ivia
14.01.05, 12:27
Byłam wczoraj w szpitalu na pobraniu wycinka. Przyjęli na oddział dziewczynę
(ok. 26 lat) w 9 tygodniu ciąży. Miała mieć usuniętą ciąże, bo usg, które
zrobiła poprzedniego dnia wykazało martwy płód. Nie muszę mówić, że
dziewczyna zapłakana, bo to pierwsza ciąża i taka wyczekiwana.
Mięli ją zabierać na ten zabieg, ale jakiś lekarz pomyślał, że warto by
powtórzyć usg. I co? Dziecko żyje, serduszko bije i wszystko ok. Jak przyszła
i nam to powiedziała, to oczywiście ucieszyłyśmy się wszystkie, ale
jednocześnie zbulwersowane taką "pomyłką". A pani doktor ( pracownik tego
szpitala), która zrobiła jej to błędne usg tak skomentowała: "Żywe? No widzi
pani, jak się dobrze złożyło?".
Boże, przecież zabili by jej dziecko w tym szpitalu!!!
Czy można się tak pomylić? Ja rozumiem, że lekarz się pomyli w kwestii płci
dziecka, ale powiedzieć, że dziecko nie żyje i od razu na aborcję, bez
dodatkowych badań?
Najgorsze było to, że na tej samej sali była inna kobieta, którą przywieźli
właśnie po usunięciu martwego płodu. Aż mi się płakać chce jak sobie
przypomnę, jak ona sobie wmawiała, że jej dziecko już nie żyło. Znowu mi się
chce płakać.