Dodaj do ulubionych

poszłam do spowiedzi - mam dosyć

24.12.04, 07:53
Poszłam dzisiaj raniutko jeszcze przed pracą do spowiedzi i zostałam
kompletnie zmieszana z błotem przed spowiednika. Mam dosyć, powiedział mi że
mam się zastanowić, bo z takim postępowaniem to albo w jedną stronę albo w
drugą. I ja wybieram w drugą. A co ja takiego strasznego zrobiłam? Ano nie
chodzę w każdą niedzielę do kościoła, nie byłam na rekolekcjach, i ostatni
raz u spowiedzi byłam przed Wielkanocą. Zero zrozumienia ze strony księdza,
nie obchodziło go , czy mam możliwości, żeby to wszystko zdążyć zrobić. POza
tym pomijam fakt jego zrozumienia dla mojej sytuacji, ale ze strony osoby
duchownej takie traktowanie ludzi nie przystoi. Ja nigdy w ten sposób do
nikogo nie mówiam, z taką złością i agresją.
Nie pójdę więcej do spowiedzi.

Ivia
Obserwuj wątek
    • edytkus Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 08:14
      Wlasciwie kto powiedzial ze trzeba sie spowiadac?
    • mamadwojga Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 08:16
      Ja już dawno nie chodzę, między innymi z powodu księży. Chodzę jeśli już
      absolutnie muszę (chrzciny, ślub) i pewnie i tak ta moja spowiedź nie jest
      ważna bo nie spełniam warunków- żalu za grzechy i chęci poprawy.
      Przestałam chodzić do spowiedzi kiedy przeczytałam artykuł o tym dlaczego
      spowiedź została włączona do religii. Chodziło o "inwigilowanie" i sterowanie
      władcami w dawnych czasach. Jezus nic o spowiedzi nie mówił. Zastanowiłam się
      nad tym głebiej i nie mam nawet wyrzutów sumienia.
      A stosunek księży do spowiadających się i dodatkowo rozliczne afery w "czarnej
      strefie" zniechęcają do tej formy wyrażania uczuć religijnych.
      • s-y-l-l-a Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 08:50
        a ja nie chodzę, bo nie mogę /mamy tylko ślub cywilny/. ale nawet gdybym mogła
        to i tak bym nie chodziła.
        kilka razy zostałam bardzo brzydko potraktowana przez księży /m.in. na chrzcie
        synka/ i powiedziałam KONIEC!! ważne, że sama ze swoim sumieniem czuję się
        dobrze. a o to chyba chodzi.
    • gagunia Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 08:58
      tez mialam przeboje podczas spowiedzi przedslubnej. nikt mnie do niej nie
      zmuszal, bo moj proboszcz nie wymagal glupich karteczek od spowiednika.
      zostalam zmieszana z blotem, ponizona i odeszlam od konfesjonalu na trzesacych
      sie nogach, sila woli powstrzymujac placz. moj maz, ktory jest totalnym
      bezboznikiem poszedl do spowiedzi dla mnie - pierwszy raz od czasu komunii!!! i
      co? i dostal te same 10 zdrowasiek do odklepania, co ja. co to za pokuta?

      nie potzrebuje takiej spowiedzi. kiedy chrzcilismy dziecko przyjelam komunie
      bez spowiedzi - po wielu przemysleniach dotyczacych mojego zycia, mojego
      postepowania i wspolzycia z ludzmi. rozgrzeszenia udziela BOG i to jest dla
      mnie najwazniesze. liczy sie to, zeby byc w zgodzie z wlasnym sumieniem. gdybym
      miala watpliwsci nie przystapilabym do komunii, bo nie obchdzi mnie ludzkie
      gadanie.
    • gabrysia_s Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 09:12
      A ja trochę nie na temat, a może jednak...
      NIe mam ślubu koscielnego, więc do spowiedzi nie chodzę, a nawet gdybym mogła
      to i tak bym sie wahała. Dawno nauczyłam się odzielać kościół od wiary.
      Natomiast 3 lata temu, byłam z córka w widocznej ciąży (8 miesiąc) kiedy
      przyszedł do nas ksiądz "na kolędę". Kiedy mu powiedziałam, że nie mamy ślubu
      kościelengo pierwsze co usłyszałam to, że on mi dziecka nie ochrzci. Poczułam
      się okropnie, bo pierwsze co mi się nasunęło na myśl, to pytanie, czy mi
      pochowa dziecko jeśli urodzi się martwe? Niestety miałam "kluskę" w gardle i
      nie potrafiłam zapytać. Jak można być tak okrutnym, przecież tego dziecka
      jeszcze nie było na świecie i mogło być różnie, mogło urodzić się za wcześnie,
      chore itd. Ale tego cymbała to nie obchodziło.
      Dlatego do kościoła nie chodzę, a tym bardziej do księży.

      Radosnych świąt życzę.

      Gabi
      • jagna985 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 30.12.04, 23:19
        Ja też uważam, że nie wszyscy księża zawsze potrafią zachować się jak nakazuje
        Jezus Chrystus. Ale nie wszyscy są tacy. To przecież ludzie.Mają też prawo do
        błędów i nie można patrzeć na takiego jak na cara i boga.A to, że nie chodzisz
        do kościoła, bo ksiądz nie jest taki, jakiego byś sobie wymarzyła, to lepiej i
        dla Ciebiei dla kościola.Bo do kościoła powinnaś chodzić przede wszystkim dla
        Boga i dla siebie samej.Pozdrawiam i życzę większej WIARY.
    • joasiiiik25 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 12:34
      ja rówinież radzę jak joasiik
    • isma Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 14:20
      Chodzenie w niedziele do kosciola - 1 godz + 1/2 godz. na dojscie
      Spowiedz raz w roku na Wielkanoc - 5 minut? 15 minut? + 1/2 godz. na dojscie
      Rekolekcje - nie sa obowiazkowe.
      Naprawde nie zdazysz przenaczyc dla Boga dwie doby w roku?
    • wieczna-gosia Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 14:34
      ivia,
      to zalezy jak wazna jest dla ciebie wiara i zwiazane z nia rytulaly. I to jedna
      sprawa. Brutalna prawda brzmi tak: jesli ci zalezy to czas znajdziesz. Moj maz
      jakos znajduje.
      Inna sprawa to spowiednik- warto znalesc sobie madrego spowioednika, nie
      takiego co to cie po prostu obsztorcuje.
      natomiast rada albo woz, albo przewoz- moim zdaniem jest adekwatna- ksiadz cie
      poprosil o ustalenie priorytetow. Tylko nad forma warto popracowac. I nad dobra
      pokuta wink)
      Jest forum o wierze- tam mysle ze sie lepiej znaja, ja jestem niewierzaca
      praktykujaca- tzn do ksciola chodze dla towarzystwa wink
    • grrrrw Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 17:03
      powiedział mi że mam się zastanowić, bo z takim postępowaniem to albo w jedną
      stronę albo w drugą.

      Pewnie mu chodziło o to, ze sie stopniowo oddalasz od Boga nie chodzac do
      komunii co niedziele.

      I ja wybieram w drugą.

      Czyli nie bedziesz chodzic ? Szkoda.

      A co ja takiego strasznego zrobiłam?

      Do spowiedzi nie chodzi sie po pochwały tylko wyznac grzechy. Skoro nie
      uwazasz za grzech niechodzenia do koscioła,bo naprawde nie masz na to czasu, to
      po co sie z tego spowiadasz ?

      Spowiadaj sie z tego, co Ci sumienie podaje i w duchu pokuty, czyli nie
      nastawiaj sie na głaskanie po głowie i pochwały, ze jestes fajna, a na to, ze
      bedzie nieprzyjemnie.

      • sol_bianca Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 21:47
        > Do spowiedzi nie chodzi sie po pochwały tylko wyznac grzechy. Skoro nie
        > uwazasz za grzech niechodzenia do koscioła,bo naprawde nie masz na to czasu, to
        >
        > po co sie z tego spowiadasz ?

        Grzech to grzech, co jest grzechem ustala Kościół, a nie każdy indywidualnie dla
        siebie. To tak, jakby nie można było np. zamknąć w więzieniu złodzieja, jeśli
        ten uważa, że nie zrobił nic złego.
        • akinow51 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 20:58
          Z tego, co pamiętam z lekcji religii, spowiadasz się tylko z tego, co
          podpowiada ci sumienie. Np. jeżeli nawet zabiłaś człowieka a nie czujesz
          wyrzutów sumienia to nie jest dla ciebie grzech i nie musisz się z tego
          spowiadać. To się nazywa się, że ludzie mają szerokie i wąskie sumienia i tak
          mają się spowiadać.
          • procesor Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 21:16
            akinow51 napisała:
            > Z tego, co pamiętam z lekcji religii, spowiadasz się tylko z tego, co
            > podpowiada ci sumienie. Np. jeżeli nawet zabiłaś człowieka a nie czujesz
            > wyrzutów sumienia to nie jest dla ciebie grzech i nie musisz się z tego
            > spowiadać. To się nazywa się, że ludzie mają szerokie i wąskie sumienia i tak
            > mają się spowiadać.

            Cos źle pamiętasz te lekcje religii!
            Dziesięc przykazań obowiązuje - jeżeli zabiłas człowieka i nie czujesz wyrzutów
            sumienia TO NIE MASZ PO CO IŚC DO SPOWIEDZI bo jej warunkiem jest ŻAL ZA
            GRZECHY!!

            O, litosci, katechezy dla dorosłych - w ramach niedzielnych kazań - powinny byc
            w każdej parafi!! Bo potem takie kwiatki sa - ludzi enawet nie wiedzą że
            spowiedzi do których "chodza" są kompletnie niewazne..
            • akinow51 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 21:55
              Wybacz, ale dobrze pamiętam z lekcji Religi. Żeby był grzech ty musisz czuć, że
              on jest ty musisz czuć jego ciężar, jeśli nie masz wyrzutów sumienia z nim
              związanych to ten grzech dla ciebie nie istnieje i nie ciąży na twoim sumieniu
              nie ma go. Kościół rozdziela ludzi na tych mniej i bardziej wrażliwych na
              czyny, które popełnili ( w końcu to nie twoja wina, że nie czujesz wyrzutów
              sumienia takim stworzyła cię Bóg), dlatego są ludzie, dla których ciężki grzech
              będzie bez znaczenia nie będą musieli się z niego spowiadać i mogą przystąpić z
              do komunii świętej i są ludzie, którzy muszą się spowiadać każdej bzdury, bo
              nawet błahe przewinienie ciąży na ich sumieniu. Dziesięć przykazań obowiązuje
              jest drogowskazem, na co powinniśmy zwracać uwagę, ale to my i nasze sumienie
              decydujemy, co jest dobre a co złe.
              • danik1 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 23:36
                Cos mi sie tu nie zgadza!!! Zabic czlowieka i nie uznac tego za grzech???
                Przeciez to niedorzeczne! Musialo Ci sie cos pomylic, albo zle
                zinterpretowalas, bo ja slyszalam to od tej strony: kiedys zastanawialam sie
                czym sa moje male grzechy w porownaniu do tych glownych, typu morderstwo? Jak
                Bog bedzie rozsadzal ludzi z ich grzechow, bo dlaczego ktos kto ukradl chleb ma
                siedziec w tym samym "piekle" z kims kto zamordowal (i na dodatek nie czuje
                wyrzutow sumienia). Wtedy kolezanka wytlumaczyla mi, ze w tym wszystkim chodzi
                o POKUSE!!! Nie liczy sie, ze nie zabilas, jezeli nigdy nie nosilas sie z takim
                zamiarem, ale o to, ze nie uleglas pokusie i myslac o morderstwie powstrzymalas
                sie od tego. Niejako zrobilas dobry uczynek. Ocalilas komus zycie. To do mnie
                przemawia!
              • isma Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 08:14
                Oooo, ludzie. Oczywiscie, ze teologia moralna wyroznia sumienie wrazliwe,czyli
                waskie i niewrazliwe, czyli szerokie (a takze skrupulanckie, chi, chi).
                Wszystko prawda.

                Tylko, ze obowiazkiem chrzescijanina jest wlasciwe ksztaltowanie sumienia.
                Sumienie to nie kolor skory, z ktorym sie rodzimy i umieramy i nie jest prawda,
                ze z takim czy innym stworzyl nas Bog, a my nie mamy na nie wplywu. Sumienie
                nie tworzy zasad, tylko je rozpoznaje. I trudno mowic, ze tych zasad "nie umie"
                rozpoznac, kiedy nauka Kosciola wypowiada sie na ich temat (np. uczestnictwa w
                niedzielnej Mszy sw.) wyraznie.

                Czlowiek prowadzony przez slepe, niewrazliwe sumienie moze sie wygodnie
                samousprawiedliwiac, ale obawiam sie, ze w Bozej perspektywie raczej nie ma
                duzych szans - proponuje zajrzec do Ewangelii sw. Lukasza i slow Jezusa: "Czy
                moze slepy prowadzic slepego? Czy nie wpadna w dol obydwaj?"
      • sakada Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 22:26
        "Spowiadaj sie z tego, co Ci sumienie podaje i w duchu pokuty, czyli nie
        nastawiaj sie na głaskanie po głowie i pochwały, ze jestes fajna, a na to, ze
        bedzie nieprzyjemnie."

        Może ja się nie znam, ale nie na takiej podstawie opierały się nauki Jezusa.
        Naprawdę nie sądzę opierając się na Biblii że Jezus chciałby aby było
        nieprzyjemnie.... bo grzechsmile Chytałam Biblię. Wiem że ty również. Tylko czemu
        nasza interpretacja jest tak różna? Takiego zachowania "księcia" nic nie
        usprawiedliwia. A Ty sądzisz inaczej? Uważasz, że on może bo... no właśnie bo
        co? To jest tylko człowiek. Ni mniej ni więcej. Sądzisz że ma boskie prawo
        obrażać ludzi? Nie zgadzam się.
    • edytkus Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 17:45
      Zaskoczylyscie mnie, ja tez nie mam slubu koscielnego ale do spowiedzi chodzilam. Z tego co wiem
      juz od lat "wolno."
      • marthas Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 18:29
        Ale taka spowiedz chyba nie jest wazna, bo nie sa wypelnione dwa warunki : żal
        za grzechy i mocne postanowienie poprawy , chyba, ze postanowilas, ze bedziesz
        miala biale malzenstwo. Teologiem nie jestem - to takie moje proste
        rozumowanie.

        Marta
        • marthas Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 18:30
          A moze ja Ciebie zle zrozumialam... bo do spowiedz mozna isc, ale nie dostaje
          sie rozgrzeszenia, o to chodzilo?

          Marta
          • kocianna Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 21:34
            Ja do spowiedzi chodzę bardzo rzadko - właściwie tylko przy okazji "okazji"
            (mój własny ślub), albo kiedy czuję, że muszę dla samej siebie - i chodzę tylko
            do Dominikanów - w tym celu warto jechać przez pół miasta. Na rekolekcjach "dla
            poszukujących" powiedzieli oni kiedyś, że żeby lubić spowiedź trzeba być
            masochistą - no cóż, u nich spowiedź jest oczyszczająca - i nie jest aż tak
            traumatycznym przeżyciem.
            Zresztą, jeśli wybieram się na mszę, to choć mieszkam dokładnie vis-a-vis
            kościoła, też jadę do Dominikanów. Przestałam chodzić do swojej parafii, kiedy
            zobaczyłam, że NAJWAŻNIEJSZYM elementem szopki Bożonarodzeniowej był aniołek
            kiwający główką za wrzuconą monetę.
            • zoe26 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 22:24
              Pracuję akurat w czarnej strefie(kancelaria)). Nie wiem jak jest u was ale u
              mnie jest tak, że tych ludzi którzy mają tylko ślub kościelny traktuje się z
              góry inaczej. Nie wiem dlaczego ale ogólnie są brani jako źli. Czasem jest mi
              wstyd przy spisywaniu takiego chrztu dziecka bo co ono jest winne, że rodzice
              wybrali takie a nie inne życie? Moim zdaniem kościół nie powinien naciskać na
              ślub tylko dlatego, że jest to zgodne z wiara. A co druga para chcaca ochrzić
              dziecko i jest beż ślubu wogóle bądź po cywilnym wychodzi z terminem ślubu, a
              dopiero potem chrzest dziecka. Tak więc to jest chyba zmuszanie. Bo jesli dotąd
              żyli razem bez tych papierków to po co to zmieniać? Co do spowiedzi to jest ona
              traktowana różnie , na pewno jest to też kwestia wybrania spowiednika. Jednak
              ksiądz powinnien przede wszystkim naprowadzać na prostą a nie mieszać z błotem .
    • joanna35 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 23:24
      "Po prostu trzeba chodzić do spowiedzi i tyle" ????????????
    • sakada Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 24.12.04, 23:31
      Radziłabym postępować zgodnie z WŁASNYM sumieniem. Ale to tylko moje zdanie...
      • blum5 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 25.12.04, 01:46
        ja tez juz nie chodze do spowiedzi od dluzszego czasu, bo jak bylam ostatnio to
        jedyne pytanie jakie mi ksiadz zadal to czy uzywamy srodkow antykoncepcyjnych z
        mezem. zatkalo mnie bo bylam w srodku wyliczania swoich grzechow, ale one go
        nie interesowaly . bardzo natomiast chcial posluchac o moim malzenskim zyciu
        sexualnym. i tak nie chodze i nie pojde juz do spowiedzi. koniec.
        • vatum Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 25.12.04, 08:53
          Mnie też ksiądz nie dał rozgrzeszenia i bardzo się zdenerwowałam bo następnego
          dnia był chrzest mojej Justki. Poszłam więc do innej parafii i gdy
          powiedziałam, że ostatnio spowiadałam się godzinę temu to ksiądz bardzo się
          zdziwił na co mu wyjaśniłam, że pooprzedni spowiednik wolał opowiedzieć mi o
          swoim życiu niż wysłuchać tego co ja mam do powiedzenia - mówię Wam, porównywał
          moje ciężkie sytuacje do swoich!! Więc ten drugi spowiednik uśmiechnął się,
          wysłuchał mnie ze zrozumieniem i porozmawiał ze mną dając mi piękne rady jak
          sobie pomóc w ekstremalnych sytuacjach. Moją pokutą było być dobrym dla
          kogoś... Trafiłam na świetnego księdza ale do spowiedzi znów długo nie pójdę.
          Wielu spowiednikom się wydaje, że mają władzę nad kimś dając mu lub nie
          przebaczenie. W głowie im się przewraca.. wink
        • odalie Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 09:56
          Ale, ale, stosowanie antykoncepcji typu chemicznego, zaporowego, hormonalnego
          też jest według KK grzechem - ksiądz miał rację, że zapytał, podejrzewał (i
          pewnie słusznie) że to zataiłaś.

          Nie można mieć ciastka i go zjeść - być katoliczką chodzącą do spowiedzi,
          oczekujaca rozgrzeszenia i np. nadal łykać sobie pigułki albo nosić spiralkę.
          • danik1 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 14:33
            odalie napisała:

            > Ale, ale, stosowanie antykoncepcji typu chemicznego, zaporowego, hormonalnego
            > też jest według KK grzechem - ksiądz miał rację, że zapytał, podejrzewał (i
            > pewnie słusznie) że to zataiłaś.
            >
            > Nie można mieć ciastka i go zjeść - być katoliczką chodzącą do spowiedzi,
            > oczekujaca rozgrzeszenia i np. nadal łykać sobie pigułki albo nosić spiralkę.

            Dobrze, ze mozna chociaz oddychac. Przeciez to co interpretuja ksieza nie ma
            nic wspolnego z religia, a jezeli tak to w takim razie nie ma na ziemi ani
            jednego katolika, wsrod ksiezy rowniez, bo oni to chyba najbardziej grzesza.
            Mozna tez byc hipokryta i spowiadac sie np. wlasnie z tej nieszczesnej
            antykoncepcji, poczym wrocic do domu i lyknac nastepna pigulke. Przeciez od
            czego jest spowiedz? Za kilka miesiecy grzechu nie bedzie?
            Najlepiej zyc w zgodzie ze swoim sumieniem! (Ale nie takim, ktore morderstwa
            nie uznaje za grzech, patrz posty wyzej!)
            • odalie do danik1 28.12.04, 21:06
              Po pierwsze - nie oceniaj innych generalizując. Ja znam kilka osób, które
              stosują wyłącznie "naturalne planowanie rodziny" czyli obserwację cyklu plus
              powstrzymywanie się od współżycia w dni płodne, część z nich (nie wszyscy) z
              powodu wiary i pragnienia wypełniania zaleceń kościoła katolickiego.

              Nic nikomu nie broni pójść do spowiedzi, wyznać, że się brało pigułki, po
              drodze z kościoła odnieść zapas pigułek do kosza na odpadki w aptece, po czym
              wrócić do domu i zacząć wypełniać tabelkę temperatury i obserwacji śluzu. To
              tylko Twoja decyzja. Nie musisz tego robić. Nikt nie zmusza. A już ja tym
              bardziej smile))))) - daleka jestem od tego. Tylko nie oceniaj innych en masse
              jako hipokrytów - to tylko hmm, nienajlepiej o Tobie świadczy.

              Spowiedż jako sakrament nie jest bynajmniej od tego, aby odbębnić sprawę i
              wrócić do domu z zamiarem popełniania w kółko macieju tych samych grzechów.
              Taka spowiedź po prostu się nie liczy. Co się w tym sakramecie liczy, co
              właśnie Twoja wola zaprzestania popełaniania grzechów, wola aby coś zakończyć,
              rozliczyć się z tym i naprawdę szczerze iść inną drogą.

              Hehe, to nawet zabawne, że ja, niezupełna katoliczka bronię KK - ale nie lubię
              uproszczeń prowadzących do przekłamań. Co do oddychaniaA w moim poście chodziło
              o to, że jak się tak tego strrrrasznego KK nie lubi - to czemu po prostu go nie
              olać? po co się tak obruszać?
              • danik1 Re: do danik1 29.12.04, 00:10
                odalie napisała:

                Tylko nie oceniaj innych en masse
                > jako hipokrytów - to tylko hmm, nienajlepiej o Tobie świadczy.

                Piszac o hipokryzji, mialam na mysli swiadome wykorzystywanie sakramentu
                spowiedzi do uspokojenia swojego sumienia, a nie do szczerego wyznania
                grzechow, zalu i postanowienia poprawy. Jezeli Cie urazilam, to przepraszam.
                Nie bylo to zamierzone. Oczywiscie, ze mozna stosowac kalendarzyk i byc w
                zgodzie z regulami wiary KK, ale ja np. nie widze nic zlego w antykoncepcji,
                czy w zwiazku z tym nie mam prawa przystepowac do sakramentow, nie mam prawa
                czuc sie katoliczka? Chyba nie i dlatego napisalam, ze nie ma prawdziwego
                katolika na ziemi, bo zawsze znajdzie sie cos, czego nasza religia zabrania.

                >
                > Spowiedż jako sakrament nie jest bynajmniej od tego, aby odbębnić sprawę i
                > wrócić do domu z zamiarem popełniania w kółko macieju tych samych grzechów.
                > Taka spowiedź po prostu się nie liczy. Co się w tym sakramecie liczy, co
                > właśnie Twoja wola zaprzestania popełaniania grzechów, wola aby coś
                zakończyć,
                > rozliczyć się z tym i naprawdę szczerze iść inną drogą.


                Zgadzam sie!!!


                ale nie lubię
                > uproszczeń prowadzących do przekłamań.


                Przeklamania? Prosze bardzo. Maz maltretuje zone, a ksiadz kaze jej trwac w tym
                zwiazku! W imie czego pytam sie? Czy Bog chcialby, zeby ta nieszczesna kobieta
                dala sie zabic? To oczywiscie pytanie retoryczne.



                Co do oddychaniaA w moim poście chodziło
                >
                > o to, że jak się tak tego strrrrasznego KK nie lubi - to czemu po prostu go
                nie
                >
                > olać? po co się tak obruszać?

                Dlaczego mam odejsc z KK? Z powodu "kilku" ignorantow, ktorzy wypaczaja istote
                katolicyzmu? Nie takie grzechy oni popelniaja, niestety to nie my mozemy im
                wytknac te bledy, natomiast oni uzurpuja sobie prawo do tak zaostrzonej krytyki
                wzgledem nas. Ja czuje sie katoliczka. Zyje, a przynajmniej probuje zyc w
                zgodzie z Bogiem i to on mnie bedzie rozgrzeszal. A KK to nie ksieza, o czym
                zdaje sie obie strony zapomnialy (tzn. ksieza i parafianie).
                • isma Re: do danik1 29.12.04, 08:45
                  No, zaraz, moment, bo tu cos sie circum con caule porobilo.

                  Oczywiscie, ze nauka KK nie polega na tym, co jeden ksiadz powie. Polega na
                  Objawieniu Bozym i tym, czego naucza Magisterium, czyli papiez i sobory.

                  W zwiazku z powyzszym, akurat na temat antykoncepcji to papiez (i niejeden)
                  naucza dosyc dobitnie i raczej katolik na temat tego, ze jest to zlo (zwlaszcza
                  co do tych metod, ktore maja dzialnie wczesnoporonne) watpliwosci miec nie
                  powinien. Jasne, ze mamy slaba nature i moze sie nam zdarzyc zgrzeszyc - nie
                  wiem, uzyc prezerwatywy, bo akurat czleka romatyczny nastoj w nieodpowiednim
                  momencie ogarnal wink)). Natomiast antykoncepcja stosowana regularnie,
                  swiadomie, dobrowolnie, bez checi rezygnacji - no, to raczej przystepowanie do
                  sakramentow wyklucza.

                  Natomiast, przepraszam, ale info o koscielnym jakoby nakazie pozostania z
                  maltretujacym mezem jest bzdurne (ciekawe, dla kogo kosciol prowadzilby te domy
                  samotnej matki, chi, chi). Polecam kodeks prawa kanonicznego, kanon 1135.
                  Malzonkowie, w przypadku zagrozenia zycia lub zdrowia ich lub dzieci moga sie
                  rozejsc, w naglych przypadkach nawet wlasna wola, a nie na podstawie decyzji
                  biskupa, czyli formnalnej separacji. A to, ze nie moga zawrzec innego
                  malzenstwa, to jest zupelnie inna sprawa.
                  • danik1 Re: do danik1 04.01.05, 22:44
                    isma napisała:


                    > W zwiazku z powyzszym, akurat na temat antykoncepcji to papiez (i niejeden)
                    > naucza dosyc dobitnie i raczej katolik na temat tego, ze jest to zlo


                    Antykoncepcja zlem??? Aborcja tak. Zostawienie noworodka w smietniku tak. Ale
                    prezerwatywa, pigulki??? Nie to, zebym o tym nie wiedziala, ale sie z tym nie
                    zgadzam!

                    > Natomiast, przepraszam, ale info o koscielnym jakoby nakazie pozostania z
                    > maltretujacym mezem jest bzdurne (ciekawe, dla kogo kosciol prowadzilby te
                    domy
                    >
                    > samotnej matki, chi, chi). Polecam kodeks prawa kanonicznego, kanon 1135.
                    > Malzonkowie, w przypadku zagrozenia zycia lub zdrowia ich lub dzieci moga sie
                    > rozejsc, w naglych przypadkach nawet wlasna wola, a nie na podstawie decyzji
                    > biskupa, czyli formnalnej separacji. A to, ze nie moga zawrzec innego
                    > malzenstwa, to jest zupelnie inna sprawa.


                    Teoria swoje, praktyka swoje!!! Zwlaszcza w malych miejscowosciach i na wsiach!

                    Pozdrawiam!
    • aleksandrynka Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 25.12.04, 00:35
      nie wiem, co ma jedno z drugim wspólnego. Jak widzisz na powyższym przykładzie,
      ta spowiedź akurat nie przyniosła żadnych pozytywnych uczuć, wręcz przeciwnie...
    • mika_p Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 25.12.04, 02:06
      "Przynajmniej raz w roku spowiadać się...". Autorka postu zakładającego wątek
      była w tym roku co najmniej drugi raz...
    • basia755 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 25.12.04, 09:42
      A ja do spowiedzi nie chodzę. Wierzę, chodzę do kościoła, ale tylko wtedy gdy
      mam taką potrzebę. Właściwie to dość często, bo Kościół stoi na drodze moich
      spacerów z dzieciakami. Spowiedź, jak dla mnie, sama w sobie jest kłamstwem.
      Nie wierzę, by wszyscy o wszystkich grzechach mówili księdzu, częś wybryków się
      pomija z różnych względów. Spowiadam się bezpośrednio Bogu i to mi wystarczy,
      nie potzrbuje posredników.
    • alpepe Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 25.12.04, 11:03
      obrażasz się na Boga przez jednego głupiego klechę? Jesteś chyba jeszcze b.
      młoda.
      • marianka15 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 25.12.04, 20:56
        Kiedy udałam się do spowiedzi przed chrztem mojej córki, ksiądz siedzący w
        konfesjonale zapytał: Dlaczego się spowiadasz? Trochę zbaraniałam i odparłam
        mniej więcej tak: Jutro jest ceremonia chrztu mojego dziecka. Na to ksiądz: A
        KIEDY BYŁ WASZ ŚLUB? Po udzieleniu odpowiedzi ksiadz zaczął wyliczać w
        konfesjonale, kiedy poczęło się dziecko: przed ślubem czy po.

        Te pytanie o ślub pojawiało się też na naukach przedmałżeńskich: sala pełna
        ludzi/rodziców, a ksiadz każdego z osobna pyta o datę narodzin dziecka i datę
        ślubu. Czy nie mógł tego załatwić na plebanii w trakcie załatwiania
        formalności, jeżeli takie dane były mu potrzebne do papierów? Nie, bo tutaj
        chodziło chyba o publiczne wywlekanie prywatnych spraw...

        Byłam tym wszystkim bardzo zniesmaczona. Potem bardzo długo nie mogłam zmusić
        sie, aby pójść do kościoła. Kiedy już znależliśmy z mężem opiekę dla małej,
        szliśmy do kościoła, to zawsze trafialiśmy na mszę o podtekście politycznym. Ja
        tak bardzo chciałam posłuchać o Chrystusie, znaleźć słowa-kierunkowskazy, a
        słyszałam powtórkę z telewizyjnych wiadomości przepuszczoną przez sito
        kapłana...

        I jeszcze wyobraźcie sobie sytuację: kobieta w średnim wieku odchodzi cała w
        pąsach od konfesjonału, bo ksiądz... ma w zwyczaju pytać o pozycje stosowane w
        trakcie współżycia - bo są "dobre" i te "złe"...
        • alpepe Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 11:00
          mnie się zdarzyło być podrywaną przez księdza w czasie spowiedzi. Najchętniej
          by mu wtedy dała w pysk. Wiem jak księża chcą pokazywać swoją władzę.
          Co do nauk przedmałżeńskich, tak szczerze, to mnie akurat śmieszyło to, że 90%
          narzeczonych idzie do ślubu "z brzuchem". To zakłamanie młodych par, przecież
          wiadomo, że to nie były niepokalane poczęcia. A księża udają z kolei, ze nie
          wiedzą brzuchów i zaczynają prawić o rozpoczęciu współżycia. Cyrk na całego,
          tym bardziej, że poziom wiedzy wykładowców nt. środków antykoncepcyjnych jest
          żenujący. Mnie kobieta z nauk usiłowała wmówić, że stosowanie prezerwatyw jest
          przyczyną powstawania nadżerek a pigułki powodują powstanie raka. No i jeszcze
          opowiadała, że ona ma piękną cerę, bo sperma męża odżywiała jej organizm od
          środka...
          Wracając do księży, przecież oni nie biorą się z kosmosu, zastanówmy się, z
          jakich rodzin pochodzą. To co gadają, to tylko wyraz poglądów ciemnego
          środowiska, z którego się wywodzą...
          • grrrrw Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 14:12
            Niepokalane poczecie oznacza poczecie bez pietna grzechu pierworodnego. KK
            uczy ze kazdy rodzi sie z grzechem pierworodnym, nikt nie jest niepokalanie
            poczety, cos ci sie pomyliło. Tylko Maryja była poczeta bez grzechu
            pierworodnego, to znaczy, ze od pierwszej chwili swego istnienia zyła w łasce.
            • alpepe Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 15:08
              fakt, popierzyło mi się,nawet nie wiem, na co mam zwalić sad. Chodziło mi o
              poczęcie bez udziału fizycznego ojca.
          • odalie Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 10:03
            Dziś ma dzień na wytykanie nieścisłości smile)))))))))))))))))

            Pigułki powodują raka. Nie u każdego, i nie każdą postać raka, oczywiście, poza
            tym na podstawie badań mówi się, że np. rak sprowokowany pigułkami jest
            łatwiejszy do leczenia. Jest to oficjalnie potwierdzone - zajrzyj na ulotkę
            dołączoną do opakowania - firmy asekurują się i nie mają chęci zaprzeczać.
            Dlatego np. nosicielki genu BRCA1 nie mogą kategorycznie brać pigułek i nie
            wolno zapisywać pigułek kobietom z grupy ryzyka raka sutka, a jeśli się
            jest "na pigułce", należy uważnie i regularnie badać piersi.

            To, że pigułki sa naprawdę skuteczne nie oznacza, że są dla wszystkich w pełni
            bezpieczne.
        • moofka Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 21:20
          marianka15 napisała:

          > Kiedy udałam się do spowiedzi przed chrztem mojej córki, ksiądz siedzący w
          > konfesjonale zapytał: Dlaczego się spowiadasz? Trochę zbaraniałam i odparłam
          > mniej więcej tak: Jutro jest ceremonia chrztu mojego dziecka. Na to ksiądz: A
          > KIEDY BYŁ WASZ ŚLUB? Po udzieleniu odpowiedzi ksiadz zaczął wyliczać w
          > konfesjonale, kiedy poczęło się dziecko: przed ślubem czy po.
          ___________________________

          o ja tez kiedys trafiłam na takiego liczącego smile
          jeszcze z brzuchem chodziłam
          ostentacyjnie liczył miesiace na palcach ja stałam ja pokorna uczennica ze
          spuszczoną głową
          kiedy wyszło, ze dziecko najprawdopodobniej jest efektem nocy poslubnej
          to mruknął tylko, no dobra smile))

          > I jeszcze wyobraźcie sobie sytuację: kobieta w średnim wieku odchodzi cała w
          > pąsach od konfesjonału, bo ksiądz... ma w zwyczaju pytać o pozycje stosowane
          w
          > trakcie współżycia - bo są "dobre" i te "złe"...

          ale to to jest ekstra
          kurs przeszłam
          wiekszosc narzeczonych oblubienic z duzym brzuchem i wzorcowymi wykresikami w
          rekach (krawienia czerwonymi krzyzykami przy aktualnych datach i temperatura
          odpowiednio zmieniająca sie w zaleznosci od dnia cyklu smile
          to było potrzebne do zaliczenia i wszyscy udawali ze im wierzą, ze to prawdziwe
          w ogóle duzo smiechu na takim kursie
          ale o tych grzesznych pozycjach to ani słowem nie wspominali
          napisz cos wiecej pliiiz


    • starling1 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 11:45
      Dlatego ja nie chodzę.Ostatnio byłam jakoś przed bierzmowaniem-nie widzę sensu
      w tym ceremoniale.Do kościoła chodzę kilka razy do roku i to glownie zasługa
      wsteczniactwa kleru.POwinni wreszcie zauważyć,że jest XXI wiek a nie opierać
      się cały czas na nauce św. Tomasza,skoro już w renesansie miała opinię
      niesprawiedliwej i ciemnej.Jak to powiedział Kant '...prawo moralne we
      mnie'.Mnie to wystarcza.
      • marianka15 Re: sprawdźcie hasło: spowiedź uszna 26.12.04, 12:02
        Rozmawiałam z mężem na temat tego wątku, zwłaszcza spowiedzi. Mąż wpisał do
        wyszukiwarki Google: "spowiedź uszna". Wiecie, co sobie przeczytaliśmy? Jedna
        ze stron zamieszcza tabelę dotyczącą ceremoniałów i zwyczajów wprowadzonych
        przez Kościół na przestrzeni wieków, m.in. w XIII wieku wprowadzono właśnie
        spowiedź uszną - więc nie jest to ustanowione w Biblii, zresztą jedna z
        forumowiczek już to pisała. Ale szokiem dla mnie były inne informacje z tabeli,
        dotyczące np. wprowadzenia Biblii do indeksu ksiąg zakazanych. Ostatni taki
        incydent miał miejsce w XIX w.? Dacie wiarę? Kiedy poczyta się o nowościach
        wprowadzanych przez papieży na przestrzeni wieków (sprzecznych zresztą z
        Pismem) - to zaraz ma miejsce wprowadzenie (również przez papieży) zakazu
        korzystania z Biblii - aby ciemny prostaczek nie doszedł, że np. płacenie za
        odkupienie grzechów, czyli popularne odpusty - są absolutnie sprzeczne z
        zasadami ustanowionymi przez Boga...

        W Niemczech odchodzi sie od tzw. spowiedzi usznej. Jak myślicie, czy w Polsce
        jest to możliwe? Aha, spowiedź uszna tak naprawdę dotyczy tylko grzechów
        cieżkich... W innym przypadku wystarczy tylko spowiedź powszechna.
        • alpepe Re: sprawdźcie hasło: spowiedź uszna 26.12.04, 12:26
          Marianko, a czytałaś sama stary testament, wiesz ile tam prywmitynych zachowań
          ile nienawiści i krwi jest opisane? DLATEGO Biblia była praktycznie do Soboru
          Watykańskiego II. na indeksie.
    • grrrrw Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 14:19
      www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_52.htm
      • sakada Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 21:48
        1080 - zakaz czytania Biblii

        1229 - Biblia wśród ksiąg zakazanych przez Grzegorza IX - synod w Tuluzie
        przeciw herezji waldensów zalecających czytanie Biblii. Kanon 14
        synodu: "Ludzie świeccy nie mogą posiadać Ksiąg Starego i Nowego Testamentu;
        wolno im mieć tylko psałterz i brewiarz albo godzinki maryjne, ale i te księgi
        nie w tłumaczeniach na języki narodowe"

        1424 - na mocy edyktu wiluńskiego neofity Jagiełły Kościół polski miał odtąd
        prawo karania każdego, kto opowiadał się za wolnym głoszeniem ewangelii (jeden
        z artykułów praskich ruchu husyckiego)

        1545 - na soborze trydenckim autorytet tradycji ogłoszony jako równoznaczny z
        autorytetem Biblii, potępiono "plagę Biblii drukowanych w językach narodowych"
        • isma Re: troche nowosci o husytach ;-))) 27.12.04, 12:09
          Jak ja lubie kopiowanie tego, co wyzukiwarka wyrzuci wink)).

          Tak sie sklada, ze np. powyzsze wiadomosci o potepianiu przez Kosciol katolicki
          (chociaz, o ile mi wiadomo, Jagiello to akurat biskupem ani papiezem nie byl ;-
          ))) husytow sa:

          1) niescisle: edykt wielunski nic nie mowil o karaniu wolnego gloszenia
          Ewangelii, proponuje poczytac pelny tekst. Mowil, owszem, o sankcjach wobec
          husytow, wywodzacych sie z Czech, a to z tej przyczyny, ze zyskiwali oni coraz
          wieksze polityczne wplywy na odzyskanych przed zaledwie trzema
          dziesiecioleciami dla Polski przez Jagielle ziemiach. Argument religijny byl
          pretekstem, a nie przyczyna (jeszcze cztery lata przed wydaniem edyktu Jagiello
          ukladal sie z husytami o tron czeski dla siebie, i jakos wtedy go sumienie w
          tej sprawie nie bodlo). I nie Kosciol tych husytow tropil, tylko wszelkie
          struktury owczesnego panstwa, zatem wladza raczej swiecka, niz koscielna.

          2) mocno przestarzale. Jakies 15 lat temu Jan Pawel II bedac w Czechach nazwal
          Husa jednym z najwiekszych myslicieli jego epoki i oglosil rewizje pogladow na
          jego temat.
          Proponuje lekture linka:
          www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/przemowienia/hus_17121999.html

          Troche krytycyzmu, to rozwija wink))
          • marianka15 Re: troche nowosci o husytach ;-))) 27.12.04, 12:40
            Pisałyście, że niechodzenie w niedzielę do Kościoła jest grzechem... Ale
            przecież nie zawsze nasze uczestnictwo w świątyni jest w pełni oddane Bogu.
            Zastanówcie się, ile razy odmawiając w kościele Ojcze nasz dałyscie się zwieść
            myślom zupełnie z tym nie związanym? Płynącym w głowie wolnym prądem? Ile razy
            rozproszył Was przepiękny płaszcz kobiety stojącej naprzeciw ?... A ile razy
            złapałyscie się na tym, że nie słuchacie już nudnego kazania, jesteście myślami
            daleko, daleko? W pracy, w domu... A ile razy zdałyście sobie sprawę z tego, że
            ceremoniał Mszy Św. jest tylko nudną mantrą? I niewiele wnosi do Waszych serc?

            Można się modlić na wiele sposobów: idąc do pracy o szóstej rano, patrząc na
            zachód słońca, zachwycając się śpiącym w łóżeczku maleństwem... Można to robić
            w dni powszednie i niedzielę - ale jest to modlitwa płynąca z głębi serca,
            niewymuszona, szczera. Bo jest potrzebą chwili... Bo nic jej nie rozprasza, bo
            można pobyć z Bogiem nawet w tłumie ludzi jadących tym samym tramwajem...

            Matka pracująca w niedzielę może równie blisko być z Bogiem, oddając mu pięć
            minut przerwy na uczelni - ale minut w pełni szczerych, niewymuszonych.

            Nie chodzę zbyt często do kościoła w niedzielę. Wolę usiąść sobie w kąciku, na
            schodach, na ganku i tam pobyć z Bogiem: bez zmuszania się do słuchania kazań
            na niskim poziomie, bez poczucia, że traktuje się nas jak stado głupich
            baranów. Bo Bóg jest wszędzie, a nie zawsze tylko blisko księży...
            • isma Re: Msza sw. 27.12.04, 12:58
              Marianko,
              teraz powaznie. Msza sw. nie polega na kazaniu. Ono moze bywac nudna mantra, w
              koncu glosza je ludzie, omylni i ulomni, jak my wszyscy. I oczywiscie
              samo "chodzenie" w niedziele do kosciola, z naciskiem na slowo "chodzenie", a
              nie "przezywanie" Mszy sw. jest takim samym grzechem, jak "niechodzenie".

              Ale Msza sw. nie jest tylko modlitwa ;-O.

              Dla mnie (i tak zreszta uczy Kosciol katolicki) centralnym punktem Mszy sw.
              jest to, co nigdy nie zdarza sie w zamysleniu w tramwaju czy podczas przerwy na
              uczelni ani przy lozeczku dziecka (choc zgadzam sie z Toba, ze taka modlitwa ma
              swoje piekno i gleboki sens, i z cala pewnoscia Bog ja pochwala) - centralnym
              punktem Mszy sw. jest to, co ustanowil Chrystus, mowiac "oto Cialo moje, oto
              Krew moja".
              Krotko mowiac: jesli w to nie wierzymy, jesli nie czujemy potrzeby tego
              spotkania z realna obecnoscia Chrystusa wsrod Jego Kosciola w dniu poswieconym
              Panu - to warto sie zastanowic, czy jeszcze jestesmy katolikami. W zaden sposob
              nie chce wartosciowac takich wyborow, bo rozne sa drogi do Boga, ale na pewno
              naszej drogi wtedy katolicka nazwac nie mozna.

              I w tym sensie, jak sadze, spowiednik mowil o tym, ze na jakas droge nalezy sie
              zdecydowac. Sama ta tresc, przytoczona przez autorke watku, nie wydaje mi sie w
              niczym obrazliwa, przeciwnie, moim zdaniem trafnie oddaje sedno sprawy.
              Natomiast jesli towarzyszyla temu zlosc czy agresja, to oczywiscie jest forma
              niewybaczalna, i tyle.
              • marianka15 Re: Msza sw. 27.12.04, 16:48
                Isma, masz dużo racji, tylko zwróć proszę uwagę, że nasi pasterze w codziennej
                edukacji chrześcijańskiej tę kwestię bardzo często pomijają. Nie pamiętam,
                kiedy ostatnio duszpasterz przypominał, wspominał o tej cudownej chwili, o jej
                znaczeniu...

                Widzisz, kazanie to niezwykle ważny element każdego niedzielnego spotkania. Ono
                może człowieka zachęcić, jak i zrazić do Kościoła. Kapłani nie idą drogą
                postępu i są dość słabo wyedukowani - powtarzam wyniki ankiety, którą jakiś
                czas temu czytałam na temat poziomu i jakości kazań w polskich kościołach.
                Ludzie obecnie w dość dużym procencie są dobrze wykształceni i potrzebują
                bardziej wyrafinowanych kazań niż te prezentowane w większości polskich
                kościołów, zwł. na prowincji. Powiesz (powiecie): szukaj innego kościoła,
                innego kaznodziei. Ale to nie jest takie łatwe. Pochodzę z prowincji i trudno
                mi wybrać sie kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów dalej w poszukiwaniu
                odpowiedniego kościoła. Jestem zdana na kazania "lokalne"... A te powodują, że
                nie potrafię już odczuć wzniosłości podniesienia sakramentu... Bo wszystko
                staje się takie mało prawdziwe, mało... Chrystusowe. Większą część mszy
                wypełnia odczytywanie ogłoszeń, podawanie informacji dotyczących finansowych
                potrzeb kościoła - niż bycie z człowiekiem i Chrystusem...

                Stosując się do Twoich słów - chyba jednak nie jestem katolikiem... Nie
                potrafię iść do kościoła i pomimo żenującego kazania, pomimo wewnętrzego buntu,
                że znowu zamiast opowieści o Chrystusie - usłyszałam wykład z polityki i próbę
                agitacji, skupić się na momencie Podniesienia... Ale może jednak - nie będąc
                katolikiem - jestem chrześcijaninem? Bo ważne są dla mnie Przykazania, choć nie
                potrafię w pełni "dnia świętego święcić"... Ale staram się nie krzywdzić, nie
                ranić...

                Wiesz, dla mnie prawie każda wizyta w świątyni kończy się smutkiem... że tak
                mało w tym prawdziwego Chrystusa, że człowiek zaprzepaścił gdzieś wśród złota i
                ozdóbek prawdziwość i wyjątkowość pierwszych światyń chrześcijańskich... Że
                papież kazał Bramantemu wyburzyć bazylikę Św. Piotra w Rzymie, gdyż jej skromny
                wystrój nie odpowiadał aktualnej pozycji bogatego i potężnego Kościoła... Że na
                przełomie wieków człowiek stworzył tyle "prykazów i nakazów", tyle sakramentów,
                które nijak mają się do BIblii? Że dzisiejszy kościół polski nie potrafił nic
                zrobić z rażącym obnoszeniem się swoim bogactwem przez ks. Jankowskiego, kiedy
                wg statystyk co piąta rodzina polska żyje na granicy ubóstwa? Ksiąz Jankowski
                je przepiórki, a Kowalski chleb z margaryną (i to świeżo po wypłacie)...

                Trudno dzisiaj być chrześcijaninem. I o to właśnie powinien zatroszczyć się
                kler. Minęły czasy, kiedy można było zastraszyć przeciętnego prostaczka wołając
                z ambony: będziecie smażyć sie w piekle!!! Dzisiaj księża sami powinni się
                przyznać: BĘDZIEMY smażyć się w piekle!
                • isma Re: Msza sw. 27.12.04, 17:23
                  Na poczatek powiem, ze moim zdaniem lepiej byc dobrym chrzescijaninem, niz
                  bylejakim katolikiem, wiec jest z Toba zupelnie dobrze wink)). Mnie sie tak
                  ulozylo, ze jako trzydziestoletnia, przez pol zycia niewierzaca, znalazlam
                  droge do Boga i do Kosciola - katolickiego - wlasnie przez tajemnice
                  Eucharystii. Ale jestem w stanie sobie wyobrazic, ze wiele w praktyce Kosciola
                  katolickiego, zwlaszcza w Polsce, moze stac na przeszkodzie w byciu
                  chrzescijaninem, naprawde wink)). Ze kazania bywaja zenujace, to tez wiem - ale
                  tez mysle, ze lepiej wyedukowanym ludziom akurat te kazania nie sa juz az tak
                  potrzebne wink)). Nawiasem mowiac, ja mam wprawdzie krotka, kilkuletnia,
                  praktyke w swiadomym sluchaniu kazan wink)), ale o smazeniu sie parafian w
                  piekle kazania nie slyszalam jeszcze nigdy wink)).

                  O kwestiach materialnych. Ja bym nie zakladala takiej prostej koniunkcji, ze
                  jak Jankowski plawi sie w kawiorach (co mnie osobiscie oburza), to Kowalski nie
                  ma na chleb. Obie dobrze wiemy, ze na chleb wszystkim potrzebujacym osmiu
                  milionom Kowalskich by nie wystarczylo nawet gdyby Jankowskiego razem z
                  bazylika w Licheniu zlicytowac wink)). Rzeczywiscie pewnie kaplani powinni byc
                  ewangelicznie ubodzy - co oznacza nie tylko ubostwo materialne, ale przeze
                  wszystkim rozwage i umiar w korzystaniu z wszelkich dobr. I ja takich znam,
                  serio. Zwlaszcza nie w Polsce - ale np. na Ukrainie, skad pochodzi moj maz.
                  Tak, oczywiscie Kosciol powinien czynic dziela milosierdzia (co zreszta robi -
                  np. prowadzac wiecej domow samotnej matki niz wszelkie inne instytucje
                  panstwowe i samorzadowe razem wziete), ale...

                  Jesli brac na serio slowa Jezusa "ubogich bedziecie miec zawsze wsrod Was, a
                  mnie zabraknie" (pamietasz, Judasz sie oburzal, ze pewna kobieta oblala stopy
                  Pana drogim olejkiem, ktory mozna bylo spieniezyc i przeznaczyc dla
                  potrzebujacych?), to sie okazuje, ze powolaniem Kosciola wcale nie jest troska
                  o biednych wink)). Misja Kosciola - wspolnoty wszystkich wierzacych - jest
                  gloszenie prawdy o Jezusie, Zbawicielu czlowieka.

                  Czy sakramenty sie nijak maja do Biblii? Nie jestem teologiem wink)), ale
                  czytajac Biblie od kilku lat codziennie, i od czasu do czasu podczytujac sobie
                  jakichs mniej lub bardziej zamierzchlych Ojcow Kosciola, mysle, ze maja sie nie
                  najgorzej, w szczegolnosci Eucharystia, o ktorej rozmawiamy (a'propos
                  spowiedzi, ktora wywolala te dyskusje, to nie spowiedz ("spowiedz uszna") jest
                  sakramentem, tylko Sakrament Pokuty, a to nie to samo).
                  I jeszcze cos: juz z gora sto lat temu wybitny teolog anglikanski (a zatem
                  protestant) John Henry Newman zauwazyl, ze religia jest idea, a jako taka
                  podlega regulom rozwoju. Objawienie Boze jest niezmienne, ale jednym z jego
                  elementow jest to, ze wielu spraw nie dookresla, i to jest pole dzialania
                  Kosciola Chrystusowego, ktory w swoim rozwoju dochodzi do coraz glebszego
                  poznania prawdy Objawienia, czasem bladzac i zawracajac ze slepych uliczek, ale
                  nieustannie dazac do - wypelniajacego sie w koncu czasow, pelnego poznania
                  Bozych zamyslow.

                  I mysle sobie, ze jak bez wzajmnego gniewu, ze szczerym sercem, zdolamy
                  wspolnie tej prawdy poszukiwac, to cos nieglupiego z tego wyjdzie wink)).
                  Trzymam kciuki wink)).
                  • marianka15 Re: Msza sw. 27.12.04, 19:28
                    isma napisała:

                    > Jesli brac na serio slowa Jezusa "ubogich bedziecie miec zawsze wsrod Was, a
                    > mnie zabraknie" (pamietasz, Judasz sie oburzal, ze pewna kobieta oblala stopy
                    > Pana drogim olejkiem, ktory mozna bylo spieniezyc i przeznaczyc dla
                    > potrzebujacych?), to sie okazuje, ze powolaniem Kosciola wcale nie jest
                    troska
                    > o biednych wink)). Misja Kosciola - wspolnoty wszystkich wierzacych - jest
                    > gloszenie prawdy o Jezusie, Zbawicielu czlowieka.
                    -----------------
                    Tak, masz rację przytaczając ten ważny epizod z Biblii, jednak nie jest tam
                    powiedziane, że Chrystus przyjeżdżał na spotkania z biednymi niesiony na
                    lektyce - co porównać można do maybecha (wybacz moją ignorancję, ale nie
                    pamiętam, jak się poprawnie zapisuje tę markę samochodu) będącego własnością
                    księdza Jankowskiego... Chrystus zawsze występował w Piśmie w otoczce ubóstwa i
                    z ubóstwem się solidaryzując. Czy dzisiejszy Kościół nie wie, że nie można
                    inaczej dotrzeć do ludu, jak poprzez utożsamianie się z jego problemami, biedą,
                    ubóstwem? Ile polskich dzieci głoduje? Wiesz, w działaniu Kościoła i naszego
                    rządu widzę wiele podobieństw: jeden i drugi woli gadać o "d... Maryni" (wybacz
                    proszę za słowa), niż zająć się konkretnymi problemami. Ja wiem, że Kościół na
                    pewno wiele robi dla innych - wspominałaś o domach samotnej matki - jednak ile
                    pieniędzy jest trawionych przez instytucje charytatywne, np. Caritas, na
                    wyposażanie biur w drogie sprzęty (kiedy wystarczą popularne drukarki i
                    średniej jakości komputery)? To są olbrzymie kwoty i wierz mi - tam, gdzie
                    głosi się wielkie słowa o pomaganiu - tam też ktoś sobie nabija kieszenie...
                    Wielka jednak szkoda, że tego typu działania widoczne są zarówno w praktyce
                    osób świeckich, jak i kleru.



                    > Czy sakramenty sie nijak maja do Biblii? Nie jestem teologiem wink)), ale
                    > czytajac Biblie od kilku lat codziennie, i od czasu do czasu podczytujac
                    sobie
                    > jakichs mniej lub bardziej zamierzchlych Ojcow Kosciola, mysle, ze maja sie
                    nie
                    > najgorzej, w szczegolnosci Eucharystia, o ktorej rozmawiamy (a'propos
                    > spowiedzi, ktora wywolala te dyskusje, to nie spowiedz ("spowiedz uszna")
                    jest
                    > sakramentem, tylko Sakrament Pokuty, a to nie to samo).
                    ----------------------
                    Nie będę już sięgać do wyszukiwarki, jednak o ile pamiętam, sakrament
                    bierzmowania jest dodatkiem powstałym na przełomie wieków.

                    Mnie chyba najbardziej - pomijając sakramenty - denerwują dodatki typu: odpusty
                    i im podobne, jak również stale powiększająca się gala świętych, których
                    przecież wybiera człowiek... A człowiek jest przecież omylny. Wciąż słyszymy o
                    osobach włączonych do pocztu błogosławionych i świętych, a w większości są to
                    przecież ksieża i zakonnicy. Przecież składali śluby kapłańskie, więc tylko
                    poprawnie sprawowali swój "zawód" - dlaczego nagle za ową
                    "poprawność zawodową" ustanawia się ich świętymi? Przecież każdy lekarz (na
                    przykład) składa śluby Hipokratesa i za dobre wykonywanie zawodu dostaje
                    jedynie marną podwyżkę, ewentualnie przeniesienie na wyższe stanowisko? Dla
                    mnie to wszytko jest przewrócone do góry nogami: jeżeli ktoś decyduje się na
                    posługę kapłańską, powinien się liczyć nawet z oddaniem życia za Boga i braci w
                    Chrystusie, a nie tylko na łatwy zarobek.

                    Ojej, chyba się zagalopowałam... Chcę jednak podkreślić, że czasami należy
                    rozdzielić Kościół od Boga - tego uczy nas rzeczywistość. Mnie historia z
                    Jankowskim - pomijam tutaj oskarżenie o pedofilię - i bezsilność władz
                    kościelnych w zetknięciu z potęgą bogacza jest jednoznaczna. Czy aby na pewno
                    wszystkim chodzi o dobro owieczek? Strasznie to smutne...

                    Naprawdę, dawno, dawno temu słyszałam dobre kazanie, które wzbudziłoby potrzebę
                    powrotu do światyni, głębszą refleksję nad prawdami wiary. Nie jestem osobą tak
                    silną w wierze, która potrafiłaby pomimo wszystko czuć potęgę momentu
                    Podniesienia. Ten kościół przecież istnieje dla takich jak ja: zagubionych
                    owieczek, jednego obok 99 sprawiedliwych... Dlaczego nie robi on nic, aby
                    jednak do mnie dotrzeć? Postarać się? Poprawić relacje? Dlaczego krzyczy
                    prostacko na tych, którzy wreszcie przychodzą do spowiedzi, którzy przebywli
                    walkę z sobą, aby w końcu stanąć przed konfesjonałem? Przecież takich ludzi
                    powinno się przygarniać? Otoczyć ciepłem! To oni są tę jedną zagubioną
                    owieczką...

                    Kościół powienien się zreformować. Powinien naprawić moralność księży. Czy
                    potrzebujemy kopii Bernarda z Clairveaux, który w 1098 r. wyłamał się z zakonu
                    obleśnie bogatych benedyktynów, potępił ich rozwiązły tryb życia i ustanowił
                    zakon cystersów, działających wg nauk Chrystusowych, tzn. w prostocie i
                    ubóstwie? To nie bogate Cluny powinno być symbolem kkościoła... Zresztą
                    historia pokazuje, że z Cluny (siedziby benedyktynów) pozostał tylko fragment,
                    resztę zniszczono i rozebrano w trakcie Rewolucji Francuskiej. Tak upadają
                    mity, tak upada potęga. Tak też może upaść dzisiejszy Kosćiół. Może to, co się
                    narodzi, będzie bliżej BOga i człowieka?
                    • procesor Re: Msza sw. 27.12.04, 20:57
                      Tylko jedno ale -

                      czy ktos jeszcze pamięta że Kościół to nie księża
                      tylko WSZYSCy wierzący czyli równiez MY?

                      Księża są spośród nas - Kościół z którego się wywodza takich a nie innych ich
                      kształtuje.

                      Co narzekający robią by poprawić to co ich oburza w Kościele?
                      Zwykle nic, łatwiej i wygodniej jest ponarzekać..
                      • danik1 Re: Msza sw. 28.12.04, 16:25
                        procesor napisała:

                        > Tylko jedno ale -
                        >
                        > czy ktos jeszcze pamięta że Kościół to nie księża
                        > tylko WSZYSCy wierzący czyli równiez MY?
                        >
                        > Księża są spośród nas - Kościół z którego się wywodza takich a nie innych ich
                        > kształtuje.
                        >
                        > Co narzekający robią by poprawić to co ich oburza w Kościele?
                        > Zwykle nic, łatwiej i wygodniej jest ponarzekać..

                        Ksieza, podobnie jak politycy, bardzo szybko zapominaja, ze to oni sa dla nas,
                        a nie my dla nich. Tak jak to juz ktos wczesniej napisal, w glowach im sie
                        poprzewracalo. To oni sami kreca sobie bicz na siebie, bo nic nie robia w tym
                        kierunku, aby te "zblakane owieczki" nawrocic na dobra droge, aby wrocily na
                        lono kosciola, tylko jeszcze sie obrazaja na parafian.
                    • isma Re: Marianko, 28.12.04, 09:24
                      Hm, dyskusja o ubostwie robi sie demagogiczna wink)). Mozemy wymienic argument o
                      maybachu Jankowskiego (na marginesie: tu to akurat wladze koscielne bynajmniej
                      nie daly dowodu bezsilnosci - owszem, modus operandi Kosciola jest moze
                      wolniejszy, niz przecietna, ale patrzac na skutecznosc dzialania naszego
                      panstwa np. w sprawie niejakiego Ungiera, to i tak casus Jankowski rozegrany
                      zostal jako absolutny blitzkrieg) na argument o pewnym dobrze mi znanym zmarlym
                      w tym roku jezuicie, ktory, kiedy po powrocie ze szpitala oddal przyjaciolom
                      recepty na leki do wykupienia, to po przeszukaniu jego kieszeni, biurka i
                      pokoju znalazlo sie cale cztery zlote ;-O. Tylko, ze zarowno jeden jak i drugi
                      przyklad niczego nie dowodzi, poza swietoscia lub jej brakiem tego czy innego
                      czlowieka.

                      Caritas - no, musi zatem obracac ogromnymi pieniedzmi (pochodzacymi, jak wiesz,
                      wylacznie z ofiar naszego ubogiego spoleczenstwa wink)), skoro, marnujac tak
                      olbrzymie, jak piszesz, pieniadze, jeszcze moze bez wiekszych problemow
                      ofiarowac ofiarom trzesienia ziemi "na dzien dobry", bez wyciagania reki do
                      kogokolwiek, 30 tysiecy dolarow... Teraz oczywiscie troche ironizuje, ale to
                      tylko wynik pewnej dosc charakterystycznej niespojnosci w rozumowaniu wielu
                      osob, krytykujacych dzialnosc charytatywna Kosciola. Powaznie: zapewne Kosciol
                      i instytucje z nim zwiazane, jak kazda biurokracja, marnuja czesc srodkow,
                      ktorymi dysponuja. Pamietasz ataki na Owsiaka za Przystanek Woodstock? Mysle,
                      ze tak jak dajacy na Owsiaka godza sie z tym, ze za czesc pieniedzy nei pojdzie
                      na zakup sprzetu, tylko na impreze dla mlodziezy, tak i dajacy na Caritas maja
                      swiadomosc, ze nie da sie korespondencji przesylac umyslnym czy przepisywac jej
                      recznie, jak w sredniowiecznych klasztorach. A w ubostwie, mysle, nie chodzi o
                      to, zeby nie posiadac rzeczy. Chodzi o to, zeby rzeczy nie posiadaly nas wink)).
                      Mozna miec malo, ale chorowac z zazdrosci, ze inni maja wiecej, i to tez jest
                      sprzeniewierzenie sie ubostwu...

                      Co do bierzmowania, to niezupelnie wink)). Musialabym przetrzasnac dzieje
                      Apostolskie w poszukiwaniu cytatow, ale niewatpliwie jest w nich mowa o
                      nakladaniu rak przez przelozonych wspolnot na ochrzczonych, aby ci otrzymali
                      Ducha sw. - i taka jest biblijna geneza tego sakramentu. O ile mnie pamiec nie
                      myli, to siedem sakramentow ostatecznie zatwierdzil sobor trydencki, co mialo
                      miejsce circa 450 lat temu wink)). Co do dat glowy sobie uciac nie dam, ale
                      niewatpliwie sakrament bierzmowania musi byc baaardzo stary, bo udziela sie go
                      tez w kosciele prawoslawnym, zreszta z o wiele wieksza celebracja, bo oni
                      wierza, ze w myronie, czyli w olejach, ktorymi ochrzczony jest w tym obrzedzie
                      namaszczany, realnie istnieje Duch Swiety. I, zdaje sie, ochrzczonych
                      konwertytow na prawoslawie tez przyjmuja wlasnie przez charyzmacje.

                      I jeszcze o tym mitycznym upadku kosciola. No, kosciol rozumiany przez pryzmat
                      instytucjonalnego kleru, to juz w majestacie swego Urzedu Nauczycielskiego
                      szczesliwie upada od jakichs czterdziestu lat, od Soboru Watykanskiego II ;-
                      ))). Wlasnie miedzy innymi to wspomniane bierzmowanie to jest wlaczenie
                      wszystkich wiernych do udzialu w kaplanstwie Chrystusa, co konstytucja soborowa
                      Lumen Gentium nader dobitnie podkresla. Nie ma czegos takiego jak "sluby
                      kaplanskie" (sluby zakonne to troche co innego), i nie ma tak, ze kaplan
                      ma "wiekszy" obowiazek byc dobrym chrzescijaninem, niz kazdy innych
                      chrzescijanin, naprawde wink)). Moze tylko Bog go kiedys surowiej niz nas osadzi
                      z tego, czy aby maluczkich nie gorszyl wink)) - ale to nie na ziemi wink)).

                      I zauwaz pewna niekonsekwencje w roszczeniach ludzi: z jednej strony Kosciol
                      (instytucjonalny) sie za bardzo wtraca w ich zycie, a potem sie okazuje, ze to
                      wlasnie tenze Kosciol ma "do mnie dotrzec". Z jednej strony utyskujemy, ze
                      Kosciol nie umie mowic do wiernych i ze kazania sa kiepskie, a z drugiej
                      strony, jak sie okazuje, ze czasem mowi i to nieglupio (np. na temat znaczenia
                      Eucharystii, co do ktorej sie zalilas, ze Kosciol nie uczy jej przezywac, jak
                      raz trzy miesiace temu, bo na okolicznosc Roku Eucharystycznego, papiez
                      popelnil na ten temat znakomity tekst), to sie okazuje, ze to jest tylko
                      gadanie o dupie Marynie - i tak dalej, i tym podobne... No, nie mozna zjesc
                      ciastka i miec ciastko.

                      Ja na przyklad dobrze pamietam, ze przynoszac corke do chrztu zobowiazalam sie
                      w przyrzeczeniach chrzcielnych, ze bede dbala o to, by wychowac ja w wierze
                      tego Kosciola, w ktory przez chrzest zostala wlaczona. Ja, a nie ksiadz ;-O.
                      • marianka15 Re: Ismo 28.12.04, 17:29
                        isma napisała:

                        Mozemy wymienic argument o
                        > maybachu Jankowskiego (na marginesie: tu to akurat wladze koscielne
                        bynajmniej
                        > nie daly dowodu bezsilnosci
                        --------------------------------------
                        Mi się jednak wydaje, że dopiero śmierdząca sprawa dotycząca oskarżenia o
                        molestowanie spowodowała gwałtowną reakcję władz kościelnych w kwestii
                        Jankowskiego - bo inaczej już nie wypadało. Dopiero teraz zaczęto nagłaśniać
                        krytykujące Jankowskiego słowa padające z ust np. zakonników, a wyraźnie
                        mówiące, że oskarżony i jego bogactwo są hańbą kościoła. Przedtem było cicho -
                        na tyle, aby nic i nikt nie przeszkadzał księdzu w konsumpcji trufli i
                        przepiórek.


                        > w tym roku jezuicie, ktory, kiedy po powrocie ze szpitala oddal przyjaciolom
                        > recepty na leki do wykupienia, to po przeszukaniu jego kieszeni, biurka i
                        > pokoju znalazlo sie cale cztery zlote ;-O. Tylko, ze zarowno jeden jak i
                        drugi
                        > przyklad niczego nie dowodzi, poza swietoscia lub jej brakiem tego czy innego
                        > czlowieka.
                        -----------------------------
                        Cieszmy się tylko, że spotykać można takich ludzi. Ale może to tylko kwestia
                        tego, że zakon jezuitów jest utożsamiany z wysoką inteligencją - więc ów
                        ksiądz - wnioskuję - wie, co w życiu kapłana jest ważniejsze: posługa innym czy
                        sobie... To był żart, ale w miarę poważny smile



                        Sprawa Caritasu: znajomy był z nim blisko związany, więc dość dużo wiem na
                        opisany powyżej temat. Drogi sprzęt zupełnie jest tutaj nieuzasadniony, to nie
                        jest firma komputerowa, tylko instytucja charytatywna. A kiedy drogie
                        wyposażenie pojawia się w omawianych wnętrzach, to instytucja sama w sobie
                        staje się mało wiarygodna. Jeżeli zaś chodzi o Owsiaka, to kontrowersyjna
                        kwestia organizacji koncertów za duże pieniądze ma też swoich zwolenników:
                        przyświecała jej przecież myśl zjednoczenia młodzieży. Różnie to wychodziło,
                        fakt - ale jak na taką masówę trzeba przyznać, że młodzież była bardziej
                        zjednoczona niż podzielona. Może jednak "coś" dzięki tym koncertom
                        osiągnięto... I należy wspomnieć, że zabawa organizowana była z procentów od
                        zebranej sumy. Sprawa była od początku jawna i gdyby społeczeństwo rzeczywiście
                        się zbulwersowało, to przez tyle lat akcja zakończyłaby się śmiercią naturalną.
                        Zresztą uważam, że akcja Owsiaka nie ma takiego statusu, jak organizacja
                        charytatywna, jest tylko imprezą wspomagającą. W związku z powyższym osobiście
                        jestem bardziej zbulwersowana marnotrawieniem pieniędzy przez instytucje
                        charytatywne, myślące chyba podobnie jak zarząd dawnej Kasy Chorych jednego z
                        miast wojewódzkich: w kasie bieda, ale nowa siedziba w marmurach, o aranżacji
                        stworzonej przez świetnego architekta wnętrz...


                        Co do bierzmowania: jestem w tej kwestii niewyedukowana, więc nie podejmuję się
                        dyskusji. Widzę, że jesteś osobą światłą, więc daruję sobie (do momentu
                        znalezienia konkretnego argumentu) przeciąganie tematu smile


                        Co do kapłanów: uważam, że swoim życiem i postępowaniem powinien powinien
                        dawać przykład, a więc być możliwie jak najlepszym chrześcijaninem. Dlatego nie
                        zgadzam sie z Twoim zdaniem. A skoro nie ma ślubów kapłańskich, to co jest?
                        Może niepoprawnie je określiłam, ale czy przypadkiem osoba stająca się
                        kapłanem - sługą Chrystusa nie składa ślubu/przysięgi wierności, czystości,
                        ubóstwa itd.? Sprawę ubóstwa już przewałkowałyśmy, a jak się ma kwestia
                        czystości, ciała na przykład? Przecież kapłani też sobie z tym problemem nie
                        radzą...

                        Widzisz, w działalności Kościoła widać często dużo sprzeczności: karci się
                        brutalnie młodą, spowiadającą się kobietę z powodu braku czystości
                        przedmałżeńskiej, a księża płodzą dzieci, molestują - i są przenoszeni "za
                        karę" z parafii do parafii, ale rzadko kiedy odpowiadają za swoje czyny przed
                        sądem...
                        Kościół krzyczy (i słusznie), że już zarodek jest człowiekiem, a jednocześnie
                        broni zmarłemu w łonie matki kilkumiesięcznemu dziecku prawa do godnego
                        CZŁOWIECZEGO pochówku... Poczytaj proszę wypowiedzi obolałych matek na forum:
                        Chore dziecko, strata dziecka. To nie są informacje wyssane z palca...

                        Co do chrztu: z całego zamieszania związanego z chrztem mojego dziecka pamiętam
                        ogromne zmęczenie. Nie wynikające wcale z organizacji przyjęcia dla
                        chrzestnych, tylko z powodu rozbudowanej oprawy ceremonii. Najpierw gorączkowe
                        poszukiwanie białej szaty, o jakiej nie słyszała większość punktów sprzedaży
                        ubranek do chrztu w całym województwie - wymysł proboszcza (należało ją
                        przygotować przyszłościowo, aby wg księdza założyć ją również pod albę w dniu
                        komunii). Potem haftowanie tekstu podanego przez księdza. Potem podpisywanie
                        świecy, co było prawie niewykonalne. Potem pisanie listu do dziecka
                        (omawiającego punkt po punkcie dzień chrztu) i złożenie go w domowym sejfie (wg
                        przykazań księdza). W międzyczasie nauki dla rodziców, gdzie nieodłącznym
                        elementem było publiczne podawanie przez wszystkich informacji dotyczących
                        ślubu i narodzin dziecka, aby wszyscy mogli poinformować zebranych, kiedy
                        poczęli dziecko: przed czy po. Potem spowiedź, która niemal zaczęła się od
                        słów: a kiedy był ślub? (już o tym pisałam)
                        Nie pamiętam radości, która powinna temu wszystkiemu towarzyszyć. Mówienie
                        przez ksiedza o oprawie sakramentu przewyższało wszystko inne. To wcale nie był
                        szczęśliwy dzień. To był dzień podobny do tych, które przeżywają znajome matki
                        posyłające dzieci do bierzmowania, gdzie FORMA PRZERASTA TREŚĆ...

                        Ludzie, ale się rozpisałam...
                        Pozdrawiam cieplutko

                        • danik1 Re: Ismo 28.12.04, 20:38
                          marianka15 napisała:

                          > Widzisz, w działalności Kościoła widać często dużo sprzeczności: karci się
                          > brutalnie młodą, spowiadającą się kobietę z powodu braku czystości
                          > przedmałżeńskiej, a księża płodzą dzieci, molestują - i są przenoszeni "za
                          > karę" z parafii do parafii, ale rzadko kiedy odpowiadają za swoje czyny przed
                          > sądem...
                          > Kościół krzyczy (i słusznie), że już zarodek jest człowiekiem, a jednocześnie
                          > broni zmarłemu w łonie matki kilkumiesięcznemu dziecku prawa do godnego
                          > CZŁOWIECZEGO pochówku... Poczytaj proszę wypowiedzi obolałych matek na forum:
                          > Chore dziecko, strata dziecka. To nie są informacje wyssane z palca...

                          Zgadzam sie z Toba w 100%!!! Kiedys bardzo mnie zbulwersowalo jak uslyszalam,
                          ze ksiadz uznany za winnego molestowania dzieci (a ilu jest takich, ktorym
                          jeszcze nie udowodniono a zarzuty sa) zostal "ukarany" w ten sposob, ze musial
                          zrzucic dobrowolnie sutanne, za to nie musial isc do wiezienia. Wladze
                          koscielne wrecz zwrocily sie do niego z prosba, aby nie robil im problemu i
                          odszedl, bo inaczej powstanie skandal i oni beda musieli przyznac, ze
                          istnieje "zlo" (jakze okrutne) w ich szeregach. A ten ksiadz z Ameryki, co
                          poszedl do wiezienia za to samo? Dlugo sie tam nie nasiedzial, bo wiezniowie
                          wzieli sprawiedliwosc w swoje rece. Nie jest mi zal tego ksiedza, bo
                          molestowanie dzieci jest dla mnie najciezszym grzechem.
                          Jezeli chodzi o kobiety, ktorym kosciol odmowil prawa do pochowku dzieci
                          przedwczesnie urodzonych, bardzo mnie wzruszyl i zasmucil. Dla mnie jest to
                          oburzajace.

                          Co do instytucji charytatywnych, prowadzonych przez kosciol to znam przypadek,
                          bardzo bliski. Rodzina srednio zamozna do czasu, gdy syn nie zostal ksiedzem.
                          Teraz wybudowali sobie niemalze rezydencje, co w niej jest nie bede opisywala,
                          a tenze syn zbieral pieniadze dla biednych z Kazachstanu!

                          Nie powinno tak byc, ze z powodu Kosciola odchodzi sie od Boga. Ja tak nie
                          zrobilam, wierze w Boga, staram sie byc dobrym czlowiekiem. Zreszta to Bog mnie
                          oceni, a nie ksiadz Jankowski, czy jakis inny.
                          • isma Re: Danik 29.12.04, 09:39
                            O, jako prawnika mnie to bardzo interesuje. Jak to sie robi, ze po prawomocnym
                            wyroku sadu orzekajacym kare wiezienia bez zawieszenia sie nie idzie siedziec?
                            Przybliz szczegoly. Bo moze to byl jednak wyrok z zawieszeniem, ktory dostaje
                            znakomita wiekszosc popelniajacych przestpstwo mniejszej wagi po raz pierwszy,
                            co?
                            • danik1 Re: Danik 04.01.05, 22:49
                              Ismo miszkasz w Polsce, kraju gdzie niemalze wszystko jest mozliwe i zadajesz
                              mi takie pytanie? Ja nie wiem jak to sie dzieje, tez bym chciala wiedziec!
                              Pozdrawiam.
                              • isma Re: Danik 05.01.05, 08:17
                                Nie. Tylko, zanim sie zdziwie lub oburze, chcialabym znac szczegoly. Zawodowe
                                skrzywienie wink)).
                        • isma Re: Tez sie rozpisze ;-))) 29.12.04, 09:35
                          Rozpisalas sie, faktycznie wink)). Co mnie cieszy wink)).

                          Jasne, ze "codzienna" dzialalnosc Kosciola bywa wewnetrznie sprzeczna. Bo
                          tworza go ludzie wink)). To samo masz w medycynie, czy w szkolnictwie. Dlatego
                          wlasnie ja sie staram abstrahowac od konkretnych ludzi, cosmy juz w przykladzie
                          z kazaniami sobie powiedzialy. Moj pierwszy argument za Kosciolem katolickim
                          jest czysto dogmatyczny, jak mowie - jest to jedyny kosciol, w ktorym, jak dla
                          mnie, realizuja sie slowa Chrystusa o Jego obecnosci w Eucharystii. Wiesz, to
                          jest troche tak, jak z miloscia do wlasnego dziecka: tego, ze jest Twoje, i
                          dlatego je kochasz, nic nie zmieni - oczywiscie, chcialabys, zeby bylo
                          najmadrzejsze, najzdrowsze, najlepsze, najbardziej lubiane. Ale jesli takie nie
                          jest (jak jestes madra matka, to oczywiscie nie jestes na te wady slepa), to
                          jednak i tak je kochasz. Czasem probujsz wychowac wink)). Ja tak mam z
                          Kosciolem wink)).

                          Skoro jestesmy przy dzieciach. Ja tamto forum znam dobrze ;-(((. I moze
                          zauwazylas, ze wlasnie dlatego zanioslysmy list Anio3 do Tygodnika
                          Powszechnego, zeby pewne sprawy definitywnie wyjasnic. Dzieki temu udalo sie
                          uzyskac kilka naprawde glebokich teologicznych i pastoralnych analiz
                          autorytetow Kosciola, a zwlaszcza kompetentne opracowanie Artura Sporniaka, w
                          ktorym wskazuje sie na to, ze Kosciol juz od dawna nie praktykuje pokropku w
                          kacie kruchty, a Missale Romanum ma pelne celebracje pogrzebu zarowno dla
                          dziecka ochrzczonego, jak i zmarlego bez chrztu, w tym zmarlego w lonie matki.
                          Wierzacy rodzice, jesli szpital wydal cialo i wystawil karte zgonu (bez niej
                          nie da sie uzyskac aktu zgonu, wiec i zorganizowac zadnego, rowniez swieckiego,
                          pogrzebu), maja pelne prawo zadac koscielnego pogrzebu dla dziecka, a w razie
                          odmowy interweniowac u biskupa. Wiec bardzo Cie prosze, akurat w tej sprawie,
                          ktora mnie zreszta osobiscie dotyczy, nie pisz "Kosciol"...

                          Co do oprawy chrztu w Twojej parafii - wydaje mi sie przesadna, ale mysle, ze
                          nigdy taka byc nie przestanie, dopoki ktos nie zaprotestuje. A, niestety, my
                          juz tak mamy, ze wychylac sie nie lubimy ;-(((.

                          Czasem naprawde wystarczy jeden glos - jak chodzilismy z mezem na nauki
                          przedmalzenskie, to zdarzylo sie, ze pewien ksiadz wyglosil maksyme tej mniej
                          wiecej tresci: "Kosciol oczekuje od Was trojga dzieci". Poniewaz dla nas jest
                          to temat dosc bolesny (ja mam genetyczna skaze krwotoczna, ktora znacznie
                          utrudnia donoszenie ciazy), wiec akurat tego zmilczec nie moglismy. I moj maz,
                          ktory takie sytuacje rozgrywa z nadnaturalna slodycza, zapytal naiwnie, swoja
                          lamana polszczyzna, na jakichz to dokumentach Kosciola ksiadz opiera swoje
                          jakze stanowczo wyrazone mniemanie. Cisza zalegla jak makiem zasial, w koncu
                          ksiadz zaczal cos bakac "a bo jedynacy, to sa egoistami", wiec z kolei ja
                          slodziutko zapytalam, czy bedac jedynaczka i radna tudziez wolontariuszka
                          hospicjum stanowie jakies kuriozum w naturze, i glupie gadki sie skonczyly. To
                          bywa przykre i bolesne, ja wiem. Ale znowu - widziane w perspektywie
                          Chrystusowej naprawde przestaje miec znaczenie wink)). I jeszcze - Boza
                          sprawiedliwosc nie koniecznie musi sie realizowac tu i teraz. Mnie moi Rodzice
                          nauczyli takiego fajnego wersetu: "sludzy nieuzyteczni jestesmy, wykonalismy,
                          co do nas nalezalo" - czyli, staje przed Bogiem z pustymi rekami, nie mam wobec
                          Niego zadnych zaslug ani nadziei na nagrode. I tylko od Niego zalezy, co ze mna
                          bedzie wink)).

                          I jeszcze krotko o kaplanstwie, bo zdaje sie, zaraz z e-mamy zrobimy forum
                          apologetyczne wink)). Sluby dotrzymywania rad ewangelicznych: czystosci, ubostwa
                          i posluszenstwa, skladaja zakonnicy. Z tym, ze tak naprawde rady ewangeliczne
                          sa wskazowka dla kazdego chrzescijanina, stosownie do jego stanu (tylko, zesie
                          tego uroczyscie nie przyrzeka) - np. mozna praktykowac posluszenstwo w rodzinie
                          czy pracy zawodowej. A ubostwo, jak pisalam, wcale nie musi oznaczac braku dobr
                          materialnych wink)). Moj maz mowi czulo-zlosliwie, ze ja na przyklad powinnam
                          praktykowac ubostwo duchowe polegajace na ograniczeniu popisywania sie obfitym
                          gadaniem wink)).

                          Ksieza otrzymuja sakrament kaplanstwa, ktory we wspolczesnej praktyce kosciola
                          rzymskokatolickiego jest zwiazany z wymogiem celibatu, czyli bezzenstwa (ale
                          juz np. kosciol greckokatolicki, bedacy w pelnej komunii z Rzymem, uznajacy
                          zwierzchnictwo papieza i nie rozniacy sie od katolicyzmu zachodniego
                          dogmatycznie - celibatu nie ma). Wiec kwestie wstrzemiezliwosci seksualnej czy
                          dotycza ich tak, jak bezzennych swieckich wink)). To samo z ubostwem. Natomiast,
                          co do molestowania i sadu to nie ma zadnych speclanych regulacji prawnych,
                          dajacych kaplanom immunitet w tych sprawach. owszem, jest pewna "zmowa
                          spoleczna", ale taka sama "zmowa", zauwaz, istnieje np. w przypadku nauczycieli
                          czy wysokich urzednikow.

                          Na koniec: to, ze nasze krytyczne myslenie o Kosciele skupia sie glownie na
                          ksiezach, to wlasnie jest dowod na to, jak jeszcze ciagle Kosciol (zwlaszcza w
                          Polsce) jest sklerykalizowany, czyli, jak malo czuja sie za niego
                          odpowiedzialni swieccy. Slusznie tu napisano: kosciol to nie ksieza, tylko my.
                          No, i wlasnie, trzeba cos zrobic, zamiast narzekac wink)). Ale to wymaga odwagi
                          i dojrzalosci...
                          • marianka15 Re: Tez sie rozpisze ;-))) Isma 29.12.04, 12:19
                            Ismo, a jednak trafiłam - podejrzewałam, że musisz być wykształcona w kierunku
                            humanistycznym i proszę: prawnik! No i przyznaję, że historię kościoła i prawo
                            kanoniczne masz opanowane smile Chyba ryzykowne jest podjęcie się z Tobą dyskusji
                            na ww tematy smile

                            Napiszę więc tak po prostu, po ludzku, jako osoba poszukująca, krytykująca
                            kościół (co już zresztą wiesz), ale posiadająca zbyt mało odwagi i... tupetu.
                            Tak, narzekam - zresztą nie ja jedna. Obok mnie są masy ludzi, którzy nie
                            potrafią się zdobyć na powiedzenie NIE. Wynika to chyba z przeświadczenia o
                            wielkiej potędze kleru, który w razie "pospolitego ruszenia" wykrzyczy tylko z
                            ambony: "Kowalski z ul. Akacjowej podważył moje słowa!" - i już Kowalski jest
                            uziemiony! Nie istnieje w środowisku, zwł. parafialnym. Bo istnieje silniejsza
                            kwestia opinii publicznej, opinii lokalnej, która uznaje za dobrego tego, co
                            chodzi do kościoła i rzuca na tacę piećdziesiątkę, a i siedzi cicho nie
                            narzekając. I ksiedza po rękach całuje...

                            Opowiem wydarzenie sprzed tygodnia.
                            Mieliśmy w zakładzie pracy środowe spotkanie przedświąteczne: przyjątko, jakby
                            symboliczna Wigilia. Pyszne potrawy (szwedzki stół), atmosfera choinki,
                            ciepełko palących sie lampek. Zgromadził ten stół wszytkich, bardzo uradowanych
                            przyjazną atmosferą. Ale... na stole stanęły też lampki wina - po jednej dla
                            każdego. Nie wiem, czyj był to pomysł (bądź niedopatrzenie). Może firmy, która
                            przygotowała i dostarczyła potrawy? Dzisiaj - nieważne.
                            Jednym z gości był ksiądz proboszcz. Wszedł do pomieszczenia i... zaniemówił.
                            Ale szybko odzyskał głos wrzeszcząc: "Ja wychodzę, co tutaj robi to wino?
                            Przecież to wigilia!" Ktoś nieśmiało stwierdził, że to jest tylko spotkanie
                            symboliczne, a prawdziwa wigilia będzie miała miejsce w piątek. Kapłan nadal
                            wrzeszczy! "Tak, przyszli tutaj, aby się upić!" Ktoś równie nieśmiało: "Ale
                            przecież alkohol sam w sobie nie jest zły, póki spożywany w małych ilościach. A
                            przecież nikt nie będzie sie upijał..." Na to ksiądz: "Nie będą sie upijać?
                            BĘDĄ SOBIE W MORDY WLEWAĆ!!!" (zacytowane dokladnie) Cisza...

                            Spotkanie skończyło się po dwóch godzinach, po czym wszyscy się rozeszli. Nikt
                            alkoholu sobie w MORDĘ nie wlewał, nie było pijanych, natomiast nic nie
                            stanęło na przeszkodzie, aby kapłan wyszedł ze spotkania OBŻARTY...

                            Byliśmy grupą nauczycieli, pracowników administracji szkolnej. Byliśmy i
                            jesteśmy pasterzami swoich owieczek. Ale nigdy nie mówimy do uczniów w sposób
                            tak arogancki i bezczelny. Bo my musimy pamiętać o zasadach, o dawaniu
                            przykładu NAWET W MOMENCIE WZBURZENIA, kiedy uczeń nas obraża. Bo rozłoszczony
                            rodzic może założyć sprawę w sądzie o znieważenie... Dlaczego tylko my musimy
                            się pilnować?
                            Po spotkaniu pozostał więc niesmak...


                            Ismo, tylko ludzie wielkiej wiary potrafią iść do przodu ku Chrystusowi, nie
                            zważając na grzeczy kościoła jako instytucji. Takim maluczkim jak ja, potrzebne
                            są dobre przykłady, dobre kazania, dobrzy kapłani. Tak, oni wcale nie muszą być
                            ubodzy, masz rację. Ale tacy jak ja pamiętają niestety coroczne wizyty
                            duszpasterskie (tzw. chodzenie po kolędzie) w domu rodziców, kiedy w zwyczaju
                            było dawanie kapłanowi przez wszystkich mieszkańców parafii dwóch kopert:
                            jednej na kościół, drugiej dla księdza. A on zawsze brał, nawet, jeżeli w domu
                            było biednie. A jeżeli ktoś miał tylko jedną kopertę (z powodu ubóstwa), to
                            ksiądz ZAWSZE wkładał ją do kieszonki w teczce z oznakowaniem: "za wizytę
                            duszpasterską". Nigdy odwrotnie! Ile pieniędzy trafia w ten sposób do szarej
                            strefy?
                            Takie niestety mam wspomnienia dotyczące klsięży. Nigdy nie figurują w nich
                            jako ciepli doradcy... No i ten niedawny incydent związany z pochówkiem
                            kuzynki: przez tyle lat dawała połowę emerytury na kościół. W dniu pogrzebu
                            ksiądz wręcz rozpływał się nad jej hojnością. A od rodziny za pogrzeb pobrał...
                            800 zł! Tyle zarabia przeciętny mieszkaniec miejscowości. WZIĄŁ O 200 ZŁ WIĘCEJ
                            NIŻ KSIĄDZ SĄSIEDNIEJ PARAFII Z TEGO MIASTECZKA !!! Rodzina orzekła, że gdyby
                            wcześniej wiedziała, nigdy nie załatwiałaby pochówku w tej miejscowosci... Do
                            końca musiał się "nachapać"...

                            Ojej, kończę!
                            Wiem, że może te moje atakujące kościól przykłady bolą Ciebie bądź inne
                            forumowiczki, wieć chciałabym przeprosić. Ale ja uczciwie przyznaję, że
                            potrzebuję dobrych wzorców, bo czego uczą mnie miejscowi kaplani? jak sie
                            dobrze urządzić w życiu?
                            Dla mnie ich postępowanie jest ważne. JA WCALE NIE CHCĘ ODDZIELAĆ KOŚCIOŁA OD
                            BOGA, ale tylko wtedy zachowuję zdrowy rozsądek...
                            • isma Re: Tez sie rozpisze ;-))) Marianka 29.12.04, 13:24
                              Z przyjemnoscia przeniose te rozmowe na inny grunt, np. na priv wink)). Bo to
                              jest dobra rozmowa, slowo. I ja nie odbieram tego, co piszesz, jako ataku na
                              Kosciol, czy na mnie. Ja nie z tych, co maja syndrom oblezonej twierdzy wink)).

                              Widzisz, moim zdaniem ci katolicy, ktorzy sie swiecie obruszaja w dzisiejszej
                              Polsce z powodu atakow na "swieta wiare katolicka", to powinni troche
                              pomieszkac w bylym Zwiazku Radzieckim. Moj tesc, Rosjanin, zostal ochrzczony
                              dopiero jako dorosly (efekt misyjnej pracy tesciowej, ukrainskiej Polki-
                              katoliczki od pokolen wink)), po czym zaczal wieloletnie zbieranie wymiernych
                              finansowo i ambicjonalnie szykan z tego powodu. Tesciowa, mimo zgola odmienego
                              wyksztalcenia, dorabiala jako krawcowa. A jeszcze kilka lat temu ich syn,
                              jezuita, byl godzinami trzymany na granicy, kiedy jechal do Kazachstanu, i
                              pogranicznicy drwili z niego, ze jak moze, noszac uczciwe rosyjskie nazwisko
                              na -ow, byc watykanskim fagasem. Wiec w tym kontekscie to mnie naprawde nie ma
                              co bolec - moze tylko to, ze moj Kosciol jako instytucja nie jest zawsze taki,
                              jaki byc powinien wink)).

                              Z oplatkami, to ja mam robocza zasade, ze przed swietami w ogole nie chodze
                              (wyjawszy oplatek hospicyjny, bo tam czekaja na Boze Narodzenie ci, ktorzy moga
                              go nie doczekac) ;-O. Adwent to adwent, jakos sie nie moge przemoc do takiego
                              swiatecznego falstartu wink)). I wczoraj wlasnie zrobilismy sobie z moja rada
                              dzielnicy pierwszy w dziejach oplatek poswiateczny, za to z koncertem organowym
                              i z udzialem wszystkich chetnych mieszkancow, coby do nich ludzkim glosem
                              twarza w twarz kazdemu z osobna przy zyczeniach przemowic, a nie tylko lapy
                              wiecowo sciskac wink)). Super bylo wink)).

                              Natomiast, co do wina, pleban zdecydowanie racji nie mial, bo Adwent to jest
                              RADOSNE oczekiwanie wink)). Nie, a powaznie, to bym na miejscu dyrekcji czleka
                              wyprosila, zwlaszcza, ze sam to deklarowal. Kubel zimnej wody czasem dobrze
                              robi. W moim domu rodzinnym, w ktorym jednodzietnosc jest smutna, wymuszona
                              przez geny, norma, taka akcja miala zazwyczaj miejsce przy okazji wizyty
                              duszpasterskiej zwanej koleda. Ksiadz sie rozgladal, mowil: takie duze macie
                              panstwo mieszkanie, a dziecko tylko jedno? Na co moja Mama odpowiadala slodko,
                              acz stanowczo: tak, prosze ksiedza, dziecko istotnie jest jedno, mieszkanie
                              istotnie jest duze, a drzwi w nim sa tam... Tak, ze wyszczekaniem, to ja tez
                              genetycznie jestem obciazona, nie moja zatem zasluga wink)).

                              Czy ja spotkalam madrych ksiezy? Nie za duzo. Z moim wlasnym proboszczem to sie
                              chyba tylko w kwestii Credo zgadzam wink)). No, spotkalam jezuitow, ktorzy
                              regularnie daja mi kopy do samodzielnego poszukiwania, fakt. Przed kilkoma
                              laty, przez siec, poznalam madrego wierzacego czlowieka, dzisiaj czlonka
                              kosciola zielonoswiatkowego, ktoremu wiele zawdzieczam. Fakt, ze najwiecej o
                              Kosciele przeczytalam jako niewierzaca, zeby wiedziec, z czym sie NIE zgadzam ;-
                              ))). Ale tez, jako niewierzaca, a majaca zamiar wziac sakramentalny slub z
                              racji nacisku rodziny owczesnego narzeczonego, spotkalam jednego bezdennie
                              glupiego i prymitywnego ksiedza, ktorego komentarz do mojej zawiklanej zyciowo
                              i duchowo sytuacji byl tak ordynarny, ze... sklonil mnie do staniecia przez
                              Bogiem w prawdzie. A potem nastapilo kilka niekoniecznie przyjemnych, ale
                              znaczacych zbiegow okolicznosci wink)), no i mam to, co mam. Trzy razy mniej
                              kasy na koncie, o polowe mniej znajomych - i wiare ;-O.

                              Co do tego nasladowania. Pismo sw. nie na darmo mowi: slow ich sluchajcie, ale
                              czynow ich nie nasladujcie wink)). Wyglada, ze juz w czasach apostolskich
                              zanosilo sie na to, ze kolejne pokolenia apostolow nie beda wolne od ludzkich
                              ulomnosci wink)). Ja mam to szczescie, ze mam wokolo sporo sensownych katolikow
                              swieckich, takich "swietych codziennosci". W tym wlasnego meza, o ten, to jest
                              ze mna meczennik wink)).

                              A Ty skad jestes?
                              • marianka15 Re: Tez sie rozpisze ;-))) Marianka 29.12.04, 14:01
                                Ismo, napisałam słów kilka na priv smile
                                • marianka15 Re: Tez sie rozpisze ;-))) Marianka 29.12.04, 14:23
                                  P.S. Poszło? Miałam małe problemy natury technicznej, zawiesiło się sad
                                  • isma Re: Tez sie rozpisze ;-))) Marianka 29.12.04, 14:30
                                    Chyba ni ;-(((. Moi sluzbowi informatycy (bo tam mam przekierowana poczte z
                                    Gazety) maja jakies okrutnie wymyslne firewalle, w celu ochrony tajemnic wagi
                                    panstwowej wink)) i poczte czasem odbija.
                                    Ale uzywam tez konta isma@interia.pl.
                                    • marianka15 Re: Tez sie rozpisze ;-))) Marianka 29.12.04, 18:31
                                      Ale teraz to już chyba musiało pójść. Bo jeżeli nie... to końmi zaciągnę
                                      wiadomosć lub z procy wystrzelę smile
                                      • marianka15 Re: Odrobinkę o pozycjach 29.12.04, 18:41
                                        Dziewczyny,
                                        dość już dzisiaj zgrzeszyłam pisząc w tym wątku, ale jestem winna jednej z Was
                                        kilka słów dotyczących pozycji przy współżyciu seksualnym. Otóż dobrą pozycją
                                        jest klasyczna, czyli tatuś na mamusi, od przodu. Złą, potępianą przez kościół:
                                        od tyłu, tatuś za mamusią (i tutaj jestem od zawsze zaskoczona, bo przecież ta
                                        pozycja jest najlepsza przy prokreacji, ułatwia zapłodnienie - wg podręczników).
                                        Ale taka opinia dotycząca seksu u nas panuje, aczkolwiek nie potrafię powołać
                                        się na żadne kościelne źródło pisane.

                                        Nie mogę się powstrzymać, ale muszę zacytować ohydny kawał, który u nas jest
                                        wciąż żywy, a dotyczy oczywiście tego, co powyżej napisałam (będę za to smażyć
                                        się w...):
                                        - Dlaczego pozycja "od tyłu" jest tak potępiana przez kościół?
                                        - Bo za blisko krzyża...

                                        Ohydne, prawda? No i jak to świadczy o mnie... Ech...
                                        • grrrrw Re: Odrobinkę o pozycjach 29.12.04, 23:18
                                          Skad ta wiedza o pozycjach, mozesz podac dokument czy namiary.

                                          A co do alkoholu w szkole na szkolnej nauczycielskiej wigilii, moze ksiadz
                                          zareagował zbyt mocno, ale ja byłbym po jego stronie. Opłatek to cos w stylu
                                          wigilii, cos sakralnego. Alkohol zdecydowanie nie pasuje. Nie łamałabym sie
                                          opłatkiem na takim spotkaniu.
                                          Okazałoby się potem, ze nie tylko nauczyciele pili, ale i ksiadz z nimi.
                    • wiolontela Re: Msza sw. 29.12.04, 09:17
                      > Ojej, chyba się zagalopowałam... Chcę jednak podkreślić, że czasami należy
                      > rozdzielić Kościół od Boga - tego uczy nas rzeczywistość


                      Marianko, Kościoła od Boga oddzielić się nie da. Bo to Bóg w osobie Jezusa
                      Chrystusa Kościół ustanowił.
    • barbin Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 21:31
      Ivia, wiara jest trudna i trudno w niej wytrwać bez sakramentów.
      Jeżeli Ci rzeczywiście zależy na spowiedzi, to czy nie możesz zmienić
      spowiednika?
      W końcu jeżeli Twoje dziecko trafi na fatalnego nauczyciela, chyba nie bedziesz
      rezygnować z posyłania go do szkoły?
    • miriam_b Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 23:46
      ja do kościoła chodzę z córką ale i tak nie zawsze...chodzę tylko dla
      niej...jestem rozwódką i o spowiedzi nie ma mowy....ale skoro kiedy nasz ksiądz
      dowiedział się że jestem rozwódką i stwierdził że teraz nie należę do kościoła
      katolickiego to powiedziałam że w takim razie mnie tam nie zobaczą..i moich
      dzieci również...kościół mi dla Boga nie jest potrzebny!!!i spowedz tez
      nie...idę do kościoła i patrzę na tych darmozjadów wołających o ubóstwie i
      dzieleniu się z innymi a żadne jeszcze żadnemu dziecku na mleko nie dał!!!
      według mnie spowiedz wymyślona jest tylko i wyłącznie przez księży którzy
      potrzebowali w jakiś sposób górować nad ludzmi....
      • procesor Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 26.12.04, 23:47
        Mnie się zdawało że rozwódka może przyjmowac sakramenty..
        O ile nie zawarła ponownie - cywilnego juz - związku.
        Może sie myle.
        • miriam_b Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 00:19
          taaak też się póżniej o tym dowiedziałam ale na dzień dobry ksiądz mi
          poqwiedział że już nie należe do kościoła!!!!!!!!!!!!!!!!
    • edytkus Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 06:08
      Hmm, jak niektorym wiadomo mieszkam w USA i naleze do polonijnej parafii rzymskokatolickiej.
      Wbrew temu co pisza niektore osoby tutaj (a religia przeciez jest ta sama, nie rzadko msze prowadza
      ksieza przyjezdni z Polski) pary zyjace bez z slubu koscielnego moga chodzic do spowiedzi i
      przyjmowac komunie. W koncu jaki grzech popelniam nie majac slubu koscielnego? Przeciez
      uprawianie seksu w z wlasnym mezem/partnerem nie jest cudzolostwem?! Moze chodzi o to ze biorac
      slub koscielny MUSZE za niego zpalacic parafii (oczywiscie to sie nazywa dobrowolnym datkiem z
      okreslonym minimum!). Gdy podawalismy dziecko do chrztu zapytani w kancelarii o kosciol w ktorym
      zwawarlismy slub zmieszalismy sie, ale poinformowano nas ze nie ma sprawy, nie my pierwsi i nie
      ostatni. Na okoliczonsc chrztu nie musielismy nawet isc do spowiedzi, jesli sobie dobrze przypominam
      w czasie chrztu nie bylo komunii. Moj maz nie chodzi do spowiedzi za to przyjmuje komunie -
      uczeszczal do szkoly katolickiej i tam tak praktykowano. Pamietam ze w liceum ksiadz na religi
      tlumaczyl ze wiele tego typu praktyk (spowiedz, post etc.) to praktyki umowne, wprowadzone przez
      kosciol na przelomie lat i czesto nawet ksiezowie ich nie przestrzegaja. Acha, my za przynaleznosc do
      parafii musimy "placic," ekhm chcialam napisac dawac na ofiare wink - co kwartal dostajemy zestaw kopert
      w ktorych mamy ofiarowywac co tydzien minimum 10% dochodow + inne datki (np. na kwiaty, rachunki
      koscielne etc.). Czy to bylo w Biblii albo jest praktykowane w innych krajach? A przeciez religia ta
      sama! Widac amerykanskie grzechy nie moga sie rownac z polskimi i vice versa wink))))
      • nanuk24 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 06:40
        Edytkus, konkubinat wg KK jest grzechem, uprawianie seksu przed slubem tym
        bardziej. Ja, w Illinois nie dostalam rozgrzeszenia, wlasnie dlatego, ze
        mieszkalam z partnerem bez slubusmile
        Moja kolezanka, zapytana przez ksiedza, czy wspolzyje ze swoim chlopakiem,
        odpowiedziala: "pewnie, ze tak i nie zamierzam z tego rezygnowac. Nie bede
        kupowala kota w worku"smile A ze tez moja kolezanka jest pyskata, skonczylo sie na
        tym, ze ksiadz szanowny wyprosil ja z kosciola!
        Fakt jest taki, ze ksieza w Stanach ida z nami na pewna ugode. Tu zawsze
        ochrzcza dziecko, nawet jesli rodzice sa bez slubu koscielnego. W Polsce, jak
        widze, jest roznie.
        Ze mna Ksiadz tez poszedl na ugodesmile Mam na razie tylko slub cywilny, za
        niedlugo biore slub koscielny i w tym samym dniu chce ochrzcic dziecko.
        A poniewaz chcieli mnie wyslac, oczywiscie na nauki przedmalzenskie... z gory
        powiedzialam, ze niech ksiadz sobie ze mnie nie smie zartowac, dziecko juz w
        domu, a on mnie na nauki wysylasmile. W efekcie, nauk nie bede miala, a slubu mi
        udzieli.
        W Stanach polscy ksieza inaczej podchodza do tego. a to dlatego, ze jak jeden
        ksiadz odmowi, idze sie do innego i ten pierwszy na nas nie zarobi. To jest
        czysty biznes.
        Pozdrawiam
        • ivia Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 10:06
          Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi, wydaje mi się że należy się tu słówko
          wyjaśnienia, zwłaszcza że u mnie już trochę emocje opadły i mogę się bardziej
          racjonalnie wypoowiadać.

          "Chodzenie w niedziele do kosciola - 1 godz + 1/2 godz. na dojscie
          Spowiedz raz w roku na Wielkanoc - 5 minut? 15 minut? + 1/2 godz. na dojscie
          Rekolekcje - nie sa obowiazkowe.
          Naprawde nie zdazysz przenaczyc dla Boga dwie doby w roku? "

          No coż, w niedzielę do kościołą nie chodzę, bo mam zajęcia na uczelni.
          Powiecie, że mogę z nich zrezygnować jeśli chcę być w pełni katolikiem. Mogę,
          tylko kto wtedy da jeść moim dzieciom, bo mój mąż od 11 miecsięcy jest bez
          pracy. Powiecie, że mogę pójść na popołudniową mszę. Mogę, ale chcoałabym, żeby
          moje dzieci chciaż czasem miały bvezpośredni kontakt z mamą. Poza tym ja też za
          nimi tęsknię!!! Ale możliwe, że za mało się staram i nie umiem sobie
          zorganizować czasu.
          A do spowiedzi zwykle chodzę na Wielkanoc, Boże Narodzenie i inne okazje typu
          ślub czy chrzest.

          "Inna sprawa to spowiednik- warto znalesc sobie madrego spowioednika, nie
          takiego co to cie po prostu obsztorcuje."

          Odchodząc od konfesjonału pierwasz myśl była taka, że trafiłam na
          nieodpowiedniego księdza, ale później sobie pomyślałam, że rozumuję jak
          większość ludzi, stereotypowo, że nawet do spowiedzi muszę sobie załatwić
          odpowiedniego księdza czyli co? mam znaleźć znajmości? ksiądz musi znać mnie i
          moją rodzinę żeby mieć odpowiednie podejście? To wtedy nie będzie na mnie
          krzyczał bo będzie "po znajmomości"? To ja naprawdę dziękuję za takie
          rozgrzeszenie.

          "Do spowiedzi nie chodzi sie po pochwały tylko wyznac grzechy. Skoro nie
          uwazasz za grzech niechodzenia do koscioła,bo naprawde nie masz na to czasu, to
          po co sie z tego spowiadasz ?

          Spowiadaj sie z tego, co Ci sumienie podaje i w duchu pokuty, czyli nie
          nastawiaj sie na głaskanie po głowie i pochwały, ze jestes fajna, a na to, ze
          bedzie nieprzyjemnie."

          To znaczy, że jeśli ja uważam, że nie mogę pójść do kościoła to nie jest to
          grzechem? Od zawsze mnie uczono, że w niedzielę powinno się chodzić do
          kościoła, i chodziłam, gdy miałam takie możliwości.

          "obrażasz się na Boga przez jednego głupiego klechę? Jesteś chyba jeszcze b.
          młoda."

          Nie obrażam się na Boga ale nie pozwolę siebie już więcej obrażać. Mam 30 lat,
          a uważasz, że do jakiego wieku można dać sobą pomiatać?


          Poza tym, w swoim poście napisałam, że jestem oburzona sposobem w jaki mnie
          potraktował spowiednik, ksiądz to ksiądz i w moim mniemaniu powinna to być
          osoba która ma nieść otuchę i wsparcie, nie mówię, że ma tylko chwalić, do
          spowiedzi idziemy wyznawać grzechy a nie pochwalić się jacy jesteśmy dobrzy,
          ale nie wydaje mi się odpowiednie obrażanie człowieka tylko dlatego, że jest po
          drugiej stronie konfesjonału.
          Wiara jest dla mnie ważna, ale jakoś coraz trudniej mi znaleźć Boga w kościele,
          księdza trzeba się wystrzegać bo albo będzie mnie poniewierał albo będzie mi
          molestował dziecko, no w najlepszym przypadku będzie chciał, żebym podpisała
          oświadczenie o zadeklarowanej sumie, jaką przekaże na kościół w przyszłym roku.

          Pozdrawiam
          Ivia

          PS. Nie wiem, jak się wstawia cytaty, więc wybaczcie taki sposób.
          • isma Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 10:14
            Wieczorem w sobote jest odprawiana Msza sw. niedzielna. Zaden problem, trzeba
            tylko chciec (napisala matka, radna, pracujaca na pelnym etacie zona od zawsze
            niepracujacego meza).
            • ewa2233 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 11:16
              A mi ksiądz dał taką naukę:
              Nikt cię nie zmusza do bycia lepszym.
              Sama musisz tego chcieć! Ale to twoja wolna wola.

              Śmieszy mnie, że ktoś się spowiada nie żałując grzechów i ma pretensje,
              że to, czym zgrzeszył jest grzechem, a przecież nie powinno być.

              Jeśli ktoś uważa, że współżycie z niemężem grzechem nie jest,
              no to w ogóle nie ma o czym mówić.

              Nikt nikogo nie zmusza ani do niegrzeszenia, ani do bycia lepszym.
              WOLNA WOLA!
              ------------------------------------------------------
              çççççççççççççççççççççĂçççççç
              • danik1 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 29.12.04, 00:21
                ewa2233 napisała:

                >> Śmieszy mnie, że ktoś się spowiada nie żałując grzechów i ma pretensje,
                > że to, czym zgrzeszył jest grzechem, a przecież nie powinno być.
                >
                > Jeśli ktoś uważa, że współżycie z niemężem grzechem nie jest,
                > no to w ogóle nie ma o czym mówić.
                >
                > Nikt nikogo nie zmusza ani do niegrzeszenia, ani do bycia lepszym.
                > WOLNA WOLA!
                > ------------------------------------------------------
                > çççççççççççççççççççççĂçççççç


                Czyli kobieta maltretowana przez meza (uczepilam sie tego tematu, bo ostatnio
                bylo o tym glosno) zdecyduje sie z nim rozwiesc i wcale nie uwaza tego za
                grzech, a za objaw zdrowego rozsadku to oznacza to, ze moze normalnie
                przystepowac do sakramentow swietych???

                Inny przyklad. Malzonkowie majacy tylko slub cywilny, nie czujacy, ze zyja w
                grzechu, maja takie same prawa jak w powyzszym przykladzie???

                To w takim razie czegos tu nie rozumiem. Kto sie wtedy myli, ci ludzie, czy
                ksiadz zamykajacy im drzwi KK???
                • evee1 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 29.12.04, 02:59
                  > Czyli kobieta maltretowana przez meza (uczepilam sie tego tematu, bo ostatnio
                  > bylo o tym glosno) zdecyduje sie z nim rozwiesc i wcale nie uwaza tego za
                  > grzech, a za objaw zdrowego rozsadku to oznacza to, ze moze normalnie
                  > przystepowac do sakramentow swietych???

                  Moze zyc w nim w separacji. Tego kosciol nie zabrania i wcale nie nakazuje
                  kobiecie zyc z maltretujacym mezem. Kosciol owszem mowi "zony badzcie posluszne
                  swoim mezom", ale w nastepnym zdaniu glosi "mezowie dbajcie o swoje zony".
                  • ivia Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 29.12.04, 08:55
                    I tu się z tobą nie zgodzę, bo mój ojciec był nałogowym alkoholikiem, w domu
                    wciąż były awantury, wyrzucanie jedzenia z lodówki, bicie mojej mamy (często do
                    nieprzytomności), mnie i mojej siostry. Separacja nie wchodziłą w grę, bo żeby
                    się uwolnić od ojca, on musiał mieć eksmisję. I co ksiądz na to? A no nic. "Co
                    Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza". I moja mama, katoliczka, w to
                    wierzyła przez 14 lat! Aż w końcu zdecydowała się na usunięcie z kościoła dla
                    ratowania zdrowia i spokoju swojego dziecka, bo myślę, że gdyby nie moja
                    choroba, która była skutkiem życia w patologicznej rodzinie to chyba trwała w
                    tym cbeznadziejnym związku aż do śmierci mojego ojca. Rozwiodła się z nim, ale
                    nie mogła uzyskać rozgrzeszenia, nie mogła przystąpić do Komunii Św.
                    Nie wiem, czy teraz to już jest dozwolone, czy nie, teoretycznie, moja mama
                    jest już wdową, więc mogłaby pójść do spowiedzi nie "chwaląc się" rozwodem i
                    dostaałaby rozgrzeszenie.
                    Tylko czy to wszystko jest w porządku? Ksiądz to mężczyzna i świadomie lub
                    nieświadomie solidaryzuje się z mężczyzną. Osobiście lubię jasne reguły, a w
                    kościele jest jak w urzędzie skarbowym, co urzędnik to inna interpretacja, a
                    każda nowelizacja tworzy nowy problem. Tylko czy ksiądz może krzyczeć i poniżać
                    wiernych, tylko dlatego, że jest księdzem? Czy nauczyciel może bić i krzyczeć
                    na swoich uczniów, tylko dlatego, że jest wychowawcą?
                    • danik1 ISMO - przeczytaj to 04.01.05, 22:53
                      ivia napisała:

                      > I tu się z tobą nie zgodzę, bo mój ojciec był nałogowym alkoholikiem, w domu
                      > wciąż były awantury, wyrzucanie jedzenia z lodówki, bicie mojej mamy (często
                      do
                      >
                      > nieprzytomności), mnie i mojej siostry. Separacja nie wchodziłą w grę, bo
                      żeby
                      >
                      > się uwolnić od ojca, on musiał mieć eksmisję. I co ksiądz na to? A no
                      nic. "Co
                      > Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza". I moja mama, katoliczka, w to
                      > wierzyła przez 14 lat! Aż w końcu zdecydowała się na usunięcie z kościoła dla
                      > ratowania zdrowia i spokoju swojego dziecka, bo myślę, że gdyby nie moja
                      > choroba, która była skutkiem życia w patologicznej rodzinie to chyba trwała w
                      > tym cbeznadziejnym związku aż do śmierci mojego ojca. Rozwiodła się z nim,
                      ale
                      > nie mogła uzyskać rozgrzeszenia, nie mogła przystąpić do Komunii Św.
                      > Nie wiem, czy teraz to już jest dozwolone, czy nie, teoretycznie, moja mama
                      > jest już wdową, więc mogłaby pójść do spowiedzi nie "chwaląc się" rozwodem i
                      > dostaałaby rozgrzeszenie.
                      > Tylko czy to wszystko jest w porządku? Ksiądz to mężczyzna i świadomie lub
                      > nieświadomie solidaryzuje się z mężczyzną. Osobiście lubię jasne reguły, a w
                      > kościele jest jak w urzędzie skarbowym, co urzędnik to inna interpretacja, a
                      > każda nowelizacja tworzy nowy problem. Tylko czy ksiądz może krzyczeć i
                      poniżać
                      >
                      > wiernych, tylko dlatego, że jest księdzem? Czy nauczyciel może bić i krzyczeć
                      > na swoich uczniów, tylko dlatego, że jest wychowawcą?
                      • isma Re: Czytalam, i powodu do krzyku nie widze ;-))) 05.01.05, 09:37
                        Danik,
                        Bog wyposazyl czlowieka, szczesliwie, w rozum oraz wolna wole. Czy jak
                        pojdziesz na egzamin, a wykladowca Ci powie, ze bez flaszki nie zdasz, to
                        kupisz flaszke, czy zrobisz awanture? Jak jestes obkuta, to zrobisz awanture.
                        Jak Ci sie kuc nie chce, to kupisz flaszke.

                        No wiec, podobnie jak nie jest prawda, ze co do zasady egzaminy zdaje sie
                        dopiero po obdarowaniu wykladowcy flaszka (co nie znaczy, ze takie sytuacje nie
                        maja miejsca), nie jest prawda rowniez, ze Kosciol nie pozwala rozwiedzionemu
                        uzyskac rozgrzeszenia czy przystapic do Komunii sw. Nie moze tego zrobic
                        rozwiedzony zyjacy w innym zwiazku, to prawda. Ale w opisanym przypadku mowy o
                        tym nie bylo. No, przepraszam, ale wypadaloby znac podstawy wlasnej wiary. I
                        mozna tylko wspolczuc Mamie Ivii (oprocz tego, ze trzeba jej wspolczuc
                        rodzinnego piekla), ze nie miala potrzeby ich poznac. I nie jest to kwestia
                        zmian ostatnich lat, obecnie obowiazujacy Kodeks prawa kanonicznego liczy sobie
                        lat 22 (nie sprawdzalam, przyznaje, jak regulowal te kwestie poprzedni, ale nie
                        sadze, zeby diametralnie roznie).

                        Krzyku i ponizania nic nie usprawiedliwia. Ani u ksiedza, ani u nikogo innego.
                        ale np. mnie sie to nigdy nie zdarzylo (a czasem byloby za co, oj, byloby), co
                        by swiadczylo o tym, ze sa ksieza i ksieza. No, i jest jeszcze pytanie, co
                        rozumiemy przez ponizanie - czy kazde pytanie, dotyczace naszych tzw. spraw
                        osobistych?

                        I jeszcze, co do tej idealnej jasnosci regul, o ktorych mowi Ivia. Tez to
                        lubie wink)). Ale, owszem, teoretycznie by mozna np. powiedziec: antykoncepcyjne
                        srodki hormonalne sa niedozwolone w kazdym przypadku. Tylko, ze wtedy podniesie
                        sie krzyk (w jakims sensie sluszny), ze sa kobiety, ktore musza stosowac te
                        srodki w ramach leczenia hormonalnego dosc powaznych przypadlosci. Albo
                        kobiety, ktore maz zmusza do seksu, i nie moga w inny sposob zabezpieczyc sie
                        przed ciaza. I tego Kosciol nie potepia.

                        Czyli, w kazdym przypadku konieczny jest osad indywidualny - jak zreszta
                        zawsze, kiedy mamy do czynienia z czlowiekiem. No, u licha, przeciez caly
                        system "swieckiej" sprawiedliwosci tez sie na tym opiera: inny wyrok dostaje
                        zabojca staruszki, inny pijany kierowca, ktory smiertelnie potracil pieszego na
                        pasach, inny wdowa, ktora wsadzila pod zebro noz maltretujacemu mezowi. Nie ma
                        taryfikatora, ktory by mozna bylo zastosowac "z gory". I jakos nikogo to nie
                        bulwersuje, przeciwnie, uwazamy to za przejaw madrosci slepej Temidy.
                        • ivia Re: Czytalam, i powodu do krzyku nie widze ;-))) 05.01.05, 23:33
                          Ismo, jeśli chodzi Ci o to, czy moja mama chciała zawrzeć inny związek
                          (formalny czy też nieformalny), to odpowiedź brzmi nie. Nie wiem, czy ty
                          miałabyś ochotę, po tym co przeszła. Poza tym do dziś jest sama.
          • wieczna-gosia Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 02:00
            > Odchodząc od konfesjonału pierwasz myśl była taka, że trafiłam na
            > nieodpowiedniego księdza, ale później sobie pomyślałam, że rozumuję jak
            > większość ludzi, stereotypowo, że nawet do spowiedzi muszę sobie załatwić
            > odpowiedniego księdza czyli co? mam znaleźć znajmości? ksiądz musi znać mnie
            i
            > moją rodzinę żeby mieć odpowiednie podejście? To wtedy nie będzie na mnie
            > krzyczał bo będzie "po znajmomości"? To ja naprawdę dziękuję za takie
            > rozgrzeszenie.

            moja droga bzdury godos wink)))
            sluchaj, ja wiele rzeczy mowie swojej przyjaciolce. Ona mnie wysłucha, czasami
            opieprzy, czasami doradzi. Czy to jest po znajomosci? No jak najbardziej. Ale
            rola spowiednika jest troche taka- tak powinien oceniac twoje postepowanie
            przez pryzmat wlasnie ciebie. Spowiednik nie ma gotowca odtad dotad grzech, a
            odtad dotad nie grzech. Gosc ktory wysłuchuje zone pijaczka i jej serwuje "nies
            corko swoj krzyz" jest walem nic walom nie ujmujac szczegolnie korbowym. Gosc
            ktory to samo doradzi dziewoi co narzeka ze maz nie zarabia 7 a jedynie 5
            tysiecy juz walem nie jest tylko realista i rozsadnym czlowiekiem.
            Tak, spowiednik powinien umiec do czlowieka podejsc indywidualnie. Jasna sprawa
            ze cie nie zna, trudno zeby przez kraty kojarzyl wszystkich lacznie z tymo, co
            to zasuwaja do spowiedzi raz na rok. Ale powinien posiadac taka umiejetnosc.
            Ja sama jak juz mowilam niewierzaca, z racji calkiem sporej wiary meza jestem
            na bierzaco w chodzeniu do kosciola, moge za ciebie odrabiac wink) i o
            spowiednikach sie naslucham zawsze. I wychodzi mi jedno- spowiednik nie
            powinien oceniac czlowieka. Od ocen to jest Bog
          • a_weasley Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo 28.12.04, 14:55
            ivia napisała:

            > Ale możliwe, że za mało się staram i nie umiem sobie zorganizować czasu.

            Bardzo być może. Osobliwie, że obecnie równie dobrze można pójść do kościoła w
            sobotę wieczór i też jest ważne.
            Nie wiem, gdzie mieszkasz. W Warszawie masz msze o każdej pełnej godzinie od 6
            do 21 (oprócz 14) i niektórych półgodzinach, w Krakowie co pół godziny od 6 do
            21:30. A jakbyś już żywcem nie mogła w wikend, a by Ci zależało, to lepiej
            pójść w tygodniu niż wcale.

            >> "Inna sprawa to spowiednik- warto znalesc sobie madrego spowioednika, nie
            >> takiego co to cie po prostu obsztorcuje."

            > Odchodząc od konfesjonału pierwasz myśl była taka, że trafiłam na
            > nieodpowiedniego księdza, ale później sobie pomyślałam, że rozumuję jak
            > większość ludzi, stereotypowo, że nawet do spowiedzi muszę sobie załatwić
            > odpowiedniego księdza czyli co?

            Oczywiście. Dokładnie tak, jak z lekarzem, mechanikiem...

            > ksiądz musi znać mnie i moją rodzinę żeby mieć odpowiednie podejście?

            Z każdym się rozmawia inaczej. Do każdego trzeba mieć inne podejście. Im
            delikatniejszych spraw to dotyczy, tym lepiej. Kościół katolicki wręcz zaleca,
            żeby, o ile możności, znaleźć sobie stałego spowiednika. To, co dla Ciebie może
            być obsztorcowaniem, dla kogoś może być akurat tym, czego potrzebuje. To, czego
            Ty pragniesz, mój ojciec uznałby zapewne za roztkliwianie się i głaskanie po
            główce. Różni mają różnie.
            W warszawskim kościele św. Marcina na Piwnej jest wręcz wywieszony rozkład, w
            które dni o jakiej porze ktory ksiądz spowiada.

            > To wtedy nie będzie na mnie krzyczał bo będzie "po znajmomości"?

            Będzie z Tobą rozmawiał tak, żeby się z Tobą porozumieć. Jeśli będzie miał
            wyczucie, to jak trzeba, to huknie, a jak nie trzeba, to nie huknie.
            Ale jeżeli wykonuje należycie swoje obowiązki, to nie spodziewaj się samych
            miłych rzeczy.

            > "Do spowiedzi nie chodzi sie po pochwały tylko wyznac grzechy. Skoro nie
            > uwazasz za grzech niechodzenia do koscioła,bo naprawde nie masz na to czasu,
            to
            >
            > po co sie z tego spowiadasz ?
            >
            > Spowiadaj sie z tego, co Ci sumienie podaje i w duchu pokuty, czyli nie
            > nastawiaj sie na głaskanie po głowie i pochwały, ze jestes fajna, a na to, ze
            > bedzie nieprzyjemnie."
            >
            > To znaczy, że jeśli ja uważam, że nie mogę pójść do kościoła to nie jest to
            > grzechem? Od zawsze mnie uczono, że w niedzielę powinno się chodzić do
            > kościoła, i chodziłam, gdy miałam takie możliwości.

            Z tego, co piszesz, nie wygląda, byś jakoś intensywnie tych możliwości szukała.
            Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.

            > księdza trzeba się wystrzegać

            A także nauczyciela, policjanta, sędziego... w każdej robocie są ludzie i
            ludziska.

            > bo albo będzie mnie poniewierał albo będzie mi
            > molestował dziecko, no w najlepszym przypadku będzie chciał, żebym podpisała
            > oświadczenie o zadeklarowanej sumie, jaką przekaże na kościół w przyszłym
            roku.

            Ciekawe, że otaczający mnie katolicy praktykujący regularnie z takimi
            zjawiskami się nie spotykają. Czytam o nich w prasie. I to jakoś najczęściej w
            agresywnie antyklerykalnej. Albo słyszę od osób rozżalonych na Kościół, ale
            właśnie na zasadzie "tak się dzieje", a nie "ja się spotkałem/am z konkretnym
            przypadkiem".
            "Księża molestują" to taka sama prawda jak "Policjanci fałszywie zeznają"
            czy "Sanitariusze mordują pacjentów". Tak samo prawda, że się tu czy ówdzie
            zdarzyło. I tak samo generalizacja krzywdzi większość.
            Tyle, że z pogotowia, sądu czy policji korzystać trzeba. Do kościoła można po
            prostu przestać chodzić. A mechanizmy obronne, które wszyscy mamy, radośnie
            łapią się argumentu "bo to źli ludzie są".

            > PS. Nie wiem, jak się wstawia cytaty, więc wybaczcie taki sposób.

            Zamiast "Odpowiedz" klikasz "Odpowiedz cytując" i wtedy wychodzą takie dzióbki
            z boku.
        • edytkus Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 08:31
          nanuk24 napisała:

          > Edytkus, konkubinat wg KK jest grzechem, uprawianie seksu przed slubem tym
          > bardziej. Ja, w Illinois nie dostalam rozgrzeszenia, wlasnie dlatego, ze
          > mieszkalam z partnerem bez slubusmile

          Ale ja mam slub, tyle ze cywilny i dawno temu slyszalam (od zarliwej katoliczki) ze to juz nie podchodzi
          pod pojecie konkubinatu, ale nie wiem czy to prawda. W kazdym razie w mojej parafii nikt z tego
          powodu nie robil nam zadnych problemow. I to mnie dziwi - dlaczego rozni ksieza mysla inaczej
          chociaz religia jest ta sama?! Kiedys na religii ksiadz powiedzial ze grzech popelnia sie w tedy gdy wie
          sie ze robi sie zle (troche to dziwne, ale rzeczywiscie tak powiedzial). NO wiec ja nie uwazam ze
          popelniam grzech nie majac slubu koscielnego. Zdaje sie ze w Biblii nie ma slowa o przymusie
          zawarcia zwiazku koscielnego, niegdy nie wspolzylam z nikim innym oprocz meza, nie zdradzam go
          ani nic w tym stylu, wiec dlaczego nie moglabym pojsc do spowiedzi czy do komunii?

          > Moja kolezanka, zapytana przez ksiedza, czy wspolzyje ze swoim chlopakiem,
          > odpowiedziala: "pewnie, ze tak i nie zamierzam z tego rezygnowac. Nie bede
          > kupowala kota w worku"smile A ze tez moja kolezanka jest pyskata, skonczylo sie n
          > a
          > tym, ze ksiadz szanowny wyprosil ja z kosciola!

          No i nie dziwie sie, w koncu wpolzycie przed zawarciem zwiazku malzenskiego jest grzechem wink

          > Mam na razie tylko slub cywilny, za
          > niedlugo biore slub koscielny i w tym samym dniu chce ochrzcic dziecko.
          > A poniewaz chcieli mnie wyslac, oczywiscie na nauki przedmalzenskie... z gory
          > powiedzialam, ze niech ksiadz sobie ze mnie nie smie zartowac, dziecko juz w
          > domu, a on mnie na nauki wysylasmile.

          ??? Ja pobieralam nauki przedmalzenskie w liceum, mam nawet "zaswiadczenie" z zajec religii.


          > a to dlatego, ze jak jeden
          > ksiadz odmowi, idze sie do innego i ten pierwszy na nas nie zarobi. To jest
          > czysty biznes.

          Ano wlasnie, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze. Mysle ze w Polsce tez tak jest, niby
          sie mowi o grzechu ale wystarczy dac wieksza ofiare sad
      • grrrrw Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 10:59
        Nie musisz isc do spowiedzi jesli chcesz isz do komunii. Do spowiedzi idziesz,
        gdy uwazasz, ze masz grzech ciezki i pragniesz go wyznac, jak zaleca Biblia.
        Brak slubu koscielnego nie jest grzechem jesli sa przeszkody w unormowaniu
        sytuacji (ktos złosliwie przedłuza procedury uniewaznienia poprzedniego zwiazku
        itd.). Jest grzechem natomiast jesli nie bierzesz slubu dla kaprysu.
        Datki wg. taryfy w Polsce okreslaja NAJWYZSZY poziom o jaki moze wnioskowac ,
        mozesz dac wiecej, jak cie stac, mozesz mniej.
        Brak slubu rodziców moze ale nie musi byc przeszkoda w udzieleniu dziecku
        chrztu. Np. powyzej 14 lat dziecko moze bez zgody rodziców o chrzest wystapic.
        Skoro nie macie slubu, to i komunii nie było.
        Biblia wyraznie nakazuje oddawanie na cele kultu 1o % dochodów. Pocyztaj
        Biblię.
        • ewa2233 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 11:19
          smile))
          gdzie w Biblii jest o procentach od dochodu?
          smile)
          Może PIT-y to nie taka znów nowość?
          ------------------------------------------------------
          çççççççççççççççççççççĂçççççç
          • isma Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 11:21
            No, toz przeciez to jest dziesiecina wink)). Praktykowana nb. dzisiaj w
            niektorych spolecznosciach protestanckich.
            • ewa2233 do ivii 27.12.04, 11:29
              << w niedzielę do kościołą nie chodzę, bo mam zajęcia na uczelni.
              (...) mogę pójść na popołudniową mszę. Mogę, ale chciałabym, żeby
              moje dzieci chciaż czasem miały bezpośredni kontakt z mamą. >>

              I to jest właśnie Twoja WOLNA WOLA.
              Niestety, nie chodzenie na Mszę Św. w niedziele jest grzechem.
              Ale wybór należy do Ciebie.
              -----------------------------------------------------
              çççççççççççççççççççççĂçççççç
          • monika277 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 11:35
            Nie mozna obrazic sie na Boga przez jednego niemilego ksiedza. Tacy niestety sa
            i mimo ze nas zniechecaja nie mozemy sie ugiac pod ich presja. Jest wielu
            naprawde fantastycznych ksiezy.
            Chodzic do spowiedzi czy nie, chodzic do kosciola czy nie to nasza wolna wola i
            to nasze wolne sumienie. I to nie ksiadz bedzie rozliczany za to ze nie
            chodzimy do kosciola czy do spowiedzi tylko my. Taka jest wlasnie
            sprawiedliwosc na tym swiecie ze kazdy umrze i kazdy stanie przed sadem
            ostatecznym. Dbajmy tylko o to zeby przed nim dobrze wypascsmile
        • magda1711 Ivia 27.12.04, 11:28
          >No coż, w niedzielę do kościołą nie chodzę, bo mam zajęcia na uczelni.
          >Powiecie, że mogę z nich zrezygnować jeśli chcę być w pełni katolikiem. Mogę,
          >tylko kto wtedy da jeść moim dzieciom, bo mój mąż od 11 miecsięcy jest bez
          >pracy. Powiecie, że mogę pójść na popołudniową mszę. Mogę, ale chcoałabym,
          żeby
          >moje dzieci chciaż czasem miały bvezpośredni kontakt z mamą

          Gdybyś chciała chodzić do kościoła , to byś chodziła...
          Gdybyś chciała poświęcić trochę czasu Bogu , to byś go znalazła...
          Chcesz pośwęcić trochę czasu dzieciom?To weź je z sobą do kościoła, i będą z
          tobą i z Bogiem.
          Każda wymówka jest dobra...
          Ksiądz cię źle potraktował?To powiedz mu o tym.
          Ale wg mnie pojscie do spowiedzi tylko na Wielkanoc , Boże Narodzenie, to po
          prostu pójście dla picu...Ot, żeby się pokazać że chodzę...
          • ivia Re: Ivia 27.12.04, 12:02
            Wcale nie chciałam, żebyście mnie utwierdziły w tym, że nie chodzenie do
            kościoła w niedzielę jest grzechem, bo o tym doskonale wiem. Czy w związku z
            tym, że wiem , że źle robię, to nie muszę się z tego spowiadać? Moja wolna
            wola to wybór: kościół czy dzieci, tak, i ja wybieram dzieci, mając świadomość,
            że nie pójdę do kościoła. Czy może w związku z tym, że wiem, że źle robię to
            spowiednik może mnie sponiewierać?

            Do magdy1711: Ktoś wcześniej napisał, że ludzie idą do spowiedzi i wybierają
            grzechy, które mówią spowiednikowi, ja też tak mogłam, ale jaką wartość ma taka
            spowiedź? Czy wtedy to nie jest dla picu?

            Taka jest religia, w której się urodziłam, że nakazuje spowiedź przynajmniej
            raz w roku, grzechem jest nieobecność we Mszy Św., nie zdradzam męża, nie
            usunęłam ciąży, nie kradnę, ale pracuję w niedzielę. Może nie należę do grona
            najlepszych chrześcijan, ale ksiądz nie ma oporu brać ode mnie pieniędzy
            zarobionych w niedzielę.
            • missisia Re: Ivia 27.12.04, 20:34
              A dla mnie spowiedź to głupota, dlaczego mam opowiadać o swoich grzechach
              jakiemuś darmozjadowi, który nic o mnie nie wie i jeszcze decyduje czy da mi
              rozgrzeszenie czy nie. Rozgrzesza Bóg i wolę się Jemu spowiadać i tylko wtedy
              gdy uważam, że naprawdę coś źle zrobiłam. Ogólnie staram się żyć w zgodzie z
              własnym sumieniem.
              Isia
              • maga30 Re: Ivia 27.12.04, 22:49
                To prawda, że Bóg rozgrzesza. Ale rozgrzesza właśnie w konfesjonale! I w konfesjonale właśnie Jemu, a nie księdzu się spowiadasz. Ksiądz jest tylko pośrednikiem. Jeśli przestałaś chodzić do spowiedzi z powodu księdza, to tylko sobie robisz krzywdę, a nie księdzu na złość.
                Powiem tylko, że i ja miałam kiedyś bardzo nieprzyjemną spowiedź - po odejściu od konfesjonału czułam, jak wszystko się we mnie buntuje. Z perspektywy czasu mogę przyznać, że to była moja najlepsza spowiedź. Nie chciałabym przeżyć takiej jeszcze raz, ale...pomogło. Czasem głaskanie po głowie nie pomaga, wracamy do domu i do naszych codziennych grzeszków. Żeby się z tego wyrwać potrzebna jest czasem terapia wstrząsowa.
                Życzę wszystkim dobrej spowiedzi i dobrego spowiednika.
    • danik1 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 27.12.04, 23:10
      Ja sie dowiedzialam, ze nie jestem katoliczka, bo nie chodze do kosciola. Nie
      wazne, ze mieszkam w Danii, kraju protestanckim i do kosciola katolickiego mam
      dwie godziny jazdy samochodem (ja nie mam prawa jazdy). To bylo przed tym jak
      staralam sie w swojej "dawnej" parafii o zaswiadczenie potrzebne mi do bycia
      chrzesna. Nie wazne bylo, ze bylam bierzmowana i ze nie zmienialam nigdy
      religii. Ot, juz nie jestem katoliczka w mniemaniu proboszcza. Gdyby jeszcze
      wiedzial, ze nie mam slubu koscielnego, a dziecko chrzcilam w kosciele
      protestanckim (chrzesna jest katoliczka, zadnych problemow z tego powodu nie
      mielismy!) to chyba by mi egzorcyzmy odprawil. Dodam, ze mam kuzyna ksiedza.
    • grrrrw dwa w jednym ? 28.12.04, 00:39
      Ale własciwie dlaczego nie isc do koscioła z dziecmi ? I kontakt z mama i z
      Bogiem.
    • polaola Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 15:17
      Ja przezylam szok gdy poszlam do spowiedzi przed matura przy okazji wycieczki
      na Jasna Gore. Tam wlasnie na J.Gorze spowiadalam sie z grzechow 17-latki i
      wyznalam spowiednikowi ze calowalam sie z chlopakiem. A on zaczal mnie
      dociekliwie wypytywac czy ten chlopak lapal mnie za cycki (doslownie) i gdzie
      jeszcze mnie obmacywal i jak ja sie przy tym czulam. A glos mial przy tym jakis
      taki oblesny, brrrrr. Dziewczyny, bylam w szoku, bylam wsciekla, czulam sie
      upokorzona, plakac mi sie chcialo, nie moglam z siebie wydobyc slowa, odeszlam
      od konfesjonalu i odciagnelam kolezanke ktora za mna czekala w kolejce. Od tej
      pory nigdy wiecej nie bylam (i nie bede) u spowiedzi. W ogole od tej pory
      jestem nieufna co do ksiezy ...
      • pola777 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 16:13
        polaola chyba u tego samego ksiedza bylysmy...tak mnie walkowal ze sie
        poplakalam. Od tamtej pory bylam moze dwa trzy razy i za kazdym razem czulam
        wstret do siebie ze sie komus zwierzam ze swoich prywatnych spraw, to bylo jak
        mialam 17 lat a z wieksza swoboda chodzilam do ginekologa niz do
        spowiedzi..przykre to, ale minelo siedem lat a ja wciaz mam totalne obrzydzenie
        do tej instytucji, ktora wydaje mi sie ludzkim wymyslem, boska inwencje widze
        gdzie indziej w swiecie.
      • dzindzinka Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 16:25
        Żaden ksiądz nie powinien mówić do spowiadającego się nawet z najgorszych
        grzechów ze złością i nienawiścią. Co jest warta taka spowiedź?
        W końcu to normalne, że w konfesjonale wyznajemy grzechy. Ciekawe co taki
        ksiądz powiedziałby gdybyś kogoś zabiła? Z dzieciństwa pamiętam proboszcza
        naszego kościoła u którego często musiałam się spowiadać. Horror! Darł się z
        powodu każdego nawet najlżejszego grzechu, a sam święty nie był, być może był
        pedofilem, tak twierdził kolega brata, do którego się ponoć przystawiał...
        To chyba jest regułą, że tacy księża są najmniej wyrozumiali.
        Osobiście nienawidzę chodzić do spowiedzi i chodzę tylko w razie konieczności
        (ostatnio gdy chrzciliśmy syna). Nie spotkałam księdza, u którego chciałabym
        się spowiadać. Mój mąż zniechęcił się, gdy podczas spowiedzi przedślubnej był
        pytany czy się onanizuje i pouczany ile ma mieć dzieci.
        Oczywiście na pewno są i normalni, i mądrzy księża, ale gdzie takich znaleźć?
        Zastanawiam się co jest warta spowiedź u księdza, który niejednokrotnie jest
        większym grzesznikiem niż większość z nas? Jakie może on mi dać pouczenie? Nie
        wierzę, że Bóg posługuje się takim pośrednikiem.
      • danik1 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 04.01.05, 23:02
        Jasna Gora - pielgrzymka maturalna, myslalam, ze to swiete miejsce pomoze mi
        wrocic na dobra droge (wtedy mialam momenty zwatpienia w Boga), niestety
        trafilam rowniez na ksiedza "erotomana" (to jakas norma?). Dlugo bylam w szoku,
        ale do Boga wrocilam, moze wlasnie to zdarzenie mi pomoglo. Przeciez ksiadz to
        tylko czlowiek i dlatego to co mowia nie zawsze do mnie przemawia.
    • atlantis75 Re: poszłam do spowiedzi - mam dosyć 28.12.04, 16:00
      Ivia, wszystko zależy od tego, czy poszłas do spowiedzi wyklepać grzechy przed
      świętami i fajrant na następny rok, czy wyznać grzechy przed Bogiem i żałować,
      ze się je popełniło. Jeżeli pierwsza opcja, to rzeczywiście nie chodż więcej do
      spowiedzi. Ksiądz to tylko człowiek, który tez błądzi - i bezsensu obrażać się
      na Boga z powodu kilku złośliwych słów rzuconych przez księdza. To tylko
      pośrednik, a grzechy odpuszcza Bóg.
      Miałam w życiu dwie sytuacje, które wyprowadziły mnie z równowagi przy
      spowiedzi. Jedna dotyczyła spowiedzi przedślubnej, do której zrobiłam taki
      rachunek sumienia, że spowiadałam się 40 min. smile Tymczasem ksiądz nazwał
      mnie "łatwą" i porównał do "dziwki", bo dałam mężowi przed slubem. Byłam
      wściekła, ale znalazlam sobie innego spowiednika. Fajny człowiek i mądry
      ksiądz. I takiego spowiednika Ci życzę smile
      Pozdrawiam smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka