Dodaj do ulubionych

Minimalizacja ryzyka - case study

21.11.24, 17:08
Poczytuję sobie sąsiednie dyskusje i chyba chcę sprawdzić, jak należy minimalizować ryzyko, więc proszę sytuacja autentyczna:
Jedziecie pociągiem na weekend do przyjaciółki, prosta trasa, w sumie jakieś trzy godziny, ale za to tylko jedna przesiadka, macie dojechać do dużego węzła kolejowego i tam przesiąść się w pociąg do miasta przyjaciółki.
Jakieś 20 minut przed węzłem przesiadkowym pociąg staje w jakiejś kompletnie nieznanej Wam mieścinie, bo okazuje się, że pierwsze uderzenie zapowiadanej na jutro wichury coś tam uszkodziło. Pociąg nie jedzie dalej, ale też nie wraca do miejsca wyjazdu. Miejscowość nie jest turystyczna, jedyna opcja noclegu to zajazd dla kierowców ciężarówek/hotel robotniczy. Grupa ludzi zrzuca się na taksówkę do węzła przesiadkowego.

1) Czy minimalizacją ryzyka jest nocowanie w hotelu robotniczym czy wsiadanie do taksówki z trzema obcymi osobami?

Podczas jazdy rozmawiacie ze starszą od Was o jakieś piętnaście lat kobietą, okazuje się, że praktycznie pracujecie dla tego samego pracodawcy, w różnych zakładach olbrzymiej organizacji, ona wraca z delegacji, bo mieszka w tymże węźle przesiadkowym. Gdy zbliżacie się do węzła przesiadkowego, okazuje się, że awaria wywołała efekt domina i z tego węzła przesiadkowego też nic nie jedzie. Szukacie noclegów na miejscu, oczywiście hotele są przepełnione, ale jest opcja noclegu w pociągach ustawionych na dworcu, kolej gwarantuje, że będą ogrzewane, będzie dostęp do toalet. Znalazłyście też na bookingu jakiś apartament, ale daleko od dworca, trzeba dojechać zbiorkomem z przesiadką/

2) Czy minimalizacją ryzyka jest nocowanie w pociągu, gdzie będzie obecna obsługa, czy jeżdżenie po obcym, zupełnie nieznanym mieście po nocy i nocowanie w apartamencie?

Pytacie się tej kobiety z taksówki, która mieszka w węźle przesiadkowym, gdzie można kupić bilety na zbiorkom, bo na miejscu będziecie miały niedużo czasu, żeby zdążyć zbiorkom, a o tej porze one już jeżdzą bardzo rzadko, musiałybyście czekać na dworcu. Kobieta dopytuje się, gdzie chcecie jechać, podajecie adres, a ona przerażona reaguje, że to jest bardzo niebezpieczna okolica, nie należy tam chodzić samotnie po zmroku, a do tego z walizką to w ogóle będziecie natychmiastową kandydatką na ofiarę. Krótko stuka w komórkę, a potem proponuje Wam nocleg u siebie na kanapie, ostrzegając tylko, że jej najmłodsze dziecko może Was obudzić z samego rana, bo ma koszmarny zwyczaj wstawania o świcie. Stukała w komórkę, bo uzgadniała z mężem, czy nie ma nic przeciwko nocowaniu kompletnie obcej osoby w ich mieszkaniu.

3) Jak w tej sytuacji zminimalizujecie ryzyko? Jedziecie do apartamentu w bardzo złej dzielnicy miasta? Decydujecie się jednak na nocleg w pociągu? Przyjmujecie zaproszenie matki wielodzietnej?
Obserwuj wątek
    • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:17
      Przyjmuję zaproszenie.
      • szarmszejk123 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:07
        Ja również.
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:19
          Napisalam ponizej, ze ta wielodzietna matka moze byc w gangu handlarzy kobietami i zamiast u niej na kanapie ladujesz w niemieckim burdelu po czym slyszysz,ze samam sobie bylas winna bo kto do obcej baby do domu chodzi.
          • szarmszejk123 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:21
            Cusz, gdybym ci powiedziała, gdzie mi się w podobnej sytuacji zdarzyło nocować, to byś się nie dziwiła, że wielodzietna handlarka żywym towarem wydaje mi się spoko opcją 🤣
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:24
              Podejrzewam,ze wiele ematek (ja tez) ma na koncie zachowania/sytuacje ryzykowne ale tylko tym sie roznimy od dziewczyn zgwalconych/ sprzedanych do burdelu,ze mialysmy szczescie. I to jest wlasnie clou tego watku jakby jeszcze ktos nie zajarzyl.
              • szarmszejk123 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:29
                Wiem, ale właśnie mając te opcje, które są wymienione, wybieram kanapę wielodzietną jako opcje najbezpieczniejszą.
              • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:41
                Meliso, naprawdę nie musisz tego powtarzac po raz 14245434, bo większośc z nas doskonale to rozumie.
                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:42
                  jak pokazuje fefnascie watkow, w tym i twoj wybitny wpis u Paskudka, nie baldzo.
                • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:48
                  primula.alpicola napisała:

                  > Meliso, naprawdę nie musisz tego powtarzac po raz 14245434, bo większośc z nas
                  > doskonale to rozumie.


                  Serio? To po jakiego męskiego członka za każdym absolutnie razem, kiedy omawiana jest sytuacja, w której kobieta pada ofiarą napaści na tle seksualnym nagle pojawiają się mądre rady "comoglazrobiclepiej"? Po co? Oświecisz nas?
                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:51
                    No jak to? Z tej samej troski, z ktorej zadala tobie to 'mile' pytanie w twoim watku.
                    • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:10
                      melisananosferatu napisała:

                      > No jak to? Z tej samej troski, z ktorej zadala tobie to 'mile' pytanie w twoim
                      > watku.

                      Nie zadałam zadnego pytania, nie manipuluj.
                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:11
                        Ok, przepraszam tam nie bylo '?' tylko '.'. Jednakowoz- wstretne.
                      • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:35
                        primula.alpicola napisała:

                        > melisananosferatu napisała:
                        >
                        > > No jak to? Z tej samej troski, z ktorej zadala tobie to 'mile' pytanie w
                        > twoim
                        > > watku.
                        >
                        > Nie zadałam zadnego pytania, nie manipuluj.


                        Ty osobiście może nie. Jakoś dziwnym trafem jednak takie pytania się pojawiają. ZAWSZE ABSOLUTNIE. A potem, jeśli już dojdzie do procesu, do wyroku to pewne teksty, powtarzane przez ogół, pojawiają się jakoś dziwnym trafem w uzasadnieniu niskiego wyroku.... Przypadek? Nie sądzę.
                        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:38
                          Chodzilo mi o stwierdzenie (bo jesli nie pytanie), ze pewnie sama jestes ofiara gwaltu skoro tak bardzo zalezy ci zeby ofiar gwaltu nie obwiniac. To, ktore polecialo bo inne forumki (slusznie) oburzylo.
                          • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:19
                            melisananosferatu napisała:

                            > Chodzilo mi o stwierdzenie (bo jesli nie pytanie), ze pewnie sama jestes ofiara
                            > gwaltu skoro tak bardzo zalezy ci zeby ofiar gwaltu nie obwiniac. To, ktore po
                            > lecialo bo inne forumki (slusznie) oburzylo.


                            Wiem. W sumie nie wiem co was tak oburzyło, bo TO to akurat mi wisi i lotto. Kalafiorem u sufitu. W tamtym wątku padały dużo gorsze teksty. Tyle że nie personalnie do mnie.
                      • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:38
                        Przy czym mnie podejrzewałaś o to że byłam ofiarą gwałtu. Jaki by to miało mieć wpływ na odbiór mojego wkurwu to ja nie wiem ale pewnie jakieś racjonalne uzasadnienie jest. Aa, już wiem, być może szlajałam się gdzieś z obcymi, zgwałcili mnie i teraz się wyrwam, że ktoś śmie pouczać inne panie, żeby się nie zadawać z obcymi... Logiczne 😃
                        • lillyinchains Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:42
                          „Podejrzewałaś” => „obwiniałaś”.



                          paskudek1 napisała:

                          > Przy czym mnie podejrzewałaś o to że byłam ofiarą gwałtu. Jaki by to miało mieć
                          > wpływ na odbiór mojego wkurwu to ja nie wiem ale pewnie jakieś racjonalne uzas
                          > adnienie jest. Aa, już wiem, być może szlajałam się gdzieś z obcymi, zgwałcili
                          > mnie i teraz się wyrwam, że ktoś śmie pouczać inne panie, żeby się nie zadawać
                          > z obcymi... Logiczne 😃
                          >
                    • malia Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 23:14
                      manipulujesz dopowiadając sobie czyjeś wypowiedzi, ale niech tam.
                      comogłazrobićlepiej spotykane jest często, nie tylko w wypadku gwałtu.
                      Im bardziej czyjaś sytuacja nas dotyka, jesteśmy nią zdziwieni, przejęci, wstrząśnięci tym więcej poświęcamy jej myśli, bardziej ją roztrząsamy.
                      Nie zajmuje bardzo moich myśli to, że kobieta w sklepie niosła trzy butelki i jedną upuściła - nie myślę godzinami czy była pijana, czy może były ciężkie, czy może ma przykurcz nadgarstka czy co tam, ale może mi przemknie przez głowę, że mogła wziąć koszyk czy wózek.
                      Napad, kradzież, gwałt to sprawy które dotykają ludzi bardziej, szczególnie gwałt i szczególnie kobiety są na to wyczulone.
                      Nic dziwnego, że mielą w głowach co można zrobić, jak postąpić, jak uniknąć, może i mają złudną nadzieję, że one by jakoś lepiej, bardziej przewidująco, może to jest zaklinanie rzeczywistości.
                      Ale nie jest to nic nagannego, ani z pewnością nie jest równoznaczne z obwinianiem ofiary.
                      • iwles Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 23:27
                        "Ale nie jest to nic nagannego, ani z pewnością nie jest równoznaczne z obwinianiem ofiary"

                        Nie jest, dopóki to się dzieje w twojej głowie i dotyczy tylko CIEBIE (chociaż tak naprawdę to jest błędne koło, którym kobieta wpędza siebie w jeszcze większe poczucie winy).

                        JEST, jeśli dotyczy oceniania innej kobiety - ofiary napaści seksualnej.
                        • malia Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 10:27
                          a w innych sprawach oceniać można czy nie?
                          można oceniać pokrzywdzonego faceta czy kobietę - ofiarę kradziezy?
                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 10:59
                            Nie. Ofiary przestepstwa nigdy nie sa winne tego, ze ktos je skrzywdzil. To tylko na ematce takie pomysly.
                          • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:42
                            malia napisała:

                            > a w innych sprawach oceniać można czy nie?
                            > można oceniać pokrzywdzonego faceta czy kobietę - ofiarę kradziezy?

                            Nie, bo jeśli zaczniemy tak oceniać to ofiary nie będą zgłaszać tego że zostały okradzione. Tego chcesz?
                            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:48
                              Ciekawe komu najbardziej jest na reke szukanie winy w ofierze? I czemu panie najmadrzejsze wlasnie im pomagaja ? Hmmm.
                            • malia Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:09

                              >
                              > Nie, bo jeśli zaczniemy tak oceniać to ofiary nie będą zgłaszać tego że zostały
                              > okradzione. Tego chcesz?
                              A czy widzisz komu to napisałam i czego dotyczyło?
                              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:13
                                Alez ja ci to samo odpisalam, co Paskudek.
                  • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:11
                    A ja to robię?
                    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:12
                      Skoro nie robisz to skad oburz?
                      • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:51
                        A ja się oburzam..?
                        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:54
                          To po co ta zaczepka do mnie skoro nawet nie tobie odpowiadalam?
                          • primula.alpicola Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:14
                            Ale na mój temat🙂
                            A teraz już Cię pożegnam, dalsza dyskusja naprawdę nie ma sensu.
                            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:44
                              Masz o sobie zbyt wysokie mniemaniesmile
    • kachaa17 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:18
      1. Oceniam czy są to kurczę godni zaufania, zwykle moje oceny nie zawodzą i jadę taksówką
      2. Nie jadę do obcej kobiety do mieszkania tylko nocuję w pociągu.
      • kachaa17 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:21
        Poza tym to raczej bym się starała wrócić do domu.
    • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:22
      Dzwonię do męża żeby po mnie przyjechał. Trzy godziny pociągiem z przesiadką to on samochodem dojedzie raz dwa.
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:30
        Nie masz męża.
        • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:47
          Jak nie mam jak mam.
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:05
            Bo jesteś piękna i młoda i niezamężna.
            Chyba że wyszłaś za mąż mając lat 16?
            • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:08
              Czyli jeszcze ma opcję zadzwonienia po mamę lub tatę?
              • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:10
                W tej wersji moi rodzice są pijącą patolą bez prawa jazdy.

                Twoi też.
                • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:17
                  I ja mam na bilet na pociąg do przyjaciółki? Na weekend?
                  Się rozmarzyłam.
                  • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:18
                    danaide2.0 napisała:

                    > I ja mam na bilet na pociąg do przyjaciółki? Na weekend?
                    > Się rozmarzyłam.


                    Jedziesz na gapę. Wrócisz radiowozem
                    • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:34
                      Na to nie wpadłam. Ewidentnie coś mnie w życiu ominęło.
              • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:11
                Ponieważ to sytuacja autentyczna, to nie, nie ma tej opcji.
            • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:09
              A, to jak fantazjujemy to ja w ogóle nie mam żadnej przyjaciółki w obcym mieście. Ewentualnie jadę samochodem (wiem, nie mam prawa jazdy, mam uprawnienia na wózek widłowy to ostatecznie mogę pojechac sztaplarką).
              A tymczasem się pożegnam bo jadę na deskorolce na nieistniejący basen, mam nadzieję, że się nie utopię i nie zarażę covidem.
              • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:13
                Jak zapowiedziałam w pierwszym poście, sytuacja jest autentyczna - młoda kobieta, pierwsza praca po studiach, faceta na stanie brak, rodzina niedostępna.
                • mmoni Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 23:49
                  A kolej nie podstawiła autobusów komunikacji zastępczej?
        • marta.graca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:55
          A ta przyjaciółka, do której jadę?
          • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:59
            Nie masz przyjaciółki. Jak ja nie mam męża to Ty możesz nie mieć przyjaciółki.
            • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:01
              No jak nie masz przyjaciółki, to masz demencję. Co ty w ogóle robiłaś w tym pociągu?
              • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:03
                Nie pamiętam.
                • marta.graca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:12
                  Bohaterka ze startera jedzie do przyjaciółki na weekend.
                  • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:14
                    Sztaplarką?
                    • marta.graca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:13
                      Czym?
                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:20
                        Wozkiem widlowym. Tez guglowalam, na ematce mozna sie wiele nauczycsmile
                • szarmszejk123 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:17
                  🤣
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:21
        > Trzy godziny pociągiem z przesiadką to on samochodem dojedzie raz dwa.

        Nawet robiąc założenie, że masz tego męża, a bohaterka historii jak już podkreślałam autentycznej nie miała akurat nawet chłopaka, to ICE jedzie szybko, można liczyć, że godzina pociągiem to dwie samochodem. Czyli czekasz na niego cztery godziny w obcym mieście po ciemku.
        Czy muszę powiedzieć, co się dzieje w trakcie czekania?
        • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:24
          Przejeżdża mnie wózek widłowy? I jeszcze zbieram zje*kę od BHPowca bo nie miałam kamizelki odblaskowej?
        • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:25
          Powiem więcej, nigdy nie wiadomo czy ten mąż też nie zgwałci, dziesięć wątków wcześniej dziewczyny pisały że najczęściej robią znajomi i rodzina.
          • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:28
            A o tej kobiecie z Francji to cały wątek jest. To ja faktycznie chyba w tej historii wymienię męża na niepatologicznych rodziców, jeśli można.
            • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:44
              A mnie dałaś spatologizowanych?
              Sorry, pierwsze słowo do dziennika.
              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:49
                No, trzeba bylo sie urodzic w rodzinie z niepatologicznymi rodzicami. Niektorzy to naprawde nie wiedza jak wybrac.
                • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:50
                  melisananosferatu napisała:

                  > No, trzeba bylo sie urodzic w rodzinie z niepatologicznymi rodzicami. Niektorzy
                  > to naprawde nie wiedza jak wybrac.


                  Kurcze, ja wiem że temat poważny ale mam taki ubaw z tych wpisów 🤣🤣🤣
        • kachaa17 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:34
          Można poczekać w pociągu
    • brenya78 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:25
      Biorę taksówkę do sensownej kwatery w sensownym miejscu.
      • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:28
        brenya78 napisała:

        > Biorę taksówkę do sensownej kwatery w sensownym miejscu.

        Ja również
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:43
        Skąd wiesz, gdzie w kompletnie obcym mieście są sensowne miejsca?
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:44
          Z tej samej szklanej kuli, ktora podpowie czy kandydat na meza nie okaze sie zwyrolem.
        • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:47
          opinie na bookingu, jak okolica jest szemrana to na ogół ludzie o tym nie milczą, bo społeczność jest jednak solidarna w tym względzie (w atenach wszyscy piszą tylko nie na omonii, uważajcie)
        • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:48
          turzyca napisała:

          > Skąd wiesz, gdzie w kompletnie obcym mieście są sensowne miejsca?

          Takie sensowne miejsce nazywa sie hotel.
          >
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:57
            >Takie sensowne miejsce nazywa sie hotel.

            Jakby nie było hoteli w szemranych dzielnicach..
            Pobliskie hotele są kompletnie rozdrapane, zostały jakieś ogryzki miejsc na obrzeżach.

            Przypominam, że to jest duży węzeł przesiadkowy, w którym nagle utknęli pasażerowie z różnych pociągów. W takim ICE4 mieści się jakieś 900 osób. W sensie jeden pociąg przewozi tyle osób. Ile miast ma bazę noclegową pozwalającą na spontaniczne przenocowanie kilkunastu tysięcy dodatkowych gości?
            • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:01
              turzyca napisała:

              > Ile miast ma bazę noclegową pozwalającą na spontan
              > iczne przenocowanie kilkunastu tysięcy dodatkowych gości?
              >

              No tak, kilka tysięcy osób. Rzesza ludzi pozostanie więc w pociągu, więc pewnie i ja z nimi. Takie sytuacje sie zdarzają.
              • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:23
                > Rzesza ludzi pozostanie więc w pociągu, więc pewnie i ja z nimi.

                W środku nocy okazuje się, że z przedziału wysiadły te sympatyczne starsze panie, bo ktoś z rodziny po nie przyjechał, za to wsiadło trzech niesympatycznych panów.
                Może uda się ich odnaleźć, w końcu jest monitoring i taki tam. Ale Ty gwałtu z pamięci nie wymarzesz.
                Ale kto zostaje w otwartym pociągu w środku nocy i do tego sam w przedziale?
                • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:28
                  turzyca napisała:


                  > W środku nocy okazuje się, że z przedziału wysiadły te sympatyczne starsze pani
                  > e, bo ktoś z rodziny po nie przyjechał, za to wsiadło trzech niesympatycznych p
                  > anów.


                  Oczywiście. Wsiadły trzy panie, wysiadła jeden pan, przeszła zakonnica, żołnierz wyskoczył oknem a pytanie brzmi - ile było przystanków.
                • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:32
                  turzyca napisała:

                  >
                  > W środku nocy okazuje się, że z przedziału wysiadły te sympatyczne starsze pani
                  > e, bo ktoś z rodziny po nie przyjechał, za to wsiadło trzech niesympatycznych p
                  > anów.

                  i to był Orient Express
                • tania.dorada Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:47
                  turzyca napisała:


                  >
                  > W środku nocy okazuje się, że z przedziału wysiadły te sympatyczne starsze pani
                  > e, bo ktoś z rodziny po nie przyjechał, za to wsiadło trzech niesympatycznych p
                  > anów.

                  Akurat w to że wbili znienacka niesympatyczni panowie nie wierzę, niedawno miałam taką sytuację że nas przekierowano do zastępczego transportu, bardzo uważnie sprawdzano kto ptak a kto nie ptak.
                  A jeśli niesympatyczni panowie byli w pociągu od początku, no to cóż, od początku mogłam wylosować przy nich miejsce.
                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:23
                    >Akurat w to że wbili znienacka niesympatyczni panowie nie wierzę, niedawno miałam taką sytuację że nas przekierowano do zastępczego transportu, bardzo uważnie sprawdzano kto ptak a kto nie ptak.

                    Ale to nie jest transport zastępczy. To jest pociąg stojący na stacji jako schronienie dla podróżnych, którzy nie mają jak dojechać do domu - ogrzewanie chodzi, jest dostęp do toalet, jest serwis gastronomiczny przez całą noc. To nie jest pociąg, którym już jechałaś, to jest schronienie na kółkach. Każdy, kto dobija do tej stacji, a miał bilet na podróż tego wieczoru, może z tego schronienia skorzystać.

                    Przykładowa sytuacja: www.volksstimme.de/panorama/bahn-stellt-zuge-zum-ubernachten-fur-gestrandete-fahrgaste-3637255
                    • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:33
                      Jeśli serwis gastronomiczny jest darmowy to na pewno tam zostaję
                • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:51
                  Ja jestem w gronie tych pań - bo po mnie na pewno ktoś by przyjechał. Tata/mąż/córka. No i pewnie przyjaciółka do której jadę.
                  Zależy kto by mógł. Nie ma opcji aby sama tam się ostała.
                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:31
                    >Ja jestem w gronie tych pań - bo po mnie na pewno ktoś by przyjechał. Tata/mąż/córka. No i pewnie przyjaciółka do której jadę.

                    Męża nie ma, chłopaka też nie.
                    Dzieci tym bardziej, młoda dorosła, pierwsza praca na studiach.
                    Tata na innym kontynencie.
                    Sytuację z przyjaciółką już opisałam, ryzykowna sprawa, nie dość że czekasz na nią trzy godziny na dworcu w obcym mieście, to jeszcze potem jakby Wam się coś stało, to przecież wiadomo było, że to nie jest rozsądne jechać tak daleko w taką pogodę.
        • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:48
          W googlu sobie sprawdzi big_grin
        • brenya78 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:38
          turzyca napisała:

          > Skąd wiesz, gdzie w kompletnie obcym mieście są sensowne miejsca?
          >


          Z bookinga, z trip Advisora, cokolwiek.
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:44
            >> Skąd wiesz, gdzie w kompletnie obcym mieście są sensowne miejsca?
            >


            >Z bookinga, z trip Advisora, cokolwiek.

            No to miejsce jest sensowne, apartament ma same dobre oceny. Tego że jest to taka dzielnica, w której jest mało sympatycznie, to z bookingu się nie dowiesz.
            A przypominam, że czasu na decyzję masz mało, miejsca rozchodzą się błyskawicznie, bo miasto musi przyjąć nagle kilkanaście tysięcy dodatkowych gości, jeśli nie klikniesz, to za chwilę nie będzie.
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:53
              Trzeba najpierw miec na to kase. No wiem, ematka ma zawsze.
            • arthwen Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 15:35
              No ale co za problem, że dzielnica niefajna? Przecież ten apartament ma chyba w miarę porządne drzwi zamykane na zamek, a aż tak patologiczna ta dzielnica, żeby wyłamywali drzwi to chyba nie jest?
              Jadę taksówką, nie muszę po tej dzielnicy chodzić.
              • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:18
                wybór niefajnej dzielnicy to nie minimalizowanie ryzyka. nawet jeśli podjedziesz taksówką to na klatce schodowej może czaic sie zuooooo....

                po co brać taką, gdzie będziesz się bała wyskoczyć w środku nocy po podpaski, a nie, czekaj, w środku nocy? toż to nie minimalizowanie ryzyka, no to gwałt murowany.
          • iwles Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:46
            brenya78 napisała:

            > turzyca napisała:
            >
            > > Skąd wiesz, gdzie w kompletnie obcym mieście są sensowne miejsca?
            > >
            >
            >
            > Z bookinga, z trip Advisora, cokolwiek.


            A proszę bardzo: masz przesiadkę w Nasielsku.
            Powodzenia.


      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:18
        >Biorę taksówkę

        Dobrze, jesteś rozsądna i przewidująca, dzwonisz do korporacji taksówkowych, ale wszystkie odpowiadają Ci, że masz po prostu pójść na postój pod dworcem, bo one nie są w stanie nikogo zarezerwować specjalnie dla Ciebie, nie w tej sytuacji. Bierzesz taksówkę, z korporacji, z licencją i wszystkim, żaden tam uber czy inny przewóz osób, robisz zdjęcia numeru bocznego i licencji i wysyłasz do przyjaciół. Śledzisz trasę na telefonie, wszystko się zgadza, tuż przed kwaterą taksówkarz skręca do garażu i tam Cię gwałci.
        Bo kto wsiada do samochodu z obcym mężczyzną? Jego może i skażą, ale Ty sobie gwałtu z pamięci nie wymarzesz.
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:24
          Bo w kazdej z podanych przez ciebie opcji mozna zostac skrzywdzona jesli trafisz na zlych ludzi i rownie dobrze kazda moze sie skocznyc pozytywnie jesli trafisz na nromalnych.
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:50
            >Bo w kazdej z podanych przez ciebie opcji mozna zostac skrzywdzona jesli trafisz na zlych ludzi i rownie dobrze kazda moze sie skocznyc pozytywnie jesli trafisz na nromalnych.

            Ano oczywiście! Bo przecież o to się w tej całej sprawie z "minimalizowaniem zagrożenia" rozchodzi - nie da się ocenić, która opcja jest bezpieczniejsza. Każdy z wyborów, który tamtej nocy podjęła tamta dziewczyna, mógł okazać się tym złym.
            Przy czym w jej sytuacji pozostanie w domu rodzinnym też było niebezpieczne, bo dom rodzinny był w Egipcie i mówiła, że jej ojciec bardzo walczył o to, żeby nie została poddana obrzezaniu, zadbał o edukację po angielsku i wyprawił do Europy na studia.
            • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:37
              Ja od początku podejrzewalam, że brałaś dziś LSD, ale głupio mi było zapytać.
    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:28
      Jakakolwiek odpowiedz bym wybrala to w kazdej z tych opcji jest ryzyko, ze ktos mnie skrzywdzi i uslysze od 'madrych', ze moglam wybrac inaczej.
      Pewnie zadzwonilabym po meza ale nie kazda z nas ma meza, meza dysponujacego czasem (moze byc w pracy, moze byc z malym dzieckiem) , nie kazdy maz ma samochod.
      • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:39
        Albo po przyjaciółkę, do której się wybierasz. Może przejechałaś już większy odcinek i się uda?
        Ale przyjaciółka nie może, nie ma samochodu, za to ma kolegę, który ma i samochód i czas i chęci.
        • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:42
          Tak. Akurat w tej sytuacji - skoro to 3h pociągiem i jakas czesc trasy udało się już pokonać to albo kombinowalabym z podwózką z powrotem do domu, albo z podwózką do przyjaciółki, bez nocowania gdziekolwiek. Albo domownik, albo przyjaciółka, albo ostatecznie taksowka.
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:52
            Tyle, ze w taksowkach tez bywa niebezpiecznie...
            • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:58
              Wiem. Dlatego ostatecznie. Nie da się przed wszystkim zabezpieczyć. Dla mnie nocleg u obcych ludzi w domu to jest jednak coś czego starałabym się uniknąć. Gdyby odległości były większe to już raczej zostałabym w pociągu (więcej ludzi).
              Tu wydają się być takie, że można podjechać.
              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:01
                Tez nocowanie w obcym domu to dla mnie wersja najmniej komfortowa.
            • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:00
              Był nawet taki film Kieślowskiego o tym.
              Ene due rike fake...
              • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:28
                Taksówkarz?
                • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:49
                  Litości...
                  "Krótki film o zabijaniu".
                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:54
                    Przeciez ona wie tylko jaja sobie robismile Na sztaplarcesmile
                    • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:36
                      Jedna z tego kręgu ostatnio stwierdziła, że nie wie kto to Jesse Eisenberg. I jak tu się połapać?
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:43
          O! I wysyla po ciebie kolege, wsiadasz bo to przeciez kolega przyjaciolki. Co zlego moze sie zdarzyc?
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:25
            >O! I wysyla po ciebie kolege, wsiadasz bo to przeciez kolega przyjaciolki. Co zlego moze sie zdarzyc?

            Dziękuję za zakończenie tej ścieżki zagadki.
      • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:44
        Jesteś drugą osobą, która "dzwoni po męża", choć nie ma takiej opcji do wyboru w zakładanym wypadku. Czyli co - mąż to zawsze opcja najbezpieczniejsza, prawda?
        Mów mi Gisele.
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:47
          Bo jestem bojaca duda, balabym sie i do obcych i sama w pociagu. Ale wiesm, ze wiele dziewczyn nie ma tej opcji, sama pisalam. Moj maz, najbezpieczniejsza opcja, maz Gisele zupelnie nie.
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:00
            A zamężna jesteś od 16 roku życia? Czy miałaś jakiś okres w życiu, kiedy już pracowałaś a jeszcze byłaś niezamężna?
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:02
              Mialam! Jezdzilam autobusami, pociagami taksowkami i uwazam, ze mialam duuuuzo szczescia.
              • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:02
                Cooo? Jakiego szczęścia?
                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:11
                  Takiego,ze nie trafilam na zwyrola i nikt mnie nie skrzywdzil.
                  • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:53
                    Akurat w autobusie mial cię skrzywidzić czy w taksowce? Jakiś transportowy bandyta?
                    A teraz czym jeździsz? Nie wsiadasz do taksówek czy autobusów? Wychodzisz w ogóle sama z domu?
                    • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:55
                      A i nie "miałaś sporo szczęścia" że nikt cię nie skrzywdzil w autobusie. To jest doświadczenie wzdecydowanej większości kobiet, które jeżdżą autobusami od lat szkolnych do emerytury i nie dzieje im się tam krzywda.
                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:57
                        Alez mialam. Moglam trafic na zwyrola w pociagu, taksowce czy autobusie i bylabym jedna z tych, o ktorych z wyzszoscia pisza ematki,ze 'a po co jechala,szla, biegla'. To,ze mnie i ciebie to nie spotkalo to nie znaczy,ze bylysmy madrzejsze czy bardziej przewidujace.
                        • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:20
                          Ależ ty jesteś członkinią tego chórku. Autobus niebezpieczny, pociąg niebezpieczny, poruszać w przestrzeni publicznej można się tylko pod opieką męża.
                          Naprawdę mamy 21 wiek, nie straszmy się nawzajem samotną podróżą.
                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:23
                            Nic takiego nie napisalam. Ty zas jestes czlonkinia choru 'sama sie prosila, po co tam lazila',co nie?
                            • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:30
                              Wręcz przeciwnie. Uważam przemieszczanie się autobusem, tramwajem, sztaplarką, pustym parkiem oraz autostopem za absolutnie normalną część życia i nie dopatruję się zagrożeń.
                              I nie uważam braku gwałtu w autobusie za wielkie szczęście tylko za oczywistość.
                              Natomiast napotkanie zwyrola czy to w tramwaju czy na imieninach u kuzynki to po prostu nieszczęśliwy przypadek, a nie konsekwencja narażania się na ryzyko w postaci jazdy komunikacja publiczną beż opiekuńczego męża.

                              Również zaproponowanie noclegu w uzasadnionej sytuacji (np powrot z koncertu, wyjazdu itp) znajomemu płci męskiej nie uważam za zaproszenie do seksu czy uzasadnienia gwałtu.
                    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:00
                      Ale po co ta agresja? Co chcesz nia osiagnac? Jest bardzo wiele przypadkow gdzie dziewczyny byly gwalcone, molestowane wlasnie w takich sytuacjach. Czesto chodze na dlugie spacery lub biegam a pare lat tem,u, w bualy dzien zwyrol zamordowal mloda nauczycielke (Ire) bo poszla pobiegac nad rzeka (ja tez biegam nad rzeka ale w innym miescie). Zbastuj troche bo brzmisz histerycznie.
                      • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:15
                        Histerią jest twierdzenie, że miałaś dużo szczęścia, że nikt cię nie zgwałcił w żadnym środku transportu zanim wyszłaś za mąż.
                        • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:20
                          kamin napisał(a):

                          > Histerią jest twierdzenie, że miałaś dużo szczęścia, że nikt cię nie zgwałcił w
                          > żadnym środku transportu zanim wyszłaś za mąż.

                          Nie, to jest stwierdzenie faktu. Myślę, że nawet te najbardziej ostrożne, te co to nigdy z obcym nie rozmawiały, itd. mają na swoim koncie jakieś ryzykowne zachowania. Takie, po których, gdyby padły ofiarą gwałtu, inne mądre mogłyby udzielać dobrych rad co należało a czego nie należało robić.
                          Każda z nas ma za sobą jakieś ryzykowne zachowania. Tylko że ja nigdy, ŻADNEJ kobiecie nie powiem "byli myśleć" "było się zabezpieczyć" "było tam, nie iść" "było odejść od skurwiela."
                          Taka różnica.
                          • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:32
                            Ratunku. Mówimy o podróży autobusem miejskim, a nie o samotnej wyprawie dyliżansem przez prerię. Jakie to ryzykowne zachowanie?
                            • iwles Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:39

                              No tak, wszyscy mieszkają w centrum wielkiego miasta 🤨
                            • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:39
                              >Ratunku. Mówimy o podróży autobusem miejskim, a nie o samotnej wyprawie dyliżansem przez prerię. Jakie to ryzykowne zachowanie?

                              www.se.pl/krakow/kierowca-zabil-studentke-bo-nie-chciala-wysiasc-z-autobusu-kate-zginela-w-krakowie-w-blotnistym-rowie-aa-TLNK-P4P2-f5vz.html
                              www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-kierowca-szkolnego-autobusu-zgwalcil-14-latke-ale-do-wiezien,nId,2965754#crp_state=1
                              polskiobserwator.de/niemcy-kierowca-autobusu-miejskiego-aresztowany-pod-zarzutem-gwaltu-na-19-letniej-pasazerce/
                            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:40
                              Np:
                              www.theguardian.com/uk/2013/mar/28/girl-14-raped-glasgow-bus
                            • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:40
                              kamin napisał(a):

                              > Ratunku. Mówimy o podróży autobusem miejskim, a nie o samotnej wyprawie dyliżan
                              > sem przez prerię. Jakie to ryzykowne zachowanie?

                              No przeciez wszędzie czają się gwałciciele, nie wiesz o tym? Wszędzie!
                              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:43
                                po_godzinach_1 napisała:

                                > kamin napisał(a):
                                >
                                > > Ratunku. Mówimy o podróży autobusem miejskim, a nie o samotnej wyprawie d
                                > yliżan
                                > > sem przez prerię. Jakie to ryzykowne zachowanie?
                                >
                                > No przeciez wszędzie czają się gwałciciele, nie wiesz o tym? Wszędzie!

                                Skoro gwałciciele nie czają się wszędzie to i chuj mam się martwić o swojego drinka w klubie? Po jaką cholerę mam się przejmować z kim idę do domu? W czym problem?
                                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:46
                                  Niezle rozdwojenie , nie? Ryzyko trzeba minimalizowac ale w zasadzie go nie masmile
                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:20
                                    melisananosferatu napisała:

                                    > Niezle rozdwojenie , nie? Ryzyko trzeba minimalizowac ale w zasadzie go nie ma
                                    > smile

                                    No czego nie rozumiesz 🤣🤣
                                • ariathedevil Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:47
                                  Trafne.
                              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:52
                                To po co te wtoje slynne minimalizowanie ryzyka choc go w zasadzie nie ma? Czyzby pojawialo sie tylko wtedy, gdy jest mowa o ofierze gwaltu i wtedy ty wchodzisz, na bialo, zeby spojrzec z wyzszoscia na glupia, co to farta nie miala i orzec 'ooo,zle wybralasm kochaneczko,zleeee'?
                            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:41
                              tvn24.pl/swiat/indie-kara-smierci-za-brutalny-gwalt-w-autobusie-gwalciciele-skazani-ra737231-ls2570341
                            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:41
                              polskieradio24.pl/artykul/3449054,gwalt-w-taksowce-ubera-w-warszawie-gruzin-w-rekach-policji
                              • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:01
                                Ale po cholerę mi wklejasz te linki? Chcesz mnie przestraszyć? Wszyscy mają się razem z tobą bać autobusu, tramwaju, ubera, pójścia do publicznej toalety i spotkania grzybiarza płci meskiej w lesie?

                                Właśnie przez takie zastraszanie później obwinia się ofiary. Po co jechała nocnym pociągiem, przecież WSZYSCY WIEDZĄ to niebezpieczne dla kobiety.
                                Podaj dane statystyczne, zamiast histerycznych nagłówków. Ile w Polsce zdarzyło się napasci w środkach publicznego transportu (na kobiety i mężczyzn).
                                A medialny nagłówek mogę znaleźć na dowolny temat. Dziecko się utopiło w oczku wodnym na podwórku. Samobójca spadł kobiecie na głowę. Rodzina napadnięta przez bandytów we własnym domu.
                                Generalnie wszyscy umrzemy. A do tego czasu będę jeździć autobusem i nie dam sobie wmówić, że postępuję lekkomyślnie i że będzie moja winą, jeśli coś w tym autobusie mi się przydarzy.
                                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:03
                                  A gdzie JA tobie cos takiego napisalam? W ktorym miejscu? Gdzie JA obwiniam ofiary gwaltu o to,ze jezdzily autobusami, chodzily na spacer, biegaly po lesie? Dawaj, konkretnie gdzie ja to napisalam?
                                  • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:16
                                    Przeczytaj jeszcze raz mój post, bo nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Zupełnie co innego ci zarzucam. Nie obwinianie ofiar, tylko przedstawianie normalnych, codzinnych czynności, jako lekkomślne narażanie się na niebezpieczeństwo.
                                    Później to właśnie brzmi w oskarżeniach (nie piszę nigdzie, że twoich). Że poszła gdzieś tam sama, że pojechała pociągiem, że pojechała sama na wakacje.
                                    • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 00:30
                                      kamin napisał(a):

                                      > Przeczytaj jeszcze raz mój post, bo nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Zupe
                                      > łnie co innego ci zarzucam. Nie obwinianie ofiar, tylko przedstawianie normalny
                                      > ch, codzinnych czynności, jako lekkomślne narażanie się na niebezpieczeństwo.
                                      > Później to właśnie brzmi w oskarżeniach (nie piszę nigdzie, że twoich). Że posz
                                      > ła gdzieś tam sama, że pojechała pociągiem, że pojechała sama na wakacje.


                                      Nikt nie mowi ze codzinne zwykle czynnosci sa lekkomyślne.
                                      I nikt nie mowi ze gwałciciele sa wszedzie.

                                      Ale nie pije sie i nie wychodzi z klubu z obcymi facetami nie wsiada sie z nimi do auta, nie jedzie ma afterek.
                                      Tak samo jak chodza po ziemi jednostki ma ktorych edukacja nie działa.


                                      Jesli ktos jedzie sam w rejony gdzie kobieta jest nizej niz koza to moge tylko powiedziec ze szkoda, ze pojechala sama bo gdyby miala towarzytwo to byc moze unikneła tego co ja spotkalo.
                                      • nenia1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 00:39
                                        3-mamuska napisała:

                                        > Jesli ktos jedzie sam w rejony gdzie kobieta jest nizej niz koza to moge tylko
                                        > powiedziec ze szkoda, ze pojechala sama bo gdyby miala towarzytwo to byc moze
                                        > unikneła tego co ja spotkalo.

                                        wielokrotnie zgwałcona w Indiach Szwajcarka pojechała z mężem. Mąż mógł tylko
                                        bezradnie patrzeć. Brytyjka wyskoczyła z balkonu hotelu ratując się przed gwałtem.
                                        Tak, wiem, mogły nie jechać do Indii...
                                        • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 08:37
                                          wiem, mogły nie jechać do Indii.
                                          ja się z tego właśnie powodu nie wybieram, nie zamierzam, chociaz znajoma właśnie wyjechała tam do pracy (no ale ona wojskowa to może sobie z giwerą tam łazić i umie ją obsłużyć, a ja?)

                                      • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 04:34
                                        3-mamuska napisała:
                                        > Nikt nie mowi ze codzinne zwykle czynnosci sa lekkomyślne.


                                        Przypominam, że zgwałconej i zamordowanej w Łodzi Ukraince wyrzucano, że sama szła do pracy, a nie odprowadzał ją chłopak.

                                        Przestańcie pitolić - COKOLWIEK zrobi kobieta i tak ją OBWINICIE. Tak - OBWINICIE o wyrzuty PO FAKCIE to OBWINIANIE.
                                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:06
                                  A ofiary sie obwinia bo kultura gwaltu ma sie doskonale i fefnascie watkow tu na forum jest wlasnie o tym. I ja i pare innych dziecwzyn wyraznie piszemy,ze NIGDY nie jest to wina ofiary. Moze czep sie kolezanek, ktore peroruja co mogla zrobi ofiara zeby do gwaltu nie doszlo bo i juz tu snejk napisala ,ze ta dziewczyna nie powinna byla wychodzic z domu. Albo innej kolezanki, ktora uwaza, ze GIsele Pelicot 'zle wybrala' meza. Ode mnie- z taka agresja , z daleka.
                                • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:34
                                  >A do tego czasu będę jeździć autobusem i nie dam sobie wmówić, że postępuję lekkomyślnie i że będzie moja winą, jeśli coś w tym autobusie mi się przydarzy.

                                  Chyba pytanie brzmi, gdzie przebiega granica lekkomyślności i czy ona w ogóle istnieje.
                                  Tak się ciekawie złożyło, że żyłam i w schyłkowym ZSRR oraz Rosji na początku jej egzystencji, w różnych okresach w Polsce oraz w Niemczech. I mam świadomość, jak niewiele może zrobić jednostka. Mam w pamięci te wszystkie środki ostrożności, które były codziennością, ściśle przestrzeganym reżimem i które były skuteczne tylko w ograniczonym zakresie, bo nie znałam osoby, która nie padłaby ofiarą jakichś przestępców. I wiem, jak mało robię teraz, a o ile jestem bezpieczniejsza.
                                  To, co daje bezpieczeństwo, to nie działanie pojedynczej jednostki, ale działania państwa i społeczeństwa. To odruch dzwonienia na policję, gdy widzi się potencjalne zagrożenie i to policja, która przyjeżdża także do drobnych wezwań. To edukacja szkolna, to dobrze oświetlone ulice, to patrole, to wsparcie dla osób bezdomnych, dla narkomanów i tysiące innych akcji i przedsięwzięć, które powodują, że moja piętnastoletnia sąsiadka może wracać do domu sama, realizować swoje pasje i nie rezygnować z życia w imię minimalizowania niebezpieczeństwa. To też oczekiwanie od państwa, że nam to bezpieczeństwo zapewni. To odruchowa reakcja "a gdzie były służby?!", "a dlaczego nie naprawiono oświetlenia?", zamiast pytania "a dlaczego szła do domu po ciemku?"
                                  Za każdym razem, gdy zastanawiamy się, czy ofiara mogła zminimalizować niebezpieczeństwo, nie zastanawiamy się, jak my jako społeczeństwo mogliśmy zminimalizować niebezpieczeństwo. Czego my możemy się domagać od władz gminy, powiatu, województwa, państwa, żeby uniknąć w przyszłości takich sytuacji.
                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:37
                                    Ona nawet nie zadala sobie trudu zeby przeanalizowac o zcym naprawde jest ten watek, zreszta Snejki tez nie. Ech. 100% sie z toba zgadzam.
                                    • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:43
                                      melisananosferatu napisała:

                                      > Ona nawet nie zadala sobie trudu zeby przeanalizowac o zcym naprawde jest ten w
                                      > atek, zreszta Snejki tez nie. Ech. 100% sie z toba zgadzam.

                                      Ależ wiemy o czym jest wątek. To kontynuacja ciągle tej samej dyskusji, bo w pierwszej i drugiej nie wyszło na wasze, to trzeba się wykłócać dalej podając coraz bardziej absurdalne przykłady. Teraz już wichura i pociąg stanął w polu, w pociągu baba jaga, w hotelu robotniczym zbójnicy (na transylwańskim zadoopiu, oczywiście). Dobrze, że wilków i latających smoków czyhających na dziewice orleańskie jeszcze w tej bajce nie ma.
                                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:49
                                        Jak chcesz, mozesz nie wierzyc Turzycy, mozesz uwazac,ze zawsze, wszedzie i na wszystko masz wplyw a jak kogos skrzywdzono to sam sobie winny.
                                        • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:21
                                          Jak kogoś skrzywdzono w środkach transportu miejskiego, przestrzeni publicznej itp to miał wielkiego pecha, ale nie ma w tym jego winy, że zdecydował się na ten sposób podróżowania.

                                          Ty piszesz coś odrwrotnego. Uważasz , że małaś WIELKIE szczęście, że nic ci się nie stało w trakcie epizodycznego korzystania z transportu. Czyli propagujesz pogląd o tym, że jest to bardzo niebezpieczne, właściwie wsiadając do autobusu trzeba być gotowym, że ktoś będzie oczekiwał seksu . Wtedy już nie ma miejsca na dyskusje o tym, czy należy zainstalować np monitoring. Rozwiązanie jest jedno. Nie chcesz być zgwałcona, nie wsiadaj do autobusu. Tak samo jak nie zapraszaj znajomego na nocleg, nie chodź na dyskoteki albo wieczorny seans w kinie.
                                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:38
                                            'Rozwiązanie jest jedno. Nie chcesz być zgwałcona, nie wsiadaj do autobusu. Tak samo jak nie zapraszaj znajomego na nocleg, nie chodź na dyskoteki albo wieczorny seans w kinie.'- dzwonisz do mnie bezsensownie bo to nie ja tak pisze i to , w ktoryms juz watku. Powtarzam- z daleka ode mnie, znajdz sobie inna ofiare.
                                        • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:20
                                          melisananosferatu napisała:

                                          > Jak chcesz, mozesz nie wierzyc Turzycy, mozesz uwazac,ze zawsze, wszedzie i na
                                          > wszystko masz wplyw a jak kogos skrzywdzono to sam sobie winny.

                                          Mieszanie dwóch systemów walutowych
                                          Gdyby próbować ułożyć zdania złożone w zależności od intencji wyszłyby różne znaczeniowo

                                          1. Wsiadła do auta z nieznajomym i została zgwalcona
                                          2. Wsiadła do auta z nieznajomym by zostać zgwalcoma
                                          3. Wsiadła do auta z nieznajomym a została zgwalcona
                                          4 Wsiadła do auta z nieznajomym ale została zgwałcona

                                          Do czego zmierzam. WINNY zawsze jest oprawca. Kropka . Nie ma nic dalej.
                                          Dla własnego bezpieczeństwa należy minimalizować ryzyko. Bo jest statystyka i jest oceną ryzyka i :
                                          - na raka płuc zachorują palący tyton
                                          - swiadomosc stracą upijajacy się/narkotyzujący
                                          -stope skręca idący na szlak górski w sandałach
                                          - jedynkę dostanie uczeń który się nie nauczył
                                          -na cukrzyce zachoruje osoba źle odżywiająca się (słodycze,tłuszcze trans)
                                          - gdy do wody wpadnie osoba nieumiejaca pływać utopi się
                                          - itd itp

                                          Po OWU polis widać jakie zachowania /czynności są ryzykowne i jak ryzyko jest wyceniane

                                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:27
                                            Zadna z nas nigdy nie napisala zeby ryzykowac, palic fajki, you name it. Zadna.
                                            • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 12:30
                                              melisananosferatu napisała:

                                              > Zadna z nas nigdy nie napisala zeby ryzykowac, palic fajki, you name it. Zadna.
                                              >

                                              Ale multum osób je podejmuje (czy to palenie czy picie czy sport ekstremalny) bo tak szacuje ryzyko i chce w danym momencie zachować się tak a nie inaczej i godzi sie na wszelkie efekty:mile,radosne,przykre,smutne,itp (celowo nie pisze "konsekwencje " bo stąd krótka droga do odczytania przez kogoś "winy/kary")a to wypaczy sens wypowiedzi

                                              Zachowania ryzykowne można minimalizować w zależności od oszacowanych ich efektów. Dlatego ja nie pale (teraz ale nie wykluczam w przyszłości) nie pije nie zdradzam unikam.fast food nie rozmawiam.z nieznajomymi nie biegam sama w ciemności nie chodzę po górach w sandałach nie oferuje obcym noclegu (a w sytuacji pociągowej z wątku zostaję na miejscu starając się przemieścić tam gdzie jest konduktor i kobiety -bo tak szacuje ryzyko i jego efekty )

                                              Mam wrażenie-może się mylę bo czytam bardzo z doskoku i nie wszystkie posty są za mną, że próbuje się przekazać że nie warto omijać sytuacji ryzykownych bo co ma być to będzie a wszystko zależy od szczęścia. No nie. Co widać i w tabelach ryzyka i w...wygranych w totka. Ergo -najpierw statystyka, a potem los
                                              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 12:38
                                                No nie. Zadna z nas nie napisala zeby pakowac sie w sytuacje ryzykowne. Jesli zas sie w nia wpakowalas to jak nic sie nie stanie to masz farta. Natomiast nigdy nie wiesz czy zwykla sytuacja nie przerodzi sie w ryzykowna a obwinianie ofiary po fakcie to czyste s...synstwo.
                                                • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 12:48
                                                  melisananosferatu napisała:

                                                  > a obwinianie ofia
                                                  > ry po fakcie to czyste s...synstwo.

                                                  Zgoda

                                                  I z tego co widzę nikt nie obwinia.ofiary -bo.obwianiem NIE.JEST postulowanie o zachowaniu podstawowych zasad BHP
                                                  (A jest to wymawiane jednym głosem tonem.i spójnikiem-w nawiązaniu do powyższych zdan które napisałam z różnymi intencjami )
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 12:51
                                                    Jak nie obwinia? A dywagacje, ze jak zaprosisz kogos do domu to = seks? A p...lenie, ze Gisele Pelicot wybrala zle?
                                                  • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 00:40
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > Jak nie obwinia? A dywagacje, ze jak zaprosisz kogos do domu to = seks? A p...l
                                                    > enie, ze Gisele Pelicot wybrala zle?

                                                    Serio? To jest twoim zdaniem obwinianie?
                                                    To mamy inne postrzeganie swiata.
                                                    Dla mnie to dobra zabawa. Bo nie mam potrzeby zapraszania facetow na nocowanki jesli to nie oznacza seksu. Ale nie oznacza to obwiniania ofiary.
                                                  • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 04:38
                                                    3-mamuska napisała:
                                                    > melisananosferatu napisała:
                                                    >
                                                    > > Jak nie obwinia? A dywagacje, ze jak zaprosisz kogos do domu to = seks? A
                                                    > p...l
                                                    > > enie, ze Gisele Pelicot wybrala zle?
                                                    >
                                                    > Serio? To jest twoim zdaniem obwinianie?


                                                    Oczywiście - dywagacje PO FAKCIE to obwinianie. Voltusia wręcz napisała wprost - dziadzio zaproszony = gwałt usprawiedliwiony.
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:06
                                                    Pierwszy wpis w watku homohoninilupus jest wlasnie obwinianiem. Zreszta, zawsze sa stawiane te pytania w przypadku gwaltu. Po co?
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:40
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > Pierwszy wpis w watku homohoninilupus jest wlasnie obwinianiem. Zreszta, zawsze
                                                    > sa stawiane te pytania w przypadku gwaltu. Po co?

                                                    Poza popisem lauren nie ma tam.wg mnie wpisów mogących brzmieć jak.obwinianie ofiary. Brzmieć-bo jestem przekonana że ona w swej krytyce takiego zachowania głównej postaci nie miała wcale na myśli jej WINY a raczej okoliczności które do tego doprowadziły

                                                    Postulując (słusznie!!)nie uprawianie victim blaming same popadamy w manię obwiniania innych kobiet które zwracają uwagę na istotę bhp. Tuż obok masz spis turzycy do mnie-czymże on jest jak nie bagatelizowaniem ostrożnego i rozważnego podejścia i unikania ryzyka ?


                                                    BTW-traf chvial (heh ,aż pomyślałam że jestem w ukrytej kamerze)że poznałam uroczego starszego (eleganckiego zadbanego inteligentnego ) pana 70+ obdarzającego kobiety żarcikami...🤢
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:43
                                                    To nie jest bagatelizowanie bhp tylko konkretna sytuacja, ktora zaskoczyla konkretna dziewczyne.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:59
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > To nie jest bagatelizowanie bhp tylko konkretna sytuacja, ktora zaskoczyla konk
                                                    > retna dziewczyne.

                                                    Sytuacja zaskoczyła (jakich wiele )-można teraz wybrać szereg rozwiązań wg własnego szacowania ryzyka.
                                                    W mojej "tabeli ryzyka "
                                                    można zbagatelizować, wyjść I iść x walizka przez pole /wzdłuż drogi
                                                    Można zostać w pociągu
                                                    Można zrzucić się na taksówkę
                                                    Itp

                                                    Każdy ma swoje własne tabele i ponosi swoje własne efekty działań
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:07
                                                    I dziewczyna wybrala nocleg u Turzycy. I teraz gdyby Turzyca nie byla dobrym czlowiekiem to zakonczenie tej historii mogloby byc tragiczne I znalazlaby sie niejedna piszaca, ze sama sobie winna.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:13
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > I dziewczyna wybrala nocleg u Turzycy. I teraz gdyby Turzyca nie byla dobrym cz
                                                    > lowiekiem to zakonczenie tej historii mogloby byc tragiczne I znalazlaby sie ni
                                                    > ejedna piszaca, ze sama sobie winna.

                                                    1. Bo tak oszacowała ryzyko (zakladam.ze na podstawie danych/przesłanek )
                                                    2. Moze znalazłaby się jedna a może niejedna. Pierdylian wątków nie spowoduje że takie postawy (i "zgwałcić prostytutke hehe"znikna ) ale za wysoce szkodliwe uwazam forsowanie tezy że szacowanie ryzyka I zachowywanie bhp NIC NIE DAJE (a to wynika z postów turzycy )
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:16
                                                    Absolutnie nic takiego nie wynika z postow Turzycy. Nikt, pisze to po raz 2009999 nie postuluje ignorowania bhp.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:21
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > Absolutnie nic takiego nie wynika z postow Turzycy. Nikt, pisze to po raz 20099
                                                    > 99 nie postuluje ignorowania bhp.
                                                    A jak rozumiesz jej poniższy post z pytaniem jakie to są zasady bhp w tym przypadku ? (sytuacja z pociągu)
                                                    Bo może faktycznie nie rozumiem o co pyta.o co.chodzi co jest przesłaniem postu ? (Czyz nie to , że wg niej nie ma znaczenia co zrobimy bo wszystko zależy od przypadku /farta ?)
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:22
                                                    Ale czekaj, idziesz biegac to wyciagasz tabelki I statystyki czy po prostu zakladasz buty i heja? Bo ja wlasnie to drugie. Jakby mnie kto zgwalcil to chor placzek zaczalby roztrzasac ktora to byla godzina, gdzie to bylo i w co bylam ubrana, etc.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:29
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > Ale czekaj, idziesz biegac to wyciagasz tabelki I statystyki czy po prostu zak
                                                    > ladasz buty i heja?

                                                    Nie,nie wyciagam tabelek ale.idac biegac o zmierzchu ide w miejsce gdzie jest oswietlenie ,prosta droga a jesli przy ulicy to zakladam opaske led
                                                    Nie wyciagam tabelek ale nakladam.buty na twarda nawierzchnie i ubieram sie adekwatnie do.pigody
                                                    Nie analuzuje tabelek ale ide biegac zgodnie ze swija dyspuzycja (czyli albo.5km albo 20 km )


                                                    Bo ja wlasnie to drugie. Jakby mnie kto zgwalcil to chor pl
                                                    > aczek zaczalby roztrzasac ktora to byla godzina, gdzie to bylo i w co bylam ubr
                                                    > ana, etc.

                                                    Najpierw musiałby.dogonic 😉🤪
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:31
                                                    Mnie teraz nietrudno😀
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:42
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > Mnie teraz nietrudno😀

                                                    O,tu jest też fajny przyklad
                                                    -Ja w ramach minimalizowania ryzyka włączę speed a ty np.wezmiesz gaz (wczoraj wieczorem biegałam w obcym mieście- 1. Oświetlone ścieżki/chodniki 2. Opaska Led 3.spokojne bieganie by było w razie co speed 😉)
                                                  • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 00:48
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > Ale czekaj, idziesz biegac to wyciagasz tabelki I statystyki czy po prostu zak
                                                    > ladasz buty i heja? Bo ja wlasnie to drugie. Jakby mnie kto zgwalcil to chor pl
                                                    > aczek zaczalby roztrzasac ktora to byla godzina, gdzie to bylo i w co bylam ubr
                                                    > ana, etc.


                                                    Nie, zastanwiam sie czy park bedzie otwarty bo w londynie parki sa zamykane na noc wlansie z powodu przestepczosci.
                                                    Na pewno nie ide biegac do parku gdzie po zmroku chodza pijacy cpuni i bezdomni. Albo na jakies odludzie.
                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:40
                                                    >same popadamy w manię obwiniania innych kobiet które zwracają uwagę na istotę bhp. Tuż obok masz spis turzycy do mnie-czymże on jest jak nie bagatelizowaniem ostrożnego i rozważnego podejścia i unikania ryzyka ?

                                                    Ależ oczywiście. Bo albowiem moim zdaniem skupianie się na indywidualnym BHP powoduje, że nie skupiamy się na istocie problemu, na jego przyczynach i w efekcie nie mamy motywacji, żeby doprowadzić do realnej zmiany.


                                                    Gdy moja babcia miała 16 lat, to wśród zasad ją obowiązujących był też kompletny zakaz wychodzenia po zmroku z domu. Także w zimie. Także w towarzystwie. Po prostu nie mogła przechodzić przez próg, nawet na własne podwórko. Babcia nie poszła do szkoły ponadpodstawowej, wyuczyła się rzemiosła w warunkach domowych i tak pracowała.
                                                    Jak ja miałam 16 lat to kończyłam lekcje w liceum czasem i o 16 i oczywiście, że wracałam do domu po ciemku. A potem na studiach wykłady miałam do 20.
                                                    Z punktu widzenia mojej babci ryzykowałam życiem i zdrowiem dla jakichś bzdur, zdecydowanie nie przestrzegałam najbardziej nawet podstawowych zasad BHP. A mieszkałyśmy w tym samym mieście, nawet w tej samej dzielnicy. Co się zmieniło? Ano samo miasto.

                                                    I to jest dla mnie clou. Trzeba wyleźć z d..., a nie się w niej urządzać.
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:44
                                                    Szkoda, ze prawie nikt nie zwrocil uwagi na to, co napisalas o rozwiazaniach systemowych, o tej dziewczynie, ktora wieczorem idzie na zajecia dodatkowe a latarnie sie nie pala, ostatni autobus odjezdza za szybko, itd.
                                                  • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:44
                                                    turzyca napisała:


                                                    > Ależ oczywiście. Bo albowiem moim zdaniem skupianie się na indywidualnym BHP po
                                                    > woduje, że nie skupiamy się na istocie problemu, na jego przyczynach i w efekci
                                                    > e nie mamy motywacji, żeby doprowadzić do realnej zmiany.

                                                    A jakie są przyczyny problemu? I jak brzmi problem?
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:52
                                                    No i w koncu zalapalam o co chodzilo ci z ym bhp, ktorego zadna z nas nie wymienila. Kolej powinna zapewnic albo bezpieczny transpost dla wszystkich do do ich miejsca docelowego albo nocleg.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:53
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > No i w koncu zalapalam o co chodzilo ci z ym bhp, ktorego zadna z nas nie wymie
                                                    > nila. Kolej powinna zapewnic albo bezpieczny transpost dla wszystkich do do ic
                                                    > h miejsca docelowego albo nocleg.

                                                    No przecież pisałam o tym. Snake też 🙄
                                                    A ja robiłam rozpuerduche w mediach 🙄

                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:52
                                                    turzyca napisała:

                                                    >
                                                    > Ależ oczywiście. Bo albowiem moim zdaniem skupianie się na indywidualnym BHP po
                                                    > woduje, że nie skupiamy się na istocie problemu, na jego przyczynach i w efekci
                                                    > e nie mamy motywacji, żeby doprowadzić do realnej zmiany.

                                                    A moim zdaniem jest wręcz na odwrót. Zbyt mała wagę przykładamy do owego bhp i mamy skłonność do myślenia jakoś to będzie/co ma być to będzie/może się uda /mnie to.nie spotka /przypadki chodzą po ludziach

                                                    Przejawia się to również w wychowaniu dziewczynek: nie wychylaj sie /nie wypada /jak ty się wyrażasz/dziewczynki się nie bija /ustąp on jest młodszy itd


                                                    >
                                                    >
                                                    > Gdy moja babcia miała 16 lat, to wśród zasad ją obowiązujących był też kompletn
                                                    > y zakaz wychodzenia po zmroku z domu. Także w zimie. Także w towarzystwie. Po p
                                                    > rostu nie mogła przechodzić przez próg, nawet na własne podwórko. Babcia nie po
                                                    > szła do szkoły ponadpodstawowej, wyuczyła się rzemiosła w warunkach domowych i
                                                    > tak pracowała.
                                                    > Jak ja miałam 16 lat to kończyłam lekcje w liceum czasem i o 16 i oczywiście, ż
                                                    > e wracałam do domu po ciemku. A potem na studiach wykłady miałam do 20.
                                                    > Z punktu widzenia mojej babci ryzykowałam życiem i zdrowiem dla jakichś bzdur,
                                                    > zdecydowanie nie przestrzegałam najbardziej nawet podstawowych zasad BHP. A mie
                                                    > szkałyśmy w tym samym mieście, nawet w tej samej dzielnicy. Co się zmieniło? An
                                                    > o samo miasto.
                                                    >
                                                    Babcia nie mogła chodzić po zmroku nie dlatego ze "gwałca biją pala " tylko dlatego że nie wypadało to młodej damie

                                                    > I to jest dla mnie clou. Trzeba wyleźć z d..., a nie się w niej urządzać.
                                                    >

                                                    Co jest cloue? Wyjściem z d...y jest akceptacja faktu że minimalizacja ryzyka nie istnieje ?

                                                    Piękne bajki i opowieści piszesz ,i ta z babcia też wzruszająca-i tylko tego dowodzisz. Fajnie tworzysz.
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:14
                                                    Wyjsciem z d..y jest zaprzestanie dywagowania co ofiara mogla zrobi po fakcie zeby nia nie zostac.
                                                    Wyjsciem z d..y jest uczenie dzieci od najmlodszych nietykalnosci cielesnej.
                                                    Wyjsciem z d..y jest edukacja seksualna.
                                                    Wyjsciem z d..y jest lobbowanie na rzecz jak najwyzszych wyrokow za przestepstwa seksulane.
                                                    Wyjsciem z d..y jest reagowanie gdy ktos dywaguje czy Gisele Pelicot mogla wybrac lepiej.
                                                    Wyjsciem z d..y jest skonczenie z 'boys will be boys' i 'czemu chcesz mu zycie zlamac'.
                                                    To tak na szybko a mozna pewnie dodac duzo wiecej.
                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:27
                                                    >To tak na szybko a mozna pewnie dodac duzo wiecej.

                                                    Dzięki Melisa, wyręczyłaś mnie w wyliczance.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:49
                                                    melisananosferatu napisała:

                                                    > Wyjsciem z d..y jest zaprzestanie dywagowania co ofiara mogla zrobi po fakcie z
                                                    > eby nia nie zostac.
                                                    >
                                                    Mhm
                                                    Aha
                                                    A ten wątek to edukacyjny a.nie dywagacyjny

                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:49
                                                    One sobie nie zdają sprawy jak takie pieprzenie o minimalizowaniu ryzyka szkodzi ofiarom. Jak k...wa bardzo. Same na siebie i przy okazji wszystkie inne kobiety kręcą bat. Niedługo dojdziemy do Afganistanu czy innego Iraku, bo ktoś o podobnej mentalności dojdzie do wniosku, że kobiety nie umieją same myśleć i będzie chcial myśleć za nie, a tak naprawdę kontrolować ich tyłki. zwierciadlo.pl/psychologia/509304,1,kultura-gwaltu-w-polsce--statystyki-ktore-szokuja-czym-jest-gwalt-w-malzenstwie.read
                                                    "Ferenc prowadzi sprawę kobiety, która od dziesięciu lat walczy o wyrok dla swojego męża, który regularnie ją gwałcił, zmuszał do seksu biciem, szturchaniem, szantażem emocjonalnym: jeśli się postawisz, będziesz miała w domu piekło."
                                                    Snejkowej współczuję, ale właśnie przez taką mentalność jest jak jest. Sama jak napisałam doświadczyłam przemocy w bardzo "konserwatywnych okolicznościach" czy to wracając ze uczelni, czy na spacerze, czy też w ósmym miesiącu ciąży w tramwaju i jak czytam o tym minimalizowaniu ryzyka to robi mi się niedobrze.
                                                    "Poraziły nas nie tylko historie kobiet, ale też postawa otoczenia, szczególnie wymiaru sprawiedliwości. Jedna z naszych bohaterek, Katarzyna, przedstawiła nagrania w sądzie z gwałtu. Sprawca był dla sądu wręcz na talerzu, tymczasem sąd, zupełnie ignorując dowody, wytoczył Katarzynie proces o składanie fałszywych zeznań. Bo nie powiedziała o swoim wcześniejszym domniemanym romansie ze sprawcą. To było tak kuriozalne, że nie mogłyśmy uwierzyć. Takie rzeczy dzieją się w Polsce tu i teraz"
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:59
                                                    Nie grzybie

                                                    One nie tworzą zdań wynikowych łącznych i.in i traktują te dwie kwestie jak dwie odrębne.kwestie

                                                    Jedna jest zło.i dobro.i.nieprzewidywalnosc losu.

                                                    Druga dbanie o bezpieczeństwo swoje.i.bliskich
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 20:28
                                                    Nie jest tylko nieprzywidywalność losu i kultura gwałtu, która ciągle i ciągle od nowa każe tłumaczyć się ofiarom przestępstw powiedzjak ta dziewczynka miała zadbać o siebie jak zminimalizować ryzyko:"
                                                    Trzydziestoletnią dziś Agatę zgwałcił pan Darek, wychowawca z domu dziecka, miała wtedy 14 lat. Sprawę zamieciono pod dywan, wychowawcę przeniesiono do innej grupy, do dziś widzi go czasem na ulicy, bo żyją w tym samym niewielkim mieście. – Na jego widok dzieją się ze mną rzeczy straszne, nogi mam jak z waty, zastygam w bezruchu, kiedyś nawet posikałam się ze strachu – wspomina."
                                                    Jak ta kobieta miała zminimalizować ryzyko ? :
                                                    "... Aleksandra, którą na wyjeździe służbowym w Kaliningradzie zgwałcił, dwukrotnie, ratownik medyczny. Po powrocie do Polski od razu poszła na komisariat. Była względnie spokojna, nie umyła się po gwałcie, wiedziała, że dowodem, który powinien obciążyć sprawcę, są ślady biologiczne i poranienia, jakich doznała. Rozmowa z funkcjonariuszką była długa i, z perspektywy Aleksandry, poniżająca. – Policjantka ciągle dopytywała, czy nie zmyślam, w pewnym momencie zapytała, dlaczego nie krzyczałam w czasie gwałtu.
                                                    Pytała, dlaczego nie pobiłam gwałciciela. Próbowałam ją przekonać, że byłam przerażona, sparaliżowana strachem, że miałam do czynienia z wielkim, silnym facetem, że w końcu dostałam ataku padaczki. Jestem epileptyczką, mam na to papiery. I co? Policjantka, takie miałam odczucie, w ogóle mi nie wierzyła. W sądzie nie było lepiej. – Dopytywano mnie na przykład, w jakiej pozycji sprawca mnie zgwałcił. Jak wyglądał jego członek i w jakim kolorze miał majtki. Musiałam opisywać też, w co sama byłam ubrana, pech, miałam krótką spódniczkę. Padło też pytanie, czy piłam alkohol."
                                                    Nie jeździć na wyjazdy służbowe ofc. nie pić alkoholu hurrej !
                                                    Powiedz mi jak będąc w ósmym miesiący ciąży i jadąc tramwajem w którym bylo mnóstwo ludzi miałam zminimalizować ryzyko przemocy seksualnej ? Powiesz mi ? Powiedz mi proszę droga Wapaho jak wracając w zimie o 14.30 będąc ubraną w kurtkę puchową i będąc napadniętą przed blokiem miałam zminimalizować ryzyko. Wieszco się stało po wezwaniu radiowozu ? nic. Czekałam prawie pół h, usłyszeć, że nic się przecież nie stało, nie chcieli nawet przyjąć zgłoszenia, nie wspominając już o rysopisie czy no nie wiem ku,.,wa przejechaniu się po osiedlu.Może w tym obszarze warto popracowac droga Wapaho, a nie tylko pie..lić o minimalizowaniu ryzyka:
                                                    "Na tym właśnie polega tak mocno zakorzeniona kultura gwałtu w Polsce, że o zgwałcenie i wszelakie przestępstwa seksualne obwinia się wciąż ofiarę, nie sprawcę – zauważa Mariola Wołoszyn, psycholog, emerytowana oficer policji. – Od wielu dziesięcioleci policjanci są szkoleni, że powinni traktować ofiarę z godnością i empatią, tyle razy zmieniano już przepisy i procedury, a my wciąż stoimy w tym samym miejscu. Ofiara zgwałcenia wciąż musi się gęsto tłumaczyć, dlaczego włożyła krótką spódniczkę, zamówiła sobie drinka i weszła w ciemną uliczkę. Myślę, że procedury niewiele zmienią, dopóki nie zmienimy mentalności Polaków, także policjantów, sędziów i prokuratorów, dopóki nie przekonamy ich, że okoliczności, w jakich doszło do zgwałcenia, nie mają znaczenia. Gwałt jest gwałtem, aktem brutalnej przemocy, niezależnie od tego, czy sprawcą jest psychopata, wypadający z krzaków, czy szanowany profesor. Czy ofiara krzyczała, broniła się, czy nie."
                                                    Bo droga Wapaho o minimalizowaniu ryzyka było tysiące wątków na tysiące postów, a jakoś mało od tych "zatroskanych' rowiązań dla ofiar tej przemocy. A ona dzieje się ciągle tu i teraz. Może powiedz Gisele Pelicot jak już tu padło, że mogła zminimalizować ryzyko i lepiej wybrać. Idę stąd, bo rzygnę.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 08:01
                                                    przestań bić pianę, chociaż widać jak się nią upajasz, tylko zrozum różnicę pomiędzy minimalizacją ryzkya a eliminacją. to są bardzo podobne słowa, ale jednak niosą ze sobą różnicę w znaczeniu. możliwe, że choć nie jesteś głupią klempą, to jednak nie jesteś w stanie tej różnicy przyswoić.
                                                    możliwe, że skoro nie ogarniasz w tak prostyc zakresach, to nie ogarniasz też różnicy między pójściem w nocy z pakistańczykami gdzieś w krzaczory na nielegalną transakcję a dzieckiem! 14 letnim podległym opiekunowi. i dlatego to wszystko co tu wypisujesz, jest po prostu bez sensu, masz wzmożenia przykrótkiego rozumku, choć, nie, nie jesteś klempą, a to nie pomaga..
                                                    widzę, że ktoś zgłosil zestawienie anastazji z ofiarą, która nie miała szans, ale to jej greckie przygody są świetną ilustracją tego, że kobieta ma prawo iść z kim chce, kiedy chce i robić co chce. leć, pociesz jej rodziców zanim moderacja to wykropkuje. samej anastazji już nie powiesz, że się nie przyczyniła i że jest niewinną ofiarą.
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 08:47
                                                    Będę sobie bić pianę o to co mi się podoba.
                                                    Idź powiedz tej dziewczynce z domu dziecka żeby zminimalizowała ryzyko. Czy tym kobietom gwałconym w małżeństwach. Już milion razy pisałam, żeby dbać o bhp. Ale jak masz pecha to masz i już i dzieje się tak miedzy innymi przez twoją religię. Zamiast tego syfu powinno być wychowanie seksualne. Facetów nie należy uczyć, że kobiety to nie inwentarz i nie można ich gwałcic od tak ? Tego w jaki sposób mogą rozładować napięcie np . onanizująć się ?Nie ? nie można od nich wymagać ? Wiesz, że nie tylko menele i totalne zboki, których trzeba leczyć gwałcą? Że gwłąca nawet bardzo często księża,profesorowie, osoby zaufania publicznego ? O nich nie można wymagać Nie można uczyć jak zapanowac nad swoją chucią ? Czy tylko dla dziewczynek, kobiet masz dobre rady ?Coś na temat policji, działania służb napiszesz, całego tego mentalu który uczy dziewczynki "pokory "i odpowiadania z uśmiecham na "komplementy" , od najmłodszych lat ? .Ty jesteś wyjątkowo szkodliwą osobą. Zacząć trzeba od edukacji. Od w..bania religii która mówi o kobietach Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego (Wj 20, 17 od nauki i chłopców i dziewczynek czym jest Zły dotyk i zasad BHP, później wprowadznie prawa jak to że tylko wyraźne tak, znaczy tak na sczęście zostało wprowadzone, konwencja stambulska też została wprowadzona wbrew protestom tobie podobnych i to się volto powinno zmieniać inadal zmieniać . Powiedz k..wa tym gwłaconym w małżeństwach żonom, że mogły lepiej wybrać, ale dla których rodzina jest święta, powiesz im to volto ? Co powiesz tym policjantom sędziom widzącym nagrania z gwałtu i nie wszczynającym postępowańCzy tylko ciągle dla tych glupich kobiet nie potrafiących zadbać o swoje bezpieczeństwo masz dobre rady ? Cały czas skupianie się na d..dzie dziewczyny, a nie na całym systemie opresji religijnej, patriachalnej, systemowej to na pewno służy ofiarom.
                                                    Jakie masz dobre rady dla mnie skoro setki razy w " konserwatywnym stroju i bezpiecznym miejscu " byłam narażona na przemoc seksualną ? Mam założyć burkę i z domu nie wychodzić ? Weź już się zamknij.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:23
                                                    tak, ty jedna byłaś narażona na przemoc, volta nie była nigdy,ale to ani ani razu, i w związku z tym, możesz jej opowiadać o burkach. nie bądź śmieszna.
                                                    gwałcone żony? naprawdę? a ty idź powiedz rodzicom anastazji, że ich córka miała prawo iść wieczorem z nieznajomymi paksitańczykami kupować dragi. no pogłaszcz ic po główce
                                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:19
                                                    volta2 napisała:

                                                    > tak, ty jedna byłaś narażona na przemoc, volta nie była nigdy,ale to ani ani ra
                                                    > zu, i w związku z tym, możesz jej opowiadać o burkach. nie bądź śmieszna.
                                                    > gwałcone żony? naprawdę? a ty idź powiedz rodzicom anastazji, że ich córka miał
                                                    > a prawo iść wieczorem z nieznajomymi paksitańczykami kupować dragi. no pogłaszc
                                                    > z ic po główce


                                                    Ale jak to? Byłaś narażona na przemoc? Ty, taka przewidująca? Taka mądra? Nie umiałaś zminimalizować ryzyka?
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:46
                                                    oczywiście, że byłam narażona na przemoc, również w rodzinie i również jako dziecko. i dlatego jestem bardziej ostrożna niż anastazja. i dlatego wiem, że się po prostu nie da wyeliminować ryzyka. ale można minimalizować i warto o tym mówić głosno, zamiast krzyczeć że anastazja ma prawo, jeśli tylko chce, iść w sodku nocy kupć dragi od pakistańczyków. rozmawiałaś już z anastazją? pocieszyłaś jakoś? a nie, czekaj....
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:53
                                                    O Anastazji było milion wątków i milion postów. A ty pocieszyłaś jakoś te kobiety: oko.press/ponizane-gwalcone-zmuszane-do-aborcji-zakonnice? Mogły tam nie iść co nie ? Wedłu twojej logiki- głupie baby, co nie ?
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:59
                                                    Albo rodzinę tej dziewczyny jak pocieszysz. Też stwierdzisz, że mogła zminimalizować ryzyko i tam nie isć ?wiadomosci.radiozet.pl/swiat/Nigeria.-22-latka-zaatakowana-i-zgwalcona-w-kosciele.-Trzy-dni-pozniej-zmarla
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:06

                                                    na tym właśnie między nami polega różnica, ja bazując na moim własnym doświadczeniu widzę różnicę miedzy minimalizacją a elimnajcą ryzyka.
                                                    ty to utożsamiasz ze sobą i dlatego nawet jak przytoczysz jeszcze miliion przykładów z religią i gwałtem z całego świata, to tylko mnie utwierdzisz w moim przekonaniu, że gwałtów wyeliminować się nie da, natomiast o swoją dudę warto zadbać, a nie iść w nocy do pakistanu po dragi rzygając po ostatniej drodze tęczą. też tak robisz i stąd ten pisk?
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:23
                                                    Nie, ja wiem , że to nie ma sensu bo jeśli będziesz mieć pecha mogą zgwałcić cię wszędzie, a czemu ty nie robisz pisku o te kobiety gwałcone przez watykańską mafię? Chodzisz do kościoła nadal ? fakty.tvn24.pl/zobacz-fakty/12-latka-byla-gwalcona-przez-ksiedza-duchowny-wciaz-jest-na-wolnosci-ra1053217-lshttps://wiadomosci.wp.pl/byla-wieziona-i-gwalcona-przez-ksiedza-gdy-o-tym-opowiada-groza-jej-napascia-seksualna-6433927519221377a6315312
                                                    wiadomosci.onet.pl/swiat/byla-zakonnica-z-niemiec-ksiadz-mnie-zgwalcil/kz35783
                                                    fakty.tvn24.pl/zobacz-fakty/gdansk-ksiadz-oskarzony-o-gwalt-na-17-latce-rusza-proces-ra993078-ls6337579
                                                    czestochowa.naszemiasto.pl/sad-w-czestochowie-ksiadz-powtornie-skazany-za-gwalt/ar/c1-745044
                                                    Nie volto choćbyś nie wiem jak się starała to przez osoby podobe do ciebie długo jeszcze tak będzie, że kobieta będzie się bała wyjśc z domu w biały dzień żeby nie zostać ofiarą gwłtu i przemocy. Bo wszystkich zmiennych nie wyeliminujesz i jak piszę juz wiele razy tak uważam,że minimalizacja ryzyka też jest ważna. Owszem jest, ale nie najważniejsza,Najważniejsze jest to by pozbyc się tej kultury przemocy przynajmniej w naszym kręgu kulturowym , bo na to mamy jakiś wpływ. Nikły ale jednak, bo tysiące wątków o Anastazji, tysiące wątków zakonnicach gwałconych przez mafię watykańską niczego nie zmienią jeśli takie osoby jak ty będą wymagały tylko od kobiet. I jeszcze raz uważam, że zasady bezpieczeństwa również są ważne.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:36
                                                    niczego nie zmienią jeśli takie osoby jak ty będą wymagały tylko od kobiet

                                                    ile razy jeszcze można ci napisać że i ty i nastazja możecie sobie robić na co tam macie ochotę. serio serio
                                                    nikt ci nie każe minimalizować ryzyka, a już ja najmniej.
                                                    a że pozwolę sobie na komentarz? ocenę? a czemuż by nie? ja też lubię robić to, na co mnie najdzie ochota. po prostu, mniej przy tym jestem lękliwa, ale to dlatego, że umiem przeiwdywać i analizować. takie dwa w jednym. polecam, ale nie wymagam, co zdaje sie próbujesz mi wcisnąć w brzuch. a tu skucha, dziecka tam nie ma
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 18:16
                                                    Chodzisz do kościoła ? Pewnie tak, tak więc nie minimalizujesz ryzyka. Nie zdziw się jeśli spotka cię cos złego a osoby podobne do ciebie napiszą, że nie zminimalizowłaś ryzyka. Przez te twoje i tobie podobnych komentarze kobiety nie zgłaszają przemocy. ile razy jeszcze ci napisać, że bhp tez jest ważne ? 100, 200, 500 żeby doszło do twojego łba ? Ty jesteś zwyczajnie impregnowana, teflonowa nic do ciebie nie dotrze. Wychodzisz na ulice ? Nie mininimalizujesz ryzyka, zostajesz w domu nie minimalizujesz ryzyka, bo twojemu mężowi moze coś odbic tak jak np tym: www.fakt.pl/kobieta/seks-i-emocje/gwalt-w-malzenstwie/hn6db96
                                                    Ale ty masz teflonowy leb do ciebie to nie dotrze. Zrozum najwięcje gwałtów jest w domu. Zrozum to wreszcie. I jak chcesz mówić tym kobietom, że mogły minimalizować ryzyko ? no słucham ? i jeszcze ra zjestem za tym zeby to ryzyko minimalizowac, ale również za tym by działało prawo, by sprawcy gwałtów trafiali do więzienia na długie lata, by edukowano czym jest zły dotyk, by nie uczono dziewczynek, że muszą być pokorne i posłuszne i iść tam gdzie zbok będzie chciał je zabrać. Również za tym żeby same się nie pakowały w tarapaty, bo jest jak jest. Ale nei jestem za tym by przenosić winę za ofiarę, a ty to ciągle i ciągle robisz. Ważne by strarać się to zmienić,a nie w kółko i od nowa będziesz mówiła o tej biednej dziewczynie . Dalczego volto z takim przejęciem nie mówisz o tych kobietach, młodych dziewczynach zgwałconych w kościele ?Czyżbyś sugerowała, że one minimalizowały ryzyko?Dlaczego nie mówisz o tych kobietach gwałconych w domu, one minimalizowały ryzyko czy nie ?Dlaczego nie mówisz o zakonnicach z takim przejęciem, bylo ich tak wiele, wiecej ofiar nieminimalizowania rzyzyka niż ta biedna dziewczyna o której ciągle z taką lubościa piszesz ?hmmm ?www.onet.pl/styl-zycia/joanna-szczerbaty/nie-krzyczalam-zeby-nie-obudzic-dziecka-gwalty-w-czterech-scianach/sb7wrft,30bc1058
                                                    1. Za większość gwałtów odpowiadają osoby znane osobom, które ich doświadczyły.
                                                    Często zakłada się, że większość gwałtów dokonywana jest przez osoby obce. Za gwałt najczęściej odpowiedzialne są jednak osoby znane osobie, która doświadczyła przemocy seksualnej. Sprawcą może być znajomy, kolega z pracy, członek rodziny, jak również były lub obecny partner. „Mit nieznajomego” generuje błędne przeświadczenie, że napaść seksualna, której dokonuje osoba znana ofierze, nie jest gwałtem. Aż 11% respondentów, którzy wzięli udział w przeprowadzonej w 2016 roku ankiecie badającej przekonania na temat przemocy na tle płciowym w UE, wyraziło pogląd, że zmuszanie partnera do seksu nie powinno być karalne. Idź powiedz to 30 tys kobiet z których większość byla zgwałcona w domu, ze nie minimalizowały ryzyka. i tak to też jest ważne.
                                                    Nic ci nie wciskam w brzuch ty wciskasz kobietom, że ta magicznia minimalizacja ryzyka jest, tak niesamowicie ważna, że mogą spać spokojnie wswoich domkach ja Gisele Pelicot czy na przykład Marta Dziubka i że to one i tylko one są winne, bo są wszytskie nieroztropne jak Anastazja.kobieta.wp.pl/trzy-lata-piekla-marta-byla-wiele-razy-gwalcona-przez-meza-najbardziej-wstyd-mi-bylo-przed-synem-6506105921083521a
                                                    Po prostu jesteś złym człowiekiem i przez takich ludzi i taką kulturę kobiety boją się zgłaszać przemoc.Bo zawsze,ale to zawsze znajdzie się taka która powie "nieminimalizowała ryzyka" i będzie rozbijać gówno na atomy.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 08:45
                                                    nigdy mnie nic złego w kościele nie spotkało, więc sę nie rozpędzaj.

                                                    kobiety boją się zgłaszać przemoc.
                                                    lęki się leczy
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 09:07
                                                    No właśnie boją się przez takie jak prymitywne indywiduaa jak ty. Ciebie nie spotkało, to nie znaczy, że innych nie spotkałodziennikbaltycki.pl/10-zamiast-12-lat-wiezienia-dla-ksiedza-za-dwukrotny-gwalt-na-17latce-wyrok-na-michala-l-jest-prawomocny/ar/c1-15220996 Czemu tak sobie gębusi nie wycierasz tymi zgwałconymi , zrzucanymi ze schodów, zmuszanymi do aborcji zakonnicami ? One twoim zdaniem minimalizowały ryzyko czy nie ?
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 09:27
                                                    zakon nie jest obowiązkowy, serio, serio. a aborcja to przecież największe błogosławieństwo obecnych czasów, o co ty się pieklisz?
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 10:13
                                                    Pytam się voltuniu czy one dostatecznie minimalizowały ryzyko ? Co powiesz o nowych chętnych do zakonu ? Hmm? Wszyscy wiedzą jak tam jest, a te nadal chcą tam iść ? Ofiary czy jednak ochotniczki ? Ja mówię, że to są biedne ofiary parnia mózgu. Aborcja jak widać patrząc na zachowania ksieży jest " wyjątkowym przypadkiem" w waszym środowisku, hipokryzją,wiadomosci.onet.pl/kraj/ksiadz-slawek-mial-zmusic-marte-do-aborcji-biskup-nie-dotrzymal-slowa/r05e9bn a teraz idź na rekolekcje do Torunia tylkotorun.pl/wiadomosci/szokujace-nagranie-z-rekolekcji-w-torunskim-kosciele/, albo posłuchaj księdza Dębskiegowww.polsatnews.pl/wiadomosc/2022-07-16/ksiadz-wysylal-obsceniczne-wiadomosci-i-nagrania-bedziesz-prywatna-szmata/ poczytaj swoje książkę : Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak przystoi w Panu"."I przestań w końcu wycierać sobie gębusie tragedią tej dziewczyny., no o żadną "troskę " ci nie chodzi.
                                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 13:28
                                                    volta2 napisała:

                                                    > zakon nie jest obowiązkowy, serio, serio. a aborcja to przecież największe błog
                                                    > osławieństwo obecnych czasów, o co ty się pieklisz?

                                                    Aborcja jest błogosławieństwem kiedy to OSOBA W CIĄŻY jej chce. A zdaje się zmuszane do aborcji zakonnice nawet seksu nie chciały tylko były zgwałcone. Więc łaskawie zamknij wreszcie twarz ok?
                                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 11:31
                                                    volta2 napisała:

                                                    > nigdy mnie nic złego w kościele nie spotkało, więc sę nie rozpędzaj.
                                                    >
                                                    > kobiety boją się zgłaszać przemoc.
                                                    > lęki się leczy

                                                    Aha, CİEBİE nie4spotko, innych nie spotka? No popatrz, mnie nigdy nic złego nie spotkało w żadnym klubie. A jednak mówi się kobietom, żeby np same nie chodziły itp.
                                                    I nie, kobiety NIE ZGŁASZAJĄ przuapdkow przemocy, gwałtów właśnie ze strachu przed brakiem wiary, przed oceną. Udajesz że tak nie jest bo tsk4ci wygodnie.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 20:02
                                                    no to jak się tak boją oceny, to może nad tym warto popracować?
                                                    już pomijam, że nie boją się iść w nocy z pakistańczykiem po dragi a boją się oceny? paradne, doprawdy
                                                  • eglantine Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 21:01
                                                    Tak, nad lękami można pracować i na szczęście czasem da się je przezwyciężyć.
                                                    Na kompletny brak empatii niestety nic nie pomoże. Mściwa satysfakcja bijąca z twoich postów jest ohydna. Ewidentnie kręci cię możliwość wyżycia się na kimś słabszym i bezbronnym. Choćby tylko werbalnie. Bardzo przykre.
                                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 25.11.24, 00:39
                                                    volta2 napisała:

                                                    > no to jak się tak boją oceny, to może nad tym warto popracować?
                                                    > już pomijam, że nie boją się iść w nocy z pakistańczykiem po dragi a boją się o
                                                    > ceny? paradne, doprawdy


                                                    No tak, bo KAŻDA ZGWAŁCONA szła z Pakistańczykiem w nocy po dragi prawda? I TYLKO TAKIE ofiary spotyka hejt. Tw które tak nie robiły wcale, ale to kurwa WCALE nie słyszą takich pirdololo. Nie są pytane w co były ubrane, czy piły czy nie. Bo jak wiadomo, jak kobieta wypije drinka to już ją można wyruchać, NAWET jak ona tego nie chce. No piła szmata jedna to się jej należy i niech potem nie płacze biedulka
                                                  • pursuedbyabear Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 12:58
                                                    volta2 napisała:

                                                    > kobiety boją się zgłaszać przemoc.
                                                    > lęki się leczy

                                                    Moderacjo, nie róbcie volcie dobrze, nie kasujcie tego wpisu, niech powisi.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 20:02
                                                    a tobie ktoś już zrobił dobrze, co tak się dziś nie chwalisz?
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:07
                                                    wiadomosci.wp.pl/tajny-raport-watykanu-gwalty-na-zakonnicach-to-codziennosc-6031287461405313a A ty rozmawiłas z tymi ofiarami tej strasznej przemocy, powiedziałaś im, że mogły zminimalizowac ryzyko ? Idź im to powiedz, jeszcze były zmuszane do aborcji. Idź im powiedz, że mogły minimalizować ryzyko i tam nie iść. Idź. Albo pisz o tym tak chętnie jak piszesz o Anastazji. Wszystkie te kobeity są ofiarami: religii, patriachatu, obrzydliwej kultury przemocy. I na pewno twoje pianie tutaj o tych głupich babach im wszytskim pomoże.Twoje i podobnych do ciebie.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:18
                                                    w odróżnieniu od ciebie, ja się nie przejmuję ofiarami, jak wiadomo dbam tylko o synków. dbanie o ofiary zostawiam takim jak ty. dlatego bezczelnie zapytuję, czy już nastazję pocieszyłaś.
                                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 08:56
                                                    Ty na prawdę jesteś zaimpregnowana na wiedzę volta
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:19
                                                    wysil się bardziej, jakąś klempą może polecisz?
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:21
                                                    Spie..laj. Tyle.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:24
                                                    wysil się bardziej, ty też.
                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:18
                                                    >Babcia nie mogła chodzić po zmroku nie dlatego ze "gwałca biją pala " tylko dlatego że nie wypadało to młodej damie

                                                    Młodej damie nie wypadało wyjść na własne podwórko!? Nie wypadało chodzić do szkoły?!
                                                    I co ciekawe galicyjskiej babci jakoś te zasady nie obowiązywały, skończyła liceum, poszła na studia. Ale na pewno w przypadku warszawskiej babci nie chodziło o ryzyko chodzenia po zrujnowanym mieście, ciemnym, z koszmarną przestępczością, tylko o reputację młodej damy. Na pewno.

                                                    >Piękne bajki i opowieści piszesz ,i

                                                    Bo jeśli coś nie przytrafiło się Tobie, to jest bajką, fantazją, zmyśleniem. Wygodne podejście do problemów, takie pozwalające uniknąć dysonansu poznawczego.
                                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:20
                                                    I ty chcialas zeby zalozyla watek o sasiadce dojezdzajacej do fabryki na zmiany dwoma autobusami?smile Mogloby to byc fascynujacesmile
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:55
                                                    turzyca napisała:

                                                    >
                                                    >
                                                    > Młodej damie nie wypadało wyjść na własne podwórko

                                                    Pojawia się nagle i własne podwórko..

                                                    Nie wypadało chodzić do sz
                                                    > koły?!
                                                    Po 19 do szkoły ?


                                                    > I co ciekawe galicyjskiej babci jakoś te zasady nie obowiązywały, skończyła lic
                                                    > eum, poszła na studia. Ale na pewno w przypadku warszawskiej babci nie chodziło
                                                    > o ryzyko chodzenia po zrujnowanym mieście, ciemnym, z koszmarną przestępczości
                                                    > ą, tylko o reputację młodej damy. Na pewno.

                                                    Nie mam warunków by wracać do.posteow I się upewniać (jadę pociągiem 😉 i ginie zasieg ) ale w powyższym poście nie pisałaś nic chyba o miejscu /czasie /okolicznościach-teraz je dodajesz (czyli to samo co w pociągowej opowieści)-dla mnie to manipulacja
                                                    >
                                                    > >Piękne bajki i opowieści piszesz ,i
                                                    >
                                                    > Bo jeśli coś nie przytrafiło się Tobie, to jest bajką, fantazją, zmyśleniem.
                                                    I znowu wymyślasz
                                                    W przeciwieństwie do bohaterki twojej opowieści zostałam zgwalvona

                                                    Wy
                                                    > godne podejście do problemów, takie pozwalające uniknąć dysonansu poznawczego.
                                                    >
                                                    Nie mam dysonansu
                                                    Wiem, że w życiu lepiej być ostrożnym.i starać się minimalizować ryzyko

                                                  • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 00:53
                                                    Gdy moja babcia miała 16 lat, to wśród zasad ją obowiązujących był też kompletny zakaz wychodzenia po zmroku z domu. Także w zimie. Także w towarzystwie. Po prostu nie mogła przechodzić przez próg, nawet na własne podwórko. Babcia nie poszła do szkoły ponadpodstawowej, wyuczyła się rzemiosła w warunkach domowych i tak pracowała.
                                                    Jak ja miałam 16 lat to kończyłam lekcje w liceum czasem i o 16 i oczywiście, że wracałam do domu po ciemku. A potem na studiach wykłady miałam do 20.

                                                    Moze juz wyjdz z traumy babci...

                                                    Ciekawe kto zabronil babci wychodzic.
                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:14
                                                    >I z tego co widzę nikt nie obwinia.ofiary -bo.obwianiem NIE.JEST postulowanie o
                                                    zachowaniu podstawowych zasad BHP

                                                    Zadam jeszcze raz pytanie: co to są te PODSTAWOWE zasady BHP ale tak KONKRETNIE? Masz konkretny przypadek, masz ileś tam sytuacji, w których ta osoba musiała podjąć decyzję. Jakie decyzje powinna podejmować, żeby przestrzegać tych podstawowych zasad BHP?
                                                    Możesz to na tym konkretnym przypadku rozpisać?
                                                    I czy możesz rozpisać algorytm działania, którą zasadę należy wybrać, jeśli one się wzajemnie wykluczają - np. nie wsiadać do samochodu z nieznajomymi mężczyznami vs. nie stać samotnie po nocy w miejscu, gdzie nikt nie usłyszy naszych wołań o pomoc?
                                                    Zejdźmy z ogólników, wejdźmy na konkrety.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:29
                                                    Turzyco ale wyżej wyraźnie napisalam co to.oznacza.
                                                    Są też tabele szacowania ryzyka i jest statystyka


                                                    Dana osoba powinna podejmować decyzje przede wszystkim ze świadomością ich efektów i poradzenia sobie z tymi efektami
                                                    Jest to m.in.mowienie dziecku : nie skacz z wysokiej gałęzi bo możesz zwichnąć kostkę. Minimalizowaniem ryzyka będzie: zakaz wejścia na drzewo lub nakaz zejścia na niska gałąź lub zakaz skakania i propozycja bujania lub nauczenie pokazanie prawidłowej postawy przy skoku.
                                                    Zrobisz coś z powyższych czy okejesz temat ,niech dzieciak skacze -najwyżej sobie coś zrobi albo będzie miał szczęście i nic się nie stanie ?

                                                    Chciałabym ci rozpisać algorytm o który prosisz ale nie rozumiem.ostatniego akapitu który napisałaś
                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:45
                                                    >Dana osoba powinna podejmować decyzje przede wszystkim ze świadomością ich efektów i poradzenia sobie z tymi efektami

                                                    A to jest realistyczne? Jesteś w stanie określić efekty swoich decyzji?

                                                    Proszę, nie mnóżmy przykładów i alegorii, ale skupmy się na tym jednym konkretnym przykładzie dziewczyny, która według jej dostępnych informacji podjęła rozsądną decyzję, która powinna pozwolić jej na dotarcie na miejsce, zanim zacznie się orkan, a przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności znalazła się w szczerym polu w małej mieścinie. Jak wyglądają podstawowe zasady bezpieczeństwa w jej sytuacji? I które powinny być przed którymi? A może są jakieś rozwiązania, które nie zostały wymienione, a które powinny być podstawowym sposobem zachowania w danej sytuacji?
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:10
                                                    turzyca napisała:

                                                    > A to jest realistyczne? Jesteś w stanie określić efekty swoich decyzji?
                                                    Tak.
                                                    Zakładając sandaly na górski szlak przewiduje możliwe efekty (poślizgnięcie, upadek)
                                                    Pijąc alkohol/upijajac sie przewiduje efekty (zawroty głowy, kac,urwanie filmu )
                                                    Pałac papierosy przewiduje efekty (smród,spadek kondycji,wpływ na pracę serca )
                                                    Jedząc w nadmiarze i nie spalając (tycie )

                                                    Itd itp -cała gama ludzkich wyborów

                                                    >
                                                    > ale skupmy się na tym jednym konkretn
                                                    > ym przykładzie dziewczyny, która według jej dostępnych informacji podjęła rozsą
                                                    > dną decyzję, która powinna pozwolić jej na dotarcie na miejsce, zanim zacznie s
                                                    > ię orkan, a przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności znalazła się w szczerym polu
                                                    > w małej mieścinie.
                                                    Jak wyglądają podstawowe zasady bezpieczeństwa w jej sytuac
                                                    > ji? I które powinny być przed którymi? A może są jakieś rozwiązania, które nie
                                                    > zostały wymienione, a które powinny być podstawowym sposobem zachowania w danej
                                                    > sytuacji?
                                                    >
                                                    Moge podać ci moje własne zasady i szacowanie ryzyka -nie mogę decydować ani wpływać na innych (poza moimi dziećmi)
                                                    W tej sytuacji szacuje tak :
                                                    Fakty cz 1
                                                    -jestem sama wśród obcych ludzi
                                                    -nie muszę się spieszyć
                                                    -sytuację ktoś rozwiąże za mnie

                                                    Fakty cz2
                                                    - nie znam terenu i jestem słaba w orientacji terenu
                                                    -nie lubię obcych niepewnych miejsc
                                                    -nie lubię być sama

                                                    Wnioski
                                                    - lepiej poczekać niż ruszyć w obcy teren
                                                    -lepiej być z kimś niż samemu

                                                    Rozwiązanie
                                                    -zostaje w pociągu z innymi,czekam na rozwiązanie sytuacji, dojeżdżam do koleżanki później niż byłabym planowo (ale też nie wiem czy wybierając inne rozwiązanie byłabym pozniej /wcześniej)

                                                    Nauka :
                                                    -w kolejne podróże pociągiem zawsze zabieram już: dodatkowa butelkę wody,batona i cieniutki koc jeśli jest to zima


                                                    Czy odpowiedziałam na Twoje pytanie ?

                                                    >
                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:43
                                                    >-zostaje w pociągu z innymi,czekam na rozwiązanie sytuacji, dojeżdżam do koleżanki później niż byłabym planowo (ale też nie wiem czy wybierając inne rozwiązanie byłabym pozniej /wcześniej)
                                                    >Czy odpowiedziałam na Twoje pytanie ?

                                                    Zignorowałaś warunki wyjściowe: nie możesz zostać w pociągu. Nie ma tej opcji. Stoisz w szczerym polu w małej mieścinie i musisz podjąć serię decyzji. Do domu masz 350 km, do koleżanki 250 km. Przypominam, że to Twoja pierwsza praca po studiach, więc ramy finansowe są raczej skromne.



                                                    Swoją drogą bardzo mnie bawi, że nikt, ale to nikt, nie wymienia rzeczy, które ja uważam za podstawowe BHP w takich sytuacjach.
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 15:09
                                                    turzyca napisała:

                                                    >
                                                    > Zignorowałaś warunki wyjściowe: nie możesz zostać w pociągu. Nie ma tej opcji.
                                                    > Stoisz w szczerym polu w małej mieścinie i musisz podjąć serię decyzji. Do domu
                                                    > masz 350 km, do koleżanki 250 km. Przypominam, że to Twoja pierwsza praca po s
                                                    > tudiach, więc ramy finansowe są raczej skromne.
                                                    >
                                                    > zrozumiałam, że punkt 2 w twoim pierwszym poście zakłada taka sytuacje...

                                                    Jeśli nie :

                                                    1. Nie wierze ze pkp każe ludziom którzy wykupili bilety wysiascc gdzieś tam bez zapewnienia transportu zastępczego

                                                    2. Jeśli jednak (ty rządzisz sytuacja 😉)
                                                    A)robię rozpierduchę i powiadamiam media że pkp wali w ch.. I naraża na bezpieczeństwo swoich pasażerów
                                                    B)robię to co większość i z większością
                                                    >
                                                    > Swoją drogą bardzo mnie bawi, że nikt, ale to nikt, nie wymienia rzeczy, które
                                                    > ja uważam za podstawowe BHP w takich sytuacjach.

                                                    Niezła jesteś.
                                                    Bawi cie ,że ktoś ma inne zasady bhp niz ty
                                                    Niech zgadnę
                                                    Ty masz najlepsze i jedyne właściwe ?
                                                    suspicious
                                                    >
                                                  • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:59
                                                    wapaha napisała:


                                                    >
                                                    > 1. Nie wierze ze pkp każe ludziom którzy wykupili bilety wysiascc gdzieś tam be
                                                    > z zapewnienia transportu zastępczego
                                                    >

                                                    Bo nie ma takiej opcji. Turzyca napisała, że chodzi o Deutsch Bahn. Jeszcze raz, nie ma takiej opcji, że wyrzucą kupę ludzi z pociągu i nie podadzą planu na dalszą podróż. Proponowanie noclegu gdzieś tam w pampie, to kompletny absurd. Zwykle czeka się na dworcu, gdzie służby zapewniają w razie złych warunków jakieś ciepłe napoje (takie rzeczy robią nawet na autostradzie) i czeka się na transport zastępczy (autobusy, taksówki, whatever), który dostarczy cię do dworca docelowego, albo jakiegoś blisko celu, gdzie jest możliwość przesiadki. Jak trwa to długo, to się czeka z innymi. Koniec. Kropka. Nie bardzo wiem, skąd biorą się u ludzi jakieś plany kombinowania z prywatnym transportem, albo przyjmowania noclegu u obcych (!!!!) ludzi.

                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:01
                                                    Deutsche jak Deutsche
                                                    W pl takiego bartbarzystwa nie ma
                                                    Kierowcy komunikacji miejskiej też nie wysadzają w polu pasażerów i nie zostawiaja samym sobie
                                                  • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:39
                                                    wapaha napisała:


                                                    > W pl takiego bartbarzystwa nie ma

                                                    Wierzę ci bez żadnych wątpliwości. Turzyca napisała DB pewnie dlatego, by podkręcić dramaturgię. Niektóre są pewnie nawet w stanie uwierzyć, wiadomo, Niemcy to dziki kraj, pociągi się ostatnio ciągle spóźniają, więc pewnie już nawet wyrzucają gości gdzieś w polu. A sytuacja była pewnie taka, że turzyca wyskoczyła przed szereg i postanowiła zamiast czekać na transport zastępczy przedzierać się na własną rękę do domu. Zawsze są tacy ludzie.
                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:58
                                                    >W pl takiego bartbarzystwa nie ma

                                                    Mhm, wcale a wcale.

                                                    "We wtorek, 14 stycznia na trasie między Puławami a Klementowicami doszło do wypadku. [...] Pasażerom pociągu, który kursował ze Szczecina do Lublina nakazano opuszczenie pociągu. Musieli czekać w deszczu ponad 2,5 godziny."

                                                    www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/pasazerowie-pociagu-pkp-ic-czekali-25-godz-na-autobusy-zastepcze-28583.html
                                                  • wapaha Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:46
                                                    turzyca napisała:

                                                    > >W pl takiego bartbarzystwa nie ma
                                                    >
                                                    > Mhm, wcale a wcale.
                                                    >
                                                    > "We wtorek, 14 stycznia na trasie między Puławami a Klementowicami doszł
                                                    > o do wypadku. [...] Pasażerom pociągu, który kursował ze Szczecina do Lublina n
                                                    > akazano opuszczenie pociągu. Musieli czekać w deszczu ponad 2,5 godziny."
                                                    >
                                                    > www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/pasazerowie-pociagu-pkp-ic-czekali-25-godz-na-autobusy-zastepcze-28583.html
                                                    >
                                                    >
                                                    A ty widzisz turzyco do czego sie odnosisz ?
                                                    Dałaś przykład że pkp zorganizwalo transport zastępczy. Kierowcy nie dojechali bo.nie wiedzieli gdzie. Oczekiwanie trwało.2,5 h
                                                    (2014r)


                                                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 21:27
                                                    >
                                                    >A ty widzisz turzyco do czego sie odnosisz ?
                                                    Dałaś przykład że pkp zorganizwalo transport zastępczy. Kierowcy nie dojechali bo.nie wiedzieli gdzie. Oczekiwanie trwało.2,5 h

                                                    Do sytuacji, w której podróżni musieli opuścić pociąg - podobnie jak w opisywanym przeze mnie przypadku - i czekać pod gołym niebem w trakcie zimy podczas złej pogody - podobnie jak w opisywanym przeze mnie przypadku - na transport zastępczy, który został zorganizowany ale potrzebował dużo czasu na dojazd - podobnie jak w opisywanym przeze mnie przypadku.

                                                    Różnica jest taka, że ja nie wiem, ile dokładnie jechał autobusowy transport zastępczy do niemieckiego wygwizdowa, bo skorzystałam z innej opcji transportu zastępczego opłacanego przez przewoźnika czyli taksówki. Jak większość pasażerów.
                                                  • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 01:04
                                                    turzyca napisała:

                                                    > >-zostaje w
                                                    >
                                                    > Zignorowałaś warunki wyjściowe: nie możesz zostać w pociągu. Nie ma tej opcji.
                                                    > Stoisz w szczerym polu w małej mieścinie i musisz podjąć serię decyzji. Do domu
                                                    > masz 350 km, do koleżanki 250 km. Przypominam, że to Twoja pierwsza praca po s
                                                    > tudiach, więc ramy finansowe są raczej skromne.
                                                    >
                                                    2) Czy minimalizacją ryzyka jest nocowanie w pociągu, gdzie będzie obecna obsługa, czy jeżdżenie po obcym, zupełnie nieznanym mieście po nocy i nocowanie w apartamencie?
                                                    >

                                                    Jak nie mozesz? mozesz i sama o tym pisałaś w poscie wyjsciowym.
                                                    Czyli kłamiesz , bo myslisz sie w zeznaniach.
                                              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:03
                                                No, to się BARDZO mylisz.
                                      • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:44
                                        Przecież te absurdalne przykłady to dla zabawy... Traumy przepracowujemy, nie wolno?
                                  • iwoniaw Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:53
                                    turzyca napisała:

                                    >crying...)

                                    No cóż, mogę się tylko pod tym podpisać.
                        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:21
                          Nie. To ty sie rzucasz na stwierdzenie prostego faktu. I nie wiem co maz ma do tego.
                          • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:40
                            Jakto co ma mąż do tego? A ten dialog?

                            "A zamężna jesteś od 16 roku życia? Czy miałaś jakiś okres w życiu, kiedy już pracowałaś a jeszcze byłaś niezamężna?


                            Odpowiedz Cytuj Link Zgłoś
                            melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:02

                            Mialam! Jezdzilam autobusami, pociagami taksowkami i uwazam, ze mialam duuuuzo szczescia."

                            Dokładnie ten wpis mnie rozbawił. O brawurowym korzystaniu z komunikacji publicznej przed wydaniem się za mąż. Rozumiem, że od czasu zamążpojscia już takiego ryzyka nie podejmujesz, w odróżnieniu od biedaczek które nie mają innych opcji.
                            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:45
                              Co ty za bzdury tu wypisujesz? Wyraznie wyzej napisalam,ze nie kazda z nas ma meza , meza , ktory akurat w danej chwili ma czas, meza, ktory ma samochod. Wez ty juz na mnie nie projektuj swoich kompleksow i urojen. Korzystanie z komunikacji, jak juz ci i ja wkleilam i inne dziewczyny tez wiaze sie z ryzykiem, to sie zdarzalo i nadal zdarza. Wez sie opanuj bo ja nie bede twoja podusia do bicia.
                              • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:04
                                Zostanie w domu wiąże się też z ryzykiem. Chodzenie po ulicy wiąże się z ryzykiem. Pójście do pracy wiąże się z ryzykiem. Czemu akurat skupiasz się na środkach transportu?

                                A kompleksy i urojenia czego dotyczą? Może nieco drażni mnie bluszczowatość i brak samodzielności u kobiet, ale zazdrościć nie mam czego.
                                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:09
                                  Na litosc boska, o tym jest watek, o problemie ze srodkiem transportu i tym,co nalezaloby zrobic w takiej sytuacji zeby zminimalizowac ryzyko napasci. I ja uwazam,ze jesli trafisz na zwyrola to mozesz byc najbardziej ostrozna a i tak moze stac ci sie krzywda i nigdy nie bedzie to twoja wina.
                                  • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:26
                                    Nie, nie o tym jest wątek. Nikt nie dyskutuje o tym, czy w ogóle bohaterka wątku miała prawo wybrać się sama w podróż pociągiem i czy będzie miała duuuuużo szczęścia jeśli nie zostanie zgwałcona.
                                    Dla mnie akurat w ogóle przedstawione opcje wiążą się z minimalnym ryzykiem napasci, patrzę raczej na poziom mojego dyskomfortu.
                                    Bez oprow wsiadam do taksówki z innymi pasażerami. W motelu z kierowcami ostatecznie przenocuję, moje obawy dotyczą raczej poziomu czystości i czy nie będzie w nocy głośno. Nie mam w ogóle w sobie myśli, że ktoś mi się w nocy włamie do pokoju i zgwałci. Wręcz uważam, że jest to słabe miejsce dla zwyrola czekającego na samotną kobietę.
                                    Ogólnie raczej szukam opcji pozwalających na kontynuację podróży lub wygodne przenocowanie, niż rozważam ryzyka gwałtu.
                                    • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:30
                                      >Ogólnie raczej szukam opcji pozwalających na kontynuację podróży lub wygodne >przenocowanie, niż rozważam ryzyka gwałtu.

                                      Zgadzam się, mam tak samo.
                                    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:32
                                      Wlasnie dokladnie o tym jest ten watek i gdybys go czytala zamiast dowalac sie do mnie to bys zajarzyla. Nawet tytul nawiazuje do wczesniejszych dyskusji z dzis i wczoraj. i nie chce mi sie juz z toba pisac bo jestes agresywna a ja sie wsrod takich osob (nawet w necie) nie czuje komfortowo.
                                      • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:27
                                        Kompletnie nie jestem agresywna, to są tylko literki w necie, do których projektujesz emocje. Ja czuję raczej rozbawienie, zadzwienie i ogólny wtf, a ty sobie dokładasz agresję, bo masz taką skłonność żeby tych agresorów wszędzie widzieć.
                                        • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:42
                                          A ja jednak uważam, że wrzucenie do jednego worka autostopu i pociągu to jednak kuriozum. Podobnie jak taksówki i przewozu za dopłatę do beznzyny.

                                          Jedno i drugie po prostu odróżnia czynnik profesjonalizmu i stopień odpowiedzialności. Jasne, wypadki wszędzie się zdarzają. Ale ja w życiu skorzystałam z autostopu ze dwa razy. Za drugim razem jechałam dostawczakiem i jak facet na dwupasmówce wyprzedzał na trzeciego miałam śmierć w oczach i przysięgłam sobie, że nigdy więcej. Koleżanka wzięła kierowcę z blablacar, skończyła na stole operacyjnym, operacja na ważnym organie. W obu przypadkach miałyśmy kupę szczęścia - pewnie nie starczy go już na "dobre wybranie męża" sad
              • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:03
                Ja to nawet autostopem po USA jeździłam, to dopiero!
            • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:56
              Miałam - mieszkałam z rodzicami wtedy. Wyszłam za mąż mając 24,5 lat.
      • arthwen Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 15:38
        Gorzej, bo z odpowiedzi udzielanych przez wątkodajkę wyniknie pewnie, że mąż też jest zwyrolem i nie spodobało mu się, że chciałaś jechać do przyjaciółki, więc po ciebie przyjedzie i "za karę" cię zgwałci.
        O to chodzi w tym wątku - że obojętnie co wybierzesz, to spotka cię coś złego.
        • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 16:24
          arthwen napisał(a):

          > Gorzej, bo z odpowiedzi udzielanych przez wątkodajkę wyniknie pewnie, że mąż te
          > ż jest zwyrolem i nie spodobało mu się, że chciałaś jechać do przyjaciółki, wię
          > c po ciebie przyjedzie i "za karę" cię zgwałci.
          > O to chodzi w tym wątku - że obojętnie co wybierzesz, to spotka cię coś złego.
          >


          Nie, w tym wątku chodzi o to, że MOŻE zderzyć się coś złego. Ale że wybierając to, co zrobimy, możemy wybierać z określonej liczby możliwości. Nie ma tak, że mamy nieograniczony wybór. I jka zdarzy się coś złego to oceniająca publicnosc, mimo wszystko, ocenia wg tego co ONI by zrobili. Na podstawie możliwości jakie ONI mają. Nie ofiara, a PUBLICZNOŚĆ. I zawsze wyjdzie że ofiara mogła zrobić "coś innego" albo "coś jeszcze" żeby uniknąć złego. Jeśli więc już MUSIMY oceniać ofiarę, rozpiszmy sobie te warianty, które ona mogła wybrać. I nie wychodźmy poza nie.
    • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:28
      Kiedyś stałam w takim pociągu, bo ktoś się rzucił na tory i cały skład musiał czekać na policję. No i jeden pan zasłabł, zabrała go karetka, chyba ta która jechała po zwłoki, no ale on bardziej potrzebował, a zwłoki mogły poczekać na następną. No i kiedy go już zabrali to sobie w przedziale zartwalismy, ze miał super pomysł żeby się z tego pola wydostać. No więc ja polecam pozorowany atak serca.
      • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:38
        Po czym pan trafił do łódzkiego pogotowia w latach 90.
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:49
          Ding- dong, the ... is dead😀
        • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:58
          danaide2.0 napisała:

          > Po czym pan trafił do łódzkiego pogotowia w latach 90.

          Daniela proszę, czekam na zajęcia dodatkowe i chichram się do telfonu 🤣🤣🤣
          • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:01
            To nie ja 😀
            To danaide 😁
            • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:57
              daniela34 napisała:

              > To nie ja 😀
              > To danaide 😁


              Cholera, przepraszam 🤣🤣. Ja dzisiaj mam zawiechy straszne 🤣🤣
        • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:07
          danaide2.0 napisała:

          > Po czym pan trafił do łódzkiego pogotowia w latach 90.

          To nie było 3h z przesiadką od Łodzi
          • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:11
            Przepraszam, za próbkę czarnego humoru, która mogła kogoś urazić. Ale nagle pojawiła mi się analogia - w obu sprawach wiele osób milczało. To najobrzydliwsze historie.
            • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:19
              Nic nie rozumiem, nie znam historii pana z lat 90
    • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:31
      Dałabym sobie palec uciąć, że gdybyś opisała tę historię nie jako case study w nawiązaniu do poprzednich wątków, tylko jako coś co cię spotkało, to przynajmniej jeden wpis byłby w tonie: "I dlatego nie jeżdżę pociągami." 🙄
      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:33
        I zawsze zdazam i dokonuje tylko wlasciwych wyborow.
      • sanyie5 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:47
        Albo:
        Po co jechalas? Rozmowy via skype juz nie wystarczają?
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:28
        >Dałabym sobie palec uciąć, że gdybyś opisała tę historię nie jako case study w nawiązaniu do poprzednich wątków, tylko jako coś co cię spotkało, to przynajmniej jeden wpis byłby w tonie: "I dlatego nie jeżdżę pociągami."

        A oczywiście!
        Ale nie przejmujmy się, jeśli jedziesz samochodem, to ten pierwszy poryw wichury zrzuca Ci na przednią szybę konar, nie możesz jechać dalej, więc wzywasz pomoc drogową, przyjeżdża dwóch panów. I oczywiście nie zminimalizowałaś ryzyka.
        • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:38
          Oczywiście sytuacja nieporównywalna (konsekwencje o wiele mniej poważne), ale podejście podobne. Przypadek akurat nie mój, ale mojej przyjaciółki: pojechała na rozprawę do Warszawy, niestety była jakaś duża awaria na CMK, pociąg stanął w polach, przyjechal po nich inny, ale i tak spóźniła się na rozprawę. Sąd: profesjonalny pełnomocnik wybierając sposób dojazdu na rozprawę powinien brać pod uwagę możliwość zaistnienia takiej sytuacji

          Kolejna sprawa, tym razem na Dolnym Śląsku. Pojechała samochodem. Na A4 duży wypadek, helikoptery, karetki, autostrada zamknięta na kilka godzin, utknęla między zjazdami.
          Sąd: profesjonalny pełnomocnik wybierając sposób dojazdu na rozprawę powinien brać pod uwagę możliwość zaistnienia takiej sytuacji

          Teraz są zdalne. Chyba że nie ma (od pół roku usiłuję przeprowadzić przesłuchanie zdalne mojego klienta orzez sąd w Tucholi. Już 4 razy nam się nie udało).

          • iwoniaw Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:06

            > Sąd: profesjonalny pełnomocnik wybierając sposób dojazdu na rozprawę powinien b
            > rać pod uwagę możliwość zaistnienia takiej sytuacji
            >


            No chyba ze wściekłe nutrie opanowaly miasto 😉
            • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:09
              🤣

              Wściekłe nutrie jak wiadomo to jak apokalipsa zombie. Tylko rabarbar się ostatnie
              • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:10
                *sprawdzić czy w Tucholi nie ma inwazji nutrii
          • chromatic Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:22
            Profesjonalny pełnomocnik pojechałby dzień wcześniej, żeby zminimalizować możliwość zaistnienia takiej sytuacji wink
    • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:36
      Spałam w dziwnych hotelach, kiepskich dzielnicach, na dworcach, w pociągach dziennych i nocnych, jeździłam taksówkami i złapałam raz autostop z trzema obcymi mężczyznami (przeżyłam cała i zdrowa, odwieziono mnie pod sam dworzec). Teraz najbardziej boję się tego męża koleżanki. Pseudo koleżanki, dodam.

      Podejrzewam, że zostałabym w pociągu. W razie problemów wiadomo kto winny - kolej.

      A tak na serio - jechałam kiedyś nocnym z Wałbrzycha i konduktor namówił mnie, żebym się przesiadła z pustego przedziału do takiego, w którym już jakaś dziewczyna siedziała - żebyśmy były bezpieczne. I potem chyba tak chodził i zaglądał i pilnował. Słodziak!

      Zatem pociąg. Ahoj, przygodo!
      • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:09
        danaide2.0 napisała:

        >
        > A tak na serio - jechałam kiedyś nocnym z Wałbrzycha i konduktor namówił mnie,
        > żebym się przesiadła z pustego przedziału do takiego, w którym już jakaś dziewc
        > zyna siedziała - żebyśmy były bezpieczne. I potem chyba tak chodził i zaglądał
        > i pilnował. Słodziak!
        >


        Pewnie liczył na trójkącik po zakończeniu zmiany i zerkał lubieżnie
        • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:12
          Znowu przyszła gorsza zmiana karyny.
          • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:20
            Potrzymaj mi bilet na pociag
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:29
              A po co pociag skoro jest sztaplarka?
              • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:31
                To moja sztaplarka, już ty mi nią nie dysponuj. by sie BHPowiec dowiedział, że udostępniam albo że przewożę jakies przypadkowe osoby to zwolnienie dyscyplinarne od razu.
                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:35
                  Bylo minimalizowac ryzyko i nie udostepniac.
                  • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:38
                    No toż to nie ja chce karynę wieźć moją sztaplarką tylko ty. Mieniem powiedzonym komuś obcemu to łatwo dysponować.
                    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:53
                      Bylo kupic sztaplarke w innym kolorze, ten twoj dziala kuszaco i co ja na to poradze, ze sobie zawlaszczylam i dsyponuje.
                    • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:01
                      anka_one_and_only napisał(a):

                      > No toż to nie ja chce karynę wieźć moją sztaplarką tylko ty. Mieniem powiedzony
                      > m komuś obcemu to łatwo dysponować.

                      Proszę mnie nie pakować na sztaplarke, jest potwornie zimno, próbowałam przedwczoraj jechać rowerem na pocztę i już dziękuję bardzo za takie atrakcje
                      • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:29
                        W mojej jest ogrzewanie, spróbowałabyś TIRa rozładować bez...
                        • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:34
                          anka_one_and_only napisał(a):

                          > W mojej jest ogrzewanie, spróbowałabyś TIRa rozładować bez...


                          Czy siedząc w sztaplarce będziemy łapać na stopa tira do rozładowania? To jest legalne?
                          • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:40
                            A Ty wiesz jakie wypasiona kabiny mają nowoczesne TIRy? Panowie z zonami podrużują, tam normalne wygodne łóżko jest. Na instagramie paru kierowców obserwuję i nawet kierowczynie. Jedziesz se przez Europę, w takiej Francji to nie można w weekend jeździc to masz obowiązkowy postój i sobie zwiedzasz. U nas jeden taki przyjeżdża co jak ma czekać 3 godziny na rozładunek to sobie idzie pobiegać a potem jeszcze sztangi wyciąga, żebyć widziała jakie ciacho.
                            • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:53
                              Wiem, widzialam taki program w którym Pan zwiedza Amerykę tirem. Bardzo polecam ale nie pamiętam tytułu. Jakbym.miala inna pracę to bym mogla z mezem tak jeździć po swiecie! Mogłabym prowadzic instagrama turystycznego, Karyna i Seba z Tira
                            • chatgris01 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:42
                              Nawet z kotyma podróżują!
                              www.facebook.com/reel/611986797640825
                              • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:47
                                chatgris01 napisała:

                                > Nawet z kotyma podróżują!
                                >
                                >

                                marzę o takiej emeryturze, dzieci samodzielne, zostana domu pilnowac a my w świat z kotami, w przyczepie wydma piasku
                            • homohominilupus Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:30
                              anka_one_and_only napisał(a):

                              > A Ty wiesz jakie wypasiona kabiny mają nowoczesne TIRy? Panowie z zonami podruż
                              > ują, tam normalne wygodne łóżko jest. Na instagramie paru kierowców obserwuję i
                              > nawet kierowczynie. Jedziesz se przez Europę, w takiej Francji to nie można w
                              > weekend jeździc to masz obowiązkowy postój i sobie zwiedzasz. U nas jeden taki
                              > przyjeżdża co jak ma czekać 3 godziny na rozładunek to sobie idzie pobiegać a p
                              > otem jeszcze sztangi wyciąga, żebyć widziała jakie ciacho.


                              O, może to mój sąsiad z pueblo
                              • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:37
                                Nie, on jest z Timisoara, to w Rumunii.
                        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:37
                          I ty sie dziwisz, ze sa zakusy na twoja lux sztaplarke?!
                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:36
                  Ale dziekuje za wizje pani Hani popylajacej na drugi koniec miasta sztaplarka zeby zdazyc na ranosmile
    • marecky81 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:40
      Studium przypadku
      • homohominilupus Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:46
        And the medal for the biggest upierdliwiec goes to...
        • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:57
          marecki
    • cegehana Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:50
      Kierowałabym się piramidą potrzeb Maslowa tzn jeśli jestem na skraju wyczerpania, wychłodzenia - zabezpieczam podstawowe potrzeby. Jeśli stać mnie na apartament wybieram apartament, jeśli oznacza to że nie będę miała za co nakarmić dzieci - wybieram hotel robotniczy. Itd.
    • kropkacom Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:50
      Jak można być tak nieporadnym i nie mieć prawa jazdy oraz auta? Wygrałam?
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:29
        >Jak można być tak nieporadnym i nie mieć prawa jazdy oraz auta? Wygrałam?

        Jak wyżej - samotna kobieta, awaria auta, pomoc drogowa, brak minimalizacji ryzyka. W pociagu byliby przynajmniej inni podróżni i personel, trzeba było wybrać bezpieczniejszą opcję.
        • kropkacom Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:35
          To była ironia z mojej strony. Samotna kobieta bierze w podróż zaufaną osobę wink I juz nie jest samotna. Lub psa. Dużego. Nadal ironizuję.
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:41
            I holuje sztaplarke w razie awarii pociagu lub autasmile
          • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:43
            Ja biorę psa. Dużego. Może być nowofundland?
            W razie czego możemy przenocować w tym zepsutym samochodzie i nie zamarznę.
    • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:52
      Jako classic "grzeczna dziewczynka" z kategorii "nikomu nie chce robic klopotu" wink zostaje w pociagu, przy czym ja w sumie lubie tego typu adventures wiec nie traktuje sprawy jako koniec swiata big_grin Aha, teksowka z 3 osobami tez jade, why not?
      To be honest, ja w tym case study za najbardziej unpredictable problem postrzegam sama wichure - gdyby tak zaczelo temperamentnie wiac z lamaniem drzew & zrywaniem dachow (nie tylko trakcji pociagu), to rzeczywiscie byloby sie czym przejmowac. Life.
      • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:00
        No, a te trzy osoby cię okradną i zostawia gdzie popadnie...
        • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:12
          paskudek1 napisała:

          > No, a te trzy osoby cię okradną i zostawia gdzie popadnie...
          >

          Gdy 3 osoby + kierowca taxi zadowola sie tym, co mi moga ukrasc, that's really not a big issue. Wciaz wichura wygrywa jako najwieksze zagrozenie. Cheers.
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:34
        >Aha, teksowka z 3 osobami tez jade, why not?

        Po czym taksówka zjeżdża na bok, a trzech facetów na przemian gwałci Ciebie i tę drugą kobietę. Nie zminimalizowałaś ryzyka, trzeba było zostać w hotelu robotniczym, a nie wsiadać z obcymi facetami do samochodu.

        >zostaje w pociagu,

        Opisałam gdzieś już powyżej, czym się skonczy zostanie w pociągu, który z przyczyn technicznych pozostaje otwarty (w sensie trzeba nacisnąć na przycisk, ale drzwi nie są zaryglowane, wejść może każdy).
        • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:57
          turzyca napisała:

          > Po czym taksówka zjeżdża na bok, a trzech facetów na przemian gwałci Ciebie i t
          > ę drugą kobietę. Nie zminimalizowałaś ryzyka, trzeba było zostać w hotelu robot
          > niczym, a nie wsiadać z obcymi facetami do samochodu.
          >
          > >zostaje w pociagu,
          >
          > Opisałam gdzieś już powyżej, czym się skonczy zostanie w pociągu, który z przyc
          > zyn technicznych pozostaje otwarty (w sensie trzeba nacisnąć na przycisk, ale d
          > rzwi nie są zaryglowane, wejść może każdy).
          >

          OK, reality check: prawdopodobientwo, ze 3 przypadkowym facetom akurat w takim momencie zbiera sie na gwalcenie 2 starszych pan jest ... well ... bliskie zeru ale niech Ci bedzie - tych 2 bylo w zmowie z taxi driver & tak sie to skonczylo. Musieliby nas jednak wtedy zamordowac, bo to juz nie bedzie "her word against his" - tu juz jestesmy 2 pokrzywdzone & zeznajace zgodnie. A gdyby nas zamordowali, to juz w ogole nie bede sie przejmowac, bo mnie juz nie bedzie. Kurtyna.
          Z pociagami generalnie tak jest wszedzie na swiecie, ze "wejsc moze kazdy" - I'm totally fine with that - wrecz wlasnie dlatego kocham pociagi smile No problem.
          Jak wyzej - najwiekszy strach budzi we mnie wichura. Seriously! Cheers.
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:27
            >na gwalcenie 2 starszych pan jest ...

            Ona była młoda! Pierwsza praca po studiach.
            Towarzyszka podróży starsza o jakieś 15 lat, więc też niezbyt zaawansowana wiekiem.
            • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:35
              turzyca napisała:

              > >na gwalcenie 2 starszych pan jest ...
              >
              > Ona była młoda! Pierwsza praca po studiach.
              > Towarzyszka podróży starsza o jakieś 15 lat, więc też niezbyt zaawansowana wiek
              > iem.
              >

              Nie zmienia to faktu, ze prawdopodobienstwo zmowy tych 3 strangers (w tym jeden taxi driver z numerem wozu, badge etc.) w temacie gwaltu jest bez porownania mniej niebezpieczne niz wichura! Wciaz wsiadam do tej taxi, no issue. Cheers.
            • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:54
              turzyca napisała:

              > >na gwalcenie 2 starszych pan jest ...
              >
              > Ona była młoda! Pierwsza praca po studiach.
              > Towarzyszka podróży starsza o jakieś 15 lat, więc też niezbyt zaawansowana wiek
              > iem.
              >

              Widzisz ematki sie zafiksowały i minimalizcję ryzyka uwazaja ze ma to być zerowe ryzyko , a to nie o to chodzi.
              • kropkacom Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:56

                > Widzisz ematki sie zafiksowały i minimalizcję ryzyka uwazaja ze ma to być zero
                > we ryzyko , a to nie o to chodzi.

                Ktoś nie minimalizuje?
                • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 01:55
                  kropkacom napisała:

                  >
                  > > Widzisz ematki sie zafiksowały i minimalizcję ryzyka uwazaja ze ma to by
                  > ć zero
                  > > we ryzyko , a to nie o to chodzi.
                  >
                  > Ktoś nie minimalizuje?


                  Paskudek... na kazda w zmiankę i stwierdzenie faktu ze pani wybrała najgorszą opcje zakończenia wieczoru i z klubu wyszła sama z nacpanimi mięśniakami i pojechała do chatki pod miastem na afterek i została zgwałcona , a przecież powinna/mogła wziąć taxi i wrocić do domu, reaguje histeria.

                  I nie, tu nie chodzi o to ze jej to wina ze mieli prawo ale o to ze szkoda ze spotkalo ja to co ja spotkalo. Bo podejmujac inna decyzje za siebie sama bo tylko na to mamy wplyw , byla by bezpieczna w domu.
                  Ale w takiej sytuacji pijanej nacpanej gromadzie bezmozgow z mieśniami edukacja nie zadziła.
                  I oni zgwałcili dziewczyne nie dlatego ze nie wiedzą
                  ze gwałt to zło. Ale wystarczy gromada, jakiś srodek odurzający, jakiś wyzwalacz i sytuacja przeradza sie w dramat kobiety. Na trzezwo,w pojedynkę pewnie zaden by nawet o tym nie pomyślał. Albo wystarczy jeden prowoder z fiksowana psycha.

                  Zreszta dla jakiegos chlopka tez moglo by sie skonczyć moze nie gwaltem a pobiciem czy śmiercia.
              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:23
                Tylko gdyby, w tej podróży COKOLWOEK się tej dziewczynie stało, gdyby sprawę odpisały media, to idę o zakład że posypały by się komentarze a pić i tak, a po co inaczej zrobiła.
    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 17:59
      Ja jestem ciekawa jak mogla minimalizowac ryzyko moja sasiadka, ktora pracowala w fabryce na zmiany (jedna konczyla bodajze po polnocy) i jedzila autobusami. Dodam, ze dzielnica byla zlej slawy. Ma ktos jakies dorady?
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:03
        Załóż oddzielny wątek. Chętnie poczytam. smile
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:07
          Jeden juz zalozylam...no przepraszam, ze ci sie wtryniam w twoim ale to prawdziwa sytuacja. Sasiadki nikt nie zgwalcil ani nie napadl na szczescie ale bardzo dlugo tak pracowala i jezdzila.
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:36
            Moja też prawdziwa. Dziewczyny też nikt nie napadł, spędziła miły weekend z przyjaciółką i wróciła bezpiecznie do domu w niedzielę wieczorem.
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:59
              Dziekuje!
      • daniela34 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:05
        Służę uprzejmie. Powinna mieć męża lub partnera, który by po nią wychodził/wyjeżdżał.
        Jeśli jest brzydka i nie może znaleźć męża/partnera to chociaż ojca lub brata
        Jeśli nie ma ojca lub brata to ja już nie wiem, jak można być tak nieostrożną i nieprzewidującą.

        (Kiedy nad ranem w Warszawie zamordowano kobietę wracającą z pracy autentycznie na ematce były wpisy, dlaczego jej chłopak po nią nie wyszedł. Czy mógł, czy nie mógł, czy sam pracował, czy odsypiał po swojej zmianie, to już nikogo nie obchodziło)
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:10
          Miala meza ale nie mieli auta a on czesto pracowal tak, ze nie mogl po nia wyjsc (np nocki).
      • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:06
        Co to za pasożytowanie na dobrym kejsie?

        Kurczę, obczaić ludzi z tej samej zmiany i trzymać się w kupie. Pamiętam taki reportaż z Polityki bodajże, ludzie jeździli do roboty pociągami, pobudka o trzeciej, czwarta na dworcu - siadali w "swoich grupkach".
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:09
          Przepraszam. Sytuacja prawdziwa. Ona musiala jechac dwoma autobusami, w tym pierwszym jezdzila z czescia swojej zmiany ale ten drugi, na te nasza mordowanie to byla juz w nim sama.
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:09
            A! Lata 90te.
          • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:14
            Nie żebym się znała - a to nie jest tak z mordowniami, że swoich nie ruszają? Bo mam taką romantyczną wizję w głowie.
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:22
              Bardzo romantyczna.
              • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:52
                Zburzyłaś kolejny kawałek mojego świata. A to naprawdę same ostańce.
      • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:10
        melisananosferatu napisała:

        > Ja jestem ciekawa jak mogla minimalizowac ryzyko moja sasiadka, ktora pracowala
        > w fabryce na zmiany (jedna konczyla bodajze po polnocy) i jedzila autobusami.
        > Dodam, ze dzielnica byla zlej slawy. Ma ktos jakies dorady?

        Dorad brak ale true story: moja matka wracala po roznych concerts w roznych miejscach "zlej slawy" przez rozne miejsca "zle slawy" autobusami & piechota, czesto jeszcze z instrument pod pacha (ewentualne spowolnienie ucieczki) przez wiele, wiele lat - przygody miala rozne & pare razy mozliwosc glosnego wrzasniecia uratowala zapewne nie tylko instrument no ale to byla drobna, delikatna kobietka, ktora generalnie niczego & nikogo sie nie bala cale zycie. Czy to przed Gestapo, czy przed KGB, czy przed jakims simple bad guy pozostawala niezlomna - taki charakter. Jej matka byla jeszcze mniejsza i (chyba) jeszcze bardziej niezlomna big_grin Personality - maybe that's the answer. Cheers.
      • anka_one_and_only Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:13
        Polecam jazdę sztaplarką, nikt nie podskoczy. Tylko jak na zmiany to może potem na kolejnej zmianie być potrzebna.
      • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:14
        Afirmując bezpieczeństwo. Trzeba w sobie nosić energię pokoju wtedy nie przyciągasz do siebie przestępców. Mnie się to sprawdza, jestem dobra osobom z czystym sercem i nikt mnie nie napada i nie okrada.
    • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:10
      Zakładając, że jest jeszcze widno, to idę na autostop i dojeżdżam do przyjaciółki.
      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:11
        Autostop? ...
        • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:37
          No tak. To właśnie napisałam.
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:46
            Ale atm procz tego , co napisala Iwonia moze byc zwyrol...
            • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:51
              Zwyrol może być wszędzie, w windzie, sklepie, parku. Samochodami jeździ tyle statystycznie tyle samo zwyroli co chodzi pieszo.
              Przejechałam jako studentka tysiące kilometrów autostopem. Część z koleżanką, część sama, bo koleżanka była z innego miasta i pod koniec drogi się rozdzielałyśmy. Bardzo sympatycznie było, z całych wakacji najbardziej lubiłam ten dojazd i powrót autostopem.
              • swiecaca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:00
                Też trochę jeździłam stopem i nie miałam niefajnych przygód. A molestowanie zdarzyło się mojemu koledze którego podwoził ksiądz.
        • iwoniaw Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:42
          melisananosferatu napisała:

          > Autostop? ...


          No - w czasie wichury przy odrobinie szczęścia to jeszcze drzewo samo spadnie komus przed maską i go zatrzyma bez naszego udziału. Co moze pójśc nie tak? 😂
          • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:33
            Aaa, trochę zapomniałam, że punktem wyjścia jest wichura. Ale przy przejeździe taksówką nie było mowy o spadających na maskę konarach, więc zakładam, że może już się uspokoiło. W sytuacji szalejących kataklizmów pogodowych, powodzi itp siedzę na tyłku, dostosowuję się do poleceń służb ratunkowych i czekam na ewakuację.
            • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:43
              >Aaa, trochę zapomniałam, że punktem wyjścia jest wichura. Ale przy przejeździe taksówką nie było mowy o spadających na maskę konarach, więc zakładam, że może już się uspokoiło.

              Raczej się jeszcze nie rozszalało.
      • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:21
        kamin napisał(a):

        > Zakładając, że jest jeszcze widno, to idę na autostop i dojeżdżam do przyjaciół
        > ki.


        A zboczeńcy jeżdżą tylko nocami?
        • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:36
          Łapanie stopa po ciemku jest nieskuteczne. W nocy jest się później widocznym dla kierowców i rzadko dają radę się zatrzymać.
          • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:40
            Jakby jechała Anka sztaplarką to by się zatrzymała
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:45
              I bylaby taka naiwna zeby brac obca osobe i ryzykowac napad i odebranie sztaplarki?
              • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:59
                Kamin nie umie prowadzic sztaplarki
                • kamin Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:04
                  Oraz nie umiem nikogo napaść.
                  Chyba, że kaszanką. Kiedyś psa napasłam i się porzygał.
                  • karyna-z-radzymina Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:29
                    I to jest twoja gwarancja bezpieczeństwa, kaszanka w torebce i zanim cię zbok dopadnie, ty go kaszanką
    • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:26
      A napiszesz nam jak wybrala ta dziewczyna i czy byl happy end?
    • tania.dorada Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:42
      Robiłam mnóstwo dziwnych rzeczy w młodości i doświadczenie mi mówi że przygniatająca większość obcych ludzi spotkanych w podróży, zwłaszcza w tarapatach, jest życzliwa i pomocna. Oczywiście ze wsiadam do taksówki (małe prawdopodobieństwo że obca nie tylko mnie ale i sobie nawzajem trójka ludzi by się zmówiła żeby mnie skrzywdzić) i korzystam z oferty kobity (równie małe prawdopodobieństwo że należy do szajki złoczyńców którzy polują na zepsute pociągi).
      Jeździłam autostopem, również sama, również za granicą, nocowałam u przygodnie spotkanych ludzi i przygodnie spotkani ludzie nocowali u mnie.
      Tak, mam świadomość ryzyka, dwa razy się o nie otarłam - raz w biały dzień na doskonale znanej trasie, innym razem nie w biały dzień ale na własnym terenie.
    • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:45
      Jeśli mnie stać, biorę taksówkę do przyjaciółki. Jeśli mnie nie stać, przyjmuję zaproszenie.
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:55
        >Jeśli mnie stać, biorę taksówkę do przyjaciółki.

        Coś koło 200 km.
        • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:41
          Podaj miasta skąd dokąd to sobie skalkuluję, co robić.
          • danaide2.0 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:48
            Phi, w tym wieku cię stać. A jak miałaś te 20 lat?
            • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:44
              A jak miałam 20 lat to często korzystałam z uprzejmości innych. Czyli innymi słowy ryzykowałam, bo nie miałam innego wyjścia. Ba, raz poznana na dworcu autobusowym ornitolożka podwiozła mnie kilkaset (!) kilometrów i jeszcze po drodze oglądałyśmy ptaki. Gdyby nie ona to musiałabym chyba nocować pod gołym niebem (to były Stany, zero komunikacji publicznej, a ja wsiadłam do złego Greyhounda i wysiadłam w innym mieście). Bardzo wiele dobrego doświadczyłam od nieznajomych za młodu, miałam też na pewno wiele szczęścia.
              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 11:55
                No bo to nie chodzi zeby widziec swiat jako straszne miejsce, dobrych ludzie jest wiecej niz zlych. Wszystkie (wroc, te madre i przewidujace pewnie NIGDY) robilysmy rzeczy, o ktorych jak teraz pomyslimy to skora cierpnie i piszemy tu dzis tylko dlatego, ze nam sie pofarcilo.
    • swiecaca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:45
      Zanocowalabym u tej kobiety bez wahania. Gatunek ludzki przetrwał dzięki współpracy i wzajemnej pomocy.
      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:47
        A jak matka wielodzietna to czlonkini gangu sparzedajacego dziewczyny do domow publicznych i nie ma zadnych dzieci ani zadnej kanapy a jest gwalt , odebranie dokumentow i koszmar, po ktorym uslyszysz,ze po co szlas do obcej baby?
        • swiecaca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:55
          W życiu trzeba mieć trochę szczęścia
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:02
            Wlasnie. Tylko czemu o tych, ktorego go nie miala mowi sie lub pisze 'ze same tego chcialy'?
            • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:46
              melisananosferatu napisała:

              > Wlasnie. Tylko czemu o tych, ktorego go nie miala mowi sie lub pisze 'ze same t
              > ego chcialy'?

              Albo "była nieostrożna" "za mało przewidywała, powinna się zastanowić"..
    • is-laura Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:46
      Zostaję w pociągu, szukam przedziału, gdzie siedzą kobiety i dosiadam się do nich. W pociągu nie śpię, nigdy. Nie dzwonię po nikogo z rodziny, bo skoro jest wichura, to na drodze może być niebezpiecznie, a nie chcę mieć nikogo na sumieniu.
    • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:46
      Mówimy o drodze pociągiem 3h? nie 3 dni?
      Jk daleko od miejsca docelowego zatrzymał się pociąg?
      Sytuacja dla mnie niewyobrażalna - jako koleżanka, wsiadam w samochód i jadę po ciebie. Mój tata kiedyś pojechał w nocy do Piotrkowa Tryb. ( z Warszawy ) - wracałam ze znajomymi z Zakopanego i pomyliliśmy Autokary w Krakowie big_grin. Do tej pory nie wiem jak nam się to udało. Zabrał mnie i troje znajomych. Po kolejną 4 przyjechał ojciec jednej z koleżanek.
      Nie wyobrażam sobie zostawienia koleżanki w takiej sytuacji. My czekaliśmy na na dworcu PKS - niby noc, ale dużo ludzi, oświetlony. Nie poszłabym spać do hotelu robotniczego, ani do obcych ludzi.
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:16
        >jako koleżanka, wsiadam w samochód i jadę po ciebie

        200 km w dwie strony w nadchodzącej wichurze.
        No i oczywiście patrz scenariusz powyżej z pomocą drogową.
      • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:40
        A jak, NIE MASZ czym, nie masz prawa jazdy?
        • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:00
          I mąż/ojciec/kuzyn itd też nie ma? No nie w mojej bańce.
          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:01
            Swiat nie sklada sie tylko z twojej banki.
            • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:07
              melisananosferatu napisała:

              > Swiat nie sklada sie tylko z twojej banki.

              No właśnie...
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:04
            >I mąż/ojciec/kuzyn itd też nie ma? No nie w mojej bańce.

            Masz opisaną konkretną sytuację - dziewczyny, która osiem lat wcześniej przeprowadziła się do Europy. Nie ma męża, ojciec na innym kontynencie, kuzyni tak samo.
            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:08
              Niektore ematki nie uznaja braku meza/kuzyna/brata, braku prawa jazdy i samochodu, braku kasy na taksowke czy hotel, dojazdu autobusem do pracy, pracy na zmiany, bycia wykluczonym komunikacyjnie a jesli nie masz kasy, samochodu itd to miej kase, kup samochod i w ogole to sama sobie jestes winna,ze nie jestes uprzywilejowana.
          • iwles Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:24
            arwena_111 napisała:

            > I mąż/ojciec/kuzyn itd też nie ma? No nie w mojej bańce.


            A w bańce twojej córki, która, powiedzmy, studiuje w Szczecinie? Pierwszy rok, początek, więc szerokiego grona dyspozycyjnych "kuzynów" na miejscu brak.

            • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:18
              Moja córka nie pojechałaby studiować do Szczecina. Jej po świecie nie nosi. Dajesz mocno abstrakcyjne dla mnie przykłady.
              I jak mówię - po mnie tata pojechał z Warszawy do Piotrkowa Tryb. ( był to najbliższy przystanek jak się zorientowaliśmy, że nie jedziemy do Warszawy big_grin. Dojechał ok 1 w nocy. Bez wahania wsiadł w samochód, jak zadzwoniłam że jest problem.
              Mój mąż po córkę też by pojechał nawet na drugi koniec Polski. Po prostu tak mamy.
              • iwoniaw Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:57
                arwena_111 napisała:

                > Moja córka nie pojechałaby studiować do Szczecina. Jej po świecie nie nosi. Daj
                > esz mocno abstrakcyjne dla mnie przykłady.

                Studia w innym miescie to "mocno abstrakcyjny przykład"? 🤣🤣🤣
                • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:34
                  No dla osób mających dobre uniwersytety na miejscu - tak. Ja też nigdy nie rozważałam studiowania poza Warszawą. Mówimy o studiach w Polsce.
              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 14:35
                A cóż takiego złego jest w Szczecinie Arwenko?
                • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 17:35
                  Nic Paskudo - poza tym, że na miejscu mam lepsze uczelnie?
    • smoczy_plomien Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:46
      Nie poszłabym do domu obcego człowieka. Wolałabym uniknąć też niebezpiecznej dzielnicy, choć wiem, że ludzie czasem przesadzają. Wybrałabym pociąg i potraktowałabym to jako przygodę, którą mogłabym potem opowiadać znajomym wink
    • morekac1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 18:49
      Żądamy komunikacji zastępczej od PKP. Z reguły podstawiają autobusy. Chociaż czasem to trwa
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:06
        >Żądamy komunikacji zastępczej od PKP. Z reguły podstawiają autobusy. Chociaż czasem to trwa

        To akurat DB, która uprzejmie poinformowała, że nie jest w stanie podstawić takiej liczby autobusów w rozsądnym czasie, bo im jednocześnie stanęło za dużo pociągów na zbyt dużej liczbie dworców. Ogarniali te najgorsze przypadki plus płacili za taksówki do miejsc docelowych, za noclegi w hotelach, zorganizowali te noclegi w pociągach.
        I szczerze mówiąc jest sporo dworców, gdzie nie chciałabym czekać na komunikację zastępczą w środku wietrznej listopadowej nocy przez kilka godzin.
        • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:59
          Minimalizacją ryzyka byłoby nie wyjeżdżać w taką pogodą. Sorry, ale współczesna prognoza pogody podaje takie rzeczy, a od kilku lat biorą to nawet na bardzo poważnie i wydają ostrzeżenia o wichurach, czy innych kataklizmach.
          Dziś np u mnie jest ostrzeżenie, że w nocy będzie lekki mróz, a rano może być gołoledź, a to oznacza, że pociągi mogą się mocno opóźniać albo wypadać z planu, co może skutkować długim oczekiwaniem gdzieś na zimnym dworcu. Gdybym nie musiała, nie jechałabym dziś pociągiem gdzieś, skąd musiałabym wracać w nocy/ nad ranem. A już na pewno nie sama.
          • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:11
            Czyli, siedź na dudzie, nigdzie się nie wybieraj...
            • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 12:52
              paskudek1 napisała:

              > Czyli, siedź na dudzie, nigdzie się nie wybieraj...
              >


              A czyli takie ostrzeznia trzeba olewać a potem biadolic... serio nie masz mozgu.
              Potem nie dziowta ze w lesie gina harcerze od połamanych drzew, , na mazurach tona ludzie. A hale sie zapadaja przygniatac ludzi pod naporem sniegu. Bo jakiś kretyn jak ty olewa ostrzeżenia.
              Juz teraz wiem czym kieruja sie ludzie idac w klapkach w gory brakiem mozgu.
              Glupia jestes totalnie.
              • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 12:56
                Powiedz to Gisele Pelicot, Karolinie Piaseckiej , tej kobiecie to powiedz:Ferenc prowadzi sprawę kobiety, która od dziesięciu lat walczy o wyrok dla swojego męża, który regularnie ją gwałcił, zmuszał do seksu biciem, szturchaniem, szantażem emocjonalnym: jeśli się postawisz, będziesz miała w domu piekło.

                – Gdy mu odmawiała współżycia, potrafił budzić ją w nocy, wyzywać od najgorszych, w ciągu dnia wywoływał nieustanne awantury. Ktoś spyta, dlaczego od niego nie uciekła. Bo takie ucieczki nie są wcale proste. Często w grę wchodzi przemoc ekonomiczna, brak środków do życia. Moja klientka zdecydowała się sprawę ujawnić dopiero wtedy, gdy mąż wyjął pistolet i zagroził, że ją zastrzeli.
                Idź im powiedz jakie są GUPIE, masz w sobie tyle odwagi ?
          • iwles Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:12

            Przeciez to nie musiało być tornado.
            Wystarczył chwilowy porywisty wiatr, który zerwał trakcję w jednym miejscu. Wypadek losowy. Pech. 2 km dalej już wichury nie ma.
            Ostrzeżeń nie było.
            • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:24
              >Wystarczył chwilowy porywisty wiatr, który zerwał trakcję w jednym miejscu. Wypadek losowy. Pech. 2 km dalej już wichury nie ma.

              Mogło być nawet jeszcze prościej - zdarzyła się awaria jakiejś rozdzielni ruchu czy czegoś takiego i stanęły wszystkie pociągi w danej okolicy.
              Nie pomyślałam, żeby skłamać, pisząc początkowy post. wink
              • po_godzinach_1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:28
                turzyca napisała:

                > stanęły wszystkie pociągi w danej okolicy.

                W okolicy? W całej Polsce. I zgasły wszystkie światła, i zapadły egipskie ciemności. A potem spadła szarańcza.

                i nie było już ratunku dla nikogo.

                >
                • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:30
                  po_godzinach_1 napisała:

                  > turzyca napisała:
                  >
                  > > stanęły wszystkie pociągi w danej okolicy.
                  >
                  > W okolicy? W całej Polsce. I zgasły wszystkie światła, i zapadły egipskie ciemn
                  > ości. A potem spadła szarańcza.
                  >
                  > i nie było już ratunku dla nikogo.
                  >
                  > >
                  Cóż, możesz nie wierzyć, sytuacje bywają różne. No ale na szczęście ty wybierasz dobrze. To najważniejsze.
                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:32
                  Ale, ze nie zdarzaja sie awarie linii kolejowych? Przeciez opisala ci prawdziwa sytuacje? Co? Nie pasuje do teorii, ze wszedzie i wszystko mozna kontrolowac. No jak nam wszystkim przykro.
                • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:54
                  >> stanęły wszystkie pociągi w danej okolicy.

                  >W okolicy? W całej Polsce. I zgasły wszystkie światła, i zapadły egipskie ciemności. A potem spadła szarańcza.


                  Proszę Cię bardzo - zatrzymanie ruchu na trzy godziny:
                  kurier-kolejowy.pl/aktualnosci/45275/usterka-urzadzen-sterowania-ruchem-kolejowym-w-brzegu-i-poznaniu.html

                  A Poznań to w ogóle ma awarie tak często, że można świętować, jak się uda przejechać bez problemów.
              • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:06
                turzyca napisała:


                > Mogło być nawet jeszcze prościej - zdarzyła się awaria jakiejś rozdzielni ruchu
                > czy czegoś takiego i stanęły wszystkie pociągi w danej okolicy.

                Słuchaj, żyję w Zagłębiu Ruhry, regionie z najgęstszą siecią kolejową w Europie i tu nawet dosyć często wichury mamy. A awarie rozdzielni są na porządku dziennym. Nie wyobrażam sobie więc takiej sytuacji, że czeka się ciężkie godziny gdzieś w polu. Zwykle wcześniej przyjeżdżają autobusy. A i w dobie nowoczesnej komunikacji, dosyć szybko ma się informacje, że coś się stało i pociągi w ogóle nie wyjeżdżają wtedy z dworców, są po prostu kasowane na przystanku początkowym, albo większym dworcu gdzie ma się możliwości przesiadki, albo jadą alternatywną linią. DB nie ma do wyboru tylko jednego toru. Co powoduje wprawdzie ogromne opóźnienia, ale to się wie, zanim wsiądzie się w do pociągu. Twoja historia jest więc kompletnie wyciągnięta z nosa.
                Trakcje nie padają też pod byle wiaterkiem, tu potrzeba dosyć dużej wichury, zwykle nawet nie trakcje są winne, a jakieś drzewo walnie na tory, ale wichury tego typu są wcześniej zapowiadane i TO SIĘ WIE.
                Swoją drogą, w u mnie w mieście odkryto wczoraj nagle niewybuch z drugiej wojny światowej, więc ewakuowano całe ulice i zablokowano prawie całą dzielnicę. Na ulicach był chaos, ja siedziałam w autobusie na basen i musiałam akurat przez tą dzielnicę. Wszystko trwało dłużej, sporo dłużej, ale nikogo nie wyrzucono z autobusu i w takim przypadku też siedzi się w pociągu, aż usterkę usuną, albo podstawią transport zastępczy. Nocleg gdzieś w okolicy, to absurd. Nawet w to nie wierzę, że coś takiego zaproponowano.
                • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:14
                  Tak, wiem, ja mieszkam w jakichś innych Niemczech niż Ty. Nieważne co ja opiszę, Tobie na pewno to się nie przytrafiło i w ogóle to w Niemczech niemożliwe. Publikacje gazetowe też są z jakichś innych Niemiec.
                  A może wyjedź poza specyficzną banieczkę Zagłebia Ruhry i zobacz, co się dzieje, gdy regularnie podrózujesz nie przez gęsto zasiedloną okolicę, gdzie z jednego dworca do drugiego można wręcz dojść na piechotę?
                  • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:30
                    turzyca napisała:

                    > Tak, wiem, ja mieszkam w jakichś innych Niemczech niż Ty. Nieważne co ja opiszę
                    > , Tobie na pewno to się nie przytrafiło i w ogóle to w Niemczech niemożliwe. Pu
                    > blikacje gazetowe też są z jakichś innych Niemiec.

                    Podaj konkretnie o jaką sytuację, kiedy w i jakim regionie chodziło. To można sprawdzić w necie. Inaczej ci nie uwierzę.

                    • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:38
                      A to nie jest przypadkiem eksperyment myślowy na potrzeby forum, a nie opis realnej sytuacji?
                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:44
                        Turzyca napisala, ze raelna sytuacja i ja nie mam powodow zeby jej nie wierzyc. Moja z sasiadka tez jest jak najbardziej prawdziwa. Shit happens i wlasnie ofiarami sa ci, ktorzy znalezli sie w niewlasciwym miejscu i czasie a my mozemy czuc sie szczesciarzami,ze to nie my.
                        • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:52
                          melisananosferatu napisała:

                          > Shit happens i wlasnie ofi
                          > arami sa ci, ktorzy znalezli sie w niewlasciwym miejscu i czasie a my mozemy cz
                          > uc sie szczesciarzami,ze to nie my.

                          Ale mowa jest o minimalizacji ryzyka, a nie o stuprocentowym bezpieczeństwie. I ponieważ tyle osób nie rozumie tej różnicy mamy kolejny wątek z doopy. W którym można już tylko pisać bzdury, bo to przecież błędne koło.
                          Ale jak chcesz wiedzieć, co ja bym zrobiła w tej absurdalnej sytuacji, w której nigdy nie byłam i nigdy się nie znajdę, to przeszła bym cały pociąg w poszukiwaniu fana metalu. I do niego się na resztę czasu przyczepiła. Oni wyglądają groźnie, ale są zwykle miłymi ludźmi.
                      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:58
                        >A to nie jest przypadkiem eksperyment myślowy na potrzeby forum, a nie opis realnej sytuacji?

                        Nie jest eksperyment myślowy.
                        Faktycznie wracałam kiedyś z delegacji pociągiem, utknęliśmy na jakimś małym dworcu, wyszliśmy z pociągu, bo miała przyjechać komunikacja zastępcza, która nie przyjechała, a obsługa w międzyczasie zamknęła pociąg, więc niejako zostaliśmy na lodzie. A ponieważ to nie była pierwsza moja taka sytuacja, to ściągnęłam taksówkę z miejscowości pomiędzy nami i docelową (bo w mieścinie taksówki były może ze trzy, więc nie wystarczyły na wszystkich pasażerów), zresztą od razu minibusa, żeby koszty były niższe i pojechaliśmy do miasta, w którym wtedy mieszkałam. Część osób z taksówki została odebrana przez rodzinę czy przyjaciół, część przenocowała u jakichś znajomych, złapała hotele lub zdecydowała się na nocleg w pociągu, a ta młoda Egipcjanka, zresztą prześliczna dziewczyna, śwetnie mówiącą po angielsku i akceptowalnie po niemiecku, była nieco w kropce. Zaproponowałam jej nocleg, umożliwiłam jej weryfikację, że jestem tym, za kogo się podaję - to przecież obecnie betka. Dostała gorącej herbaty, przenocowała, rano pojechała do przyjaciółki. Wróciła do domu cała i zdrowa, kontakt pozostał, spotykamy się na kawę raz na kilka miesięcy.
                        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:02
                          To ty jestes ta wielodzietna matka? smile (nie ganguska handlujaca kobietami!). Cudowna historiasmile
                          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:10
                            Tak, jestem lekkomyślną ryzykantką, która zaprasza do domu obce osoby. Ale zweryfikowałyśmy się wzajemnie, wysyłając sobie maile ze służbowych adresów.
                        • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:08
                          I jeszcze musiałam docenić ironię sytuacji, bo skończyliśmy spotkanie wcześniej, żebym na pewno zdążyła wrócić przed wichurą. Gdybyśmy nie skrócili spotkania, to bym już nie wyjechała, więc przenocowałabym w miejscu delegacji, mając spokojnie możliwość znalezienia hotelu w metropolii. Poszłabym do teatru, wyspałabym się i pojechałabym następnego dnia. A tak wylądowałam na jakimś wygwizdowie i wracałam z przygodami.
                        • is-laura Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 07:22
                          "Zaproponowałam jej nocleg, umożliwiłam jej weryfikację, że jestem tym, za kogo się podaję - to przecież obecnie betka. Dostała gorącej herbaty, przenocowała, rano pojechała do przyjaciółki. Wróciła do domu cała i zdrowa, kontakt pozostał, spotykamy się na kawę raz na kilka miesięcy."

                          Zaprosiłaś młodą dziewczynę, starałaś się minimalizować ryzyko sprawdzając jej tożsamość, więc po co ten wątek? Obcego faceta też byś zaprosiła?
                          • iwles Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 07:47
                            is-laura napisała:

                            > Obcego faceta też byś zaprosiła?

                            Czyli z założenia "samiec to wróg"!?
                            Czy każdy samiec to bezmózg?


                            • is-laura Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:11
                              Skoro wg przytaczanych tu badań kobiety wolą spotkać w lesie niedźwiedzia niż mężczyznę, to wg tych kobiet tak
                              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 08:49
                                is-laura napisała:

                                > Skoro wg przytaczanych tu badań kobiety wolą spotkać w lesie niedźwiedzia niż m
                                > ężczyznę, to wg tych kobiet tak

                                Nie, co najwyżej wg tych kobiet mężczyzna jest potencjalnie bardziej niebezpieczny od niedźwiedzia. Ani, mężczyzny, ani niedźwiedzia nie postrzegam jako wrogów.
          • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:15
            >Minimalizacją ryzyka byłoby nie wyjeżdżać w taką pogodą. Sorry, ale współczesna prognoza pogody podaje takie rzeczy, a od kilku lat biorą to nawet na bardzo poważnie i wydają ostrzeżenia o wichurach, czy innych kataklizmach.

            No i zapowiedzieli od 22, ona wyjechała o 16, powinna była spokojnie zdążyć.

            >Dziś np u mnie jest ostrzeżenie, że w nocy będzie lekki mróz, a rano może być gołoledź, a to oznacza, że pociągi mogą się mocno opóźniać albo wypadać z planu, co może skutkować długim oczekiwaniem gdzieś na zimnym dworcu. Gdybym nie musiała, nie jechałabym dziś pociągiem gdzieś, skąd musiałabym wracać w nocy/ nad ranem. A już na pewno nie sama.

            Czyli kobiety nie powinny pracować w zawodach, w których zdarzają się delegacje. Niezła minimalizacja ryzyka, taka mocno ograniczająca wybór zawodu, ale okay.
            • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:30
              turzyca napisała:

              >
              > Czyli kobiety nie powinny pracować w zawodach, w których zdarzają się delegacje
              > . Niezła minimalizacja ryzyka, taka mocno ograniczająca wybór zawodu, ale okay.
              >

              Ale o czym Ty mowisz? C'mon, jesli pogoda stanowi potencjalne zagrozenie, rzecz dotyczy obu plci w rownym stopniu. Przez iles tam lat, w ramach obowiazkow zawodowych, latalam na polnoc Ontario & Quebec. Ciupenkie planes, some pilots not very experienced (mlodzi smile) albo over-confident (starsi wink) - bywalo roznie niemniej gdy warnings byly clear, nawet na kilka, czasem kilkanascie godzin do przodu - zwyczajnie sie nie lecialo & przeczekiwalo w roznych miejscach/okolicznosciach (pewnej not working vending machine nigdy nie zapomne suspicious). A latalam ja (kobieta) z innymi kobietami i roznymi mezczyznami - gdy wieje/leje/wali sniegiem ... whatever ... wszyscysmy rowni, nie ma przepros. I uwaga Snake jest very rational; ja zreszta juz powtorzylam pare razy, ze z calej opowiesci wstepnej za najwieksze zagrozenie uwazam wichure! Life.
              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:35
                Nie jest. Czesto nie ma wyboru i trzeba wyjsc z domu, gdzies pojechac, zrobic cos co jest ryzykowne. Nie da sie zamknac w domu i siedziec pod kocykiem. Jak sie da, mozna przeczekac ale zycie/pogoda/ los zaskakuje nas i nie da sie wszystkiego przewidziec.
                • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:12
                  melisananosferatu napisała:

                  > Nie jest. Czesto nie ma wyboru i trzeba wyjsc z domu, gdzies pojechac, zrobic c
                  > os co jest ryzykowne. Nie da sie zamknac w domu i siedziec pod kocykiem. Jak si
                  > e da, mozna przeczekac ale zycie/pogoda/ los zaskakuje nas i nie da sie wszystk
                  > iego przewidziec.

                  Ależ należy nawet przeczekać pod "kocykiem". Takie wichury bywają bardzo niebezpieczne i tu strategie "jakoś to będzie" i "zmieścisz się" są kompletnym idiotyzmem. Mowa jest też o DB, a niemiecka kolej w przypadku zapowiadanej niebezpiecznej pogodowej anomalii, takiej, że może nie być możliwości odebrania gości gdzieś po drodze innym środkiem transportu, zawsze namawia do rezygnacji i zwraca pieniądze za bilet. Gdzie się chcesz pchać i co ci da, że spędzisz noc gdzieś na zimnym dworcu? W taką pogodę często pociągi po prostu się kasuje, nie wypuszcza w drogę. One wtedy nie jeżdżą z względu na bezpieczeństwo.
                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:19
                    Sytuacja ze startera jednakowz jest inna. Jestes juz w trasie i nastepuje niespodziewany zonk wiec musisz sobie radzic na biezaco. Nieprzewidywane wypadki sie zdarzaja. 40 lat temu moja tesciowa musiala wsiasc do pociagu z 10 letnim synem i przejechac pol Polski do CDZ. Nie mial jej kto zawiezc samochodem a na badani (rezonans magnetyczny) na ktore jechalo dziecko (moj maz) czekalo sie bardzo dlugo i w srode dostali telefon,ze zwolnilo sie miejsce i maja byc w piatek. Wiec nie, nie da sie wszystkiego przewidziec i zaplanowac.
                    • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:28
                      melisananosferatu napisała:

                      > Sytuacja ze startera jednakowz jest inna. Jestes juz w trasie i nastepuje niesp
                      > odziewany zonk wiec musisz sobie radzic na biezaco.

                      Ale jaki zonk? Jedyną niespodziewaną sytuacją, o której się nie wie przedtem, to nagle ludzie na torach. I wtedy pociąg hamuje i nawet nie wypuszczają z pociągu. Ciągle mowa o DB.

                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:47
                        Przeciez masz jedna w starterze, sa awarie pociagow, autobusow, kolezanka z mezem znalazla w Rumunii szczeniaki w worku, dwie noce spedzili w jednym arbnb (wlascicielka byla super pomocna) a z nastepnego ich wyrzucono z wrzaskiem i nie mieli wyjscia, dwie noce spedzili w aucie bo w pelni sezonu nie znalezli niczego innego, mnostwo nieplanowanych rzezcy sie zdarza w podrozy, w zyciu.
                        • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:55
                          melisananosferatu napisała:

                          > a z nastepnego ich wyrzucono z wrzaskiem i nie m
                          > ieli wyjscia, dwie noce spedzili w aucie

                          Przez szczeniaki znalezione w worku? Sorry. Nie zdarzy mi się. Nie przestawiam dobra znalezionych obcych psów ponad moje i mojego męża. Zwykle nie bookuje też prywatnych kwater w Rumunii, bo już to wydaje mi się niebezpieczne.
                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:00
                            No,znalezli szczeniaki w worku nad strumieniem i nie mieli serca ich zostawic, taki odruch zwany wspolczuciem i troska o to,co male i bezbronne. Oni akurat spotkali sie ze zrozumieniem i pomoca tylko jedna kobieta, u ktorej bookowali pokoj wydarla sie i ich nie przyjela. I dlaczego bookowanie arbnb w Rumunii mabyc niebezpieczne? Zwlaszcza dla pary?
                            • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:18
                              melisananosferatu napisała:

                              > I dlaczego bookowanie arbnb w Rumunii mabyc
                              > niebezpieczne? Zwlaszcza dla pary?

                              Ten kraj jest dla zachodniego turysty ciągle niebezpieczny. Wprawdzie ryzyko fizycznej przemocy w ostatnich latach spadło, ale ciągle jest wysokie, jeżeli chodzi o kradzież (pieniądze, dokumenty, cenny ekwipunek) i oszustwo (np. pozorowane prośby o pomoc w "trudnych sytuacjach"). To informacje dla turystów ze strony niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
                          • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:05
                            Czyli gdybyś przygarnęła szczeniaki znalezione w worku i w podróży po drodze nie znalazłabyś noclegu dla pary z psami to byś je wyrzuciła ot tak??
                            • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:07
                              Nie przygarnelaby.
                              Ta historia ma taki final,ze wszystkie siedem malych kluseczek zyje i ma sie dobrze a jedna z nich lezy teraz przed kominkiem u tej pary, ktora ja uratowala. To w ogole jest super historia i przywraca wiare w dobro czlowieka. A szczeniaki znalezione niedaleko zamku Drakulismile
                              • taje Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 22:21
                                Ja może nie jestem jakąś wielką psiarą, ale nie wyobrażam sobie nie zająć się porzuconymi szczeniakami i to znalezionymi w worku. Jeśli lokalnie nie da się im znaleźć miejsca to zabrałabym je do własnego kraju (i tam zwróciłabym się do jakiegoś schroniska), a po drodze bezwstydnie przemyciłabym je do wynajmowanego lokum nie mówiąc o tym wynajmującej, siła wyższa.
              • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:06
                > I uwaga Snake jest very rational; ja zreszta juz powtorzylam pare razy, ze z calej opowiesci wstepnej za najwieksze zagrozenie uwazam wichure! Life.

                Byłaby względnie sensowna, gdyby nie ostatnie zdanie - "A już na pewno nie sama."


                > ja zreszta juz powtorzylam pare razy, ze z calej opowiesci wstepnej za najwieksze zagrozenie uwazam wichure!

                I tu się z Tobą zgadzam. Ale Snake mówi o profilaktycznej rezygnacji z podróży w przypadku przymrozku. Przymrozku. Pod koniec listopada. W Europie Środkowej. Wyobrażasz sobie minę szefa, gdy mówisz mu, że nie pojedziesz do sąsiedniego miasta, bo jest -1?

                Btw. jechałam dzisiaj przez miasto Snake, nie było jakichś zauważalnych opóźnień. Znacznie gorzej było kilka tygodni temu, gdy były silne mgły, wtedy złapałam godzinę opóźnienia.
                • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:12
                  No i juz masz,ze zmyslaszsmile
                • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:25
                  turzyca napisała:


                  > Byłaby względnie sensowna, gdyby nie ostatnie zdanie - "A już na pewno nie sama

                  Acha, chcesz mi według ostatniej jakże popularnej na tym forum modły wciskać patriarchalne dziecko w brzuch? Akurat zgwałcenie to ostatnia rzeczy, której bym się obawiała. Już raczej, że mnie okradną, albo coś w ten deseń i wtedy lepiej nie być samą.

                  A przymrozek jest tylko przykładem, że prognoza pogody informuje dziś o wszystkim, więc na pewno poinformują też o wichurze. I nie przymrozek jest problemem, a gołoledź, w zachodniej Europie zjawisko dosyć niebezpieczne, bo my tu mamy zwykle plusowe temperatury z dużym prawdopodobieństwem opadów, więc nagły spadek temperatur poniżej zera powoduje czasem ślizgawkę i problemy z jazdą pociągów. Dlatego jak nie trzeba, to lepiej zostać w domu. I nie wiem przez jakie miasto ty dziś jechałaś, ale w ciągu dnia u nas nic jeszcze nie było. Sama byłam w Düsseldorfie nad Renem. Temperatura powyżej zera. Wróciłam linią S1 przed 19 tą, wszystko grało, pociągi były w miarę punktualne.


                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:28
                    Snejkowa ty jesteś jak ten informatyk z dowcipów. "dziwne, u mnie działa".
                    • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 21:34
                      paskudek1 napisała:

                      > Snejkowa ty jesteś jak ten informatyk z dowcipów. "dziwne, u mnie działa".
                      >
                      Paskudkowa, a ty jesteś jak pięcioletni dzieciak. Dużo histerii, dużo tupania nóżkami i życzeniowe myślenie. Niech turzyca napisze, gdzie i kiedy to się zdarzało.
                  • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 13:32
                    >Acha, chcesz mi według ostatniej jakże popularnej na tym forum modły wciskać patriarchalne dziecko w brzuch?

                    Nie mam zamiaru Ci wpychać dziecka w brzuch, choć wiem, że go tam nie ma. I trochę szkoda, że gdzieś zgubiłaś tę blond dziołszkę, która regularnie użerała się z oblechami, gdy dojeżdżała do szkoły. Że gdzieś zgubiłaś tę młodą imigrantkę, która sama musiała się utrzymać na powierzchni i nie raz wracała do domu po zmroku czy robiła inne nie do końca bezpieczne rzeczy, bo nie raz stała przed perspektywą, że albo to albo nie będzie miała, co jeść czy gdzie mieszkać, bo nikt jej nie fundował młodego dorosłego życia. Szkoda, że w ciągu tych lat gdzieś je zgubiłaś. Została tylko skorupka, która trąci tym, czym za młodu nasiąkła - śląskimi wzorcami z końca PRL. Oczywiście zupełnie, ale to zupełnie niepatriarchalnymi.
                    • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 16:42
                      turzyca napisała:


                      > Nie mam zamiaru Ci wpychać dziecka w brzuch, choć wiem, że go tam nie ma. I tro
                      > chę szkoda, że gdzieś zgubiłaś tę blond dziołszkę, która regularnie użerała się
                      > z oblechami, gdy dojeżdżała do szkoły. Że gdzieś zgubiłaś tę młodą imigrantkę,
                      > która sama musiała się utrzymać na powierzchni i nie raz wracała do domu po zm
                      > roku czy robiła inne nie do końca bezpieczne rzeczy,


                      Nie bardzo wiem, co mi teraz insynuujesz. To, że byłam sobie sama winna, że ktoś mnie molestował? Tak, byłam blond dziołszką i byłam w moim życiu setki razy molestowana. Kilka razy byłam w sytuacji dosyć nieprzyjemnej. I dlatego, że to przeżyłam, nie pyerdolę tu teoretycznie tak jak wiele innych, którym pewnie się wydaje, że wystarczyłoby tupnąć nogą i napastnik od razu nabierze respektu. I dlatego te wszystkie doświadczenia nauczyły mnie, że należy uważać, zachowywać się jak trzeba nawet bardzo zachowawczo i konserwatywnie, a progresywność można włożyć sobie w doopę., albo uskuteczniać ze sprawdzonym partnerem. I na tym jadę już bardzo długo. WIęc racz się ode mnie odpyerolić, pani mądralińska., naprawiaczko świata i empatko od siedmiu boleści, bo wzięłaś do domu miłą Egipcjankę (łaaaa, wystraszyć się można). I odpyerdol się też od Śląska i Ślązaków, bo to zwykle pragmatyczni i dający sobie radę w życiu ludzie.

                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:08
                        Czy to nie jest ciekawe, ze strasznie sie odpalilas na sama mysl, ze ktos moglby ci zarzucic, ze jestes winna tego, ze cie molestowano? Nie jestes i nie taki jest sens wypowiedzi Turzycy ale przyznam, ze brwi unioslam ze zdziwieniem. Coz, jak cos nas osobiscie dotyczy to zmienia sie perspektywa, nieprawdaz.
                        • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 17:42
                          melisananosferatu napisała:

                          > Czy to nie jest ciekawe, ze strasznie sie odpalilas na sama mysl, ze ktos moglb
                          > y ci zarzucic, ze jestes winna tego, ze cie molestowano? Nie jestes i nie taki
                          > jest sens wypowiedzi Turzycy ale przyznam, ze brwi unioslam ze zdziwieniem. Coz
                          > , jak cos nas osobiscie dotyczy to zmienia sie perspektywa, nieprawdaz.


                          🤮🤮🤮
                          jaka hipokryzja.
                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:00
                            Moja?
                            • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:04
                              Twoja, twoja.
                              Brak refleksji? Dopiero co piszczałaś o wpis primuli.
                              Okropne rzeczy z ciebie powychodziły w tych wątkach.
                              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:10
                                'Nie bardzo wiem, co mi teraz insynuujesz. To, że byłam sobie sama winna, że ktoś mnie molestował? Tak, byłam blond dziołszką i byłam w moim życiu setki razy molestowana. Kilka razy byłam w sytuacji dosyć nieprzyjemnej. I dlatego, że to przeżyłam, nie pyerdolę tu teoretycznie tak jak wiele innych, którym pewnie się wydaje, że wystarczyłoby tupnąć nogą i napastnik od razu nabierze respektu. I dlatego te wszystkie doświadczenia nauczyły mnie, że należy uważać, zachowywać się jak trzeba nawet bardzo zachowawczo i konserwatywnie, a progresywność można włożyć sobie w doopę., albo uskuteczniać ze sprawdzonym partnerem. I na tym jadę już bardzo długo. WIęc racz się ode mnie odpyerolić, pani mądralińska., naprawiaczko świata i empatko od siedmiu boleści, bo wzięłaś do domu miłą Egipcjankę (łaaaa, wystraszyć się można). I odpyerdol się też od Śląska i Ślązaków, bo to zwykle pragmatyczni i dający sobie radę w życiu ludzie.'

                                Na ten konkretnie post odpowiadalam. Przeczytaj, pare razy, ze zrozumieniem. Ja sobie, w przeciwienstwie do primuli, niczego nie wymyslilam. Snejk przyznaje, ze padla ofiara molestowania i oburza ja rzekoma insynuuacja turzycy, ze to mialaby byc jej wina. Wiec gdzie jest ta moja rzekoma hipokryzja ? I o jakich okropnych rzeczach tu piszesz?
                                • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:19
                                  W przeciwieństwie do ciebie czytanie ze zrozumieniem jest umiejętnością, którą osiągnęłam bardzo dawno temu. Ze wzrokiem też jeszcze nie jest tak źle, żebyś musiała mi placem pokazywać co kto i gdzie napisał.

                                  O tych, które tak lekko wypływają ci spod paluszków w stronę innych kobiet. Żywych i realnych.
                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:20
                                    No wiec wyjasnij mi moja hipokryzje i podaj przyklady tych okropnosci. Czekam.
                                    • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:22
                                      Ależ czekaj sobie.
                                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:26
                                        No oczywiscie. Rzucic guanem i isc sobie to kazdy potrafi. Skoro mi cos zarzucasz to miej odpowiedzialnosc za slowa i to udowodnij bo inaczej jestes oszczerca i pieniaczka.
                                        • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:36
                                          😃
                                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:38
                                            No nie wezmiesz odpowiedzialnosci za wlasne slowa wiec zostaly ci emotki. Sama sobie wystawiasz tu laurke.
                              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:16
                                I tu hipokrytka jest snejk bo ona moze pisac o molestowanych dziewczynach, ze glupie i same sobie winne ale jak pomysli, ze ktos moglby jej to zarzucic (czego zupelnie nie robi ale snejk nie rozumie co sie do niej pisze) to sie wscieka.
                                • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:22
                                  melisananosferatu napisała:

                                  > I tu hipokrytka jest snejk bo ona moze pisac o molestowanych dziewczynach, ze g
                                  > lupie i same sobie winne ale jak pomysli, ze ktos moglby jej to zarzucic (czego
                                  > zupelnie nie robi ale snejk nie rozumie co sie do niej pisze) to sie wscieka.

                                  Nie, snejki od zarania leci tą samą linią.
                                  Hipokryzja wybija z ciebie, bo tak chętnie opowiadasz się za tym, co napisała turzyca. (Co swoją drogą jest równie urocze).
                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:24
                                    Za czym sie opowiadam? Turzyca nie napisala, ze snejk jest winna temu, ze byla molestowana. W jaki sposob?
                                    • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:30
                                      Przeczytaj sobie wpis turzycy albo może poproś kogoś dorosłego o pomoc, to będziesz wiedziała, co napisała turzyca 🤷 bo ja nigdzie nie twierdzę, że turzyca obwiniła snejki o molestowanie.

                                      A i jeszcze chciałam zapytać o ten fragment:

                                      Coz, jak cos nas osobiscie dotyczy to zmienia sie perspektywa, nieprawdaz
                                      .

                                      Pytałaś oczywiście z troski?
                                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:33
                                        A co tu jest niejasne? Oczywiscie, ze tak jest. Mozna pisac co powinna byla zrobic zgwalcona czy molestowana dziewczyna I sie wymadrzac ale wszystko sie zmienia jak same czegos doswiadczymy i wiemy, ze nawet super zapobiegliwosc nie zawsze chroni vide kobiety, ktore dojezdzaja do pracy poznymi godzinami i nijak nie moga tego inaczej zrobic. Ty popros zeby ci ktos forum czytal i tlumaczyl bo nie dosc, ze nie rozumiesz to jeszcze wymyslasz.
                                        • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:39
                                          A ty dalej swoje.
                                • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:26
                                  melisananosferatu napisała:

                                  > I tu hipokrytka jest snejk bo ona moze pisac o molestowanych dziewczynach, ze g
                                  > lupie i same sobie winne a

                                  Tylko, że ja nigdy tak nie pisałam konfabulantko, więc ty też racz się odpyerdolić ode mnie. Nigdy i nigdzie nie twierdziłam, że molestowane kobiety są sobie same winne. Przecież to jest teza paskudka, turzycy i kilku innych pomylonych, a nie moja. Nikt przy zdrowych zmysłach tak nie twierdzi. To paskudek i jej ferajna od kilku dni coś sobie ubzdurała i pomyliła kompletnie tematy. Ja nie dyskutuję o winie ofiary, bo to jest bezdyskusyjne, że nie ona ją ponosi, a jedynie o możliwościach minimalizowanie ryzyka stania się ewentualną ofiarą. Dla własnego dobra.
                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:29
                                    Zbastuj z ta agresja, zdrowa to ona nie jest.
                                    • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:33
                                      Meliska, z agresją nie jesteś w tyle. Z tym, że w twoim wydaniu są to po prostu napastliwe, debilne i powtarzalne wpisy, brak rozumienia tekstu pisanego i doszukiwanie się wszędzie chochoła, z którym czujesz potrzebę walczyć.
                                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:35
                                        No gdzie sa te deblilne i napastliwe teksty?
                                      • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:37
                                        A Meliska dla ciebie nie bylam i nie bede.
                                        • maleficent6 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:43
                                          melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:35
                                          No gdzie sa te deblilne i napastliwe teksty?

                                          melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:37
                                          A Meliska dla ciebie nie bylam i nie bede

                                          Z pustego i Salomon....
                                          Z mojej strony tyle, proszę pani.
                                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:45
                                            Znaczy to sa te MOJE teksty? Te debilne i napastliwe?
                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:42
                                    Tylko jakoś dziwnie te dobre rady ci się odpalają w dyskusjach PO fakcie. Tak teoretyzujesz sobie dla dobra przyszłych ewentualnych ofiar. Tylko wiesz co snejkowa? Jeśli ktoś zrobił coś tak i, tak, to najwyraźniej inaczej zrobić nie bardzo mógł. Serio, wszelkie opracowania tematu mówią wprost, że takie rozpatrywanie sprawy SZKODZI ofiarom. Byłym, obecnym i przyszłym a ty nadal swoje.
                                  • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 02:15
                                    snakelilith napisała:

                                    > melisananosferatu napisała:
                                    >
                                    > > I tu hipokrytka jest snejk bo ona moze pisac o molestowanych dziewczynach
                                    > , ze g
                                    > > lupie i same sobie winne a
                                    >
                                    > Tylko, że ja nigdy tak nie pisałam konfabulantko, więc ty też racz się odpyerd
                                    > olić ode mnie. Nigdy i nigdzie nie twierdziłam, że molestowane kobiety są sobie
                                    > same winne. Przecież to jest teza paskudka, turzycy i kilku innych pomylonych,
                                    > a nie moja. Nikt przy zdrowych zmysłach tak nie twierdzi. To paskudek i jej fe
                                    > rajna od kilku dni coś sobie ubzdurała i pomyliła kompletnie tematy. Ja nie dy
                                    > skutuję o winie ofiary, bo to jest bezdyskusyjne, że nie ona ją ponosi, a jedy
                                    > nie o możliwościach minimalizowanie ryzyka stania się ewentualną ofiarą. Dla wł
                                    > asnego dobra.

                                    Bo one wciąż minimalizcje myla z obwinianiem.
                                    I naiwnie wierzą ze jak małym chłopcom będą mówić ze nie wolno zabijać gwałcić to napewno 100% meskiej dorosłej pozniej populacji będzie się stosować.
                                    Zapominajac ze sa osoby zaburzone.


                                    Mysla ze taki ci jezdzi po pijaku 226 km/h po miescie nie mial na kursie prawa kazdy ze to jest niezgodne z prawem?

                                    Glupie przyklady wypadkow dorogwych, zdajac prawo jazdy chyba ma sie wiedzę co wolno a co nie, a i tak ludzie łamia prawo.
                                    Jako pieszy mogę tylko minimalizować ryzyko (czekać przed przejsciem ,az auto sie calkiem zatrzyma) nie zostania kaleką, ale nie jestem winna tego ze debil jedzie po pijanemu i wjezdza w tłum ludzi.
                        • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:17
                          melisananosferatu napisała:

                          > Czy to nie jest ciekawe, ze strasznie sie odpalilas na sama mysl, ze ktos moglb
                          > y ci zarzucic, ze jestes winna tego, ze cie molestowano?
                          Nie jestes i nie taki
                          > jest sens wypowiedzi Turzycy ale przyznam, ze brwi unioslam ze zdziwieniem.


                          Nie wiem jaki sens ma wypowiedź turzycy, dlatego ją o to retorycznie pytałam. Nie wiem dlaczego przypominała mi moje wpisy ze sławetnego już wątku, gdzie wiele kobiet opisywało swoje doświadczenia. Wiele kobiet było molestowanych w życiu, to przecież bardzo znany fakt, dlatego nie wiem co ma do tego poczucie winy. Ja nie czuję i nie czułam się nigdy winna, jedynie modyfikowałam odpowiednio zachowanie, by nie zostawać w tej sytuacji, albo się na nią w ogóle nie narażać.
                          Nie wiem też, co ma do tego Śląsk i PRL, jakby w reszcie Polski panowała wtedy sielanka dla kobiet. "Śląska baba" nie uchodzi zresztą też za zbyt uległą. Nie wiem więc co ma na myśli turzyca. Ty najwyraźniej wiesz, good for you, ja zostanę pewnie w nieświadomości. I nie chcę nawet wiedzieć, bo jedynym celem turzycy było m dowalić.
                          • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:23
                            Ja zupelnie nie tak odebralam wpis turzycy, po raz pierwszy tu czytam,ze bylas molestowana w tym wlasnie watku. Zwrocilam uwage, ze sama mysl, ze ktos moglby ci zarzucic wine (co IMHO nie bylo intencja turzycy) wzbudza w tobie wscieklosc. I slusznie. To pomysl teraz, ze inne, ktore byly molestowane, gwalcone tez czuja to samo.
                            • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:33
                              melisananosferatu napisała:

                              > . Zwrocilam uwage, ze sama mysl, ze ktos moglby
                              > ci zarzucic wine (co IMHO nie bylo intencja turzycy) wzbudza w tobie wscieklosc
                              > . I slusznie. To pomysl teraz, ze inne, ktore byly molestowane, gwalcone tez cz
                              > uja to samo.

                              Pogięło cię? Tak, molestowanie wzbudza wściekłość. Wściekłość, a nie poczucie winy, którą chce wzbudzić we mnie paskudek. Tylko co z tego? Nie żyjemy w idealnym świecie, w którym nasze emocje obchodzą napastników, więc twoją wściekłość możesz sobie wsadzić w tyłek. Ja z mojej wściekłości wyciągnęłam pewnie wnioski i starałam się nie narażać na sytuację, w której mężczyzna mógłby wykorzystać moją bezbronność, słabość, czy naiwność. I to nie działa w 100% sytuacji, ale mnie już nawet mniej wystarczy.
                              • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:36
                                Ale co ma Paskudek do wpisu Turzycy? I w jaki sposob ktos chce wzbudzic w tobie poczucie winy? O co?
                                • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:38
                                  melisananosferatu napisała:

                                  > Ale co ma Paskudek do wpisu Turzycy? I w jaki sposob ktos chce wzbudzic w tobie
                                  > poczucie winy? O co?

                                  OJP. Opanuj może po trzech dniach najpierw kontekst, bo nie będą ci go teraz tłumaczyć.
                                  • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:41
                                    No nie wiem czemu masz sie czuc winna skoro jestes nieomylna i wiesz lepiej.
                              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 18:44
                                snakelilith napisała:

                                > melisananosferatu napisała:
                                >
                                > > . Zwrocilam uwage, ze sama mysl, ze ktos moglby
                                > > ci zarzucic wine (co IMHO nie bylo intencja turzycy) wzbudza w tobie wsci
                                > eklosc
                                > > . I slusznie. To pomysl teraz, ze inne, ktore byly molestowane, gwalcone
                                > tez cz
                                > > uja to samo.
                                >
                                > Pogięło cię? Tak, molestowanie wzbudza wściekłość. Wściekłość, a nie poczucie w
                                > iny, którą chce wzbudzić we mnie paskudek. Tylko co z tego? Nie żyjemy w ideal
                                > nym świecie, w którym nasze emocje obchodzą napastników, więc twoją wściekłość
                                > możesz sobie wsadzić w tyłek. Ja z mojej wściekłości wyciągnęłam pewnie wnioski
                                > i starałam się nie narażać na sytuację, w której mężczyzna mógłby wykorzystać
                                > moją bezbronność, słabość, czy naiwność. I to nie działa w 100% sytuacji, ale
                                > mnie już nawet mniej wystarczy.

                                JA CHCĘ W TOBIE wzbudzić poczucie winy za to że byłaś molestowana? Pojebało cie komletnie. Mnie wkurwia potwornie twoje pierdolenie jak to można i należy minimalizować zagrożenie. A teraz tym bardziej bo jeśli byłaś molestowana to do kurwy nędzy powinnaś mieć więcej empatii i współczucia dla ofiar. A u ciebie to jest ja poziomie minus jeden.
                                • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 21:47
                                  paskudek1 napisała:

                                  > A teraz tym bardziej bo jeśli byłaś molestowana to do kur
                                  > wy nędzy powinnaś mieć więcej empatii i współczucia dla ofiar. A u ciebie to je
                                  > st ja poziomie minus jeden.

                                  Ja mam empatię dla ofiar, dlatego nie chcę by kiedykolwiek znowu znalazły się w takiej sytuacji. A że nie mogę wyciągnąć im z doopy idealnego świata, w którym każda kobieta jest zawsze bezpieczna, radzę im na siebie uważać i nie zachowywać się naiwnie.
                                  Dla ciebie nie mam żadnej empatii, bo jesteś walniętym, oderwanym od rzeczywistości szkodnikiem i chcesz kosztem innym kobiet walczyć o swoje ideologiczne pyerdololo. Tak, ja też chcę mieć świat bez głodu, wojen, gwałtów i przemocy, ale nie urodziłam się wczoraj, więc wiem, że to fikcja.
                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:29
                                    To nie jest moje ideologoczne poerodlolo. Ty chcesz kpbiery włóczyć w ramki, bądź taka i owaka to MOŻE Ci się uda, MOŻE cię ktoś nie zgwałci, nie później, nie wymaca. Od świata nic nie wymagasz. Komletnie.
                                    • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:41
                                      Ty oczekujesz, że świat się zmieni. Kobiety nie muszą być ostrożne - bo facetom nie wolno tego czy tamtego. Tyle że gwałcą/napadają tacy, co twoje "nie wolno" mają głęboko gdzieś.
                                      I co kobiecie zgwałconej/napadniętej po tym, że jemu "nie wolno". Wszystkich zagrożeń nie wyeliminujesz, ale masz szansę części uniknąć. I to tej sporej.
                                      Dziecku na placu zabaw też nie powiesz - nie rób tego czy tamtego - bo jak zrobisz możesz rozwalić głowę/złamać rękę itd?
                                      • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:57
                                        Oczywiście, że powiem i dziecku i sama również staram zachowuje się ostrożnie.
                                        A jakie masz Arwenko dobre rady dla mnie gdzie w garniturze i w kurtce i sukience i na spacerze i na w autobusie i w tramwaju i na ulicy i w sklepie i w drodze do pracy itd byłam narażona na bardzo różne rodzaje przemocy seksualnej? Masz jakieś rady Arwenko ?
                                        Bo twoje środowiska protesowały tylko przeciwko:fakty.tvn24.pl/zobacz-fakty/zakopane-po-13-latach-przyjelo-uchwale-antyprzemocowa-to-jest-powod-do-wstydu-ze-dzieje-sie-to-dopiero-teraz-st7476357
                                        www.infor.pl/prawo/nowosci-prawne/6638543,nowa-definicja-zgwalcenia-nowelizacja-kodeksu-karnego.html
                                        Masz jakieś dobre rady dla zgwałconej 14 letniej, obecnie już dorosłej kobiety, która sikała na widok swojego gwłaciciela na wolności bo dostał tylko dwa lata ? Czy tylko dla tych głupich bab? Przez mental tobie podobnych między innymi tak się dzieje i jeszcze raz BHP jest ważne. Oczywiście, że przechodząc na zielonym trzeba się rozglądnąć, ale co powiesz o sytuacji gdy pieszy idzie chodnikiem i wjedzie w ciebie pijany kierowca, też wina tego pieszego ? A policja widząc nagranie, zapyta czy znał tago kierowce, sędzia czy niemiał z nim romansu i jak ten pieszy był ubrany, czy aby na pewno go nie sprowokował ?
                                        Jasne,że oczekuję, (chociaż naiwna nie jestem wiem jak teraz wyglądają realia)że wbrew takim jak ty świat się zmieni, tak jak to się zmieniło w kwestii przemocy wobec dzieci. Zmalała ? Czy nadal jest powszechna jak w latach 80 ?
                                        • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:46
                                          Przemoc wobec dzieci dalej jest tam gdzie była. Chyba nie myślisz, że w patologii coś się zmieniło.
                                          I mówiąc szczerze, zastanawiam się jakim cudem ciebie spotyka całe zło świata i wszyscy cię zaczepiają. Ja sobie nie przypominam, albo nie zwracałam uwagi.

                                          Co do pieszego - nie wszystko wyeliminujesz, ale ostrożność nie zaszkodzi.
                                          Ty wolisz zaklinać rzeczywistość, że bieganie po parku nocą czy o świcie - gdzie nie ma żywego ducha jest tak samo bezpieczne jak bieganie w ciągu dni, gdzie jest sporo ludzi. Że łażenie samej po ciemnej ulicy w szemranej dzielnicy będzie tak samo bezpieczne jak chodzenie po Marszałkowskiej, gdzie ludzi dużo i są światła itd. Wsiadanie do ubera samej, w środku nocy - raczej nie jest bezpieczne. A jak kierowca innokulturowy, niebezpieczeństwo wzrasta podwójnie. Kiedyś to się mówiło "kuszenie losu". Coś jak gra w rosyjską ruletkę. I nie mówię, że taksówki korporacyjne są bezpieczniejsze. Bywa różnie. Dlatego ZAWSZE po nasze dzieciaki jeździliśmy, nie ważne czy 12 w nocy czy 3 nad ranem. Po mnie mój tata też jeździł.
                                          Wtłaczaliśmy do głowy - jak już macie wracać taxi/uberem - to w kilka osób. Po prostu zwykłe minimalizowanie ryzyka. Tak jak nam wtłaczano do głowy zasady bezpieczeństwa, jak się pojawiły pigułki gwałtu.
                                          I jak mówię, normalni wiedzą co wolno a czego nie. Poj..eby - mają to gdzieś i żadne gadanie do nich nie przemówi.
                                          • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:55
                                            torun.eska.pl/dzisiejsza-szkola-to-luksus-dawniej-poszechne-bylo-stosowanie-przemocy-aa-UhnZ-x1Xc-gKRb.html Czyli mówisz nic się nie zmieniło ? Nic kompletnie ? Twoja religia jest tylko trochę bardziej cywilizowana niż ta do której się odnosisz. I robi wszystko by nadal było tak jak było. I jeszcze raz zasady BHP też są ważne. Udanego dnia.
                                            • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:02
                                              A myślisz, że teraz w szkołach nie ma przemocy? Jest. Różnica taka, że nie dostaniesz linijką po łapach tylko zniszczą cię psychicznie. Nauczyciele jak byli tak są bezkarni. Tylko przemoc psychiczną ciężej udowodnić.
                                              "Międzynarodowa Konwencja o prawach dziecka z 1989 roku kategorycznie zakazuje stosowania kar cielesnych wobec dzieci, nawet jeśli nie powodują one fizycznych obrażeń" - szkoda, że kategorycznie nie zakazuje też znęcania się psychicznego.
                                    • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:46
                                      nikt nigdzie nie mówi nikomu jaka masz być
                                      niech kobieta sobie będzie jaka chce, robi co chce i potem najwyżej sobie popłacze w kąciku. bo nawet nie będzie miała jaj, żeby pójść złożyć zeznania.

                                      minimalizaja ryzyka jest tylko dla chętnych, naprawdę. ty nic nie musisz
                                      • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 09:58
                                        volta2 napisała:

                                        > nikt nigdzie nie mówi nikomu jaka masz być
                                        > niech kobieta sobie będzie jaka chce, robi co chce i potem najwyżej sobie popła
                                        > cze w kąciku. bo nawet nie będzie miała jaj, żeby pójść złożyć zeznania.
                                        >
                                        > minimalizaja ryzyka jest tylko dla chętnych, naprawdę. ty nic nie musisz


                                        A, nie będzie miała po co iść składać zeznania przez takie jak ty. I kółeczko się zamyka.
                                        • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:06
                                          a przez takie jak ty, będzie łkać w kąciku, bo uwierzyła że ma prawo nie myśleć.
                                          • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:21
                                            Nie, nic nie zwalnia od myślenia. Ale może czas w końcu również powiedzić to facetom ? Służbom widzącym nagrania gwałtu i nie wszczynającym postępowań, może trzeba uczyć dzieci, że ważne są zasady BHP, ale również czym jest zły dotyk ? Policjantom nie przyjmującym zgłoszeń ? Księżom robiącym kisiel z mózgu kobiet ? Kobietom mówiącym innym kobietom, ty głupia babo po coś tam polazła, to tylko twoja wina że : wyszłas do sklepu, do pracy , na uczelnie, na spacer, mogłas szybciej biegać nosić gaz, przejść szkolenia na komandosa, przypakowac jak pudzian, albo no nie wiem burkę założyć, nie idź na policję bo to nic nie zmieni. Świat się zmienia voltuniu, już nie można dzieci lać bezkarnie, zmienia się też postrzeganie zwierząt i kobiet również. Wbrew takim jak ty. To się nazywa cywlizowanie się. I tak są kultury w tym twoja, które ciągle to stopują, ale ...a być może wahadło odbije w drugą stronę i wszystkie będziemy chodzić w burkach, takim jak ty to odpowiada. Po co zmieniać, nie ?"By nam buty mogły śmierdzieć jak śmierdziały przed stu laty" I jeszcze raz, żeby dotarło do twojego łba zasady BHP też są ważne.
                                            • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:31
                                              Ale może czas w końcu również powiedzić to facetom
                                              faceci doskonale wiedzą, od dawna gwałt jest penalizowany, tak, również w tej naszej strasznej kulurze gwałtu. tylko jak widać, ta wiedza, też jest tylko dla chętnych. no możesz jeszcze zamykać wszystkich facetów prewencyjnie, ale nie wiem czy bodnar się zgodzi...
                                              • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:38
                                                Mhym idź protestuj przeciwko zmianie definicji gwałtu. Kary za gwałt betonowy łbie były żenująco niskie, kobiety z nagraniem gwłałtu musiały się tłumaczyć że wcześniej spotkały gwałciciela. Idź się w ogóle pomódl żeby na ciebie nie trafiło i powiedz gawałconym w małżeństwach kobietomt, że źle wybrały. Czyli nadal niczego nie wymagajmy od facetów, bo to zwierzęta opętane chucią XD nic nie zmieniajmy módlmy się zakładajmy burki słuchajmy szamana i na pewno wtedy będzie lepiej.
                                                Statystyki: co roku 30 tys. ofiar gwałtów

                                                Według policyjnych statystyk co roku w Polsce do gwałtów dochodzi od 1800 do 2300 razy. Z kolei ze statystyk Niebieskiej Linii wynika, że rocznie ofiarą gwałtu pada 30 tys. polskich kobiet. Ale – jak alarmują eksperci i znawcy tematu – ta liczba może być nawet dwa razy większa, bo wiele ofiar zwyczajnie wstydzi zgłosić się na policję. Dodatkowym czynnikiem, który wyzwala w kobietach niechęć do takiego zawiadomienia jest to, że stają się one ofiarami swoich najbliższych. Aż 80 proc. wszystkich sprawców gwałtów jest wcześniej znanych kobiecie.

                                                O tym, że w Polsce trudno jest zgłosić zawiadomienie o gwałcie informują co jakiś czas organizacje kobiece. Kobiety mogą zniechęcać dodatkowo procedury jakie muszą przejść by złożyć takie zawiadomienie. Centrum Praw Kobiet alarmuje, że w trakcie prowadzonego śledztwa to na kobiecie ciąży obowiązek udowodnienia, iż to nie ona sprowokowała gwałcicie"
                                                Czy kobiety gwałcone w małżeństwach mają z domu nie wychodzić ?Tak musi wola boska i już rodzina jest święta, a kobieta to inwentarz.
                                                • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:47
                                                  Czy kobiety gwałcone w małżeństwach mają z domu nie wychodzić ?Tak musi wola boska i już rodzina jest święta, a kobieta to inwentarz.

                                                  postaraj się bardziej, co?

                                                  Mhym idź protestuj przeciwko zmianie definicji gwałtu
                                                  czy to nie ty tu walczysz, by nie mówić kobietom, co mają robić?
                                                  dość paradna jesteś w tym swoim uniesieniu, ale muszę cię zmartwić, ja zanim coś zrobię to jednak pomyślę. wiem, wiem, wolałabyś mi mówić co mam myśleć, co robić a czego nie mówić, ale to nie ze mną...
                                                • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 02:33
                                                  Z kolei ze statystyk Niebieskiej Linii wynika, że rocznie ofiarą gwałtu pada 30 tys. polskich kobiet. Ale – jak alarmują eksperci i znawcy tematu – ta liczba może być nawet dwa razy większa, bo wiele ofiar zwyczajnie wstydzi

                                                  Wiesz przez telefon i w klawiature mozna wklepać wszystko, bez weryfikacji czy to prawda. Zaburzone panie też sie zdarzają.

                                                  Znam pania ktora zaszla w ciaze z kochankiem, pomimo tego wyszla za maz za narzeczonego ,wmowila mu ze dziecko ktorego sie spodziewa jest jego. A jak biologiczny tatuś upomniał sie o baby po narodzinach to go posadziła go o gwałt. I ze ciaza była wynikiem gwałtu.
                                                  Facet przez rok miał problemy. Na szczeście ,zachował smsy ich rozmów z ktorych wynikalo ze mieli gorący romans trwajacy okolo roku jak i przed tak i po rzekomym gwałcie itp. Pani byla bardzo wylewna w smsach. Itp. Taka biedna zastraszona.

                                                  Wiec takie statystyki do mnie nie przemawiaja.
                                                  • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 04:31
                                                    3-mamuska napisała:
                                                    > Z kolei ze statystyk Niebieskiej Linii wynika, że rocznie ofiarą gwałtu pada 30
                                                    > tys. polskich kobiet. Ale – jak alarmują eksperci i znawcy tematu – ta liczba
                                                    > może być nawet dwa razy większa, bo wiele ofiar zwyczajnie wstydzi
                                                    >
                                                    > Wiesz przez telefon i w klawiature mozna wklepać wszystko, bez weryfikacji cz
                                                    > y to prawda. Zaburzone panie też sie zdarzają.


                                                    Kolejna jematusia wychowująca gwałcicieli, koniecznie dbająca o to, żeby w razie czego nie poszli do pierdla uncertain
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 08:12
                                                    " Fałszywe zgłoszenia gwałtu są rzadkością.
                                                    Nie ma dowodów na to, że fałszywe zgłoszenia gwałtu są częstym zjawiskiem. Gwałty bardzo często nie są zgłaszane ze względu na brak zaufania wobec wymiaru sprawiedliwości lub strach przed niepotraktowaniem sprawy poważnie. W rzeczywistości zgłoszenie gwałtu wymaga odwagi i determinacji. Kobiety zgłaszające gwałt są często obwiniane i poniżane, wielokrotnie pytane o to, jak go sprowokowały lub dlaczego doprowadziły do danej sytuacji. Osoby, które doświadczyły gwałtu, zasługują na to, by im wierzyć. Zgłoszenie gwałtu powinno prowadzić do gruntownego śledztwa, a osoby poszkodowane powinny otrzymywać wsparcie, do którego są uprawnione."
                                          • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:22
                                            volta2 napisała:

                                            > a przez takie jak ty, będzie łkać w kąciku, bo uwierzyła że ma prawo nie myśleć
                                            > .

                                            I nie, amebo emocjonalna, mam nadzieję że przez "takie jak ja" ofiara przynajmniej będzie mogła z podniesioną głową, bez wstydu iść, złożyć zeznania. Mam nadzieję, że nikt nie będzie jej się dopytywał jak była ubrana, jakby to kurwa miało jakiekolwiek znacznie. Mam nadzieję że nikt nie odważy jej zeznań na samym poczarku i mam nadzieję że jej orpawca zostanie ukarany. Bo TOBIE to wisi i powiewa.
                                            • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:25
                                              ale się zapowietrzasz na tej klawiaturze. wiesz, pójdzie, jak przeżyje. nastka w grecji poszła prosto do kostnicy. ale grunt, że miała prawo...
                                              • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:28
                                                Przecież ci pisze, że zasady też są ważne czy ty umiesz czytać ?
                                                • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:32
                                                  to z czym masz problem?
                                                  • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:35
                                                    volta2 napisała:

                                                    > to z czym masz problem?

                                                    Z twoim i nie tylko twoim, podejściem do ofiar przestępstw na tle seksualnym. Ale nie oczekujemy że emocjonalna ameba cokolwiek zrozumie. W końcu wyraźnie napisałaś że bezpieczeństwo kobiet gówno cię obchodzi. Interesują cię twoi synowie.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:41
                                                    masz z tym problem? bardziej mnie matwią że trafią w życiu na kogoś podobnego do ciebie, lepiej żeby byli gotowi.
                                            • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:38
                                              ej orpawca zostanie ukarany

                                              ale żeby go ukarać, trzeba wszystkie okoliczności zbadać. i wtedy się zacznie badanie długości spódniczki, ilości wypitego alko, ilości osób towarzyszących, sprawdzanie czy był ktoś zaproszony czy może zabrany siłą czy może z pigułką gwałtu a może jednak bez.
                                              bo chyba nikt się nie zgodzi, żeby karać za gwałt ze szczególnym okrucieństwem tak samo jak za gwałt w trakcie randki, na której pani zdjęła majteczki, bo ją gumka uciskała... ja wiem, dla ciebie nie ma różnicy, ale sędzia raczej się z tobą nie zgodzi żaden. po to studiują parę lat żeby nie sadzić takich kwiatków które próbujesz tu zasiać.
                                              • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:48
                                                Ty słuchaj volta jak gwałcona w małżeństwie i bita kobieta jak np Karolina Piasecka ma minimalizować ryzyko ? Co ? Wiesz ? Rodzina jest święta ?A ja mam nadzieję, że nikt nie trafi na taką "osobę" jak ty. Jesteś jak już paskudek napisała imprefnowana na wiedzę, nie ma w słowniku ludzi kulturalnych i niekulturalnych słów na takie betonowe łby jak twój. Szkoda dnia. Żegnam.
                                                • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:49
                                                  kolejna co nie rozumie minimalizacji od elimacji.
                                                  i ma skrzywienie na tle świętej rodziny. ksiądz cię skrzywdził czy jak?
                                                • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 10:53
                                                  A wyjaśnisz mi, dlaczego pani Karolina jak dostała pierwszy raz - nic z tym nie zrobiła? O ile kojarzę, nie jest to zahukana dziewczyna z jakiejś zabitej dechami wsi.
                                                  Dlaczego kobiety myślą, że "on dla niej będzie inny". Że po ślubie nie będzie pił itd. Tu jest pole do nauki. I tak właśnie kobietom trzeba tłumaczyć takie oczywistości.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:05
                                                    nie wyjaśni, bo się za bardzo unosi i pękło
                                                    a poza tym, ona by chciała żeby pani nie musiała myśleć, działać, tylko żeby piasecki zaczął rzygać tęczą.
                                                    pomijam, że raczej nie był mężem aranżowanym, więc dochodzi element, że sama go wybrałasmile
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:08
                                                    Co ci mam wyjaśniać ? Że rodzina jest święta ? można się rozwodzić w twojej religii czy nie ?
                                                  • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:17
                                                    A kto ci wmówił, że nie wolno. Ktoś ci zabroni cywilnie? A nawet unieważnienie w takiej sytuacji dostaniesz. Jest nawet duszpasterstwo dla par niesakramentalnych. Są pewne obwarowania - ale sorry, jakby mnie ktoś miał bić - to z całą pewnością nie zostałabym nawet minuty dłużej w jednym pomieszczeniu niż to konieczne.
                                                    Więc nie p.ierdziel o tym o czym nie masz pojęcia.
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:26
                                                    Nie no jednak twoi szamani niespecjalnie chcą dawać rozwody, chyba że jak kurski odpowiednio zapłacą. Czy twoja religia arwenko nie mówi, że rodzina jest święta ? Nie drukuje dziewczynkom, że powinny być skromne i pokorne ? Niech niewiasty na zgromadzeniu milczą, bo nie pozwala się im mówić; lecz niech będą poddane, jak i zakon mówi. A jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, niech pytają w domu swoich mężów; bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić"
                                                    Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim".
                                                    "Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak przystoi w Panu"."
                                                    "Kobieta niech się uczy w cichości i w pełnej uległości; Nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech; Lecz dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i w miłości, i w świątobliwości, i w skromności".
                                                    itd..
                                                  • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:36
                                                    Proponuję jednak iść skończyć jakieś studia i poznać realia. Ja nie czytam PŚ słowo do słowa jak Jehowi czy Zielonoświątowcy. Przypowieści też bierzesz słowo w słowo?
                                                    I nie, mnie nikt nie wtłaczał do głowy tego co sugerujesz. Kobiety w mojej rodzinie miały wtłaczane, że mogą wszystko, są najważniejsze, mają o siebie umieć zadbać same - bo nikt obcy tego nie zrobi. Mam duże poczucie własnej wartości - żaden patałach nie miałby szansy mnie uderzyć po raz drugi - o ile dostałby ją za pierwszym razem. Możliwe, że faceci to czują - bo nigdy, poza chyba piątą klasą szkoły podstawowej - nie miałam problemów. A wtedy sprawę rozwiązała moja mama - dzisiaj pewnie by ją wsadzili big_grin.
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:38
                                                    A no jasne bo to metafora. Ty idź chodź podstawówkę skończ. Komu chcesz takie kity wciskać ?
                                                    "Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak przystoi w Panu"." Do widzenia.
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:40
                                                    Choć Tak, mój błąd, a teraz żegnam.
                                                  • nenia1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 12:55
                                                    arwena_111 napisała:


                                                    > I nie, mnie nikt nie wtłaczał do głowy tego co sugerujesz. Kobiety w mojej rodz
                                                    > inie miały wtłaczane, że mogą wszystko, są najważniejsze, mają o siebie umieć z
                                                    > adbać same - bo nikt obcy tego nie zrobi. Mam duże poczucie własnej wartości -
                                                    > żaden patałach nie miałby szansy mnie uderzyć po raz drugi

                                                    czyli po prostu twoją główną zasługą było urodzenie się w rodzinie gdzie dzieci
                                                    każdej płci były/są kochane, szanowane i wspierane. I nic więcej złego prócz tego, że religijnie
                                                    sprano ci mózg, ci się nie przytrafiło, na dodatek gdy ktoś ci wyrządzał krzywdę, rodzice broni cię, co wzmacniało
                                                    twoje poczucie bezpieczeństwa.
                                                    Niestety są też dzieci, które rodzą się np. w rodzinie z problemem alkoholowym, które przez większość
                                                    dzieciństwa doświadczają chronicznego lęku, niepewności, odrzucenia, bezradności, poczucia wstydu, poczucia winy itd. w konsekwencji czego dorastając znajdują się pętli autodestrukcyjnych wzorów i to co tobie wydaje się normalne i zdrowe (i takie jest) dla nich jest bardzo trudno bądź nawet niemożliwe bez różnych terapii do osiągnięcia. Dlatego pisanie po wszystkim o pani X "a dlaczego pani X nie zareagowała od razu jak mąż ją pobił" jest tak naprawdę ocenianiem ofiary bez wiedzy o procesach jakie ją doprowadziły do takiej sytuacji. W niczym to nie pomoże ani pani X, ani innym paniom z podobnymi problemami, które to przeczytają, prócz tego że dodatkowo jeszcze poczują poczucie winy i zamkną się w sobie z lęku przed podobnymi ocenami.
                                                  • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 15:18
                                                    nenia1 napisała:

                                                    >
                                                    > sprano ci mózg, ci się nie przytrafiło, na dodatek gdy ktoś ci wyrządzał krzywd
                                                    > ę, rodzice broni cię, co wzmacniało
                                                    > twoje poczucie bezpieczeństwa.

                                                    Co za pseudopsychologiczny bełkot. Zajmij się wypełnianiem tabelek, bo to ci chyba lepiej wychodzi, a nie analizą innych forumek.

                                                  • pursuedbyabear Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 15:09
                                                    Ty serio myślisz, że to kwestia poczucia własnej wartości?

                                                    Co fo PŚ, to nikt nie ma tutaj wątpliwości, że czytasz je baaardzo wybiórczo, zwłaszcza Nowy Testament.
                                                  • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:11
                                                    arwena_111 napisała:
                                                    > A wyjaśnisz mi, dlaczego pani Karolina jak dostała pierwszy raz - nic z tym nie
                                                    > zrobiła?

                                                    Przecież wam katoliczkom religia nakazuje nieść krzyż i zabrania rozbijać rodziny. Bój się Boga - Arwenko - takie herezje jak zgłaszanie mężusia na policję głosisz? A fe! Leć do spowiedzi!
                                                  • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:18
                                                    A ty to wiesz bo? Mnie niczego takiego nikt nie uczył. Może sprawdź czy nie trafiłaś do jakiejś sekty albo do XIX w się nie przeniosłaś?
                                                  • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:35
                                                    arwena_111 napisała:
                                                    > A ty to wiesz bo? Mnie niczego takiego nikt nie uczył. Może sprawdź czy nie tra
                                                    > fiłaś do jakiejś sekty albo do XIX w się nie przeniosłaś?

                                                    Bo ty nie jesteś katoliczką tylko alleistką - 'jestem katoliczką ALE tylko tam gdzie mi wygodnie - tego co niewygodne nikt mnie nie uczył'. Cała Arwenka.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 15:44
                                                    arwenka może sobie byc kim chce, i aracelka może jedynie potuptać nózią.
                                                  • volta2 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 14:47
                                                    religia, aracelko, jak myślenie, jest dla chętnych, przymusu religijnego póki co u nas nie ma, fakt, że może rychło przybyć, wszak przy granicy z białorusią gwardia stoi
                                                  • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:14
                                                    Poczytaj sobie są bardzo długie opracowania na ten temat, między innymi bierze się to stad, że kobietom od zawsze nakazuje się być miłymi i pokornymi i ładnie przyjmowac "komplementy" to jest jeden z czynników.A innych jest bardzo dużo od syndromu sztokholmskiego, poprzez wstyd przed takim pierdlolo jak twoje i na końcu zwykły strach bo koleś dzięki takiemu a nie innemu postrzeganiu przemocy wobec kobiet dostał tylko dwa lata. Dalej nie rozumiesz ? A propos szkoły to też się zmieniło chyba nie powiesz mi , że w tej chwili nauczyciel bezkarnie może ..je..ąć łbem dziecka o tablicę, tak nadal jest ale jednak mniejszym stopniu niż to było w latach 80 gdzie była zwyczajnie powszechna i przez wszytskich uważana za normalną i stosunek do zwierząt też się zmienia.
                                                  • arwena_111 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:23
                                                    Je..bnąć łbem o tablicę, nie może. Ale zniszczyć psychicznie, wyzywać od debili, czy doprowadzić do samobójstwa itd. Jak najbardziej.
                                                    Mówisz o latach 80 XIX w? Bo jednak w latach 80 XX w nie spotkałam się z przemocą fizyczną od nauczycieli - z psychiczną jak najbardziej. I z tym akurat niewiele się zmieniło.
                                    • snakelilith Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:26
                                      paskudek1 napisała:

                                      >Od świata nic nie wymagasz. Komletnie.
                                      >

                                      Buhahahaa. A ty wymagasz i co? Goowno. Plułaś się w wątku o Trumpie, że nie może być, że on został prezydentem. Nie może być i już. Bo jest taki, owaki i sraki. I co? Trump został przez innych wybrany i rządzi. I tak się kończą twoje wymagania.
                                      Więc daruj sobie te żałosne gadki o wymaganiach, bo mam wrażenie, że rozmawiam z pięciolatką. Choć może pięciolatki kapują już różnicę pomiędzy tym, co mieć mogą, a co jest tylko formą bardzo naiwnego życzeniowego myślenia.
                                      • evening.vibes Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 11:37
                                        snakelilith napisała:

                                        > Plułaś się w wątku o Trumpie, że nie moż
                                        > e być, że on został prezydentem. Nie może być i już. Bo jest taki, owaki i srak
                                        > i. I co? Trump został przez innych wybrany i rządzi. I tak się kończą twoje wym
                                        > agania.

                                        Owszem - wielbiciele przemocy i prymitywizmu (jak ty) okazali się większością. Do tego tak bezdenni głupi, że nawet nie ogarniają o czym w kwestii Trumpa była dyskusja.
            • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:00
              Czyli kobiety nie powinny pracować w zawodach, w których zdarzają się delegacje. Niezła minimalizacja ryzyka, taka mocno ograniczająca wybór zawodu, ale okay.

              Wystarczy zadabć o porzadny środek transportu i miec plan B na wypadek jakies problemow chocby zdrowotnych. Kogoś dogadanego kto moze przyjechać.

              Zreszta wizyta u przyjaciólki, to nie praca za ktora dostajesz kase na zycie.
    • m_incubo Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:15
      Pociąg nie jedzie dalej, ale też nie wraca do miejsca wyjazdu

      No niebywałe.
      • bi_scotti Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:38
        m_incubo napisała:

        > Pociąg nie jedzie dalej, ale też nie wraca do miejsca wyjazdu
        >
        > No niebywałe.
        >

        Bo to jest Orient Express and the strory pisze Agatha Ch wink Poirot to the rescue! Oh wait, moze i on ukryty gwalciciel surprised Cheers.
        • m_incubo Re: Minimalizacja ryzyka - case study 22.11.24, 19:20
          Byłam ciekawa, jak autorka wyobraża sobie trasę pociągu z powrotem, tak po prostu do miejsca wyjazdu, dla urozmaicenia mógłby to być nawet Orient Express wink
    • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:42
      1) Czy minimalizacją ryzyka jest nocowanie w hotelu robotniczym czy wsiadanie do taksówki z trzema obcymi osobami?

      Opcja B, raczje nikt nie ma wyplywu na pogode. Wiec osoby z pocigu nie mogly zaplanowac porwania.

      Czy minimalizacją ryzyka jest nocowanie w pociągu, gdzie będzie obecna obsługa, czy jeżdżenie po obcym, zupełnie nieznanym mieście po nocy i nocowanie w apartamencie?

      Raczej A nocleg w pociągu , choć nieprzespany.

      3) Jak w tej sytuacji zminimalizujecie ryzyko? Jedziecie do apartamentu w bardzo złej dzielnicy miasta? Decydujecie się jednak na nocleg w pociągu? Przyjmujecie zaproszenie matki wielodzietnej?

      Opcja B.

      Ja bym zamowila taxi nawet jesli mialby pozyczać kase i pojsc z torbami.
      . Albo ublagałabym przyjaciółkę, aby wysłala kogoś ze swojego otoczenia. Czy sama przyjechała.
      • turzyca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 19:58
        >Opcja B, raczje nikt nie ma wyplywu na pogode. Wiec osoby z pocigu nie mogly zaplanowac porwania.

        Okazja czyni złodzieja, tzn. gwałciciela.


        >Ja bym zamowila taxi nawet jesli mialby pozyczać kase i pojsc z torbami.

        200 km. Plus sama z obcym facetem w samochodzie? Przez 3 godziny?

        >Albo ublagałabym przyjaciółkę, aby wysłala kogoś ze swojego otoczenia.

        A znajomy koleżanki jest gwarancją bezpieczeństwa?
        • melisananosferatu Re: Minimalizacja ryzyka - case study 21.11.24, 20:02
          No i juz masz pierwszy wpis,ze po co w ogole jechacsmile
        • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:12
          turzyca napisała:

          > >Opcja B, raczje nikt nie ma wyplywu na pogode. Wiec osoby z pocigu nie mog
          > ly zaplanowac porwania.
          >
          > Okazja czyni złodzieja, tzn. gwałciciela.

          No okazaj czyni tyle ze jak pewne panie nierozumieja ze chodzi o minimalizajce ryzyka a nie da rady w 100% wyeliminowac.
          I dlatego jest kolejny debilny watek.
          >
          >
          > >Ja bym zamowila taxi nawet jesli mialby pozyczać kase i pojsc z torbami.
          >
          > 200 km. Plus sama z obcym facetem w samochodzie? Przez 3 godziny?

          A co tobie sie nie zdarza przebywać sam na sam z obcymi facetami? Lekarza/pracownik/sasiad w windzie?
          A nie wiesz ze i kobiety też pracuja na taxi?
          Papiery , sprawdzony pracownik , kamery w autach tez sa.
          >
          > >Albo ublagałabym przyjaciółkę, aby wysłala kogoś ze swojego otoczenia.
          >
          > A znajomy koleżanki jest gwarancją bezpieczeństwa?
          >
          Jej Maz /ojciec ? Uwazasz ze przyjaciółka ma ojca/meza gwałciciela?
          I widziesz i znowu nie rozumiesz.
          Ryyzka nie wyeliminujesz na 100%, ale w razie w wiadomo z kim jestes i kogo policja ma scigać.
          Lepszy maz/ojciec przyjaciolki niz hotel robotniczy ze zgraja obcych nieznanych facetow.
          Z jednym kobieta moze nawet sobie poradzic i uciec. Wiesz wole mieć za przeciwnika 1 niz kilkunastu.
          • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 23.11.24, 13:15
            "Za gwałt najczęściej odpowiedzialne są jednak osoby znane osobie, która doświadczyła przemocy seksualnej. Sprawcą może być znajomy, kolega z pracy, członek rodziny, jak również były lub obecny partner. „Mit nieznajomego” generuje błędne przeświadczenie, że napaść seksualna, której dokonuje osoba znana ofierze, nie jest gwałtem. Aż 11% respondentów, którzy wzięli udział w przeprowadzonej w 2016 roku ankiecie badającej przekonania na temat przemocy na tle płciowym w UE, wyraziło pogląd, że zmuszanie partnera do seksu nie powinno być karalne."
            www.amnesty.org.pl/piec-faktow-na-temat-gwaltu/
            • 3-mamuska Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 17:12
              No i ? Napisalam do mnie statystyki nie przemawiaja.
              Bo sa i takie co sie przespi z kolega po pijaku a potem budzi sie rano trzezwa i zglasza gwalt bo przeciez ona by z nim nie poszla. A potem okazuje sie ze jednak bardzo chetnie poszla.
              Zyje na tym swiecie niemal 50 lat i nigdy nie slyszalam zeby kogos zgwalcil kolega.
              Sama tego tez nigdy nie doswiadczylam.

              Statystyki to sa dane ktorych nie mozna zweryfikowac.
              • pursuedbyabear Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 17:31
                3-mamuska napisała:

                > Zyje na tym swiecie niemal 50 lat i nigdy nie slyszalam zeby kogos zgwalcil kol
                > ega.
                > Sama tego tez nigdy nie doswiadczylam.

                A ja znam nikogo, co wygrał w totolotka, i co w związku z tym?
              • grzybdyrektor1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 17:32
                Bo koledzy się tak chętnie gwałtami chwalą...jprdl.
                I co z tego, że ty nie słyszłaś ? Czego ma to być dowodem ? Ja słyszałam i co ? Każdy gwłaciciel sobie tatuuje na czole, że jest gwłałcicielem. Na szczęście jeszcze nie, ale przez takie osoby jak ty może nidługo będzie to powód do dumy hmm ?
              • marta.graca Re: Minimalizacja ryzyka - case study 24.11.24, 17:34
                O ja prdl.
              • paskudek1 Re: Minimalizacja ryzyka - case study 25.11.24, 00:42
                No tak, do ciebie statystyki nie przemawiają, ciebie nikt nie zgwałcił więc to nie prawda że gwałcą. A baby są puszczalskimi kurwamj, same idą do łóżka a potem mówią że nie chciały. Zastanawiam się nad jednym - wszystko opierasz NA WŁASNYCH doświadczeniach, te ostatnie spostrzeżenia, na temat damskiego prowadzenia to też WŁASNE przeżycia?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka