł przecież źle zrozumieć, że ty tak sobie żartujesz, przekomarzasz się mówiąc nie. Za słabo i za cicho mówiłaś nie.
                            • eglantine Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 12:48
                              bi_scotti napisała:

                              > taje napisała:
                              >
                              > > T
                              > > e uprzedzenia są odpowiedzialne za to, że tak duży odsetek zgwałconych ko
                              > biet n
                              > > ie chce gwałtu zgłaszać, bo nie dość, że cierpią fizycznie i psychicznie
                              > to jes
                              > > zcze się je stawia pod pręgierzem opinii publicznej i debatuje, czy miała
                              > odpow
                              > > iednią bieliznę albo czy za dużo alkoholu wypiła.
                              > >
                              >
                              > Maybe. Znane mi kobiety bedace ofiarami gwaltow najczesciej zalowaly/zaluja zgl
                              > oszenia glownie ze wzgledu na beznadziejnosc systemu uncertain Iles razy opowiadanie c
                              > o bylo/jak bylo/kiedy bylo, repeating & repeating all details: policja, lawyers
                              > , social workers, doctors ... and again, and again ...
                              >

                              Jak to wygląda można się przekonać oglądając oparty na faktach serial Niewiarygodne (Unbelievable), historię nastolatki zgwałconej we własnym łóżku przez włamywacza. Na podstawie nagrodzonego Pulitzerem reportażu, można tu przeczytać:

                              www.propublica.org/article/false-rape-accusations-an-unbelievable-story
                              Policja nie tylko jej nie wierzy, ale wytacza proces o składanie fałszywych zeznań. Bardzo smutna, poruszająca historia jej gehenny z wymiarem sprawiedliwości. Ciężko się to ogląda, ale uważam, że warto.
                              Serial dostępny na Netflixie.

                              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 13:34
                                Ciekawe jak by ją ocebily nasz naczelne obrończynie minimalizacji ryzyka?
                        • pursuedbyabear Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:20
                          Oj snejk, tobie już peron odjechał bardzo daleko. Zresztą sama też histeryzujesz. Możesz sobie woleć mówić kobietom, by były ostrożne, lecz w realu ma to zerową wartość.
                • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 09:18
                  Przecież takich zboków wszystko może sprowkować. Tak jak kostka brukowa prowokuje nazi, empik sprowokował tych z marszu itd.. wszystko może prowokować. Trzeba przyjąć rozwiązania systemowe począwszy od edukacji gdzie i owszem mówi się dzieciom.że pewne zachowania mogą być ryzkowne, ale nie to jest najważniesze, zastanowić się jak powinna wyglądać edukacja żeby powszechna kultura przemocy wobec kobiet, dzieci ( tutaj są już jakieś rezultaty ) nie była tak bardzo widoczna. Wprowadzać ustawy takie jak ta antyprzemocowa, która długo w Zakopanem nie chciała się przyjąć właśnie przez takie myślenie: moja żona i jak jej nie bije, to jej wątroba gnije, a wszystkim innym guano do tego.I głosy innych kobiet, że najważniejsze jest by ta kobieta umiała o siebie zadbać, mówienie o tym ofierze przemocy jest zwyczajnie głupie, bo ona bardzo strała się o siebie zadbać. Nie wychodziła wieczorami, nie ubierała się kusząco, nie prowokowala, nie przejawiała ryzkownych zachowań , ale i tak ... no stało się i co wtedy ? Znajdą się panie które będą dociekać czy aby na pewno nie prowokowała? Czasami po prostu nie wiadomo, jak w przypadku Gisele Pelicot. Edukować szczególnie tych najsłabszych, że mają swoje prawa i żeby się nie bali zgłaszać przemoc, samemu w tych kwestiach nie być obojętnym, wprowadzać rozwiązania jak to np. to dotyczące pedofilii czyli : wiesz, a nie zgłosisz jesteś współodpowiedzialny, edukować również rodziców i dzieci nt tego czym jest zły dotyk, czym jest gwałt i tego, że ofiara nie jest winna, opowiadać w jakich środowiskach dzieci i kobiety najczęściej doświadczają przemocy. Jednak przede wszystkim nie zawstydzać ofiar, bo ofiary nie są winne. Winna jest cała ta kultura przemocy wobec kobiet i dzieci. Pokłosie tego, że można je traktować jak inwentarz i zawsze, ale to zawsze trzeba d..y kontrolować i mówić im, że są głupimi d,,,a bo same tego chciały i gdzieś polazły. na własne życzenie, no przecież ostrzegaliśmy żeby nie prowokować, a sprowokowała, sama na siebie ściągnęła nieszczęście , a przecież mogła i litania, i jeszcze raz nie uważam, że minimalizowanie ryzyka nie jest ważne jest, ale ważniejsze jet to żeby zadziałało prawo, zmieniło się myślenie nt przemocy wobec kobiet, żeby ta przemoc nie była sankcjonowana prawnie, żeby nikt nie pytał żony która przez wiele lat doświadczała gwałtów i przemocy, dlaczego nie odeszłaś, bo oczywiste będzie jakie mechanizmy rządzą myśleniem kobiet w tym przypadku, takie jak np. u Karoliny Piaseckiej, wiadomo już dlaczego nie odeszła, bo się bała tego faceta, społeczeństwa, mówiącego, że najwyższą wartością jest rodzina, społeczeństwa w którym inne kobiety mówią one to by nigdy, one by nie pozwoliły na to, one by odeszły i kompletnie nie rozumieją tej spirali przemocy w której się znalazla, trzeba mieć naprawdę mocną psychę żeby to wszystko znieść, te kobiety nie rozumieją tego, że są jej częścią mówiąc takie rzeczy, nie rozumieją co się dzieje w głowie takiej ofiary i że to czego się boją ofiary to jest to, a najwięszy lęk jest taki, że ten ten świr dostał tylko DWA LATA. Przecież to jest śmiech na sali.
                  Trzeba zmienić myślenie tak żeby prawo, państwo nie pozwalało na taką skalę przemocy wobec kobiet i ciągłe obwinie tylko ich, o to że były nieroztropne, jak to śpiewa Podsiadło " Czy ona tego chciała, czy było bara bara"
                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 09:26
                    Dokładnie. Bardzo dobry przykład dajesz kwestią przemocy wobec dzieci. Kiedyś nikt się nad tym nie rozczulał. Ot, wiadomo było - jak "zasłużył" to dostawał wypierdol i, tyle.
                    I też były płacze nad tym, jak to się państwo do, rodziny wpieprza.
                    A tu są płacze, że jak to, to kobiety będą mogły robić co chcą? Tak, bez kontroli? No świat się zawali. Nie będą wcale się pilnować. Chodzić będą gdzie chcą, ubierać się jak chcą, zachowywać się jak chcą. O matko i córko, jak tak można.
                    • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 09:55
                      Według niektórych pań ( to mnie szczególnie wk..wia, bo u facetów wiadomo dlaczego tak jest )du..y trzeba zawsze kontrolować i uświadamiać, bo du..y są zawsze winne. One nie myślą. Niektóre panie i faceci oczywiście wiedzą lepiej i oni pomyślą za nie, te durne d..y. W Afaganistanie to świetnie działa i kobiety w burakach już nie mogą się odzywać, w Iraku świetnie to działa i dziewczynki w wieku 9 lat mogą wychodzić za mąż w USA w pasie biblijnym super to działa bo również można zawierać małżeństwa z dziećmi.Na pewno są bezpieczne i nie przejawiają już żadnych ryzkownych zachowań. To się nazywa minimalizacja ryzyka i środki ostrożności.
                      Najważniejsza jest rodzina, kobieta to inwentarz, dzieci trzeba bić i pozwólmy tym paniom i panom mysleć za nas. Oni chcą tylko żebyśmy minimalizowały ryzyko i były bezpieczne i dlatego non stop nam tłuką jakie jestesmy durne i lekkomyślne i że dudy trzeba pilnować, bo wiecie, rozumiecie. Od facetów, prawa, państwa nie ma co wymagać.Wszystko zostanie w rodzinie.
                      www.newsweek.pl/swiat/nieletnie-zony-ameryki-gdy-rodzice-wydali-judy-za-maz-miala-13-lat/wweg45p
      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:51
        Bo TO jest nawiazanie do paru innych watkow? Ile jeszcze trzeba ci tlumaczyc? Zaczelo sie od watku homohominilupus, w ktorym panie pisaly,ze zaproszenie do domu starszego pana (poznanego na wspolnej wedrowce) przez mloda dziewczyne= zaproszenie do seksu (bo pan sie dostawial). Potem doszedl watek Paskudka, w ktorym ona ironicznie pyta co maja robic kobiety zeby zminimalizowac ryzyko napasci na tle seksualnym i tam w odnodze jest dyskusja o Gisele Pelicot i wniosek,ze zle wybrala factea na meza i ,ze trzeba umiec zminimalizowac ryzyko. Stad watek Turzycy, w ktorym opisuje realna sytuacje, w ktorj jesli by ta dziewczyna zaufala zamiast Turzycy a jakies psycholce to mialaby klopoty i nikt normalny nie uwaza,ze to bylaby jej wina. Jeszcze cos ci wyjasnic czy juz zrozumialas?
        • malia Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 23:23
          pomijając wszystko inne to nie, nie jest pewne, że ta dziewczyna miałaby kłopoty, może wybrałaby opcją B, albo E i byłaby jeszcze lepsza. Może tak jak i ty miałaby szczęście
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 23:30
            Wyraznie napisalam,ze gdyby zaufala jakiesj p s y c h o l c e. Wczesniej tez napisalam,ze ta historia moze miec dwa zakonczenia przy czym zmienna sa ludzie, na ktorych trafisz. Cos jeszcze wyjasnic?
            • malia Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 09:42
              Historia może mieć milion zakonczen, również o wiele lepszych. Od ciebie akurat wyjaśnień nie oczekuję, bo sama byś musiała zrozumiecco inni pis,a do ciebie. Bo nikt nie twierdzi, że człowiek może wszystko przewidzieć i jego los nie zależy od ludzi na których trafi. To tylko Ty to piszesz. Czlowiek codziennie cos wybiera i robi to tak, żeby skutek był jak najlepszy dla niego. Czasem potrafi dokonać dobrego wybory, czasem nie . Czasem jego wybór jest pomiędzy dżuma a cholerą. I właśnie to, że nie da się przewidzieć wszystkiego powoduje, że ludzie,ie się zastanawiają co by było gdyby. Ale to nie jest obwinianie ofiary.
              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 10:20
                Owszem, jest. Ale do betonu nie dotrze. Tu trocje wyżej grzybdyrektor piwonie te mechanizmy tłumaczy. Ale wy nadal będziecie gówno na atomy rozbijać i tłumaczyć kobietom jak, mają się prowadzić, żeby nie ryzykować że je ktoś zgwałci. A aj mimo to zgwałci? N ocoz, widocznie źle się starała. Źle wybrała.
                • malia Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 10:58
                  O, doskonale Czyżbyś starała się udowodnić, że wszystkie wybory człowieka są po nic? że wszystkie drogi, które przed tobą stoją s
                  znajdź JEDEN przykład, gdzie piszę, że nalezy mówić jak się ma ktoś prowadzić, nie znajdziesz, bo nie ma. Tak samo jak nie zrzucam winy na ofiarę gwałtów, kradzieży, napaści. Ale jednocześnie wiem tego, że nie każdy wybór jest dobry, staram się wybierać i wierzę, że coś tam jednak ode mnie zależy.
                  z jakim fragmentem teraz się nie zgadzasz?



                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:07
                    A czy, ja, mówię że wybory są po, nic? W którym miejscu? Ttlko widzisz, jeśli tluczemy kobietom "źle wybrałaś, ponieś konsekwencje" to no mają problem odejść od przemocowego partnera. Albo i takiego tylko, z którym im jest źle. Bo przecież WYBRAŁY.
                    Jak je spotka ten cholerny gwałt to też, no przecież wybrały jakieś zachowanie.
                    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:13
                      A wez, nie dotrze. Swiete krowy od 'a mnie sie takie rzeczy nie zdarzaja'.
                    • malia Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:18
                      Nie paskudek, nie manipuluj, nigdzie nie napisałam, zeby mówić kobiecie w przemocowej sytuacji lub zgwalconej że ma ponieść konsekwencje. Czepiasz się słów dla samego czepiania i udowadniasz ze nigdy nikomu w absolutnie żadnej sytuacji nie można powiedzieć ponieś konsekwencje bo kobiety....
                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:14
                    No brawo, zajesbista jestes, dokonujesz zawsze super wyborow, tobie sie to nie przytrafi. Mozemy sie rozjesc.
    • sueellen Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 01:31
      Dzwonię po taksówkę i każe się od razu wiezc do koleżanki albo spowrotem do domu ( w zależności gdzie bliżej). Żadnego nocowania w dziwnych miejscach.
      • panna.nasturcja Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:19
        Dokładńie tak.
        • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 15:19
          O, nastrurcja, witaj🙂
          Długo Cię nie było!
    • cottonrose Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 02:46
      Komentujac rowniez posty forumek.
      Gdyby sie nieszczesliwie zdarzylo, ze doznalabym jakiejs przykrosci/nieszczescia od innych, a osoba do ktorej zwrocilabym sie o pomoc lub po prostu opowiedziala o zdarzeniu zareagowalaby "moglas costam lub nie-costam" , to jedynym umniejszeniem ryzyka byloby natychmiastowe odsuniecie sie na 2m.
      W innym przypadku ten ktos dostalby w ryj. Slowo ryj uzyte z premedytacja.
      Gdyby sie zdarzylo, ze stan zdrowia mi nie pozwoli od razu dac w ryj, cierpliwe poczekalabym az wroca mi wladze w rekach.
    • panna.nasturcja Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:18
      Mam dość osób bliskich, przyjaciół, męża by w takiej sytuacji zadzwonić po pomoc do kogoś, kto ma najbliżej żeby mnie zabrał.
      Nie jadę taksówką z obcymi (mogę przecież sama), nie idę do obcej kobiety do domu, nie nocuję w hotelu dla tirowcow.
      Sprawdzam też pogodę przed wyjazdem, takie wichury są zapowiadane.
      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:32
        To przeczytaj jeszcze raz i ze zrozumieniem bo ta konkretna dziewczyna niczego z tego, co ty mozesz i masz wtedy nie miala i skorzystala z zyczliwosci Turzycy.
        • panna.nasturcja Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 15:14
          I? Nie odpowiadam za tę ko konkretną kobietę tylko za siebie, piszę więc jak ja bym się zachowała.
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 15:21
            Przeczytaj starter.
            • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 15:33
              melisananosferatu napisała:

              > Przeczytaj starter.

              Zobacz jak to jest - mają pdaną KONKRETNĄ sytuację, konkretne możliwości do wyboru. Wyraźnie jest napisane że innych opcji nie ma. Mogą się wykazać z tym minimalizowaniem zagrożeń ale nie, one wybierają co innego. Czyli jakby bohaterka historii wybrała a, b, c i stało się coś złego to one by WIEDZIAŁY, że one wybrałyny COŚ INNEGO i na pewno byłby to lepszy wybór.
              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 15:48
                No a jak inaczej. I nie ma takiego miasta Londyn😀
              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 15:49
                Po Arwene przyjechalby tato, Snejki szukalaby fana muzyki metalowej w pociagu😀
                • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:25
                  melisananosferatu napisała:

                  > Po Arwene przyjechalby tato, Snejki szukalaby fana muzyki metalowej w pociagu😀

                  Ja zostałabym w pociągu i turzyca napisała że nie mogę 🙄
                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:28
                    Bo snejki nie doczytala startera jak 99% tu piszacych (ja tez wybralam opcje D, mea culpa).
                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:38
                    >Ja zostałabym w pociągu i turzyca napisała że nie mogę 🙄

                    Obsługa każe wszystkim wysiąść. Mają takie polecenie służbowe.
                    Jeśli upierasz się przy sprzeciwie, to masz klasyczną eskalację z policją itd, możliwe że z obciążeniem kosztami za narażanie obslugi pociągu na ryzyko.

                    Choć muszę przyznać, że wylądowanie na dołku też jest jakąs opcją bezpiecznego noclegu. Ale kosztem może być zapłata kilku tysięcy euro, utrata pracy, pozwolenia na pobyt, o potencjalnym obywatelstwie już nie wspominając.
                    No ale dobrze, możemy zapisać, że Wapaha wybiera opcję przeciwstawienia się obsłudze, zostaje zgarnięta przez policję, rozprawa, utrata praw, powrót do Egiptu. Interesujący wybór, muszę przyznać.
                    • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:43
                      turzyca napisała:

                      > >Ja zostałabym w pociągu i turzyca napisała że nie mogę 🙄
                      >
                      > Obsługa każe wszystkim wysiąść.

                      Tak1
                      Pasażerowie ogłaszają strajk okupacyjny, obsługa zostaje skrępowana, bar zostaje wzięty i zabawa trwa do samego rana.
                      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:48
                        >Pasażerowie ogłaszają strajk okupacyjny, obsługa zostaje skrępowana, bar zostaje wzięty i zabawa trwa do samego rana.

                        Pół godziny później prąd zostaje wyłączony, nie ma oświetlenia, nie ma ogrzewania, metalowa puszka wychładza się błyskawicznie. Nie ma też możliwości skorzystania z toalet, a nawet normalnego otworzenia drzwi.

                        Już pomijam kwestię tego, że popełniacie przy okazji kilka przestępstw, więc patrz przypadek Wapahy - lądujesz apiać w Egipcie.
                        • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:58
                          turzyca napisała:

                          > Pół godziny później prąd zostaje wyłączony, nie ma oświetlenia, nie ma ogrzewan
                          > ia, metalowa puszka wychładza się błyskawicznie. Nie ma też możliwości skorzyst
                          > ania z toalet, a nawet normalnego otworzenia drzwi.


                          Pasażerowie nie w ciemię bici. Wyciągają karbidówki ze swoich waliz, samogon i kaszankę, koce i pledy, siekierę i motykę i mają to gdzieś.

                          Polak potrafi, jak wiadomo.
                    • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:47
                      turzyca napisała:


                      > Obsługa każe wszystkim wysiąść. Mają takie polecenie służbowe.
                      > Jeśli upierasz się przy sprzeciwie, to masz klasyczną eskalację z policją itd,
                      > możliwe że z obciążeniem kosztami za narażanie obslugi pociągu na ryzyko.
                      >

                      To należałoby czekać na eskalację z policją, konfabulantko. Obsługa nie ma prawa wyrzucić cię z pociągu, bez podania planu na dalszy sensowny przebieg podróży.
                      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:07
                        >Obsługa nie ma prawa wyrzucić cię z pociągu, bez podania planu na dalszy sensowny przebieg podróży.

                        "Zastępcza komunikacja autobusowa do najbliższych przystanków węzłowych zostanie podstawiona w jak najszybszym tempie."
                        "Pozostanie w pociągu może wiązać się z narażeniem bezpieczeństwa pasażerów, więc w imieniu spółki wzywamy do dobrowolnego odpuszczenia pojazdu."

                        Po ludzku konduktorzy mówią wprost, że w obecnych warunkach radzą skorzystanie z innych rozwiązań.
                    • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:03
                      turzyca napisała:

                      > >Ja zostałabym w pociągu i turzyca napisała że nie mogę 🙄
                      >
                      > Obsługa każe wszystkim wysiąść. Mają takie polecenie służbowe.
                      > Jeśli upierasz się przy sprzeciwie, to masz klasyczną eskalację z policją itd,
                      > możliwe że z obciążeniem kosztami za narażanie obslugi pociągu na ryzyko.

                      Ta zabawa jest nie fair bo rozwijasz i ubarwiasz swoją historię byleby tylko zbic z pantalyku
                      Awaria pociągu, bezwzględny nakaz opuszczenia pociągu pod rygorem wysokiej grzywny i kary -zostawienie ludzi samym sobie do momentu w którym nie wybiorą opcji zostania w pociągu bo wtedy nagle ktoś z obsługi już może wezwać na pomoc służby
                      No i sam fakt że zostanie w pociągu zagraża bezpieczeństwu a wysadzenie tłumu ludzi w polu i zostawienie sobie już nie


                      >
                      > Choć muszę przyznać, że wylądowanie na dołku też jest jakąs opcją bezpiecznego
                      > noclegu. Ale kosztem może być zapłata kilku tysięcy euro, utrata pracy, pozwole
                      > nia na pobyt, o potencjalnym obywatelstwie już nie wspominając.
                      W pl dołek nie jest płatny.
                      No ale fakt -jak bajka to bajka -szczere pole 900 os brak komunikacji zastępczej kilka tysi euro za dołek za zostanie w pociągu na który ma sue bilet i biedna.nieletnia sierota płci żeńskiej

                      Kurde..coraz bardziej akcją się zagęszcza


                      > No ale dobrze, możemy zapisać, że Wapaha wybiera opcję przeciwstawienia się obs
                      > łudze, zostaje zgarnięta przez policję, rozprawa, utrata praw, powrót do Egiptu
                      > . Interesujący wybór, muszę przyznać.
                      >
                      W opcji że jednak nie mogę zostać w pociągu napisalam dwie opcje
                      1.rozpierducha do mediów (alepewnie mnie za to aresztuja )
                      2. Udanie się w dalsza podróż z większością osób (ale pewnie wybiorę grupę która jest handlarzami ludźmi i organami -zgadłam ? )
          • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:03
            panna.nasturcja napisała:

            > I? Nie odpowiadam za tę ko konkretną kobietę tylko za siebie, piszę więc jak ja
            > bym się zachowała.

            Oj, jeszcze Ci się nie dostało, że jesteś zawsze przygotowaną, zawsze przewidującą klempą, która na pewno, ale to na pewno obwini ofiarę..?
            • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:28
              primula.alpicola napisała:

              > panna.nasturcja napisała:
              >
              > > I? Nie odpowiadam za tę ko konkretną kobietę tylko za siebie, piszę więc
              > jak ja
              > > bym się zachowała.
              >
              > Oj, jeszcze Ci się nie dostało, że jesteś zawsze przygotowaną, zawsze przewiduj
              > ącą klempą, która na pewno, ale to na pewno obwini ofiarę..?


              Kotku, pytanie o warianty odpowiedzi dotyczyły KONKRETNEGO PRZYAODKU rozumiesz? Tam nie było miejsca na dywagacje pt biorę taksówkę na 200 km, wołam tatusia, męża, jadę konno. Była określona historia i, OKREŚLONE WARIANTY do wyboru. Miałyście tylko podać który z nich oznacza najwyższy stopień minimalizacji ryzyka a który najniższy. Wg was oczywiście.
              W tym rzecz, że przy omawianiu historii gealtow chórek wszechwiedzących rozprawia czego to ONE BY NIE ZROBIŁY komlletnie odbiegając od tematu omawianego oraz od możliwości KONKRETNEJ OFIAR. I nadal tego nie umiecie zrozumieć.
              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:34
                Do tej pory nie wiem jak Gisele Pelicot mialaby minimalizowac ryzyko a ty o ten case pytasz...
              • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:35
                paskudek1
                >

                > ia czego to ONE BY NIE ZROBIŁY komlletnie odbiegając od tematu omawianego oraz
                > od możliwości KONKRETNEJ OFIAR. I nadal tego nie umiecie zrozumieć.
                >
                Ale w sumie założenie durne bo.kaze konkretnym.osobom z ich podejściem do życia, doswiadczeniem bojaźnią czy odwaga stawiać się w roli innej osoby w dodatku takiej o.ktorej informacje nie są podane od razu ale w trakcie

                Trudno by ktoś odpowiedział na pytanie jakby się zachowal -ale gdyby nie był sobą 🤪
                • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:45
                  >Ale w sumie założenie durne bo.kaze konkretnym.osobom z ich podejściem do życia, doswiadczeniem bojaźnią czy odwaga stawiać się w roli innej osoby

                  Podejście do życia, doświadczenie, bojaźń i tak dalej masz swoje. Jedyne czego nie masz swojego to zasoby - nie masz rodziców, krewnych, męża, dzieci. Nie masz też dużej poduszki finansowej, pierwsza praca po studiach.
                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:03
                    turzyca napisała:

                    >
                    >
                    > Podejście do życia, doświadczenie, bojaźń i tak dalej masz swoje. Jedyne czego
                    > nie masz swojego to zasoby - nie masz rodziców, krewnych, męża, dzieci. Nie mas
                    > z też dużej poduszki finansowej, pierwsza praca po studiach.
                    >
                    I.nawet już pociąg mi też zabrałaś
                    Swoją drogą-biedna sierota z tej dziewczyny..
                    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:05
                      Turzyca wszystko wyjasnia. Mozna przeczytac.
                      • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:08
                        melisananosferatu napisała:

                        > Turzyca wszystko wyjasnia. Mozna przeczytac.

                        Czytam 😉
                        Dobra jest w próbie udowodnienia że życiem rządzi przypadek 😉- ciekawe do ktorego momentu stosuje to w swoim życiu i czy dzieci przechodzą na zielonym czy czerwonym świetle. Wszak co za różnica? Gdyz podczas przechodzenia na zielonym zamyślony kierowca pojazdu bmw zamiast hamulca wcisnął pedal gazu i nic by nie dało gdyby dziecko przed wejściem na pasy spojrzało w lewo i w prawo (minimalizowanie ryzyka ) I smartfon miało w kieszeni a nie oglądało tik tok (minimalizowanie ryzyka )
                        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:12
                          Po raz ostatni: nikt nie propaguje przechodzenia na czerwonym. Czy moglibysmy dyskutowac o tym, co rzeczywiscie jest napisane?
                          • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:22
                            melisananosferatu napisała:

                            > Po raz ostatni: nikt nie propaguje przechodzenia na czerwonym. Czy moglibysmy d
                            > yskutowac o tym, co rzeczywiscie jest napisane?

                            No próbuje ale sama widzisz że ciągle pisane jest coś nowego. W pierwszym poście jest opcją 2 i ja ją wybieram ,zostaje w pociągu. I nie mogę, muszę wysiąść. I nie dostaje nawet szansy czekania na zewnątrz pociągu na transport zastępczy bo od razu (zamiast choćby wyjaśnić!)wzywają do mnie policję (a cholery nie mogą wezwą transportu zastępczego), jestem zatrzymana ,wrzucona na dołek (no widać straszna przestępczyni!! I to nieletnia ! Sierota ) I muszę zapłacić za to.kilka tysięcy euro

                            Podejrzewam-tak między nami - suspicious , że ta policja jak juz po mnie przyjechała to mnie spalowala ,w drodze do aresztu zgwałciła a ostatecznie to mnie sprzedali..
                            • amarantha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:30
                              wapaha napisała:

                              > Podejrzewam-tak między nami - suspicious , że ta policja jak juz po mnie przyjechał
                              > a to mnie spalowala ,w drodze do aresztu zgwałciła a ostatecznie to mnie sprzed
                              > ali..

                              Zapytałabym turzycy, czy w tej bajce były smoki, ale mam wrażenie, że dowiedzielibyśmy się,  że owszem, były (zeżarły obsługę dworca i wszystkie służby porządkowe w promieniu 100 km, więc niedasie, no po prostu niedasie inaczej, niż tłuc się samotnie do domu polem, lasem wśród hulającego orkanu).
                              • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:55
                                amarantha napisała:

                                >
                                >
                                > Zapytałabym turzycy, czy w tej bajce były smoki,
                                Były!
                                One tez gwałciły
                                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:57
                                  Jesli cos nie jest zgodne z teza to najlepiej wyszydzic albo uznac,ze to klamstwo,co?
                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:40
                                    melisananosferatu napisała:

                                    > Jesli cos nie jest zgodne z teza to najlepiej wyszydzic albo uznac,ze to klamst
                                    > wo,co?

                                    Zaraz tam
                                    Turzyca się z nami bawi rozwijając opowieść-wchodzę w to 🤷‍♀️
                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 21:10
                                    melisananosferatu napisała:

                                    > Jesli cos nie jest zgodne z teza to najlepiej wyszydzic albo uznac,ze to klamst
                                    > wo,co?

                                    I zobacz, ona sobie nawet nie zdaje sprawy, że robi wobec turzucy dokładnie to co robią np służby wobec ofiary gwałtu - PODWAŻA JEJ WERSJĘ. Nie wierzy, deprescjonuje. Snejkowa tak, samo. No niea takiej mlzliwsoci żeby w. DB stanęły pociągi i cześć. Turzuca zmyśla i koniec. I teraz wyobraźny sobie tę dziewczynę z tego pociągu, która wybiera opcję np z taksówką, zpsyaje zgwałcona, opowiada swoją historo i co słyszy? Bo, zostać w pociągu. Ona mówi że nie mogła. Ale jak to nie mogła, mogła, na pewno zmyśla. Głupia baba...
                                    • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 22:01
                                      . No niea takiej mlzliwsoci żeby w. DB stanęły pociągi i cześć

                                      A najśmieszniejsze jest to, że właśnie dziś znowu jest armageddon i piszę właśnie z hotelu w Paderborn, gdzie w ogóle dziś nie planowałam być, nawet przejazdem. O tej porze miałam być już daleko na południe od Frankfurtu. Ale utknęłam po drodze, kolejne pociągi wypadają z rozkładu. Nie chce mi się już walczyć, jestem koszmarnie zmęczona, idę spać, dobranoc.
                                      • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 22:10
                                        >Ale utknęłam po drodze, kolejne pociągi wypadają z rozkładu.

                                        No cóż, jak pisałam wczoraj, że na dziś zapowiadają anomalię pogodową i będą problemy z połączeniami, to drwiłaś, że w końcu listopada to normalka. Ja wiedziałam, że do co najmniej niedzieli nie czas na wojaże i lepiej zostać w domu, ale jak jesteś konduktorką to współczuję.
                                        • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:43
                                          >No cóż, jak pisałam wczoraj, że na dziś zapowiadają anomalię pogodową i będą problemy z połączeniami, to drwiłaś, że w końcu listopada to normalka.

                                          Ale to akurat byli samobójcy.

                                          >Ja wiedziałam, że do co najmniej niedzieli nie czas na wojaże i lepiej zostać w domu,

                                          Czyli zgodnie z Twoją logiką powinnam była do niedzieli zrezygnować z powrotu do domu? Czy w ogóle zrezygnować ze wszelkich zawodów, gdzie wymagany jest, okazjonalny nawet, wyjazd służbowy?
                                          Czyli wracamy do punktu "ogranicz się maksymalnie, żeby tylko zapewnić sobie bezpieczeństwo".
                        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:19
                          Nikt tez nie napisal, ze nie trzeba uwazac jak sie przechodzi na zielonym. Serio, to juz jest meczace gdy trzeba prostowac co chwile cos, co nie padlo.
                          • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:26
                            melisananosferatu napisała:

                            > Nikt tez nie napisal, ze nie trzeba uwazac jak sie przechodzi na zielonym. Seri
                            > o, to juz jest meczace gdy trzeba prostowac co chwile cos, co nie padlo.

                            No dokładnie!
                    • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:55
                      >Swoją drogą-biedna sierota z tej dziewczyny..

                      Pecha miała w tej podróży strasznego, zazwyczaj jednak zatrzymując pociąg wcześniej, na jakiejś sensownej stacji, a tu ten głupi przystanek, bez budynku, bez obsługi dworcowej, na totalnym wygwizdowie.

                      Ale przy tym wszystkim trzeba zauważyć, że ona jednak miała całkiem niezły kapitał wyjściowy - wspierający rodzice, angielskojęzyczna szkoła, studia najpierw w Grecji, potem w Niemczech, legalna praca zgodna z wykształceniem, z dobrymi perspektywami na awans, możliwość wyjazdu na wakacje u rodziców, perspektywa obywatelstwa w ciągu kilku lat. W porównaniu z dziewczynami, które przyjeżdżały w 2015 roku, faktycznie osierocone, straumatyzowane, nieznające alfabetu łacińskiego, bez konkretnego zawodu, to ona miała łatwo.
    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:38
      No przeciez one by tak nie wybraly, to juz ustalilysmy😀
    • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:20
      www.google.com/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=&ved=2ahUKEwjgxbqplvCJAxUnJxAIHf56BQYQFnoECBcQAQ&url=https%3A%2F%2Frownowazni.uw.edu.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2Fsites%2F105%2F2024%2F01%2FPoradnik.pdf&usg=AOvVaw2NbHPPDe6knGgYPGRdlutb&opi=89978449
      Zostawię to tylko tutaj, może któraś freak control Pani od tego żeby minimalizować ryzyko przeczyta i się zastanowi czy rozbijając guano na atomy NA PEWNO pomaga ofierze:
      "Obwinianie ofiar
      Badania wskazują, że obwinianie ofiar gwałtu jest zjawiskiem powszechnym. Pozwalają na to utrwalone w społeczeństwie mity na
      temat gwałtów.
      Najbardziej narażona na obwinianie jest osoba, którą zgwałcił
      sprawca o wyższym statusie społecznym niż ona sama.
      Jedną z najczęściej sugerowanych przyczyn obwiniania kobiet z doświadczeniem gwałtu jest kwestia społecznej kontroli kobiet. Opiera
      się na głównych mitach:
      Mit o męskiej aktywności i kobiecej pasywności – gdy kobieta
      mówi „nie”, to zadaniem mężczyzny jest uświadomienie jej tego,
      co dobre, co leży w naturze męskiej powinności.
      Mit hegemonii, wyższości pozycji mężczyzny nad kobietą (potrzeby, zadowolenie mężczyzn jest ważniejsze niż kobiet)
      Kobieta należy do mężczyzny. Może podnosić jego wartość, prestiż, szczególnie w sytuacji, gdy jest on dobrze sytuowany i zajmuje wysoką pozycję społeczną
      Inne czynniki, które mają wpływ na obwinianie ofiar to: miejsce
      zdarzenia, nasilenie przemocy, stawianie lub nie stawianie fizycznego oporu, ewentualny wpływ środków odurzających, ubiór ofiary
      oraz jej wcześniejsze doświadczenia seksualne.
      Akceptacja mitów na temat gwałtu zachęca społeczeństwo do obwiniania ofiar. Mity na temat gwałtu zazwyczaj pozwalają na podtrzymywanie przekonania, że to ofiara była winna i służą usprawiedliwianiu gwałcicieli. Utrudnia to kobietom zgłaszanie się po pomoc
      i otrzymanie profesjonalnego wsparcia. Kobiety, które doświadczyły
      gwałtu, borykają się z wieloma problemami natury psychicznej, fizycznej i ekonomicznej, będącymi następstwami doznanej przemocy
      seksualnej. Bywa, że dochodzenie do równowagi trwa latami. Upowszechnianie mitów na temat gwałtów może ten proces znacząco
      opóźniać.
      Krzywdzący sposób traktowania kobiet po przemocy
      seksualnej przez instytucje, społeczeństwo
      Powielanie mitów wpływa również na sposób, w jaki policja i inne
      instytucje traktują kobiety, które zgłaszają ten fakt. Pokrzywdzone/ni
      innymi przestępstwami np. pobicia, kradzieży, nie są narażone na
      pytania dotyczące ubioru, wyglądu czy zachowania. Nie podważa się
      ich wiarygodności, nie sprawdza ich reputacji. W przypadku kobiet
      z doświadczeniem gwałtu tak właśnie się dzieje. Badania wskazują,
      że obwinianie kobiet z doświadczeniem gwałtu jest zjawiskiem powszechnym.
      Niska zgłaszalność przestępstw seksualnych
      Utrwalone mity na temat gwałtów są ważną przyczyną, dla której
      kobiety po doświadczeniu gwałtu nie ujawniają nadużycia, obwiniają
      siebie, nie szukają pomocy.
      Szacuje się, że od 50 do 90% wszystkich gwałtów i prób gwałtów
      pozostaje niezgłoszonych. Wiele kobiet nie jest w stanie ujawnić
      Te i inne utrwalone mity na temat przemocy seksualnej wśród
      przedstawicielek i przedsrawicieli wymiaru sprawiedliwości są przyczyną niskich kar za te przestępstwa i umarzaniu spraw o gwałt.
      Tymczasem zdaniem ekspertów najważniejszymi czynnikami, które
      mogłyby się przełożyć na spadek liczby przestępstw na tle seksualnym, jest uskutecznienie postępowań i nieuchronność kary."
      Szczególnie ostatnie zdanie jest warte przeczytania.
      Polecam też przeczytanie o wszystkich mitach.
      Pozostaje cieszyć się, że w kwestii przemocy wobec dzieci coś się zmienia, w kwestii przemocy wobec zwierząt równieżsmile wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,31486022,burzliwa-debata-o-prawach-zwierzat-w-sejmie-posel-konfederacji.html#do_w=399&do_v=1159&do_st=RS&do_sid=1720&do_a=1720&do_upid=1159_ti&do_utid=31486022&do_uvid=1732282671924&s=BoxOpImg1

      Widać, że jednak to myślenie się zmienia i świadomośc społeczna rośnie smile Tak, jeszcze raz tak bhp też jest ważne.
    • nenia1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:20
      Bity na forum w formie piany problem jest tak naprawdę prosty. Tylko trzeba chcieć go zrozumieć bądź zrozumieć dlaczego nie chcę go zrozumieć wink Otóż ludzki mózg działa zazwyczaj w określony, w gruncie rzeczy dość schematyczny sposób. Po pierwsze minimalizuje zużycie energii, więc upraszcza widzenie świata. Świat wydaje nam się względnie bezpieczny a poczucie, że możemy minimalizować ryzyko wzmacnia to przeświadczenie. Dlatego jak komuś w naszej okolicy, komuś podobnemu do nas (innej kobiecie) coś się stanie spada poczucie bezpieczeństwa, co jest dyskomfortem i w sposób podświadomy pcha mózg do wyjaśnień sugerujących sprawczy współudział poszkodowanych w ich szkodzie. Mnożymy wtedy opisy działań jakie to my byśmy zrobili, jakie ofiara mogła zrobić bo to przywraca nam poczucie nie tylko bezpieczeństwa, ale daje poczucie bycia mądrzejszym, rozsądniejszym i mającym realnym wpływ na "niebezpieczny świat", innymi słowy nieco upraszczający = mnie się to nie zdarzy. I teraz uwaga NIUANS do odróżnienia, nie popadajmy w absurdalne wyjaśnienia, że w takim razie nie pozostaje nic innego jak milczeć i nie uczyć siebie/dzieci rozsądnych, ostrożnych zachowań. Uczymy, ale powinien się zmienić cały system tej nauki, w tym powinny się zmienić wyroki za gwałt, powinny się zmienić uzasadnienia tych wyroków bo na razie niestety mamy w nich odbicia tego co sami tu mówimy - co ofiara mogła zrobić. Ofiara mogła zrobić to, to i to, aha i jeszcze to. Nie zrobiła, w najlepszym razie "co za głuptasek i naiwniara. A nade wszystko uczmy się przed, przestańmy pisać o tym po - uzasadniając to znowu w jakże szlachetny sposób "nauką ostrożności". Ja wiem, że to trudniejsze i mniej przyjemne, bo co by nie było, pisanie co to ja bym nie zrobiła w takiej sytuacja i jak się zabezpieczyła podnosi nie tylko poczucie bezpieczeństwa ale też mniemanie o sobie. Do momentu jak my sami albo nasi bliscy staną się ofiarami a inni o nich/nas będą pisać, że byli tacy głupiutcy i naiwni.
      • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:02
        I znowu się podpiszę.
    • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:28
      paskudek1 napisała:


      > Rzygać się chce jak się was czyta. Nic, komlet
      > nie NIC do was nie dociera. Jakby do ciebie przyszła zgwalcona kobieta to byś j
      > ą jeszcze wyśmiała. Tyle masz w sobie empatii. Arwena własnej córce by pewnie n
      > ie uwierzyła. Jesteście kwintesencją kultury gwałtu.

      Idź się leczyć dziewczyno. Serio. Bo jesteś w jakimś szale i nie rozumiesz kompletnie ani otaczającego cię świata, ani pisanego słowa.
      • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:33
        snakelilith napisała:
        > Idź się leczyć dziewczyno. Serio. Bo jesteś w jakimś szale i nie rozumiesz komp
        > letnie ani otaczającego cię świata, ani pisanego słowa.

        Mylisz rozumienie z akceptacją.

        Można rozumieć, że świat jest brutalny, pełen przemocy i prymitywizmu. Można nawet taki świat wielbić - jak ty to robisz. Ale można się też nie zgadzać na taki stan rzeczy i próbować go zmieniać.

        Zmiana zawsze wychodzi od braku akceptacji.
    • abria Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:00
      o jakiej minimalizacji ryzyka mowa, skoro instagramerka pisze, że:

      przy takim postępowaniu można równie dobrze wsiąść do taksówki z 3 Gruzinami
      • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:08
        I co to jest powód żeby ją zgwałcił, a kwoczki zaczęły dawać złote rady, że one by nigdy ?
        Czy może warto postawić na edukację w tym seksualną ?
        Z drugiej medalu strony 14 latce z domu dziecka też napiszesz, że powinna bardziej o siebie zadbać, dziecku zgwałconemu przez pedofila też to napiszesz ? Czy wprowadzisz do szkoły edukację seksualną, która mówi o złym dotyku ? Czy to ta dziewczynka też źle postąpiłą, a ty w przypływie wyższości i swoje nieskończonej mądrości i zajebistości jej dopie..lisz?
        • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:12
          "Kobieta, która doznaje przemocy seksualnej, żyje w stanie wojny, o której często nikt nie wie. Jest coraz słabsza, coraz bardziej zraniona i załamana. Trudno jej się bronić. Tak było w przypadku Z., pracownicy urzędu miasta, która swoich dwóch synów urodziła w wyniku gwałtu małżeńskiego.

          Nie miałam świadomości, że mąż latami wykorzystuje mnie seksualnie. Wypierałam myśl o tym, że jestem gwałcona, choć od początku czułam, że coś jest nie tak – opowiada B., stomatolożka z dużego miasta."
          A co mądra Abrio powiesz tej kobiecie ?
          www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/robila-to-z-poczucia-obowiazku-zawsze-gdy-mial-ochote-to-byl-gwalt/g8r6ggf
        • abria Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:14
          nie, natomiast ktoś kto pisze, ze zamieszkal z partnerem po 3 randce, nie ma żadnej intuicji, instynktu samozachowawczego i ma nie pokolei w głowie

          i prawdopodobieństwo skończenia źle, jest w tym przypadku ogromne
          i tak, nieśmiało możemy teraz dać radę, że my byśmy tak łatwo nie zgineły
          • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:24
            No ale co jej to da, że się podbudujesz jej głupotą w necie ? Myslisz, że dzięki temu ona nie zamieszka z tym facetem ?Ona powie, że jesteś gupia i nie znasz misia, a ona zna. I dlaczego zakładasz automatycznie, że on ją zgwałci ? Skąd ta pewność ? Po jakim czasie można uznać, że ona zna tego partnera? Po 20, 30 latach jak w przypadku Gisele Pelicot ?
            O naiwności.
            Wiesz, że za gwałty najczęściej odpowiedzialni są znajomi, mężowie ? Powiesz kobietom by nie spotykały z ludźmi, nei wychodziły za mąż ?
            Czy trzeba działać kompleksowo, zacząć od edukacji w szkole ?
            • abria Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:14
              gwałt to tam pikus: mogl ja skatowac i zabic i okrasc
          • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 14:48
            Ale ona mogła zostać zgwałcona po 10,randce BEZ zamieszkania z facetem. Też uznasz że głupia? Że sama sobie winna? Jedna zamieszka po 3 randce, druga po 4 latach. Jedna i druga może mieć wspaniały związek albo piekło.
            • abria Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:13
              mogla mogla, ale jednak po 3 randkach to trzeba miec i tak nie pokolei w glowie
              • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:17
                www.fakt.pl/wydarzenia/polska/lodz/bawili-sie-w-akademiku-a-w-pokoju-obok-gwalcona-hania-konala-w-meczarniach/2hq2r8f a w akademikach mogą mieszkać ? te mlode dziewczyny ?
                • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:18
                  www.o2.pl/informacje/zgwalcil-kobiete-w-toalecie-jest-wyrok-dla-polaka-7056762270325280a do toalety mogą chodzić ?
                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:25
                    kultura.onet.pl/wiadomosci/andrzej-fidyk-oskarzony-o-gwalt-na-bylej-studentce-chwile-temu-bylem-w-tobie/3xy3rnq w ogóle jest pytanie czy mogą studiować?
                    • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:28
                      gospodarka.dziennik.pl/praca/artykuly/8531069,lublin-areszt-gwalt-praca-lublin-policja.html szukać pracy mogą ?
                      • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:29
                        wiadomosci.onet.pl/kraj/zostala-zgwalcona-podczas-zgrupowania-kadry-oficerskiej-sad-uznal-to-za-wypadek-przy/c20vjpw służyć w wojsku ?
                        • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:30
                          www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-07-10/przyjechala-do-polski-do-pracy-zostala-wielokrotnie-zgwalcona-a-uciekajac-spadla-z-czwartego-pietra/
                          ogólnie pracować?
                          • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:34
                            wiadomosci.wp.pl/w-samym-centrum-warszawy-rozneglizowany-mezczyzna-nagle-zaatakowal-mloda-dziewczyne-7061783654734656a Chodzić po mieście mogą ?
                            • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:39
                              mylomza.pl/artykul/proba-gwaltu-w-bibliotece-n1541744
                              a do biblioteki, nawet w towarzystwie bliskiej osoby ?
                • abria Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 19:22
                  no tu inna sytuacja jednakze
                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 19:46
                    tvn24.pl/pomorze/byly-policjant-byl-oskarzony-o-gwalt-i-wykorzystywanie-seksualne-zatrzymanych-uslyszal-wyrok-7203427 Ofc może zastanowimy się czy będzie mogła zgłosić to lub inne przestępstwo na policję ?
                    • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 19:57
                      www.gov.pl/web/prokuratura-krajowa/sedzia-oskarzony-o-zgwalcenie Albo jaki wyrok wyda sędzia ?
                      • abria Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 20:07
                        ojoj, ale sie rozpisalas, nawet nie czytam tongue_out

                        bo nic co piszesz i wklejasz nie ma znaczenia - ryzyka nigdy sie nie uniknie, ale trzeba je minimalizowac, a wprowadzanie sie do kogos po 3 randkach to glupota do kwadratu i robienie z siebie krtynki
                        • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 25.11.24, 00:44
                          abria napisała:

                          > ojoj, ale sie rozpisalas, nawet nie czytam tongue_out
                          >
                          > bo nic co piszesz i wklejasz nie ma znaczenia - ryzyka nigdy sie nie uniknie, a
                          > le trzeba je minimalizowac, a wprowadzanie sie do kogos po 3 randkach to glupot
                          > a do kwadratu i robienie z siebie krtynki


                          Aha, czyli jak ją zgwałcił to SAMA CHCIAŁA prawda? Jje wina po co głupia z takim szła.
    • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:08
      A ktoś się pyta ofiarę? Po prostu ludzie się zastanawiają. Tak jak się zastanawiam jak można wsiąść do samochodu z kierowcą który pił. Takie rzeczy normalnym ludziom w głowie się nie mieszczą.
      • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:55
        arwena_111 napisała:

        > A ktoś się pyta ofiarę? Po prostu ludzie się zastanawiają. Tak jak się zastanaw
        > iam jak można wsiąść do samochodu z kierowcą który pił. Takie rzeczy normalnym
        > ludziom w głowie się nie mieszczą.

        Nie pyta się ofiary? Serio? Arwenko, powiedz M, iw takim razie, po co pyrac4 ofiarę gwałtu o to w co była ubrana w momencie gwałtu? Jaka jest wartość dowodowa faktu w jakiej odzieży była ofiara?
        Co do innych pytań, nagminnie je się zadaje. Ofiary przemocy domowej słyszą to bezpośrednio i pośrednio za każdym razem. Czemu nie odeszła od oprawcy. Ty też takie pytania zadajesz.
        • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:03
          Zadaję je tutaj. W rozmowie ze znajomymi. Ofierze nie zadam, choćbym bardzo chciała. Nie kopie się leżącego.
          Wiele razy wyciągałam pomocną dłoń do ofiar przemocy. Swego czasu na forum "pomocne emamy'" było kilka takich spraw. Potem pomoc przenosiła się na priv. Tym co chciały - pomogłam. Włącznie z pomocą w znalezieniu pracy. Tym co wolały tkwić w chorym układzie i tylko wyciągały ręce po kasę - po pewnym czasie przestawałam. To fakt na to nie mam cierpliwości.
          • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 20:05
            Ale nie dociera do ciebie kobieto że ofiary SŁYSZĄ takie pytania? Że jeśli zadajesz pytanie czemu Ixinska nie odeszła od męża który ja2leje, i ty w ogóle nie rozumiesz jak można sobie na to pozwolić, że ty byś to i tamto i, owamto, a obok gdzieś siedzi p cichu Ygrekowska o której guano wiesz, ale która też dostaje od małżonka wpierdol, tylko on się lepiej maskuje, a ona właśnie być może dojrzewa, żeby WRESZCIE wyjść z tej dupy w której siedzi od, kilku lat, że ona słysząc te twoje piersololo kuli się w sobie i myśli "Kurcze, nie mogę, jak teraz powiem to mnie wyśmieje, bo jak mogłam sobie pozwolić". Go tak właśnie działa święta, niezależna, wszechwiedząca Arwenko.
            Kiedy rozwiodłam się z mężem moja najbliższa koleżanka, powiedziała mi wprost że NIGDY W ŻYCIU nie podejrzewałaby nas o takie problemy. Tyle że ona mnie nie oceniała. Ona mi pomogła jak tego potrzebowałam rozumiesz? On mnie nie pytała "no jak mozna było". Tym się różni od ciebie.
    • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:22
      uwielbiam, jak w imieniu gwałconych kobiet, gwałcisz nas tu swoimi wyzwiskami. każdy normalny dyskutant zachowuje spokój, a niebiezpieczny narwaniec musi sobie ulżyć. i co z tego, że wiesz, że tego nie wolno robić?

      zupełnie jak ten gwałciciel. wie, a robi swoje.
      oczywiście, w ramach minimalizowania ryzyka należaloby przestać cie pobudzać, ale w sumie, kto zabroni?
      • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:26
        volta2 napisała:


        > oczywiście, w ramach minimalizowania ryzyka należaloby przestać cie pobudzać,
        > ale w sumie, kto zabroni?

        Właśnie to zrobiłam niedawno, zminimalizowałam ryzyko narażania sie na przemoc słowną i paskudka wygasiłam smile
        • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:35
          a ja w ogóle nie wiem, kto to jest. ale czasami jak mnie najdzie na dobrą zabawę, to mi nie przeszkadza, lubię nawet podbijać, żeby zobaczyć jak szybko będzie dochodzić od starej klempy przez amebę umysłową do............? i to wszystko na ogół w imię pokoju i miłości na świeciesmile
        • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:35
          po_godzinach_1 napisała:
          > volta2 napisała:
          > > oczywiście, w ramach minimalizowania ryzyka należaloby przestać cie pobu
          > dzać,
          > > ale w sumie, kto zabroni?
          >
          > Właśnie to zrobiłam niedawno, zminimalizowałam ryzyko narażania sie na przemoc
          > słowną i paskudka wygasiłam smile


          Paskudek beee ale z Voltką, twierdzącą że wpuszczenie do mieszkania usprawiedliwia gwałciciela przybijesz sobie piątkę?

          FORMA się liczy a nie treść? Gwałt ok ale rzucenie mięchem to zbrodnia?
          • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:49
            byłabym wdzięczna, żebyś nie powtarzała że gwałt jest ok, bo nikt nigdzie tego nie napisał. a jeśli to gdzieś wyczytujesz, to tyko w swoim chorym umyśle i bojąc się do tego przyznać, projetkujesz to chyba? na mnie?
      • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:33
        volta2 napisała:
        > uwielbiam, jak w imieniu gwałconych kobiet, gwałcisz nas tu swoimi wyzwiskami.

        A to już klasyka - jak ktoś wyraża ohydne, antykobiece poglądy jak ty np. że gwałciciel jest usprawiedliwiony bo ofiara wpuściła sprawcę do mieszkania to ok, bo wypowiedź nie zawiera 'wulgaryzmów'. Ale jak kobieta rzuci w odpowiedzi na tę ohydę wiązanką to olaboga straaaaaszne!

        Kreatury takie jak ty po prostu chcą, żeby kobiety siedziały cicho - ważne, żeby w razie czego ich mężom czy synkom za gwałt nic nie groziło.
      • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 25.11.24, 00:46
        volta2 napisała:

        > uwielbiam, jak w imieniu gwałconych kobiet, gwałcisz nas tu swoimi wyzwiskami.
        > każdy normalny dyskutant zachowuje spokój, a niebiezpieczny narwaniec musi sobi
        > e ulżyć. i co z tego, że wiesz, że tego nie wolno robić?
        >
        > zupełnie jak ten gwałciciel. wie, a robi swoje.
        > oczywiście, w ramach minimalizowania ryzyka należaloby przestać cie pobudzać,
        > ale w sumie, kto zabroni?

        Ojej biedactwo, taka jesteś pokrzywdzona? Cóż, zgwałcona kobieta przeżywa dużo większy dramat a ją masz w dupie. To czemu ja mam się twoimi uczuciami przejmować?
    • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 20:23
      Ja myślę, że powinniśmy zarchiwizować ten wątek i wrócić do niego za 20 lat. Jestem przekonana, że będziemy go wtedy podobnie odbierać jak wątki sprzed dwudziestu lat odkopane ostatnio przez Sueellen o tym, co w małżeństwie nam sprawia radość albo za co chwalić męża…
      • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 02:00
        taje napisała:

        > Ja myślę, że powinniśmy zarchiwizować ten wątek i wrócić do niego za 20 lat. Je
        > stem przekonana, że będziemy go wtedy podobnie odbierać jak wątki sprzed dwudzi
        > estu lat odkopane ostatnio przez Sueellen o tym, co w małżeństwie nam sprawia r
        > adość albo za co chwalić męża…
        >

        Bzdura. Dane ci było żyć przez ostatnie lata w czasach pewnego progresu obyczajowego dla Polski, a dla Europy zachodniej stabilności, która się powoli kończy. Europa staje się bardziej konserwatywna, czasy nawet bardziej niebezpieczne, bo pewne reguły przestają funkcjonować. Maniery, kultura, respekt, szacunek, poszanowanie praw innych i hamulce moralne, to wszystko zanika. Rosną za to agresja i egoizm. Jak ja studiowałam w latach 90 w zach. Niemczech, to mogłam wracać nocą s-bahną do domu bez większego zagrożenia, bo zawsze byli tam jacyś normalni ludzie, do których można się było się przysiąść. Teraz bym tego nie zrobiła i nawet dworzec w dzień mnie przeraża, bo mam wrażenie, że patologia wychodzi każdą dziurą. Kto nie musi unika. Wyobrażenie więc, że za 20 lat w jakiś sposób dla kobiet w przestrzeni publicznej zrobi się bezpieczniej jest wielką naiwnością.
        • cottonrose Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 02:10
          To co opisalas to sa twoje odczucia, ktore ulegly zmianie.
          Moje odczucia nie zmienily sie w tym czasie.
          Nadal w miare swobodnie i bezpiecznie czuje sie na dworcu w Berlinie czy Nowym Jorku czy San Fran.
          Nie bywam o 3 nad ranem, bo o tej porze najczesciej spie.
          Wszedzie moze mnie cos spotkac zlego, ale jak nie podejme ryzyka to nic dobrego nie przezyje. Do tej pory (a zblizam sie do wieku "sedziwego") benefity znacznie przewyzszaly ryzyko.



        • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 02:49
          >Wyobrażenie więc, że za 20 lat w jakiś sposób dla kobiet w przestrzeni publicznej zrobi się bezpieczniej jest >wielką naiwnością.

          A ja zupełnie nie o tym pisałam...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka