pyra_w_kraku
02.03.26, 15:07
Szłam dzisiaj przez park i zachwyciły mnie dzieci skaczące z radosnym krzykiem po kałużach. Obok stała młoda mama. Przechodząc rzuciłam: ale mają frajdę. Ona odpowiedziała: no, nie ma to jak zabawa w kałuży.
I sobie poszłam dalej. Potem rozmawiałam przez telefon z przyjaciółką i opowiedziałam jej o tym, dodając,
że sama miałam ochotę poskakać, tylko kaloszy nie miałam. A ona mnie o...chrzaniła! Że zachowałam się okropnie, że nie zaczepia się młodych matek, że to jakiś syndrom samotnych staruszek i że jej syn już kilka lat temu, jak tylko przeszła na emeryturę, przestrzegał ją przed takimi praktykami. "Jakiś kaganiec wewnętrzny sobie nałóż, jakbyś miała ochotę, ale nie zagaduj do obcych ludzi, bo oni tego nienawidzą".
Zrobiłam szybki rachunek sumienia - niestety, zdarza mi się zagadywać do obcych ludzi. Kiedyś też mi się zdarzało.
I zdarzało się, że mnie zagadują (chociaż chyba młodsi to raczej nie...)
I teraz pytanie do matek: faktycznie nie znosicie emerytek zachwycających się Waszymi dziećmi?